Analiza kluczowych wskaźników
GPW w szale: zyski LPP, krachy Dino Polska i Wirtualnej Polski oraz polityczny wpływ Tuska na ceny paliw. Materiał ukierunkowany na najnowsze wydarzenia na rynku polskim i ich konsekwencje dla inwestorów.
- LPP: Rekordowe przychody (+19%) i marżę brutto do 55%, dynamiczny rozwój sieci.
- Wirtualna Polska: Zatrzymanie sprzedaży turystycznej przy stratach netto 34 mln zł i odpisach 150 mln zł.
- Dino Polska: Wzrost liczby sklepów i obniżka marży (6,9%), wrażliwi konsumenci.
- Premier Tusk: Planowana delektywizacja paliw i podatków (VAT 23%→8%), koszt dla budżetu 1,6 mld zł/mies.
- Banki vs WIBOR: 161 prawnych wyroków na korzyść banków i odniesienie Trybunału UE.
Co dalej? Oczekuje się zmian w bankowości po wojnie z kredytami frankowymi oraz ewentualnych decyzjach w SEZACH. Materiał konieczny dla śledzących rynek!
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Chaos, chaos. Ten tydzień to jest, moi drodzy, podręcznikowy przykład chaosu, chaosu na polskim rynku, bo z jednej strony polska giełda zwalnia, konsument troszkę się wycofał, a inflacja, jak się okazuje, być może znowu przyspieszy przez wydarzenia na Bliskim Wschodzie. Ale z drugiej strony takie firmy jak na przykład LPP pokazują rekordowe wyniki i podnoszą swoje prognozy jakby nic się nie działo. Jednocześnie obok tego mamy też spółki, które się nagle potykają. Dino zaliczyło na przykład najgorszy w całej swojej giełdowej historii dzień, a wirtualna Polska pokazuje wielkie straty i mówi wprost, że mamy do czynienia nawet z czymś, co oni nazywają małym covidem, takim covidzikiem. Wielu inwestorów więc słusznie zaczyna się zastanawiać, czy coś się właśnie nie zmienia. Istotniej, w tle dochodzi do tego polityka i znowu wchodzi ona na giełdę z buta, >> bo premier Tusk zapowiedział ręczne sterowanie cenami paliw i uwalił kursor Lenu. A to są stare schematy, które rynek zn aż dobrze i jak słyszy je znowu, to ma ochotę się wyrzygać. To będzie więc odcinek o sprzecznościach, ale sprzecznościach, które częściowo układają się w spójny obrazek. Zaczynamy moi drodzy od polskiej gospodarki. A partnerem tego materiału i całej serii gospodarczego przeglądu wydarzeń jest XTB, czyli polska aplikacja do inwestowania, która też niedawno wprowadziła bardzo nową fajną funkcję awaryjnej blokady. Dzięki temu, jak wykryje się podejrzaną aktywność na waszym rachunku, to możecie sobie pyk, od tak zablokować nagle wpłaty i wypłaty i wykonywanie transakcji jednym tylko kliknięciem. No więc dzięki temu jesteście naprawdę dużo, dużo bardziej zabezpieczeni, jeśli ktokolwiek kiedykolwiek, jakkolwiek jakimś cudem włamałby się wam na konto. No naprawdę fajna funkcja i fajnie jakby cała reszta brokerów i domów maklerskich również coś takiego wprowadziła. Także zakładajcie konto w XTB przez link w opisie, a jak do tego użyjecie kodu DNA rynków podczas jego zakładania, to dostajecie specjalny pakiet do nauki inwestowania. Przynajmniej coś tam sobie liźniecie. Także klik liźniecie wiedzy. Liźniecie. Lizanie wiedzy jest fajne. Link w opisie. Partnerem płynnościowym tego kanału jest eaktor. Moi drodzy, jeśli wystawiacie faktury z terminem płatności to Efaktor może zamienić się na gotówkę nawet 24 godziny i mowa tu o finansowaniu aż do 15 milionów złot, gdzie decyzję możecie otrzymać nawet w 8 godzin. To na pewno jest najszybszy tego typu proces na rynku. Do tego przejrzyste warunki, indywidualne podejście i wspieranie małych i średnich firm od ponad 10 już lat. Także