Ostatni kraj, którego Trump jeszcze nie ruszył. Oto jak USA niszczą kolejną gospodarkę [Analiza presji gospodarczej USA]

W materiale omawiamy, jak Stany Zjednoczone wykorzystują niewojenne środki presji – od ceł po sankcje skierowane przeciwko wojskowym emeryturom – aby wywierać wpływ na reżim Daniela Ortegi w Nikaragui. Przedstawiono mechanizm przekładów pieniężnych od emigrantów, który stanowi około 30 % PKB kraju oraz jak ewentualne susze mogą zwiększyć tę zależność.

Kluczowe wątki:

  • Projekt ustawy senackiej dotyczącej blokady emerytur generałów nikaraguańskich sił zbrojnych.
  • Harmonogram stopniowego podnoszenia ceł na nikaraguańskie towary (0 % → 10 % → 15 %).
  • Wpływ nadchodzących wyborów śródokresowych (midterms) na decyzje administracji Trumpa.
  • Strategia Ortegi polegająca na zwiększonej współpracy w walce z przemytem narkotyków i przyjmowaniu deportowanych obywateli.
  • Rola relacji z Rosją i Chinami jako przeciwstawnego czynnika geopolitycznego.

Analiza pokazuje, że zarówno Waszyngton, jak i Managua unikają otwartej konfrontacji, stawiając na wyrafinowane narzędzia ekonomiczne, których efekty mogą odczuć przede wszystkim zwykli obywatele Nikaragui.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

19 lipca 2026 roku. Tego dnia 80-letni prezydent Nicaragui, rówieśnik Donalda Trumpa, wyszedł na scenę i skierował do opozycji takie słowa: "Nie będzie tu już żadnych wyborów, w których mogliby próbować przejąć rząd i władzę". Daniel Ortega poszedł o krok dalej niż Nicolas Maduro. Maduro przynajmniej organizował fasadowe głosowania, a prezydent Nicaragui usunął cały proces wyborczy. A zrobił to zaledwie 6 miesięcy po tym, gdy Amerykanie helikopterem wywieźli Maduro z Caracas. Wiele działo się w tym roku w regionie Karaibów. Pojmanie Maduro, blokada paliwowa Kuby, spór o kanał panamski. Uwaga świata przeniosła się gdzie indziej. Jednak amerykańska flota tam pozostała. Zostało też jedno państwo w regionie, którego Waszyngton jeszcze nie ruszył, Nikaragua. A jego prezydent Daniel Ortega właśnie zrobił coś, czego Trump i jego dyplomaci nie mogą zignorować. Problem w tym, że tym razem Trump nie może powtórzyć scenariusza z Wenezueli. Musi postawić na inne metody. O nich dziś opowiem. Jednak są analitycy, którzy uważają, że jeśli te metody zawiodą, to scenariusz z Wenezueli może się powtórzyć. Jesteś na kanale FX Mac, gdzie od 10 lat tłumaczymy świat finansów. Zapraszam do materiału. Partnerem odcinka jest Dom maklerski XTB, który przygotował specjalny raport na temat sytuacji na rynku ropy naftowej. Kliknij w link w opisie i odbierz darmowy materiał. A jeżeli nie masz jeszcze konta w XTB, to załóż jest kodem rabatowym FX Mac. Otrzymasz dodatkowe szkolenie. Linki w opisie. Daniel Ortega ma 80 lat. Dlaczego więc usuwa wybory dopiero teraz, gdy rządzi już blisko 20 lat? Co więcej, Ortega raczej nie planuje rządzić do końca życia, natomiast planuje to, co stanie się po jego śmierci. Nicaragua zmierza w kierunku kontrolowanej sukcesji mającej na celu utrzymanie władzy w rodzinie po śmierci samego Ortegi. Nikaragua jest chyba obecnie jedynym na świecie krajem, w którym żona prezydenta obejmie urząd automatycznie w przypadku jego śmierci. Zresztą już teraz żona Ortegi jest współprezydentem kraju. Formalnie Nicaragua ma już dwóch prezydentów. Oczywiście Ortega jest świadomy tego, co