Uczeń Sorosa wywoła powtórkę z 1992? Na szali największa gospodarka świata [Bessent: ropa, obligacje, jen]

Analiza wpływu Scott Bessenta na rynki finansowe

W najnowszym odcinku FXMAG przyglądamy się kontrowersyjnemu wystąpieniu sekretarza skarbu USA, Scotta Bessenta, który publicznie nazwał siebie „kasynem” i zapowiedział zdolność do wpływania na trzy kluczowe rynki: ropę naftową, amerykańskie obligacje skarbowe oraz jen japoński. Autor prześledził genezę jego wypowiedzi, odniósł się do historycznej analogii z 1992 rokiem, kiedy to fundusz George’a Sorosa wykorzystał przewartościowany funt brytyjski, oraz ukazał, jak obecnie Bessent łączy siły z Bankiem Japonii w walce o stabilność jenów.

Omówiono również rosnący dług publiczny USA, który przekroczył 40 bilionów dolarów, oraz konsekwencje wysokich odsetek przekraczających bilion dolarów rocznie. Prezentowana jest analiza fundamentalna, pokazująca, dlaczego skup obligacji przez Departament Skarbu USA okazał się niewystarczający („pistolet na wodę”) oraz jak decyzje Fed i Banku Japonii o stopach procentowych mogą zdeterminować przyszły kierunek rynków.

  • Ropa naftowa – wpływ wojny z Iranen i brak bezpośredniego wpływu Bessenta.
  • Obligacje USA – ocena skuteczności skupu długich papierów i reakcja rentowności 10‑letnich.
  • Jen japoński – perspektywy podwyżki stóp przez BOJ, synchronizacja z decyzją Fed i rola asymetrycznej informacji.
  • Historia 1992 – lekcje z obrony funta i porównanie do obecnej sytuacji.

Materiał stanowi obowiązkową lekcję dla inwestorów zainteresowanych makroekonomią, polityką fiskalną oraz mechanizmami wpływu rządowych decyzji na wyceny aktywów.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

W tym tygodniu amerykański sekretarz skarbu Scott Besent rozsiadł się w fotelu na uczelni w Teksasie. Szeroki śnieżno-biały uśmiech. Sala pełna studentów i Besent powiedział coś, czego sekretarze skarbu publicznie raczej nie mówią. Teraz to ja jestem kasynem. Możecie stawiać przeciwko mnie, jeśli chcecie. To moje marzenie. Dysponuje asymetryczną informacją. Innymi słowy, ja wiem co zrobi rząd. Wiem kiedy wejdziemy na rynek, a wy tego nie wiecie. Czyli na rynku pojawił się gracz, który otwarcie mówi, że gra znaczonymi kartami. Możecie z nim grać, tylko że jak sam sugeruje, nie macie szans. Wystąpienie to nie było jednorazowym momentem brawury Scotta Besenta. W ciągu ostatnich trzech tygodni amerykański sekretarz skarbu powtórzył podobne słowa publicznie co najmniej cztery razy. Besent jest byłym traderem i to nie byle jakim, bo pracował w największych funduszach hedgingowych. W 2013 roku zarobił dla Sorosa około miliard dolarów na japońskim jenie. Dziś stoi po drugiej stronie rynku, więc doskonale wie jak to co mówi brzmi. Zakładam więc, że on chce, żeby tak to zabrzmiało, że na pewniaka siedzi i mówi: "No co mi zrobicie?" Tylko, że kasyno nie musi nikogo straszyć. Straszy raczej gracz przy pokerowym stole, taki który podbija stawkę i patrzy czy ktoś go sprawdzi. Besent chce pozować na doświadczonego pokerzystę, który potrafi rozgrywać wiele partii jednocześnie. Obecnie gra przy trzech stołach na raz. propa, obligacje, rynek walutowy. I rynki próbują wyczuć przy którym stole on naprawdę ma dobre karty. Może parę asów, może jakiś król i as, a może gorzej jakiś jopek 4. A może taka pewność jest fasadą skrywającą blew. Sponsorem odcinka jest CMC Markets, globalny dostawca usług transakcyjnych i inwestycyjnych wiodący broker kontraktów na różnic, ofarujący 0% prowizji na CFD na akcje i ETFy z giełd w Polsce, Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej z wyłączeniem Grecji. Partnerem odcinka jest walutomat, gdzie tanio i przyjemnie wymienisz waluty. Skorzystaj z linku w opisie i zaoszczędź 