WSZYSTKO, co musisz wiedzieć przed debiutem SpaceX. Spółka NIE JEST tym, czym myślisz [Debiut SpaceX Pod Zatoką]

Debiut SpaceX: Rewolucja Kosmiczna, Ryzykowy Rynek

12 czerwca 2024 roku SpaceX wstąpi na rynek akcji w największym debiucie giełdowym w historii. Prawdziwe koszty tego wydarzenia idą dalej niż endukcja typu Tesla czy Airbna. Analitycy skupią się na kluczowych aspektach: od 85% udziału Muska w głosowaniu po strategii AI, która może dominować przyszłość. Co powinni wiedzieć inwestorzy?

Dlaczego Debiut SpaceX To Rewolucja?

„To nie tylko SpaceX — to cała nowa era marketingu kosmicznego i sztucznej inteligencji”.

Strona zawiera 555,5 mln akcji emitowanych z 25-30% przeznaczonych dla retailinów w różnych krajach.

Wypadki, Niebezpieczeństwa i Prawdziwa Wycena

  • 85% możliwości wpływu na decisions Musk — największa koncentracja władzy od historii Facebooka
  • Przeciężne pary z CFD SpaceX: 69% inwestorów notuje straty przy tej makule dźwigni
  • Starlink jak konger pyrton — ogranicza potencjał, ale finansuje AI
  • Prognozy: 2 biliony przychodu z AI w 2030 roku vs 2,9 bilionów dla Starlink

Pomógł zrozumieć : CMC Markets i tenait Płyn (niezależnie od fragmentu).

Przeczytaj pełną analizę i nie inwestuj bez wiedzy. Subskrybuj nasz newsleter!

Zobacz pełną transkrypcję filmu

To już lada dzień. Jeśli na ostatniej prostej nic się nie wysypie, to w piątek 12 czerwca będziemy świadkami największego debiutu giełdowego w historii rynku akcji. Kolejne cudowne biznesowe dziecko Elona Muska, czyli SpaceX wreszcie staje się spółką publiczną. Czy jej kurs niczym projektowana przez nią rakieta wystrzeli pionowo do góry? A może grawitacja niestety sprowadzi go drastycznie na ziemię, wprowadzając panikę w szeregach nowiutkich inwestorów i samego ojca założyciela? Wiem, że przynajmniej dla części z was, drodzy widzowie, odpowiedzi na te pytania są proste i twierdząca musi być ta pierwsza. Wiem, że niektórym z was wydaje się, że skoro mówimy o spółce pod niemal każdym względem rekordowej, to i zwrot z inwestycji w nią musi być rekordowy. No i jeszcze najlepiej, żeby był błyskawiczny. Mało tego, wiem, że przynajmniej pojedyncze osoby już odłożyły sporą część swoich oszczędności, by wpakować je nawet nie tyle w akcje spółki, co w instrumenty CFD z nią związane. Tak do ciebie mówię. tych, którzy poczuli się osobiście dotknięci tym wstępem, proszę o zdjęcie różowych okularów, przynajmniej na czas oglądania tego filmu. W dzisiejszym materiale przesiejemy bowiem medialne zamieszanie i popkulturowy hype dotyczące spółki, skupiając się tylko na konkretach i potencjalnych rozwojach zdarzeń podpartych nie tylko opiniami analityków, ale też poprzednimi historycznymi przypadkami, bo w przeszłości nie brakowało innych gigantycznych, wiekopomnych debiutów, a nie każdy kończył się niewątpliwym triumfem. Jak więc może potoczyć się debiut SpaceX? Jak akcje spółki mogą zachowywać się nie tylko na debiutanckiej przepełnionej emocjami sesji, ale również po niej. Na te pytania spróbujemy odpowiedzieć sobie w dalszej części materiału. Omówimy także wszelkie niewątpliwie wielkie szanse dla spółki, ale także zagrożenia, które nie są mniejsze, choć zostały nieco przykryte przez wizjonerskie i optymistyczne zapowiedzi Elona Maska. Innymi słowy, poruszę wszystkie kwestie, o których powinieneś wiedzieć, jeżeli chciałeś włożyć jakiekolwiek swoje pieniądze w piątkowy debiut SpaceX. Zapraszam na film. Sponsorem odcinka jest CMC Markets, globalny dostawca usług transakcyjnych i inwestycyjnych, wiodący broker kontraktów na różnic, oferujący 0% prowizji na CFD na akcje i ETFY