Andrzej Kohut o kryzysie Donalda Trumpa w kontekście wojny w Iranie – w tym materiale Andrzej Kohut, amerykanista i analityk Ośrodka Studiów Wschodnich, analizuje skutki polityczne decyzji administracji Trumpa o interwencji w Iranie. Rozmowa dotyczy nieudanego zrealizowania obietnicy „zero wojen„, wzrostu cen paliw o 30% w Stanach Zjednoczonych oraz spadku poparcia Trumpa do 41% według sondaży New York Timesa.
W kwestii gospodarczej Kohut wyjaśnia, dlaczego wzrost cen paliw to najbardziej dotkliwy dla amerykańskich gospodarstw domowych skutek interwencji, a także dlaczego administracja Trumpa nie może unikać odpowiedzialności za tę sytuację. Omawia także skutki dla wyborów połówkowych w 2026 roku, gdzie republikanie mają 85% szans na utratę kontroli nad Izba Reprezentantów.
Kohut omawia także zmiany w pierwszej kadencji Trumpa, gdzie otoczenie zaczęło bardziej realizować jego wizję, co doprowadziło do agresywniejszej polityki celnej, interwencji w Iranie i zmian w polityce imigracyjnej. Przekonuje, że druga kadencja Trumpa to „kadencja, którą chciał mieć w pierwszej, ale mu się nie udało”.
W kwestii polaryzacji społeczeństwa Kohut podkreśla, jak olbrzymia jest rozbieżność w stosunku do działań administracji między demokratami (kilka procent poparcia) a republikanami (blisko 50%). Analizuje także zachowania „wyborców niezależnych”, których poparcie dla wojny w Iranie wynosi mniej niż 20%.
Kończy dyskusję o tym, czy USA pozostają niezawodnym sojusznikiem dla Polski. Kohut podkreśla, że mimo trudności w relacjach z administracją Trumpa, Polska powinna traktować Stany Zjednoczone jako niezastąpionego sojusznika w sprawach bezpieczeństwa na przynajmniej 10 najbliższych lat.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Złamanie tej obietnicy będzie istotnym problemem, jeżeli nie dla samego Trumpa, bo tak naprawdę ma przed sobą ostatnią kadencję, a to na pewno dla ludzi z jego otoczenia. Ta sytuacja Republikanów jest trudna. To, że stracą izbę reprezentantów wydaje się dosyć prawdopodobne. Rośnie prawdopodobieństwo, że stracą również Senat. Niewątpliwie i to też jest myślę częścią odpowiedzi na to pytanie. Są takie momenty, kiedy nawet wyborcy Donalda Trumpa uważają, że sprawy zaszły za daleko, że dzieje się tutaj coś, co również z ich perspektywy jest niepokojące. Wielu wyborców republikańskich po pierwsze było przerażonych sytuacją, gdzie ktoś strzela do amerykańskich obywateli. Deportowanie nielegalnych imigrantów, zwłaszcza tych, którzy mieli na koncie jakieś przestępstwa, było zupełnie niekontrowersyjne. Ale strzelanie do amerykańskich obywateli to już był duży problem. Partnerem odcinka jest XTB, gdzie transakcji możesz dokonywać na parach walutowych. Do 100 000 EUR miesięcznego obrotu handel odbywa się bez prowizji. Link do XTB znajdziesz w opisie. >> Andrzej Kochut, amerykanista i analityk Ośrodka Studiów Wschodnich, jest dzisiaj moim państwa gościem. >> Dzień dobry. Cześć. Donald Trump jest obecnie w trudnym położeniu politycznie w Stanach Zjednoczonych z uwagi na to, że dwie jego duże obietnice, które poprowadziły go do zwycięstwa wyborach w 2024 roku, no są niespełnione. Pierwsza obietnica to zero wojen, a druga to niższe ceny, czyli poniekąd też tańsze paliwa. A paliwa są obecnie w Stanach Zjednoczonych średnio droższe o 30% niż yyy jeszcze w połowie lutego. W takim przypadku yyy co Trump zrobi, żeby odzyskać poparcie i czy w ogóle będzie to robił w obecnej sytuacji, bo przed wyborami połówkowymi jest w trudnym położeniu. Jako poparcie to teraz widzowie widzicie na ekranie wynosi 41% według ankiety New York Timesa. >> Kilka rzeczy. Myślę, że po pierwsze z perspektywy zarówno samego Trumpa, jak i republikanów póki co ważniejsza jest czy trudniejsza czy większym problemem jest niespełnienie tej obietnicy drugiej. >> To znaczy wizerunkowo oczywiście to jest potencjalny problem, że Trump przez wiele lat mówił o kończeniu wojen na Bliskim Wschodzie, a teraz właśnie rozpoczął kolejną. Ona może się przeciągnąć, ona może mieć wiele negatywnych konsekwencji i jeśli będzie je miała, to złamanie tej obietnicy będzie istotnym problemem. Jeżeli nie dla samego Trumpa, bo on tak naprawdę ma przed sobą ostatnią kadencję, a to na pewno dla ludzi z jego otoczenia, którzy tak jak prezydent, wiceprezydent J. Divans na przykład wcześniej podpisywali się pod tym postulatem zakończenia wiecznych wojen, a teraz muszą niejako firmować swoimi twarzami to, co dzieje się w Iranie. Ważniejszym problemem i jakby tutaj jest większe pytanie o to jak zareaguje amerykańskie społeczeństwo jest właśnie