O czym jest ten film?
Czy hossa na uranie przyćmi AI? Dowiedz się, co stoi za gwałtownym wzrostem cen tego surowca i jak decyzje Donalda Trumpa dotyczące energetyki jądrowej wpływają na rynek.
Film analizuje sytuację na rynku uranu, omawiając wpływ decyzji Donalda Trumpa o czterokrotnym zwiększeniu mocy amerykańskiej energetyki jądrowej do 2050 roku. Autor omawia implikacje tego planu, w tym potencjalne problemy z dostępnością uranu, wzrost zainteresowania inwestorów spółkami uranowymi oraz konkurencję ze strony Chin w rozwoju energetyki jądrowej. Dodatkowo, film porusza kwestię inwestycji w spółki uranowe i ETF-y.
Kluczowe zagadnienia:
- Wpływ decyzje Donalda Trumpa na rynek uranu
- Wyzwania związane z realizacją planu zwiększenia mocy energetyki jądrowej w USA
- Konkurencja Chin w rozwoju energetyki jądrowej
- Możliwości inwestycyjne w sektorze uranowym (akcje i ETF-y)
- Analiza bieżącej sytuacji na rynku uranu
Czy warto obejrzeć ten film?
Film jest skierowany do inwestorów zainteresowanych rynkiem surowców, w szczególności uranu, oraz do osób śledzących rozwój energetyki jądrowej. Jeśli chcesz zrozumieć, co napędza wzrosty cen uranu i jakie są potencjalne szanse i zagrożenia związane z inwestowaniem w ten sektor, ten film dostarczy Ci cennych informacji.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Podczas zaledwie jednego dnia kurs uranu wzrósł o ponad 9%. Świetnie radzą sobie również spółki z szeroko pojętej branży. Inwestorzy akumulują papiery, gdyż wierzą, że rozporządzenia podpisane przez Donalda Trumpa, których celem jest czterokrotny wzrost amerykańskiej mocy energetyki jądrowej, zapowiadają długoterminowy ogres prosperity dla sektora. Z naszych wyliczeń wynika, że pomysł prezydenta, choć ciekawy, to gorzej może być z jego wykonalnością. Znaczna część inwestorów skoncentrowała się na najważniejszych wydarzeniach z otoczenia gospodarczo-geopolitycznego. I mimo, że nawet gdybyśmy chcieli przyglądać się wszystkiemu, to i tak jest to niewykonalne. A nadmierne rozproszenie na wiele frontów zwykle pogarsza wyniki osiągane z inwestycji. Ostatnio inwestorzy bombardowani byli informacjami na temat przygotowanej przez administrację Trumpa ustawy. Doszły do tego sprawy sądowe związane z legalnością wprowadzanych ceł. A w końcu mamy temat wojny izraelsko-irańskiej, gdzie jeszcze nikt nie powiedział ostatniego słowa, a świat czeka na decyzję USA o ewentualnym włączeniu się do konfliktu. Tłem dla wojny izraelsko-irańskiej był Uran, a właściwie jego potencjalne wykorzystanie w wersji militarnej w ramach perskiego programu nuklearnego. Czemu chce się przeciwstawić i czemu przeciwstawia się Tela Aviv? I właśnie Uran jest bohaterem tej analizy, gdyż w tym segmencie biznesowym działo się ostatnio dużo. Zerknijmy w tym odcinku na to, co się działo w ostatnich tygodniach, jeżeli chodzi o akcje szeroko pojętych spółek uranowych. szeroko, gdyż mowa o przedstawicielach niemal całego łańcucha tworzenia wartości, od eksploracji i wydobycia ród uranu poprzez ich przetwórstwo, w tym recykling, dostawy różnych komponentów do produkcji energii, w tym paliwa jądrowego, a skończywszy na sprzęcie używanym w procesie jej wytwarzania, w tym mini reaktory. Stałych widzów proszę o łapkę w górę. Jeżeli nie chcesz, żeby ominęły cię ważne wydarzenia ze świata finansów, to koniecznie dołącz do ponad 100 000 subskrybentów naszego kanału. Partnerem odcinka jest Dom Maklerski XTB, gdzie osobiście handluje bez prowizji do 100 000 € miesięcznego obrotu. Zakładając konto wprowadź kod referencyjny FX Mac i zgarnij dodatkowe szkolenie. W ciągu ostatnich trzech miesięcy indeks S&P 500 przybrał na wadze około 7%. Czy ktoś mógłby zasugerować, że to całkiem przyzwoita stopa zwrotu? Rzeczywiście, lecz pod warunkiem, że nie porówna się jej do zmian kursów spółek uranowych, bo tam się dopiero działo. Ceny niektórych