Przegląd najważniejszych wydarzeń z polskiej giełdy
Pepco oddaje Poundland, PGE inwestuje miliardy, LPP obniża prognozy, Żabka podbija Rumunię, a WIBOR nadal w sądzie. Co te wydarzenia oznaczają dla inwestorów?
W najnowszym odcinku Gospodarczego Przeglądu Wydarzeń omawiamy kluczowe wydarzenia minionego tygodnia na GPW, skupiając się na spółkach Pepco, PGE, LPP oraz Żabka. Analizujemy również sytuację wokół WIBOR-u i jego wpływ na sektor bankowy.
- Pepco pozbywa się Poundlandu za symboliczny funta, co spotkało się z pozytywną reakcją inwestorów. Czy to początek turn around story dla spółki?
- PGE planuje gigantyczne inwestycje o wartości 235 miliardów złotych, koncentrując się na OZE. Mimo ambitnych planów, kurs akcji spadł. Dlaczego?
- LPP obniża prognozy na cały rok, a kurs akcji reaguje nerwowo. Czy inwestorzy powinni się martwić?
- Żabka świętuje sukces na Rumunii, otwierając setny sklep. Jaka jest strategia ekspansji sieci na tym rynku?
- Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej rozpatruje sprawę WIBOR-u. Jakie mogą być konsekwencje dla polski banków i kredytobiorców? Wyroki sądowe
Oglądaj i dowiedz się, jak te wydarzenia mogą wpłynąć na Twój portfel inwestycyjny. Oprócz analizy bieżącej sytuacji, film oferuje również praktyczne wskazówki dla inwestorów, w tym informacje o inwestowaniu bez prowizji w XTB (z kodem DNARYNKOW) oraz o możliwości dołączenia do strefy premium DNA Rynków.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Sprzedać cały swój biznes za 5 zł, no 1 funta to nie brzmi jak sukces. A jednak znane wszystkim Pepco pozbywa się właśnie dokładnie za jednego funta swojego największego balastu, a inwestorzy biją brawa. Do tego LPP dnie swoje plany, a i tak notuje wzrost zysku o 20%. Żabka podbija Rumunię, a PGE zapowiada inwestycje na 230 miliardów, a kurs i tak wali się o 10%. I w tym wszystkim jest jeszcze cu zborem, które dalej nic nie wie, ale to nie przeszkadza prawnikom liczyć jak ponaciągać na więcej kasy biednych kredytobiorców. Na giełdzie wpierów wartościowych wrze. I choć wszystko wygląda na pierwszy rzut okaz znajomo, to jednak oznacza spore zmiany dla twoich pieniędzy, zwłaszcza jeśli jesteś akcjonariuszem jednej z tych spółek. Zaczynamy więc przegląd najciekawszych wydarzeń minionego tygodnia z polskiego rynku i z polskiej giełdy oraz mamy kilka mocnych wniosków. które naprawdę warto zapamiętać. Partnerem odcinka jest XTB, polski dom maklerski, gdzie możesz inwestować całkowicie bez prowizji do nawet 100 000 obrotu miesięcznie. Dzięki XTV możesz również odebrać bezpłatnie pełny kurs dla początkujących o inwestowaniu. Więcej o tym na końcu materiału. Dołącz do prawie 2300 inwestorów w strefie premium DNA. To najlepsze miejsce do inwestycyjnej i finansowej edukacji również dla ciebie. Dzięki za wszystkie już ponad 70 000 waszych subskrypcji. Pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać i zostawcie swoją. Już teraz Pepco, moi drodzy sprzedaje Poundland. Gordon Brothers przejął od Pepco ich zgniłe jajko i chociaż marka miała istotny udział w przychodach, około 30% w ostatnim roku, to odpowiadała zaledwie za 5% całego wyniku Ebida. Wyniki Poundland za pierwszą połowę bieżącego roku były jeszcze słabsze, bo ebidda spadła tam aż o 75%. Symboliczna cena transakcji to 1 funt i dalsze wsparcie finansowe