Na co zwrócić uwagę wybierając ETF?
Chcesz inwestować w ETFy, ale nie wiesz, jak wybrać odpowiedni fundusz? Ten poradnik krok po kroku przeprowadzi Cię przez kluczowe elementy, na które musisz zwrócić uwagę.
- Benchmark: Dowiedz się, co ETF śledzi (np., S&P 500, obligacje, surowce). To fundament Twojej inwestycji.
- Zarządzanie: Wybierz między ETF-ami pasywnymi (odwzorowującymi indeks) a aktywnymi (z zarządzającymi). Poznaj plusy i minusy obu rozwiązań.
- Opłaty (TER): Nawet niewielkie różnice w opłatach mogą znacząco wpłynąć na zyski w długim terminie. Sprawdź Total Expense Ratio.
- Replikacja: Zrozum różnicę między replikacją fizyczną (ETF posiada aktywa) a syntetyczną (ETF korzysta z umów swap).
- Akumulacja vs. Dystrybucja: Zdecyduj, czy wolisz reinwestować dywidendy (akumulacja), czy otrzymywać je na konto (dystrybucja).
- Płynność i Spread: Sprawdź wolumen obrotu ETF-em, aby uniknąć problemów ze sprzedażą i wysokich kosztów transakcyjnych.
Film omawia przykłady popularnych ETF-ów, takich jak SPY, VOO i ARK Innovation ETF, analizując ich benchmarki, strategie i koszty. Dowiedz się, jak uniknąć pułapek i wybrać ETF dopasowany do Twoich celów inwestycyjnych. Niezależnie od tego, czy jesteś początkującym, czy doświadczonym inwestorem, ten film dostarczy Ci praktycznej wiedzy.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Średnioroczny inwestor, który działa samodzielnie zarabia 3,6%. Tak wynika z raportu JP Morgan z lat 2002-2021. Jak wypada szeroki rynek? Indeks S&P 500 w tym samym czasie dawał średnio 9,5% rocznie. Różnica jest kolosalna, ale nie wynika ona z braku szczęścia. bardziej z braku strategii, emocjonalnych decyzji i często też z braku podstawowej wiedzy, w szczególności tej, jak wybierać sensowne instrumenty do swojego portfela, takie jak na przykład ETFY. I właśnie dlatego ten temat jest tak ważny, bo jeśli nawet połowę tej różnicy da się odzyskać tylko dzięki temu, że nie zrobimy głupiego zakupu, to chyba warto wiedzieć na co zwrócić uwagę przy doborze ETFU do portfela. A ETF to jedne z najpopularniejszych sposobów inwestowania. Proste w obsłudze, tanie i pozwalające jednym ruchem zainwestować w cały rynek albo konkretny jego segment. Ale mimo swojej prostoty to wciąż narzędzie inwestycyjne i jak każde narzędzie, trzeba je dobrze dopasować do swoich potrzeb. Nie chodzi o to, że ETFy są skomplikowane. Chodzi raczej o to, że nie wszystkie są takie same. Niektóre naprawdę świetnie spełniają swoją rolę, inne mniej. Dlatego warto wiedzieć na co zwrócić uwagę, żeby nie wrzucić pieniędzy w coś co tylko wygląda dobrze na papierze. Ale zanim zaczniemy grzebać w kosztach, benchmarkach i strukturze funduszu, musimy cofnąć się o krok dla tych, którzy jeszcze styczności z tym instrumentem nie mieli, bo żeby dobrze coś wybrać, trzeba najpierw zrozumieć, co to w ogóle jest. Stałych widzów proszę o łapkę w górę, a jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata finansów, no to koniecznie dołącz do 100 000 subskrybentów naszego kanału. Partnerem odcinka jest XTB, gdzie możesz handlować między innymi za pomocą ETFów. Link do oferty znajdziesz w opisie. W czasie rejestracji wprowadź kod referencyjny FX Mac i odbierz dodatkowe szkolenie. Przechodzimy do odcinka finansowej encyklopedii. Jak to działa w świecie finansów? Zapraszamy do finansowej encyklopedii. Zacznijmy od początku. Czym jest ETF i jak działa ETF? Czyli z angielskiego Exchange Traded Fund to fundusz inwestycyjny notowany na giełdzie. To właśnie ta kombinacja czyni go tak wyjątkowym. Z jednej strony działa jak klasyczny fundusz, bo