z giełd w Polsce, Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej z wyłączeniem Grecji. Ja nazywam się Michał Fit. Stałych widzów proszę o łapkę w górę. Jeżeli nie chcesz, żeby ominęły cię rzeczy ważne dla twoich finansów, to koniecznie dołącz do grona ponad 100 000 subskrybentów naszego kanału. Jeżeli szukasz wartościowych analiz, to zapraszam do zapisywania się na nasz FX Magowy inwestycyjny newsletter. Link znajdziesz w opisie. Na początku wyłóżmy sobie na ławę twarde konkrety. Co na ten moment wiadomo o debiucie SpaceX? Spółka Maska będzie notowana na NZDAQ pod tickerem SPCX. Jej akcje przy emisji mają kosztować 135 arów, choć niektóre źródła mówiły także o 137 $. Takie kwoty miały padać na spotkaniach z inwestorami instytucjonalnymi w trakcie tak zwanego road show spółki. To standardowy etap procesu przeprowadzania pierwszej oferty publicznej, na którym spółka pokazuje, co ma do zaoferowania. Na tę chwilę bardziej prawdopodobna wydaje się pierwsza z cen, czyli 135 do$larów za sztukę. No i już na tym etapie mamy niespodziankę i pokaz tego, że Elon Musk nie chodzi utartymi ścieżkami, a konwenanse to dla niego tylko krępujące łańcuchy. Fakt, że już na tym etapie poznaliśmy stałą jedną cenę jest nietypowy. Przeważnie duże spółki, a nawet o wiele mniejsze od SpaceX w tej części procesu przedstawiają jedynie przedział cenowy akcji w postaci widełek. Dopiero po rozmowach z inwestorami, już po zasięgnięciu ich opinii, są w stanie te cenę umiejscowić konkretniej w tych widełkach. SpaceX się w takie cergiele nie bawi. Mask z góry wycenił jedną akcję na te 135 $ar. To niewątpliwy sygnał pewności organizatorów debiutu. SpaceX wyemituje 555,5 miliona swoich akcji. Wyjątkowo duża część z nich ma trafić do inwestorów indywidualnych, co jest drugą wybiegającą poza dotychczasowe schematy kwestią. Jak wynika z medialnych doniesień i zapowiedzi, mowa o około 25 czy nawet 30% akcji przeznaczonych strictle dla smyfów, Johnsonów i kowalskich tego świata. To bardzo duży odsetek. Przeważnie duże firmy technologiczne przy wejściu na giełdę przeznaczają dla inwestorów indywidualnych od 5 do 10% emitowanych akcji, a reszta trafia do tych instytucjonalnych. Mało tego, MASK poszedł o krok dalej i detalpuścił także w innych krajach, nie tylko w USA. Na liście znajdują się Wielka Brytania, Australia, Kanada, Japonia oraz Korea Południowa. Jak zauważa redakcja Financial Times, to dotrzymanie słowa sprzed lat. W 2020 roku, gdy Mask mówił o potencjalnym wejściu SpaceX na giełdę, obiecywał, że będzie chciał zapewnić szeroki dostęp dla wszystkich zainteresowanych. Brzmi to szlachetnie, ale analitycy zauważają, że taki ruch ma inną korzystną dla spółki funkcję. Musk ma bowiem wierne grono fanów, żeby nie powiedzieć fanatyków. Przekazanie im tak dużej części akcji w emisji zwiększa szansę na podbicie giełdowego wyniku. Tu zadziałać mają po prostu emocje, a czy zadziałają to się przekonamy. Warto zaznaczyć, że podobny myk Musk zastosował także w przypadku Tesli. Redakcja Financial Times sporządziła wykres, na którym widzimy jaki procent swobodnie notowanych akcji nie znajdujących się w rękach insiderów należy do inwestorów indywidualnych. W przypadku drugiej ze spółek Maska odsetek ten wynosi ponad 42%. Jak widać z całej wielkiej siódemki poza Teslą tylko Apple przekracza próg 30% a reszta jest pod nim. Dodatkowo tak duży odsetek akcji przekazanych inwestorom indywidualnym może tworzyć obraz spółki, która będzie zarządzana równo przez wszystkich i która będzie brała pod uwagę zdanie nawet tych maluczkich. To niestety iluzja. W rzeczywistości sprawa wygląda wręcz