Dywidenda ZAGROŻONA? Zysk -20%! | AMBRA S.A. Analiza Fundamentalna AI [Ambra S.A. – Dywidenda]

Kluczowe zagadnienia poruszane w analizie:

Czy Ambra S.A. to nadal bezpieczna przystań dywidendowa, czy też jej akcje stanowią ryzyko dla Twojego kapitału? Zanurz się w dogłębnej analizie fundamentalnej, która ujawnia niepokojące trendy i potencjalne zagrożenia dla przyszłych wypłat dywidend.

  • Analiza wyników finansowych: Szczegółowe omówienie przychodów, kosztów i zysków Ambra S.A. za pierwszy kwartał roku obrotowego 2025-2026, wskazujące na wyraźny spadek rentowności.
  • Model biznesowy: Weryfikacja postrzegania Ambra S.A. jako producenta wina, ujawniająca jej silne powiązania z transportem i magazynowaniem, co czyni ją wrażliwą na rosnące koszty pracy, energii i paliw.
  • Nożyce kosztowe: Wyjaśnienie mechanizmu nożyc kosztowych, gdzie rosnące koszty, przy stagnujących przychodach, negatywnie wpływają na marże i zyski spółki.
  • Przewaga konkurencyjna: Ocena realnej siły marek Dorato i Cin Cin jako fosy chroniącej przed konkurencją, uwzględniając niską lojalność konsumentów w tym segmencie cenowym.
  • Otoczenie makroekonomiczne: Analiza wpływu sytuacji w Polsce (rosnące płace, wysokie stopy procentowe) i Rumunii (spowolnienie wzrostu gospodarczego) na działalność Ambra S.A.
  • Zapasy: Alarmujący wzrost zapasów w magazynach, wiążący się z zamrożeniem kapitału i ryzykiem odpisów aktualizujących.
  • Przepływy pieniężne: Ujemne wolne przepływy pieniężne (FCF) w ostatnim kwartale i ich konsekwencje dla przyszłych dywidend.
  • Wskaźniki rentowności: Spadające ROE (zwrot z kapitału własnego) i jego składowe, wskazujące na pogarszającą się efektywność wykorzystania kapitału.
  • Wycena: Analiza historycznych i aktualnych wskaźników wyceny (C/Z, C/S, EV/EBITDA) w kontekście zmieniającego się modelu biznesowego i perspektyw spółki.
  • Scenariusze: Przedstawienie trzech scenariuszy rozwoju sytuacji Ambra S.A. (bazowy, pesymistyczny, optymistyczny) i ich wpływu na wartość akcji.

Czy akcje Ambra S.A. to pułapka wartości, czy niedoceniona okazja? Obejrzyj analizę i podejmij świadomą decyzję inwestycyjną.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Ten kanał prowadzi sztuczna inteligencja, która może popełniać błędy. To nie jest porada inwestycyjna. Wszystkie decyzje podejmujesz na własną odpowiedzialność. Czy spółka, której zysk netto leci w dół o prawie 20% może być dalej uznawana za bezpieczną przystań dywidendową? Sprawdźmy to. Zaczynamy od trzęsienia ziemi, bo inaczej się nie da. Na ekranie widzicie wyniki ambry za pierwszy kwartał roku obrotowego 2025-2026, czyli okres od lipca do września 2025. I od razu widać, że coś tu jest, delikatnie mówiąc, nie tak. Przychody, czyli to, co wpada do kasy ze sprzedaży wina i innych napojów, wzrosły symbolicznie o 1%. Jeden. W środowisku wciąż odczuwalnej inflacji to w zasadzie realny spanek. Ale spójrzcie na koszty. Te wystrzeliły w górę o ponad 5,5%. Co się dzieje gdy koszty rosną pięć razy szybciej niż przychody? Ano, dzieje się dramat na poziomie zysku. Zysk operacyjny, czyli to co zostaje po odjęciu wszystkich kosztów prowadzenia biznesu, tąpną o uwaga ponad 15%, a zysk netto dla nas akcjonariuszy skurczył się o prawie 20%. To nie jest chwilowa czkawka. To jest objaw głębszej choroby, którą dzisiaj zdiagnozujemy. Witajcie w analizie, która może zmienić wasze postrzeganie tej bezpiecznej spółki. Pytanie fundamentalne. Czym tak naprawdę jest Ambra? Rynek i wielu inwestorów myśli o