Kluczowe zasady budowy portfela Core-Satellite
Jak połączyć spokojne, długoterminowe inwestowanie z aktywną szansą na wyższą stopę zwrotu? Tomasz Jaroszek w trzecim odcinku serii edukacyjnej dla UniCredit szczegółowo wyjaśnia koncepcję portfela Core-Satellite – modelu, który oddziela strategiczny fundament (Core) od elastycznych, satelitarnych pozycji (Satellite). To rozwiązanie chroni przed najczęstszym błędem inwestorów: mieszaniem horyzontów czasowych i strategii, co często prowadzi do决策ów emocjonalnych w trakcie korekt rynkowych.
- Rdzeń (Core): 70–90% kapitału. Szeroka dywersyfikacja (np. globalne ETF), niskie koszty, horyzont 10–20+ lat, zrozumiała ekspozycja i akceptacja zmienności.
- Satelity (Satellite): 10–30% kapitału. Aktywne pomysły: sektory, kraje, trendy tematyczne, kryptowaluty, pojedyncze spółki. Wymagają zdefiniowanej tezy, benchmarku, horyzontu i planu wyjścia.
Psychologia i zarządzanie ryzykiem
Autor podkreśla, że największą zaletą modelu jest porządkowanie procesu decyzyjnego. Dzięki wyraźnemu podziałowi inwestor może zaspokoić naturę chęci działania (handlu, analizy) w kontrolowanej części portfela, nie niszcząc planu długoterminowego. Ważne jest pilnowanie proporcji – jeśli satelity wyrosną do 50–60% wartości, filozofia core-satellite przestaje działać.
Przykłady praktyczne i pułapki
Film przedstawia gotowe scenariusze: od globalnych akcji z obligacjami w rdzeniu i polskim rynkiem jako satelitą, po obligacje w rdzeniu i Nasdaq/kryptowaluty w satelitach. Jaroszek ostrzega przed: brakiem zrozumienia produktów (ETF ≠ zawsze bezpieczne), szukaniem satelit na siłę, spekulacją udającą inwestowanie oraz brakiem czasu na monitoring aktywnych pozycji.
Materiał kończy się ćwiczeniem: wypisaniem strategii rdzenia na kartce i weryfikacją, czy w ogóle potrzebujemy części satelitarnej. To poradnik dla początkujących i średniozaawansowanych, uczący myślenia systemowego zamiast polowania na tickery.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
W poprzednich materiałach sporo rozmawialiśmy o tym, jak działają rynki globalne, czym różnią się poszczególne klasy aktywów, skąd w ogóle bierze się ryzyko, no i oczywiście rozbrajaliśmy inwestycyjne mity. Obiecałem wam, że w trzecim odcinku zobaczycie jak można połączyć relatywnie spokojne inwestowanie i taką długoterminową strategię z aktywnością na rynku i ciekawością inwestora, który po prostu chce nieco więcej. I tę ciekawość trzeba zaspokoić. Dzisiaj zamieniamy teorię w praktykę i poznajemy koncepcję portfela core satellite. Brzmi skomplikowanie, ale pod tym wideo nic już skomplikowane nie będzie. Wydaje mi się, że potrafię wam to całkiem sprawnie wytłumaczyć. A core satellite to jest taka koncepcja, w której niejeden inwestor od razu się zauroczył, bo spełnia dwa bardzo ważne założenia i więcej nam daje niż odbiera. A ja nazywam się Tomek Jaroszek. Od 15 lat zajmuję się edukacją finansową i moja specjalizacja to tłumaczenie trudnych finansowych zagadnień. bardzo prostym językiem. To jest kolejny odcinek serii specjalnie dla Unicredit, żebyście mogli łatwiej zrobić ten pierwszy krok w stronę rynków kapitałowych. Zaczynamy. Nie będziemy budować jednego idealnego portfela, bo taki portfel po prostu nie istnieje. To, co jest rozsądne dla jednej osoby, dla drugiej może być kompletnie niedopasowane. Zamiast tego pokażę wam pewną konstrukcję, taki sposób myślenia o portfelu. Koncepcję, którą ja osobiście bardzo lubię, ponieważ pozwala połączyć dwie rzeczy, które pozornie stoją ze sobą w sprzeczności. Z jednej strony długoterminowe, spokojne, konsekwentne inwestowanie, a z drugiej strony taką naturalną potrzebę aktywności, tego szukania okazji, sprawdzania własnych pomysłów i robienia na rynku czegoś więcej. I ta koncepcja nazywa się właśnie core satellite. Ale zanim do niej przejdziemy, zastanówmy się, jak najczęściej budowane są portfele inwestorów, bo gdy zaczynamy wertować internet w poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie, to bardzo szybko zauważymy kilka powtarzających się pomysłów. No pierwszy jest ekstremalnie prosty. Cały świat w jednym ETFie. Kupuję jeden szeroki fundusz, który daje mi ekspozycję na setki albo tysiące spółek z przeróżnych krajów. I właściwie na tym kończy się zarządzanie portfelem. To rozwiązanie ma ogromną zaletę, prostotę. Nie muszę się zastanawiać, czy w przyszłym roku lepsze będą Stany Zjednoczona, Europa, Japonia i tak dalej. Nie