spotkało Nicolasa Maduro w Wenezueli. Prezydent USA zdążył już pokazać, że presja wywierana na reżim w Ameryce Łacińskiej może wykraczać znacznie poza sankcje. Jednak Nikaragua wymaga innego podejścia ze strony białego Domu niż Wenezuela. Trump raczej nie zastanawia się, czy Nicaragua stanowi dla niego problem militarny. Przewaga wojska USA nad nicaraguańską armią jest bezwzględna. Biały Dom zastanawia się raczej, ile kosztowałoby rozwiązanie sprawy Ortegi i to nie tylko w dolarach. Stosunki z Waszyngtonem pogorszyły się w ciągu ostatnich kilkunastu lat, podczas gdy rząd w Managui zacieśnił relacje z Chinami oraz rozwinął współpracę wojskową i wywiadowczą z Rosją. Stawka zaczyna się więc klarować. Daniel Ortega musi zachować kontrolę nad państwem, a Donald Trump musi zdecydować jak daleko nie tylko chce, ale i może się posunąć. Ponieważ jeśli Trump posunie się zbyt daleko, to Nicaragua przestanie być dla niego pionkiem na mapie, a stanie się jego problemem. Problem w tym, że Trump nie może czekać, nie może pozostać bierny, bo wtedy problemy dla USA również się pojawią. W marcu tego roku Trump zbudował w Ameryce Łacińskiej sojusz bezpieczeństwa, do którego zaprosił prawie wszystkich. Prawie, bo jednego kraju Ameryki Środkowej w tym gronie nie ma. Ta koalicja nazwana została tarczą Ameryk. Formalnie jest to amerykańska koalicja przeciw kartelom, jednak jest to raczej sojusz wojskowo-polityczny, w którym Stany deklarują użycie siły militarnej przeciwko kartelom, a państwa członkowskie mogą prosić Waszyngton o wsparcie w konkretnych operacjach. Na starcie było 12 państw Ameryki Łacińskiej, no i Stany Zjednoczone. Dziś członków jest już 19. Jednego państwa Ameryki Środkowej, jak już zapowiadałem, w tej koalicji nie ma. Jest to Nicaragua. Nie została z tego sojuszu wrzucona, bo nie została w ogóle do niego zaproszona, podobnie jak Kuba czy Wenezuela. A tarcza Ameryk jest sojuszem pokazującym, kto w tym regionie jest po stronie Waszyngtonu, a kto nie. Jest jeszcze jeden sygnał z Nicaragui, który Waszyngton odebrał po prostu źle. Tym razem sygnał z Moskwy. 2 maja tego roku Władimir Putin podpisał ratyfikację umowy o współpracy wojskowej z Nekaruą. Umowa obowiązuje 5 lat z automatycznym przedłużaniem i to bez terminu końcowego. Obejmuje wspólne szkolenia i wymianę informacji wywiadowczych. A do tego jeszcze Rosjanie działający w Nicaragui nie podlegają nicaraguańskiemu prawu. Wygląda to jak pewna rama pod stałą rosyjską obecność. Na dodatek jeszcze tuż po tym, gdy inni dwaj sojusznicy Kremla w rejonie, czyli Kuba i Wenezuela są pod bezprecedensową amerykańską presją. Innymi słowy, Rosja straciła Wenezuelę, traci Kubę, ale zdążyła zabezpieczyć sobie inne miejsce w regionie. Na dodatek bezterminowo problem, który Daniel Ortega tworzy wyleje się na sąsiadów, którzy w tarczy emeryt już są. Skoro państwo jest coraz bardziej autorytarne, Nikaraguałańczycy z niego wyjeżdżają. Już od 2018 roku wyjechało blisko milion osób, czyli co siódmy obywatel. A gdzie się kierują? Tam, gdzie większość wcześniejszej emigracji, tam gdzie są już ich krewni i bliscy do Stanów Zjednoczonych. A przecież dla Donalda Trumpa jednym z najważniejszych celów było ograniczenie migracji. W ten sposób masowa migracja staje się narzędziem politycznym. Jednak droga do USA została zamknięta. Ochrona, z której korzystali nikaregułańczycy