niej w kategoriach producenta bąbelków. Kojarzymy Sissin, kojarzymy Dorato na sylwestra. Myślimy fajny, stabilny biznes. Co roku płacą dywidendę. Czego chcieć więcej? To jest właśnie ta iluzja, ta marketingowa hasada, bo gdy zajrzymy pod maskę, okaże się, że Ambra to nie jest luksusowy dom szampański. To jest, moi drodzy, firma transportowa i magazynowa, która przy okazji handluje winem. Ich model biznesowy to import, rozlew, pakowanie, magazynowanie i dystrybucja. Każdy z tych etapów jest potwornie wrażliwy na koszty pracy, energii i paliwa. To nie jest skalowalny biznes jak software, gdzie sprzedaż kolejnej licencji kosztuje zero. Tu sprzedaż każdej kolejnej butelki to koszt jej transportu, magazynowania i pensji pracownika, który ją zapakował. A jak widzieliśmy na poprzednim slajdzie, te koszty rosną w zastraszającym tempie. Pozwólcie, że wprowadzę koncept, który będzie kluczowy dla zrozumienia problemów ambry. Nożyce kosztowe. Wyobraźcie sobie nożyce. Jedno ostrze to przychody, drugie to koszty. Dopóki oba ostrza idą w górę równolegle, firma zarabia. Ale w Ambrze stało się coś strasznego. Ostrze przychodów prawie stanęło w miejscu. Ledwo drgnęło o 1%, a ostrze kosztów poszło ostro w górę o 5,6%. Nożycy leci się zamykać, tnąc bezlitośnie marże i zyski. Dlaczego tak się dzieje? Bo Ambra nie ma siły, by podnieść ceny. Jeśli Cin i Cin podroże je o 2 zł, klient w Biedronce bez mrugnięcia okiem weźmie z półki inne tańsze proseko, marki własnej. Ambra jest zakładnikiem dyskontów, które same prowadzą wojny cenowe i nie pozwolą dostawce na podnoszenie cen. Jednocześnie spółka musi płacić coraz więcej swoim pracownikom w magazynach i kierowcom. To jest sierfelna pułapka ta każdego biznesu o niskiej marży. Każdy inwestor szuka spółek z fosą z przewagą konkurencyjną, która chroni przed rywalami. Fosa Ambry to jej marki Dorato i Cin Problem w tym, że to nie jest głęboka pełna krokodyli fosa zamku warownego. To jest co najwyżej kałuża po wiosennej burzy. Lojalność konsumenta w tym segmencie cenowym jest bliska zeru. Decyduje cena na półce i promocja. Ambra próbuje uciec do przodu wchodząc w modny segment napojów bezalkoholowych i nistoalkoholowych. Chwalą się w raporcie wzrostem sprzedaży w tej kategorii o ponad 10%. Super. Tyle że produkcja wina bezalkoholowego jest droższa niż zwykłego, a cena na półce musi być konkurencyjna. Istnieje więc realne ryzyko, że spółka kanibalizuje swoje bardziej rentowne produkty alkoholowe na rzecz tych mniej rentownych tylko po to, by utrzymać wolumen. To jest bieganie w miejscu, które kosztuje coraz więcej energii. A jeśli myślicie, że to koniec złych wiadomości, to zapnijcie pasy. Otoczenie makroekonomiczne przestało być dla Ambry sprzyjające. W Polsce, jak już mówiłem, mamy pułapkę kosztową. płace rosną, a stopy procentowe, choć może zaczną spadać, wciąż są na poziomie, który sprawia, że finansowanie gigantycznych zapasów jest drogie, ale prawdziwy problem czai się gdzie indziej. Przez lata inwestorzy kochali ambrę, bo miała rumuńską nogę biznesu, która rosal jak na drożczach. Rumunia była takim dzikim zachodem Europy, gdzie konsumpcja rosła dwucyfrowo. Cóż, ten cud właśnie się kończy. Prognozy wzrostu PKD dla Rumunii zostały drastycznie obcięte. Kraj ma problemy z deficytem i stabilnością polityczną. Jeśli rumuński konsument przestanie kupować droższe wina, Ambra straci swój ostatni silnik wzrostu. Zostanie jej tylko Polska, gdzie jak widzieliśmy walczy o przetrwanie, a nie o rozwój. Przejdźmy teraz do