Stopy Procentowe Spadają, A Podatki Rosną. Jak To Wpływa Na Polską Gospodarkę?
W tym głębokim omówieniu analizujemy kluczowe zmiany w Polsce: publikujemy rządowe rozwiązania ograniczające wzrost cen energii, reakcję finansowego sektora finansowego na dane inflacyjne oraz znaczące działania administracji katowickich wobec pustostanów.
Specjaliści finansowi szczegółowo wyjaśniają:
- Konsekwencje redukcji stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej w wysokości 25 punktów bazowych względem wzrostu gospodarczego i rynku mieszkaniowego
- Planowane przez rząd tarcze i prowizje związane z cenami energii, w tym Szczegóły Bonu Ciepłowniczego i prognozowana działalność Ministerstwa Energii na lata 2024-2026
- Potencjalne efekty wprowadzenia zupełnie nowego sposobienia opłat od pustostanów, które mogą podnieść podatek opłacany przez inwestorów aż do 30-krotnie
- Ranking wzrostu cen domów w Polsce oraz różnic cenowych na tle europejskiego rynku mieszkaniowego
Analiza pełna twardych danych ukrytych za decyzjami NBP, ustawowego powstrzymania cen paliw usługowych oraz wniosków płynących z polityki władz lokalnych oraz inflacyjnych trendów. Zrozumienie tych mechanizmów jest kluczowe dla skutecznego zarządzania ryzykiem w obecnym klimacie gospodarczym.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
500 zł za megawhzin. Taka stawka za energię elektryczną obowiązuje obecnie. Cena jest utrzymywana na tym poziomie dzięki rządowej tarczy. Bez zamrożenia cen prądu, jak wyliczył resort energii, kwota mogłaby wzrosnąć o 16% do 580 zł. Co dalej? Z ceną energii w Polsce. Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała o obniżeniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych. W rezultacie stopa referencyjna w Polsce wynosi 4,75%. Obniżka była szeroko oczekiwana przez analityków i ekonomistów. Ich wysokie przekonanie wynikało z ostatnich korzystnych danych o inflacji w Polsce. Co dalej ze stopami? To może być prawdziwe tąpnięcie. Chodzi o podatek, który przede wszystkim może dotknąć deweloperów. Pionierami wprowadzenia wyższych opłat od pustostanów stały się Katowice. Pomysł spodobał się także innym samorządom, które rozważają wprowadzenie nawet 30estokrotnie wyższej daniny. To co się dzieje na polskim rynku nieruchomości staje się coraz bardziej zatrważające. Ceny rosną w ogromnym tempie. Takiego wzrostu nie ma w żadnym innym europejskim państwie. Ceny mieszkań w Krakowie są tak samo wysokie jak w Rzymie. Stałych widzów proszę o łapkę w górę. Jeżeli nie chcesz, żeby omijały cię wartościowe materiały, to koniecznie dołącz do ponad 100 000 subskrybentów. Partnerem odcinka jest broker IForex Europe. Jeżeli chcesz handlować kontraktami CFD z zaufanym dostawcą, to zarejestruj swoje konto. Link znajdziesz w opisie. 42 miliardy złotych. Tyle banki zarobiły w zeszłym roku z twoich pieniędzy. Jeśli masz lub miałeś kredyt hipoteczny w złotówkach euro, franku, kredyt gotówkowy, z takich umów odzyskamy dla ciebie pieniądze. Dane kontaktowe masz w opisie, a na hasło FX Mac masz 10% zniżki. Zaczynamy rynkowy alert, czyli podsumowanie najważniejszych wydarzeń tygodnia ze świata finansów. To, że brak zamrożenia cen energii byłby odczuwalny dla wszystkich gospodarstw domowych w Polsce nie jest zaskoczeniem. Według szacunków Ministerstwa Energii brak decyzji o utrzymaniu stawek za megawogodhzinę sprawiłby, że cena energii elektrycznej dla gospodarstw domowych wzrosłaby nawet o 16%. Warto