jeśli prowadzisz taką firmę albo masz jednoosobową działalność to koniecznie wejdź na factorcom.pl i sam sprawdź jak to wszystko łatwo działa. Inwestuj skuteczniej, mądrzej i z większym spokojem. Dołącz do strefy premium do ja, podobnie jak już ponad 4900 innych inwestorów. To najlepsze miejsce do świadomego zarządzania swoim kapitałem i swoimi oszczędnościami. Dzięki za już prawie 105000 waszych subskrypcji, co dla nas wiele znaczy. Jeśli jeszcze nie jesteście z nami, to kliknijcie suba teraz i pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać. Zaczynamy od mieszanych danych z polskiej gospodarki. Polski konsument trochę zwolnił ostatnio tempo, ale dalej idzie do przodu. To nie tak, że się rawcem zaczął cofać. Najnowsze dane mogą wydawać się troszkę pokomplikowane, ale dalej są spójne z pewną fazą przejściową, a nie z zapowiedzią katastrofy. Idźmy po kolei, bo kilka różnych sił od pogody po geopolitykę oddziaływało bardzo mocno na portfele Polaków i na ich decyzje zakupowe. W efekcie sprzedaż detaliczna w lutym wzrosła co prawda o 5% w porównaniu do zeszłego roku i to jest sporo, ale to wynik słabszy niż zakładała większość analityków. A za mniejszą ochotę na zakupy w dużej mierze odpowiadała, jak się okazuje, pogoda, bo ekstremalnie niskie temperatury sprawiły, że po prostu dużo rzadziej chodziliśmy do sklepów. Teraz w marcu jednak konsument dostał nowe wyzwania. Przez sytuację w zatoce perskiej inflacja może wynieść nawet około 0,7 punktu procentowego więcej niż zakładano w tym roku. No oczywiście o ile tylko konflikt będzie się wydłużać, a to też oznacza, że pensje będą w tym okresie rosły realnie nieco wolniej, więc i konsumpcja znowu będzie miała potencjalnie jakiś powód do tego, żeby sobie troszkę zwolnić tempo wzrostu. Ale to też nie tak, że jest jakaś wielka katastrofa. Na rynku pracy sytuacja pozostaje bezpieczna i stabilna. nagłówki co prawda krzyczały ostatnio o najwyższym odczycie stopy bezrobocia w Polsce od pięciu lat. Tak było. No i tak on jest najwyższy od pięciu lat, ale jednocześnie jest dalej ekstremalnie niski. W lutym stoła bezrobocia wyniosła 6,1%, co oznacza wzrostu 0,1 punktu procentowego względem stycznia. Te 6% to naprawdę jest normalny, bezpieczny i zdrowy poziom. Rozpiętość regionalna też jest spora, bo od rekordowo niskiego poziomu 3,9% w Wielkopolsce po nieco wyższe 10% na Warmi i Mazurach. Warto też dodać, że mimo to, że konsumpcja prywatna może zacząć nieco hamować tempo wzrostu, to fundamenty wzrostu PKB i tak dalej pozostają zdrowe. Gospodarkę wspierają niezmiennie silne wzrosty inwestycji z kapitału zagranicznego, więc jak na razie nie ma tu powodu do żadnych obaw. A w tle takich odczytów gospodarki, bądź co bądź jednak trochę pomieszanych, dostaliśmy kilka naprawdę ciekawych konsekwencji w notowanych spółkach powiązanych z kondycją konsumenta i one też są ze sobą cholera sprzeczne. Najpierw LPP, czyli Polskie Imperium Odżowe od marek takich jak na przykład Reserwed czy Sinsej pokazało rekordowe wyniki za 2025 rok i bardzo dobre prognozy na kolejny okres. Przychody spółki wzrosły o 19%, a co ważniejsze zyski rosły jeszcze szybciej niż sama sprzedaż. Zysk netto podrób aż o 36% w tym samym okresie. Z czego to wynika? No LPP po prostu nie zwalnia tempa w stawianiu nowych salonów. W zeszłym roku sieć powiększyła się o ponad 1000 sklepów wchodząc na sześć nowych rynków, między innymi do Uzbekistanu i do Gruzji. To otwiera firmie dostęp do 60 milionów nowych klientów, a samo LPP