kwestia cen. Donald Trump wygrywał w 2024 roku dając taką niepisaną obietnicę, że znowu będzie tak jak było. Jak się patrzyło na sondaże wtedy to Amerykanie wierzyli, że Donald Trump lepiej sobie poradzi z kwestiami gospodarczymi niż radził sobie Joe Biden. Bo Joe Biden to były czasy inflacji, to były czasy problemów po covidzie, po inwazji na Ukrainę. Donald Trump, zwłaszcza ten do covidu, to były stosunkowo dobre czasy dla amerykańskiej gospodarki i część ludzi yyy złapała się na to, że być może Trump ma jakieś magiczne rozwiązanie, być może znowu będzie tak dobrze jak było. Nie było już tak dobrze w ciągu ostatniego roku y z różnych względów. Donald Trump sam sobie nie ułatwiał sytuacji na przykład prowadząc dosyć chaotyczną politykę celną, która powodowała, że wiele ludzi zastanawiało się jaka tak naprawdę jest gospodarcza przyszłość Ameryki, czy to zmierza w dobrym kierunku. Natomiast ten Iran dodał do tego kolejną warstwę i to taką warstwę, powiedziałbym wizerunkowo najtrudniejszą, bo o ile już wcześniej można było mówić o tym, że ta sytuacja gospodarcza nie poprawiła się w taki sposób na jaki niektórzy niektórzy wyborcy mieli nadzieję, >> to w tej chwili jadąc samochodem na stację benzynową albo nawet przejeżdżając koło stacji benzynowej mają namacalny dowód na to, że wcale nie jest lepiej. Wręcz przeciwnie jest gorzej niż było tam te kilka miesięcy, kilka tygodni nawet temu wspominałeś o tej procentowej zmianie cen. W tej chwili to jest tak uśredniając około dolara na galonie, czyli sporo. To jest naprawdę bardzo duży wzrost w bardzo krótkim czasie. Bolesny dla gospodarstw domowych, ale też taki wizerunkowo wizerunkowo dla Trumpa trudny. I co może jeszcze gorsze, administracja Trumpa nie bardzo może uciec odpowiedzialności za to, że sytuacja wygląda w ten sposób. O ile w przypadku tej trudnej sytuacji gospodarczej, która jakby pozostała po czasach Bidena, można było mówić, że to za to bierze odpowiedzialność również poprzednia administracja. Trump móć mógł mówić, że to Biden, który był najgorszym jego zdaniem prezydentem w amerykańskiej historii, to wszystko spowodował. No i powiedzmy, że ta narracja mogła się utrzymać. Tutaj ta narracja utrzymać się nie może. Jest zupełnie jasne, że nie byłoby tej sytuacji, gdyby Amerykanie nie rozpoczęli interwencji w Iranie. Rozpoczął ją Donald Trump i teraz konsekwencje są dla każdego widoczne. >> Czy Donald Trump coś z tym może zrobić? Oczywiście pytanie brzmi: Jak długo potrwa ta interwencja w Iranie i jak długo potrwają jej skutki? M >> na razie jesteśmy w dosyć początkowej jeszcze fazie tej interwencji, jeżeli wierzyć tej perspektywie sześciu ośmiu tygodni, którą niektórzy, którą przedstawiciele administracji rysowali na na początku, no to jeszcze trochę przed nami. I pytanie, co się wydarzy jeszcze pomiędzy zakończeniem tej generalnej fazy interwencji, a samymi wyborami połówkowymi, czy ten wzrost cen zahamuje, czy może one jednak nieco spadną. Póki co administracja skupia się na tym, żeby te ceny nie rosły aż tak szybko. Próbuje na różne sposoby uspokajać inwestorów, pokazywać, że y są y alternatywy, są plany, że sytuacja jest pod kontrolą, że być może zniesiemy część sankcji na Rosję, na Iran, może uwolnimy część rezerw. Y pojawiła się propozycja, choć to akurat ze strony opozycji, żeby znieść federalny podatek nałożony na na paliwa w Stanach Zjednoczonych. stanowe podatki są dyskutowane, więc jest jakieś jest jakiś jakiś ruch w interesie. On na razie mam wrażenie głównie jest adresowany jednak do inwestorów. Ma uspokoić sytuację. Natomiast warto pamiętać jeszcze o czymś. Donald Trump nie bierze w tych wyborach udziału. Biorą kongresmeni, biorą senatorowie. Im zależy. Oni mogą wywierać presję na Donalda Trumpa, ale prezydentura Donalda Trumpa, jego pozycja polityczna nie jest bezpośrednio zagrożona. Oczywiście on będzie w gorszej pozycji, jeśli oni te wybory przegrają, ale to nie jest bezpośrednie zagrożenie, więc też tak bardzo Trump się tym nie musi przejmować. Jeżeli chodzi o te notowania wcześniej na które patrzyliśmy, jeżeli chodzi o to poparcie dla jego prezydentury, trzeba pamiętać, że ono było ponadprzeciętnie wysokie na początku tej drugiej kadencji. Przez całą pierwszą kadencję utrzymywało się mniej więcej na takim poziomie, na jakim jest obecnie. m Joe Biden, który zaczął nawet jeszcze nieco wyżej zszedł do poziomów jeszcze niższych, to było tam 30% z kawałkiem pod koniec. Więc te notowania Trumpa nie wynikają wyłącznie z sytuacji w Iranie i też chyba trzeba uczciwie powiedzieć wcale nie są aż takie złe. Bardziej