Wojny Celne i Obchodzenie Sankcji
Donald Trump ponownie rozpala wojny celne, a Elon Musk skupia uwagę na polityce i kontrowersyjnym czatbocie Grok. Jak te wydarzenia wpływają na rynki finansowe i co oznaczają dla inwestorów?
Trump nakłada nowe cła na kraje wspierające BRICS, a ceny miedzi reagują gwałtownym wzrostem. Jednocześnie USA importują strategiczne metale z Chin, obchodząc sankcje poprzez pośredników takich jak Tajlandia i Meksyk.
- Nowe cła na miedź i inne towary
- Wzrost cen miedzi na giełdzie Comex
- Przeładunek antymonu z Chin przez Tajlandię i Meksyk
Elon Musk i Kontrowersje Wokół Groka
Tesla traci na wartości z powodu braku transparentności i politycznych ambicji Muska. Jego chatbot Grok generuje kontrowersyjne treści, co prowadzi do blokady dostępu w niektórych krajach i fali krytyki.
- Spadek akcji Tesli
- Kontrowersje wokół czatbota Grok
- Rezygnacja CEO platformy X
Dowiedz się więcej o wpływie tych wydarzeń na świat finansów i gospodarkę. Obejrzyj film i poznaj analizę eksperta!
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Wystrzał cen miedzi, ale tylko w USA. Nowe listy z wysokością ceł wysłane do, wydawać by się mogło przypadkowych państw i wstrzymanie wyższych ceł dla niektórych krajów. Mamy nowe rozdanie w wojnach handlowych. Sankcje, embarga, ograniczenia w handlu. A ostatecznie okazuje się, że nie ma rzeczy nie do ominięcia. Stany Zjednoczone omijają chińskie zakazy i importują metale, ale nowymi szlakami. Miał się wycofać z polityki, ale się mu nie udało. Elon Musk założył nową partię, wywołał spadki notowań Tesli, a jego gr minionych dniach rzucał obelgami na lewo i prawo. Złych widzów proszę o łapkę w górę. Jeżeli nie chcesz, żeby omijały cię wartościowe materiały, to koniecznie dołącz do ponad 100 000 subskrybentów. Partnerem odcinka jest IFOR X Europe, oficjalny partner handlu online Lecha Poznań, który oferuje dostęp do kontraktów CFD. Jest już nowy odcinek podcastu Pospekulujmy. Link znajdziesz w opisie. Partnerem odcinka jest Walutomat, gdzie tanio i przyjemnie wymienisz złotówki na dewizję. Zaoszczędź 50% prowizji na pierwszej wymianie, klikając w link w opisie. Zaczynamy rynkowy alert, czyli podsumowanie najważniejszych wydarzeń tygodnia ze świata finansów. [Muzyka] Podczas dwudniowego szczytu w Rio de Janeiro, liderzy Bricks, czyli krajów takich jak Brazylia, Rosja, Indie, Chiny czy RPA stanowczo potępili jednostronne środki protekcjonistyczne, które choć nie wymieniono, ewidentnie odnosiły się do polityki celnej USA. W swojej deklaracji ostrzegli, że narastająca fala ceł i barier handlowych zagraża stabilności globalnych łańcuchów dostaw i całej gospodarki. Donald Trump nie pozostał bierny. Wykorzystał on platformę True Social, by ogłosić, że każdy kraj wspierający antyamerykańskie polityki Bricks zostanie obciążony dodatkowym cłem na poziomie 10%. W jego słowach nie było żadnych wyjątków. Żaden kraj, który ich popiera, nie uniknie dodatkowego 10% cła. Tylko, że to dopiero początek, bo potem przyszły kolejne listy z taryfami sięgającymi nawet 50%. I tu zaczyna się robić ciekawiej. W lipcu Donald Trump znów wprowadził zamieszanie na globalnym rynku. Tym razem publikując nową partię listów celnych do wybranych państw. Lista jest długa i dość zaskakująca. Od Brazylii przez Filipiny i Sriankę aż po Libę, Brunei, Mołdawię czy Irak. Oficjalnie chodzi o zasady wzajemności w handlu, ale patrząc na stawki i okoliczności trudno nie odczytać tego jako próbę siłowej korekty geopolitycznej mapy wpływów. Na celowniku Trumpa znalazły się zarówno potęgi jak Japonia i Korea Południowa, jak i mniejsze