Odkryj sekrety sukcesu inwestycyjnego
Chcesz zainwestować jak najlepsi? Poznaj strategie inwestycyjne legend, takich jak Warren Buffett, Peter Lynch i Charlie Manger. Jeśli interesuje Cię trading z wykorzystaniem kapitału firmowego, prop trading może być dla Ciebie ciekawą opcją.
Ten film to kompendium wiedzy o długoterminowym inwestowaniu. Dowiesz się, jak myśleli i działali najwięksi inwestorzy w historii, oraz jak ich strategie możesz wykorzystać w praktyce z kontem fundowanym w firmie prop tradingowej. Przedstawiamy 5 inspirujących postaci, które osiągnęły imponujące stopy zwrotu, i analizujemy ich podejście do budowania portfela, zarządzania ryzykiem i analizy spółek.
Czego się nauczysz?
- Strategie kontrariańskie: Odkryj, jak wykorzystać spadki na rynku i znaleźć niedowartościowane aktywa.
- Dogłębna analiza fundamentalna: Naucz się, jak analizować firmy i oceniać ich potencjał wzrostu.
- Dywersyfikacja portfela: Dowiedz się, jak rozkładać kapitał, aby minimalizować ryzyko i maksymalizować zyski.
- Psychologia inwestowania: Poznaj znaczenie cierpliwości, dyscypliny i kontroli emocji.
- Inwestowanie długoterminowe: Zrozum, dlaczego długoterminowa perspektywa jest kluczem do sukcesu na giełdzie.
Nie przegap okazji, aby dowiedzieć się, jak inwestować z głową!
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Odejście absolutnej legendy inwestowania, czyli Warena Buffetta na emeryturę, to dobry czas, żebym zdradził wam kim i dlaczego inspirowałem się budując cegiełka po cegiełce swoją filozofię inwestowania, która na razie przynosi dobre wyniki, choć inwestuje zbyt krótko, aby cokolwiek oceniać. Będzie to subiektywne zestawienie pięciu najlepszych inwestorów w historii, przy czym zaznaczam, że chodzi o inwestorów długoterminowych, a nie spekulantów. Zapraszam na krótki rejs po umysłach ludzi często naprawdę wybitnych, którzy prawdopodobnie odnieśliby sukces również w innych dziedzinach nauki, gdyby tylko na nich się skupili, ale ostatecznie wybrali i pasjonowali się rynkiem finansowym. To też takie mruginięcie okiem do osób, które uważają się za takich prawdziwych humanistów i intelektualistów z wiedzą z różnych dziedzin i umiejętnością jej wykorzystania. Rynek finansowy to miejsce, gdzie ta interdyscyplinarność i umiejętność szybkiej nauki jest w stanie w długim terminie dać naprawdę ogromne pieniądze i przekuć twardą wiedzę w miękkie banknoty, mówiąc poetycko. Ja też mam taki pogląd, że jeżeli mamy odbudować w Polsce taką prawdziwą inteligencję, która w przyszłości umiałaby skutecznie kierować potencjałem tego kraju, to tym razem nie mogą być to ludzie, którzy ledwo wiążą koniec z końcem i piszą gdzieś tam genialne wiersze, umierając w biedzie i samotności jak Norwit. A ja właśnie uważam, że to wszystko powinno być poparte umiejętnością zarabiania i właśnie inwestowania pieniędzy. No dobra, bo znowu odpływam. każdy z tych pięciu inwestorów jakoś na mnie wpłynął i oprócz suchego przedstawienia tych postaci, ich podejścia do inwestycji, powiemy sobie jak ich myśl stosować w praktyce i czy to wszystko dzisiaj też ma sens. Jako zachętę mogę powiedzieć, że tym postaciom faktycznie pośrednio zawdzięczam już setki tysięcy złotych zysku na giełdzie i bardzo chciałbym kolportować ich, no wydaje mi się słuszny sposób myślenia, abyśmy w Polsce weszli jak najszybciej na jak najwyższy poziom inwestycyjny. I wydaje mi się, że taki intelektualny, bo to o czym będziemy mówić można odnieść też do szerszego obrazu, czyli do innych sfer życia. Miejsce piąte, Sir John Templeton, 14,5% średniorocznie