stawia przede wszystkim obecnie na rentowność. Jeśli jakiś salon nie zarabia, to jest zamykany i nie ma, że boli. Więc w efekcie, kiedy mamy takie podejście, to LPP podniosło prognozy dotyczące marży. Marża brutto ma wynieść ponad 55%. Także przyszłość wygląda tu naprawdę bardzo dobrze. Zarząd uspokaja też w kwestii wojny w Iranie. Mimo że transport z Azji może nieco zdrożyć albo trochę się wydłużyć, to firma uwzględniła to już w swoich planach i nie widzi żadnego zagrożenia dla swojego biznesu. W 2026 roku planowane jest otwarcie kolejnego 1000 sklepów, głównie pod marką Sinse, co ma w efekcie łącznie doprowadzić spółkę do przychodów na poziomie 29 miliardów złotych. Poza samymi wynikami i prognozami inwestorów na pewno podekscytowała też nowa rekordowa dywidenda, bo zarząd chce wypłacić 900 zł na każdą akcję, czyli o ponad 13 więcej niż rok temu, a to daje stopę dywidendy przekraczającą 4% i to już po ostatnim wystrzale kursu po wynikach. Naprawdę niesamowita jest z LPP obecnie maszynka do generowania gotówki i jak się okazuje gorzej z robieniem tej kasy poradziło sobie za to Dino i wirtualna Polska. Zacznijmy sobie od tej drugiej, bo tutaj wyniki. No to jest tragedia. Nie zadziałało. To jest tragedia. Wirtualna Polska od pewnego czasu stała się spółką już bardziej turystyczną niż medialną. No i teraz czuć tego efekty. Segment travel oberwał przez Bliski Wschód, a zarząd określa to nawet mianem małego COVIDu. I to jest dość historyczny w ogóle moment, bo holding latami przyzwyczajał inwestorów do zysków, a teraz pokazał stratę. No taką udawaną trochę stratę, ale jednak stratę o tym za chwilę. Na pierwszy rzut oka przychody mogą tu wyglądać też imponująco, ale pod maską wygląda to wszystko naprawdę zupełnie, zupełnie inaczej. Wirtualna Polska pochwal się przychodami na poziomie 2,2 miliarda złotych, co oznacza potężny 42% wzrost w porównaniu do poprzedniego roku. Ale ten wzrost jest głównie efektem przejęcia spółki Invia z kwietnia 2025 roku i włączenia jej do swojego raportowania. Nie jest to jakaś operacyjna, kolosalna poprawa biznesu, a radość z tej rosnącej skali biznesu na pewno psuje trochę wynik, który jest niżej pod kreską, bo spółka zanotowała 34 miliony złot straty netto, co jest zjawiskiem w jej przypadku niespotykanym. Skąd ta dziura, skoro firma sprzedaje coraz więcej? No tu akurat głównym winowajcą jest odpis wartości aktywów. A mówiąc bardziej po ludzku, Wirtualna Polska po prostu przyznała, że węgierska spółka Szalas, którą kupiła jakiś czas temu, jest obecnie warta mniej. niż za nią zapłacono. I ten jeden księgowy ruch wymazał z wyniku aż 150 milionów zł. Zarząd tłumaczy to błędami w decyzjach, słusznie, bo to były błędy w decyzjach, ale też czynnikami zewnętrznymi, w tym między innymi droższym pozyskiwaniem klientów w Google oraz końcem rządowych dopłat do wakacji na Węgrzech i w Rumunii. No nie wygląda to dobrze dla sektora turystycznego, który jest obecnie największym wyzwaniem dla całego holdingu, zwłaszcza po ubiegłorocznym przejęciu INVI. Prezes wirtualnej Jacek Świderski w liście do akcjonariuszy użył bardzo mocnego porównania, nazywając obecną sytuację małym COVIDem. Wszystko przez, o nie wszystko, ale sporo z tego obecnie przez wojnę USA i Iranu. Turcja i Egipt odpowiadały za ponad połowę sprzedaży w tym segmencie i o ile pierwsze dwięć tygodni zapowiadało hit sprzedażowy z dwucyfrowymi wzrostami, od tle 10 tygodnia nastąpiło gwałtowne hamowanie, dwucyfrowe spadki, no i ogólnie klops. Ludzie