państwa o niewielkim udziale w handlu z USA. Najwyższe cło 50% dostała Brazylia, co uzasadniono między innymi skandalicznym traktowaniem Bolsonaro, czyli politycznym sprzymierzeńcem Trumpa, który obecnie stoi przed brazylijskim sądem za próbę podważenia wyniku wyborów. Jak w praktyce zmieniły się taryfy? Porównano tu pierwotne stawki z 2 kwietnia oraz nowe z 7 i 9 lipca. Dane pochodzą z oficjalnych listów publikowanych na platformie TR Social. Zanim Trump ruszył z słami na pełną skalę, dał światu ostatnią szansę na dogadanie się. Po ogłoszeniu pierwszej fali TAR 2 kwietnia USA ogłosiły 90dniowe zawieszenie ich wdrożenia. Oficjalnie, żeby dać czas na negocjacje i oficjalnie by wymusić porozumienia na amerykańskich warunkach. Ten czas minął 9 lipca. Część krajów dostała wtedy listy z nowymi cłami. Innymi chwilowe przedłużenie. Efekt tylko z dwoma państwami na ten moment udało się oficjalnie Stanom dogadać Wielka Brytania i Wietnam. Reszta płaci albo wciąż rozmawia. Chociaż płaci to zbyt wiele powiedziane, bo płaci to przede wszystkim, ale amerykański importer. USA prowadzą twarde negocjacje z Unią Europejską. chcą utrzymać 10% cła na większość towarów i 50% na stal. Ewentualne wyjątki alkohol i uwaga samoloty. A Trump zapowiedział jasno: jeśli ktoś podniesie swoje cła, USA dorzucą tyle samo do swoich. I tak na tle szczytu BRICKS i nowych taryf wojna handlowa właśnie weszła w kolejny etap. A co z cenami miedzi? Wojna celna uderzyła nie tylko w dyplomację i handel, odbiła się też głośnym echem na rynku surowców. Po zapowiedzi Trumpa o 50% cłach na miedź ceny tego surowca na giełdzie Comex poszybowały w górę o niemal 17% do rekordowych 5 $ i95 centów za jednego funta. A wszystko przez spekulacje i panikę, że dostawy do USA się załamią. Ale zanim ktoś złapie się za głowę, widząc tę kosmiczną cenę, trzeba zaznaczyć jedno. To notowanie z Comex, czyli amerykańskiej giełdy kontraktów terminowych. A to nie to samo co LME, czyli London Metal Exchange. Come to bardziej świat spekulantów i inwestorów finansowych, którzy handlują papierową miedzią, czyli kontraktami na przyszłość. LMS z kolei to rynek fizyczny, gdzie rzeczywista miedź naprawdę zmienia właściciela i właśnie dlatego ceny na obu giełdach często się od siebie różnią. Come szybciej reaguje na emocje i polityczne zamieszanie. LM bardziej odzwierciedla realną dostępność surowca. Przykład. Po zapowiedzi CE Trump pamięć na komex wystrzeliła do wspomnianych 5,95 do$ara za funta, czyli około 13117 $ar za tonę, podczas gdy na LM cena oscylowała wokół 10200 $ar za tonę, czyli o prawie 3000 $arów mniej. Dlaczego cena miedzi nie wzrosła na Elma wystrzeliły w górę akcje KGHMu? Wysokie ceny miedziet, a reakcja giełdy to już zupełnie inna historia. Jak zauważyli eksperci domu maklerskiego XTB, potencjalnie nowe cła mogą spowodować zmniejszenie eksportu miedzi do USA i zwiększenie dostępności podaży w innych rejonach na świecie, co prowadzi do obniżenia presji cenowej na innych giełdach. Trump gra w geopolityczne szachy z całą planetą. Ale co jeśli ktoś zamiast grać w otwarte konflikty po prostu obchodzi zasady? Bo choć Stany głośno mówią o sankcjach, to za kulisami robią coś zupełnie innego. Oficjalnie nie sprowadzają antymonu z Chin, czyli półmetalu o szerokim zastosowaniu w elektronice czy metalurgii. Nieoficjalnie wszystko wskazuje na to, że sprowadzają go tyle samo, tylko inaczej zapakowanego. I to właśnie jest druga historia o tym, jak sankcje przegrywają z logistyką, kombinowaniem i czystym interesem. Na papierze wszystko się zgadza. Chiny od miesięcy nie eksportują antemonu do Stanów