Spadek Microsoft na rynkach: Co się zmieniło w narracji?
W zeszłych miesiącach Microsoft, który earlier był traktowany jako lider korzystający z rewolucji AI, doświadczył sporej korekty na rynku, z wartościami akcji spadającymi nawet o 30%. Co spowodowało ten upadek? W tym materiale analizuję kluczowe problemy czekające na Microsoft:
- Rynek przestał wierzyć: Co zmusiło inwestorów do przewracania karty na temat jego potencjału wzrostowego?
- Azure vs OpenAI: Czy chmurka jest nadal silnikiem wzrostu czy ryzykiem finansowym z powodu bliskich relacji z OpenAI?
- Brak własnych produktów AI: Czy Microsoft może faktycznie zarabiać na AI, czy tylko finansuje konkurencję?
Oceniam, czy ten spadek to tymczasowy kurs sprzedaży czy długoterminowa szansa na wejście na rynek. Adresowanie kluczowych zagrożeń i decyzji strategicznych Microsoftu – od integracji OpenAI po trudności w monetyzacji własnych rozwiązań AI – wyjaśnia, dlaczego ten zbytnio optymistyczny obraz może się kończyć.
Artémonka: Jeśli szukasz bądź ryzyka inwestycyjnych szans w sektorze technologii – rynek obecnie oferuje akcje Big Techu na korzystnych cenach. Czy warto?
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Jeszcze kilka miesięcy temu Microsoft miał być jednym z największych zwycięzców rewolucji AI, a dziś jest najsłabszym bigtechem na rynku. Akcje spadły około 30% nawet ponad od szczytu. I to nawet nie dlatego, że biznes się załamał, bo problem tutaj jest chyba trochę poważniejszy niż to, czy biznes się załamuje, czy nie, bo rynek po prostu przestał wierzyć w jakość wzrostu Microsoftu, w jakość wzrostu biznesu i nagle pojawiły się pytania, które jeszcze niedawno brzmiałyby absurdalnie. Czy Microsoft naprawdę zarobi na AI? A może on tylko finansuje całą tą rewolucję przez kupowanie infrastruktury? Czy partnerstwo z Open AI to naprawdę jest dla niego przewaga, czy może rosnące uzależnienie i czy jego biznes chmurowy Ezure nadal będzie silnikiem wzrostów, czy może tylko droższym elementem, który pociągnie marżę w dół. Jeśli odpowiedzi na te pytania są inne niż rynek zakładał jeszcze rok temu, to zmienia się całkowicie historia tej spółki i dziś rozłożę to dla was na czynniki pierwsze i poszukam odpowiedzi na pytanie o problemy i przyszłość Microsoftu. O tym dokładnie będzie w tym materiale. A partnerem tego odcinka jest Etoro, czyli byczku. E byczku. To jest najfajniejszy żart, jaki wymyśliłem na razie z Etoro. W każdym razie to jest platforma oferująca dostęp do ponad 10 000 aktywów na 20 światowych giełdach, nawet więcej niż 20. Możecie tam inwestować w ETFy z 0% prowizji, w akcje ułamkowe, w kryptoaktywa. Możecie skorzystać też z gotowych smart portfolios, które są tworzone razem z Black Rockiem. Więc jak nic nie ogarniacie, nic nie wiecie, to możecie sobie po prostu gotowca kupić. I teraz też Etoro przygotowało dla was specjalną ofertę. Możecie otrzymać bezpłatnie aktywo o wartości do 50 $arów przy spełnieniu warunków promocji. A te znajdziecie w opisie. Nie mówię aktywo, bo możecie dostać albo akcje, albo obligacje, albo na przykład ETFY na złoto, albo albo inne aktywa. Więc Toro będzie tak robić byczkiem. 50 dolców do wzięcia, także klikajcie i bierzcie z Etoro. Inwestuj skuteczniej, mądrzej i z większym spokojem. Dołącz do strefy premium DNA. Podobnie jak już ponad 4900 innych inwestorów. to najlepsze miejsce do świadomego zarządzania swoim kapitałem i swoimi oszczędnościami. Dzięki za już 105 000 waszych subskrypcji dla tego kanału. To dla nas naprawdę wiele znaczy. Jeśli jeszcze nie jesteście z nami, to kliknijcie suba teraz i pomóżcie nam dalej się rozwijać. Od kilku miesięcy zadyszkę złapał praktycznie cały amerykański sektor technologiczny. Big