w Stanach, została zniesiona. Sąd Apelacyjny to podtrzymał, a legalne furtki zamknięto. Więc gdzie właściwie jest teraz ryzyko dla Trumpa związane z migracją? Presja spadnie nie na Stany, a na sojuszników. Głównie na Kostarykę, to historycznie główny kierunek nikaraguańskiej emigracji, a dalej na Honduras i Gwatemale. Wszystkie te trzy kraje są w tarczy Ameryk, tym sojuszu, o którym wcześniej mówiłem. Jeśli zaleje je fala nicaraguańskich uchodźców, posypie się to, co Trump właśnie zbudował. Migracja nie musi więc nawet dotrzeć do USA, żeby stać się problemem białego Domu. Właśnie dlatego pierwszą bronią USA przeciwko Niearagui nie będą działania zbrojne. Trump nie musi zaczynać od wysyłania żołnierzy w rejon Karaibów. Stany Zjednoczone udowodniły podczas drugiej kadencji Trumpa, że są gotowe stosować niekonwencjonalne metody, by osiągnąć swoje cele geopolityczne. I Ameryka planuje zaatakować nikaraguańskie siły zbrojne, ale plan ten nie zakłada ani jednego wystrzału. Nie jest to jeszcze decyzja Pentagonu, tylko projekt ustawy leżący w Komisji Senatu, ale co ważne, poparcie dla tego projektu jest obupartyjne. Na celowniku tej ustawy jest nikaragłański wojskowy ZUS. Plan jest wyrafinowany. Jest to bowiem instytucja, która wypłaca emerytury generałom, a przy okazji zarządza też całym holdingiem firm należących do armii, hotelami, aktywami, nieruchomościami, inwestycjami. Strategia jest prosta. Ortega nie rządzi przecież sam. Trzyma się przywładzy dzięki generałom. Sankcje, duszenie gospodarki, blokada handlowa czy morska, to uderzyłoby w każdego Nikaragułańczyka. A destabilizacja całego kraju to ostatnia rzecz, jakiej Trump i jego dyplomaci potrzebują w regionie, który ma już zdestabilizowaną Kubę i Wenezuelę. Zamiast tego wywiera się presję na osoby, które utrzymują Ortegę przy władzy, czyli na wojskowych. To dość przewrotne, bo może się okazać, że to nie Waszyngton będzie przekonywał Ortegę do odejścia. Zrobić to mogą jego generałowie wtedy, kiedy lojalność zacznie być dla nich zbyt kosztowna. Jest to strategia znacznie bardziej wyrafinowana niż zwykłe nałożenie kolejnych szeroko zakrojonych sankcji i przede wszystkim znacznie tańsza. 7 sierpnia senator Ted Cruise, republikanin razem z Timem Kanem, demokratą wnieśli do Senatu ten projekt ustawy i prawem on jeszcze nie jest, jednak jest międzypartyjny, a to znaczy, że presja na Nicaragu nie zniknie razem z Trumpem. Czy to zadziała? Amerykanie już raz tego próbowali. W W W W Wenezueli przez 7 lat sankcjonowali generałów Maduro. Jednak armia wenezuelska nie odwróciła się od Maduro, bo ci ludzie po prostu nie mieli dokąd odejść. Poza reżimem czekał ich tylko trybunał. Różnica jest teraz jednak taka, że nicaraguańscy wojskowi mają realny majątek. firmy nieruchomości i mają też emerytury. Wenezuelscy generałowie bronili własnej skóry, a nicaraguańscy bronią portfela, więc w portfel teoretycznie łatwiej uderzyć. Jednak najsilniejsza dźwignia, jaką Stany mają wobec Ortegii nie jest kwestią armii ani nawet polityki. Jest to dźwignia wobec Nikaraguańczyków i to nie w Nicaragui, a na terenie USA. Owszem, Ortega od lat próbuje zmniejszyć zależność Nicaragui od Stanów. Retorycznie mu się to poniekąd udało, ale w gospodarce kompletnie nie. Otóż przekazy pieniężne od Nikaraguałańczyków pracujących za granicą to dziś około 30% całego PKB. Dlatego właśnie