jakby niepokojące jest to, jak wyglądają perspektywy samych republikanów na utrzymanie izby reprezentantów, a nawet senatu, co do niedawna wydawało się jednak pewniejsze. Mhm. Jeśli chodzi o izbę reprezentantów, to rynek bukmacherski, dane polyarket pokazują, że obecnie jest 85% szans na to, że republikanie utracą kontrolę nad Kongresem, bo demokraci potrzebują odzyskania zaledwie trzech mandatów, żeby to się stało. Yyy 8 lat temu, w 2018 roku partia republikańska straciła 40 miejsc. Teraz potrzebne są zaledwie trzy, więc szanse są przeciwko republikanom. Co stanie się z agendą Trumpa, z realizacją polityki administracji Trumpa po tych wyborach, jeśli one zostaną przez Republikanów, jeśli chodzi o SB reprezentantów, przegrane? Yyy, no tutaj yyy warto chyba zaznaczyć, że te szanse były przeciwko republikanom jeszcze zanim pojawił się problem irański i y tak naprawdę nie było w tym niczego zaskakującego. To znaczy to jest taka dosyć typowa dynamika polityczna w Stanach Zjednoczonych, że te wybory połówkowe przypadające w połowie prezydenckiej kadencji zawsze są trudniejsze dla tej partii, której przedstawiciel akurat zasiada w białym Domu z prostego powodu. Po prostu wyborcy prezydenta i jego ugrupowania są albo usatysfakcjonowani i nie bardzo im w głowie polityczny aktywizm, albo wręcz przeciwnie są nieco rozczarowani i zdemobilizowani. Nie bardzo chce im się uczestniczyć w kolejnym zrywie. Przeciwnie, wyborcy opozycji, którzy otrzymują tą szansę, by pokazać administracji żółtą kartkę czy nawet czerwoną kartkę i bardzo chętnie z tego korzystają. Do tego wszystkiego dokładają się rzeczy, o których już trochę rozmawialiśmy, czyli kwestia yyy cen i poglądu y znacznej części społeczeństwa na politykę gospodarczą Trumpa. Teraz jeszcze kwestia Iranu. Więc ta sytuacja Republikanów jest trudna. To, że stracą izbę reprezentantów wydaje się dosyć prawdopodobne. Rośnie prawdopodobieństwo, że stracą również Senat. No i oczywiście od tego yyy czy stracą jedną izbę czy obydwie zależy trochę to jak bardzo głębokie będą te konsekwencje dla yyy administracji Trumpa. Natomiast one i tak będą bardzo znaczne. Y jeżeli y Republikanie stracą izbę reprezentantów yyy to przede wszystkim nie będzie możliwości przeprowadzania żadnych większych reform wbrew partii demokratycznej.hm Mhm. >> To i tak jest bardzo ograniczona ścieżka. Póki co wymagało to jedności w Izbie Reprezentantów, a w Senacie wykorzystywania alternatywnych sposobów uchwalania rzeczy, jak na przykład procesu rekonciliacji budżetowej, bo takim normalnym procesem ustawodawczym nie dało się tego zrobić. I tak republikańska większość jest na to niewystarczająca. Natomiast w tym momencie, niezależnie od jedności republikańskiej, o którą czasem trudno, to i tak stanie się niemożliwe. Bardzo utrudnią się wszelkie negocjacje budżetowe. One już nie są łatwe. Mieliśmy, mamy w tej chwili, mało kto to zauważa, drugi shutdown w ciągu tej kadencji Donalda Trumpa, tylko ten pierwszy był spektakularny, bo zamknięta była znakomita większość amerykańskiego rządu, amerykańskich instytucji federalnych. Natomiast teraz ten shutdown dotyczy wyłącznie Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego. Trwa już ponad miesiąc i wciąż nie wiadomo jaki ma być jego finał. Natomiast no to pokazuje, że te negocjacje budżetowe już teraz są bardzo skomplikowane. Te komplikacje jeszcze wzrosną. No i wreszcie, co być może z perspektywy Republikanów będzie najtrudniejsze, demokraci dostaną w swoje ręce przewagę w rozmaitych komisjach izby reprezentantów, co umożliwi im prowadzenie przesłuchań, śledztw, dochodzeń, wzywania również przedstawicieli administracji do składania zeznań. Takich wezwań bardzo trudno uniknąć, o czym przekonał się niedawno prezydent Clinton z małżonką, którzy próbowali uniknąć zeznań w sprawie Aktepstina. Okazało się, że jeżeli dalej będą tego unikać, to skończą przed sądem za obrazę Kongresu. I to będzie spotykało polityków administracji Trumpa, jeżeli Izba reprezentantów zostanie przechwycona przez Demokratów. Oczywiście tym scenariuszem najbardziej skrajnym, ale wcale nie niemożliwym, jak się spojrzy na pierwszą kadencję jest impeachment, czyli próba usunięcia Donalda Trumpa z urzędu. Większość w izbie reprezentantów może ten impeachment przegłosować. On przepadnie w Senacie. To co do tego nie ma wątpliwości. Republikanie wybronią swojego prezydenta. Natomiast wizerunkowo będzie to dla Trumpa bardzo trudne. Będzie to też trudne z takiej perspektywy, powiedziałbym, osobistej. Znaczy Donald Trump y jest w swojej drugiej kadencji. Yyy w tej chwili