Dług publiczny – fakty i mity
Czy dług publiczny to realne zagrożenie dla polskiej gospodarki? W tym filmie analizujemy oficjalne dane dotyczące długu publicznego Polski i obalamy mity narosłe wokół tego tematu. Omawiamy wpływ długu na gospodarkę, jego strukturę (dług w PLN vs. waluty obce) oraz koszty obsługi, podobnie jak w innej analizie dotyczącej struktury długu Polski.
- Dowiedz się, dlaczego zadłużenie w walucie, którą emituje państwo, nie prowadzi do bankructwa.
- Poznaj realny wpływ długu publicznego na sektor prywatny i wzrost gospodarczy.
- Zrozum, czym są koszty obsługi długu i do kogo trafiają.
- Porównaj poziom zadłużenia Polski z innymi krajami, takimi jak USA, Francja, czy Hiszpania.
Odkryj, jak politycy wykorzystują temat długu publicznego do manipulowania opinią publiczną i poznaj fakty na temat jego wpływu na Twoje finanse i inwestycje. Film zawiera praktyczne porady inwestycyjne i analizę wpływu polityki fiskalnej na rynki finansowe, co jest szczególnie ważne w kontekście zmian sentymentu inwestorów wobec polskiego rynku.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Polska zbankrutuje. Katastrofa fiskalna jest blisko. Dług przekracza 60% PKB to brzmi strasznie, no nie tylko to wszystko teatrzyk i do tego teatrzyk na maksa przewidywalny, bo straszenie długiem publicznym to jedna z najstarszych sztuczek w polityce, także tej polskiej. I właśnie tę sztuczkę wyciągnął ostatnio z rękawa Mateusz Morawiecki, bo jeśli naprawdę rozumiecie jak to działa, to wiecie, że to co zasugerował w swoim ostatnim wpisie nie ma sensu. Zapraszam więc serdecznie na kolejny odcinek z serii Jak oni manipulują. Jak oni manipulują, [Muzyka] jak oni manipulują. Partnerem odcinka jest XTB, polski dom maklerski, gdzie możesz inwestować całkowicie bez prowizji do nawet 100000 EUR obrotu miesięcznie. Dzięki XTB można również odebrać bezpłatnie pełny kurs dla początkujących o inwestowaniu. Jak to zrobić opowiem na końcu odcinka. Dołącz do ponad 2400 inwestorów w strefie premium DNA. To najlepsze miejsce do inwestycyjnej i finansowej edukacji również dla ciebie. Dziękuję za wszystkie wasze ponad 73 000 subskrypcji. Pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać i zostawcie swoją już teraz. Dzień dobry. Witam w kolejnym odcinku z serii. Wiem, wiem. W ostatnim był już opisie, było o Koalicji obywatelskiej. Ja obiecywałem wam Konfederację i lewicę, ale spokojnie na nich też przyjdzie pora. No tylko co mam poradzić, skoro były premier Mateusz Morawiecki zapodał takie złoto do wyśmiania na tacy? To nie jest moja wina. Zresztą śpiewka o długu to też nie tylko śpiewka Morawieckiego. No ile to razy słyszeliście o tym, że Polska zaraz będzie drugą Grecją albo Argentyną albo Rumunią albo drugą co tam jeszcze. Balterowicz to już połowę świata z tymi porównaniami przeleciał. Ileż to rozmów jest o tym, jak to wasze wnuki albo ich wnuki za miskę ryżu będą spłacać nasze kredyty, a kraj popadnie w ruinę i zbankrutuje? Już za momencik, już za chwileczkę, zaraz będzie te bankructwo. Pamiętacie jak Japonia miała za moment zbankrutować? To akurat Mencen nagrywał. Ale są tylko dwie możliwości. Albo cała normalna ekonomia jest fałszywa i rzeczywiście można zarobić na drukowaniu pieniędzy i to jest coś dobrego. No albo Japonia zbankrutuje. No bardzo wdzięczny jest ten temat zadłużania, bo można go pokazywać na milion sposobów. Można pokazać jak zmienia się długie, jak zmienia się deficyt nominalnie, jak sobie można te obie wartości porównać do PKB, można pewne wartości wliczać albo ich nie wliczać. Każda partia znajdzie sobie jakąś metrykę, żeby można było oskarżać swoich przeciwników o to, że to właśnie oni prowadzili nieodpowiedzialną politykę fiskalną, a tamci to wcześniej prowadzili wspaniałą politykę fiskalną. W zasadzie pismo rawieckiego to jest tylko przykład. Jakbym się uparł i nudził, to podobne znalazłbym naprawdę z każdej partii. No zresztą na przykład patrzcie tutaj Bosak twierdzi, że możliwości zadłużania się Polski w Polsce się wyczerpały, ale są takie dalej za granicą. Zaczął rosnąć dlatego, że możliwości zadłużania się na rynku wewnętrznym się wyczerpały i końcówka rządów PiS