po prostu boją się obecnie latać w tamte regiony. Jeśli konflikt potrwa dłużej, to spółka będzie musiała uruchomić plan awaryjny, choć na razie liczy, że nie będzie on potrzebny. A w cieniu tych problemów turystycznych działają jeszcze media. No przecież Wirtualna Polska to cały portal wb.pl, tylko że tam przychody spadły o 6,1%. Tutaj zarząd zachowuje spokój, tłumaczy gorsze wynikami, świadomymi inwestycjami w technologię AI oraz wzmocnieniem całej redakcji. Spoko, tylko że spadki w tym segmencie dotykają nie tylko zysku i niższych poziomów rachunku zysków i strat, ale też samych przychodów, czego już nie można tłumaczyć inwestycjami. Więc mówiąc krótko, reklama po prostu internetowa radzi sobie gorzej w przypadku Wirtualnej Polski od dłuższego czasu, a dodatkowo turystyka jest pod presją geopolityki i przepłacania za poprzednie przejęcia. Kurs na rynku już od dłuższego czasu dyskontuje te pogorszenie sytuacji w wirtualnej Polsce. No więc jeśli faktycznie inwestycje pomogą odbić reklamie, a wojna na Bliskim Wschodzie się zakończy, no to być może inwestorzy jednak doczekają się tutaj silniejszego odbicia w przyszłości. A miliardy złotych wyparowały też z giełdowej wyceny Dino Polska. Podczas piątkowej sesji pupilek polskiej giełdy zaliczył najgorszy dzień w całej historii swoich notowań. Kurs akcji runą o 16%, co znaczy, że wartość grupy zmniejszyła się o ponad 5 miliardów złotych. Dla inwestorów to jednak był mocny zimny prysznic, bo odlatu chodziło za maszynkę do generowania gotówki, która niemal zawsze dowoziła wyniki. Tym razem jednak rzeczywistość okazała się bardzo brutalna. A Głównym powodem wyprzedaży akcji są wyniki za czwarty kwartał 2025 roku, które okazały się słabsze niż zakładali analitycy. Zysk netto wyniósł niecałe 370 milionów złotych, podczas gdy rynek spodziewał się prawie 460 milionów. No to jest spore 19% pudło. Zaniepokoił też wskaźnik LFL, czyli Like for like, który pokazuje jak rośnie sprzedaż w tych samych sklepach, które działały już rok temu. Ma on pomijać wpływ nowo otwartych placówek, które jednak za każdym razem zawsze będą powiększały wzrost przychodów. No i w ostatnim kwartale ten wzrost wyniósł 3,7%, a w całym 2025 roku osiągnął wynik 4,4%. Kluczowa nawet nie jest sama cyferka. Cyferka jak cyferka. Kluczowy jest fakt, że to pierwszy rok, kiedy ten wzrost sprzedaży LFL był słabszy od inflacji żywności w Polsce. No i zarząd spółki przyznaje wprost, że Polacy stali się ostatnio bardziej wrażliwi na ceny i aktywniej szukają promocji. A to zmusiło Dino do obniżania cen kosztem własnego zysku, byle tylko nie oddawać pola dla konkurencji. Efekt jest taki, że marża Ebidda spadła do 6,9%, co jest najniższym wynikiem od 5 lat. Do tego doszły też rosnące koszty pracy, które dodatkowo podgryzały zyskowność całego biznesu. Mimo tego jednak Dino nie zamierza zwalniać tempa rozwoju. W 2026 roku planują otworzyć 390 nowych sklepów i wydać na inwestycję aż 2,5 miliarda złotych. To z kolei jest już kwota wyższa niż spodziewał się rynek. Testem tak naprawdę tego jak to wszystko działa, jak to wszystko się rozwija będą wyniki za pierwsze półrocze 2026, bo w teorii wojna w Iranie podbijająca inflację jest dla Dino pozytywna. Inflacja żywności powinna w pewnym stopniu zostać podbita wzrostem kosztów nawozów, bo sporo z nich tworzy się w zatoce, a do żywności, jej produkcji potrzeba też sporo gazu, który też podroążał. Jeśli część z tych kosztów uda się z nawiązką przenieść na klienta, tak jak kiedyś, miało