dużo myśli, tak się wydaje patrząc na działania, które podejmuje o takim swoim dorobku, o takim y czymś, co po sobie pozostawi. Zresztą nawet w warstwie wizualnej przebudowywuje biały Dom, chcę przebudowywać Kennedy Center, chc budować łuk triumfalny w Waszyngtonie. No szereg różnych takich inicjatyw świadczących o tym, że na tym dorobku bardzo mu zależy. No a tu wydarzyłoby się coś zupełnie wbrew tej logice. Prezydent Trump zamiast przechodzić do historii, to przechodziłby do akt sprawy zmuszony tłumaczyć się. No nie wiemy czego ten impeachment by dotyczył, ale na pewno jakiś powód by się znalazł. W poprzedniej kadencji znalazły się dwa takie powody, co sprawiło, że Trump już przeszedł do historii jako prezydent, który dwa razy doświadczył impeachmentu. >> Tak powiedziałeś o tym budowaniu dorobku przez Donalda Trumpa. On nazywa budynki na część własnego nazwiska, nazywa nową klasę okrętów na część swojego nazwiska, wydaje monety kolekcjonerskie ze swoim wizerunkiem złote z okazji 25lecia zawarcia 250letlecia niepodległości w Stanach Zjednoczonych. To troszkę wygląda jak zmierzanie Ameryki w kierunku rządów autokratycznych, erozja wartości demokratycznych. Czy Amerykanie to dostrzegają? >> No to oczywiście jak zawsze jest pytanie, do której grupy Amerykanów zaadresujemy to pytanie. Jeżeli zapytam wyborców Partii Demokratycznej, to jestem przekonany, że odpowiedzą twierdząco. A jeżeli zapytamy wyborców partii republikańskiej, myślę, że ta odpowiedź będzie już bardziej skomplikowana i trudniej będzie ich namówić na tego rodzaju diagnozę. z tego względu, że dla części z nich Donald Trump nie tyle posuwa się do czy prezentuje jakieś skłonności autorytarne, co raczej próbuje odzyskać siłę państwa tam, gdzie jej do tej pory brakowało, że próbuje odzyskać uprawnienia prezydenta tam, gdzie mu je zabrano, że i nawet prawdopodobnie tak tutaj symuluje odpowiedź strony republikańskiej, znalazłyby się tam elementy potwierdzające słuszność takiego kierunku. Na przykład kwestia granic. No to jest jakby taki dobitny czy czy wyraźny sukces administracji Trumpa. Przez lata wydawało się, że to jest problem nierozwiązywalny, że nielegalna imigracja po prostu musi do Stanów Zjednoczonych napływać, czy ludzie nielegalnie muszą przekraczać amerykańską granicę. Tak są skonstruowane przepisy. Nie da się tego strumienia powstrzymać. przyszedł Donald Trump i różnymi swoimi ruchami powstrzymał go w kilka tygodni. To się wydarzyło, więc a myślę, że te pytania o przyszłość amerykańskiej demokracji, no to pytanie, kto miałby odpowiadać? Jeżeli zapyta się demokratów, powiedzą: "Tak, mamy do czynienia z przejmowaniem na przykład mediów amerykańskich przez ludzi, powiedzmy, o różnym stopniu zażyłości z Donaldem Trumpem, na przykład przez panów Elisonów, ojca i syna, którzy budują w tej chwili imperium medialne, przejęli Paramount, teraz chcą przejąć Warner Bros Discovery i zbudować być może największy konglomerat medialny w Stanach. Z drugiej strony odpowiedzą republikanie: "No dobrze, ale do tej pory cały mainstream był liberalno lewicowy. Jeżeli teraz część tego mainstreamu będzie bardziej prawicowa, to właściwie będziemy mieli większy pluralizm". Więc to jest taka dyskusja, gdzie no jakby trudno powiedzieć, co Amerykanie uważają. Można oczywiście się powoływać na rozmaite sondaże, ale myślę, że tutaj odpowiedź na tego rodzaju pytanie zawsze jest uzależniona od politycznych sympatii, kto kogoś, kto jest pytany. Natomiast niewątpliwie i to też jest myślę częścią odpowiedzi na to pytanie są takie momenty, kiedy nawet wyborcy Donalda Trumpa uważają, że sprawy zaszły za daleko, że dzieje się tutaj coś, co również z ich perspektywy jest niepokojące. I podam dwa takie przykłady. Pierwszy to był moment, kiedy zginęli amerykańscy obywatele na ulicach Minneapolis. Wielu wyborców republikańskich po pierwsze było przerażonych sytuacją, gdzie ktoś strzela do amerykańskich obywateli. Deportowanie nielegalnych imigrantów, zwłaszcza tych, którzy mieli na koncie jakieś przestępstwa, było zupełnie niekontrowersyjne. Ale strzelanie do amerykańskich obywateli to już był duży problem. W drugiej sprawie, w spraw sprawie Alexa Pretiego ze strony administracji pojawiły się też takie sugestie, że problemem było to, że Alex Pretti miał przy sobie broń. No to było kompletnie nie do przyjęcia dla wielu wyborców republikańskich, że powodem, żeby kogoś zastrzelić jest posiadanie przez niego broni, coś co chroni amerykańska druga poprawka do konstytucji. Ich zdaniem absolutnie rzecz nienaruszalna. Druga taka sytuacja, gdzie jednak te