skupia pieniądze wielu inwestorów i inwestuje je w określony koszyk aktywów. Na przykład akcje największych spółek w USA. Z drugiej strony ETF jest notowany na giełdzie, więc można go kupić i sprzedać w dowolnym momencie sesji giełdowej. Tak samo jak akcje Apple czy Orlenu. Zanim kupisz ETF, musisz zrozumieć na czym dany ETF bazuje, czyli na przykład na jakim indeksie się opiera. Właśnie tak zwany benchmark decyduje o tym, co dokładnie kupujesz. To nie jest żadna formalność, to punkt wyjścia do wszystkiego. ETF może śledzić bardzo różne rzeczy. Szeroki indeks, sektor, region czy dany temat inwestycyjny. Na przykład jeśli kupujesz ETF na S&P 500 taki jak SPY od State Street, to w jednej transakcji zyskujesz ekspozycję na cały amerykański rynek, czyli na mniej więcej 500 największych spółek z USA, w tym takie firmy jak Apple, Microsoft, Amazon i wiele innych. Ale ETFy to nie tylko indeksy z USA. Benchmark może obejmować na przykład rynki wschodzące takie jak Indie czy Brazylia albo skupiać się na konkretnym rodzaju obligacji jak ETF na obligacje korporacyjne czy obligacje skarbowe USA. ETFY mogą też śledzić surowce takie jak złoto czy ropę naftową albo być skonstruowane wokół konkretnego tematu jak na przykład sztuczna inteligencja. Dobrym przykładem takiego ETFU jest ETF Global X Artificial Intelligence and Technology, który inwestuje w spółki opracowujące technologię AI od producentów chipów po twórców algorytmów. A więc to właśnie benchmark mówi ci co tak naprawdę kupujesz. Jeśli go nie sprawdzisz, to możesz się zdziwić, że na przykład ETF na USA to w praktyce w 45% inwestycja w pięć dużych spółek technologicznych. A jeśli wybierzesz zbyt wąski albo nietypowy indeks, może się okazać, że twój ETF będzie bardziej zmienny i trudniejszy do zrozumienia. Dlatego benchmark to pierwszy punkt kontrolny. Jeśli nie wiesz, co ETF śledzi, to tak jakbyś w zasadzie wsiadał do pociągu bez sprawdzenia, dokąd on jedzie. Skoro już wiemy, czym ETF jest i co może śledzić, no to przejdźmy do kolejnej ważnej rzeczy, na którą trzeba zwrócić uwagę przed zakupem, bo nie każdy ETF działa tak samo. Jedne działają na autopilocie i po prostu odwzorowują rynek, a inne mają ze sobą zespół zarządzających, którzy próbują przechytrzyć konkurencję i wybrać te spółki, które dadzą najlepsze wyniki. I właśnie o tym teraz porozmawiamy. Czy ETF jest pasywny, czy aktywnie zarządzany, jakie są między nimi różnice, plusy, minusy i który z nich może lepiej pasować do twojego portfela. Pasywny ETF działa jak kalka. Ich jedynym celem jest możliwe jak najdokładniejsze odwzorowanie konkretnego indeksu. Bez prób bicia rynku, bez błyskotliwych decyzji zarządzających i co dla wielu najważniejsze bez zbędnych emocji. Te fundusze nie kombinują, nie próbują zgadywać co urośnie jutro. działają według wcześniej ustalonego schematu, a ich skład zmienia się tylko wtedy, gdy zmienia się skład samego indeksu. Przykład VOO od Vanguarda to klasyk pasywnego inwestowania, który śledzi S&P 500. W dodatku ma jedne z najniższych opłat na rynku, a do tego bardzo dobrze odwzorowuje indeks praktycznie bez większych odchyleń. Ale VO to tylko jeden przykład z ETFowego morza możliwości. Jest też i odares, czyli ETF, który daje ekspozycje na rynki rozwinięte z całego świata, w tym USA, Japonię, Niemcy czy Wielką Brytanię. Idealny, jeśli chcesz szeroko zdywersyfikować portfel bez angażowania się w analizę poszczególnych krajów. To właśnie największa siła pasywnych ETFów. Prostota, niski koszt, no i spokój. Kupujesz raz i jeśli masz dobrą strategię, to nie musisz zaglądać tam