Inwestycje w 2026: Gdzie szukać okazji?
Czy S&P 500 osiągnął już szczyt? Gdzie szukać niedowartościowanych sektorów z potencjałem wzrostu w 2026 roku? Ten film analizuje trzy obszary, które mogą zyskać na znaczeniu, jeśli rynek przestanie koncentrować się wyłącznie na sztucznej inteligencji. Sprawdzamy, które segmenty rynku oferują atrakcyjne wyceny i jak zmiany w polityce monetarnej mogą wpłynąć na ich odbicie.
Niedowartościowane sektory:
- Sektor ochrony zdrowia: Analiza przyczyn słabszych wyników w ostatnich latach i potencjału wzrostu w związku ze stabilizacją regulacji i spadkiem stóp procentowych.
- Small Caps (Russell 2000): Dlaczego małe spółki pozostały w tyle za dużymi i jak obniżki stóp procentowych mogą odwrócić ten trend.
- Bankowość regionalna w USA: Ocena sytuacji po kryzysie bankowym w 2023 roku i możliwości odbicia dla banków o solidnych bilansach, które zostały przecenione przez rynek.
Odkryj, jak zdywersyfikować portfel i znaleźć ekspozycję na sektory z największym potencjałem wzrostu w nadchodzących latach. Dowiedz się, dlaczego warto spojrzeć poza spółki technologiczne tzw. „Wspaniałą Siódemkę” i poszukać wartości w mniej popularnych segmentach rynku.
Zastrzeżenie: Treści zawarte w tym filmie mają charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny i nie stanowią porady inwestycyjnej.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
A co jeśli duże ruchy na rynkach w 2026 roku już się zaczęły tylko nie tam, gdzie wszyscy patrzą? Przy S&P 500, który urósł już o ponad 70% od dołków, wiele osób zastanawia się, czy wciąż są realne okazje, czy może jest już za późno. Dlatego dziś chcę pokazać ci trzy sektory, które przeszły prawie niezauważalne mimo tego rajdu, a które mogą stać się kolejnym centrum uwagi, jeśli wzrost gospodarczy będzie dalej trwać, ale w sposób bardziej stabilny. bardziej równomiernie rozłożony między różne sektory i mniej oparty wyłącznie na spółkach związanych ze sztuczną inteligencją. Witam na kanale Rankia. Pamiętaj, że to co zobaczysz nie jest rekomendacją inwestycyjną. Jeśli lubisz tego typu treści zachęcam, żeby zasubskrybować kanał i włączyć dzwoneczek, żeby nie przegapić kolejnych filmów. A żebyś zrozumiał, dlaczego sektory, o których za chwilę opowiem, mogą błyszczeć właśnie w tym nowym kontekście, zaczniemy od wykresu z Financial Times, który naprawdę daje do myślenia. Przez dekadę zakładano, że realna gospodarka i giełda są ze sobą mniej więcej logicznie powiązane. Jeśli PKB rośnie, rosną też zyski firm, a więc rosną ceny akcji. Ale ostatnio ta logika się załamała. Rynek jest na historycznych szczytach, podczas gdy realna gospodarka idzie do przodu dużo większym wysiłkiem. Jeśli spojrzysz na jeden z najczęściej używanych wskaźników przez dużych inwestorów, tak zwany wskaźnik Buffeta, który porównuje łączną wartość rynku do PKB i jesteśmy powyżej 200%. Żebyś miał odniesienie, za każdym razem, kiedy przekraczał on 180% historycznie był to sygnał przewartościowania albo przynajmniej zbyt optymistycznych oczekiwań. I właśnie w tym tygodniu Financial Times opublikował wykres, który jest szeroko udostępniany wśród analityków instytucjonalnych. Pokazuje on trzy możliwe ścieżki dla gospodarki Stanów Zjednoczonych w zależności od tego jak bardzo sztuczna inteligencja podniesie produktywność. Pierwszy scenariusz jest tak ekstremalny, że brzmi jak serialu science fiction. AI wymyka się spod ludzkiej kontroli, staje się egzystencjonalnym zagrożeniem i całkowicie rozwala gospodarkę. Dosłownie PKB spada do zera. Drugi to praktyczne przeciwieństwo takiej wizji technologicznej utopii, w której AI podbija wydajność do niewyobrażalnych poziomów. Koszt wytwarzania dóbr prawie znika, a gospodarka rozrasta się do absurdalnych rozmiarów. Innymi słowy, scenariusz pełnej obfitości, ale najciekawszy i jednocześnie najbardziej realistyczny jest trzeci scenariusz bazowy. Świat, w którym AI napędza wzrost, ale umiarkowanie. Bez eksplozji, bez załamania. Po prostu niewielki, ale trwały skok produktywności, który pozwalałby Stanom Zjednoczonym