ze strony PEPCO między innymi za pomocą pożyczek i linii kredytowej o potencjalnie łącznej wartości do 60 milionów funtów. To pokazuje, że polska spółka chciała po prostu jak najszybciej pozbyć się tego zgniłego dla niej jajka i ekstremalnie nierentownego biznesu, który ciążył i zaniżał wyniki całej grupy. Sprzedaż Poundlandu wpisuje się w nową strategię PEPCO, która zakłada koncentrację na sklepach pod własną marką i na produktach o wyższej marży, czyli odzieży i artykułach ogólnego użytku. Zarząd liczy, że uproszczenie struktury operacyjnej pozwoli poprawić rentowność i przepływy pieniężne. W ramach umowy planowana jest też restrukturyzacja Poundlandu, a jeśli zostanie zatwierdzona przez sąd, to PEPCO może uzyskać mniejszościowy udział w nowej strukturze właścicielskiej. Mimo tego pozytywnego kroku Pepco nadal stoi jednak przed wieloma wyzwaniami. Spółka musi poprawić sprzedaż w Polsce, gdzie wynik LFL, czyli like for like jest o wiele słabszy niż w innych krajach regionu. Dodatkowo rosnąca konkurencja, presja kosztowa i demografia, zwłaszcza spadająca liczba urodzeń, która wpływa na sprzedaż odzieży dziecięcej, utrudnia poprawę wyników. Mimo wszystko inwestorzy zareagowali pozytywnie. Jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem sprzedaży Poundlandu. Kurs Pepco wzrósł o 5%, a później o kolejne 4%. No ale trzeba otwarcie powiedzieć, że były plotki publiczne o tym, że niedługo do tej sprzedaży dojdzie. Jeśli segment Pepco utrzyma poprawę swojej sprzedaży LFL i skutecznie ograniczy koszty, to spółka może wejść na stabilniejszą ścieżkę wzrostu i w długim terminie być jednym z ciekawszych tak zwanych turn around story na całym polskim rynku. Ciemniejsze chmury zbierają się za to nad LPP, które obniża prognozy na cały rok, a sam kurs jest mocno niezdecydowany, co z tym zrobić. LPP zmieniło plany rozwoju na rok obrotowy 2025-2026, na przykład mocnym obniżeniem planów otwierania nowych sklepów. Spółka tłumaczy tą decyzję chęcią utrzymania rentowności i lepszego dopasowania oferty do klientów. Ale to marne tłumaczenie, zwłaszcza, że jeszcze niedawno, kilka miesięcy temu, sama firma piała z zachwytu nad sobą i swoimi planami. Ograniczenie tempa rozwoju dotyczy głównie najmniejszych placówek, które notują słabsze wyniki. LPP zapowiada też uważniejszą weryfikację strategii i ostrożniejsze podejście do nowych inwestycji. W planach pozostaje ekspansja między innymi w Uzbekistanie, Kazachstanie, Gruzji i Mołdawii, ale rynek chiński nadal traktowany jest wyłącznie jako zaplecze produkcyjne. Zarząd obniżył również prognozę przychodów rocznych z 25 do 23 miliardów złotych. Mimo to część inwestorów przyjęła informacje pozytywnie, bo rynek obawiał się jednak zbyt szybkiego tempa rozwoju i jego potencjalnie negatywnego wpływu na finanse i rentowność. No ale nawet przez to, że kurs akcji 12 czerwca zareagował na początku pozytywnie i poszedł do góry, a to jednak rzadkość w sytuacji, kiedy spółka obniża prognozy wzrostu, to potem z tego 5% wzrostu nic nie zostało. Zawalił się do zaledwie plus 0,3%. A to wszystko po to, żeby kolejnego dnia spaść o następne 2,5%. No i to już jest bardziej właściwa reakcja, bo same wyniki za pierwszy kwartał może i były solidne. Zysk netto wzrósł o 20%, przychody o 15%, ale już drugi kwartał rozpoczął się dla LPP słabiej, chociażby