Zjednoczonych. W praktyce amerykańskie fabryki wciąż działają jakby nic się nie stało, a chiński metal jakoś magicznie nadal trafia za oceanę. Tak wygląda rzeczywistość globalnego handlu w 2025. Jeden z najlepszych przykładów na to, jak polityczne sankcje przegrywają z pomysłowością firm i interesami biznesu. Ale to też obserwowaliśmy chociażby w momencie inwazji Rosji na Ukrainę z tym jak zmieniły się szlaki przerzutowe niektórych produktów z Rosji do Europy. Zanim przejdziemy do szczegółów warto zrozumieć o co toczy się gra. Antymon to metal, który sam w sobie może nie brzmi ekscytująco, ale jest absolutnie kluczowy dla produkcji półprzewodników, komponentów wojskowych, telekomunikacji i baterii. Chińczycy mają monopol. To oni kontrolują zdecydowaną większość światowego wydobycia i przetwórstwa Antymonu, a także innych surowców Heighttech takich jak German czy Gal. I właśnie dlatego, kiedy Stany zaczęły blokować chińskie firmy technologiczne, Pekin odpowiedział ciosem w najczulszy punkt dostęp do tych materiałów. Chiny wprowadziły zakaz eksportu antymonu, galu i germanu do USA. Miało to być silne uderzenie w amerykański przemysł technologiczny. Dane celna pokazały jednak coś dziwnego. Chociaż bezpośredni import z Chin rzeczywiście zniknął, to import z Tajlandii i Meksyku nagle wystrzelił. Na wykresie widać wyraźnie eksplozję importu tego surowca do USA z dwóch konkretnych krajów, Tajlandii i Meksyku. Od stycznia 2025 do kwietnia 2025 Stany Zjednoczone sprowadziły prawie 4000 ton t lęku antymonu właśnie z tych dwóch kierunków. To więcej niż przez trzy wcześniejsze lata razem wzięte. Na tym wykresie natomiast widać drugą stronę tej samej układanki. Eksport z Chin do Tajlandii i Meksyku również gwałtownie wzrósł, szczególnie w miesiącach bezpośrednio po wejściu w życie zakazu eksportu do USA. W styczniu 2025 oba kraje łącznie sprowadziły z Chin ponad 450 ton tlenku antymonu, mimo że jeszcze rok wcześniej ledwo widniały one na liście chińskich partnerów handlowych. Do końca kwietnia 2025 Chiny utrzymują regularne wysyłki do tych dwóch państw, mimo sankcji wobec USA. Ten zbieg okoliczności trudno uznać za przypadek. Co więcej, Tajlandia i Meksyk nie są dużymi producentami antymonu. Każdy z nich ma tylko jedną hutę. A meksykańska została ponownie uruchomiona dopiero w kwietniu tego 2025. O wydobyciu metalu w tych krajach trudno mówić, bo praktycznie go nie ma. Jak to wszystko działa w praktyce? Szlak wygląda tak. Chińskie firmy sprzedają metal do krajów trzecich, gdzie towar jest oficjalnie przepakowywany i oznaczany inaczej. I możliwe, że też uruchomienie tej fabryki w Meksyku to też przykrywka do tego typu działań. Według źródeł Reutersa paczki bywają oznaczane jako żelazo, cynk albo nawet materiały artystyczne, a potem są wysyłane do Stanów. Chcielibyśmy importować większe ilości, ale duże przesyłki mogą być przechwycone, dlatego kombinujemy. Przyznał anonimowo jeden z szefów amerykańskiej firmy Galant Metals. To wszystko brzmi jak klasyczny przypadek przeładunku, czyli przesyłania towaru przez inne kraje, żeby zatrzeć ślady pochodzenia. Tylko, że w tym przypadku chodzi o kluczowe surowce dla wojska i technologii. Jak zmieniły się ceny wspomnianych metali od momentu rozpoczęcia wojen handlowych na nowo? Wzrost widać jak na dłoni. Wykres pokazuje jak bardzo wzrosły ceny trzech metali od momentu, gdy Chiny zaczęły ograniczać ich eksport. Antymon dosłownie wystrzelił. Od połowy ubiegłego roku jego cena wzrosła pięciokrotnie względem poziomów z sierpnia 2023. German i GAL również systematycznie drożeją, choć nie aż tak dramatycznie. A