osiągany przez 38 lat. To wyniki osiągnięte w ramach prowadzenia funduszu, no bo to da się zbadać i potwierdzić. Pewnie pojawi się kilka osób, które pomyślą: "Co 15% i legendarny inwestor? No to pokaż cwaniaczku swoje miliony na koncie zarobione na inwestycjach i wtedy pogadamy, bo utrzymanie 15% rocznie przez tak długi czas to nie lada wyzwanie. A taka stopa zwrotu z inwestycji 2000 zł miesięcznie po 30 latach zrobiłaby 17 milionów zł. Pompowanie oczekiwań inwestorów ponad te 12-15% rocznie, to po prostu robienie sobie krzywdy. Yyy, no żeby starać się osiągnąć dużo lepszy wynik niż to, będziemy już musieli podejmować ryzyko, które zaczyna robić się mało racjonalne lub zrobić z analizy spółek dodatkowy etat, co i tak w sumie no nie daje gwarancji sukcesu. To znaczy innymi słowy, jeżeli będziemy oczekiwać wyższej stopy zwrotu, to ryzyko będzie rosnąć nieproporcjonalnie do potencjalnej nagrody. którą otrzymamy. W każdym razie 15% rocznie brałbym w ciemno bez gadania i skupił się na zarabianiu pieniędzy, żeby dopłacać jak najwięcej. No bo taka stopa zwrotu to już potężny efekt procentu składanego. Jak już to sobie ustaliliśmy, to wróćmy do tematu. John Templeton to poważnie postać niebagatelna i przede wszystkim bardzo odważny inwestor uznawany za ojca podejścia kontrariańskiego, czyli kupowania niechcianych lub wręcz znienawidzonych aktywów i czekania, aż sentyment się odwróci. Oczywiście te aktywa musiały mieć niezłe fundamenty i szanse, realne szanse na poprawę wyników, no bo to zawsze będzie podstawą działania na giełdzie. Templeton unikał modnych sektorów i dużą rolę w jego strategii odgrywało obserwowanie sentymentu inwestorów. jest autorem jednego z najbardziej znanych powiedzeń giełdowych. Czyli tak parafrazując, rynek byka, czyli rynek wzrostowy, rodzi się w pesymizmie, rośnie w sceptycyzmie, dojrzewa w optymizmie, a umiera w euforii. Był więc raczej zwolennikiem kupowania akcji podczas paniki, a sprzedawania ich podczas euforii. Od razu powiem, że sam bazując na współczesnych badaniach rynku, raczej nie jestem zwolennikiem całkowitego opuszczania rynku akcji. Chyba, że naprawdę doszłoby do ewidentnej bańki spekulacyjnej, ale z filozofii Templetona zdecydowanie przyjąłem, można już powiedzieć, nawyk dodatkowych zakupów w miarę możliwości podczas rynkowej paniki czy wydarzeń, które powodują długotrwałe spadki na rynku. To nie jest takie teoretyczne gadanie, bo zarówno podczas pandemii, jak i po wybuchu wojny pracowałem ile tylko mogłem, aby móc kupić jak najwięcej akcji. Powtarzam to często, bo jestem z tego faktu po prostu dosyć dumny po latach. Oczywiście nigdy nie wiadomo, czy rynek nie będzie spadał dalej, mimo że już jest ekstremalnie tanio, albo że będzie rósł dalej mimo ekstremalnie wysokich wycen. Ale o ile przez większość czasu po prostu kupuję regularnie, tak faktycznie jestem bardziej ostrożny podczas euforii i raczej unikam sektorów, o których mówią i w które inwestują wszyscy, a staram się być wręcz nieracjonalnie odważny podczas paniki. John Templeton nawet tak przyświrował po wybuchu II wojny światowej, że zlecił kupno 104 spółek z giełdy amerykańskiej, które spadły wtedy poniżej ceny jednego dolara za akcję. Każdą spółkę nabył za 100 $ar, obstawiając, że wybuch wojny w Europie zadziała zbawiennie na amerykański przemysł i napędzi go do rozwoju. To jest takie myślenie wbrew intuicji, ale faktycznie miał rację i dosyć szybko z tych 10400 $arów zrobiło się czterokrotnie więcej. Oczywiście wtedy dolary były dużo więcej warte, bo 10 000 $arów to tak jakbyśmy dzisiaj wrzucili w