to było pielgrzymowanie po całym świecie i szukanie krajów, które chciałyby jeszcze wesprzeć nas w zadłużaniu się. Jak doszedł do tego, że skończyły się złote w Polsce, a nie skończyły się złote za granicą, to pozostanie niewiadomo. To jednak dobrze pokazuje, że temat zadłużania i deficytów z perspektywy ekonomicznej to coś, gdzie absolutnie każda strona manipuluje jak szalona. No tylko tym razem padło na Morawieckiego. Wrzucił on 25 czerwca wszędzie, gdzie tylko się dało. Obszerny artykuł, z którego ogólny wydźwięk jest taki, jak można się spodziewać, czyli że Platforma Obywatelska i Donald Tusk prowadzi całą Polskę do finansowej zagłady, bla bla bla. Cały materiał jest jeszcze okraszony taką wymowną grafiką, która to sugeruje, że rząd nic nie robi, tylko zwiększa zadłużenie względem PKB i to zaraz jest wielka katastrofa. No więc zacznijmy najpierw od obalenia popularnego mitu, że Polska jest rzekomo skrajnie zadłużona i że lada moment czeka nas jakaś finansowa katastrofa. Ten mit żyje w ogóle swoim własnym, niezależnym życiem w głowach wielu osób i jest regularnie z premedytacją, podsycany przez różnego rodzaju artykuły w mediach czy właśnie przez wypowiedzi polityków. Zadłużenie publiczne to jest chyba jedno z najbardziej niezrozumianych i jednocześnie najbardziej demonizowanych pojęć w całej współczesnej ekonomii. Warto zrozumieć na starcie fundamentalny fakt, że kraj, który zadłuża się w walucie, którą sam emituje, nie może zbankrutować. O tym też nie słyszałeś. A już żaden kraj nie może zbankrutować w takim sensie, w jakim bankrutuje prywatna firma. Tak długo, jak dane państwo zadłuża się w swojej własnej walucie, tak długo nie grozi mu żadna forma niewypłacalności. to kraj ma pełną nieograniczoną kontrolę nad emisją własnej waluty. Jeśli nie dzieli się tą kontrolą z żadnymi zewnętrznymi instytucjami, jak na przykład w krajach strefy euro, to w razie jakiejkolwiek potrzeby można sobie wykreować z powietrza tyle pieniędzy, ile tylko potrzeba. Problem potencjalnej niewypłacalności może istnieć jedynie w sytuacji, gdy nie masz kontroli nad tworzeniem waluty. No więc spójrzmy na strukturę zadłużenia w Polsce. Około 80% naszego całego długu publicznego jest denominowane w polskich złotych. tylko nieco ponad 20% to zobowiązania w walutach obcych i ten udział w ostatniej dekadzie i od lat nawet więcej niż dekady systematycznie i konsekwentnie spada. To wprost oznacza, że nasza sytuacja fiskalna pod względem ostatnich lat wyraźnie się poprawia i poprawiła, a nie pogarsza. No dobra, ale ktoś może powie, że mimo wszystko te 22% długu zagranicznego to wciąż jakieś 380 400 miliardów złotych. No to co z tym długiem w walutach obcych? Przecież to bardzo dużo pieniędzy. Przecież nie możemy sobie tak po prostu jak gdyby nigdy nic wyemitować euro czy dolarów i spłacić tego zadłużenia. Więc czy to nie jest jakieś realne zagrożenie dla naszej sytuacji? No to znowu zerknijmy na liczby. Mamy te 380 około miliardów złotych długu zagranicznego. 10 lat temu w 2015 to było 290 miliardów. To oznacza, że ten komponent naszego zadłużenia wzrastał w tym okresie około 2,7% rocznie. W tym samym czasie polskie PKB rosło średniorocznie o prawie 4,5%, a liczone w cenach stałych o 7,5% średniorocznie. Innymi słowy, nasza gospodarka rozwija się istotnie szybciej niż dług, a to z kolei oznacza, że ten rzekomo groźny element zadłużenia realnie patrząc systematycznie traci na znaczeniu w relacji do siły całej naszej gospodarki. I co więcej, na oficjalnej stronie Narodowego Banku Polskiego można bez problemu sprawdzić, że na koniec maja 2025 roku nasze oficjalne aktywa rezerwowe wynosiły około 215 miliardów euro, czyli po przeliczeniu jakieś 914 miliardów złotych. Czym są te aktywa? To przede wszystkim tak zwane aktywa walutowe, czyli rezerwy w postaci płynnych obligacji skarbowych innych państw, które są denominowane głównie w dolarach amerykańskich i głównie w euro. Gdybyśmy się uparli, to możemy sobie cały ten nasz dług zagraniczny z nawiązką pokryć z tych rezerw. Tak, to byłoby kompletnie bez sensu i głupie. Tak, wymagałoby obejścia tego, co tam normalnie na co dzień robi NB. Wszystko to prawda. Moim