firm zyskały trzycyfrowo, a w wielu przypadkach wzrosty wyniosły wysokie kilkadziesiąt procent. Mediana trzymiesięczna dla 13 firm uranowych wyniosła około 43%. Stado radioaktywnych Byków tak prezentuje się na wykresach. Można przyjąć, że musiał być jakiś czynnik wpływu, który doprowadził do tego, iż korporancje z sektora uranowego zachowywały się tak wyśmienicie. Donald Trump bywa krytykowany za różne posunięcia, które czasami wprawiają rynki w finansowe osupienie, lecz tym razem akcjonariusze firm uranowych zapewne piali z zachwytu, gdyż prezydent Stanów Zjednoczonych cechował złoty dotyk króla Midasa. 23 maja szef administracji republikańskiej wydał cztery rozporządzenia wykonawcze, które odnoszą się do przemysłu energetyki jądrowej. I wygląda na to, że te decyzje mogły nie tylko oddziaływać krótkoterminowo na percepcję branży przez inwestorów. Zwróćmy uwagę na to, że na wcześniejszym wykresie widać dwa wystrzały kursów spółek uranowych. pierwszy nastąpił z chwilą, gdy prezydent USA podpisał wspomniane akty prawne, a do drugiego doszło maksymalnie parę dni temu, choć był on nieco słabszy niż ten pierwszy. To oznaczałoby, że paliwo do wzrostu w branży uranowej nie wyczerpało się, a inwestorzy wciąż widzą przestrzeń do kontynuacji zwyżki. Co dokładnie zawierają rozporządzenia, że inwestorzy są wciąż pod ich wrażeniem. Jest parę kluczowych pomysłów, żeby usprawnić działanie amerykańskiej energetyki jądrowej. Donald Trump chce, żeby Departament Energii DOE przyspieszył proces licencyjny dla nowych reaktorów jądrowych, tych nowobudowanych i reaktywowanych po zaprzestaniu produkcji. Ma on wynieść zamiast obecnych kilku lat tylko 18 miesięcy od złożenia wniosku o dopuszczenie reaktora do działania. Uwaga prezydenta skupiła się również na kwestiach związanych z recyklingiem. Stany Zjednoczone nie poddawały się temu procesowi, ani nie przetwarzały ponownie komercyjnych zużytych paliw jądrowych od lat 70 poprzedniego stulecia. DOE ma za zadanie znaleźć sposoby na skuteczny transfer z użytego paliwa jądrowego, z komercyjnych reaktorów lekkowodnych do zakładu przetwarzania i recyklingu. Choć Stany Zjednoczone są największym producentem energii jądrowej na świecie, to tylko trzy komercyjne reaktory jądrowe w tym kraju zostały ukończone w tym wieku. Tak powolne tempo oddawania nowych jednostek energetycznych ma się skończyć, bo tego wymaga powaga momentu dziejowego. Trump zadeklarował, że amerykańska moc zainstalowana w energetyce jądrowej, która wynosi aktualnie około 100 GW, ma wzrosnąć do 400 GW w 2050. Przy czym nie należy zapominać, że papier jak zawsze cierpliwy zniesie najbardziej szalone pomysły, ale w tym miejscu należy postawić bolesne pytanie. Przy założeniu, że będą fundusze finansowe na rozbudowę mocy, a proces certyfikacji nowych reaktorów okaże się sprawny, to skąd Stany Zjednoczone wezmą oktaek Triuranu, skoro zależą w tej mierze niemal w 100% od reszty świata, w tym Kanady, z którą są skonfliktowani na tle polityki handlowej i protekcjonalnego traktowania swojego północnego sąsiada jako 51 stanu. No bo chyba no nie wezmą tego z Rosji. Zresztą nawet gdyby taki pomysł zrodził się to nie przypuszczamy, żeby Kreml nadto kwapił się do współpracy z USA w zakresie eksportu, bo sam ma swoje potężne potrzeby, a do tego warto jeszcze zabezpieczyć sobie rezerwę strategiczną. Marcin Kuchciak z naszego zespołu przeprowadził proste studium wykonalności pomysłu czterokrotnego zwiększenia mocy zainstalowanych w Stanach Zjednoczonych. Z danych EIA wynika, że w 2023 potrzeby roczne amerykańskiej energetyki jądrowej wyniosły 48,6 miliona funtów oktaanu, co w przeliczeniu na tony dawało ponad 24000 ton. Z 1nej tony uranu uzyskuje się 1,18 ton oktat lęku, co oznaczałoby, że coroczne zapotrzebowanie przemysłu USA zamyka się kwotą 20600 ton uranu. To nieco mniej niż wydobywa największy producent