muszę wybierać sektorów, analizować dziesiątek ETFów. Kupuję cały globalny rynek i pozwalam rynkowi wykonać swoją pracę. Druga popularna koncepcja to Stany Zjednoczone. Czasami jeden indeks, niektórzy nawet potrafią i kilka tam wrzucić. A skoro Amerykanie są najwięksi, no to nie walczymy z wiatrakami. Bierzemy to USA do portfela i tyle. Na przykład szeroki rynek amerykański albo duże spółki, mniejsze spółki i jeszcze jakiś indeks technologiczny. No i znowu można znaleźć trochę argumentów przemawiających za takim podejściem. No ale tu już trzeba pamiętać, że podejmujemy konkretną decyzję geograficzną, w naszym przypadku również walutową. Więc jeśli ja dzisiaj mówię, chcę mieć bardzo dużą ekspozycję na jeden rynek, to nie jest to ani dobre, ani złe samo w sobie, tylko po prostu to jest decyzja inwestycyjna, którą musimy rozumieć. Dotyczy to też największego rynku Stanów Zjednoczonych. Trzeci model, który widzę bardzo często, to jest samodzielnie zbudowany portfel z wielu ETFów. I tutaj pojawia się ciekawy problem, bo inwestor zaczyna od jednego ETFu, później dodaje drugi, no a później odkrywa emerging markets, smally, technologie, sektor zdrowotny, longevity. A może geografię obo Indie teraz bardzo ciekawe. I tak jeden ETF i drugi i trzeci ktoś powiedział, że jest ciekawy i z naszego portfela robi się nagle portfel składający się z 10 albo nawet 15 funduszy. I problem polega na tym, że taki portfel wygląda na bardzo zdywersyfikowany, ale często wcale tak nie jest. ETFY zaczynają się na siebie nakładać. Ta sama spółka może znajdować się w kilku funduszach jednocześnie i w efekcie inwestor posiada wiele produktów, ale niekoniecznie wiele niezależnych źródeł ryzyka. I to jest bardzo ważne rozróżnienie, bo liczba ETFów no nie jest tym samym co dywersyfikacja. Kolejna grupa inwestorów buduje portfele bardzo konserwatywnie. dużo obligacji, bardzo mało akcji i tutaj głównym celem zwykle nie jest maksymalizacja stopy zwrotu. Ważniejsza jest mniejsza zmienność, ochrona kapitału, a czasami po prostu krótszy horyzont inwestycyjny. Następna klasyczna konstrukcja to słynne 6040, czyli 60% akcji, 40% obligacji. Jeden z najbardziej znanych modeli portfelowych na świecie, bo idea jest bardzo prosta. Akcje mają odpowiadać za wzrost, a obligacje mają stabilizować trochę ten portfel. Oczywiście rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana i zdarzają się okresy, kiedy zarówno akcje jak i obligacje mogą się zachowywać słabiej, ale sama idea łączenia aktywów o różnych charakterystykach no jest niezwykle ważna. Możemy pójść jeszcze bardziej defensywnie. Obligacje plus złoto albo zastosować zupełnie inne podejście. Akcje plus złoto, traktując złoto jako element dywersyfikujący zamiast klasycznej części obligacyjnej. Dużo tego, co? No ale tu pojawia się pytanie, która z tych koncepcji jest najlepsza. No i odpowiedź brzmi to zależy, bo właśnie dlatego dużo bardziej interesujące od szukania jednego idealnego portfela jest tworzenie systemu budowania portfela, takiego systemu, który pozwala oddzielić to, co strategiczne i długoterminowe od tego, co jest bardziej aktywne i bardziej eksperymentalne. I właśnie tu dochodzimy do naszego tematu, do core satellite, bo wyobraźcie sobie, że dzielimy nasz portfel na dwa pola. Pierwsze pole to ten core, rdzeń, fundament. ta część portfela, której nie chcemy cały czas zmieniać. A drugie pole to satelite, czyli satelity, mniejsze pozycje, dzięki którym możemy realizować bardziej aktywne pomysły inwestycyjne. I samo rozdzielenie jest niezwykle ważne, bo jednym z największych problemów inwestorów nie jest brak wiedzy. Problemem jest mieszanie różnych strategii. Czyli kupuję globalny ETF na 20 lat, dwa miesiące później rynek spada, no i nagle zaczynam traktować moją 20letnią inwestycję jak krótkoterminową transakcję albo odwrotnie. Kupuję sektor technologiczny, bo spodziewam się trendu w ciągu najbliższych kilku lat. Sektor spada i zamiast przyznać, że moja teza jest błędna, mówię: "A to to potrzymam 20 lat na pewno urośnie". Czyli zmieniam strategię już po fakcie. Bez sensu. No core satellite pomaga zapobiegać tego typu sytuacjom. Zobaczcie jeszcze przed zakupem określam, to jest mój kore. To jest mój rdzeń portfela. Tutaj obowiązuje jeden zestaw zasad, a to jest mój satelite. Tutaj obowiązuje inny zestaw zasad, czyli ja nie mieszam tych dwóch rzeczy. Największa część kapitału trafia do portfela bazowego, mniejsza