te spółki 230 000 $arów, a więc całkiem sporo. W ogóle właśnie wbrew intuicji wojna często napędza spółki giełdowe, szczególnie właśnie te z branży przemysłowej. Więc jeżeli to nie jest taka wojna totalna niszcząca całe miasta, w której traci się większość terytorium, to giełda wcale nie musi ostatecznie zachować się tak słabo. Wszystko zależy od rodzaju konfliktu. No ale jako ciekawostkę powiem wam, że na przykład ta inwazja Rosji na Ukrainę tak ostatecznie przyniosła polskim spółkom raczej wzrost wyników, mimo ogólnej ogromnej paniki trwającej przez ponad pół roku po wybuchu tego konfliktu. W portfolio Templetona znajdziemy też takie sukcesy jak złapanie ogromnej hossy w Japonii w okresie kiedy inwestorzy amerykańscy niechętnie opuszczali rodzimą giełdę. Templet był bardzo otwarty na inwestycje zagraniczne. Oprócz tego udało mu się przeczytać bańkę internetową, tę która pękła w 2000 roku i sprzedać akcję przed jej pęknięciem. Zanim przejdę do kolejnych miejsc, to bardzo szybko najciekawsza część odcinka, czyli partnerem tego kanału jest XTB. Jeżeli będziecie szukać konta do zakupu ETFów, akcji czy rejtów, no to polecam, bo to po prostu jest w tej chwili, moim zdaniem najlepsza oferta w Polsce i trudno jest polecać coś innego. Nie płacimy tam prowizji za zakupy i sprzedaż akcji do 100 000 EUR obrotu miesięcznie. To jest polska firma i bardzo ułatwia rozliczanie podatków, co zawsze wiem, że martwi wiele osób. Link zostawiam w opisie i z góry dziękuję za każdą formę wsparcia tego kanału. Wracam do materiału. Miejsce czwarte, Philip Fiser. Inwestor, który według samego Warrena Buffetta miał wpływ na jego podejście do inwestycji. Trudno znaleźć publicznie dostępne dane na temat wyników osiąganych przez Fisera, bo zarządzał on prywatnym majątkiem, a nie funduszem inwestycyjnym, ale szacuje się, że jego długoterminowa stopa zwrotu mogła wynosić od 15 do nawet 20% na przestrzeni 40 lat, co jest wynikiem godnym pozazdroszczenia. No bo potrafiąc tak inwestować, no nie ma siły, żeby nie zostać multimilionerem w długim terminie. Mimo że Fisher urodził się 120 lat temu, to nadal pozostaje jedną z najbardziej wpływowych postaci w inwestycyjnym świecie. I trzeba uczciwie przyznać, że mimo kiepskiego dostępu do informacji w tamtym czasie, Fiser wykonywał dużo, dużo cięższą pracę niż współcześni inwestorzy, youtuberzy, influencerzy i tak dalej. I zawsze jak przypominam sobie to nazwisko, to obiecuję sobie, że będę więcej czasu i energii poświęcał na analizę spółek. Philip Fiser był po prostu inwestycyjnym detektywem. który przed inwestycją potrafił męczyć zarząd trudnymi pytaniami, wypytywać dostawców, klientów, konkurentów i byłych pracowników firmy, w którą chciał zainwestować. Fiser stworzył 15 pununktową listę warunków, które musi spełnić dobra firma. Im więcej spełnionych warunków, tym lepsza spółka. W skrócie powinniśmy dowiedzieć się, czy firma ma przewagi nad konkurencją i czy aktywnie działa, aby te przewagi utrzymać i pogłębić. Czy ma dobre marże zysku i czy aktywnie pracuje, aby te marże zwiększać lub przynajmniej utrzymać przy rosnącej skali działalności, czyli przy rosnących przychodach. Czy spółka działa na rosnącym rynku, na którym ma potencjał szybko się rozwijać? Czy dobrze traktuje pracowników i czy ma program motywacyjny dla menadżerów? No i czy zarząd i prezes potrafią myśleć w kategoriach długoterminowych. Dla mnie to też jest w ogóle bardzo ważne, kiedy tam słucham prezesa i on mówi, że tam myśli w kategoriach na przykład 10 czy 15 kolejnych lat. Fiserowi chodziło o dogłębne poznanie