odwrotnie. Akcje, które zostaną wyemitowane dla inwestorów indywidualnych to akcje klasy A. Poza nimi udział w spółce gwarantują także akcje klasy B. Kluczowa różnica między nimi jest taka, że te pierwsze gwarantują na walnych zebraniach jeden głos, natomiast te drugie są równe aż 10 głosom i te drugie pozostaną w dużej części w rękach Maska i jego najbliższego otoczenia. Mało tego, Mask będzie miał ich tak dużo, że nawet po debiucie będzie posiadał według szacunków od 78% do nawet 85% wszystkich głosów. A dodatkowo, jak zaznaczono w dokumencie S1 złożonym w celu umożliwienia debiutu, MASK ma pozostać na stanowisku CEO, czyli dyrektora zarządzającego, CTO, czyli dyrektora technologicznego oraz prezesa rady dyrektorów. To w połączeniu z drastyczną przewagą głosów daje mu niemal jednoosobową władzę nad spółką, nawet pomimo jej upublicznienia. Jak podkreślają media, to jeden z najwyższych poziomów kontroli założycielskiej wśród dużych spółek technologicznych w USA. przebijający nawet ten Marka Zuckerberga, gdy Facebook wchodził na giełdę. No to by było na tyle, jeśli chodzi o bajeczkę mówiącą o tym, że Musk odda władzę, przynajmniej częściową, w ręce inwestorów. Dzięki emisji spółka planuje pozyskać 75 miliardów dolarów. Ten wykres opublikowany na łamach Financial Times pokazuje jak to dużo na tle całej giełdy. Proszę sobie wyobrazić, że w ubiegłym roku wszystkie debiuty łącznie nie zebrały takiej kwoty. Nawet mniej uzbierały IPO z 2024, 2023 i 2022 roku. Powtórzę to, bo to musi wybrzmieć. Mowa o wszystkich zsumowanych ze sobą debiutach z całego roku, nie pojedynczych spółkach. Warto też podkreślić, że te 75 miliardów darów to około dwa razy więcej od kwoty, którą przytaczano jeszcze przed kilkoma miesiącami, gdy debiut pozostawał w sferze domysłów. Od tamtego czasu SpaceX połączył się jednak z XAI, co naturalnie zwiększyło jego możliwości, no i potencjalną wycenę. Ta jednak, co ciekawe, może nie sprostać pierwotnemu hypowi. Gdy bowiem SpaceX ruszyło sprawnym procesem wejścia na giełdę, w doniesieniach dotyczących wyceny pojawiały się różne kwoty. Najbardziej popularne były widełki mówiące o wycenie w przedziale od 1,75 biliona dolarów do 2 bilionów dolarów. Z biegiem, jak trwał proces przedstawiania oferty publicznej, wycena ta zaczęła się klarować wokół dolnego, a nie górnego progu. Teraz mowa już o 1 bilionie i 780 miliardach dolarów, co samo w sobie jest znakiem, że oczekiwania wobec debiutu są jednak nieco studzone. No dobrze, szczegóły oferty mamy omówione, teraz przejdźmy do sedna tematu, czyli omówienia scenariuszy, które mogą rozegrać się w debiucie i w kolejnych dniach. Muszę podkreślić, że scenariusze te to zbiór poszczególnych opinii analityków i ekspertów, a nie konkretne wersje zdarzeń zaprognozowane przez jedno źródło. Takich raczej nie znajdziemy, bo byłoby to wróżenie z fusów. Najpierw na tapet weźmy sobie ten byczy scenariusz zakładający cenowy skok akcji. Ten jest chyba najbardziej popularny, co absolutnie nie oznacza, że najbardziej prawdopodobny. Zakłada on, że duża alokacja akcji wśród inwestorów detalicznych, z czego w większości to fanatycy Maska, doprowadza do wystrzału cenowego już na samym starcie. Nie można wykluczyć, że już w pierwszej chwili będą one wyraźnie droższe niż w momencie emisji. Ba, Jim Kramer z CNBC, znany publicysta finansowy, który ma jednak na swoim koncie sporo przestrzelonych prognoz, uważa wręcz, że akcje podwoją swoją cenę na otwarciu. Oznaczałoby to, że mogłyby one zakręcić się wokół 270 $ar za sztukę. Z kolei rynek predykcyjny Polimarket na około 50% szans wycenia zdarzenie, w którym