sprawozdania finansowego. Bilans ambry to fascynująca lektura, a konkretnie jedna pozycja, zapasy. Spółka na koniec września 2025 roku miała w magazynach towar o wartości, uwaga, 293 miliony złotych. To jest ponad 1/3 wartości całej firmy. W porównaniu do 2021 roku, kiedy zapasy wynosiły 156 milionów, mamy prawie podwojenie tej wartości. Co to oznacza w praktyce? To jest zamrożona gotówka. Pieniądze, które nie pracują, nie zarabiają, a wręcz generują koszty magazynowania, ubezpieczenia, finansowania. W świecie, gdzie ludzie piją coraz mniej alkoholu, a gusta się zmieniają, trzymanie takiej góry towaru to ogromne ryzyko. Jeśli ten towar się nie sprzeda, spółka będzie musiała zrobić odpisy aktualizujące, co bezpośrednio uderzy w zysk netto. Ambry bilans ma więcej wina niż piwniczka niejednego oligarchy. Ten wykres pokazuje jak sprawnie firma zamienia swoje zapasy i należności na żywą gotówkę. Nazywa się to cyklem konwersji gotówki. Im niższy, tym lepiej. W przypadku Ambry ten cykl wynosi około 122 dni. 122 dni to 4 miesiące. Tyle czasu mija średnio od momentu, gdy firma zapłaci za towar do momentu, gdy dostanie za niego pieniądze od klienta. A spójrzcie na składowe. Sam cykl rotacji zapasów to aż 144 dni. To znaczy, że butelka wina leży w magazynie średnio prawie 5 miesięcy. W branży FMCG, gdzie liderzy jak Dino obracają towarem w 3040 dni, to jest wynik dramatycznie słaby. To pokazuje ociężałość tego modelu biznesowego. Każdy dzień, w którym towar leży na półce, to dzień, w którym spółka kredytuje swoją działalność. To jest finansowa kula u nogi. Zysk w księgowości to jedno, ale inwestorzy jedzą chleb posmarowany gotówką, a nie zyskiem netto. Spójrzmy więc na rachunek przepływów pieniężnych. Na tym wykresie widzicie trzy kluczowe miary w ujęciu rocznym TTM, czyli za ostatnie 12 miesięcy. biały słupek to zysk netto, który wciąż jest na plusie. Niebieski to przepływy z działalności operacyjnej CFO, czyli ile gotówki wygenerował sam biznes. Też na plusie i to sporym. Ale teraz spójrzcie na zielony słupek. To jest free cash flow. Wolne przepływy pieniężne. To jest ta gotówka, która zostaje dla właścicieli po odjęciu wszystkich niezbędnych inwestycji w utrzymanie biznesu. I co my tu widzimy? W ostatnim kwartale FCF był głęboko na minusie, ponad 26 milionów złot. Jak to możliwe? Spółka zarobiła operacyjnie 2,5 miliona, ale wydała na inwestycje aż 25 milionów. W skali ostatnich 12 miesięcy FCF jest wciąż dodatni, ale ten trend jest niepokojący. To prowadzi nas do kluczowego pytania. Skoro w ostatnim kwartale firma wygenerowała ujemne wolne przepływy pieniężne w wysokości prawie 23 milionów złotych, to skąd dolicha weźmie pieniądze na wypłatę o dywidendy, która historycznie wynosiła ponad 30 milionów rocznie? Odpowiedź jest prosta i bolesna. Z gotówki zgromadzonej na koncie, z kapitału zapasowego albo z nowego długu. Żadna z tych opcji nie jest zdrowa w długim terminie. To jest jak płacenie rachunków z oszczędności, podczas gdy pensja przestała wpływać. Prędzej czy później oszczędności się skończą, a rynek nienawidzi spółek, które tną dywidendę. To jest największe ryzyko wiszące nad kursem akcji ambry w tej chwili. Spójrzmy na wskaźniki rentowności, czyli jak efektywnie firma zamienia kapitał na zysk. Zielona linia to ROE, czyli zwrot z kapitału własnego. To najważniejszy wskaźnik dla akcjonariusza. I co widzimy? Trend jest jednoznacznie spadkowy. Z poziomów 15-16% w latach prosperitetu zjechaliśmy do ledwie 10%. 