to już miejsce wiele razy, no to kolejne wyniki wcale nie muszą być takie złe. Ale jednoznacznie złe jest co innego. Dalsze żonglowanie polskich polityków największymi polskimi spółkami. Najpierw zagadka. Czym różni się Donald Tusk od Jacka Sasina? Niczym. Ta, to jest ta odpowiedź. W czwartek kurs Orlenu w pewnym momencie tracił ponad 6% po ogłoszeniu nowego pakietu CPN. Rządowy plan zakłada tutaj ceny paliw niżej. Tak, to jest ten skrót CPN, taki marketing bazarowy. W każdym razie mamy mieć obniżkę podatków. VAT ma spaść z 23 do 8%, a akcyza na paliwo ma zostać ścięta do unijnego minimum, czyli około wychodzi 289 gros na litrze będzie mniej. Premier Tusk celuje więc tu w obniżkę ceny około 1ł20 na litrze i to inwestorzy i rynek by olali. No bo co z tego? Ale do tego dochodzi mechanizm ceny maksymalnej, gdzie minister energii ma codziennie wyznaczać górny limit cen detalicznych. No a to jest już klasyczne ręczne sterowanie rynkiem. Rząd chce mieć pewność, że obniżka podatków trafi tu do kieszeni kierowców, a nie zostanie jakoś zjedzona przez marżę firm paliwowych. Z punktu widzenia rynku no to jest jednak sytuacja ekstremalna, gdzie państwo wchodzi w buty menadżera i mówi firmie, ile może zarabiać. na sprzedaży swojego produktu, ale to też by rynek jeszcze jakoś łyknął, tylko że cała ta operacja ma kosztować budżet około 1,6 miliarda zł miesięcznie. 900 milionów z VATu, 700 milionów z akcyzy. I żeby załatać tę dziurę, rząd wyciąga stare, dobrze znane narzędzie, podatek od nadmiarowych zysków, czyli tak zwany windfall tax, który ma objąć koncerny naftowe korzystające na zawirowaniach wojennych i rosnących cenach paliw. No tego już rynek nie przełuchnął. Trudno tu nie zauważyć w ogóle pewnej ironii. Opcje polityczne się zmieniły, metody zostały identyczne, takie same jak za czasów Jacka Sasina i PiS. Spółki skarbu państwa takie jak Orlen w pierwszej kolejności realizują przede wszystkim dla rządu cele polityczne. I tyle. W tym przypadku tym celem jest tanie paliwo przed Wielkanocą, żeby ludzie nie biadolili przy jajku. Dopiero na szarym końcu jest dbanie o interes swoich właścicieli, czyli akcjonariuszy. Zarządzanie z tylnego siedzenia ma się więc świetnie, a standardy korporacyjne po raz kolejny przegrywają z kalendarzem wyborczym i doraźną korzyścią polityczną. Mieliśmy już podatek, który uderzał w zyski KGHMu. Mamy podatek, który uderza w nadmiarowe zyski banków. A teraz czas na branżę paliwową. Swoją drogą ciekawe, czy na przykład gaming nie doczeka się swojego podatku od nadmiarowych zysków, kiedy na przykład premiera Wiedźmina 4 od CD Projektu siądzie za dobrze. No, no, no, kto wie, może tak będzie. Na razie co prawda mówimy jedynie o planach, ale akurat w tym zakresie partie potrafią się często ponadpartyjnie łączyć, jeśli chodzi o rozdawnictwo. Dobra, dalszy temat, bo zdenerwuję się jeszcze bardziej. Dziwne rzeczy działy się też na kursach mniejszych spółek. Transpolonia zrobiła na przykład plus 200% d miesiące i ogłosiła, że zamierza połknąć wieloryba. Transpolonian to operator transportowy, kojarzony głównie z przewozem paliw i chemii i firma ogłosiła obecnie plany, gdzie złożyła wstępną ofertę przejęcia innej firmy z branży transportowej za kwotę 2 miliardy złotych. Żeby zrozumieć o czym tutaj mówimy, trzeba spojrzeć na pewne proporcje. Podmiot, który Transpolonia chce kupić jest wart jakieś pięć razy więcej niż ona sama. No więc to rodzi pewną zagadkę w postaci finansowania. Prezes Transpolonii Dariusz