wszystko to realne koszty dla producentów baterii, półprzewodników i całej technologicznej infrastruktury w USA. i realny zysk dla pośredników, dla chińskich firm to wciąż dobry interes. A ryzyko rzeczywzględna, chińskie władze niby rozpoczęły kampanię przeciwko przeładunkowi, ale w praktyce proceder trwa w najlepsze, bo dopóki ceny rosną, a popyt nie spada, kombinowanie się po prostu opłaca. A kto naprawdę za tym wszystkim stoi? No i tu robi się najciekawiej. Oficjalnie nie wiadomo kto dokładnie za tym stoi. Eksperci z firmy analitycznej Publican mówią wprost: "Dowody na przeładunek są, ale trudno wskazać konkretne firmy. Zresztą nie tylko w USA krążą takie schematy. Chińskie ministerstwo handlu samo przyznało w maju, że nieokreślone podmioty zagraniczne zmówiły się z chińskimi firmami, by obchodzić przepisy. Tylko co z tego, skoro nic się nie zmienia? Wojna handlowa między Chinami i USA nie toczy się już tylko na poziom ceł zakazów i embark to wyścig kreatywności, gdzie każda ze stron próbuje przechytrzyć drugą. Czy to legalne? No teoretycznie nie, ale w praktyce dopóki są luki w przepisach i pieniądze do zarobienia, takie schematy będą się pojawiać, bo geopolityka geopolityką, ale fabryki muszą działać, a inwestorzy oczekują zysków. W tym czasie, gdy USA bawią się wojny celne i logistyczne szachy z Chinami, Musk rozpala zupełnie inną burzę na Wall Street w polityce i na własnej platformie X. Tesla traci na wartości, inwestorzy nie wiedzą co się dzieje, a Grok, jego chatbot, odpala teksty, które z miejsca trafiają do sądu. Wchodzimy więc w trzecią historię. historię Elona Muska, który kiedyś był symbolem innowacji, a dziś wygląda jak ktoś, kto próbuje być wszędzie i zaczyna się w tym wszystkim gubić, a wszystko ma swoje konsekwencje. Zacznijmy od Tesli. Tesla to nie tylko producent samochodów elektrycznych, to również jedna z najbardziej obserwowanych spółek na Wall Street, a ostatnie miesiące dla tej firmy to jazda bez trzymanki. Kurs akcji spadł w tym roku już o prawie 30%, podczas gdy S&P 500 rośnie o 6. Dlaczego wszystko zaczęło się, a w zasadzie bardzo ważna jest tutaj cisza, a konkretnie brak ogłoszenia terminu dorocznego walnego zgromadzenia akcjonariuszy. Choć może to brzmieć jak coś technicznego, dla rynku to bardzo wyraźny sygnał. Coś jest nie tak. Ostatnie w USA odbyło się 13 czerwca 2024, więc zgodnie z kodeksem spółek handlowych Tekasu, gdzie Tesla ma obecnie siedzibę, nowe spotkanie powinno się odbyć do 13 lipca tego roku. A tymczasem cisza. Inwestorzy nie wiedzą, kiedy się spotkają, co będą głosować, a to oznacza brak przewidywalności. To z kolei podsyta spekulacje o tym, czy zarząd Tesli, czyli Elon Musk nie unika odpowiedzialności. W liście otwartym grupa wpływowych inwestorów, w tym skarbnicy Stanów Illinois, Maryland, Oregon, Nowy Jork, stwierdziła wprost: "Ten brak transparentności jest niepokojący i może świadczyć o braku szacunku dla praw akcjonariuszy. W tle tej całej sytuacji są też wcześniejsze kontrowersje związane z gigantycznym pakietem wynagrodzeń Maska. Mowa o 56 miliardach dolarów, który choć przegłosowany został zakwestionowany przez sąd w Dalewuer. To właśnie z tego powodu Tesla przeniosła swoją siedzibę do Teksasu. Ale to nie koniec. Inwestorzy są zaniepokojeni także innym wątkiem, politycznymi ambicjami Elona Muska. Kilka dni temu miliarder ogłosił utworzenie nowej partii politycznej America Party, której celem ma być przywrócenie wolności Amerykanom. Musk otwarcie skrytykował Donalda Trumpa za ustawę zwiększającą deficyt budżetowy i zapowiedział, że będzie finansować kampanię przeciwko wszystkim politykom, którzy ją poparli. Ten polityczny zwrot jest dla rynku szokiem. Inwestorzy obawiają się, że Musk zamiast skupić się na kierowaniu Teslą, będzie koncentrował się na budowaniu zaplecza politycznego. To osłabia zaufanie do zarządzania firmą i jak pokazała reakcja rynku ciągnie kurs akcji w dół i to po raz kolejny. Wystarczy spojrzeć na notowania. Inwestorzy natychmiast zareagowali. 