firmy i jak największą pewność, że decyzja o zakupie będzie trafna. No bo Philip Fisher dokonywał zakupów rzadko i najchętniej trzymał spółki dekadami. Oczywiście to jest takie hasełko, które często się rzuca, bo to faktycznie idealna sytuacja, ale pamiętajcie, że warunki na rynku dynamicznie się zmieniają i czasami po prostu dzieje się coś, co zmusza nas do sprzedaży spółki, no bo całkowicie zmieniają się warunki, które skłoniły nas do nabycia wybranej firmy. Od Templetona wziąłem zatem odwagę kupowania więcej w czasie paniki, a do Fisera rok po roku staram się coraz bardziej upodabniać pod względem docierania do szerokich informacji na temat spółek. Rozmowy z zarządami jeszcze przede mną, ale chciałbym dojść do tego etapu. Z ciekawostek wyłapanych od Tomasza Trally usłyszałem, że amerykańscy analitycy potrafią na przykład umieszczać samochody z kamerami skierowanymi w stronę wejścia do Walmartów i na tej podstawie szacować liczbę klientów w danym miesiącu czy kwartale, aby mieć przybliżoną dynamikę wyników przed całym rynkiem. A to tylko jedna z wielu wyrafinowanych technik wywiadu. Inną było latanie dronami nad parkingami, z których wyjeżdżały sprzedane samochody danej firmy produkującej właśnie auta. Jeżeli ktoś więc w dzieciństwie chciał zostać detektywem, no to w inwestycjach jak najbardziej jest pole do popisu, a jeżeli będziecie w tym dobrzy, to i sami będziecie mieli szansę na tym zarobić. I zakładam, że w Polsce wraz z rozwojem rynku pojawią się instytucje gotowe za to płacić grube pieniądze. Umiejętność zbierania trudnodostępnych danych jest tutaj naprawdę na wagę złota. Miejsce trzecie, Charlie Manger. 20% stopy zwrotu między 60 a 75 rokiem, kiedy indeks Dow Jones zarabiał średnio 5% rocznie. No a później oczywiście partner biznesowy Warena Buffetta i jeden z architektów ogromnego sukcesu konglomeratu inwestycyjnego Berkshire Hataway, z którym Manger nadal osiągał długimi latami stopy zwrotu zbliżone do 20% rocznie. Powiem szczerze, że bardzo blisko mi jest do Charlieego Mangera, jeżeli chodzi o podejście do zdobywania wiedzy i inwestowania jako czynności wyjątkowo interdyscyplinarnej. U podstaw zdobywania nowej wiedzy stało u Mangera powiedzonko, żeby codziennie nauczyć się jakiejś jednej nowej małej rzeczy, co szczerze mówiąc też staram się od wielu lat robić i robiłem to jeszcze na długo przed tym, zanim poznałem postać Charlieego Wangera. I to jest coś, co faktycznie praktykuję i nie mówię tego tym razem na potrzeby budowania narracji na YouTubie, bo po prostu jakoś wyjątkowo lubię uczyć się nowych rzeczy i to są czasami takie dziedziny, że sam bym się tego po sobie nie spodziewał. Drugie, z czym się zdecydowanie zgadzam z Bangerem, to przekonanie, że wybitne inwestowanie wymaga zrozumienia i połączenia różnych dziedzin wiedzy takich jak psychologia, matematyka, podstawy ekonomii, filozofia, statystyka, no i przynajmniej podstawowe zrozumienie każdej kolejnej branży, w którą inwestujemy. To, pod czym jeszcze zdecydowanie mogę się podpisać, bo od lat testuję to na sobie, to pogląd, że ważniejsze jest unikanie głupich błędów niż osiąganie spektakularnych pojedynczych sukcesów. No i tutaj przytoczę jeden ze znanych cytatów Mangera, który brzmi tak: To niesamowite, ile długoterminowej przewagi zyskaliśmy, starając się być konsekwentnie nie głupi, zamiast starać się być bardzo inteligentni. Są jednak rzeczy, których mimo wszystko sam na razie nie stosuję i robię to świadomie. Nie wynika to z faktu, że uważam, że Manger był głupi albo się mylił, ale z umiejętności, którą wyjątkowo