akcje w debiucie kosztują około 150. To znaczy zakład sam w sobie dotyczy wyceny na poziomie 2 bilionów, ale ta implikuje cenę akcji w okolicach 150 $arów. Oczywiście tak dużego debiutu jak ten SpaceX w ostatnich latach nie było, ale świeże precedensy z giełdy pokazują, że takie wystrzały są możliwe. W ubiegłym roku akcje Figma podrożały w dniu debiutu o 250%. Warto też ten scenariusz odnieść do debiutu Tesli, skoro mowa również o spółce Maska. Tamta wchodziła na giełdę w 2010 roku i wtedy zaliczyła naprawdę pokaźny debiut. Akcje pierwszego dnia zamknęły się na wzroście rzędu ponad 40%. Co więcej, media i analitycy wskazują także na jeden czynnik, który może wesprzeć cenę akcji w niedalekiej przyszłości po debiucie. To napływ kapitału pasywnego z funduszy indeksowych. Te muszą do swojego portfela dokupywać akcje spółek, które wchodzą w skład danego indeksu, co może podbijać cenę z uwagi na automatycznie rosnący popyt. SpaceX w debiucie oczywiście do takich indeksów nie wejdzie, ale niektórzy dostawcy indeksów już swoje wymagania zrewidowali tak, by spółkę wprowadzić do nich szybciej. Wśród nich jest na przykład Nasdaq 100, Russell czy Morning Star. Jak czytamy na łamach Financial Times, wszystko to skieruje miliardy dolarów pasywnego kapitału indeksowanego do amerykańskiego rynku akcji w stronę SpaceX. 15 dni po jego debiucie. Co ciekawe, w tym gronie nie znalazł się S&P, który podtrzymuje swój wymóg, że spółka musi być handlowana na giełdzie przynajmniej przez rok. Oznacza to, że na udział SpaceX w S&P 500 przyjdzie nam jeszcze poczekać. Drugi scenariusz to ten bazowy, zakładający niewielką zmianę ceny akcji na zamknięciu. Wystrzał na otwarciu wciąż jest możliwy, ale ta bardziej stonowana wersja zdarzeń zakłada późniejszą korektę ceny i w konsekwencji zamknięcie na niewielkim wzroście. Oznaczałoby to, że inwestorzy dostrzegają potencjał i hype dotyczący spółki, ale są ostrożni z wyceną, głównie ze względu na pewne mankamenty, o których jeszcze dziś opowiem. Za takim scenariuszem może przemawiać stosunkowo nieduża nadsubskrypcja akcji. Jak podaje Reuters, z 5 czerwca popyt na akcje był tylko dwukrotnie większy od ich podaży, a to w przypadku tak popularnej spółki i zapowiadanego największego debiutu w historii raczej skromny wynik. Tu media jako precedens wskazują do tej pory największy debiut w historii giełdy, czyli Saudi Ramco z 2019 roku. Jego akcje pierwszego dnia podrażały o 10%, a później kurs długo poruszał się w trendzie bocznym. No i mamy jeszcze scenariusz niedźwiedzi, czyli swoistą pułapkę dla mniej doświadczonych inwestorów. Ten również zakłada pierwotny wystrzał akcji z uwagi na hype, ale przewiduje później głębszą korektę, która sprowadza cenę do poziomów poniżej ceny emisyjnej. Według tego scenariusza akcje mają być w kolejnych dniach dostępne w promocyjnej cenie. Tu dobrym przykładem z ostatnich lat jest Uber. Spółka wchodziła na giełdę w 2019 roku, a jej cena emisyjna wynosiła 45 $ar za akcję. Tymczasem pod koniec pierwszej sesji za akcję trzeba było zapłacić 41,5. Morning Star w swojej prognozie spodziewa się, że cena akcji SpaceX za jakiś czas będzie naprawdę atrakcyjna. Agencja wycenia bowiem całe SpaceX na rzeczywiste 780 miliardów dolarów, co przekłada się na cenę pojedynczej akcji na poziomie około 60 $ar. Z kolei As Damodarans, NY Stern w swojej analizie oszacował rzeczywistą wycenę spółki na 1,3 biliona dolarów, co implikuje cenę akcji na poziomie około 100 do$arów za sztukę. Profesor J. Riter, który zasłużył sobie w branży na wymowny pseudonim Mister IPO zauważa, że około 60% spółek nawet trzy lata po debiucie