Cegielski zadeklarował tym bardziej, że nie chce emitować nowych akcji. Co dla inwestorów, no to potencjalnie dobra wiadomość, bo ich udział w zyskach nie zostanie rozwodniony, ale dalej trzeba jakoś to sfinansować. Zamiast tego spółka twierdzi, że szuka pieniędzy w bankach, funduszach typu Private Dead oraz w Polskim Funduszu Rozwoju. No i tu pojawia się pewien problem, bo Transpolonia w oficjalnym komunikacie giełdowym podała, że rozmowy między innymi z PFRem potwierdziły, że ich koncepcja sfinansowania transakcji jest możliwa do zrealizowania. Tylko, że PFR zaprzeczył tym doniesieniom i stwierdził, że w żaden sposób nie potwierdzał wykonalności tego planu. To jest dość duże zamieszanie informacyjne, które jednak rzuca trochę cienia na wiarygodność komunikatów płynących ze spółki. Widać, że Transpolonia grała jakąś wysoką stawkę, chce wzmocnić swoją pozycję w Europie, konkretnie w rejonie portów Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia i szuka okazji tam, gdzie firmy rodzinne mają problem z sukcesją, czyli nie mają za bardzo komu przekazać sterów firmy. No i spoko, jeśli ta szalona akwizycja się uda, to spółka z lokalnego gracza staje się silnym europejskim graczem. Tylko, że na razie nie ma żadnych konkretnych umów kredytowych, nie ma żadnych konkretnych jasnych informacji o finansowaniu, a samo finansowanie jest pod dużym znakiem zapytania. Rynek zaczął dyskontować pozytywny scenariusz. Cena akcji w ciągu ostatnich dwóch miesięcy wywaliła 200% w górę, ale żadnych konkretów nie ma. No więc ja zadaję taką gwiazdkę z pytaniem, kto wie, może po prostu o wzrosty na kursie chodziło. Nie wiem, nie wiem, tylko pytam. Ale są też jednoznacznie pozytywne informacje od mniejszych polskich spółek. Kosmiczny Scanway 27 marca 2026 oficjalnie przeniósł swoje notowania z rynku New Connect na główny parkiet GPW. Co to oznacza w praktyce? Zacznijmy od tego, czym w ogóle różnią się dwa rynki. New Connect to jest mały parkiet stworzony dla młodych dynamicznych firm, które dopiero budują swoją historię. Wymoki tam są mniejsze, ale no prestiż i zaufanie inwestorów są, co by nie mówić, ograniczone i historia pokazuje, że są słusznie ograniczone. Główny rynek GPW natomiast to jest zupełnie inna liga. Tutaj obowiązuje reżim raportowania, przejrzystość. Ogólnie jest to bardziej wiarygodne. Dla Scanway ta przeprowadzka to właśnie kwestia wiarygodności. W sektorze kosmicznym, gdzie kontrakty są międzynarodowe i długofalowe, status spółki z głównego rynku działa jak trochę taki certyfikat jakości. Na pewno ułatwia to udział w wielkich przetargach i rozmowy z globalnymi graczami. Najważniejszą zmianą dla samych notowań jest jednak otwarcie drzwi dla dużych graczy. Tu trzeba mieć świadomość tego, że wiele funduszy inwestycyjnych czy emerytalnych ma w swoich regulaminach po prostu sztywne zakazy kupowania akcji z New Connectu, bo ten rynek po prostu bywa dużo mniej płynny i jest dużo mniej wiarygodny. Przejście więc na główny parkiet sprawia, że Scanway wskakuje w pewnym stopniu na radar różnych instytucji, które do tej pory mogły jedynie przyglądać się spółce z boku. I pierwsze lody zostały tu już przełamane jesienią 2025, kiedy PZU TFI zainwestowało w spółkę ponad 15 milionów złotych, przejmując blisko 6% udziałów. Teraz, gdy ta bariera formalnie znika, bariera notowań na New Connec, takich inwestycji może być dużo, dużo więcej. A to zazwyczaj będzie się przekładało może niekoniecznie na silne wzrosty kursu, bo to jeszcze zależy, ale