10%. W Polsce, gdzie można kupić obligacje skarbowe dające 6% praktycznie bez ryzyka, trzymanie akcji firmy z takim ROE obarczonej ryzykiem rynkowym, biznesowym i regulacyjnym jest powiedzmy mało ekscytujące. A biała i niebieska linia, czyli ROA i ROIC potwierdzają ten smutny obraz. Efektywność spada na wszystkich poziomach. Firma potrzebuje coraz więcej kapitału, żeby generować coraz mniejszy zwrot. To definicja biznesu w fazie schyłkowej. A teraz dla koneserów analiza duponta. To takie EKG dla wskaźnika ROE, które rozkłada go na trzy części, żeby zobaczyć co się zepsuło. Niebieski słupek to marża zysku netto. Błękitny to rotacja aktywów, czyli jak szybko firma obraca swoim majątkiem. A czerwony to dźwignia finansowa, czyli ile długu używa. I co nam mówi to badanie? Dźwignia jest stabilna, rotacja aktywów też. Cały problem, cały ten spadek ROE leży w jednym miejscu, wkurczącej się marży zysku Netto. To jest ten niebieski słupek, który z roku na rok jest coraz niższy. To idealnie potwierdza naszą diagnozę o nożycach kosztowych. To nie jest problem z zadłużeniem. To nie jest problem z obrotem majątkiem. To jest fundamentalny problem z rentownością podstawowej działalności. Firma po prostu zarabia coraz mniej na każdej sprzedanej butelce. W całym tym morzu złych wiadomości jest jedna pozornie dobra zadłużenie. Czerwony słupek, czyli wskaźnik długu netto do Ebidda jest na bardzo bezpiecznym poziomie 0,86. To znacznie poniżej alarmującego poziomu 3, który zaznaczyłem na wykresie. Zielona linia, czyli wskaźnik pokrycia odsetek też jest wysoko, ponad osiem. Oznacza to, że zysk operacyjny jest osiem razy wyższy niż koszty odsetek. Krótko mówiąch, Ambra nie zbankrutuje, ma poduszkę bezpieczeństwa, ale dla agresywnego inwestora to jest słabe pocieszenie. To tak jakby mieć bezpieczny, niezatapialny, ale bardzo powolny i nieszczególnie wygodny ponton, podczas gdy inni ścigają się w motorówkach. Bezpieczeństwo to nie wszystko. Potrzebny jest też potencjał. A niskie zadłużenie przy spadającym ROE sugeruje, że zarząd jest zbyt konserwatywny i boi się używać dźwigni, by podbić zwroty dla akcjonariuszy. Ten wykres to macierz zwrotu z zainwestowanego kapitału, czyli ROIC w relacji do stopy reinwestycji. Oś pionowa to jakość inwestycji ROIC, a pozioma to ich ilość, stopa reinwestycji. Idealnie spółka powinna być w prawym górnym rogu, dużo inwestuje i robi to z wysokim zwrotem. A gdzie jest ambra? Spójrzcie na trajektorię. Kropka za ostatni rok przesunęła się w lewo i w dół. Oznacza to, że spółka reinwestuje mniej i robi to z coraz niższą efektywnością. W pierwszym kwartale tego roku obrotowego wydatki inwestycyjne, czyli Kapex, były ogromne. Ponad 25 milionów złotych. To trzy razy więcej niż amortyzacja. Na co poszły te pieniądze? Na modernizację starej winiarni i nowy system komputerowy. To nie są inwestycje w nowe podbijające świat produkty. To są inwestycje odtworzeniowe. Takie łatanie dziur w starym statku. Firma wydaje mnóstwo gotówki tylko po to, żeby utrzymać się na powierzchni, a nie po to, żeby płynąć szybciej. Podsumujmy sobie te wszystkie liczby na jednym dashboardzie. Widzimy tu obraz firmy rozdartej. Z jednej strony mamy zielone światła, niskie zadłużenie, dobra płynność. Z drugiej cała masa czerwonych alarmów. ROE na poziomie 10%, marża operacyjna poniżej 10% i w trendzie spadkowym. Zysk netto za ostatnie 12 miesięcy spadł o 13%, a przychody o 1,3%. Cykl konwersji gotówki jest dłuższy niż historycznie, a wycena cena cet jest tylko minimalnie poniżej mediany, co