w sobie cenię, czyli takiej umiejętności ograniczania swojego ego, przynajmniej czasami i mierzenia sił na zamiary. Po prostu nie mam jeszcze takiego wykształcenia, doświadczenia czy znajomości jak inwestorzy, których wymieniam. Jestem innym człowiekiem żyjącym w innej czasu przestrzeni, że tak powiem. Więc zdecydowanie powinienem wiedzieć, gdzie postawić sobie granicę i dlaczego na razie nie powinienem jeszcze celować w aż tak wysokie stopy zwrotu i naśladować wymienionych ludzi kropka w kropkę. Tutaj podam taki praktyczny przykład. Charlie Manger nie wierzył w szeroką dywersyfikację portfela i wyrażał pogląd, że lepiej świetnie poznać kilka firm i skoncentrować swój portfel niż rozpraszać kapitał na wiele spółek. Rozumiem i szanuję ten pogląd inwestora ze stażem dłuższym niż czas mojego życia. Natomiast to jest miejsce, gdzie ja mówię sobie: "Okej, inwestuję tylko niecałe 6 lat, nie podejmę w tej chwili ryzyka nadmiernej koncentracji portfela, bo po prostu nie jestem na tyle pewien swoich wyborów, żeby w taki sposób ryzykować swój cały kapitał. Uważam też, że koncentrując portfel poniżej tych 10, 12 spółek przy dużym kapitale ryzyko rośnie niewspółmiernie do oczekiwanych zysków". Co zresztą też jest potwierdzone badaniami, myślę, że jeżeli ktoś jest w stanie osiągać świetne wyniki w okolicach 13-15% rocznie przy tych 15 20 spółkach w portfelu, no to nie ma sensu znacząco zwiększać ryzyka dla kilku punktów procentowych zysku więcej. Krótko mówiąc, no każdy powinien poznać swoje granice i nie naśladować na ślepo tych ludzi, którzy mają już na rynku ogromne doświadczenia i po prostu mogą pozwolić sobie świadomie na większe ryzyko. Szczególnie, że to często byli ludzie, którzy po prostu znali się bardzo dobrze z prezesami spółek, w które inwestowali. Więc pamiętajcie, że my raczej taki zwykły człowiek no nie ma takiej wiedzy. Charlie Manger postulował też coś, do czego z roku na rok sam się coraz bardziej przekonuję, czyli coś takiego, że w wyborze spółek zaczyna ważyć u mnie dużo bardziej jakość firmy i solidne perspektywy długoterminowego rozwoju niż niska wycena, co w ogóle na polskim YouTubie finansowym było dawniej jakimś fetyszem i sam sobie błędnie to wbiłem do głowy, że żeby się kierować bardzo tą wyceną. Oczywiście miło jest, jeżeli firmy są racjonalnie wycenione. Ja cały czas unikam inwestycji tam, gdzie mam co do tego wątpliwości, ale w naszej analizie po prostu więcej powinno ważyć to, czy firma, którą kupujemy jest dobra, działa na rosnącym rynku i ma obiecujące perspektywy. To też jest potwierdzalne jakby testami wstecznymi, więc nie mówię tego, co mi się akurat wydaje, tylko to, co jest faktem rynkowym. W długiej perspektywie lepiej jest inwestować w firmy nieco droższe, a lepsze najzwyczajniej w świecie. No i teraz czas na top dwa inwestorów, którzy ostatecznie mieli na moją filozofię inwestycyjną największy wpływ. A więc miejsce drugie, nie może być inaczej. Peter Lynch. Niesamowite. 29,2% rocznie przez 13 lat, bo przez tyle czasu zarządzał funduszem inwestycyjnym Fidelity Magelan. Zauważcie, że mówimy tu tylko faktycznie o inwestorach, którzy prowadzili fundusze lub ich stopę zwrotu dało się zbadać w inny sposób. Nie wykluczam, że byli prywatni inwestorzy, którzy dorównywali tym wynikom, a nawet je przebijali. No bo zarządzanie dużym kapitałem daje dużo mniej możliwości inwestycyjnych niż zarządzanie tym mniejszym. To co wyniosłem przede wszystkim od Petera Lincha to przekonanie, że dobrze jest inwestować w spółki, których działanie się rozumie. Z pozoru banalne twierdzenie ma