na pewno na większą stabilizację kursu. Patrząc tymczasem na liczby, Scanway już od dawna nie pasował do małego New Connectu. Od debiutu w 2023 kurs akcji wzrósł 630% z 45 zł do okolic 330 zł, a wycena firmy obecnie to około 550 milionów złot w pierwszych dwóch miesiącach 2026. Ponadto obroty akcjami Scanwaya stanowiły ponad 1/4 całego handlu na New Connec. Firma po prostu stała się na ten format notowań zbyt duża. Co dalej? Spółka nie zamierza zwalniać. Właśnie przechodzi z modelu tworzenia pojedynczych projektów do seryjnej produkcji sprzętu optycznego dla satelitów, a ich portfel zamówień, czyli Backlock, urósł w ciągu roku o 215%, sięgając już poziomu 54 milionów złot. Strategia na lata 2026-2028 zakłada ponadto wejście do grona najważniejszych europejskich dostawców technologii kosmicznych. A na sam koniec, moi drodzy, jeszcze słowo o bankach. I wygląda na to, że wielka krucjata para kancelarii przeciwko Wiborowi właśnie uderzyła w mur, którego nie da się już tak łatwo przeskoczyć. Taka trąbka sukcesu tu powinna być, bo kancelarie próbowały rozgrzewać rynek pozwamiorowymi po sukcesach z kredytami frankowymi, ale najnowsze dane ze Związku Banków Polskich i ostatnie wyroki europejskich trybunałów mocno studzą na szczęście te emocje. Dla banków sytuacja jest obecnie, jak to określił prezbusz Białek, zeroedynkowa. Zapadło już 161 prawomocnych wyroków, czyli takich, od których nie można się już odwoływać i wszystkie bez żadnego wyjątku były korzystne dla banków. Sądy po prostu oddalają roszczenia klientów nie widząc podstaw do podważania wskaźnika Wibor. Dodatkowo jest obecnie 259 wyroków korzystnych dla banków, ale jeszcze nie prawomocnych. Dla wielu osób Wibor to jest czarna magia, nie oszukujmy się. Prawnicy więc próbowali argumentować, że wskaźnik jest zły, oszukańczy, fatalny. Nikt nie wie jak jest wyliczany. To jest wszystko jeden wielki bullshit. I na szczęście kropkę nad postawił tu ostatnio Europejski Trybunał Sprawiedliwości, stwierdzając, że sam fakt wpisania wyboru do umowy nie krzywdzi klienta. Bank nie musi przekazywać klientowi skomplikowanych szczegółów technicznych na temat tego jak wylicza się wskaźnik. A sądy krajowe nie mają uprawnień, żeby podważać samą konstrukcję wskaźnika Wibor. Kancelarie zostały więc ostro poobijane, a teraz szukają jeszcze szans w sankcjach kredytu darmowego. To przepis, który pozwala oddać bankowi tylko tyle, ile się pożyczyło. Jeśli bank popełnił błędy w umowie. Na początku 2026 roku toczyło się około 11-1000 takich spraw i tu również banki są ciągle górą wygrywając obecnie 90% prawomocnych procesów. No ale opłaty dla kancelarii niestety biedni ludzie płacą za 100% takich spraw, mimo że i tak są one prawie że na pewno przegrywane. Także ten etyka prawnika. To już wszystko, moi drodzy, w tym gospodarczym przeglądzie wydarzeń. Jeśli chcecie wiedzieć jeszcze więcej o gospodarce, rynku, konkretnych spółkach, to po prostu dołączcie do wersji premium portalu doado. Już ponad 4900 innych inwestorów, którzy dostają codziennie różne analizy, przemyślenia, o rynkach, gospodarce, o spółkach ode mnie i całego naszego zespołu DNA. Także mają możliwość podglądania, jak ja sam inwestuję, swoje oszczędności w portfelach łącznej wartości prawie 7 milionów złot. Duże pieniądze, dużo emocje, ale przede wszystkim masa nauki. A więcej na temat znajdzie na stronie premiumdnarynków.pl. Link oczywiście w opisie do nagrania. W tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć.