pozostaje pod kreską lub na zero, jeśli chodzi o cenę akcji. Z tego samego badania wynika, że tylko 16% spółek w tym samym czasie podwaja swoją kapitalizację. To możliwe scenariusze podparte fachowymi analizami i komentarzami specjalistów. Nie będziemy bawili się w ustalanie prawdopodobieństwa, z jakim mogą się wydarzyć. Jeśli drogi widzu oczekiwałeś, że powiem coś w stylu byczy scenariusz jest prawdopodobny na 75% to muszę cię zasmucić. Nie zrobię ci tego. Raporty skupiają się przeważnie na szacunkowej wycenie spółki, z której to cena akcji jest implikowana. Dokładnej recepty na to, co zrobić, kiedy kupić i jak się zachować, żeby na wejściu SpaceX na giełdę zyskać, nikt tu nie poda. Decyzję musisz podjąć sam, ale mogę w jej podjęciu jeszcze trochę pomóc. na przykład wymieniając szanse i zagrożenia związane ze spółką, bo tych drugich jest wcale nie mniej niż tych pierwszych. Okazuje się, że największą szansą nie jest to, o czym pewnie teraz mogłeś pomyśleć. Rozmawiamy przecież teoretycznie o spółce kosmicznej, więc wydawać by się mogło, że to ten segment powinien spółkę wynieść nomenomen w przestworza, ale zdaniem analityków to nie on będzie katapultą, a segment sztucznej inteligencji, którego przecież w spółce jeszcze przed kilkoma miesiącami nie było. Ten jest efektem fuzji SpaceX z XAI. Financial Times opisuje ją wprost w ten sposób. To niespodziewana transakcja, która ni stąd ni zowąd uczyniła AI największym biznesem spółki. Wychodzi więc na to, że cały dzisiejszy odcinek nie jest poświęcony spółce z sektora kosmicznego, a takiej z sektora sztucznej inteligencji. I to nie są tylko puste zapowiedzi. Potencjał segmentu AI został chociażby przedstawiony w prognozie Goldman ZX. Bank ten jest obok Morgan Stanley, jednym z dwóch najpoważniejszych obsługujących to IPO i spółka miała na spotkaniach z inwestorami posiłkować się właśnie jego prognozą dotyczącą przychodów. Mediom udało się do niej dotrzeć. Według niej przychody SpaceX tylko z segmentu AI mają do 2030 roku wzrosnąć uwaga stukrotnie. Już w tym roku mają być większe od tych z poprzedniego o 38%. W 2025 roku wynosiły 3,2 miliarda dolarów, a za raptem 4 lata przychody mają skoczyć do 322 miliardów dolarów. Łączne przychody spółki mają w opisywanym 2030 roku wynieść 474 miliardy dolarów. To oznacza, że 67% przychodów w tej kosmicznej spółce już niedługo ma generować sztuczna inteligencja. Co ciekawe, niedługo później media dotarły też do prognozy drugiego ze wspomnianych banków, czyli Morgan Stanley. Ta jest już nieco bardziej powściągliwa, choć pod wieloma względami podobna. Ten bank również dostrzega największy potencjał w segmencie AI, ale nie spodziewa się aż takiego wzrostu przychodów. Przewiduje, że w 2030 roku całkowite przychody spółki wyniosą 330 miliardów dolarów. Przypomnę, że Goldman Zachs w tym samym czasie prognozuje 474 miliardy dolarów. Rozstrzał jest więc niemały. Ponadto Morgan Stanley określił w swojej prognozie jeszcze dalszy horyzont czasowy. Jak podają media, miał nawet oszacować przychody na 2040 rok. Wówczas mają one wynieść 3,4 biliona dolarów przy skorygowanym zysku przed amortyzacją i podatkami o wartości 2,7 biliona dolarów. To jednak perspektywa prawie 15 lat. Do tego czasu wiele może się jeszcze zmienić. No i w sumie to musi się zmienić na lepsze, jeśli SpaceX chce do tej poprzeczki doskoczyć. Obecna forma zawodnika raczej na to nie wskazuje. Założenie aż tak dużych przychodów wynika z szacunków, że adresowalny rynek sztucznej inteligencji dla SpaceX ma być warty 26,5 biliona dolarów. Jest jednak pewien problem. SpaceX musi udowodnić, że jest w stanie