zauważyć, że podwyżka byłaby nieco mniejsza niż ta dotycząca samej ceny prądu. Ma to związek z tym, że na końcowy rachunek za energię elektryczną składa się kilka czynników, nie tylko sama cena prądu. Mimo wyliczeń, które pojawiły się w uzasadnieniu do ustawy dotyczącej mrożenia cen energii, Urząd Regulacji Energetyki ma utrzymać tarczę ochronną do końca roku. W czwartek Komitet Stałyj Rady Ministrów przyjął projekt ustawy przedłużający zamrożenie cen energii elektrycznej do końca tego roku. Chronimy domowe budżety przed nagłymi podwyżkami rachunków za prąd i ciepło, a równocześnie dbamy o bezpieczeństwo energetyczne kraju. To odpowiedzialna polityka, która łączy troskę o obywateli z długofalowym myśleniem o transformacji sektora energetycznego. Przyznał Miłosz Motyka, minister energii. Projekt ustawy oprócz zamrożenia cen energii wprowadza także inne rozwiązania, z którego będą mogli skorzystać Polacy. Jest nim bon ciepłowniczy, który ma wesprzeć gospodarstwa domowe o niskich dochodach, które korzystają z ciepła systemowego. Na czym będzie polegało wsparcie i kto je otrzyma? zgodnie z projektem ustawy, bo on ma być wypłacany w drugiej połowie 2025 i przez cały przyszły rok. Jego wysokość będzie uzależniona od cen ciepła. Będzie wynosić od 500 zł do nawet 3500. Z bonu nie będą jednak mogli skorzystać wszyscy. Kryterium dochodowe zostało ustalone na poziomie 40% przeciętnego wynagrodzenia dla jednoosobowych gospodarstw domowych oraz 30% dla gospodarstw wieloosobowych. Jak podało ministerstwo, zamrożenie cen energii będzie kosztowało budżet państwa 877 milionów zł. Natomiast koszt wprowadzenia bonu ciepłowniczego ma wynieść niemal 890 milionów złotych. Pytany o ewentualne weto prezydenta Karola Nawrockiego do tej ustawy minister ocenił, że nie widzi kontrowersji w tym projekcie. Liczymy, że prezydent podpisze naszą ustawę. Jest ona kompleksowa, dotyczy i energii, i cen ciepła. Nie widzimy kontrowersji, które mogłyby pana prezydenta zmusić, żeby ustawę wetować. Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała o obniżeniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych. W rezultacie stopa referencyjna w Polsce wynosi 4,75%. Obniżka była szeroko oczekiwana przez analityków i ekonomistów. Ich wysokie przekonanie wynikało z ostatnich korzystnych danych o inflacji w Polsce. Stopa inflacji wyniosła w lipcu 3,1% co było wartością mieszczącą się w dopuszczalnym paśmie odchyleń od celu NBP. Następnie wstępnie w sierpniu wskaźnik CPI wyniósł 2,8% co potwierdziło dezinflacyjną tendencję. Ta stopa, choć znacząco obniżona, jest nadal relatywnie wysoka. Trzeba mieć świadomość, że to nadal wysoka stopa. Druga co do wysokości w krajach naszego regionu. Tak podczas konferencji wysokości stóp procentowych w Polsce komentował prezes Narodowego Banku Polskiego profesor Adam Glapiński, po czym obiecał, że bank nie dopuści do utrwalenia się podwyższonej dynamiki cen, która może się pojawić. Dodał również, że istnieją trzy ryzyka wzrostu inflacji. Po pierwsze, inflacja przekracza środek celu NBP. Po drugie, prognozy banku zakładają jej wzrost, głównie oczywiście w związku ze wzrostem cen energii elektrycznej. Ale tutaj naprzeciw wychodzą działania Ministerstwa Energii, które dzień po konferencji prasowej prezesa NBP przedstawiło projekty ustaw dotyczących między innymi zamrożenia cen energii do końca tego roku. Więc w zasadzie czynnik ten na ten moment znika. I w końcu po trzecie, inflacja