Teech przestał być już jednokierunkową autostradą do góry i niemal cała paczka zaliczyła korektę. NVIDIA i Apple cofnęły się relatywnie niewiele. Amazon stracił 10%, Tesla ponad 15, Meta ponad 20. Jak to nagrywaam, odpowiem nawet już trochę więcej. Na tym tle wyróżnia się właściwie tylko Google, ale tam część siły to po prostu efekt wcześniejszego mocnego zdołowania i potem kolosalnego odbicia. W tym otoczeniu jednak Microsoft wypada najsłabiej. Zaskakujące. O tyle, że mówimy o spółce, która przez lata była dla rynku synonimem stabilności, przewidywalności, bezpiecznego bigtechu, jeśli można użyć takiego słowa. To nie była przecież Tesla, gdzie zmienność jest wpisana w DNA firmy. To nie była cykliczna Nvidia, Meta czy Google, które regularnie wpadają z jednej narracyjnej skrajności w drugą. Microsoft miał być tym najbardziej uporządkowanym, defensywnym, najmniej kontrowersyjnym gigantem z całej paczki. Może obok Apple. Oni też tam się łapali. Tymczasem jednak w ostatnich sześciu miesiącach stracili około 1/4 kapitalizacji i stali się najsłabszym ogniwem całej grupy. Rynek próbuje coś tym powiedzieć. Gdyby chodziło tylko o sentyment, to Microsoft pewnie by spadał, ale nie byłby na dole tej tabeli katastrofy. Przez lata dobrze działała jedna prosta strategia. kupować tego Bigtecha, który chwilowo radzi sobie najgorzej, bo prędzej czy później i tak wracał do łask, ale każda strategia w końcu kiedyś się wywraca, więc może czas tej strategii też dobiegł końca. Zacznijmy od wyników, moi drodzy, które ostatnio zapoczątkowały dodatkową falę wyprzedaży na akcjach Microsoftu. Na poziomie raportu naprawdę trudno się tutaj do czegoś przyczepić. W ostatnim kwartale pokazali 81,3 miliardy dolarów przychodów, czyli wzrost o 17% rok do roku. Zysk na akcję urósł 60% rok do roku, a sam Azurm zwiększył przychody o 38% rok do roku. Na pierwszy rzut oka więc no to jest klasyczny obrazek firmy, w której nic się nie psuje, a wręcz firmy, która bardzo dobrze dowozi. I to czyni całą historię jeszcze bardziej podstępną, bo problem Microsoftu nie polega dziś na tym, że cyferki są słabe. Problem polega na tym, że rynek coraz mniej ufa temu, co za tymi cyferkami stoi i nie wierzy w jakość tych cyferek pod powierzchnią. Szczególnie po stronie zysków trzeba uważać z zachwytem, bo istotna część efektu wow 60% wynika ze zmiany wyceny inwestycji w Open AI. No więc niby zarobili, by Open AI zyskało na wartości na rynku prywatnym. Oni sobie akcjonariuszem. Tylko, że z perspektywy faktycznego akcjonariusza Microsoftu to jest takie księgowe pierdu pierdu. Tego udziału przecież nie sprzedają. Żaden cashflow z tego nie wpada. Zakładanie, że prywatna wycena będzie dalej rosła w takim tempie bez końca to będzie raczej naiwne. To poprawia oczywiście wynik księgowy, ale niewiele mówi o bieżącej jakości operacyjnej biznesu. I tu jest ważny szczegół, który łatwo przełoczyć. Udział w Open AI wygląda jak aktywo, które zawyża optykę zysków, ale jednocześnie jest też potencjalnym źródłem przyszłych problemów, bo rodzi naturalne pytanie. Jak można mieć tak bliską relację z najważniejszym graczem AI na świecie, Open AI i jednocześnie tak słabo wypadać we własnej egzekucji produktów AI? Ale do tego jeszcze dojdziemy. Patrząc szerzej, Microsoft nadal wygląda jak wzór bardzo uporządkowanego, rozwijającego się biznesu. Przychody rosną jak po sznurku. Od 2016 roku, z naprawdę nielicznymi wyjątkami firma utrzymuje dynamikę na poziomie kilkunastu proc wzrostu rocznie. w ujęciu ostatnich 12 miesięcy wygenerowali 300 miliardów dolarów sprzedaży. Umówmy się, to nie jest obraz firmy w kryzysie. Nie jest. To jest obraz biznesu, który przez lata działał tak dobrze i tak przewidywalnie