tak naprawdę bardzo głębokie konsekwencje, które miałem okazję przeżyć na własnej skórze. Uwierzcie mi, że stukrotnie łatwiej jest wytrzymać długo z akcjami, kiedy dokładnie wiecie, że firma, która się kryje za tym giełdowym wykresem jest dobrze zarządzana i cały czas zarabia pieniądze, nawet jeżeli cena jej akcji spada z dowolnego powodu. Czy to po prostu rynkowej paniki, czy jakiegoś przejściowego schłodzenia w całej branży, które wy rozumiecie i akceptujecie. czekając na lepszy czas. Początkujący inwestorzy często nie rozumiejąc nawet, że za giełdowym tickerem kryje się konkretne przedsiębiorstwo, ludzie, strategia rozwoju, produkty potrafią panikować nawet przy niewielkich ruchach kursu, co świadczy niestety po prostu o tym, że nie wiedzą co i dlaczego kupili. To jest jeszcze w miarę normalne na początku, no bo trzeba dać sobie trochę czasu na poznanie tych wszystkich biznesów i zasad, więc ja raczej postuluję rozpoczynanie przygody inwestycyjnej od ETFów i obligacji, no bo je łatwo zrozumieć, a następnie powoli bawiąc się niewielką częścią portfela testować i poznawać konkretne firmy czy strategie inwestycyjne, jeżeli oczywiście ktoś ma ambicje, żeby inwestować bardziej aktywnie. Tutaj też dochodzimy do kolejnej cechy Petera Lincha, ale też innych inwestorów z tego zestawienia. No to był po prostu tytan pracy analizujący według źródeł 1000 firm rocznie i czytający mnóstwo książek. To też jest zawsze fajnie obserwować, jak ludzie albo się porównują, albo wręcz przechwalają się umiejętnościami podobnymi do tych legendarnych inwestorów, jednocześnie nie poświęcając na to 10 czasu, który poświęcili oni. W ogóle to też jest ciekawe, bo inwestorzy z zestawienia prawdopodobnie nie robili tego już w pewnym momencie dla pieniędzy, a bardziej dla sportu. No bo nie wyobrażam sobie tak dużej motywacji do osiągania spektakularnych wyników tylko ze względu na pieniądze, jeżeli oni już w pewnym momencie posiadali ich wystarczająco dużo, aby kupić sobie wszystko, co można sobie wyobrazić. W każdym razie od Lincza, jak tylko sobie o nim przypomnę, staram się brać taką faktyczną, pewnie często żmudną pracę analityczną i inwestowanie w firmy czy sektory, których działanie rozumiem przynajmniej w tych 70%. No bo wiecie, to też nie jest tak, że na początku zrozumiecie dane przedsiębiorstwo czy daną gałąź przemysłu w 100%. No naprawdę lat potrzeba i czytania wielu raportów i analiz. Peter Lynch to też specjalista w wyszukiwaniu i doprowadzaniu do końca transakcji, które przynosiły pięciu lub dięciokrotność zainwestowanego kapitału. Z takich ciekawszych anegdotek to Peter Lynch upatrzył sobie firmę Taco Bell, której biznes był banalny do zrozumienia. Zauważył on, że firma cieszy się coraz większą popularnością wśród młodych ludzi. Ma solidne fundamenty i niskie koszty działalności. Zaczął on kupować spółkę przy cenie 7 $arów i kupował regularnie, nawet kiedy akcje zaliczyły spadek w okolicy 1 dolara. To jest zdecydowanie sytuacja, w której przeciętny inwestor już by dawno płakał i panikował. Ale zauważcie, że jeżeli ktoś doskonale rozumie taki biznes i wie co robi, to dla niego tak znaczny spadek cen akcji to po prostu promocja i rodzi to jeszcze większą okazję. Oczywiście zawsze istnieje ryzyko, że coś się wysypie, ale tym razem Peter Lynch miał rację i po latach Tacobel zostało przejęte przez Pepsio za 42 do$ za akcję i niewykluczone, że to był jeden ze słynnych tenbugerów Lincha, czyli inwestycji, które urosły razy 10. No i na pierwszym miejscu może być tylko jeden inwestor, mimo że na złość nawet chciałem