z powodu chłodnej pogody w maju, co może również negatywnie wpłynąć na wyniki za ten okres drugiego kwartału i tym samym wspierać hipotezę o ogólnie gorszych wynikach całorocznych niż jeszcze były zapowiadane trzy miesiące temu. Zarząd liczy jednak na poprawę w czerwcu dzięki opóźnionemu popytowi i wyprzedażom planowanym na drugą połowę miesiąca. Dodatkowo spółka wchodzi też w nowy sezon z kolekcją zamówioną przy korzystnym kursie złotego wobec dolara, co potencjalnie może wspierać jakoś marżę. Analitycy branżowi zwracają uwagę, że branża modowa w Polsce i ogólnie w regionie mierzy się jednak cały czas z trudnymi warunkami pogodowymi, niepewnością gospodarczą i ograniczoną dostępnością dobrych lokalizacji pod nowe sklepy, co utrudnia wzrost. A potencjalne problemy LPP są z kolei dobrym papierkiem lakmusowym dla rynku na CCC, które również na fali tych informacji dostało po głowie. Lepiej radzą sobie za to detaliści spożywczy. Żabka osiągnęła istotny kamień milowy w Rumunii. Po roku obecności na rumuńskim rynku otworzyła tam setny sklep FRO, odpowiednik swojej polskiej sieci. Sklepy działają w dużych miastach tak jak Bukareszt, Pilesti i Konstanca, głównie przy ruchliwych ulicach i na osiedlach. Od czerwca zeszłego roku FRO otwierał średnio jeden sklep co trzy dni. W tym czasie sprzedano ponad milion hot dogów i 600 000 kawy. Firma widzi dalszy potencjał w rumuńskim rynku i planuje dalszy na nim rozwój. Anna Grabowska, wiceprezes Żabki i Szechowa Żabka International mówi, że to dopiero początek naszej drogi, drogi Żabki, gdzie chcą budować fundament pod długoterminową obecność na rumuńskim rynku. Sama ekspansja rozpoczęła się od przejęcia lokalnego dystrybutora, który odpowiada za logistykę. Ponad 80% produktów dostępnych we FRO pochodzi właśnie od rumuńskich dostawców, a pozostałą część oferty uzupełniają marki międzynarodowej oraz własne produkty Żabki. Spółka dalej ma ambicje od dalszego wzrostu i chce to osiągnąć ekspansją na trzech płaszczyznach. Pierwsza to dalsze dodawanie nowych sklepów na mapie i tu ambicją jest otwieranie ponad 1000 nowych sklepów rocznie. Druga to rosnąca sprzedaż porównywalna LFL, co znaczy, że Żabka oczekuje, że klienci będą wydawać w jej sklepach coraz więcej, trochę zakorzeniając się w światopoglądzie. rumuńskiego klienta, tak jak już jest zakorzeniona w światopoglądzie polskiego klienta. No a trzeci element to rosnące przychody ze sprzedaży cyfrowej, w które celuje Żabka. Na przykład przy usługi Żabka do domu. W 2024 roku całkowita liczba sklepów przebiła już 11 000. Sprzedaż porównywalna wzrosła o 8%, a użytkowników kanału cyfrowego przybyło o prawie 3 miliony. A skoro jesteśmy przy sukcesach, to trzeba też powiedzieć o kursie PGE. Polska Grupa Energetyczna przedstawiła strategię rozwoju do 2035 roku i firma chce inwestować w odnawialne źródła energii, elektrownie gazowe, magazyny energii i rozbudowę sieci. Jednocześnie liczy na wsparcie państwa w utrzymaniu elektrowni węglowych, które mają zapewniać stabilność całego systemu energetycznego. Do 2035 roku PGE planuje osiągnąć 28 terogin produkcji z OZE rocznie, a dla porównania w całym 2023 wyprodukowało 2,7. Strategia uwzględnia też badania pod budowę drugiej polskiej elektrowni jądrowej, mimo że jeszcze nie ma pierwszej, ale tu w grę wchodzą takie lokalizacje