nawet dobrze, że rynek po prostu przestał zadawać trudniejsze pytania, a teraz z powrotem zaczął. Jeśli chodzi o zysk operacyjny, tu sytuacja też wygląda bardzo dobrze. Microsoft od lat systematycznie zwiększa i wartość, i marżę. I kluczową rolę odgrywa tu przede wszystkim sprzedaż oprogramowania Microsoft 365, bo to odpowiada za ponad połowę całkowitego zysku operacyjnego firmy, a marża przekracza tu 60%, więc jest to najbardziej dochodowa część całego biznesu Microsoftu. I na tle innych dużych firm technologicznych wyróżniają się tu bardzo pozytywnie. Poziom rentowności całej grupy pozostaje istotnie wyższy niż w przypadku Google, mety czy Amazona. To jest element, który wpada do filaru biznesowego Productivity and Business processes. Są to takie narzędzia, które pewnie każdy z was kojarzy. Excel, Word, PowerPoint, Outlook czy Teams. Do tego LinkedIn i Dynamics. To jest taka najbardziej stabilna, codzienna, defensywna odnoga biznesu Microsoftu, oparta na subskrypcjach, wysokich marżach, ogromnych, wręcz gigantycznych kosztach zmiany po stronie klienta. To jest ten fragment Microsoftu, który przez lata generował najwięcej jakościowej kasy, budował reputację tej bezpiecznej spółki. No przecież wasza firma nie zrezygnuje raptem z tego, żeby mieć dostęp do Worda, no nie. Jest też drugi filar całego biznesu, Intelligent Cloud, czyli Azure i usługi serwerowe. I to właśnie tutaj koncentruje się dziś najwięcej emocji, bo to jest jednocześnie główny motor wzrostu w przyszłości i obszar o największej kapitałochłonności, obszar o największej konkurencji i największym ryzyku do tego, żeby rozczarować marżami. O nim będziemy sobie bardzo dużo mówić. Trzeci filar to jest sektor More personal computing, czyli Windows, czyli gaming, Xbox, reklamy w Bingu, Microsoft Surface. Najbardziej konsumencki, najbardziej cykliczny i silnie uzależniony od kondycji rynku PC i wydatków konsumenta, ale to odpowiada za jedynie 18% przychodów. Rośnie i rosło też najwolniej w tempie około 8% rocznie. Nie jest głównym motorem wzrostu. Po prostu uzupełnia sobie ten cały ekosystem. To nie on jest największą bolączką rynku. Z perspektywy całej tezy inwestycyjnej kluczowy i najbardziej bolący jest obecnie sektor Intelligent Cloud. Z punktu widzenia wzrostu i całej narracji dookoła AI on odpowiada za 40% przychodów i rośnie teraz zdecydowanie najszybciej. 60% wzrostu przychodów Microsoftu w roku kalendarzowym, który był ostatnio pochodzi właśnie z Azure, czyli z segmentu o coraz gorszej według rynku jakości wzrostu. Dlaczego coraz gorszej? 1 dolar z subskrypcji Officea nie jest równy 1 dolarowi z biznesu chmurowego, bo ten jest dużo bardziej kapitałochłonny i dużo bardziej wymagający ciągłych inwestycji w nowe serwerownie. A to coraz mniej przypomina dawny model Microsoftu. Azur jest coraz częściej postrzegany jako historia o wzroście, ale wzroście, który jest droższy, dużo droższy niż powinien i dużo bardziej zależny od zewnętrznych partnerów niż rynek jeszcze niedawno zakładał. To jest moment, w którym zmienia się kalkulacja. Główną kwestią budzącą wątpliwości inwestorów w ostatnim czasie tutaj jest bardzo specyficzna relacja z Open AI żeby dobrze ją zrozumieć trzeba cofnąć się do początku relacja Microsoftu z Open AI zaczęła się stosunkowo wcześnie jeszcze tak naprawdę zanim sztuczna inteligencja stała się tą główną narracją rynkową już w 2019 roku Microsoft wszedł jako strategiczny inwestor i partner technologiczny dostarczając kapitał i infrastrukturę obliczeniową. W kolejnych latach ta współpraca była stopniowo pogłębiana, a Microsoft stał się kluczowym zapleczem dla rozwoju wszystkich modeli Open AI, udostępniając swoje centra danych, udostępniając