50% przy pierwszej wymianie. Weźmy ropę naftową. Baryłka przebiła 100 $ar. Na stacjach jest coraz drożej. Dobrze o tym wiemy. No dziś już po drodze do studia widziałem E95 po ponad 8 zł. U Amerykanów też jest drogo, a tu idą wybory już w listopadzie. Przed wyborami śródokresowymi drogie paliwa to jest ostatnia rzecz, jaką republikanie, Trump i amerykańscy wyborcy chcą oglądać. Tylko, że ropę pcha w górę wojna z Iranem. I tu Besent może mówić co chce, nie ma na to wpływu. Z obligacjami jest jeszcze ciekawiej. Obligacja to po prostu pożyczka dla państwa. Daje się rządowi powiedzmy 1000 do$arów, a on co roku płaci powiedzmy 50, czyli zarabia się 50/ 1000 5%. To w uproszczeniu jest rentowność obligacji, ale obligacjami handluje się na rynku, podobnie jak akcjami. Jak nikt ich nie chce, no to cena spada. kupuje się tę samą obligację za powiedzmy nie 1000 tylko 900 $ar, bo cena spadła, a dalej dostaje się 50 $ar rocznie, czyli to już jest 5,5%. Im tańsza obligacja, tym wyższa zatem rentowność. A rentowność 10oletnich obligacji amerykańskich to w praktyce jest cena pieniądza w całej Ameryce. Od niej zależy ile ktoś zapłaci za kredyt na dom, na samochód, ile zapłaci za kredyt firma. rośnie rentowność, to rosną raty. No i rentowność rośnie i to mocno. W ostatnim czasie 30letnie obligacje amerykańskie w sierpniu były najwyżej od 2007 roku, czyli od czasów tuż przed wielkim kryzysem finansowym. Bessent postanowił to zbić. Jego resort zaczął odkupować od rynku starsze, długie obligacje, a w ich miejsce wypuszczać nowsze, krótkie. Długich papierów jest mniej, więc ich cena powinna iść w górę, a jak cena w górę, to rentowność w dół. Tak mówi teoria. I teori już raz rynek sprawdził. 19 sierpnia BSENT ogłosił, że podwaja skup obligacji. Rentowności wtedy spadły, ale tylko na jeden dzień. Następnego dnia wróciły tam, gdzie były, a potem jeszcze wzrosły. Wielu ostrzegało, że w praktyce to się może nie udać, to może nie zadziałać i tak się stało. My też o tym mówiliśmy tu na kanale dwa tygodnie temu. No i zobaczmy, co się wydarzyło. W środę Departament Skarbu podał kwotę 6 miliardów dolarów. Część rynku liczyła na 8 10 miliardów, może więcej. To jest ta wartość rozszerzenia skupu obligacji. Trochę rozczarowanie, więc rentowności poszły w górę. W czwartek ruszył sam skup. Skarb państwa amerykański kupił jeszcze mniej niż te 6 miliardów, bo nieco ponad 5 miliardów. A rentowność 10oletnich obligacji skoczyła do blisko 5%. Niewiele brakuje, żeby w przypadku 10letnich obligacji było to najwięcej od 2007 roku. A to przecież w 2008 roku, kiedy walił się amerykański system finansowy, to ówczesny sekretarz skarbu Hank Połak, to jest autentyczny cytat. Jak masz w kieszeni pistolet na wodę, to może będziesz musiał go wyciągnąć, ale jak masz bazukę i wszyscy o tym wiedzą, to nie musisz jej wyciągać. Bo po co? Przecież każdy wie, że tą bazukę masz. Tymczasem Besent od tygodni opowiadał o tym, jakiej to on nie ma bazuki. W środę ją wyciągnął, no i okazało się, że to jest pistolet na wodę. >> Macie to pistolet na kartofle? >> Oczywiście bywa i tak, że słowa potrafią ruszyć rynkiem, ale wtedy jak wszyscy wierzą, że za tymi słowami rzeczywiście stoi jakaś prawdziwa siła. Zresztą taki styl mówienia wiele, mówienia groźnie, no jest całkiem podobny do stylu szefa Besenta, czyli Donalda Trumpa. To w takim razie co naprawdę pcha te rentowności amerykańskich obligacji w górę? Na pewno nie są to ludzie, którzy stawiają przeciwko Besentowi. Rentowności w górę pcha na przykład amerykański dług, który w sierpniu przebił 40 bilionów dolarów. Jest to dwa razy więcej niż 10 lat temu i to pędzi dalej. Same odsetki od długu publicznego Ameryki kosztują amerykański rząd już ponad bilion dolarów rocznie. to więcej niż Stany wydają