surowca na świecie, Kazachstan. Stosując regułę kciuka, czyli pomnożmy tę potrzebę razy 4, wyszłoby to ponad 80 000 ton uranu, podczas gdy na świecie obecnie wydobywa się niespełna 50 000 ton. Oczywiście to spore uproszczenie z różnych względów, choćby z tego powodu, że zakładamy jedynie obsługę istniejących bloków. Według IA na każdy gigw mocy przypada rutynowo 150 ton uranu rocznie, ale aż 300 do 450 ton uranu trzeba brać pod uwagę przy pierwszym załadunku paliwa, gdy uruchamia się produkcję energii. Być może do 2050 technologia jądrowa pójdzie naprzód i zmniejszy się surowco-żerność branży. Szansą może okazać się szersze wykorzystanie rynku wtórnego do pozyskania paliwa jądrowego, czyli między innymi z uranu i plutonu pochodzących z recyklingu zużytego już paliwa, ponownie wzbogaconego z ubożonego uranu, uranu pozyskanego ze starej broni czy plutonu klasy niewojskowej. Ale przedstawione obliczenia i tak pokazują, że coś w planie Trumpa co do wykonalności rodzi wątpliwości. Najprościej jest zwiększyć wydobycie, bo rezerwy uranu są, a już teraz bilans popytowo-podażowy jest ujemny i to od lat. Popyt globalny nazwany na grafice World Requirements przewyższa o mniej więcej 1/4 podaż z kopalni. Nie uwzględniamy istniejących zapasów ani odzysków wtórnego. A firmy wydobywcze, które dotknęło to, że w połowie poprzedniej dekady popyt i podaż niemal zrównały się, jakoś nie spieszą się z budową nowych kompleksów górniczych. Dlaczego? Bo to nie taka prosta sprawa. Według szacunków eksperckich na świecie mamy ponad 5 milionów 900 000 ton uranu w postaci zasobów o uzasadnionym stopniu pewności i zasobów domniemanych. Co przy absurdalnym założeniu, że zasoby domniemane w 100% przejdą do kategorii o uzasadnionym stopniu pewności i wydobyciu osiągniętym w 2022 dawałoby rezerwę na 120 lat. Fajnie to może i brzmi teoretycznie, lecz jest dalekie od prawdy, bo każdy dyrektor generalny uranowej firmy poszukiwawczo wydobywczej natychmiast postawi sobie kardynalne pytanie, jak będzie wyglądało otoczenie gospodarcze za kilkanaście lat. A przy obecnym poziomie niepewności gospodarczej, który jest najwyższy od 1900 roku, pytanie to stanie się jeszcze bardziej palące. Budowa kopalni w większości przypadków to nie jest przeast prasty jak w przypadku odkrywki litowej na przykład, że po góra kilku latach odpalamy wydobycie. Tak dobrze niestety nie ma. Najwybitniejsi w górnictwie uranu są w stanie przejść od fazy planowania do uruchomienia produkcji w ciągu 10 lat. Zwykle to jednak trwa sporo dłużej i wysokie kilkanaście lat jest raczej normą niż wyjątkiem. Podobnie zresztą jak w przypadku innych metali. Przykładem może być górnictwo miedzi, niklu, cynku czy chociażby złota. Wielu górników uranowych stanie przed pewnym dylematem. Czy opłaca im się zwiększać wydobycie, czy może jednak ostrożnie do tego podejść, czyli powoli rozbudowywać moce, a przede wszystkim czerpać korzyści ze wzrostu ceny za jednostkę wagową surowca. Drugi wariant jest nam bliższy, gdyż skokowe zwiększenie wydobycia jest obarczone większym ryzykiem wyłożenia się biznesowego. Od początku tego roku cena Uranu znajdowała się do marca w defensywie. Od kwietnia doszło jednak do znaczącej poprawy, gdyż część inwestorów zaczęła dyskontować nadchodzące rozporządzenia wykonawcze Trumpa. A kulminacją była ostatnia sesja, gdy kontrakty terminowe na Uran zyskały w trakcie jednego dnia ponad 9%. Stało się to po tym, gdy na rynek napłynęła informacja, że SPROT Physical Uranium Trust kupi fizyczny uran o wartości około 200 milionów dolarów na potrzeby nowego funduszu. To dwukrotnie więcej niż ten największy fundusz uranowy na świecie. sygnalizował wcześniej prezentując pomysł utworzenia wehikułu inwestycyjnego w ramach umowy z kanacord genuity. Taki nadpopyt jednoznacznie ilustruje to, że wielu inwestorów widzi obiecujące perspektywy uranowe. Pewien