platformę Azure. Powstał układ, w którym Open AI rozwija technologię, a Microsoft zapewnia jej skalę i kanał do komercjalizacji. Z czasem ta relacja przybrała dużo bardziej konkretny wymiar finansowy. Teraz szacuje się, że Microsoft posiada około 25 do 30% ekonomicznego udziału w Open AI i jednocześnie jest ich głównym dostawcą chmurowym. To nie jest klasyczna inwestycja jak w przypadku notowanej spółki. To jest pewien hybrydowy układ, w którym Microsoft ma prawa do części przychodów Open AI, ma dostęp do technologii i ma możliwość integrowania jej w swoich produktach, a w zamian daje moce obliczeniowe. Czat GPT i modele GPT są integrowane z Azure jako Azure Open AI Service. Są też integrowane z innymi produktami jak Copilot, jak Office, jak GitHub. I teraz dochodzimy do pierwszego problemu. Pojawiają się coraz poważniejsze pytania o ekonomikę tego funkcjonowania, bo modele takie jak GPT wymagają przepotężnych mocy obliczeniowych. Nie tylko do trenowania, przede wszystkim do codziennego wnioskowania i codziennego udzielania odpowiedzi na wasze zapytania. Każde wygenerowane słowo kosztuje realne pieniądze. Energie, amortyzacja chipów, chłodzenie serwerowni. W tradycyjnym oprogramowaniu takim jak Office, w obsłużeniu dodatkowego klienta koszt jest bliski zeru. Raz stworzony program zarabia na kolejnych użytkownikach niemal przy stałej bazie kosztów. No oczywiście upraszczamy, ale kumacie o co chodzi. Ta baza naprawdę mocno nie rośnie. Nie ma dużego kosztu zmiennego. W przypadku dużych modeli językowych koszty zmienne są znaczące. Rosną wraz z liczbą użytkowników. To jest zupełnie inna ekonomika. I to jest pierwszy problem. Drugi jest nawet jeszcze ciekawszy, bo relacja między tymi firmami przestała być tak jednoznaczna jak na początku. Open AI stopniowo zwiększa swoją niezależność i szuka większej elastyczności, co oznacza współpracę z innymi dostawcami chmury. Nawet ostatnio było przecież głośno o tym, że Open AI szuka pewnych luk prawnych w umowie z Microsoftem, żeby móc korzystać też z chmury od Amazonu. A jeśli Open AI zacznie mocniej naciskać na warunki albo szerzej szukać alternatyw infrastrukturalnych, no to nagle okaże się, że ten kawałek historii Azr nie był tak bezpieczny, jak jeszcze przynajmniej niedawno rynkowi się wydawało. I tu dochodzimy do miejsca, gdzie cała narracja OAZUR naprawdę zaczyna się komplikować. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda super. Wysoki wzrost, gigantyczny popyt, mocny backlock, który robi wrażenie. Tylko, że rynek nie patrzy na to już jak na prostą historię o pięknej ekspansji biznesu chmurowego, przynajmniej w przypadku Microsoftu. Coraz więcej osób patrzy na to jako biznes, którego wzrost jest skoncentrowany wokół jednego tylko partnera. Open AI. I skala tej koncentracji naprawdę nie jest mała. Sam Microsoft wskazywał, że około 45% backlogu jest powiązane właśnie z Open AI. No więc ten backlock brzmi może i pięknie, i dumnie, ale tylko do chwili, kiedy zada się proste pytanie, jakiej jest jakości. Jeśli tak duża część przyszłych zakontraktowanych przychodów opiera się na jednym tylko kliencie, który sam działa w modelu o bardzo niepewnej ekonomice, to przestaje to być wyłącznie historia o mocnym popycie. To zaczyna być też historia o koncentracji ryzyka na jednym kliencie. i w efekcie pytaniu o marżę, co jest szczególnie ważne przy rosnących nakładach inwestycyjnych i spowalniających przepływach. A do tego dochodzi jeszcze konkurencja, bo AI to jest teraz wyścig na skalę, jakiej rynek technologiczny naprawdę dawno nie widział. Nakłady inwestycyjne największych graczy rosną wykładniczo. Jeszcze kilka lat temu mówiliśmy o dziesiątkach miliardów dolarów