jak Bełchatów i Konin. PGE planuje przejęcie pełnej kontroli również nad wspólnym projektem z Zepak, a rozmowy mają zakończyć się tu do końca czerwca. Łącznie przewidywana wielkość inwestycji w kolejnych 10 latach to 235 miliardów złotych, z czego największe nakłady mają iść na OZE i sieci dystrybucyjne. To mniej więcej oznacza, że nakłady inwestycyjne PGE wzrosną ponad dwukrotnie względem ostatniej dekady. Jednak na planach inwestycyjnych samych się nie kończy. Te na pewno nie wystarczyłyby do takiego wzrostu kursów, jaki ostatnio miał miejsce od początku roku. Spółka zakłada, że wynik Ebidda w efekcie tych wszystkich zmian i całej strategii ulegnie potrojeniu. W tym czasie i z 11 miliardów złotych w 2024 wzrośnie do 30 miliardów złotych w 2035. Wspomniano też o dywidendzie. Powrót do wypłaty dywidendy uzależniony ma być od spełnienia kilku warunków, w tym stabilnych przepłyów finansowych, dodatniego zysku netto i utrzymania inwestycyjnego ratingu. PGE nie podaje daty wznowienia wypłat, ale zapewnia oczywiście, że to jeden z jej celów. Pomimo tych ambitnych pomysłów chyba ten ostatni element nie spodobał się za bardzo rynkowi, który liczył na bardziej konkretne informacje dotyczące wypłaty dywidendy, bo w piątek kurs akcji zawalił się 10%. No ale uczciwie trzeba przyznać, że nastąpiło to po naprawdę spektakularnym rajdzie, który wyniósł spółkę do najwyższego punktu od trzech lat. Taki spadek więc to realnie cofnięcie się kursu o cter dni. No nic, co powinno inwestora ekscytować bardziej niż wzrost kursu PG od początku tego roku o prawie 60%. A my przeskakujemy do bankowości, bo w ostatnim tygodniu część rynku żyła też rzekomym dniem sądu dla WIBOR, a co za tym idzie dla polskich banków. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej CUE rozpatrywał sprawę dotyczącą kredytów hipotecznych w złotych, których oprocentowanie opiera się na wskaźniku Wibor. 12 czerwca odbyła się rozprawa i absolutnie nic ona nie znaczyła, co zresztą zaznaczałem przed tym jeszcze jak miała miejsce na Xie. Doprowadziła jedynie do tego, że będzie wydana opinia rzecznika generalnego, co ma mieć miejsce we wrześniu 2025 roku. I to dalej nie jest jeszcze wyrok. Na wyrok Cułę trzeba będzie poczekać kilka miesięcy, możliwe, że aż do 2026 roku. Sprawa trafiła do Tsułę na wniosek Sądu Okręgowego w Częstochowie, który rozpatruje pozwko PKO BP. Sąd chce dowiedzieć się, czy umowy kredytowe oparte na Wiborze można badać pod kątem nieuczciwych warunków i zastanawia się też, czy umowa może obowiązywać dalej bez wyboru, oparta jedynie na marży banku. No umówmy się, to są pytania, to jest zastanawianie się, bo co najlepsze w całej tej farsie, to to, że osoby pozywające bank w trakcie rozprawy przyznały, że nie podważają nawet wskaźnika Wibor, ani tego, w jaki sposób jest on obliczany, czyli coś, na czym najchętniej grają kancelarie prawne, jak to ma być wielką wyborową katastrofą i oszustwem. No nic takiego nie ma miejsca. Zresztą posłuchajcie sami, co mówił oskarżający na tym posiedzeniu Tsułę. Na wstępie chciałbym wyraźnie zaznaczyć, że w postępowaniu głównym powód nie kwestionuje zgodności wskaźnika WIBOR z przepisami krajowymi i unijnymi. Nie zarzuca wadliwości metodologii ustalania wysokości tego wskaźnika. Powód nie kwest nie kwestionuje również co do zasady wykorzystywania