Kluczowe wnioski z analizy:
ASML, TSMC, Bitcoin, Ethereum, Lucid, Netflix – te spółki i kryptowaluty znalazły się w centrum uwagi w najnowszej analizie rynku. Omawiamy zaskakujące wyniki finansowe ASML i TSMC, rekordowe wzrosty Bitcoina i Ethereum, wpływ decyzji politycznych na rynek kryptowalut oraz ciekawe partnerstwo Ubera i Lucid.
- Rynki finansowe: Niepewność geopolityczna wpływa na decyzje inwestorów, którzy premiują spółki jasno komunikujące swój udział w boomie na AI.
- Kryptowaluty: Bitcoin i Ethereum notują rekordowe wzrosty, napędzane m.in. decyzjami regulacyjnymi w USA i rosnącym zainteresowaniem inwestorów instytucjonalnych.
- Spółki technologiczne: Analiza wyników finansowych ASML i TSMC pokazuje, jak ważne jest jasne komunikowanie strategii w kontekście AI. Sukces Netflixa i partnerstwo Ubera z Lucid to kolejne ważne punkty.
- Portfel inwestycyjno: Autor dzieli się wynikami swojego portfela inwestycyjnego, który osiągnął +70% zysku od początku 2024 roku.
Film porusza też kwestię potencjalnego wpływu decyzji Donalda Trumpa na rynek kryptowalut oraz zmianę składu Coca-Coli. To kompleksowe spojrzenie na aktualną sytuację rynkową, z którego dowiesz się, na co zwrócić uwagę w swoim portfelu inwestycyjnym.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Myślałeś, że składu Coca-Col nie da się zmienić? A Trump zmienił, cola będzie teraz słodzona cukrem trzcinowym, bo tak zażyczył sobie prezydent Stanów Zjednoczonych. A na rynkach ASML pokazał świetne wyniki i kurs spadł. Ale to naprawdę nie jest koniec bumu na AI, bo inwestorzy dalej lecą jak ćmy do światła, jak tylko podają słowa AI, innowacja, albo nawet ostatnio etherum. Bitmine przepnął coś o Etherum i kurs wystrzelił. Lucit z kolei poszedł w górę, bo Uber szepnął sobie nazwą Lucid, a mój publiczny portfel w całym tym chaosie znowu bije kolejne rekordy. W tym filmiku rozkładam dla was to wszystko na czynniki pierwsze. Kto tylko błyszczy, a kto naprawdę na rynku zarabia i co warto mieć dziś w swoim portfelu, kiedy rynek nagradza emocje zamiast nagradzać cyferki? Zapraszam. Zgarnij nawet 20 darmowych akcji o wartości do 800 $ar każda. Załóż konto we Freedom 24, brokerze notowanym na amerykańskiej giełdzie Nazdach i zacznij budować swój portfel od darmowych akcji. Chcesz inwestować lepiej, mądrzej i z większym spokojem? Dołącz do strefy premium DNA. Podobnie jak już prawie 2500 innych inwestorów. To najlepsze miejsce do świadomego zarządzania swoim kapitałem i swoimi oszczędnościami. Chcesz być tam, gdzie inwestycyjne decyzje naprawdę nabierają tempa? DNA Investment Summit 2025. Konferencja inwestorska tylko dla użytkowników premium DNA. Liczba biletów ograniczona. Sprawdź szczegóły i odbierz swój. Dzięki za już ponad 74000 waszych subskrypcji. To naprawdę ogromna sprawa. I jeśli jeszcze nie jesteście z nami, to kliknijcie suba i pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać. [Muzyka] [Aplauz] [Muzyka] Sezon wynikowy w Stanach Zjednoczonych się rozkręca, a sektor półprzewodnikowy nie przestaje zaskakiwać. Poznaliśmy wyniki dwóch kluczowych graczy z branży pspółprzewodników ASML i Taiwan Semiconductor Manufacturing, które wywołały w ostatnich dniach naprawdę mocne ruchy na rynku, tyle że w kompletnie przeciwnych kierunkach. Akcje SMLa po publikacji wyników spadły nawet 11%, natomiast kurs TSMC wzrósł do nowych maksimów. Powód? Inwestorzy jasno pokazali, co chcą dziś słyszeć od spółek technologicznych i półprzewodnikowych. Pewność. Pewność, że bum na AI trwa. Jakiekolwiek podważanie tej pewności, nawet słowne, spotka się z surową