sporą część tego rynku zagarnąć, a medialni eksperci mają wątpliwości, czy uda się to zrobić. Na łamach Financial Times słusznie zauważono, że żeby taki wynik musiał zostać wykręcony, Grock, czyli sztandarowy model spółki musiałby przegonić bardziej zaawansowane modele. Obecnie bowiem odstaje od Cloda należącego do Antropic, Gemini od Google oraz Chata GPT od Open AI. Dobrym dowodem na to, że Grock na razie nie dojeżdża do prognozowanej popularności, niech będzie fakt, że SpaceX mierzy się z problemem odwrotnym niż reszta sektora. Otóż spółka ma nadmiar mocy obliczeniowych, bo Grok nie jest aż tak popularny, jak tego oczekiwano. Dlatego też firma wynajęła moce obliczeniowe z centrum danych Colossus swoim rywalom w ramach nietypowych umów. Wcześniej taki kontrakt podpisano z Antropic, a niedawno podobną współpracę ogłoszono z Google. Ta ma od października tego roku do czerwca 202 roku płacić 920 milionów doarów miesięcznie za moc obliczeniową generowaną przez ponad 100 000 chipów Nvidii. Umowa została skonstruowana tak, by obie strony mogły ją wypowiedzieć z 90dniowym wyprzedzeniem. Czy faktycznie do takiego ruchu dojdzie, to już będzie zależało od tego, czy sztuczna inteligencja SpaceX rozwinie się na tyle, by tych mocy potrzebować. Póki co pomimo zwalających z nóg prognoz nie potrzebuje. Warto zaznaczyć, że obydwie spółki wyraziły też potencjalną chęć korzystania z centrów danych w kosmosie, gdy SpaceX wprowadzi tę usługę. Na tę chwilę jednak to tylko ekscytująca, pięknie opisana obietnica. Póki co jedynym dochodowym segmentem spółki jest Starlink, usługa internetu satelitarnego. I to powinna być dla inwestorów pewna, przynajmniej pomarańczowa, żeby nie powiedzieć czerwona flaga. Według danych za cały 2025 rok ten segment wypracował 4,4 miliarda dolarów zysku operacyjnego. Segment kosmiczny, czyli ten rakietowy z kolei wygenerował ponad 600 milionów dolarów straty, a segment AI ponad 6 miliardów dolarów straty. To znamienne, bo przed fuzją z Xii spółka była dochodowa. Fuzja, która jednocześnie gwarantuje gigantyczną szansę dla niej, zrobiła ze spółki dochodowej firmę stratną. Starling póki co więc zarabia na całą resztę, by pozostałe segmenty mogły funkcjonować, ale sam w sobie ma mniejszy potencjał rozwoju, głównie ze względu na cały rynek, w jakim operuje. Jak wcześniej wspomniałem, według prognoz adresowalny rynek AI w 2030 roku ma być warty 26,5 biliona dolarów. Z kolei ten dla Starlinka w tym samym czasie będzie miał wartość tylko 2 bilionów dolarów, to 13 razy mniej. Starling póki co jest więc w stanie napędzać spółkę, ale kierownicę będzie musiał przejąć segment sztucznej inteligencji. Starling dziś, AI w domyśle jutro lub pojutrze. Tam analitycy dostrzegają potencjał i szanse dla spółki. No a gdzie jeszcze? Chociażby w monopolizacji startów w kosmos. SpaceX odpowiada bowiem za około 85% wszystkich globalnych startów i to on wynosi większość masy na orbitę. Dodatkowo wypracował system, dzięki któremu robi to najtaniej na rynku wraz z rozwojem całego sektora kosmicznego jako odnogi gospodarki firm, które będą chciały wynieść coś w kosmos, będzie tylko przybywało, a SpaceX będzie w stanie na tym zarabiać. Już zresztą to robi, ale nie na tyle, by cały segment generował zysk. O szansach, które na razie brzmią bardziej jak science fiction, nie będę się rozgadywał. Kolonizacja Marsa, budowa infrastruktury kosmicznej to wszystko na razie wizjonerskie obietnice, ale takie, których nie da się poprzeć konkretnymi szacunkami. A zagrożenia, jakie cechy spółki powinny budzić niepokój lub chociaż wątpliwości u inwestorów? Firmy chcące wejść na