wskaźnika Wibor w umowach ze zmiennym oprocentowaniem. Przedstawiciele Komisji Europejskiej oraz rządów Polski i Portugalii bronili wyboru i podkreślali, że to uznany unijny wskaźnik referencyjny zgodny z przepisami i zatwierdzony przez Komisję Europejską i nie ma tu żadnych podstaw, żeby sądy kwestionowały jego stosowanie w umowach kredytowych. Argumentowali też, że nie trzeba tłumaczyć klientom szczegółów technicznych działania wskaźnika i mają rację, bo sprzedawca samochodu też nie tłumaczy klientom jak zbudowany jest silnik diesla, kiedy ktoś kupuje samochód. W polskich sądach jak na razie toczy się około 1700 podobnych procesów, ale jak dotąd nie ma żadnego prawomocnego wyroku korzystnego dla kredytobiorcy i gwarantuję wam, że takiego wyroku nie zobaczycie. A cała ta idiotyczna sytuacja wynika z dwóch czynników. po pierwsze z niewiedzy kredytobiorców jak działają sty procentowe i od czego zależą raty kredytów. No i tu musimy jako społeczeństwo po prostu sporo nadrobić. A po drugie z faktu, że kancelarie prawne zdają sobie sprawę z tej niewiedzy i wykorzystują ją, żeby wmówić kredytobiorcom, że zostali oszukani, pobierając od nich opłaty za zajęcie się sprawą. A jak chorendalne potrafią być te opłaty, pokazywałem wam na żywych przykładach w tym dokładnie materiale. Link do niego oczywiście jest również w opisie. No niestety, ale jak się ma problemy z kasą, to o wiele łatwiej dać się omamić takim prawnym szarlatanom i na pewno tym łatwiej, gdy okazuje się, że płaca minimalna wzrośnie mniej niż niektórzy sądzili. A tu przeskakujemy płynnie do ostatniego tematu. Ministerstwo Finansów przygotowało założenia do budżetu na 2026 rok i w czwartek rząd podjął kilka ważnych decyzji. Zaproponował nową wysokość płacy minimalnej, ustalił wskaźnik waloryzacji emerytur i przyjął założenia makroekonomiczne, które będą podstawą budżetu na przyszły rok. Najważniejsza dla pracodawców była jednak decyzja o płacy minimalnej. Ministerstwo pracy chciałoby wynosiła 5020 zł brutto miesięcznie, a Ministerstwo Finansów proponowało 4806 zł. I ostatecznie przeszła ta druga propozycja. Minimalna stawka godzinowa wyniesie 31 zł 40 gr. To oznacza podwyżkę o 3%. Tyle samo mają też wzrosnąć wynagrodzenia w sektorze budżetowym. Tyle bowiem rząd przewiduje średnioroczną inflację. No Ministerstwo Finansów nie przesadziło też z optymizmem, jeśli chodzi o te projekcje na 2026 rok. Prognozuje inflację na poziomie 3%, a wzrost PKB na poziomie 3,5%. Z kolei szeroki wzrost płat w całej gospodarce na poziomie około 7%. To o tyle ważne, że właśnie na tych wskaźnikach opiera się plan dochodów budżetu. Jeśli rząd zaprezentowałby zbyt optymistyczne prognozy, na przykład bardzo wysoki wzrost gospodarczy albo coś z inflacją, to mogłoby to wywołać presję społeczną i polityczną na większe podwyżki, a pracownicy mogliby oczekiwać wyższej płacy minimalnej. No bo skoro gospodarka ma się tak dobrze, to przecież powinno być nas stać na więcej. To samo dotyczy też zresztą wynagrodzeń w budżetówce. Z kolei zbyt ostrożne prognozy będą utrudniały pokazywanie dobrego obrazu finansów państwa. I jeśli rząd zakłada niski wzrost gospodarczy, no to planowane dochody z podatków też będą niższe. A to z kolei oznacza, że trudniej pokazać, że deficyt się zmniejsza, co z kolei ważne, bo zarówno rynki finansowe, jak