codziennie. To nie ekscytująca spekulacja, to inwestycyjny fundament, który po prostu robi robotę. Z kolei aktywne ETFY to już zupełnie inna bajka. Tutaj za decyzjami stoją ludzie, zespoły analityków i zarządzających, którzy nie chcą jedynie kopiować indeksu, ale chcą go pokonać. starają się wybierać lepsze spółki, omijać te słabsze albo odpowiednio reagować na zmieniające się warunki rynkowe. Brzmi dobrze i czasem tak bywa, ale niestety nie zawsze. Na przykład w składzie Arc Innovation, jednego z najbardziej medialnych funduszy zarządzanych przez Katy Wood, znalazły się firmy takie jak Tesla, Zoom czy Roku. W 2020 fundusz ten przyniósł ponad 150% zysku, ale radość nie trwała długo, bo w 2022 ten sam ETF stracił na wartości prawie 70% swojej wartości, a przy tym zachowywał się gorzej od szerokiego indeksu. Co to tak naprawdę oznacza? wrzucenie do portfela aktywnego ETF. Przede wszystkim potencjał na zarobek jest większy, czasem wręcz spektakularny, ale uwaga, działa to w obie strony, bo straty mogą być równie dotkliwe. Wystarczy, że zarządzający się pomyli albo za późno zareaguje i wszystko się posypie. I nie mówimy tu o lekkich spadkach, tylko naprawdę bolesnych tąpnięciach. Do tego dochodzi kwestia kosztów. Aktywny ETF zawsze będzie droższy niż pasywny, albo inaczej zdecydowanie w większości przypadków tak będzie. Nie płacisz tylko za produkt odwzorowujący działanie czegoś innego, ale za cały zespół ludzi, którzy próbują pobić rynek. I ostatnia rzecz, o której mało kto mówi, to może być emocjonalny roller coaster, bo te fundusze potrafią być zmienne. Dziś zysk rzędu 10%, jutro strata 15%. Więc zanim wrzucisz aktywnego ETFa, zadaj sobie jedno pytanie. Jaki jest twój cel inwestycyjny? Kolejna rzecz, którą koniecznie trzeba sprawdzić przed zakupem ETFa, to opłaty za zarządzanie. Zanim jednak zaczniemy porównywać opłaty w konkretnych ETFach i pokazywać jak wpływają na wyniki inwestycyjne w długim terminie, no to musimy zrozumieć jedno pojęcie. Pojęcie, które z pozoru wygląda niewinnie, ale w praktyce może zjeść całkiem spory kawałek twoich zysków. to ter, czyli total expense ratio. Jest to wskaźnik, który mówi nam ile kosztuje roczne utrzymanie ETFa. Mówiąc jeszcze prościej, terent twojej inwestycji, który każdego roku fundusz zabiera za zarządzanie, księgowość, obsługę prawną i inne operacyjne sprawy. Teraz zobaczmy, co robi z twoją inwestycją taka niepozorna liczba jak ter. Załóżmy, że inwestujesz 10 000 zł na 20 lat przy zwrocie 7% rocznie. Jeśli wybierzesz ETFA z niskim terem na poziomie na przykład 7%, tak jak na przykład WO od Vangarda, to po dwóch dekadach masz na koncie około 3787 zł. Brzmi dobrze. To teraz zobaczmy drugą opcję. Ten sam kapitał, ten sam czas, ale ter wynosi aż 1%. Wiesz ile dostaniesz po 20 latach? 3271 zł. Różnica ponad 5800 zł i to tylko dlatego, że ktoś pobiera od ciebie wyższe opłaty. Dodatkowo bez żadnej gwarancji, że zrobi coś lepiej. To pokazuje, że nawet niewielka cyferka w kosztach może zrobić wielką różnicę dla twojej inwestycji. Więc zanim klikniesz kup, zerknij na ten jeden wskaźnik, bo może uratować kilka tysięcy w twojej kieszeni. Kolejna sprawa, na którą musisz zwrócić uwagę przed zakupem ETFa, to sposób, w jaki ten fundusz odwzorowuje swój indeks. Sposób odwzorowywania indeksu to tak zwana replikacja. Może być fizyczna, może być syntetyczna. ETF wykorzystujący replikację fizyczną po prostu kupuje wszystkie albo zdecydowaną większość aktywów z indeksu, który śledci. Na przykład ETF śledzący ceny złota SGLN od Iszewi posiada sztabki złota przechowywane w skarbcach w