bazowa w sierpniu spadła, ale jest ona dalej wyższa od inflacji ogółem. Prezes Glapiński szczególnie wskazał jako niepokojącą dynamikę zmiany cen usług, ale dodał też, że nie jest to tylko i wyłącznie nasz problem, ale przede wszystkim wszystkich krajów wysoko rozwiniętych. Jeśli w kolejnych kwartałach inflacja będzie utrzymywać się powyżej 3%, tak jak jest teraz, to ryzyko wytrącenia inflacji z przedziału odchyleń od celu w przypadku wzrostu cen energii i żywności będzie podwyższon. Co dalej ze stopami procentowymi w Polsce? Będziemy podejmować decyzje stosowne do napływających danych. Wszyscy członkowie rady w ten sposób chcieli, żeby to było formułowane. Dlaczego? Dlatego, że jest niepewność daleko idąca dotycząca różnych czynników. nie wiemy i nie chcielibyśmy zrobić czegoś, z czego będziemy musieli się wycofywać, bo to narusza autorytet instytucji. W szczególności nie chcielibyśmy obniżyć stóp procentowych aż tak bardzo, by na przykład za dwa kwartały podwyższać stopy. To grozi bankowi centralnemu Czech. To jest dyskutowane w Czechach. Chcemy działać konsekwentnie, dlatego też działamy powoli, w małych kawałkach decyzyjnych. Tak sytuację wyjaśniał prezes. Oprócz regulowanych cen energii elektrycznej, duże znaczenie dla kształtowania się inflacji będą miały trzy czynniki, które wymienił prezes Narodowego Banku Polskiego. Polityka fiskalna rządu, koniunktura gospodarcza i sytuacja na rynku pracy. Profesor Glapiński skrytykował politykę fiskalną, która według jego oceny pozostaje bardzo luźna, a deficyt jest ogromny i dług narasta zbyt szybko. Deficyt sektora finansów publicznych w 2024 roku wzrósł do 6,6%. PKB to niemal najgłębszy pośród krajów Unii Europejskiej wyprzedza nas tylko Rumunia. Podkreślił pracę z Narodowego Banku Polskiego. A o Rumunii nie tak dawno pojawił się u nas na kanale materiał. Mamy więc w bieżącym roku ponownie do czynienia z poluzowaniem polityki fiskalnej na wielką skalę i nie uzasadnia tego sytuacja gospodarcza. Będzie to oczywiście wpływało na szybkie narastanie długu publicznego. Kolejne posiedzenie RPP odbędzie się na początku października. Decyzję poznamy 8 października i biorąc pod uwagę działania Ministerstwa Energii, dalsze obniżki stóp procentowych są jak najbardziej realne. To może być prawdziwe tąpnięcie na rynku nieruchomości. Chodzi o podatek, który przede wszystkim może dotknąć i powinien dotknąć deweloperów. Pionierami wprowadzenia wyższych opłat od pustostanów stały się Katowice. Pomysł spodobał się także innym samorządom, które rozważają wprowadzenie wyższej deniny. Pierwszym samorządem, który postanowił pójść na wojnę z deweloperami są wspomniane Katowice informuje Gazeta Wyborcza. Pomysłodawcy mają nadzieję, że Wyższa Dalina ożywi rynek nieruchomości, a jeśli nawet do tego nie dojdzie, to i tak zyska gmina, która otrzyma znacznie wyższy wpływ do budżetu. Katowiccy urzędnicy zwrócili uwagę, że deweloperzy, ale także flipererzy płacą niskie podatki od posiadanych nieruchomości. Stawka wynosi zł 19 za metr kwadratowy rocznie. Teraz to się zmieni. Opłata ma wzrosnąć 30okrotnie. Jak i dlaczego? Otóż władze Katowic powołując się na uchwałę Naczelnego Sądu Administracyjnego z 21 października minionego roku, w której instytucja uznała, że firmy w tym deweloperze i flipererze, którzy budowali lub posiadają mieszkania, które nie są przeznaczone na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych, powinni płacić wyższe podatki, czyli