karą. Zacznijmy od Taiwan Semiconductor Manufacturing, największego na świecie producenta chipów na zlecenie. Firma podniosła prognozę wzrostu przychodów na 2025 do około 30%. Wcześniej mówiono 20 kilku, a zysk netto za drugi kwartał podskoczył aż 61%. Największym motorem napędowym są zamówienia od takich firm jak Nvidia, które produkują chipy do serwerów AI. Taiwan Semiconductor przekonuje, że popyt na tego typu układy wciąż przewyższa jego moce produkcyjne, a informacje o możliwym spowolnieniu wydatków w tym obszarze są zdecydowanie mocno przesadzone. Co więcej, firma nie zamierza ciąć planów inwestycyjnych. W tym roku wyda nawet 42 miliardy dolarów na rozwój fabryk w USA, Japonii czy Niemczech. Całupełnie inną narrację zaserował inwestorom ASML, holenderski gigant produkujący maszyny litograficzne, bez których nie da się wytwarzać tych najnowocześniejszych chipów i którego największym klientem jest właśnie Taiwan Semiconductor Manufacturing. ASML wycofał się z prognozy wzrostu na 2026 rok, a prezes przyznał, że coraz trudniej jest mu przewidywać przyszłość przez niepewność związaną z globalnymi napięciami handlowymi i politycznymi. I chociaż ASML zanotował fenomenalne wyniki, w drugim kwartale zamówienia wyniosły 5,5 miliarda euro, co było powyżej oczekiwań, to inwestorów bardzo zaniepokoił ten ostrożniejszy ton wypowiedzi zarządu. Nie bez znaczenia jest tu kontekst geopolityczny, bo ASML znalazło się w samym środku wojny handlowej między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Firma ma pewne ograniczenia w sprzedawaniu do Chin najbardziej zaawansowanych maszyn, a dodatkowo coraz głośniej mówi się o kolejnych cłach nakładanych na półprzewodniki, co może utrudnić klientom ESML planowanie inwestycji. No ale Taiwan Semiconductor powiedział, że nie planuje nic powstrzymywać i przecież będzie kupował maszyny, a musi je kupić od SMLA. Więc holendrzy mają tutaj bardzo podobny political bias co Duńczycy, których omawiałem przy okazji analizy Nowo Nordisk. Fakty są takie, że zarówno Ty Constaminance Me Conductor jak i SML pokazały wyniki fenomenalne, a biznesowo te firmy mają się świetnie. Po prostu inwestorzy nagradzają teraz firmy, które jasno komunikują, że są i będą beneficjentami Boomu AI. To nie jest czas na ostrożne wypowiedzi, jeśli chce się widzieć wzrosty na kursie akcji. Wszelkie oznaki niepewności będą w krótkim terminie srogo karane. No ale w długim to naprawdę nie ma znaczenia. Ale będą karane w krótkim, zwłaszcza, że kapitał naprawdę ma gdzie dziś płynąć. Na rynku kryptowalut na przykład trwa kolejna fala wzrostów napędzana nie tylko rosnącymi cenami Bitcoina czy Etherum, ale także rosnącym zainteresowaniem dużych inwestorów i firm technologicznych. Bitcoin po raz pierwszy w historii przekroczył poziom 120 000. A Etherum kontynuuje dynamiczne odbicie wspinając się już powyżej 3000 doarów. Za tymi ruchami stoi zarówno sytuacja polityczna w Stanach Zjednoczonych, jak i konkretne decyzje dużych rynkowych graczy. Wszystko zaczęło się od tak zwanego krypto weeku w amerykańskim kongresie, podczas którego debatowane były i w końcu zostały przepchnięte ustawy mające uporządkować zasady dotyczące kryptowalut. Chodzi tu między innymi o Clarity Act oraz pakiet Genius związany ze stable coinami. Rynki liczą na bardziej przyjazne przepisy dla sektora krypto, co też dodatkowo podsyca wzrosty na rynku. Od strony inwestorów instytucjonalnych widać również wyraźny napływ kapitału. W samym tylko ostatnim tygodniu do amerykańskich ETFów opartych na Bitcoinie wpłynęło ponad 2,7 miliarda dolarów, a