Nicaragua jest krajem najbardziej uzależnionym od przekazów pieniężnych na całej półkuli zachodniej i trzecim najbardziej uzależnionym na świecie. A skoro 80% tych pieniędzy płynie ze Stanów, to znaczy, że w praktyce Ameryka ma dostęp do blokady domowych budżetów Nikaraguańczyków. To bardzo mocny punkt nacisku USA. Zależność Nicaragui może się jeszcze pogłębić. Nicaragua leży w suchym korytarzu Ameryki Środkowej i prognozy na tę jesień mówią o bardzo silnym zjawisku pogodowym Elninho. W przypadku Nicaragui mowa o ekstremalnej suszy. Jeśli kawa, banany, cukier i wołowina zawiodą, to Nikaragua straci dewizy i uzależni się od amerykańskich przelewów jeszcze mocniej. Także dla zwykłego przeciętnego obywatela Nicaragui w tym miejscu geopolityka wpłynąć może na jego codzienne życie. Jego krewni przesyłają pieniądze zarobione w USA. Jego miejsce pracy związane jest z eksportem do Ameryki. Ortega może się od Stanów odcinać politycznie i powiedzieć, żeby nie wtrącały się do wewnętrznej polityki Nicaragui. Jednak nie może tak po prostu nakazać miejscowym firmom czy gospodarce, by przestała robić interesy z Ameryką. To byłoby gospodarcze załamanie, a po nim fala protestów, a może i buntu. Waszyngton ma jeszcze jedną dźwignię, której nie użył. Nicaragua eksportuje do Stanów w sposób bezcłowy dzięki specjalnej umowie handlowej. Głównie ubrania to najważniejszy towar w eksporcie do Stanów. Wykluczenie z tej umowy zabiłoby miejsca pracy w głównym sektorze gospodarki Nicaragui. I dlatego właśnie Waszyngton tego jeszcze nie robi. Przynajmniej no właśnie na razie, bo ten sam projekt ustawy Crua i Kana, o którym już wcześniej mówiłem, taką możliwość może otworzyć. Jednak Daniel Ortega nie stoi bezczynnie. publicznie określa działania USA jako niedopuszczalne. Rzuca hasła, że przedstawiciele opozycji są najemnikami Stanów Zjednoczonych. Jednak wygląda na to, że wydarzenia z Wenezueli nieco zmieniły faktyczne działania reżimu. Pojmanie Maduro dało współprezydentom Nicaragui sporo do myślenia. Po schwytaniu Maduro rząd w Managui stał się ostrożniejszy na arenie dyplomatycznej. niby krytykuje Amerykę, ale jednak z nią współpracuje. Plan jest całkiem sprytny. Otóż państwo nikaraguańskie zwiększyło zakres współpracy w kwestii przechwytywania łodzi służących do przemytu narkotyków na Karaibach. Dlaczego współpraca? Otóż w ten sposób odbiera się Stanom Zjednoczonym oczywisty pretekst do interwencji. Pamiętacie jeszcze jak Stany Zjednoczone przechwytywały łodzie przemytników narkotyków na wodach w Wenezueli? Wskazywano wtedy, że to jest problem, z którym rząd w Caracas nie tylko sobie nie radzi. Mało tego, amerykańscy oficjale twierdzili, że rząd Maduro taki biznes nielegalnych substancji nawet wspiera. Innymi słowy, Ortega stara się utrudnić atak na siebie, nie dając Trumpowi pretekstu do takiego ataku. Ortega nie chce być wodzem, który Ameryce przeszkadza. Innym przykładem jest to, jak zmieniła się współpraca w ramach deportacji. Zanim Trump wrócił do białego Domu, Nicaragua przyjmowała dwa loty deportacyjne miesięcznie. Dzisiaj przyjmuje dwa tygodniowo. W samym 2025 roku wróciło tak ponad 7000 Nikaraguańczyków. To więcej niż przez dwa poprzednie lata razem wzięte. Problem w tym, że cała ta strategia nie może trwać wiecznie. Ortega ma 80 lat, a kiedy zacznie się przekazywanie władzy żonie, to kalkulacje generałów mogą