część trafia do satelitów. I to jest bardzo istotne, bo naturalnie nasze satelity no nigdy nie mogą stać się rdzeniem. Te proporcje nie mogą się generalnie zaburzyć, bo popsujemy całą filozofię i możemy wywrócić nasz portfel do góry nogami. One są właśnie dlatego w takich dysproporcjach, żeby całe założenie tej koncepcji miało ręce i nogi, bo jest część rdzenia, której nie zmieniamy i jest część satelit, w których mamy właśnie tę elastyczność. Jeżeli założymy, że satelity stanowią nawet dajmy na to ambitnie 20% portfela, a po kilku miesiącach okaże się, że w satelitach aktywnych jest 60% portfela, to to nie jest core satelite. Po prostu to popsuliśmy. Mamy portfel aktywny, któremu nadaliśmy złą nazwę. I pierwszą rzeczą właśnie dlatego są proporcje, których musimy pilnować. Drugą rzeczą jest horyzont inwestycyjny, bo rdzeń z założenia powinien być bardzo długoterminowy. Satelita O może mieć zupełnie inny horyzont, bo może istnieć na przykład tylko przez rok albo przez 3 lata albo przez 5 lat. Może być też związany z konkretnym trendem albo konkretną tezą inwestycyjną. Trzeci element to reguły. Musimy wiedzieć co może znaleźć się w części rdzenia, co może znaleźć się w satelitach. kiedy coś sprzedajemy, kiedy zmieniamy te koncepcje, kiedy robimy rebalancing, czyli przywracamy te proporcje w portfelu i przede wszystkim co się musi wydarzyć, żebyśmy uznali, że pierwotna teza inwestycyjna przestała działać. To pytanie jest szczególnie ważne przy satelitach, no bo oczywiście cały core satelite nie rozwiązuje naszych wszystkich problemów, no nie jest magiczną konstrukcją. Jeśli źle wybierzemy aktywa czy podział portfela na dwie części, no nie sprawi nagle, że inwestycje staną się dobre i trafione. Jeśli nie rozumiemy ryzyka, dalej możemy podjąć zbyt duże, nieakceptowalne. A jeżeli kompletnie nie kontrolujemy kosztów, to dalej możemy przepłacać, niezależnie od tego, jaką konstrukcję przyjmiemy. Z kolei, jeśli nie potrafimy zaakceptować zmienności rynku, no to sam podział portfela też niewiele zmieni. Ale ta konstrukcja robi jedną bardzo wartościową rzecz, bo porządkuje proces decyzyjny. Z punktu widzenia psychologii inwestowania może to być przeogromna zaleta, bo wielu inwestorów ma taką naturalną potrzebę działania, czyli chcemy coś kupić, coś sprzedać, czym się zainteresowaliśmy, coś chcemy przeanalizować, coś poprawić, a rynek każdego dnia dostarcza nam nowych informacji. Ja nie mówię o suchej teorii, że ktoś tam gdzieś tam kogoś znał i tak dalej i on taki problem ma. No nie, ja tak mam i mam swoje założenia długoterminowe, ale co chwilę mam ochotę dowiedzieć się czegoś więcej, poznać nową koncepcję inwestycyjną. Tak jesteśmy skonstruowani i nie bójmy się tego powiedzieć. Dlatego takie rozwiązanie może uporządkować trochę nasz proces decyzyjny, bo nie tylko nie zrobimy sobie krzywdy, nawet jeśli popełnimy jakiś inwestycyjny błąd, no to będziemy w stanie wykorzystać dobrodziejstwo globalnych rynków do budowy tego długoterminowego portfela, w którym popsuć możemy technicznie dużo mniej. Więc gdy słyszymy o jakimś nowym trendzie, o interesujemy się nowym sektorem, nową dziedziną albo jakiś jeden instrument konkretny nas zainteresował, na przykład fundusz i jest wtedy pokusa majstrowania przy takim portfelu. Natomiast w tym modelu możemy sobie powiedzieć, dobra, jak chcę zrobić coś aktywnie, to mam do tego wydzieloną część portfela. Mogę otworzyć nową satelitę. Natomiast rdzeń zawsze pozostaje nieporuszony i pod względem psychologii dla mnie to jest jedna z najważniejszych zasad, jakie się trzymam od wielu lat. No ale żeby było jasne, jest też istotna wada, bo taka satelita może stać się usprawiedliwieniem do nadmiernego handlu i tu trzeba się pilnować i te proporcje i te zasady są bardzo, bardzo ważne. Zastanówmy się w takim razie, z czego powinien się składać rdzeń, a z czego satelity. Zacznijmy od najważniejszej części. Ten core powinien stanowić większość portfela. Dlaczego? Bo to właśnie ta część odpowiada za realizację naszej głównej strategii inwestycyjnej. Czyli core jest przeznaczony na długi horyzont. Nie na najbliższe trzy miesiące, nie na jeden sezon giełdowy, raczej na długie lata. Dlatego ten core powinien wymagać niewielkiej liczby decyzji. To nie znaczy, że nigdy go nie kontrolujemy, czy to jakiś samograj. Absolutnie nie. Jeśli nasza strategia wymaga podejmowania decyzji każdego tygodnia, no to po prostu to nie jest dobry