łączna wartość aktywów zarządzanych przez te fundusze sięga już 151 miliardów dolarów. Otwarta pozycja na kontraktach terminowych na Bitcoina nawet sięgnęła rekordowy 86,3 miliarda. Równocześnie rośnie też zainteresowanie Etherum i firmami skupionymi wokół całego tego ekosystemu. Głośno zrobiło się na przykład o spółce Bitmine Immersion Technologies, która to zyskała na wartości po tym, jak znany inwestor Peter Till kupił 9% ich akcji przez swój fundusz Founders Fund. Bitmine jeszcze niedawno zajmował się głównie kopaniem Bitcoina, ale teraz przerzucił się na strategię opartą na posiadaniu Ethereum na swoim bilansie, co w uproszczeniu oznacza, że chce być dla Etherum tym, czym MicroSategy, a obecnie Strategy Michaela Sailora, jest dla Bitcoina. Podobnie postępują też inne firmy takie jak na przykład Sharplink Gaming czy Bit Digital, które porzuciły działalność związaną z Bitcoinem na rzecz Eteru i stakingu tej kryptowaluty. W efekcie akcje rosły w ostatnich dniach nawet po kilkadziesiąt procent. Strategia trzymania Etherum w bilansie oznacza, że dana firma zamiast inwestować w tradycyjne aktywa jak gotówkę, obligacje czy nieruchomości kupuje kryptowalutę w tym wypadku Ethera i zapisuje ją jako element swoich aktywów w sprawozdaniach finansowych. W efekcie wraz ze wzrostem posiadanego kryptoaktywa rośnie też wartość firmy, a więc rośnie i wartość akcji. Dodatkowym czynnikiem wspierającym ten trend jest też rosnące zainteresowanie stable coinami, zwłaszcza po udanym niedawno debiucie firmy Circle. Kryptowaluty, jak widać, ewidentnie przestają być traktowane wyłącznie jako ryzykowny eksperyment i coraz częściej są postrzegane jako aktywa dla publicznych instytucji, jako alternatywne aktywa. Fundusze Venture Capital czy też duże firmy technologiczne aktywnie angażują się w ten rynek i próbują zająć pozycję, zanim rynek ureguluje się na dobre. Do ilu to może oznaczać potencjalne wzrosty? Nie wiem, ale bez wątpienia ja wiem, że cykle kryptowalutowe się skończyły i zamierzam szerzej omówić to w innym nagraniu. Tym bardziej, że wyceny krypto mogą niedługo dostać kolejnego solidnego i chyba największego w swojej całej historii kopa. O kur Donald Trump planuje bowiem podpisać rozporządzenie, które ma ułatwić Amerykanom inwestowanie części swoich oszczędności emerytalnych w tak zwane prywatne rynki, czyli fundusze private equity oraz właśnie w kryptowaluty. Chodzi o środki zgromadzone w amerykańskich planach emerytalnych typu 401, które na koniec 2024 roku miały wartość ponad 10 bilionów dolarów bilionów przez B. Dotąd dostęp do takich inwestycji mieli głównie najwięksi gracze, fundusze emerytalne albo ubezpieczyciele. Zwykli pracownicy oszczędzający na emeryturę w 41 inwestowali głównie w akcje albo w obligacje. Formalnie możliwość dodania do takich planów funduszy private equity już istnieje, ale w praktyce większość firm unika tego rozwiązania, obawiając się na przykład pozwów ze strony pracowników, niezadowolonych z chociażby wyższych opłat czy z większego ryzyka. Nowe rozporządzenie ma zmienić ten stan. Departament Pracy oraz Komisja Papierów Wartościowych mają opracować wytyczne, które pomogą pracodawcom bezpiecznie wdrażać tego typu rozwiązania. Chociaż ostateczna treść rozporządzenia nie jest jeszcze opublikowana, to inwestycyjna branża czeka z niecierpliwością na takie zmiany. Już wcześniej firmy takie jak Apollo, Blackstone czy Blue Owl Capital lobbowali za tym, żeby umożliwić dostęp do środków z 401. W praktyce wdrożenie takiego rozwiązania może zająć jeszcze trochę czasu, bo eksperci podkreślają, że