czerwone linie zostały zarysowane, to był moment, kiedy Brandon Car, szef FCC, czyli takiej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, zaczął wpływać na medialną przyszłość komika Jimmy Kimela. I wtedy przynajmniej część tego obozu Donalda Trumpa, obozu myślę tutaj szeroko o komentatorach, o influencerach, o ludziach sympatyzujących z ruchem maga stwierdziło, że to jest wbrew no, takiej podstawowej wolności słowa i że republikanie nie mogą występować wbrew wolności słowa, bo to jest ten najbardziej niezbędny przejaw amerykańskości, na który do tej pory stawiali. Więc no myślę, że bardzo skomplikowana dyskusja, ale nawet po stronie republikańskiej znajdą się takie elementy programu czy działań administracji Trumpa, które są nie do przyjęcia. >> Te kontrowersje związane z cenzurą mediów, o których mówiłeś z jesieni zeszłego roku związane z Jim Kimelem, one wracają w ostatnim czasie, kiedy Trump mówi o możliwym ukaraniu mediów, które negatywnie mówią o działaniach zbrojnych Ameryki w Iranie. Więc to też teraz wraca po raz kolejny. >> Zgadza się. I znowu myślę będzie generowało podobne emocje, bo to znowu jest Brandon Car, to znowu jest FCC. A to jest zresztą ciekawe, bo on odpowiadając na zarzuty prezydenta, że wojna w Ianie jest relacjonowana stronniczo, że część mediów relacjonuje ją w sposób sugerujący, że życzą Ameryce porażki w tym konflikcie. Brandon Carl zasugerował, że tym mediom, które w niewłaściwy sposób relacjonuj relacjonują wojnę w Iranie, można by odebrać licencję, co samo w sobie byłoby na gruncie prawnym dosyć trudne, wcale nie tak proste jak on to przedstawia. Natomiast no pokazuje jakąś taką strzelbę zawieszoną na ścianie. To znaczy Brandon Car już wcześniej wpływał na decyzje tych największych ośrodków medialnych nie poprzez odbieranie im licencji, tylko poprzez na przykład sugerowanie, że FCC na coś wyrazi zgodę albo nie wyrazi zgody. Już nawet w tej chwili jak spojrzymy na rynek amerykański, rynek medialny, mamy liczne przejęcia, połączenia, fuzje i tak dalej. Wspominałem o przyszłości Warner Bros. To jest przecież batelia, którą wszyscy obserwowaliśmy. Czy przejmie ich Paramont Skydance, czy przejmie ich Netflix. To również jest coś, co wchodzi w kompetencje FCC i powoduje, że nawet jeżeli taka cenzura nie zostanie wprost narzucona przez ośrodek władzy federalnej, to być może te media same pójdą w kierunku autocenzury, bo na przykład ich właściciele zdecydują się zejść z kolizyjnego kursu z administracją. Trochę to widać na przykładzie zmiany w stanowisku Jeffa Bezosa. Jeff Bezos jest oprócz tego, że jest założycielem, właścicielem Amazona, jest oczywiście też także właścicielem Washington Post, jednej z najpoczytniejszych amerykańskich gazet, choć ta poczytność w ostatnim czasie mocno ucierpiała. Gazeta ma bardzo poważne problemy, zwalnia dziennikarzy. Jakby temat na osobną osobną dyskusję, ale Washington Post w pierwszej kadencji Donalda Trumpa uchodził za jeden z najbardziej krytycznych tytułów prasowych wobec prezydenta. Nawet bardziej krytyczny niż taki ikoniczny New York Times. Natomiast w drugiej kadencji już zaszła istotna zmiana. Pojawiły się zmiany w newsroomie. Pojawiła się zmiana linii, jeżeli chodzi o dział opinii, który którą ogłosił Jeff Bezus, a także skasowano wyraz poparcia dla Kamali Haris w czasie kampanii w 2024 roku. To jest taka tradycja amerykańskich gazet, które ogłaszają swoje poparcie dla tego czy innego polityka. W tym wypadku Bezos zdecydował o tym, że jego gazeta nie poprze Kamali Harris. No i o czym to świadczy? być może o jakiejś ewolucji światopoglądowej samego Bezosa, ale może też świadczyć o bardzo pragmatycznym podejściu do yyy biznesu. Yyy Jeff Bezos może po prostu nie chcieć, żeby bardzo mało istotny z jego perspektywy biznes yyy jakim jest Washington Post zepsuł mu ten większy biznes jakim jest Amazon. W pierwszej kadencji doświadczał wielu ataków takich werbalnych ze strony Donalda Trumpa. W drugiej kadencji panowie dogadują się o wiele lepiej. >> Mhm. To w takim razie wróćmy do tematu polaryzacji amerykańskiego społeczeństwa. Spójrzmy teraz na wykres, który przedstawia jak Amerykanie spoglądają na działania Trumpa i zajmowanie się sytuacją w Iranie. Tak brzmi nagłówek tego wykresu. I widzimy, że wśród wyborców Partii Demokratycznej poparcie dla działań Trumpa w Ianie są bardzo niskie. No rzędu zaledwie kilku procent. Natomiast w przypadku wyborców republikańskich to poparcie nadal sięga blisko 50%. Olbrzymia różnica. Jak daleko musimy cofnąć się w historii amerykańskiej, żeby zobaczyć podobną różnicę w poglądach