takie jak za lokale przeznaczone do prowadzenia w nich działalności gospodarczych. Niższy podatek od tego typu nieruchomości przeznaczony jest wyłącznie dla osób, które korzystają z nich, aby zaspokoić mieszkaniowe potrzeby. Deweloperzy, fundusze inwestycyjne czy fliperzy, którzy posiadają lokale mieszkalne, chcą przede wszystkim na nich zarobić. W interpretacji katowickich urzędników oznacza to wprost, że ich przeznaczenie jest inne niż to wynikające z ustawy, więc do momentu sprzedaży nieruchomości powinni płacić wyższe podatki. Od słów szybko przeszło do czynów. Deweloperzy i inni posiadacze mieszkań na sprzedaż w Katowicach zamiast podatków w wysokości wspomnianych zł 20 za metr rocznie będą płacić 34 zł za metr kwadratowy rocznie, czyli 30 razy więcej. Pomysłodawcy rozwiązania mają nadzieję, że wpłynie to na ożywienie rynku nieruchomości i doprowadzi do zwolnienia pustostanów. To będzie z korzyścią dla gminy. A nawet jeśli sprzedaż lokali wciąż będzie trwać, to gmina i tak na tym zyska znacznie wyższy wpływ do budżetu. Biorąc pod uwagę mieszkanie o powierzchni 50 m kw, przy dotychczas obowiązującej stawce podatku od nieruchomości do budżetu gminy trafiało niespełna 60 zł. Po zmianie ta kwota wzrośnie do 1700 zł. W przypadku deweloperów, którzy na przykład mają w wybudowanym budynku 100 mieszkań, opłata wyniesie 170 000 zł rocznie zamiast 5950 zł. Jeśli jednak przedsiębiorca wybudował budynek mieszkalny albo nabył taki budynek lub znajdujące się w nim lokale i nie dokonuje ich sprzedaży, ani ich nie wynajmuje na cele mieszkaniowe, czyli to tak zwane trwałe pustany, to takie budynki i lokale można kwalifikować jako towar służący w przyszłości jako zabezpieczenie przychodów z działalności gospodarczej. Dlatego od takich budynków lokali uzasadniona jest stawka jak od budynków lokali przeznaczonych na działalność gospodarczą. Tak sytuację tłumaczyła Agnieszka Grabowska, toś radczyni prawna, zajmująca się obsługą prawną inwestycji deweloperskich. Możliwe, że na podobny ruch do tego w Katowicach wkrótce zdecydują się inne samorządy z Polski oczywiście, którzy, które żywo interesują się tym rozwiązaniem. Kolejnym miastem, które może podnieść podatki dla deweloperów funduszy inwestycyjnych i fliperów jest Łódź. Miejski radny z trzeciej drogi Kosma Nykiel już złożył interpelację do władz miasta w sprawie podwyższenia daniny. Próba podwyższenia podatku nie podoba się deweloperom, którzy już teraz zapowiadają, że swoich racji będą dochodzić przed sądem. Podobne głosy słychać ze strony innych organizacji skłupiających deweloperów. Czy mają szansę na wygraną? To pytanie otwarte. Wiele będzie zależało od decyzji sędziego. Widać to doskonale po tym, co się stało w Krakowie, gdzie od kilku lat mieszkania wykorzystywane do najmu krótkoterminowego zostały objęte wyższym podatkiem. W kilku przypadkach ich właściciele zaskarżali te decyzje. Wertykt w podobnych sprawach był różny. Czasem na korzyść samorządu, czasem na korzyść właściciela mieszkania. Eksperci zajmujący się rynkiem nieruchomości podnoszą obawę, że jeśli sprawa zacznie nabierać tempa i coraz więcej gmin będzie podnosiło podatek dla deweloperów czy fliperów, to kosztami. I tak zostaną obciążeni przyszli właściciele, bo koszty podatku zostaną wliczone w cenę nieruchomości. Daj znać, czy to według ciebie dobry krok w wykonaniu samorządów. Tak drogo jeszcze nie było. Dynamika wzrostu cen mieszkań w Polsce jest oszałamiająca. Kraków