Londynie. To tak zwany fizyczny etc. Exchange Traded Commodity, który faktycznie posiada złoto, a nie tylko kontrakty terminowe na dany surowiec. Brzmi dobrze? W wielu przypadkach tak, ale jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach. Jeśli chodzi o zalety, to największą z nich jest na pewno przejrzystość. W przypadku replikacji fizycznej dokładnie wiesz co znajduje się w portfelu fundusz. Możesz wejść na stronę emitenta ETFa i zobaczyć listę spółek, ich udział w portfelu i sposób ich doboru. Dla inwestora to ogromna zaleta, bo eliminuje domysły i efekt czarnej skrzynki. znany z bardziej złożonych strategii. Kolejnym plusem jest brak ryzyka kontrahenta. W odróżnieniu od replikacji syntetycznej, tutaj nie musisz polegać na obietnicach banku inwestycyjnego, że dowiezie ci wyniki indeksu. Fundusz samodzielnie posiada fizyczne aktywa, więc nie ma ryzyka, że partner finansowy nagle zbankrutuje albo nie wywiąże się z umowy słopowej. Ale nie wszystko jest takie różowe, bo replikacja fizyczna bywa po prostu droższa. szczególnie w przypadku indeksów, które obejmują setki spółek rozsianych po całym świecie, jak chociażby MSCI Emerging Markets, który składa się z ponad 1200 firm z 24 rynków wschodzących. Kupowanie ich wszystkich fizycznie generuje spore koszty transakcyjne, podatkowe i operacyjne. Spójrzmy chociażby na 10 największych spółek tego indeksu. Łącznie odpowiadają one za ponad 27% całkowitej kapitalizacji indeksu. Znajdziemy tu takich gigantów jak Taiwan Semiconductor Manufacturing ponad 10%, Tencent niespełna 5%, Alibaba niespełna 3% czy Samsung Electronics 2,4%. A to dopiero początek. Dalej są firmy z Indii, Korei, Chin czy Brazylii. Każdy z tych rynków to inne zasady, inne waluty i inne wyzwanie. Dlatego nawet fizyczne ETFY czasem sięgają po techniki takie jak sampling czy optymalizacja. kupują wtedy tylko część aktywów z indeksu, te najważniejsze lub najbardziej reprezentatywne. No i właśnie wtedy pojawia się problem tak zwany tracking error, czyli różnica między wynikami ETFa, a wynikami indeksu, który ma odwzorowywać. Im bardziej uproszczony portfel, no tym większe ryzyko, że fundusz nie pójdzie idealnie śladem indeksu. Różnice mogą być niewielkie, ale dla inwestora z długim horyzontem czasowym każda 10% robi różnicę. I właśnie w takich sytuacjach, kiedy replikacja fizyczna staje się zbyt skomplikowana, na scenę wchodzi alternatywa replikacja syntetyczna. ETF wykorzystujący replikację syntetyczną nie kupuje rzeczywistych aktywów z indeksu. Zamiast tego zawiera umowę typu Słop z instytucją finansową, najczęściej bankiem inwestycyjnym, która zobowiązuje się wypłacać ETFowi zyski odpowiadające zmianom wartości danego indeksu. Przykład LXOR MSCI India UCITS ETF ACC. Ten fundusz odwzorowuje indeks MSI India z użyciem replikacji syntetycznej. Dlaczego? Bo bezpośredni dostęp do indyjskich akcji wiąże się z barierami regulacyjnymi, ograniczoną płynnością i trudnościami operacyjnymi. Zamiast więc kupować akcje indyjskich spółek, Lyksor zawiera transakcje Słop z bankiem, który dostarcza mu odpowiedni wynik finansowy. Brzmi jak sprytne rozwiązanie. Jeśli chodzi o zalety, to największe z nich są niższe koszty i precyzyjne odwzorowanie indeksu. EF może uzyskać niemal idealne wyniki indeksu bez potrzeby fizycznego kupowania setek aktywów. To ogromna przewaga w przypadku skomplikowanych indeksów, gdzie fizyczna replikacja byłaby logistycznie uciążliwa i droga. Ale oczywiście są też minusy. Najpoważniejszy z nich to ryzyko kontrahenta. Jeśli bank będący stroną umowy słupowej popadnie w problemy finansowe, ETF