dać tu kogoś innego, bo w pewnym momencie miałem już przesyt zachwycania się tym inwestorem w polskim internecie. Top 1 w tym subiektywnym rankingu to oczywiście odchodzący pod koniec 2025 roku na emeryturę legendarny Warren Buffett z wynikiem przekraczającym 20% średniorocznie na przestrzeni ponad 60 lat. To jest wynik po prostu niewyobrażalny i wątpię, że jest w ogóle do powtórzenia, bo trzeba przyznać, że to wymagało od Buffeta ciężkiej pracy, aby pozostać tak długo na topie, a przecież w pewnym wieku już się po prostu ma mniej energii. Oprócz tego najzwyczajniej w świecie Buffet musiał mieć dobre geny, aby przeżyć 95 lat w zdrowiu. I oprócz tego miał szczęście inwestować na rynku, który rósł dynamicznie przez właściwie całą karierę Buffetta. A Ameryka za jego życia stała się absolutnym hegemonem, finansowym centrum świata. No i pionierem technologicznym. Czytając o Baffecie odnoszę wrażenie, że jego strategia to trochę połączenie tego, co najlepsze ze wcześniej wspomnianych inwestorów plus mega cenna umiejętność, aby nie okopywać się bezkrytycznie w jednym podejściu i pozwolić mu ewoluować wraz z nabywaniem doświadczenia lub wraz z w miarę jasnymi dowodami, że coś czego wcześniej nie braliśmy pod uwagę po prostu działa. To też taka umiejętność zmiany nastawienia pod wpływem zmieniających się warunków rynkowych i jestem pewien, że tym inwestorom starej daty było niesamowicie trudno przestawić się ze spółek kolejowych czy energetycznych na spółki nowej ekonomii, które wyrosły po upowszechnieniu się internetu. Ten kto potrafił to zrobić, ten przedłużył swoją świetną inwestycyjną passę i takim inwestorem zdecydowanie właśnie był Bafett, który pod wpływem znajomości z Charlie Mangerem nauczył się szukać nie tylko firm tanio wycenionych, jak to postulował pierwszy mentor Buffetta, czyli Benjamin Graham, ale zaczął szukać firm przede wszystkim dobrych. Być może właśnie ta znajomość z Charlie Mengerem pozwoliła mu dołączyć do wielkiej hossy i sukcesu firmy Apple, która to inwestycja tak naprawdę ustawiła dobry wynik Berkshire Hataway w XX wieku. To czego sam staram się od Buffeta uczyć, a czego nie mogłem początkowo zrozumieć to patrzenie na inwestycje w horyzoncie naprawdę wieloletnim. Początkowo nie mogłem zrozumieć jak można myśleć o inwestowaniu w kategorii na przykład 30 lat, skoro nie skorzystam z tych pieniędzy w sensownym wieku. Ale coraz lepiej zaczynam rozumieć, że właśnie dlatego, że to jest dla ludzi tak nienaturalne i trudne, to inwestowanie w kategoriach takiego horyzontu nie jest zbyt oblegane, a im mniejsza konkurencja, tym więcej pieniędzy do podziału. Zresztą tutaj można przywołać jeden ze znanych cytatów Buffetta, bo Waren zapytany o to, dlaczego inni po prostu nie kopiują jego zachowań, odparł nikt. nie chc bogacić się powoli. Nabycie umiejętności analizy i ciężka praca przy poznawaniu spółek w połączeniu z filozofią, którą tu przedstawiłem daje właściwie gwarancję sukcesu na rynku. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której te zasady miałyby przestać działać. I w inwestowaniu długoterminowym fajne jest to, że one będą działać. dlatego że ile by takich materiałów nie powstało, to i tak większość ludzi nie będzie w stanie tych zasad zaakceptować, zrozumieć i wdrożyć, bo pokusa szybkiego zysku jest w nas zbyt silna. Buffet to też oczywiście prawdopodobnie po prostu pracoholik, czego nie chcę pochwalać, ale często jest tak, że największe sukcesy w danej dziedzinie odnoszą ludzie, którzy wręcz autystycznie poświęcają się tej jednej konkretnej rzeczy, często