klasyczny core według tej teorii. Kolejna rzecz to koszty. Jeżeli coś zamierzamy posiadać przez kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, no to koszty będą mieć bardzo duże znaczenie i dlatego ten core zazwyczaj powinien być relatywnie tani, ale na ten moment mnie interesuje przede wszystkim raczej sama architektura. No i ostatnia rzecz, core musi być dla inwestora w pełni zrozumiały. Nie wystarczy powiedzieć: "Kupiłem szeroki ETF". No trzeba wiedzieć, co jest rzeczywiście w środku tego instrumentu. Jakie rynki, jakie spółki, jak wygląda ekspozycja walutowa, jak duże mogą być spadki, jakiego rodzaju ryzyko w ogóle przyjmujemy na siebie. Jeżeli ja zamierzam posiadać coś przez 20 lat, to naprawdę muszę wiedzieć, co w tym portfelu posiadam. A co tam może być? Najbardziej oczywistym przykładem jest szeroki globalny rynek akcji, czyli jeden fundusz albo kilka funduszy zapewniających bardzo szeroką ekspozycję. W portfelu bardziej konserwatywnym taki core może zawierać sporo obligacji. A w niektórych strategiach ten rdzeń to może być w ogóle kombinacja szerokich funduszy. Kluczowe słowo brzmi tutaj strategia. Nie dokładamy kolejnych funduszy dlatego, że wydają się ciekawe. No każdy element core ma określoną funkcję. I tutaj proponuję bardzo prosty test. Zadajmy sobie teraz cztery pytania. Czy mogę utrzymać te inwestycje bez zmian przez wiele lat? To jest pytanie numer 1. Wyobraź sobie, że przez najbliższe trzy lata rynek nie zachowuje się tak, jak tego oczekujemy. Czy nadal będziesz wierzyć w konstrukcję takiego portfela? Drugie pytanie. A czy gdybym usunął wszystkie satelity to nadal uważałbym ten portfel za sensowny? To jest dobry test, bo core powinien być samowystarczalny. Satelity mają go uzupełniać, a nie ratować. Pytanie trzecie. Czy naprawdę rozumiem co znajduje się w tym portfelu? Nie nazwę funduszu, nie marketing, tylko tak serio ekspozycję na to, co jest w środku. No i czwarte, czy jestem w stanie zaakceptować zmienność tej inwestycji? Bo to jest szczególnie ważne. Portfel dobry może być na papierze, ale jak nie jesteśmy w stanie utrzymać go podczas besy, no to ten sam portfel może okazać się bardzo złym wyborem i po prostu zepsujemy te strategie, bo zaczniemy panikować. No to teraz te nasze satelity, czyli rzecz mniejsza, ale dla wielu dużo ciekawsza, bo część satelite ma stanowić mniejszą część portfela. Zadaniem satelite jest zwiększenie ekspozycji na przykład na konkretną część rynku. Można realizować w ten sposób aktywną koncepcję inwestycyjną. I tu pojawia się bardzo ważna różnica. No bo core możemy często pozostawić sobie w spokoju, ale ten satelite musi być bacznie obserwowany. Jeśli kupuję coś dlatego, że mam konkretną tezę inwestycyjną, to powinienem później sprawdzać, czy ta teza jest nadal aktualna. No i tu ważne, satelite może mieć wyższe koszty. Nie musi, ale możemy zaakceptować wyższy koszt. i za tym stoi określona strategia. No może być też po prostu związany z kompetencjami inwestora, bo ktoś bardzo dobrze rozumie konkretny sektor albo zawodowo analizuje, dajmy na to, nie wiem, nieruchomości, albo konkretną branżę technologiczną i już taka sama wiedza może sprawić, że ten satelita będzie wyglądał zupełnie inaczej u różnych osób. No ale jedna zasada pozostaje identyczna jak przy kor. Musimy rozumieć w co inwestujemy, co tam jest w środku. A co konkretnie może być takim satelitą? Na przykład wybrany kraj, załóżmy, że inwestor ma globalny portfel, ale uważa, że chce zwiększyć ekspozycję na konkretny region i to może być satelita. Może to być konkretny sektor, technologia, energetyka, ochrona zdrowia, obronność, małe spółki, co tam tylko chcecie. No może być to aktywna strategia tematyczna, może to być złoto albo inne surowce. Kryptowaluty też by tutaj się znalazły i w określonych przypadkach może to być nawet pojedyncza inwestycja. Tylko tutaj postawiłbym taki duży znak ostrzegawczy, bo im bardziej skoncentrowana jest inwestycja, no tym większego zrozumienia wymaga. Kupienie jednej spółki to jest zupełnie inny poziom ryzyka niż kupienie funduszu posiadającego na przykład 1000 spółek w środku. I trzeba też być tego bardzo świadomym. Zadawaliśmy sobie pytania dotyczące rdzenia, to zadajmy też sobie jakieś pytania tutaj. Jaki jest oczekiwany horyzont tej inwestycji? Czy mam zamiar trzymać ją rok, 2 lata, 5 lat? czy może inwestuje do momentu realizacji konkretnego scenariusza, konkretnej tezy inwestycyjnej. Po