i Komisja Europejska też patrzą, czy Polska próbuje jakoś poprawić stan swoich finansów publicznych. Dlatego też no to taka trudna sprawa z tymi prognozami, bo rząd musi trochę balansować. Prognozy nie mogą być zbyt optymistyczne i nie mogą być też zbyt ostrożne. Każda przesada może przynieść niepożądane skutki albo w polityce płacowej, czyli w kosztach, albo w ocenie wiarygodności finansowej kraju, czyli w sumie też w kosztach. Mimo wszystko i tak prognozy są nieco bardziej optymistyczne niż te przedstawiane przez Komisję Europejską czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy, ale eksperci oceniają, że nie odbiegają mocno od rzeczywistości. Wzrost płac wpisuje się też w oczekiwania rynku, a to ważne dla osób prowadzących działalność gospodarczą, bo na tej podstawie wylicza się składki ZUS-u. I choć znamy już te makroekonomiczne założenia, to nie wiadomo jeszcze jak ma wyglądać całe budżet. Takie szczegóły poznamy dopiero najwcześniej w sierpniu. Już teraz wiadomo jednak, że wcześniejsze plany budżetowe rządu będą zdecydowanie nieaktualne, bo deficyt w tym roku przekroczy 6% PKB, a dług publiczny w przyszłym roku może sięgnąć 65% długów w relacji do PKB. To cały czas są poziomy, które dla kraju takiego jak nasz nie są alarmujące. Więc nie dajcie się nabierać na krzykliwe nagłówki o kosmicznym zadłużeniu, które będą spłacać wasze dzieci, wnuki i prawnuki. Właściwie jak wasze dzieci kupią sobie obligacje skarbowe, to będą na tym długu zarabiać, a nie go spłacać. Także uważajcie na to, co będą pisały media głównego nurtu. To już wszystko w tym gospodarczym przeglądzie wydarzeń i pamiętajcie, że niezależnie od tego co dzieje się na rynkach i w gospodarce, to tak czy inaczej najgorsze, co możecie zrobić dla swojego portfela i swoich pieniędzy to czekać. Czekając z boku zawsze skazujecie się na pewną stratę waszych pieniędzy, a inwestując odpowiednio długim horyzontem możecie spać spokojnie. I do takiego inwestowania na pewno przyda się też dobre konto, najlepiej takie, gdzie nie ma prowizji, no bo jak nie trzeba ich płacić, to po co? W XTB nie zapłacicie prowizji do 100 000 € obrotu miesięcznie. A do tego jeśli w trakcie zakładania konta wykorzystacie kod DNA rynków i pokazane jest teraz jak to zrobić to otrzymacie dostęp do specjalnie przygotowanych materiałów dla początkujących inwestorów. Sporo naprawdę ciekawych webinarów, które każdy kto chce zaczynać albo dopiero zaczyna warto żeby obejrzał. Jeśli też chcecie być bardziej na bieżąco, jak już obejrzycie podstawowe webinary, sytuacje o omawianych tutaj spółkach z rynkiem, z gospodarką, to pamiętajcie też, żeby sprawdzić sobie wersję premium portalu dena, gdzie można dołączyć do prawie 2300 inwestorów, którzy codziennie dostają różne analizy, przemyślenia o rynkach, o gospodarce, o spółkach i ode mnie i całego naszego zespołu, a także mają możliwość obserwowania jak ja sam inwestuję własne oszczędności w portfelach o łącznej wartości ponad 4 miliony złotych. To duże pieniądze, które dają dużo emocji, ale gwarantuję wam, że dają jeszcze więcej przede wszystkim nauki i to naukę jesteśmy wam w stanie zagwarantować. Więcej na ten temat znajdzie na stronie premiumdnarynków.pl. Link jest w opisie tego nagrania. A w tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć. [Muzyka] [Muzyka]