zaniedbując inne. Na pewno też nie ma co tych ludzi, o których mówiłem, przesadnie idealizować, no bo to ostatecznie zwykli ludzie i warto wyciągnąć to, co wartościowe, ale znowu nie starać się naśladować wszystkiego, no bo jesteśmy innymi osobami, mamy inną sytuację i potrzebę. To co bardzo spodobało mi się u Bafetta to fakt, że jego działalność inwestycyjna nie polegała tylko na biernym posiadaniu akcji, a również na aktywnym działaniu w stronę rozwoju czy promocji posiadanych firm, o czym świadczą chociażby stoiska firm z portfela Warena Buffetta stojące co roku na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy w Omaha. Bardzo chciałbym sprowadzić ten trend do Polski, bo właściwie nie ma on minusów. Posiadamy akcje polskich firm, jednocześnie kupując i promując ich produkty. Ja na przykład absolutnie nie czuję się źle z tym, że posiadam akcje czy to Dino, czy XTB, czy LPP, czy innych polskich firm i też aktywnie staram się działać na rzecz tego, żeby poszerzać świadomość, że to są właśnie polskie firmy i żeby starać się je wybierać w pierwszej kolejności, jeżeli oczywiście są konkurencyjne. to ma tak naprawdę same plusy, bo jeżeli pozwolimy polskim firmom mieć bardzo mocną pozycję w Polsce, to ich następnym naturalnym ruchem jest wychodzenie za granicę. Zauważcie, że wtedy kapitał zarabiany przez te spółki za granicą zaczyna płynąć bezpośrednio w ręce polskich akcjonariuszy, którzy znowu najprawdopodobniej wydadzą go w Polsce i ostatecznie korzysta na tym każdy od całego państwa poprzez wzrost wpływów z podatków przez systemy emerytalne takie jak PPK oparte o siłę polskiej giełdy, aż po zwykłych ludzi oferujących swoje usługi czy produkty. albo po prostu tego kapitału przeznaczonego na bieżącą konsumpcję ludzie będą mieć coraz więcej. Z tego co wiem to polskim firmom od lat trudno było wejść do Niemiec, bo niemieccy konsumenci bardzo niechętnie wybierali produkty inne niż niemieckie, a my wręcz kultem otaczaliśmy te zachodnie marki i sieci sklepów. No i przyszedł wreszcie czas, żeby to zmienić i odczarować ten pogląd, że polskie to jest jakieś gorsze. No bo zdecydowanie w wielu dziedzinach przestało tak być. No i bardzo chciałbym zobaczyć, jak na przykład takie Dino za 10 lat wypycha z Polski Lidla i Biedronkę, zatrzymując ten wypływ kapitału z Polski do obcych rąk. I zamiast tego Dino tuczy polskich akcjonariuszy, którzy w większości te pieniądze wydają czy inwestują dalej na terenie naszego kraju. Buffett czasami powiadał, że jego ulubionym horyzontem inwestycyjnym dla posiadania akcji jest wieczność. I może na razie nie przesadzajmy, ale bardzo chciałbym zobaczyć w Polsce taką faktyczną zmianę myślenia, gdzie ludzie podczas Bessy nie panikują i potrafią wyobrazić sobie to, że za rok, dwa czy trzy lata firmy wchodzące w skład ETFów czy waszych portfeli, jeżeli w miarę dobrze je zbudujecie, znowu się rozwinął, cykl gospodarczy zrobi okrążenie i nagle okaże się, że z pesymizmu nic nie zostało i można będzie pod nosem przyznać, że Warren Buffett miał rację. Cieszę się, że moja przygoda inwestycyjna przypadła na czas, kiedy ta absolutna legenda rynku i inwestor z wynikami nie do pobicia przez zapewne kilka kolejnych dekad działał aktywnie. Życzymy więc Buffetowi miłego grania w Tibie, picia piwa i oglądania anime na emeryturze. A my oczywiście kontynuujemy dziedzictwo amerykańskiego inwestora, żebyśmy za jakiś czas mogli przestać zwracać się za ocean i w takich materiałach móc podawać jak najwięcej polskich nazwisk. Tym samym się z wami żegnam i słyszymy się już bardzo niebawem.