drugie, jak zmierza skuteczność tego pomysłu? I to jest bardzo ważne, bo jeśli nie mamy punktu odniesienia, to praktycznie każdą inwestycję możemy sobie później racjonalizować, bo mój satelite zarobił 8%. Dobrze czy niedobrze? No niekoniecznie. Jeśli w tym samym czasie na przykład szeroki rynek wzrósł o 25%, to ten wynik wygląda już zupełnie inaczej w tym kontekście, prawda? potrzebujemy jakiegoś benchmarku albo jakiegoś kryterium sukcesu i żebyśmy nie oszukiwali samego siebie. No i też trzecie pytanie bardzo ważne, czy to jest inwestycja, czy spekulacja? I uwaga, spekulacja nie musi być absolutnie zakazanym słowem. Nie o to mi chodzi. Tylko problem zaczyna się wtedy, kiedy spekulujemy, ale sami przed sobą udajemy, że inwestujemy. Jeżeli kupię coś dlatego, że liczę na szybki wzrost ceny, no to powiedzmy to sobie wprost. To jest konkretne założenie. to wymaga konkretnego zarządzania ryzykiem i szczerość wobec samego siebie no jest tutaj niezwykle cenna. I czwarte pytanie, czy mam czas zarządzać tym satelitą? Bo aktywna strategia wymaga naszej uwagi. Jeżeli ja nie chcę regularnie kontrolować portfela, to być może ta rozbudowana część satelite w ogóle nie jest dla mnie i to też będzie bardzo poprawna odpowiedź. I tutaj trochę dochodzimy do tego, dlaczego ja tak bardzo lubię te konstrukcje, że jest o tym cały odcinek. Mam z jednej strony długoterminowo przemyślaną strategię i nie chcę jej cały czas ruszać, a z drugiej strony mam zagospodarowaną potrzebę tej inwestycyjnej aktywności, czyli chcę sprawdzić swoją tezę dotyczącą jakiegoś sektora. Proszę bardzo. Chcę zwiększyć ekspozycję na jakiś region. Też mogę to tutaj zrobić. A może chcę przetestować jakąś konkretną strategię? Też mam na to wyznaczone miejsce, ale już nie przebudowuję całego finansowego planu na długie lata. To też jest fajna droga do nauki inwestowania, bo największym nauczycielem na rynku często są właśnie własne decyzje, zwłaszcza te błędne. Satelite pozwala nam jakby zdobyć takie doświadczenie, ale przy ograniczonej części kapitału. Więc możemy obserwować własne emocje, zobaczyć jak reagujemy na zyski, ale jak reagujemy na straty. Czy umiemy trzymać się tej naszej strategii, czy może zaczynamy nagle gonić rynek, jak coś jest nie po naszej myśli i czy naprawdę potrafimy ocenić inwestycje tak dobrze, jak nam się wydawało. No i jednocześnie całą strategię warto oceniać raczej w perspektywie kilku kwartałów albo dłużej, a nie po na przykład jednej gorszej sesji giełdowej, bo inwestowanie to też nie jest konkurs na trafienie najlepszego aktywa w przyszłym tygodniu. Możemy próbować wykorzystywać długoterminowe trendy rynkowe i oczywiście ceną za to może być większa zmienność i większe ryzyko odchylania wyniku naszego portfela od tego szerokiego rynku i właśnie dlatego satelita powinien pozostać z satelitą. Dla mnie największą zaletą tej konstrukcji jest więc to, że łączy dwa światy, czyli to długoterminowe inwestowanie z możliwością aktywności. Trudniej jest też przez nierozsądny pomysł zrobić ogromną krzywdę całemu portfelowi. No ale to nam się zdarza. Tak po prostu jesteśmy skonstruowani. A tutaj możemy eksperymentować, możemy się uczyć. Jak nasza teza okaże się poprawna, no to potencjalnie uzyskujemy jeszcze fajną stopę zwrotu. Tylko pamiętajmy, yy, że satelity mogą też pogorszyć wynik naszego głównego portfela. A mówię to dlatego, że nie powinien on być traktowany jako taki jakiś darmowy sposób na dodatkowy zysk. To może tak absolutnie nie działać. A jakie mogą być proporcje takiego portfela? Wcześniej powiedziałem mniej więcej 8020, ale wyobrażam sobie kilka wariantów. 90 na 10, 90% core, 10% satelit, takie niewielkie aktywne odchylenie jest przestrzeń na własne pomysły, ale ich wpływ na portfel ograniczony. Wspomniane 8020, więcej miejsca na aktywność. Satelite ma już taki zauważalny wpływ na wynik całego portfela, ale znam ludzi, którzy mają na przykład 70 na 30 i ta część aktywna, ona jest naprawdę istotna. Jeżeli nasze satelity zachowują się zupełnie inaczej niż szeroki rynek, to wynik całego portfela już wtedy może znacząco odbiegać od benchmarku. No zarówno w górę, jak i w dół. Ale nie traktowałbym tych liczb jako magicznych proporcji. To jest raczej taka ilustracja pewnej zasady. Im większy satelite, tym większy wpływ naszych aktywnych decyzji na końcowy wynik portfela. Mam też z tyłu głowy wielkość portfela, bo tak to jest, że jak ktoś ogląda ten film