7 lipca akcje Tesli spadły o prawie 8%, co Reuters uznał za przejaw rosnących obaw dotyczących zaangażowania Maska w politykę. Poza tym inwestorzy oczekiwali, że po odejściu Maska z funkcji szefa Departamentu Efektywności Rządowej skoncentruje się on w końcu na Tesli. Tak się jednak nie stało. W momencie gdy Musk nie dowozi terminów w Tesli i wikła się w wojnę z Trumpem. Inna jego inicjatywa. Czatbot Grock rozpala internet. Grock to sztuczna inteligencja stworzona przez XAI. W założeniu miała konkurować z czatem GBT, copilotem od Microsoftu czy Gemini od Googlea. Grok miał być śmiały, niepokorny i szczery. Tak go reklamował sam Musk. Miał mówić rzeczy, które inne AI boją się powiedzieć. No i powiedział w ostatnich dniach Grok zaczął generować treści, które wywołały potężną falę oburzenia, szczególnie w Polsce i w Turcji. Chadbot publikował wpisy chwalące Adolfa Hitlera, obrażające premiera Donalda Tuska i Jana Pawła II, używając wulgaryzmów i mowy nienawiści. W Polsce sytuacja wywołała prawdziwą burzę. Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski zapowiedział, że sprawa zostanie oficjalnie zgłoszona do Komisji Europejskiej, bo jak stwierdził mamy do czynienia z nowym poziomem mowy nienawiści sterowanej przez algorytmy. Jego słowa odbiły się szerokim echem, bo chodziło nie tylko o politykę, ale też o podstawowe poczucie bezpieczeństwa przestrzeni cyfrowej. Jeszcze mocniejszą reakcję widać było w Turcji, gdzie sprawa miała natychmiastowe konsekwencje. Tamtejszy sąd zablokował dostęp do Grocka. Po tym jak Chatbot obraził prezydenta Erdogana oraz członków jego rodziny. Firma XAI próbowała się tłumaczyć stwierdząc, że Grok nie opublikował tych wpisów, a jeśli tak, to nie może potwierdzić ani zaprzeczyć. Tłumaczenia były absurdalne. Co więcej, systemowy prompt Groka zawierał wpisy typu: "Odpowiedź nie powinna unikać przedstawienia twierdzeń, które są politycznie niepoprawne, o ile są dobrze uzasadnione." Eksperci twierdzą wprost, to nie był przypadek, tylko celowe działanie. Jak zauważył Łukasz Lamża, dziennikarz naukowy, A i nie robi rzeczy samo z siebie. Ktoś to zaprogramował, ktoś zatwierdził, ktoś testował. To było działanie marketingowe mające wywołać kontrowersję. W kontekście całego zamieszania z Grokiem doszło do jeszcze jednej symbolicznej zmiany. Z funkcji CEO platformy X zrezygnowała Linda Jacarino, któraj głównym zadaniem było odbudowanie relacji z reklamodawcami po fali hejtu, która zalała Twittera po przejęciu przez Maska. Nie wiadomo jeszcze kto przejmie obowiązki CEO, ale wszystko wskazuje na to, że sam Musk znów będzie centralną postacią w zarządzaniu Xem, co tylko pogłębia chaos. Wizerunek Elona Muska jako geniusza technologicznego i niepokornego wizjonera jest dziś w poważnym kryzysie. Na ironię zagrawa fakt, że mask, który zdobył szczyty dzięki przejrzystości i innowacyjności, dziś jest oskarżany o brak transparentności, chaos decyzyjny i cyniczną grę emocjami. Czy to jego nowa strategia, czy po prostu moment, w którym zbyt wiele rzeczy wymknęło się spod kontroli. To tyle w tym rynkowym alercie. Mam nadzieję, że przypadł ci do gustu. Zostaw łapkę w górę. Do zobaczenia w kolejnym odcinku. [Muzyka]