wpływ miała na to też nieco wcześniejsza deklaracja kazachskiego okaza promu, czyli globalnego górnika ner 1, że osiągnie on średnią produkcję na poziomie 14 milionów funtów, czyli prawie 20% poniżej prognoz ogłoszonych na koniec 2023. W gruncie rzeczy prezydent Trump nie miał innego wyjścia jak postawić na rozwój energetyki jądrowej. Dlatego nie stanowi to nadmiernego zaskoczenia dla tych, którzy przyglądają się branży. Chińczycy największy rywal Amerykanów w walce o światową hegemonię, chcą zwiększać do 2040 moc swoich elektrowni jądrowych do 200 GW. to przejaw transformacji energetycznej państwa środka, która zmierza czy też zamierza zapewnić sobie jak najtańszą energię i jednocześnie zmniejszyć udział w miksie węglowych kopciuchów. A to kolejny krok do wzmocnienia swojej przewagi konkurencyjnej. Być może na wyobraźnię ekipy Donalda Trumpa podziałał ostatecznie fakt oddania w maju w 10 nowych reaktorów w Chinach. Choć był to być może jedynie spontaniczny impuls wpływający na posunięcia administracji republikańskiej, to gdy się popatrzy na politykę władz państwa środka, to parę rzeczy staje się oczywistych. Chiny zmierzają zbudować 150 nowych reaktorów jądrowych w latach 2020-2035, przy czym około 30 jest obecnie w budowie. Czynią to przy tym szybko. Zamiast 11 lat, jak to wygląda na świecie, średni czas budowy reaktora przez Pekin to maksymalnie 7 lat, a czasami krócej. Nie dotyczy to wyłącznie budowli na potrzeby wewnętrzne. Imponujące tempo cechuje również sprzedaż eksportową. Przykładowo Chińczycy postawili sześć reaktorów w Pakistanie w ciągu prawie sześciu lat każdy, to sprawia, że rośnie popyt na usługi chińskie, co przekłada się na wypieranie z rynku dotychczasowych tłustych kotów. Chiny rozpoczęły też eksploatację pierwszego na świecie reaktora jądrowego czwartej generacji. To olbrzymi projekt Shidao Bay 1 oddany do użytku w grudniu 2 lata temu. Ogólnie rzecz biorąc analitycy sądzą, że Chiny prawdopodobnie wyprzedzają Stany Zjednoczone o 10 do 15 lat pod względem zdolności do rozmieszczenia reaktorów jądrowych czwartej generacji na dużą skalę. To robi na tyle duże wrażenie, że Jakobo Bongirno, profesor inżynierii jądrowej Massachusetts Institute of Technology, stwierdził, że Chiny są de facto światowym liderem w technologii jądrowej. Jak wygląda plejada spółek uranowych? Świat zmienia swoje oblicze energetyczne. O tragedii w japońskiej Fukushimie mało kto już zdaje się pamiętać. Czy dążenie do dekarbonizacji planety oraz do jak najtańszych i nieuzależnionych od kaprysów pogody źródeł energii stało się wyznacznikiem dla decydentów. A przy tym i przy takim podejściu energetyka jądrowa pasuje jak ulał. Naszym zdaniem firmy sektora mogą stanowić w długiej perspektywie interesujące dopełnienie dla dobrze zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego. Słowo długiej jest tutaj kluczem, bowiem jak spojrzymy na wykres to ewidentnie da się zauważyć, że obecne kursy akcji spółek uranowych w wielu przypadkach są powyżej poziomów docelowych wyznaczonych przez analityków firm inwestycyjnych na najbliższe 12 miesięcy. No ale to nie pierwszy raz, kiedy analitycy mogą się mylić. Według nas to nie jest sektor dla każdego, jeżeli nie załapałeś się na wcześniejsze wzrosty. Rozpiętość zmian jedno, trzymiesięcznych i rocznych jest olbrzymia. A zatem papiery dla inwestorów, którzy rozumieją jakie kuku mogą zrobić wielkie obsunięcia. Przy takich drawdch naprawdę trzeba mocnych nerwów, żeby nie wpaść w panikę. Dla tych, którzy wolą żeglować po bardziej spokojnych wodach, pozostają ETFY. Nie jest ich wiele. Dla polskich inwestorów jest dostępnych pięć. W formule UC i TS wchodzą w skład funduszy z rodzin Vanek, Hanetf, Global X i Wisdom Tree. Roczna opłata za zarządzanie waha się w przedziale 45 do 85%. Jeżeli ten odcinek przypadł ci do gustu, zostaw łapkę w górę. [Muzyka]