i sobie myśli: "No okej, to ja bym se taki portfel zrobił". to ma na myśli jakąś kwotę w głowie dostosowaną do siebie i swoich możliwości tu i teraz. I jeśli ogląda teraz ten film 20latek, który sobie myśli, że no pierwszy portfel włożę tam kilkaset złotych, zobaczymy jak to będzie, to trochę inaczej patrzymy na te proporcje, gdy jak ogląda 40letnia osoba, która sobie myśli, no mam wolnych, nie wiem, 70 100 000 na depozycie, może zacznę w ten sposób inwestować. Zobaczcie jak to w ogóle zmienia zabawę w kwestii tych proporcji. Całkupełnie inaczej patrzymy na to, gdy w portfelu są małe kwoty i się czegoś uczymy, a inaczej gdy mamy już zaoszczędzone duże kwoty i wskakujemy w tego typu portfel. I z mojego punktu widzenia lepiej byłoby pozostać przy tych mniejszych proporcjach, szczególnie na początku, bo jeśli mówimy o dużych liczbach, to musimy się przecież tego nauczyć i powinniśmy się zastanowić, czy później ewentualnie coś dopracować i zmienić. W sensie gdybym był tą osobą, która ogląda teraz film, ma 40 parę lat i kilkaset tysięcy, to chciałbym zacząć od takiego portfela raczej 90 na 10 niż 70 na 30, bo tam po prostu przy dużych kwotach może zadziać się bardzo dużo, szczególnie gdy mam mało jeszcze doświadczenia. Mówię o tym dlatego, że procenty przeliczone na gotówkę to już jest zupełnie inna zabawa. Zawsze jest taka różnica, gdy zaczynamy operować już konkretnymi liczbami i namacalną gotówką, naszymi oszczędnościami, to nagle okazuje się, że coś dla kogoś kilka procent to kilkaset złotych, a dla kogoś ta malutka zmiana w portfelu to są już tysiące, jak nie dziesiątki tysięcy złotych. Więc wszystko zależy od tego ile mamy w portfelu, więc miejcie też to na uwadze patrząc na takie rzeczy jak na przykład proporcje core satelite, szczególnie gdy zaczynamy inwestować i to może być na początku forma nauki, a przy trochę większym portfelu, żeby nie przesadzić i te satelity, żeby nam nie opanowały całej koncepcji. Na co uważać? Pierwszy problem, brak zrozumienia produktów. To ważne, bo ETF staje się na przykład dzisiaj bezpieczny tylko dlatego, że jest ETFem. No przecież bzdura. Fundusz może być bardzo szeroki, ale może być też bardzo skoncentrowany. Może inwestować w setki spółek albo kilkadziesiąt spółek z sektora. No może mieć proste zasady albo skomplikowaną strategię. ETF ETFowi nierówny. Zawsze musimy wiedzieć co kupujemy. I ja wiem, że dzisiaj mamy absolutną modę na ETFy, ale pod tym względem instrumentów to nie jest tak, że cały core satellite musi się tylko z ETFów składać. Naszym coreem może być też dobrze dobrany fundusz aktywnie zarządzany. Może być. pewnie, że może być, ale może być też fundusz złożony z różnych rozwiązań w środku, kupowany nawet nie przez konto maklerskie, tylko w jakieś formule regularnych inwestycji. A z kolei do satelitów, wtedy mogły być ETFY. Koncepcja strategii w portfelu i instrumenty, które tam dobierzemy, to są dwie różne rzeczy. I czasami tak się fiksujemy na tym, że wszystko musi się składać z tych samych elementów czy instrumentów. Yyy, a to strategia jest ważniejsza niż te elementy, które tam włożymy. Pamiętajcie, że na rynku nie dostaje się punktów za liczbę wykonanych transakcji. I to jest ważne, bo jak uruchamiamy naszą aplikację inwestycyjną i wymyśliliśmy sobie, że będziemy mieć portfel core satellite, bo fajny film obejrzeliśmy, no to core mamy, a satelit zaczynamy szukać na siłę. Nie musimy, a już na pewno nie od razu. Trzeci problem. trochę już zajawiony, czyli spekulacje udające inwestowanie. Jeżeli kupujemy coś tylko dlatego, że cena szybko rośnie, warto przynajmniej to uczciwie nazwać. Jeśli z czasem nasza część satelit zamieni się po prostu w takie aktywne konto spekulacyjne, to też może niekoniecznie nazywajmy to typu core satelite, tylko wydzielmy sobie mały portfel spekulacyjny, dzięki któremu trochę rozładujemy się emocjonalnie, sprawdzimy się na bardzo, bardzo zmiennym, aktywnym rynku. Yyy, natomiast duży główny portfel, dużo większa gotówka, tam dalej pracują na długoterminowe rozwiązanie dopasowane do nas, tak jak sobie opowiedzieliśmy trochę tu, a trochę w filmach poprzednich. No bo wtedy to autentycznie ma sens. Kogo my oszykujemy? Samych siebie, na własnych pieniądzach. No nie tędy droga. Ważne, żeby odpowiednio dopasować te rozwiązania do siebie, bo ja na pewno nie będę przeciwnikiem portfeli spekulacyjnych, które są właśnie po to, żebyśmy nie przeszkadzali tej inwestycji