może nie otrzymać obiecanych zysków. Owszem, różne regulacje i zabezpieczenia mają to ryzyko ograniczać, ale nie eliminują go całkowicie. Zdarzały się przypadki, gdy rynkowe turbulencje pokazały, że umowy słopowe też mają swoje luki. Drugi minus to mniejsza przejrzystość. W przypadku syntetycznych ETFów inwestor często nie wie, co dokładnie fundusz trzyma w koszyku zastępczym. Może to być na przykład miks europejskich obligacji i akcji zupełnie niezwiązanych z celem ETFa. Wszystko dzieje się na poziomie umowy, której szczegóły bywają trudne do zrozumienia dla przeciętnego inwestora. Podsumowując, zarówno replikacja fizyczna, jak i syntetyczna mają swoje miejsce w świecie ETFów. fizyczna oferuje większą przejrzystość i bezpieczeństwo, ale bywa droższa i trudniejsza w realizacji. Z kolei syntetyczna pozwala na tańsze i bardziej precyzyjne odwzorowanie indeksów, jednak wiąże się z ryzykiem kontrahenta i mniejszą transparentnością. Wybór zależy od twojej strategii i tego, jakiego rynku dotyczy ETF. Kiedy już wiesz czym jest ETF, jak działa, na jakich aktywach się opiera oraz czy śledzi rynek fizycznie czy syntetycznie, przychodzi moment aby sprawdzić coś jeszcze. Coś co może mieć duży wpływ na twój portfel, zwłaszcza jeśli inwestujesz długoterminowo albo zależy ci na regularnym dochodzie. mianowicie czy ETF, który wybierasz jest akumulujący, czy może dystrybucy. Ta decyzja to nie tylko kwestia gustu, ale i strategii inwestycyjnej. W wersji akumulującej dywidendy nie trafiają na twoje konto. Fundusz od razu je reinwestuje, dzięki czemu kapitał rośnie szybciej. To idealne rozwiązanie dla tych, którzy inwestują długoterminowo i nie potrzebują bieżących wypłat. Do tego dochodzi przewaga podatkowa. W Polsce płacisz podatek dopiero przy sprzedaży jednostek, a nie za każdym razem, gdy wypłacana jest dywidenda. Z kolei ETF dystrybucy działa bardziej tradycyjnie. Dostajesz dywidendy wypłacane regularnie, zazwyczaj co kwartał. To świetne rozwiązanie, jeśli zależy ci na stałym dochodzie, na przykład żeby uzupełnić pensję. Minus każda wypłata, no to podatek do rozliczenia w picie 38. Załóżmy, że masz 10 000 zł i chcesz je zainwestować na 10 lat. Masz dwie opcje. ETF dystrybuujący, który co roku wypłaca dywidendy, oraz ten akumulujący, który zamiast tego reinwestuje wszystko automatycznie. ETF dystrybucy daje średnio 6% rocznie, bo dywidendy trafiają do ciebie, ale nie inwestujesz ich dalej. W efekcie po 10 latach twój kapitał rośnie do około 17908 zł. Dorzucając wypłacone dywidendy łącznie uzbiera się około 21 000. Tymczasem ETF akumulujący zakłada, że wszystkie zyski, w tym dywidendy są automatycznie reinwestowane. Średnia stopa zwrotu około 9% rocznie. Po 10 latach na koncie masz już ponad 23600 zł. Różnica ponad 2500 tylko dlatego, że procent składany miał szansę działać bez przerwy. Co ciekawe w Europie dominują akumulujące ETFY i to widać też u polskich inwestorów. Z kolei w USA częściej wybiera się te dystrybuce. W każdym razie to nie jest tak, że jeden typ jest obiektywnie lepszy od drugiego. Ostatecznie wszystko sprowadza się do twojej strategii. Czy chcesz budować kapitał długoterminowo, czy może potrzebujesz gotówki z inwestycji na bieżąco. Teraz czas na temat, który często umyka początkującym inwestorom, a którego niezrozumienie może naprawdę sporo kosztować. Mowa o płynności i sprezie, czyli dwóch rzeczach, które warto sprawdzić zanim klikniesz kup na swoim ETFie. Zacznijmy od tego, czym w ogóle jest sprat. Kiedy kupujesz ETFa, nie kupujesz go po jednej stałej cenie. Jest cena kupna, czyli tak zwana bit i