rocznie. Teraz mówimy o poziomach kilkuset miliardów dolarów rocznie. Microsoft nie działa sam w próżni. Każdy z bigtechów buduje własną infrastrukturę pod i każdy próbuje zabezpieczyć swoją pozycję na przyszłość. A w takim otoczeniu sama skala wydatków przestaje być przewagą konkurencyjną, staje się warunkiem koniecznym, żeby w ogóle liczyć się w tej rozgrywce. I o tym rynek mówi też coraz głośniej, bo Microsoft wygląda dziś coraz bardziej jak biznes, którego słabość przykrywa skala, a nie ma tam realnych przewag konkurencyjnych. Przynajmniej jeśli chodzi o sektor AIowy. Microsoft pozostaje drugim największym dostawcą usług chmurowych na świecie z udziałem na poziomie około 20% teraz. I faktycznie w ostatnich latach mocno zwiększali swoje udziały odbierając trochę przestrzeni mniejszym graczom i odbierając trochę przestrzeni liderowi Amazonowi. Ale ta przewaga nie jest stabilna i nie jest zagwarantowana. Amazon dalej pozostaje numerem 1 z udziałem blisko 30% a Google choć startował z dużo niższego poziomu konsekwentnie rośnie. I w ostatnich kwartałach to właśnie Google przyspieszył najmocniej, co widać nie tylko w dynamice przychodów, ale też w rosnącej obecności na rynku. Więc tu Microsoft nie wyróżnia się niczym niesamowitym. Do tego nie wyróżnia się niczym niesamowitym nawet po stronie wdrażania mocy obliczeniowych. To idzie dość opornie w przypadku Microsoftu. Te projekty infrastrukturalne, które oni zaczęli, trwają dłużej niż u bardziej zwinnych rywali, a to też pogłębia tylko obawy. Do tego nikt tak naprawdę nie wie, jak dobry jest biznes z Open AI dla Microsoftu od strony rentowności. Open AI pochłania absurdalne ilości mocy obliczeniowych, a spora część finansowego sukcesu Microsoftu jest tak naprawdę dziś w rękach sama Altmana. To jest też ryzyko, nad którym Microsoft nie ma teraz żadnej kontroli. I jasne, ta firma nie buduje dziś swojej infrastruktury wyłącznie pod Azure i pod Open AI. Przesuwają część zasobów pod własne produkty, jak Copilot, jak GitHub, ale to ciągnięcie kilku srok za ogon. CFO Microsoftu sama wskazywała, że gdyby cała nowa moc obliczeniowa trafiła wyłącznie do Azur, to dynamika wzrostu segmentu byłaby dużo wyższa. No ale trzeba rozwijać swoje projekty, tylko że te projekty są słabe. Copilot jest obiektywnie postrzegany jako jedna wielka porażka, produktowa śmierdząca kupa. I każdy kto tego używał powie dokładnie to samo. Wygląda to więc tak, jakby Microsoft próbował nadrobić coś, co przez długi czas próbował kupować partnerstwem z Open AI zamiast budować samodzielnie. A teraz zrozumiał, że samo posiadanie dostępu do cudzej technologii to na przyszłość trochę za mało. Tylko, że niestety na razie nie pokazał jeszcze niczego, co zamknęłoby usta sceptyką w kwestii ograniczonych zdolności Microsoftu w AI. Kopajot to klapa. GitHub jest wartościowy, ale to za mało, żeby powiedzieć, że Microsoft zbudował własną mocną niezależną przewagę w świecie AI. Więc Microsoft próbuje się jakoś uniezależniać od sama Altmana, ale robi to pokracznie i do czasu aż nie udowodni, że potrafi to zrobić, to każda kolejna miliardowa inwestycja w infrastrukturę w ich wypadku będzie dla rynku bardziej ciężarem niż argumentem za tym, że wyceny powinny być wyższe. I na tym nawet nie koniec problemów dostrzeganych przez rynek, bo Microsoft to przede wszystkim jeden z najlepszych biznesów softwareowych na świecie. No mówiliłem przecież o tym, y, jak duży udział w biznesie ma subskrypcja Microsoft 365. Najbardziej rentowny rdzeń siedzi dokładnie w tych segmentach. I tu zaczyna się drugie dno problemów. W ostatnich miesiącach rynek zaczął dużo bardziej agresywnie wyceniać scenariusz, w którym klasyczny software przestał być