na wojsko, a to przecież jest ogromna armia. Deficyt to druga sprawa, czyli dziura w budżecie, która zmierza w tym roku do 2 bilionów dolarów. Czyli rząd musi ciągle pożyczać, więc ciągle wypuszcza nowe obligacje, a jak czegoś na rynku jest coraz więcej, to trzeba dać lepszą cenę, żeby ktoś to wziął. Na tym tle skup za 6 miliardów dolarów to trochę jak gaszenie pożaru szklanką wody, jak z wielkiej chmury mały deszcz. Do tego jest jeszcze wojna z Iranem. Droga ropa, drożejące wszystko, a gdy rośnie inflacja, to inwestor chce wyższego procentu od obligacji, inaczej inflacja zeżre mu cały zysk. A do tego jest jeszcze Fed, który od ponad 5,5 roku nie potrafi sprowadzić inflacji do celu inflacyjnego 2%. Rynek więc coraz mniej wierzy w to, że bank centralny USA jest w stanie do tych 2% inflację sprowadzić. Na żadną z tych rzeczy besent nie ma realnego wpływu. Żadnej z tych rzeczy nie da się odkupić za kwotę 6 miliardów dolarów. Deficyt to jest decyzja rządu, wojna to jest decyzja szefa Besenta, czyli prezydenta Trumpa. Stopy procentowe to z kolei decyzja Fedu. Skup obligacji nie ma na te rzeczy wpływu. Skoro nie ma wpływu, to nie są karty, którymi gra Besent, czyli rynek przejrzał jego blew. Miesiąc temu Besent przekonywał, że rentowności nie odzwierciedlają fundamentów i zapowiedział, że biały Dom niedługo pokaże nowy plan fiskalny, czyli plan łatania budżetu. A planu jak nie było, tak jeszcze nie ma. Była też mowa o kilkuset miliardach dolarów oszczędności na walce z oszustwami. To brzmi trochę znajomo. Ja już sam o tym zapomniałem, ale przecież to jest to samo, co na początku 2025 roku obiecywał Elon Musk ze swoim departamentem DOGE Dodge Doge. Mówił nawet o bilionach, a wiemy, że skończyło się w gruncie rzeczy na niczym. Dlatego eksperci patrzą na to dość sceptycznie. Skup obligacji leczy objawy, a nie przyczynę choroby. A pacjent dalej jest chory. Nie wiem czy Scotta Besenta boli krytyka, ale jeśli tak, to pewnie najbardziej zabolałaby go krytyka jego byłego mentora. Stanley Druken Miller, proszę państwa, były szef i mentor Besenta z funduszu Georgea Sorosa. Tak, tego Sorosa. Pod koniec sierpnia Druken Miller napisał w Wall Street Journal wprost, że to co robi bezsent. Krytyka przeszła echem przez media i internet. Pisaliśmy o niej w naszym newsletterze. Link będzie w opisie. I w sumie Besent nawet na tą krytykę odpowiedział. Nie tą naszą z newslettera, tylko z Wall Street Journal. Powiedział, że chciał tylko ostudzić sytuację na rynku obligacji i dodał, że amerykańskie obligacje radzą sobie najlepiej od czasu, gdy Trump objął urząd prezydenta. No ale przecież rentowności w tym czasie rosły. Żeby było jasne, państwa potrafią wygrywać z rynkiem. Na przykład mamy porozumienie z Plaza, czyli tak zwane Plaza Accord. W 1985 roku miało to miejsce i wtedy faktycznie dolar się osłabił. Z kolei w 2012 roku Mario Dragi z Europejskiego Banku Centralnego powiedział, że zrobi wszystko co konieczne, żeby ratować euro. I z walutą euro to się udało. Japonia latami trzymała w ryzach rentowności swoich obligacji. Też dawała radę. Tylko, że za takimi akcjami zwykle stał bank centralny, a bank centralny może drukować pieniądze, przez co może grać bardzo, bardzo długo. Natomiast Besent jest sekretarzem skarbu, czyli innymi słowy jest ministrem finansów, jest przedstawicielem rządu i to na dodatek rządu z wielką dziurą w budżecie. Choć trzeba Bessentowi oddać, że raz już mu wyszło, w zeszłym roku wszedł na rynek w Argentynie i pomógł zatrzymać kryzys wokół argentyńskiego PESO. faktycznie miało to miejsce. I tu dochodzimy do trzeciego stołu w kasynie Besenta. Waluty. Tu karty Besenta wyglądają dużo lepiej, ale żeby zrozumieć dlaczego tu Besent jest silniejszy i dlaczego zarazem to tu ryzykuje