cena sprzedaży, czyli ask. Różnica między nimi to właśnie spread i to jest twój dodatkowy koszt transakcyjny. Jeśli ETFM codziennie obraca się po kilkadziesiąt milionów dolarów, to spred bywa śmiesznie niski. Czasem jeden grosz na jednostce. Ale gdy ETF jest mniej popularny, spread potrafi skoczyć nawet do kilkudziesięciu groszy, a to już kilkadziesiąt złotych kosztu przy każdej transakcji. Im więcej inwestorów handluje ETFem, tym łatwiej jest znaleźć kupującego i sprzedającego, a sprać się zawęża. ETFem, który codziennie obraca się na przykład po kilkadziesiąt milionów dolarów, handlujesz praktycznie bez kosztu, ale przy mało płynnych ETFA zaczynasz płacić. No i to niemało. Porównajmy dwa konkretne przykłady. Na pierwszy ogień idzie ETF odwzorowujący indeks S&P 500 SPY. Jego średni dzienny wolumen wynosi aż 74 miliony jednostek, a spread jest praktycznie zerowy. Różnice między ceną bit są minimalne. Z drugiej strony mamy aktywnie zarządzany ETF, który dąży do wzrostu wartości kapitału w długim terminie, opierając się na indeksie Russell 1000 Grove. Jego średni dzienny wolumen wynosi zaledwie 26 000 jednostek, a spread jest bardzo szeroki, może wynosić nawet 1 do 2 $arów na jednostce. A to nie są wcale ekstremalne przykłady. Dlatego zanim kupujesz ETFa, sprawdź wolumen obrotu. To ile się nim handluje na co dzień mówi ci jedno, czy łatwo go będzie sprzedać i jak kosztowny będzie to proces. A na sam koniec szybka, ale konkretna powtórka z tego, co naprawdę trzeba sprawdzić przed zakupem ETFa. Po pierwsze benchmark. Zawsze sprawdzać musimy, co ten ETF tak naprawdę śledzi. Benchmark mówi, ci co kupujesz w pakiecie, więc to absolutny punkt wyjścia. Po drugie, rodzaj zarządzania. Czy ETF jest pasywny, który po prostu odwzerowuje indeks jak kalka, czy może aktywny, gdzie ktoś próbuje zgadnąć co urośnie, a co nie. Obie opcje mają sens. Ale to zupełnie inne podejście, inne koszty i inne ryzyko. Warto tutaj też dodać, że na kształt indeksów, które są benchmarkiem, wpływ mają też osoby. Nie dzieje się to zawsze z automatu, ale ten temat już poruszaliśmy na kanale przy okazji odcinka portfel po krachu. Inwestowanie pasywne to ściema. Link wrzucam w opisie. Po trzecie, opłaty. Różnica między terem 7% a 1% po 20 latach to nawet kilka tysięcy złotych, które zostają albo znikają z twojego konta i nie dlatego, że rynek spadł. Dlatego na ten element w szczególności zwracamy uwagę. Po czwarte, replikacja. Czy rzeczywiście ETF posiada aktywa, które śledzi, czy może opiera się na umowach z bankami yyy i odwzorowuje indeks tylko na papierze. Obie metody mają swoje plusy i minusy. Ważne, żebyś wiedział na co się piszesz. I po piąte, akumulacja czy dystrybucja. Czy dostajesz dywidendy na konto, czy fundusz je reinwestuje. Jedna opcja daje ci gotówkę na bieżąco, druga pozwala rosnąć kapitałowi szybciej. Znów nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Wszystko zależy od twojej strategii. No i po szóste, płynność. Czy tym ETFem ktoś w ogóle handluje? Bo jak nie, to możesz go kupić, a potem nie będzie komu sprzedać. Zawsze sprawdź wolumen. No i na koniec spred, czyli różnica między ceną kupna a sprzedaż. Im większy, tym więcej przepłacasz na wejściu i wyjściu. To taki cichy zabójca zysków. A gdzie sprawdzisz dane konkretnego funduszu ETF? Na przykład na stronie Atlas ETF tworzonej przez Jacka Lemparta. Porzucam link w opisie. Jeżeli chcesz dowiedzieć się na konkretnych przykładach jak wybrać ETF, to daj znać. Nagramy osobny odcinek. A jeżeli ten przypadł ci do gustu, no to koniecznie zostaw łapkę w górę. [Muzyka]