tak komfortowym biznesem jak wcześniej. Automatyzacja, KI, cała ta wyprzedaż SAS. Wszystko to sprawiło, że inwestorzy zaczęli zadawać sobie pytanie, czy część funkcji, za które firmy dziś płacą w modelu SAS, nie zostanie z czasem uproszczona, zautomatyzowana albo zjedzona przez nową warstwę AI. Nawet nie ma, nie ma potrzeby teraz, żeby ten scenariusz już się materializował. Wystarczył wzrost niepewności, żeby rynek zaczął obniżać mnożniki dla całego sektora software. No a Microsoft to jest, co by nie mówić, największa firma software na świecie. z bardzo wysoką wagą w ETFIE IGV, który agreguje koszykowo firmy SASowe z USA. A gdy inwestor przestaje rozumieć jak będzie wyglądać przyszła ekonomika całego sektora, no to naturalnie podnosi premię za ryzyko. A jak rośnie premia za ryzyko, to spadają mnożniki. Szczególnie boleśnie uderza to w biznesy softwarowe, gdzie duża część wartości leży w przyszłych przepływach pieniężnych. Microsoft wpada więc w bardzo niewygodne miejsce. No bo z jednej strony rynek nie chce już płacić dawnej premii za chmurę, która staje się coraz bardziej kapitałochłonna i mniej przejrzysta w ich wypadku. A z drugiej strony zaczyna też mniej chętnie płacić za software, bo boi się, że AI może z czasem osłabić część przewag klasycznego softwareu, więc jest dziś karany jednocześnie za tę część biznesu, która ma mu napędzać przyszłość i za tę część biznesu, która była jego najbezpieczniejszym, najbardziej dochodowym fundamentem. Puf i puf, podwójna kara. Dlatego ta wyprzedaż jest w tym wypadku tak ciekawa. Ale żebyśmy teraz nie demonizowali tego aż tak bardzo, to rynek zachowuje się trochę tak, jakby wrzucał Microsofta do jednego worka z bardzo szerokim softwarem zagrożonym przez AI. To jest jednak trochę interpretacja na wyrost. Microsoft 365 nie jest jakimś przypadkowym SASM sprzedawanym na abonament. To jest infrastruktura pracy dla setek tysięcy firm, dla administracji, dla instytucji, Word, Excel, Outlook Teams. Wszystko to jest dużo bliżej systemu operacyjnego dla pracy biurowej niż jakiegoś tam łatwego innego do zastąpienia narzędzia. To nie jest coś, co łatwo wyciąć. No ale rynek się boi, jeśli słyszy o tym, że coraz częściej pojawiają się jakieś duże, ostrożne nawet fundusze czy instytucje, które zaczynają wdrażać produkty bezpośrednio od AI labów, jak Cloud Enterprise od Antropic, no to już czytają to jako niewygodny sygnał dla Microsoftu, bo jeśli produkty samych labów zaczynają zdobywać klientów także w sektorze enterprise, no to Microsoft ma problem, bo to on miał przez lata największą przewagę w postaci dystrybucji, w postaci bardzo silnych relacji z sektorem enterprise. Jeśli przedsiębiorstwa zaczynają akceptować produkty AI labbów bezpośrednio, no to rynek ma prawo zadawać pytania, czy przewaga dystrybucyjna Microsoftu nie będzie trochę mniej imponująca niż była wcześniej. Nie znaczy, że zniknie. Wystarczy, że będzie mniej imponująca. A jeśli tak, to mnożniki można obniżyć. Tylko, że równie dobrze to może być po prostu efekt słabości Kopajota. No jeśli masz badziewny produkt, niespójny produkt, za mało dopracowany, to klienci będą mikrować. Ale to wszystko wpływa na to, że Microsoft jest dziś wyceniany tak nerwowo, bo rynek nie wie, czy będą dalej nowym właścicielem warstwy AI, a przynajmniej współwłaścicielem, który jeszcze ją sfinansował, czy tylko gorzej marżowym pośrednikiem tej warstwy AI, bo to naprawdę jest spora różnica. Różnica, która wpływa na wycenę, na mnożniki tej wyceny, żeby być precyzyjnym. No to jak te mnożniki wyglądają? Patrząc na wskaźnik cena do sprzedaży widać wyraźnie, że wycena Microsoftu zeszła do poziomów niższych niż nawet w okresie napięć związanych z cłami Trumpa