rosnąć w tempie około 2,1% rocznie. przez kolejną dekadę. Dla kontekstu historyczna średnia to około 1,9%. Czyli mamy poprawę, ale nie rewolucję. I w tym właśnie tkwi sedno, bo jeśli przyjmiemy, że to jest najbardziej prawdopodobny scenariusz, to wiele spółek technologicznych, które do tej pory ciągnęły cały rynek w górę, może już mieć większość tego wzrostu w cenach. I właśnie dlatego coraz więcej inwestorów patrzy w stronę innych sektorów, które mimo rajdu na rynkach praktycznie się nie ruszyły. Sektorów z niższymi mnożnikami, mniejszą presją i większym potencjałem, jeśli wzrost będzie trwał, ale w sposób bardziej równomierny. Przechodzimy do pierwszego z nich. Zaczniemy od pierwszego sektora ochrony zdrowia. Jeśli spojrzymy na ostatnie trzy lata, to był jeden z najbardziej pomijanych segmentów rynku USA. Podczas gdy S&P 500 rósł napędzany technologią i sztuczną inteligencją, sektor zdrowotny nie tylko nie nadążał, momentami wręcz spadał. w 2025 roku był nawet jakieś 5% na minusie, podczas gdy indeks bił nowe rekordy. I choć pod koniec roku ta różnica zaczęła się trochę domykać, to skala wcześniejszej przeceny sprawiła, że wiele spółek z tego sektora notowanych jest dziś przy historycznie niskich wycenach. Obecnie średni wskaźnik ceny do zysku to około 18 razy zyski, ale jeszcze kilka miesięcy temu był poniżej 16. To jeden z największych dyskontów względem S&P 500 od prawie trzech dekad. Dlaczego tak się stało? Głównie przez połączenie wysokich stóp procentowych, które uderzają w firmy z większym zadłużeniem albo dużymi potrzebami inwestycyjnymi oraz wyjątkowo napięty rok pod względem regulacji. Dyskusje o cenach leków, refundacjach w ramach Medicare i o tym jak to wszystko wpływa na marżę. Innymi słowy, presja z góry i presja z dołu. Ale właśnie dlatego ten sektor może być teraz w uprzywilejowanej pozycji. Jeśli rezerwa federalna zacznie luzować politykę monetarną od maja 2026 roku, jak oczekuje wielu analityków, to u części tych spółek praktycznie automatycznie spadnie ciężar kosztów finansowych. A jeśli do tego niepewność regulacyjna zacznie się stabilizować, a pierwsze sygnały już widać, możemy zobaczyć dłuższe odbicie z bardzo niskich poziomów wyceny. Kilka nazw, które warto mieć na radarze. Na przykład United Health, które jest wyceniane na mniej więcej 16 razy zyski. Cinia Group poniżej 12 czy Nowonordisk, które mimo wzrostu i świetnych perspektyw wciąż kręci się w okolicach 13 razy. spółki z solidnym bilansem, defensywnymi marżami i zdecydowanie większym potencjałem, jeśli rynek zacznie ratować w stronę sektorów z bardziej rozsądnymi wycenami. Więc tak, sektor ochrony zdrowia może dziś nie być modny, ale właśnie dlatego może okazać się jedną z niespodzianek 2026 roku. Jeśli jest segment rynku amerykańskiego, który w ostatnich latach był systematycznie ignorowany, to są to spółki o małej kapitalizacji, Small Cups. I kiedy mówię ignorowany, nie mam na myśli tylko braku zainteresowania. Mówię o strukturalnym odpływie kapitału. Dziś indeks Russel 2000, który skupia około 2000 reprezentatywnych małych spółek, ma łącznie zaledwie około 5% stopy zwrotu od swoich szczytów z 2021 roku. 5% w 3 lata. W tym samym czasie duże spółki S&P 500 na znak, a zwłaszcza rdzeń największych technologii, urosły o ponad 70%. I to nie wszystko. Jeśli spojrzymy na różnic w marżach netto między małymi a dużymi firmami, jesteśmy na poziomach nienotowanych od 1987 roku. To znaczy nie chodzi tylko o to, że małe spółki mniej urosły. One finansowo działają dziś na zupełnie innej prędkości niż duże. Dlaczego? Przez samą konstrukcję cyklu. Small Cups w dużej mierze opierają swój rozwór na finansowaniu zewnętrznym. Kiedy stopy procentowe są wysokie jak od połowy 2022 roku, kredyt drożeje, koszty rosną i wiele takich firm po prostu wypada z gry. Duże spółki przeciwnie mają gotówkę, mogą refinansować tani dług albo emitować nowy na lepszych warunkach. Efekt, jedne rosną, drugie stoją w miejscu. Tyle że to nie jest wyrok na zawsze, tylko element cyklu. Jeśli w 2026 roku Fed faktycznie zacznie łagodzić politykę