wyglądać zupełnie inaczej niż dziś. Wszystko o czym mówiłem do tej pory, czyli cła, sankcje, wykluczenia, blokady, to są jednak narzędzia zastępcze. W Wenezueli czy Ianie Trump nie potrzebował działań zastępczych. Dlaczego więc prezydent, który zlecił Delta Force wywiezienie Maduro helikopterem wobec kraju słabszego i militarnie, i politycznie, teraz sięga po jakieś tabelki celne? Pierwszy powód już znamy, migracja. Jednak drugi powód jest ważniejszy. Jest nim kalendarz. Owszem, operacja wojskowa mogłaby zademonstrować siłę, pokazać, że irański impas nie przekreśla amerykańskiego potencjału zbrojnego, że Stany nadal mogą ustawiać państwa tak jak chcą i potencjalnie mogłoby to nawet przynieść krótkoterminowy zastrzyg polityczny, tak jak podobnie miało to miejsce w przypadku schwytania Maduro. Jednak ten efekt powtórzyłby się tylko wtedy, gdyby operacja była finalnie krótka, skuteczna i bezkrchrwa. Pytanie, czy Trump może sobie na takie zbrojne działania pozwolić, bo nie pozwolić mu mogą na to sami wyborcy. W Stanach zbliżają się ważne wybory i to już niebawem, bo odbędą się one za dwa miesiące na początku listopada. Są to wybory śródokresowe, tak zwane midterms. Stawką jest przede wszystkim izba reprezentantów. O Senat demokratom będzie znacznie trudniej, ale utrata izby reprezentantów wystarczy, żeby sparaliżować drugą połowę kadencji Trumpa. I tu jest liczba, która wyjaśnia całą amerykańską ostrożność wobec Nicaragui. Tylko 35% Amerykanów pozytywnie ocenia działania Trumpa, aż 61%, czyli blisko 2/3 negatywnie. To wynik cyklicznego sondażu publikowanego przez The Economist. A w sondażach wyborczych do Kongresu wygląda to tak, że demokraci prowadzą sześcioma punktami procentowymi 48 do 42. Dlatego właśnie kolejna wojskowa interwencja jest dużym ryzykiem politycznym dla Trumpa i Republikanów. Co taka interwencja w Nicaragui zmieniłaby w politycznym poparciu Trumpa? Co zyskaliby republikanie? Czy zmieniłoby to obawy amerykańskich wyborców dotyczące gospodarki? No prawdopodobnie nie. Czy mogłoby to wywołać kolejny kryzys międzynarodowy, podczas gdy sytuacja na Bliskim Wschodzie pozostaje nierozwiązana? Prawdopodobnie tak. Dlatego właśnie stany są powściągliwe wobec Nikaragui. Naciskają tam, gdzie potencjalny koszt jest niski. Sankcje personalne, wykluczenia z sojuszy, opóźnione cła. Stany Zjednoczone naciskają tam, gdzie same nie oberwą rykoszetem. Właśnie dlatego wyrafinowana presja gospodarcza to preferowana opcja białego Domu. Administracja Trumpa może zwiększyć koszty gospodarcze ponoszone przez Ortegę, nie ponosząc kosztów inwazji i wszystkich innych kosztów, które za tym idą. Jak najłatwiej może to zrobić? To proste za pomocą ukochanego narzędzia Trumpa, czyli poprzez CA. I to ma już miejsce. W grudniu 2025 roku amerykański przedstawiciel do spraw handlu zakończył postępowanie wymierzone konkretnie w Nikaraguę. Chodziło o prawa pracownicze, prawa człowieka i praworządność. Wynik: Cło na nikaraguańskie towary, które nie kwalifikują się do umowy o wolnym handlu. Zwróćmy uwagę na harmonogram, bo to jest właśnie ten mechanizm nacisku, który niebawem się włączy. Od 1 stycznia tego roku Cło wynosi 0%. Od 1 stycznia 2027 już 10%, od stycznia 2028 15%. A Waszyngton wprost zastrzegł, że jeśli Nicaragua nie wykaże postępów, to stawki i terminy mogą zostać zaostrzone. Wygląda to jak pewne geoekonomiczne