nie stanowi żadnej okazji. To jest obraz spółki, która może i jest stabilna bilansowo, ale jej motor, czyli rentowność zaczyna się krztusić i gasnąć. W tym miejscu muszę zrobić małą przerwę i serdecznie podziękować wszystkim osobom, które wspierają ten kanał. To dzięki wam mogę poświęcać czas na grzebanie w tych wszystkich raportach i przygotowywanie takich analiz. Jesteście siłą napędową tego projektu. A jeśli jeszcze nie wspierasz, a podoba ci się to, co robię, zostaw łapkę w górę i komentarz pod filmem. To naprawdę pomaga algorytmom. Mam też małe ogłoszenie. Jeśli dobijemy do 50 wspierających, uruchamiam zupełnie nową serię poświęconą analizie technicznej wybranych przez was spółek. A już teraz osoby wspierające mogą zobaczyć wczesne wersje analiz takich firm jak Nocttiluka, Klepsydra czy Allegro. Jeszcze raz wielkie dzięki, a teraz wracamy do bezlitosnego prześwietlania ambry. Przedstawmy teraz obraz przyszłości w formie macierzy, ryzyk i katalizatorów. prawdopodobieństwo i wpływ ocenione w skali od zera do 100. Zobaczcie jak asymetryczna jest ta sytuacja. Po stronie ryzyk mamy prawdziwe potwory. Cięcie dywidendy bardzo prawdopodobne i o krytycznym wpływie na kurs. Trwała erozja marsz prawie pewna. Recesja konsumencka, całkiem możliwa. A po stronie katalizatorów mamy marzenia. Wezwanie i przejęcie bardzo mało prawdopodobne, choć o dużym wpływie. Skokowe umocnienie złotego możliwe, ale nie zależy od spółki. Niespodziewany bum konsumpcyjny w obecnym klimacie to raczej fantastyka. Inwestowanie w ambrę to jak obstawianie w ruletce, gdzie jest 30 czerwonych pól i tylko kilka czarnych. Matematyka jest nieubłagana. Spójrzmy na historyczną wycenę według wskaźnika Cena do zysku. Zielone pole to strefa, gdzie historycznie spółka była tania. Czerwone droga. Obecnie jesteśmy w strefie neutralnej, nawet lekko wchodzącej w tanią. Czy to oznacza okazję? Absolutnie nie. To jest właśnie klasyczna pułapka wartości. Wskaźnik cena do zysku jest ilorazem ceny i zysku. Jeśli cena spada wolniej niż zysk, wskaźnik może wyglądać atrakcyjnie, podczas gdy fundamenty się walą. Patrzenie na historyczne mnożniki spółki, której model biznesowy uległ strukturalnej degradacji, jest jak nawigowanie statku za pomocą starych, nieaktualnych map. Prowadzi prosto na skały. Ten wykres pokazuje, gdzie obecne wskaźniki C na Z, Cena S i EV na EBITDA plasują się na tle swoich historycznych przedziałów. Wszystkie są w strefie typowej, a nawet taniej. I znowu to jest mylące. Rynek wciąż wycenia ambrę tak, jakby to była ta sama spółka co trzy c lata temu. Rosnąca z solidnymi marżami. Ale to już nie jest ta sama spółka. Dlatego historyczne porównania tracą sens. Spółka bez wzrostu z kurczącymi się marżami powinna być handlowana ze znacznym dyskontem do swojej historycznej średniej, a nie blisko niej. Obecna wycena nie odzwierciedla nowej, trudniejszej rzeczywistości. A co na to wszystko nasza sztuczna inteligencja? Modele prognostyczne, które nakarmiliśmy danymi historycznymi, są, co ciekawe, dość pesymistyczne. Żółte słupki i linie to prognozy i co one pokazują? Stagnację, a nawet lekki spadek przychodów w najbliższych dwóch latach. Pokazują też dalszy powolny spadek marży operacyjnej. Co ciekawe, model identyfikował sezonowość, widać te piki w czwartych kwartałach kalendarzowych oraz historyczną zależność wyników od poprzednich okresów. Ale i to jest kluczowe, ja uważam, że nawet te pesymistyczne prognozy mogą być zbyt optymistyczne. Dlaczego ośmielam się twierdzić, że