stał się europejskim liderem tego niechlubnego rankingu. Ceny za metr kwadratowy w tym mieście rok do roku wzrosły o 19% do poziomu 16150 zł. A to nie jest udostąpniony przypadek w naszym kraju. Choć w Krakowie cena metra kwadratowego mieszkania wzrosła najbardziej w Europie to nie jest to polskie miasto z najwyższą ceną. To miejsce przypadło w Warszawie, gdzie za metr kwadratowy mieszkania trzeba średnio zapłacić niemal 16360 zł, co stawia stolicę Polski obok takich miast jak Rzym, Budapeszt i Bratysława. Wynika z raportu Deloitte Property Index, Overview of European Residential Markets. Średnia cena w naszym kraju za metr kwadratowy mieszkania wyniosła 1186 zł. Za metr kwadratowy w stolicy Węgier trzeba zapłacić niemal 16400 zł, w stolicy Słowacji prawie 16600, a stolicy Włoch ponad 16315 zł. Sytuacja na polskim rynku nieruchomości spędza sens z powiek kupujących. Mieszkania w Polsce są bardzo drogie, ale ich cena wciąż jest niższa od wielu miejsc w Europie. Najdrożej jest w Luksemburgu, gdzie za metr kwadratowy mieszkania trzeba zapłacić blisko, uwaga, 47 000 zł. Kolejnymi miejscami, w których cena jest astronomicznie wysoka są Monachium i Paryż, gdzie za metr kwadratowy trzeba zapłacić kolejno 45900 zł i 45730 zł. Droga jest także u naszych południowych sąsiadów, Czechów. W Pradze za metr kwadratowy lokalu mieszkalnego trzeba zapłacić ponad 26 000. Cena wynajmu mieszkań w Polsce nie jest tak wysoka jak w wielu innych europejskich miastach. Stolica naszego kraju Warszawa plasuje się na 23 miejscu pośród miast w Europie. Przeliczając na metr kwadratowy wynajmowanej nieruchomości cena w Warszawie wynosi blisko 76 zł. To najdrożej w naszym kraju. biorąc pod uwagę wynajem metra kwadratowego mieszkania w Polsce, w Krakowie średnio musimy za niego zapłacić około 65 zł, w Gdańsku ponad 63, a we Wrocławiu niemalże 62 zł. W wielu europejskich państwach wynajem nieruchomości jest jednak znacznie droższy niż w Polsce. Najdrożej podobnie jak w przypadku kupna nieruchomości jest w Luksemburgu, gdzie w przeliczeniu za wynajem metra kwadratowego mieszkania trzeba zapłacić około 184 zł. Drogo jest także w Paryżu i Dublinie, gdzie za taką samą powierzchnię trzeba zapłacić kolejno 136 zł i prawie 135. Polacy muszą płacić podobne ceny za mieszkanie jak w wielu miejscach w Europie, ale zarabiają znacznie mniej. Biorąc pod uwagę średnie zarobki w europejskich krajach w 2025 Polska plasuje się dopiero na 21 miejscu z średnimi wynagrodzeniami netto w wysokości 4890 zł. podaje portal znajdźpracę.pl. Dla porównania w Luksemburgu, gdzie ceny metra kwadratowego zarówno jeśli chodzi o kupno, jak i wynajem są najwyższe, średnie wynagrodzenie wynosi netto 18275 zł. Na podium z najwyższymi zarobkami znalazły się też Dania i Holandia, gdzie pracownicy zarabiają średnio kolejno 17850 zł i blisko 15500 zł. We Włoszech, gdzie w stolicy ceny nieruchomości są podobne do tych w Warszawie. Średnie zarobki wynoszą 7730 zł, czyli są wyższe o niemal 3000 zł od tych w Polsce. Co ciekawe, średnie pensje są niższe niż w Polsce w takich krajach jak Słowacji i Bułgarii, czyli w krajach, gdzie w stolicach cena lokali mieszkalnych jest podobna do tych w stolicy naszego kraju. W Słowacji średnie zarobki to blisko 4460 zł, a na Węgrzech to 4165 zł. Jeżeli ten materiał przypadł ci do gustu, to koniecznie zostaw łapkę w górę, no i dołącz do 100 000, do ponad 100 000 subskrybentów naszego kanału. udanego weekendu