potrzebne będą dodatkowe zmiany prawne. Na przykład ograniczenie odpowiedzialności pracodawców czy precyzyjne przepisy dotyczące tego, jakie konkretnie produkty można oferować uczestnikom planów emerytalnych. Dlaczego firmy takie jak Apollo czy KKR mogą na tym skorzystać? Odpowiedź jest prosta. Private equity w Stanach Zjednoczonych to gigantyczny rynek, ale największe fundusze powoli wyczerpują możliwość pozyskiwania kapitału od tradycyjnych inwestorów instytucjonalnych. Sięgając po pieniądze zwykłych ludzi otwierają sobie kompletnie nowe i relatywnie tanie źródło finansowania. Z punktu widzenia Apollo czy KKR to szansa na przyciągnięcie miliardów, dziesiątek miliardów dodatkowych dolarów aktywów pod zarządzanie. A co więcej, produkty private equity to często jednak faktycznie wyższe opłaty za zarządzanie niż standardowe fundusze indeksowe, więc taka zmiana mogłaby podbić kolosalnie przychody takich firm zarządzających środkami. Innymi słowy, więcej klientów to więcej pieniędzy do zarządzania, to większe prowizje, no i sytuacja idealna niemalże dla firm z tego sektora. Do tej pory inwestor na koncie emerytalnym w Stanach Zjednoczonych mógł sobie co najwyżej kupić akcje z spółki Apollo czy KKR, ale po zmianach prawnych będzie mógł po prostu oddać swoje pieniądze w zarządzanie dla Apollo lub KKR, żeby to one inwestowały je na rynku prywatnym, a nie na rynku publicznym. No i to wszystko to wszystko moi drodzy wszystkie te zmiany zapowiedziane też przez Donalda Trumpa to woda na młyn do wyceny mojego publicznego agresywnego portfela Freom 24, który dla was prowadzę i który obecnie praktycznie co tydzień zalicza nowe rekordy. Od początku tego roku dał już solidne plus 20% liczone w euro, bo tak jest prowadzony ten portfel. W tym samym czasie S&P 500 również liczony w euro dał min 3%. Od początku 2024 roku stopa zwrotu to już prawie plus 70%. W tym samym czasie S&T 500 plus 25%. To portfel, który ma udowadniać wam, że da się zarabiać na indywidualnych spółkach zagranicznych i bić nimi indeksy. Wystarczy tylko wiedzieć, co się robi i robić to konsekwentnie. Ostatnio w portfelu skupiłem się na powiększeniu pozycji w maraton Digital Holdings, co przy rosnącej pompie na Bitcoinie powinno dać temu portfelowi również solidnego kopa w górę. Przynajmniej na to liczę. W ostatnim jednak tygodniu nie zrealizowałem żadnej portfelowej zmiany. Wszystko co w nim było zostało na swoim miejscu, bo też nie bardzo widzę powód do pożegnania się z jakąś spółką tylko po to, żeby coś pozmieniać. A do nowej miesięcznej dopłaty wynoszącej 600 € zostały już zaledwie dwa tygodnie. Czasem po prostu warto poczekać i to też obecnie robi ten portfel. Czeka, czeka, bo wszystko co w nim jest obecne uważam za dalej dobrze wycenione. Pełen portfel możecie za każdym razem na bieżąco obserwować na portalu Myfund. Link do tego jest w opisie nagrania, ale przestrzegam jednocześnie, że jest to portfel bardzo, bardzo ryzykowny. Jeśli ktokolwiek z was ma niską albo nawet średnią tolerancję na ryzyko, to absolutnie nie powinien się nim w żadnym stopniu inspirować nawet. No ale jeśli ktoś chce, to może go też na pewno w całości odzwierciedlić na koncie właśnie Freedom 24. A niektóre z akcji, które są w tym portfelu można nawet dostać na swój rachunek bezpłatnie, bo zakładając konto Efreedom z linka, który jest w opisie tego materiału, możecie dostać nawet 20 darmowych akcji o wartości do 800 $ każda. Jedna jest już dostępna od depozytu zaledwie wynoszącego 1000 €. Oczywiście takie akcje możecie sobie potem sprzedać, a środki wypłacić albo