najwięcej, trzeba cofnąć się do 1992 roku. Jeśli kojarzysz co wtedy stało się z funtem to już wiesz o czym mówię. Jeśli nie to jest to jedna z najciekawszych historii w świecie finansów. W 1992 roku Wielka Brytania jest jeszcze w europejskim systemie kursowym. Bank Anglii obiecał, że funt będzie trzymał się blisko niemieckiej marki. Problem w tym, że rynek uważał funta za wyraźnie przewartościowanego. Żeby go bronić trzeba było podnosić stopy procentowe. Oczywiście podnoszenie stóp procentowych nie dla wszystkich jest korzystne. Przede wszystkim nie jest korzystne dla przeciętnego Brytyjczyka. Taki Brytyjczyk ma kredyt hipoteczny na swój dom czy mieszkanie, a może i nawet na samochód. I to raczej kredyt ze zmienną stopą procentową. Czyli rząd bronił funta, a płacili za to ludzie. W dodatku kraj był w recesji, rosło bezrobocie. Tak długo się nie da. W którymś momencie trzeba wybrać. Albo bronimy walutę, albo bronimy własną gospodarkę. Zauważył to nie byle kto, a 30letni Scott Besent, szef londyńskiego biura funduszu Sorosa, policzył, że 90% brytyjskich kredytów hipotecznych jest oprocentowanych zmienną stopą, więc każda podwyżka stopy procentowej w obronie funta uderza prosto w portfele brytyjskich wyborców. Soros, kiedy o tym usłyszał, nie powiedział: "dobra panowie, to ostrożnie". Tylko panowie idziemy na całość. 16 września 1992 roku, czarna środa. Bank Anglii w ciągu jednego dnia dwa razy podnosi stopy procentowe, a funt nic. Funt dalej spada. Finalnie wieczorem minister finansów Wielkiej Brytanii staje przed kamerami i ogłasza, że Wielka Brytania wychodzi z europejskiego systemu kursowego, a fundusz Sorosa zarabia na ten miliard dolarów. Bank Anglii został złamany, a media do dziś wymieniają wesenta wśród ludzi, którzy tego dokonali. I jeszcze mała rzecz, która potem dalej w tym materiale nabierze ważnego znaczenia. Bank Anglii nie był wtedy niezależny. O stopach decydował rząd, konkretnie minister finansów. Czyli naprzeciw Sorosa i Bessenta stał wtedy minister finansów i ten minister był pewien, że Kursu funta obroni. Wniosek z tamtych wydarzeń jest prosty. Drucken Miller w tej krytyce, o której mówiłem, o tym wspominał, pisząc tak: "Rządy, które bronią cen wbrew fundamentom zawsze przegrywają". I właśnie teraz, 34 lata po wydarzeniach wokół funta, Besent jest ministrem finansów i siedzi po drugiej stronie rynku, twierdząc, że jest kasynem. Tyle że w 92 brytyjski minister mógł chociaż podnieść stopy procentowe, a Bessent tego nie może, bo stopy procentowe ustala rezerwa federalna. Besent może tylko prosić rezerwę federalną o podnoszenie stó%. Nie ma na nią wpływu. Tylko w 2026 roku sytuacja różni się dwiema istotnymi rzeczami względem 92. Po pierwsze, wtedy Brytyjczycy byli sami. Dziś Besent gra w jednej drużynie z Japończykami. Jest z nimi dogadany. To są skoordynowane działania. Na zdjęciu Reutersa z tamtych dni widać notatnik Scotta Besenta i odręcznie napisane jest tam kupić jeny za 5 10 miliardów dolarów. Po drugie i to ważniejsze w 92 rząd brytyjski bronił kursu funta wbrew fundamentom. Funt był za drogi, był przewartościowany, a gospodarka potrzebowała niższych stóp procentowych. Dziś jest odwrotnie. Jen jest tani. Sam besent mówi o jego znacznym niedowartościowaniu. Inflacja w Japonii rośnie, a Bank Japonii i tak chce podnosić stopy procentowe. Tym razem Besent gra z fundamentami, a nie przeciwko nim. Po co Amerykanom silny jen japoński? Bo gdyby Japonia broniła waluty sama, potrzebowałaby dolarów. A skąd je weźmie najszybciej? Sprzedając amerykańskie obligacje, czyli jeszcze wyższe rentowności obligacji w USA. W efekcie dokładnie to, z czym Besent już przegrywa. Problem waluty ratuje mu więc problem z obligacjami. I tu na razie Best wygrywa. W lipcu za 1 dolara płaciło się prawie 164 jeny. Na początku września 160, a dziś jest to już około 154. Czyli za dolara dostaje się coraz mniej jenów, czyli jen się umacnia. Tylko, że wszystko zależy od jednej kluczowej decyzji, która musi zostać podjęta w przyszłym tygodniu, konkretnie w piątek. 