długoterminowej. Jeśli znacie ten kanał, to wiecie, że ja wiele razy wspominałem tutaj, czy w podcastach, czy na wystąpieniach, że jak ktoś ma potrzebę posiadania małego portfela spekulacyjnego, to oczywiście lepiej go mieć, niż pewnego dnia stwierdzić: "To ja spróbuję tych spekulacji, ale na swoim dużym głównym portfelu." No oczywiście, że w tym przypadku naszego rdzenia Corse satellite wolałbym nie ruszać. Czwarty problem to kompletny brak kontroli. No bo jeżeli zbudowaliśmy sześć satelit i każdy jest oparty na zupełnie innej tezie, a później nie sprawdzamy tego, bo nie mamy czasu, co się tu dzieje i nie jesteśmy w stanie nadrobić tej wiedzy, okazuje się, że stworzyliśmy strategię zbyt skomplikowaną na nasze potrzeby, a powinien portfel być dopasowany nie tylko do naszego apetytu na ryzyko, ale też do ilości czasu i uwagi, które naprawdę możemy poświęcić inwestowaniu. A jak takie portfele mogą wyglądać? Spójrzmy sobie na kilka zestawień realnych koncepcji inwestycyjnych. Oczywiście nie traktujcie ich jako rekomendacje, ale jako przykłady pokazujące taką mechanikę modelu core satellite. Pierwszy przykład: globalne akcje plus obligacje jako core, a satelitach konkretny kraj. Mamy szeroką bazę globalną. Później dokładamy niewielką ekspozycję tam, gdzie chcemy świadomie zwiększyć ryzyko. I ja sobie wyobrażam, że dla wielu inwestorów takie globalne inwestowanie w postaci czy funduszy, czy ETFów na akcje i obligacje globalne to jest absolutna podstawa. Ale na przykład polski rynek, który ma fantastyczne lata za sobą i kto wie, może też przed sobą będzie taką ekspozycją właśnie w ramach satelity. Czyli z jednej strony ta Polska też już jest elementem tego globalnego rynku, no ale oczywiście relatywnie malutkim w porównaniu na przykład ze Stanami Zjednoczonymi czy innymi dużymi rynkami. Natomiast tutaj ja aktywnie mogę z niego zrobić taką istotną satelitę i trochę mam cel patriotyczny. Polska giełda, polska gospodarka i poza tym ciekawa teza, bo pięknie rośnie, pięknie się rozwija. Chciałbym w takim portfelu doważyć polską giełdę, ale jako satelitę. To teraz zobaczcie drugi przykład. aktywnie zarządzana strategia akcji i obligacji jako core, a do tego wybrany sektor jako satelita. Czyli w głównej części portfela to zarządzający funduszem dobierają mi proporcje akcji i obligacji, ewentualnie innych instrumentów, ale ta ważniejsza, większa część pracuje sobie sama w ten sposób. I w tej mniejszej części to ja osobiście, a nie zarządzający interesuję się sektorem, w którym na przykład sam pracuję i chcę mieć go w portfelu z większą ekspozycją. jestem w stanie zrealizować te potrzeby na przykład jakimś ETFem tematycznym, jakimś ETFem sektorowym, jeszcze inny przypadek, z życia wzięty. Defensywny portfel obligacyjny jako rdzeń i niewielka część akcyjna jako satelita. I to pokazuje ważną rzecz. No core nie musi też oznaczać zawsze akcji. No bo są inwestorzy bardzo konserwatywni, tacy, którzy absolutnie nie tolerują dużej zmienności. Rdzeń będzie wtedy wyglądał zupełnie inaczej. I jak będziecie sobie robić testy na własną odporność, na swoją tolerancję ryzyka, to też może się okazać, że różnego rodzaju systemy, na przykład w aplikacjach przyporządkują was do takich konserwatywnych inwestorów i na początku tych akcji będzie bardzo, bardzo mało. Czy to jest źle? No nie. Jeśli taką macie tolerancję ryzyka, to to jest jak najbardziej okej. Natomiast wtedy ta satelita może służyć nam jako część akcyjna, która gdzieś tam będzie siłą rzeczy podwyższać ten wynik. Ja mam taki przykład prawdziwego inwestora, mojego znajomego, który ma absolutnie tylko i wyłącznie obligacje, bo nie lubi takiej dużej zmienności na dużych pieniądzach, ale jego najważniejszą satelitą jest indeks Nasdaq, bo tam są nowoczesne technologie, tam są spółki, które dzisiaj są fundamentem gospodarki amerykańskiej, ale i światowej, szybko się rozwijają, mają większą zmienność, więc on tak stwierdził, że nie żadne SNP, nie żadne MSCI, tylko obligacje w tym głównym portfelu. A jako satelita ten dynamiczny nazdak, który może podwyższyć zdecydowanie wynik. No ale większość portfela dzięki temu śpi spokojnie, a jak jest dobry wynik, to satelita zrobiła tutaj te prace. I jeszcze jeden przykład na koniec. Akcje i obligacje, standardowy rdzeń portfela, ale ekspozycja na kryptowaluty jako taki niewielki satelita. No i tutaj szczególnie dobrze widać sens ograniczenia wielkości satelity, bo jak