na tak ważne sprawy? Znaczy myślę, że właśnie musielibyśmy się cofnąć bardzo daleko, żeby nie zobaczyć tak dużej różnicy, bo w tej chwili ta różnica jest bardzo mocno wpisana w amerykańskie życie polityczne. Bardzo często jest tak, że jeżeli jedna strona uważa, że należy ograniczyć prawo do aborcji, to druga uważa, że należy je właśnie zlializować. Jeżeli jedna uważa, że potrzebne są dodatkowe restrykcje dotyczące posiadania broni, to druga w 80% czy 85 uważa, że wręcz przeciwnie, prawo jest zbyt restrykcyjne w tej kwestii i tak dalej, i tak dalej. Dlatego często ciekawsze są te sondaże, które pokazują, że w jakiejś sprawie amerykańskie społeczeństwo zgadza się o wiele bardziej. Ostatnio widziałem taki wykres i to to jest może ciekawy przykład tego, że to się czasem przełamuje. Pytanie dotyczyło przekonania Amerykanów, czy polityka celna Donalda Trumpa wpłynęła na wzrost cen w Stanach Zjednoczonych. Otóż uważa tak zdecydowana większość społeczeństwa, w tym większość republikanów. M >> rzadki przykład, kiedy jest jakaś ponadpartyjna zgoda co do otaczającej rzeczywistości, ale też do kierunku, w jakim powinno zmierzać państwo. Jeśli chodzi o ten konkretny wykres on nie pokazuje jeszcze jednej rzeczy, bo tego Jugaf i The Economist nie przeanalizowali, przynajmniej nie w tym wykresie. To znaczy jak się dzieli wobec tej wojny w Iranie elektorat republikański. Bo i o tym czasem sam mówi Donald Trump, bo przede wszystkim tą tą tą skałą poparcia dla Donalda Trumpa w kwestii Iranu jest elektorat maga. Co jest ciekawe, bo to powinien być ten elektorat, który najbardziej wierzy w hasła spod znaku America first i powinien być najbardziej oburzony tym, co się wydarzyło. Tymczasem jest to elektorat tak bardzo lojalny wobec prezydenta Trumpa, że nawet w tej niekomfortowej sytuacji, w jakiej się znalazł dalej, no tutaj badania są różne, ale przyjmijmy, że pomiędzy 80 a 90% tego elektoratu Maga wciąż deklaruje poparcie dla prezydenta. W całej reszcie obozu republikańskiego nie jest to aż tak jednoznaczne. prawdopodobnie nieco ponad połowa popiera interwencję w Iranie. Reszta ma poważniejsze wątpliwości. Mówię tutaj o republikanach, którzy nie identyfikują się z maga. Natomiast no to, że demokraci są przeciwko nie jest specjalnie zaskakujące. Myślę, że z perspektywy wyborc wyborów połówkowych na przykład dużo istotniejsze jest to, co deklarują wyborcy niezależni. Wyborcy niezależni dosyć często ciążyli jednak w kierunku republikanów w ostatnim czasie. Co więcej, to są wyborcy, którzy no w jakimś stopniu są potrzebni republikanom, żeby wygrywać konkretne wyścigi wyborcze. No i tamten entuzjazm jest niski. Mocne poparcie dla wojny w Iranie poniżej 20%, poniżej 1/5 ankietowanych niezależnych wyborców. Więc to pokazuje mimo wszystko, że ta interwencja w Iranie, niezależnie od entuzjazmu grupy wyborców MAGA jest problematyczna dla republikanów z perspektywy tych nadchodzących wyborów i oni doskonale to wiedzą. Mhm. Trump jest determinowany, żeby ogłosić zwycięstwo w wojnie z Iranem. Już ogłosił, że Iran jest skończony, że osiągnął militarne zwycięstwo, ale z naszej perspektywy pewnie oceniamy, że to nie jest jeszcze pełna wygrana. Zatem czy Trump będzie też szukał jakiegoś innego zwycięstwa, innej wygranej może w innym regionie świata, po to, żeby przyćmić ten blamaż, jaki może wydarzyć się w Iramie, jeśli ta wojna będzie się przedłużać. >> Nawiążę do czegoś, co widziałem jakiś czas temu, no bo oczywiście sporo się mówiło o tym, że Trump rozpoczyna interwencję na Bliskim Wschodzie, żeby odwrócić uwagę opinii publicznej od sprawy aktepstina. Gdzieś później po po kilku dniach tej interwencji widziałem komentarz, że jeżeli sprawy dalej będą szły w tym kierunku, w którym idą, Trump jakby rozpocznie jakby kolejną czy jakby zintensyfikuje wojnę w Iranie. Może nawet wyśle siły lądowe do Iranu po to, nie źle zaplątałem się, że Trump jeszcze raz wróci do sprawy Aktepstina po to, by odwrócić uwagę ludzi od tego, jak źle idzie interwencja w Iranie. Czy rozpocznie kolejną interwencję, żeby żeby odwrócić uwagę od tego, co dzieje się w Iranie? Nie wiem. To wszystko zależy od tego, jak bardzo będzie mógł polegać na tej swojej deklaracji zwycięstwa. A tu wszystko zależy od długotrwałych efektów gospodarczych, bo ogłosić zwycięstwo militarne może tak naprawdę już dzisiaj. To jakby to nie będzie nigdy 100%ocentowe zwycięstwo. Reżim nie został obalony, wciąż funkcjonuje, jest zdolny do bolesnych dla Amerykanów ataków. Ale zostało zatopione wiele okrętów. Zostały zlikwidowane elementy programu balistycznego, zostały