kupić za te środki coś innego. Może na przykład kupicie sobie jakieś akcje amerykańskich banków, bo trwający sezon wynikowy największych amerykańskich banków za drugi kwartał 2,25 pokazuje jedno. Niepewność na rynkach finansowych wcale nie musi szkodzić temu sektorowi. Wręcz przeciwnie, zamieszanie wokół cełów wprowadzonych przez administrację Trumpa czy niejasności związane z dalszą polityką Fedu sprawiły, że handel na Wall Street rozkręcił się znowu na dobre. A bankowe działy tradingowe zanotowały absolutnie rekordowe wyniki. Łączne przychody z działalności handlowej pięciu największych banków w Stanach Zjednoczonych wyniosły niemal 34 miliardy dolarów, a to oznacza wzrost o 17% rok do roku. Chodzi tu między innymi o prowizje, jakie banki pobierają za kupno i sprzedaż papierów wartościowych, ale też o zarabianie na kredytach inwestycyjnych. Część funduszy zaciąga pożyczki na cele inwestycyjne, a banki zarabiają na tych pożyczkach. Do tego dochodzi też trading na własny rachunek, jaki te banki prowadzą. Liderem tego trendu okazał się Goldman Zachs, gdzie same przychody z tradingu wzrosły o 22%. JP Morgan Chase z kolei odnotował wzrost o 15%, a Bank of America zwiększył kapitał przeznaczony na działalność rynkową aż do 49 miliardów dolarów, co pokazuje, że instytucje te w pełni świadomie wykorzystywały rynkową zmienność, żeby zwiększać swoje zyski z tradingu. W czym dokładnie tkwi tajemnica tych wyników? No przede wszystkim w zwiększonej aktywności klientów, którzy w obliczu tych politycznych zawirowań częściej handlowali obligacjami, akcjami czy instrumentami pochodnymi. I co ciekawe nie chodzi już tylko o przychody ze zwykłego obrotu papierami wartościowymi, ale też o zwiększanie wolumenów i angażowanie większego kapitału w usługę klientów. Regulacje prawne ograniczają co prawda bankom możliwość spekulacji na własny rachunek, ale jak już wspomniałem mogą one zarabiać więcej dzięki po prostu większemu zaangażowaniu w finansowanie tego, co robią klienci. A to wszystko jednocześnie ma miejsce w sytuacji, gdy wiele banków i tak ma dziś więcej kapitału niż wymagają tego regulację i nie do końca mają co z tym kapitałem robić. Ostatnie stres testy pokazały, że instytucje takie jak Bank of America czy JP Morgan dysponują zapasem środków, który mogą wykorzystać właśnie w obszarze tradingu. Dodatkowo planowane zmiany w przepisach mogą pozwolić im trzymać więcej obligacji skarbowych, nie obciążając nadmiernie wskaźników. Podsumowując to, widać, że największe banki inwestycyjne ze Stanów Zjednoczonych z Wall Street wykorzystały niezwykle dobrze cały trend niepokoju politycznego, który dominował w pierwszym półroczu 2025, a jedynym realnym ryzykiem pozostają tu zmiany regulacyjne i potencjalne schłodzenie apetytu na ryzyko ze strony klientów. Tylko, że jak na razie takie ryzyko się kompletnie nie materializuje. A nawet biorąc pod uwagę zmiany zapowiadane w deregulacji bankowej na czwarty kwartał 2025 roku przed administrację stanów Icota Besenta to wydaje się, że co najwyżej jeszcze bardziej ten apetyt na ryzyko się rozkręci. Także akcjonariusze banków zdecydowanie powinni być zadowoleni. Zadowoleni mogą być też niedawniej akcjonariusze Lucida, bo Uber poinformował, że planuje uruchomić w 2026 roku własną flotę autonomicznych taksówek opartych na elektrycznych suwach Lucid Gravity wyposażonych w systemy samojezdne stworzone przez firmę Nuro. Projekt ma wystartować w jednym z dużych amerykańskich miast. W ciągu sześciu lat Uber chce wprowadzić na ulicy co najmniej 20 000 takich pojazdów. W ramach tej współpracy