mamy do czynienia z aktywem o bardzo wysokiej zmienności, no to wielkość pozycji staje się jednym z najważniejszych elementów w zarządzaniu ryzykiem. I zobaczcie, że dzięki temu, jak dzisiaj skonstruowane są globalne rynki, jak mówię kryptowaluty, to wcale nie muszę powiedzieć: "Hej, macie tu Bitcoina schowanego w portfelu sprzętowym i tak dalej". No nie, nie, nie. Ja mogę mieć jakiś fundusz, który odzwierciedla ceny Bitcoina, czy to ETN, czy jakąś pozycję, którą sobie kupiłem przez konto maklerskie. Zupełnie inny świat. I to może być oparte na prawdziwej kryptowalucie, która jest tam gdzieś ukryta w cyfrowym skarbcu. Albo może być też w środku kontrakt terminowy, który tylko odzwierciedla cenę kryptowaluty, ale mój cel spełnia, bo mi chodzi o ten wynik w portfelu, a niekoniecznie samo w sobie posiadanie czystej kryptowaluty. I teraz przy takim założeniu główny portfel ma zupełnie inną zmienność niż kryptowaluty, które jak wiecie na tym rynku zmienność potrafią mieć niebywałą i szczególnie jeśli myślimy jeszcze o teorii cykli, no to była duża hossza, była duża bessa. Te zakresy mają tu znaczenie przy wielkości proporcji core satellite. Chciałbym, żeby po tym materiale została wam przede wszystkim jedna myśl. W inwestowaniu bardzo często koncentrujemy się na pytaniu hm co kupić. A znacznie ważniejsze pytanie brzmi: Jaką funkcję ta inwestycja ma pełnić w moim portfelu? Czy to jest fundament mojego planu, czy to jest długoterminowa ekspozycja, którą chcę posiadać przez długie, długie lata? No to wtedy prawdopodobnie rozmawiamy o tym rdzeniu portfela. A może to jest jakiś konkretny pomysł, konkretny trend, sektor, założenie i ja chcę zweryfikować swój pomysł inwestycyjny i wtedy rozmawiamy o satelitach. Samo nazwanie tych dwóch rzeczy znacząco uporządkowuje proces inwestycyjny. A to jest diabel nieważne, szczególnie na samym początku nauki. A co dalej? To może ćwiczenie, żebyśmy nie zostali z taką suchą teorią. Yyy, nie zaczynajcie od ETFów, nie zaczynajcie od tickerów, nie zaczynajcie od pytania. No o to, co teraz kupujemy. Zacznijmy od pustej kartki. Piszemy na tej kartce core. Jaka mogłaby być główna strategia inwestycyjna? Co ja mógłbym posiadać przez wiele lat w takim portfelu? Co mogłoby być fundamentem wtedy, gdy przestanę się w ogóle interesować aktywnym inwestowaniem? I później odwracamy tę kartkę. Dowiemy się zaraz, czy w ogóle potrzebujemy odwracać tę kartkę. Czy jest coś, co interesuje mnie do tego stopnia, że byłbym skłonny mieć to w portfelu, ale w jakiejś małej części. Czy to coś chodzi mi po głowie i dzisiaj mógłbym powiedzieć: "Hej, to chyba jest teza inwestycyjna". to wtedy to zapisujemy. Jakie ja pomysły chcę dzięki takiej koncepcji zrealizować? Jak duża część mojego kapitału w ogóle może być aktywna, jak już mam te dwie kartki, jak zamierzam mierzyć wyniki i kiedy przyznam, że mój pomysł był błędny, moja teza się nie sprawdziła. Być może w ten sposób odpowiemy sobie na pytanie z tą naszą kartką z dwóch stron. Czy ten model Core Satelite jest rzeczywiście modelem dopasowanym do mnie? Bo na papierze możemy zbudować najbardziej elegancki portfel świata, ale jeśli konstrukcja powoduje, że nie jesteśmy w stanie konsekwentnie realizować tej strategii, to niewiele nam z tej elegancji przyjdzie. Kartkę wywalimy do śmietnika. Dlatego nie warto oszukiwać samego siebie. Jeżeli nie chcę analizować rynku, świetnie, nie muszę mieć części aktywnej. Jeżeli wiem, że lubię inwestować aktywnie, też dobrze. Mogę stworzyć na to taką przestrzeń kontrolowaną. I właśnie dlatego opowiadam o tym portfelu Cor satellite, bo rdzeń daje strategię, satelity dają elastyczność, a dobrze zaprojektowane proporcje pomiędzy jednym a drugim, no pomagają nam sprawić, że to te krótkoterminowe pomysły absolutnie nie przejmą kontroli nad długoterminowym planem. A co w kolejnym wideo? Robi się coraz poważniej, bo w przyszłym odcinku pokażę wam jak istotna jest makroekonomia w ujęciu inwestycyjnym, czyli jak to jest, że te nasze inwestycje mają fundamenty oparte w gospodarce światowej albo w gospodarkach lokalnych. Nie będę tego omawiał tylko ja, bo miałem okazję odwiedzić ekonomistów z grupy Unicredit, a w zasadzie to trochę tak, że oni odwiedzili Polskę, a ja odwiedziłem ich. Jak przyjechali do Warszawy, to ja oczywiście wpadłem tam z kamerą i o kilka rzeczy podpytałem. Pokażę wam jak to działa, jak się łączy i dlaczego to ma znaczenie w naszych portfelach.