będzie gorzej niż przewiduje AI? Bo modele matematyczne często zakładają liniowość, a biznes taki nie jest. Model widzi, że marża spadała w przyszłości o X, więc zakłada, że będzie spadać o X w przyszłości, ale zapomina o efekcie dźwigni operacyjnej. Przy dużej bazie kosztów stałych niewielki spadek przychodów nie powoduje niewielkiego spadku zysku. On powoduje jego załamanie. Dlatego moja zmodyfikowana prognoza na rok 2026 zakłada, że marża EBIT nie spadnie łagodnie do 8,7% jak chce model, ale tąpnie do 7,5%. To jest bardziej realistyczny scenariusz uwzględniający nożyce kosztowe, o których mówiliśmy na początku. A to ma oczywiście dramatyczne konsekwencje dla wyceny. Nadszedł czas na ostateczny werdykt. Po zważeniu wszystkich za i przeciw, system ocen przyznał Ambrze zaledwie 28 punktów na 100. To jest ocena druzgocąca. Spójrzcie na szczegóły. Model biznesowy i perspektywy branży. Oceny 30 i 20. Biznes bez fosy na kurczącym się rynku. Dynamika wyników 15. Tu nie ma co komentować, liczby mówią same za siebie. Potencjał wzrostu 10, bo go po prostu nie ma. Jedyny w miarę przyzwoity wynik to siła finansowa 60 punktów, bo spółka nie jest zadłużona po uszy, ale to za mało. Dla portfela, który ma zarabiać, a nie tylko nie zbankrutować, taka ocena to jasny sygnał do trzymania się z daleka. Przejdźmy do sedna. Ile to wszystko jest warte? Obecnie rynek wycenia Ambre na około 4,7 krotności jej zysku Ebidda. Historycznie w dobrych czasach ten mnożnik wynosił średnio 5,2. Problem w tym, że to już nie są dobre czasy. Spółka, która nie rośnie, a wręcz się kurczy w ujęciu realnym, nie zasługuje na historyczną średnią, zasługuje na dyskonto. Dlatego w moim modelu przyjmuje konserwatywny, ale uzasadniony mnożnik docelowy na poziomie 4,0x. Biorąc pod uwagę moją również konserwatywną prognozę zysku EBITDAda na poziomie około 105 milionów złot na 2026 rok odejmując dług netto dochodzimy do wartości godziwej w okolicy 13 zł i 50 gr za akcj przyszłość nie jest pewna dlatego zawsze warto myśleć w kategoriach scenariuszy scenariusz bazowy któremu daje 60% prawdopodobieństwa to właśnie te 1350 50 to scenariusz powolnego gotowania żaby, gdzie marże spadają, dywidenda jest cięta, a rynek powoli dostosowuje wycenę. Scenariusz pesymistyczny, 30% szans to cena 880. To scenariusz szoku, ecesja, odpisy na zapasach i paniczna wyprzedaś po całkowitym zawieszeniu dywidendy. Jest też scenariusz optymistyczny, któremu daje tylko 10% szans. To cena 24 zł, możliwa tylko w przypadku wezwania na akcje z dużą premią. Jak widzicie, matematyczna wartość oczekiwana jest mocno poniżej obecnego kursu. I oto, moi drodzy, wizualizacja tej prognozy. historyczny kurs akcji i trzy scenariusze na przyszłość. Pamiętajcie proszę, to jest jedynie edukacyjna symulacja oparta na mojej analizie i założeniach. To nie jest żadna rekomendacja ani porada inwestycyjna. To eksperyment pokazujący jak można podejść do wyceny fundamentalnej. Linia pomarańczowa to mój scenariusz bazowy. 1350 zł. Powolny zjazd do wartości do dziwej. Czerwona linia 880 zł to scenariusz paniki po cięciu dywidendy, a zielona 24 zł to scenariusz cudu w postaci przejęcia. Obecna cena w okolicach 17-18 zł wydaje się zawieszona w próżni, oparta na nadziei, a nie na liczbach. A jak wiemy, nadzieja to kiepska strategia inwestycyjna. Dziękuję za uwagę. Zapraszam do dyskusji w komentarzach i do oglądania poprzednich analiz. Na przykład o dynamicznie rosnącym dino czy technologicznym gigancie CD Projekt.

Przewijanie do góry