pieniężną, na co wskazuje większość wyceń na rynku kontraktów terminowych, ten wiatr w twarz może zmienić się w wiatr w plecy. Niższe stopy procentowe ułatwiłyby dostęp do kredytu, odciążyłyby bilans i pozwoliłyby wielu small cups przejść z trybu przetrwanie w tryb rozwój. I tu dochodzimy do tego, co najważniejsze z punktu widzenia inwestora. Te spółki oprócz tego, że mocno zostały w tyle względem dużych firm, są dziś wyceniane wyraźnie poniżej swojej średniej historycznej, chociażby jeśli chodzi o wskaźnik cena do zysku. Innymi słowy, jest tam realna wartość. Marże są mocno dociśnięte i jest przestrzeń na odbicie, nawet bez jakiegoś spektakularnego przyspieszenia całej gospodarki. Wystarczy, żeby otoczenie przestało być dla nich tak niekorzystne. Jeśli wierzysz w taki scenariusz, możesz go odzwierciedlić w swoim portfelu w dość prosty sposób. na przykład przez ETFY takie jak Invesco Russel 2000, który odwzorowuje indeks przy opłacie rzędu 25% albo Amundi Russell 2000, trochę droższy, ale dostępny w euro. Oba dają ekspozycję na cały koszyk Small Cups bez konieczności wybierania pojedynczych spółek. Więc jeśli szukasz segmentów z małym zainteresowaniem, niskimi wycenami i dużym potencjałem odrobienia strat, gdy cykl się odwróci, to jest jeden z najciekawszych kandydatów. A jeśli jest sektor, który wciąż siedzi w dołku, to są to amerykańskie banki regionalne. Po kryzysie bankowym w 2023 roku, upadkach Silicon Wall Bank, Signature Bank i First Republic, ten segment nie odzyskał ani zaufania inwestorów, ani wcześniejszych wycen. I trudno się dziwić, kryzys zostawił po sobie konkretne szkody. odpływ depozytów, wyższy koszt finansowania, bardziej wymagające regulacje i mocno nadszarpniętą reputację części instytucji. Wielu większych klientów przeniosło swoje pieniądze do funduszy rynku pieniężnego albo do największych banków takich jak JP Morgan czy Bank of America. Żeby zatrzymać środki, banki regionalne musiały podnieść oprocentowanie depozytów, czyli po prostu więcej płacić za to, że ktoś trzyma u nich pieniądze. To z kolei uderzyło w ich marże i zyski. Problem w tym, że rynek poszedł o krok dalej, niż wynikałoby to z samych fundamentów. Duże banki zdążyły już wrócić do normalnych poziomów zyskowności, kapitalizacji i bezpieczeństwa. Ale banki średniej wielkości nadal są wyceniane z wyraźnym rabatem w porównaniu z resztą sektora. I tu pojawia się potencjalna okazja. Dziś wiele banków regionalnych ma wskaźnik cena do zysku poniżej 12. Bankorb to mniej więcej 10,7. PNC Financial jest poniżej 12. Shist Financial na zbliżonym poziomie. A mówimy o instytucjach, które mają solidne bilanse, spełniają wszystkie wymogi kapitałowe i często mają bardziej zróżnicowane portfele kredytowe niż można by wnioskować po ich obecnych zaniżonych wycenach. Kluczowe jest zrozumienie, że tu nie chodzi o powrót do dawnego hypu na banki. Chodzi o to, że rynek najprawdopodobniej przesadził w drugą stronę. Jeśli w kolejnych latach zobaczymy spadające stopy procentowe i choćby lekką poprawę w nieruchomościach komercyjnych, dwa największe problemy tych banków, wysoki koszt pieniądza i strach przed falą niespłaconych kredytów, zaczną być mniejsze. To oczywiście nie znaczy, że wszystkie banki regionalne wyjdą z tego zwycięsko, ale w tym koszyku są spółki, które wyglądają jak ukryte perełki. Przecenione głównie dlatego, że zostały wrzucone do jednego worka z całą resztą sektora. Dla inwestora, który rozumie ryzyko i potrafi budować pozycję stopniowo, może to być jeden z najbardziej interesujących segmentów kolejnego cyklu, zwłaszcza jeśli rzeczywiście dojdzie do rotacji kapitału od drogich spółek technologicznych w stronę sektorów, które są wyraźnie niedowartościowane. Więc jeśli szukasz wartości tam, gdzie dziś prawie nikt nie patrzy, amerykańskie banki regionalne zdecydowanie zasługują na bliższe spojrzenie. A jeśli szukasz brokera, u którego możesz inwestować we wspomniane sektory, tutaj zostawiam tego polecanego przez społeczność Rank. To już wszystko na dziś. Dzięki za oglądanie i do zobaczenia. Yeah.