z kwietnia 2025. Ostatni raz tak niskie poziomy widać było w trakcie Bessy z 2022. Z kolei wskaźnik cena do zysku jest nawet niżej niż w 2022. Tylko tu przypominam, że to jest trochę na wyrost, bo te zyski są zawyżone tą zmianą inwestycji w Open AI. No i na tle porównawczym faktycznie trudno jest bronić tezę na bazie tego co powiedziałem, że Microsoft powinien być wyceniany na mocnej premii, przynajmniej tak silnej jak kiedyś. Rynek potrafił okresowo wyceniać Google, Amazona czy Metę na podobnych co obecnie Microsoft albo nawet niższych poziomach. Jeśli tamte spółki potrafiły się handlować tak tanio, to dlaczego Microsoft miałby zasługiwać na premię, skoro pod kątem organicznych zdolności vi wypada jednak dużo gorzej niż one. Więc to nie tak, że spadek Microsoftu nie był uzasadniony. Te akcje nie spadły, bo biznes się załamał. Spadły dlatego, że rynek przeszedł od bezwarunkowego zachwytu na DI do dużo bardziej brutalnych pytań, kto faktycznie będzie w stanie na tym zarabiać. No i tu na razie Microsoft nie wpada do tego worka. Tylko to oczywiście nie znaczy, że przyszłość firmy jest przesądzona. To naprawdę jest nadal jedna z najlepszych jakościowo firm na świecie. Ogromne przychody, wysokie marże, potężne przepływy i działa w modelu, który pozostaje bądź co bądź stabilny. Ma też coś, czego większość firm może zazdrościć. Kolosalne możliwości dystrybucji i dobre relacje z sektorem korporacyjnym. Zmienił się na razie sposób, w jaki rynek patrzy na ten biznes. Jeszcze niedawno wystarczyło, że Microsoft powiedział: "Mnożniki rosły sam". Dziś rynek zadaje pytanie, dużo bardziej niewygodne. Kto na tym zarobi i jak Microsoft na tym zarobi? I Microsoft akurat na to pytanie nie potrafi dać jeszcze odpowiedzi. Z jednej strony fenomenalny software, ogromna skala, dystrybucja, z drugiej coraz droższy wzrost w chmurze, zależność od Open AI, brak przekonujących własnych produktów. To jest Clinch, który tworzy obecną wycenę. Ale jeśli Microsoft udowodni, że potrafi realnie sam zmonetyzować AI na swoich warunkach, to ta historia bardzo szybko się odwróci. Jeszcze niedawno to Google był uznawany za przegranego w wyścigu AI. Dziś te role się odwróciły. To Microsoft zaczyna być traktowany jako ten, który przegapił pewien moment. Uczulam tylko, że narracje rynkowe oparte na czymś takim bardzo często zmieniają się szybciej niż fundamenty biznesu. Naprawdę nie jest wykluczone, że za kilka kwartałów to właśnie Microsoft będzie tym, który wróci do gry z dużo większym impetem i rozpędem. Jak na razie spadek ich cen był uzasadniony, ale obecnie naprawdę ta spółka jest wyceniona bardzo rozsądnie. To nie jest moja ulubiona firma z Bigtechów do kupowania, przynajmniej dopóki Microsoft wyraźnie nie pokaże, że potrafi rozwijać własne produkty AI. Wolę Metę, wolę Amazona, ale naprawdę nie miałbym mentalnego problemu ze zbudowaniem pozycji w Microsofcie po obecnych cenach. Żadnego. Jeśli jesteście ciekawi jak to faktycznie będzie wyglądało na bieżąco i na co dzień, to zachęcam już was do obserwowania wersji premium portalu DNA, z której to regularnie korzysta ponad 4900 innych inwestorów. Tam jeszcze bardziej bieżący wgląd na to, co naprawdę ważne na rynkach, w spółkach i w konkretnych gospodarkach. i ode mnie i całego naszego zespołu DNA, a także możliwość podglądania jak ja sam inwestuję własne oszczędności w portfelach łącznej wartości prawie 7 milionów zł. Duże pieniądze, dużo emocji, ale przede wszystkim masa nauki. Więcej na ten temat znajdzie na stronie premiumarynków.pl. Link oczywiście w opisie do nagrania. W tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć. Jezu, już mi ta roleta niedługo przyjdzie, bo się siedzieć nie da.