giełdę są zobligowane do wypisania czynników ryzyka w odpowiednim dokumencie przy składaniu wniosku. SpaceX jako pierwsze, a co za tym idzie, największe zagrożenie dla spółki wymieniło Elona Muska. Dlaczego CEO jest bowiem swoistym mieczem obosiecznym? Z jednej strony to wizjoner, który ma wokół siebie pokaźne grono fanatyków wierzących we wszystkie jego zapowiedzi. Z takim człowiekiem na czele spółka ma ogromny potencjał, by się rozwijać, ale no właśnie jest kilka ale wymienionych w dokumencie wprost. Po pierwsze Musk ma rozproszoną uwagę. Prowadzi kilka spółek, w tym innego giganta, czyli Teslę, a ponadto nie stroni od tak zwanych życiowych misji pobocznych. Czasem bawi się w streamera, a innym razem w polityka, jak miało to miejsce w ubiegłym roku, gdy był częścią administracji Donalda Trumpa. Niewątpliwie dla SpaceX byłoby lepiej, gdyby Musk był skupiony tylko na tej działalności. Tym bardziej, że przecież zachowa ogromną kontrolę nad spółką, o czym mówiłem wcześniej i to też jest wymienione jako potencjalne zagrożenie. Ze swoim wizjonerskim umysłem Musk może zaprowadzić SpaceX do gwiazd i to dosłownie, ale spółka nie ma narzędzi, by go skorygować, jeśli się pomyli lub błędnie na czymś zafiksuje. Kolejna kwestia opisywana wprost w dokumencie to brak ubezpieczenia osoby kluczowej. Mówiąc po ludzku, jeśli mask umrze albo coś mu się objawi przez co postanowi rzucić biznes, nie ma nikogo podobnego na jego miejsce. W dokumencie czytamy, że jego niemożność lub niechęć do dalszego pełnienia ról mogłaby istotnie zakłócić strukturę zarządzania. Ponadto spółka w dokumencie wypisuje też inne czynniki ryzyka. Wśród nich znajdziemy też dużą zależność od kontraktów rządowych, szczególnie w segmencie kosmicznym. Jeśli w przyszłości administracja zmieni się na taką, której będzie nie po drodze z maskiem i jego ideami, spółka może na tym stracić. Kolejnym jest ryzyko techniczne projektu rakiety Starship. Ta już jest opóźniona względem pierwotnego terminarza. A gdyby przy kolejnych testach doszło na przykład do wybuchu, mogłoby to podminować działalność firmy i chociażby uniemożliwić podpisanie kolejnych kontraktów. To wszystko to zagrożenia operacyjne, która spółka widzi dla swojej działalności. Warto też rzucić okiem na ryzyka dla inwestora indywidualnego, czyli ciebie, drogi kolego, który chcesz wrzucić swoje oszczędności w akcje zaraz po debiucie. Pierwsze zagrożenie to napompowana wycena. Już wcześniej wspomniałem o dwóch konkretnych analizach, które wyceniają spółkę znacznie poniżej oczekiwanej wyceny rynkowej. W takiej sytuacji spółka po prostu nie zostawia sobie marginesu błędu. W zasadzie już wyceniono w akcjach, że przez najbliższe lata wszystko będzie szło zgodnie z planem, a przecież nie musi. Drugie najczęściej wspominane przez analityków zagrożenie to przeszacowanie segmentu AI, o czym wspomniałem kilka minut wcześniej. Plany i prognozy są niesamowicie imponujące, ale po drodze trzeba je jeszcze zrealizować, a na razie do tego sporo brakuje. Nie można wykluczyć, że segment AI dłużej będzie przepalał kapitał, tak jak robi to teraz, a tak dużej części rynku, jak prognozują banki, nigdy nie zagarnie, bo Antropic, Open AI czy Google po prostu nie dadzą się wyprzedzić w wyścigu sztucznej inteligencji. Mam nadzieję, że dostarczyłem ci wystarczającą paczkę informacji dotyczących SpaceX. byś mógł podjąć rozsądną decyzję dotyczącą tego, czy wchodzić w debiut, czy może obserwować go z boku. A jaka to będzie decyzja, to już zależy tylko od ciebie. Jeśli ten materiał przypadł ci do gustu, to zostaw łapkę w górę. Do usłyszenia.

Przewijanie do góry