zbombardowane jakieś tam elementy programu nuklearnego, zginęła część kierownictwa politycznego Iranu. Mamy do czynienia z taką sytuacją, gdzie w takich kategoriach militarnych Amerykanie mogą powiedzieć: "Zdominowaliśmy, zbombardowaliśmy, wyeliminowaliśmy, wygrywamy. Donald Trump może to obwieścić". No i pytanie, co dalej? I to jest kluczowy problem, bo od początku tej interwencji pojawiało się pytanie, jaki jest cel Stanów Zjednoczonych i na to pytanie przez pierwsze godziny konfliktu nie mieliśmy odpowiedzi. Później ta odpowiedź się pojawiła wyłącznie w kategoriach militarnych. Właśnie flota, program nuklearny, program balistyczny, milicje irańskie w regionie. Tylko, że to są cele wojskowe. Jaki ma być długofalowy cel jakby taki polityczny, całościowy tej operacji, tego do końca nie wiadomo. No bo nawet gdyby Amerykanie się w tej chwili wycofali, to reżim irański przetrwał. Nie ma żadnych powodów, by z Amerykanami negocjować. Wręcz przeciwnie, być może będzie chciał kontynuować politykę presji gospodarczej, ograniczając ruch w cieśnienie Ormus po to, żeby wymusić na Stanach Zjednoczonych jakieś ustępstwa. yyy może się yyy dalej radykalizować i yyy zwiększać terror wewnętrzny po to, by uzyskać yyy kontrolę czy utrzymać kontrolę. Być może nawet nie będzie musiał, bo irańskie społeczeństwo jednak się albo yyy umilkło, albo na razie się zmobilizowało po stronie irańskiej władzy w związku z amerykańsko-izraelskim atakiem. może przede wszystkim okopać się na dotychczasowych pozycjach, czyli jeszcze zwiększyć wysiłek w kierunku uzbrojenia Iranu. No co będzie przeczyło tej tezie o amerykańskim zwycięstwie. Ale tak naprawdę tym, co podważy tą narrację o zwycięstwie w oczach amerykańskiego wyborcy będą przedłużające się problemy gospodarcze. I myślę, że Iran doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Jeżeli zbliżając się do wyborów listopadowych dalej będziemy mieli bardzo drogą benzynę, problemy z ruchem lotniczym, rosnące ceny w amerykańskich sklepach, wysokie ceny nawozów, na które będą narzekać amerykańscy farmerzy i całe mnóstwo innych konsekwencji, y, które będą z tego wynikały, to te słowa o zwycięstwie po prostu nie będą brzmiały >> wiarygodnie.hm Mhm. Jeśli mielibyśmy teraz po upływie już roku kadencji Donalda Trumpa porównać Trumpa 2:0 do Trumpa 10, czyli drugą do pierwszej kadencji, to jakie najważniejsze różnice możemy wyszczególnić? Najważniejsza różnica jest taka, że druga kadencja Trumpa to jest taka kadencja, jaką Trump chciał mieć w pierwszej, ale mu się nie udało. Nie udało mu się dlatego, że no po pierwsze pewnie jego otoczenie musiało się wielu rzeczy nauczyć, ale przede wszystkim musiał znaleźć takie otoczenie, które pozwoli mu realizować swoje założenia. Bo w pierwszej kadencji Donald Trump zderzał się z tym, że wielu otaczających go ludzi dołączyło do jego administracji nie po to, by pewne rzeczy mu ułatwiać, ale wręcz przeciwnie, by pewnych rzeczy nie pozwolić mu zrealizować. W drugiej kadencji jest zupełnie inaczej. To jest obóz bardzo lojalny. To jest obóz pracujący w takim kierunku, jaki Trump wyznacza. Dość powiedzieć, że o ile w pierwszej kadencji mieliśmy mnóstwo dymisji na przeróżnych szczeblach i tam co chwila ktoś się zmieniał, to w tej drugiej kadencji, jak do tej pory na tych kluczowych stanowiskach mieliśmy tak naprawdę dymisję Michaela Walsa, który z pozycji doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego przesunął się na pozycję ambasadora przy ONZ i ostatnio Christiem, która zniknęła ze stanowiska sekretarza do spraw bezpieczeństwa krajowego bardzo mało jak na ponad rok prezydentury Trumpa. W związku z czym myślę, że to jest kluczowa różnica, że dzisiaj otaczają go ludzie, którzy jeżeli Trump powtórzy coś dwa razy, ostatnio gdzieś trafiłem na taką historię opowiadaną anonimowo przez kogoś z administracji Trumpa, że są takby w zgodzie z tą linią wyznaczaną przez prezydenta. Jeżeli prezydent powtórzy coś dwa razy, to od razu to robią. No bo jak powie coś jeden raz, to prezydent mówi różne rzeczy trzeba uważać, ale jeżeli powiedział coś dwa razy, to znaczy, że naprawdę ma to na myśli. Trzeba wdrożyć realizację i to jest kluczowa zmiana. Wszystko co obserwujemy właśnie z tego wynika. Prawdopodobnie taka polityka celna, jaką obserwujemy dzisiaj, nie wydarzyłaby się w pierwszej kadencji. Prawdopodobnie wojna w Ianie by się nie wydarzyła w pierwszej kadencji. Prawdopodobnie tak agresywna polityka deportacyjna, którą obserwowaliśmy na ulicach amerykańskich miast, również w pierwszej kadencji by się wydarzyła, albo nie wydarzyła, albo