narzędzie do regulowanego dokręcania śruby, które nie niszczy gospodarki od razu. I to daje Ortezze też czas na ustępstwa. I tak się akurat składa, że pierwsza realna podwyżka wypada dopiero po listopadowych wyborach w Stanach. Osobno od 24 lipca tego roku Nicaragua objęta została 12,5% cłem związanym z pracą przymusową, ale nim objęto też 60 innych państw. Jest jednak jeszcze jedno narzędzie, które Stany mogą potencjalnie użyć. Jeśli banki amerykańskie i międzynarodowe zaczną zrywać kontakty z nicaraguańskimi instytucjami z powodu ryzyka związanego z sankcjami, to Nikaragua może stanąć w obliczu znacznie poważniejszych konsekwencji niż cła. Opóźnienia w płatnościach, wyższe koszty transakcyjne, ograniczony dostęp do usług finansowych i różnego rodzaju zakłócenia w przekazach pieniężnych i handlu międzynarodowym. Taka ekonomiczna broń Trumpa ma jednak wadę. Im mocniej naciska na Ortegę, tym większe jest prawdopodobieństwo, że presję odczują w pierwszej kolejności zwykli Nikaraguańczycy, a to stwarza problem polityczny dla Waszyngtonu. A Ortega ma ważną kartę. Dziś przyjmuje dwa loty deportacyjne tygodniowo, a może przecież przyjmować zero. A deportacje są dla Trumpa jedną z najważniejszych liczb, jakie pokazuje wyborcom. Natomiast Ortega jest jednym z tych, którzy te liczby przecież współtworzą. Im mocniej Waszyngton przykręca śrubę, tym większa pokusa, żeby rząd Nicaragui po prostu przestał współpracować. W tej całej nikaraguańskiej układance Ortega próbuje przetrwać rząd Trumpa. Trump próbuje zdecydować, ile presji warto wywrzeć na Ortegę, a obywatele Nicaragui znaleźli się pomiędzy waśnią obu stron i to pewnie oni poniosą konsekwencje potencjalnej eskalacji. Podsumujmy dzisiejszy materiał. Daniel Ortega właśnie zablokował opozycję i usunął wybory jako takie. Coraz ściślej współpracuje z Chinami i Rosją, ale jednocześnie przyjmuje więcej deportowanych nicaregułańczyków i wspiera walkę USA z przymietnikami na morzach. Trump z kolei ma gotowy harmonogram ceł, który wchodzi w życie po wyborach. ma popierany przez obie partie projekt sankcji na nicaraguańskie wojskowe emerytury. Jednak Trump ma też najniższe poparcie w historii swoich obu kadencji. Żaden z obu 80latków nie chce otwartej konfrontacji. Ortega, bo bez amerykańskiego rynku i amerykańskich przelewów do rodaków jego gospodarka się nie utrzyma. Trump z kolei, bo załamanie Nicaragui oznacza problem, którego dwa miesiące przed wyborami nie potrzebuje. Więc obaj prezydenci grają na czas. Problem w tym, że im dłużej obaj czekają, tym rośnie koszt dla obywateli Nicaragui, którzy od 19 lipca już zbyt wiele do powiedzenia nie mają, bo demokracji to już tam nie ma. Ortega czeka, aż skończy się kadencja Trumpa, a Trump czeka, aż skończy się Ortega. Tak barwnie. Możemy to na koniec podsumować. To już finish dzisiejszej opowieści o Nicaragui. Jeśli interesują cię takie geopolityczne historie, o których trudno usłyszeć w innych obszarach YouTubea, subskrybuj nasz kanał, żeby być na bieżąco. I na sam koniec, jak uważasz, kto będzie w tej sytuacji przegranym? Trump, Ortega, a może zwykli Nikaraguańczycy? Daj znać w komentarzu i spróbuj wymówić słowo nikaraguałańczyk, bo wbrew pozorom nie jest to takie proste i przez ten materiał przebrnąłem właściwie dla ciebie pewnie bezbłędnie. Do zobaczenia w kolejnym materiale. >> [muzyka]

Przewijanie do góry