18 września. Na ten dzień zaplanowane jest posiedzenie Banku Japonii, który zadecyduje o stopach procentowych. BSENT kilka razy dał do zrozumienia i to dość wyraźnie, że wolałby, żeby Japończycy po prostu podnieśli stopy zamiast w kółko interweniować na rynku walutowym. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ pieniądz idzie tam, gdzie może liczyć na wyższy procent. Przez lata w Japonii procent był niski, bo stopy procentowe były niskie, nawet ujemne. Pieniądz nie zarabiał prawie nic, więc inwestorzy wywozili go za granicę. Sprzedawali jeny, jen się osłabiał. Jak Japonia podnosi stopy procentowe, jen japoński znowu zaczyna troszkę zarabiać. Część pieniędzy wraca. Z wyższymi stopami procentowymi w Japonii kurs jena podtrzymywałyby już zasady makroekonomii, a nie interwencje walutowe. Niemal wszyscy ekonomiści ankietowani przez Reutersa spodziewają się podwyżki stó procentowych przez Japończyków 18 września. Sam Scott Besent mocno na tą podwyżkę naciskał. Choć Japończycy mają też oczywiście swoje powody, by stopy podnieść, bo inflacja u nich rośnie. Jednak dobrze wiadomo, że jak wszyscy się czegoś spodziewają, to rynek zwykle ma to już wliczone w ceny. Jest jednak jeden problem. Dwa dni wcześniej, w środę decyzję podejmuje amerykański Fed, który jest niezależnym bankiem centralnym. Besent nie ma na niego wpływu. Rynek wycenia, że Amerykanie też mogą podnieść stopy, ale tu szanse wcale nie są jeszcze przesądzone. Jest 70 do 30% wycenianych przez rynek na moment nagrywania tego materiału za podwyżką. Jeśli w środę stopy podniosą Amerykanie, a w piątek Japończycy, to różnica w oprocentowaniu dolara i jena zostaje taka sama, bo i jedni, i drudzy podnieśli. Także bilans jest zerowy, powiedzmy, nic się nie zmienia. To podsumujmy jak to wygląda w tym momencie. Po pierwsze ropa. Przy ropie Scott Besent, czyli Stany nie mają czym grać. Tam karty rozdaje wojna. Po drugie obligacje. Przy obligacjach Besent zapowiadał bazukę. Rynek powiedział sprawdzam. I Besent pokazał jakie karty ma w ręku jak w grze w pokera. No i okazuje się, że to jest blew. Po trzecie, waluty. Przy walutach Besent ma najlepsze karty na ręce. Po swojej stronie ma Japonię i informacje, których nie ma nikt inny poza nim i Japończykami. Przynajmniej tak best twierdzi. Jeśli chodzi o waluty, a konkretnie o sytuację z jenem japońskim, to chyba lepsze będzie porównanie do roku 92, o którym już mówiłem, i nieudanej obrony kursu funta, gdy naprzeciw rynku stał minister finansów, który był pewny swego i mówił też, że kurs funta obroni. Skończyło się tak, jak się skończyło. Także co w przyszłym tygodniu będzie kluczowe w tej sytuacji? W środę 16 września rezerwa federalna, w piątek 18 września Bank Japonii. Dwie decyzje monetarne o stopach procentowych. I po tych dwóch decyzjach zobaczymy, czy Scott Besent naprawdę jest kasynem, czy może jest tylko bardzo dobrym graczem i to przecież takim, który już raz pokazał światu jak kasyna się ogrywa. Prawdziwe kasyno nie musi mówić, że jest kasynem. To po prostu widać. To [muzyka] widać, słychać i czuć. >> Czekamy zatem na przyszły tydzień, w piątek. My będziemy to bacznie śledzić i w piątek, tuż po decyzji Banku Japonii, nagram w rynkowym alercie opracowanie najważniejszych faktów i konsekwencji tego, co zrobił Bank Japonii. Zachęcam zatem do zostawienia suba, a jeśli podobało ci się to nagranie, to dorzuć łapkę w górę. Tyle na dziś. Do zobaczenia w następnym materiale. >> [muzyka]

Przewijanie do góry