wydarzyłaby się w bardzo ograniczonym zakresie. Czyli można powiedzieć, że Donald Trump rozpoczynając drugą kadencję wyciągnął wnioski z pierwszej i wybrał ludzi do swojego gabinetu zupełnie inny sposób, dobierając też pewnych ludzi spoza establishmentu jak Pete Exf nie był wcześniej politykiem czy Katherine Lewit, zaufana jego współpracownicą. >> Tutaj też bardzo dużą rolę odegrała taka postać, która rzadziej gości na nagłówkach gazet, czyli Suzy Wildes, szefowa personelu białego Domu, a wcześniej szefowa kampanii Donalda Trumpa. bardzo wobec niego lojalna, która przyszła do niego po przegranych wyborach w 2020 roku i zaproponowała współpracę i to ona bardzo mocno wpłynęła na tą politykę personalną, dbając o to, by Trump otaczał się ludźmi lojalnymi i godzącymi się wypełniać jego wizję. Z drugiej strony jest też osobą, która trzyma w jakimś takim dosyć mocnym uścisku całą tą administrację. nie pozwala na wynoszenie brudów na zewnątrz w takim stopniu jak to miało miejsce w pierwszej kadencji. Wycisza wewnętrzne konflikty, dba o to, żeby ten zespół funkcjonował. No i może z jednym wyjątkiem, który był bardzo trudnym wyjątkiem, bo to był Elon Musk, to się rzeczywiście sprawdza. >> Powiedziałeś o tej anegdocie wśród, która jest poruszona wśród administracji Trumpa, że jeśli prezydent powie coś dwa razy, uznajemy to, że tak ma być. Jeśli powiedz coś raz, to ignorujemy. Czy my też jako obserwatorzy tej sytuacji powinniśmy patrzeć na to w podobny sposób? Bo Trump powtarza coś dwa razy, a potem jednak okazuje się, że nie do końca tak jest i zmienia zdanie. >> Tak. No to jest niewątpliwie wniosek z tych z tego pierwszego ponad roku prezydentury Trumpa, że nie wszystkie deklaracje Trumpa trzeba traktować literalnie, że nie wszystkie rzeczy, o których mówi Donald Trump są absolutnie przesądzone. Gdyby tak było, to pewnie rozmawialibyśmy o inwazji na Grenlandię dzisiaj, a nie o inwazji, a nie o ataku powietrznym na na Iran. Yyy, więc yyy prezydent wciąż jest też sobą, czyli politykiem, osobą podatną na yyy rozmaite impulsy, na rozmaite sugestie, yyy, ale też człowiekiem, który nigdy nie miał problemu yyy w zmianie zdania i czasami zmianie kierunku. Co więcej, jest być może jedynym politykiem, który potrafi robić to tak bardzo. To znaczy większość polityków miałaby jednak problem z tym, żeby samemu sobie zaprzeczyć na przykład tydzień później Donald Trump opowiada to w taki sposób, jakby to w ogóle nie miało znaczenia i jego wyborcy, co dziwne uznają, że aha, no tak, no to nie ma znaczenia. On tak powiedział, czyli tak jest. Ale wracając do tematu Grenlandii, zapomnieliśmy o nim, bo inne szoki geopolityczne są na razie ważniejsze, ale czy ten temat jeszcze wróci? >> Myślę, że wróci. To jest temat, który już dwa razy wracał w przypadku administracji Trumpa. Na razie na pewno nie jest dla niego dobry moment. To psuło krew w relacjach amerykańskoeuropejskich. Teraz tą rolę przejęła wojna w Iranie i gniew Trumpa z powodu niechęci sojuszników do wsparcia jego wysiłku w cieśnienie Ormus. Natomiast z drugiej strony wtedy też pojawiła się pewna presja polityczna ze strony republikanów myślących właśnie o kampanii wyborczej, o której trochę tutaj mówiliśmy, którzy zaczęli się po prostu obawiać, że ten spór o Grenlandię jest tak niezrozumiały i tak problematyczny z perspektywy, tak mało ma poparcia ze strony wyborców, że po prostu będzie obciążeniem, a nie korzyścią w listopadzie. Czy w obecnej sytuacji, gdy widzimy to, co dzieje się na świecie, jak Trump zachołuje się wobec swoich sojuszników w NATO, czy my jako Polska powinniśmy traktować USA jako niezawodnego sojusznika? y musimy traktować USA jako sojusznika i musimy traktować USA jako sojusznika, który w przynajmniej perspektywie najbliższych 10 lat jest sojusznikiem niezastąpionym, jeśli chodzi o kwestie bezpieczeństwa. Ta współpraca ze Stanami Zjednoczonymi pod rządami tej administracji stała się dla państw europejskich trudniejsza. Może nie tak bardzo dla samej Polski. Akurat ta administracja dosyć pozytywnie patrzy na Polskę. Natomiast no musimy mieć świadomość tego, jaki jest układ zależności w tej relacji z Amerykanami. Musimy też mieć świadomość, że jakkolwiek niełatwo się współpracuje z Donaldem Trumpem, to wciąż możemy na tym korzystać. Mhm. W takim razie dość optymistycznie zakończymy dzisiejszą rozmowę. Dziękuję serdecznie, że przybyłeś do nas. Dzięki za rozmowę. Dzięki wam drodzy widzowie za uwagę. Jeśli podobało wam się to nagranie, zostawcie łapkę w górę i śledźcie profile Andrzeja Kochuta. Linki znajdziecie w opisie tego nagrania.