Uber zainwestuje kilkaset milionów dolarów zarówno w Lucid jak i w Nuro. Z samej puli 300 milionów dolarów trafi bezpośrednio do Lucida, które to wykorzysta te środki między innymi na dostosowanie linii produkcyjnej do montażu systemów Nuro w modelach gravity. Dla Lucida to niesamowite wręcz wsparcie finansowe, bo firma nie radziła sobie ostatnio najlepiej. Lucy Nuro już testowały prototypowe Robotaksówki na zamkniętym torze w Las Vegas, a Uber z kolei stopniowo rozbudowuje swoją ofertę przejazdów autonomicznych współpracując z różnymi partnerami, y, z Wimo w Stanach Zjednoczonych, z Volkswagenem czy także niedawno z chińskim Bajdu poza rynkiem amerykańskim. No i jak widać chc też spróbować sił trochę inaczej na tym rynku podziałać. Dla Ubera jest więc to kolejny krok w kierunku modelu biznesowego opartego na przeróżnej współpracy z firmami wyspecjalizowanymi w technologiach pojazdów autonomicznych. No a konkurencja na rynku robotach suówwek wyraźnie w tym przyspiesza. Cały projekt pokazuje więc, że rynek autonomicznych pojazdów zaczyna wchodzić w fazę bardziej dojrzałą. Już nie chodzi tylko o testy, tylko o realne wdrażanie przeróżnych rozwiązań i to na masową skalę z udziałem największych graczy technologicznych i motoryzacyjnych. Zdołowany do tej pory dość mocno kurs Lucid odreagował na wieść o tej współpracy i akcje w trakcie jednej tylko sesji potrzebowały nawet 50% w górę. Podobne sukcesy może też odtrąbić Netflix, który pokazał po raz kolejny mocne wyniki tym razem za drugi kwartał 2025 roku, wyraźnie przekraczając oczekiwania analityków pod względem i przychodów, i zysków. W okresie od kwietnia do czerwca firma wypracowała 11,1 miliarda dolarów przychodów, a zysk netto na akcję wyniósł 7 i1 centów. Jednocześnie Netflix podniósł swoje prognozy na cały 2025 rok, zarówno jeśli chodzi o sprzedaż, jak i marże operacyjne. Choć drugi kwartał tradycyjnie bywa dla Netflixa słabszym okresem pod względem pozyskiwania nowych użytkowników, to w tym roku firma utrzymała wysokie tempo dzięki premierom popularnych seriali takich jak trzeci sezon Gin and Georgia oraz finałowy sezon Squid Games. Pomogła też słabsza kondycja dolara, ponieważ ponad 2/3 przychodów Netflix generuje poza Stanami Zjednoczonymi, ale mimo bardzo dobrych wyników akcje delikatnie na giełdzie spadły. No tylko nie trzeba tu się doszukiwać specjalnie za każdym razem logiki, szczególnie w tak krótkim terminie. Szczególnie, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy kurs Netflixa niemal się podwoił, a wartość rynkowa firmy przekroczyła już 500 miliardów dolarów. To więcej niż łączna wycena takich gigantów jak Walt Disney, Comcast i Warner Bros. Discovery w jednym. Na cały 2025 rok Netflix prognozuje przychody sięgające już 45,2 miliarda dolarów, a marża operacyjna ma wzrosnąć do 29,5%. Zysk netto z kolei po raz pierwszy w historii firmy ma przekroczyć 10 miliardów dolarów, między innymi właśnie dzięki korzystnym kursom walutowym i premierom zaplanowanym na drugą połowę 2025. Wtedy w ofercie pojawią się kolejne sezony Stranger Things i Wednesday oraz filmy takie jak Happy Gilmore 2. Na rynku streamingowym konkurencja jest jednak coraz większa, a udział Netflixa w ogólnym czasie oglądania telewizji w Stanach nie zwiększył się w ostatnich 12 miesiącach. średni czas spędzany przez użytkownika na platformie pozostaje podobny jak 2 lata temu. Netflix teoretycznie mógłby chcieć zwiększyć ten udział przez przejęcia, zwłaszcza, że niektóre firmy z branży medialnej jak Warner Bros czy Comcast restrukturyzują swoje biznesy, ale zarząd tu deklaruje, że preferuje rozwój organiczny i liczy na to, że w drugiej połowie roku zaangażowanie użytkowników wzrośnie, a Netflix będzie w stanie swoimi nowymi premierami przejąć trochę części widowni od konkurentów. A na sam koniec przeskakujemy jeszcze do niecodziennego tematu i pomysłu Donalda Trumpa. Chyba nie ma od pół roku odcinków INWK bez ciekawego pomysłu Donalda Trumpa. Donald Trump ogłosił, że Coca-Cola zgodziła się na wprowadzenie w Stanach Zjednoczonych w wersji napoju słodzonej cukrem trzcinowym zamiast popularnego w stanach syropu glukozowo-fruktozowego. Prezydent poinformował o tym na swoim profilu w serwisie True Social, podkreślając, że rozmawiał z przedstawicielami firmy i uzyskał ich zgodę na właśnie taki krok. Coca-Cola potwierdziła, że planuje wprowadzić nowe warianty produktów, choć nie sprecyzowała, czy wszystkie sprzedawane w Stanach napoje będą odtąd słodzone wyłącznie cukrem trzcinowym. Szczegóły mają zostać tu przedstawione podczas publikacji wyników finansowych 22 lipca. Na rynku zareagowano natychmiast, bo akcje Coca-Coli wzrosły w czwartek nawet 1,2%, a notowania Archer Daniels Midland, producenta syropu glukozowo-fruktozowego, spadły około 2%. W Stanach Zjednoczonych tradycyjne Coca-Cola Classic zawiera właśnie syrop kukurydziany o wysokiej zawartości fruktozy, który jest tańszy i bardziej trwały niż cukier. Takie rozwiązanie dominuje w amerykańskim przemyśle spożywczym już od dekad, ale budzi coraz więcej kontrowersji w kontekście zdrowia. No i głośnym krytykiem tego syropu jest Robert Kennedy Junior, czyli nowy sekretarz do spraw zdrowia w Stanach Zjednoczonych, który zwraca uwagę, że powszechne użycie tego syropu przyczynia się do problemów zdrowotnych Amerykanów. Z danych Departamentu Rolnictwa wynika, że cukier trzcinowy stanowi około 30% krajowej podaży cukru w Stanach Zjednoczonych, a reszta pochodzi głównie z buraków cukrowych oraz z importu. Producenci syropu kukurydzianego zdecydowanie nie są zbyt zadowoleni, bo ich przedstawiciel John Bod twierdzi, że taka zmiana zaszkodzi amerykańskim rolnikom oraz producentom żywności prowadząc do utraty miejsc pracy i zwiększenia importu cukru z zagranicy. W jego ocenie zastąpieniec syropu cukrem trzcinowym nie daje żadnych korzyści zdrowotnych, a jedynie obciąża krajowy przemysł. No warto w tym wszystkim dodać, że jeśli chodzi o Trumpa, to Trump od lat jest znany jako miłośnik ki dietetycznej słodzonej sztucznym słodzikiem. Podczas jego inauguracji prezes Coca-Cola wręczył mu nawet specjalną butelkę wraz z dedykacją. Sprawa ma więc wymiar zarówno biznesowy jak i polityczny, bo z jednej strony może to być ruch marketingowy ze strony Coacoli, która to trafi teraz w gust konsumentów poszukających bardziej naturalnych produktów, a z drugiej temat dotyka interesów amerykańskiego rolnictwa i przetwórstwa, które w dużej mierze opiera się właśnie na syropie kukurydzianym. Jak faktycznie zmieni się skład Coca-Coli i w jakim stopniu okaże się już niedługo 22 lipca. No cóż, może będziecie niedługo pić kolę słodzoną tylko z trzciny. To wszystko w tym filmiku, który powstał dzięki partnerowi odcinka Freedom 24 i jeśli uważacie go za wartościowy, pomóżcie znaleźć innym. Kliknijcie łapkę w górę, zostawcie suba, napiszcie jaki temat zaciekawił was najbardziej. Pamiętajcie też, że na innych naszych social mediach często pojawiały się treści, których nie znajdziecie nawet nigdy na YouTubie. Również warto je śledzić. Linki do wszystkiego są w opisie tego filmu. A w tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć. [Muzyka] [Muzyka]