celem jest jedynie uświadomienie wam, że te 380 miliardów złotych zadłużenia zagranicznego jest niczym w ujęciu w naszej gospodarki i zdecydowanie nie wygląda to jak droga do przepaści czy wielkiej finansowej katastrofy. Problem z wielkimi liczbami jest taki, że ludzie nie do końca potrafią nimi operować w głowie. Prawie 400 miliardów. No to brzmi jak coś niesamowitego dla osoby indywidualnej, tak, ale jest jednocześnie niczym specjalnym w ujęciu takiej gospodarki jak Polska. Polska nie zmierza do żadnego finansowego upadku. Prawie 80% naszego całego długu to zobowiązania w naszej walucie, którą sami emitujemy. No to idźmy dalej w tym, co tam pan Morawiecki miał jeszcze do powiedzenia. W jego wpisie znajdziemy między innymi taki fragment. Teraz cytuję cały wpis, co sobie sami przeczytajcie. Wedle obecnych prognoz już w tym roku przekroczymy poziom 60% długów relacji do PKB według metodologii unijnej. Oznacza to, że minister Domański będzie pierwszym w historii polskim ministrem finansów, który przełamie te granice. Brzmi grubo. I wiecie co się wydarzy po przełamaniu tej magicznej granicy? Gówno. Nic. Absolutnie nic. Równie dobrze mogłaby ona wynosić 50% albo 80% i nikt nie zauważyłby większej różnicy. A dlaczego? Bo samo w sobie wysokie zadłużenie publiczne czy rosnące koszty jego obsługi nie są problemem. Chłopski rozum często każe nam traktować finanse państwa dokładnie tak samo jak finanse naszego gospodarstwa domowego. Sam nie chciałbyś być zadłużony na 10 milionów złotych, gdy rachunku masz 50 000. Ile? 50 000. Prawda? No prawda. Tylko kraj i ty to dwa inne światy. Bo w gospodarstwie domowym dług trzeba spłacić, bo jak nie spłacisz, to możesz stracić wszystko, co masz i to, co będziesz mieć w przyszłości. Tylko ty nie możesz sobie wyczarować pieniędzy, a państwo może. Jakie to niesie ryzyko potencjalnego podbijania inflacji. Jasne, tylko że inflacja po pierwsze żyje krótkoterminowo, żyje w ujęciu rok do roku. Jeśli coś kosztuje 100, a za rok kosztuje 110, to inflacja wyniosła 10%, a jak za kolejny rok będzie kosztować 112, to inflacja kolejna wynosi tylko 2%. I tak jednorazowe podbicie inflacji jest z perspektywy kraju, który jakimś cudem stałby nad przepaścią bankructwa, kosztem, który spokojnie można ponieść drukując gotówkę na potęgę. Tym bardziej, że uwaga, teraz zrzucam bombę. Dług publiczny to matematycznie nadwyżka sektora prywatnego, czyli pieniądze stworzone z budżetu państwa albo z banku centralnego, które trafiają do realnej gospodarki, realnie oznaczają więcej pieniędzy w sektorze prywatnym. To naprawdę jest prosta matematyka. Ta wydrukowana kasa nie rozpływa się w powietrzu. Trafia do konsumentów, trafia do firm, trafia do biznesu, trafia do ciebie, a wszystko to napędza z powrotem gospodarkę. Tak, wzrost zadłużenia może realnie prowadzić do szybszego wzrostu gospodarczego, a co za tym idzie do spadku wskaźników zadłużenia. Od taka finansowa magia na najwyższym gospodarczym poziomie. Sam wzrost długu nie jest z definicji przejawem nieodpowiedzialności. przekroczenie poziomu 60% 90% czy nawet 120% długu w relacji do PKB nie ma samo w sobie żadnego ekonomicznego znaczenia. No a co z tymi w takim razie słynnymi rzekomo gigantycznymi kosztami obsługi długu? Moi drodzy, w praktyce to są transfery finansowe z budżetu państwa też do sektora prywatnego. Jeżeli obligacje skarbowe są trzymane przez obywateli, przez firmy, przez banki działające w danym kraju, a tak jest w większości, to te koszty obsługi długu są dla nich po prostu zyskiem. Odsetki od długu to pieniądze, które rząd wypłaca tym, którym, którzy wcześniej pożyczyli mu pieniądze, czyli najczęściej swoim obywatelom. Te straszne koszty obsługi długu, którymi regularnie straszą was media i politycy, to po prostu wykreowane przez państwo pieniądze, które zasilają prywatne konta oszczędzających. W wielu przypadkach wzrost zadłużenia to dla gospodarki stymulant, a nie wielka wybuchająca bomba. Zresztą spójrzmy na innych. Średni poziom długu publicznego w całej Unii Europejskiej w strefie euro od wielu lat znacznie przekracza ten magiczny i nieprzekraczalny próg 60%. I to całkiem wyraźnie. Jakoś o dziwo świat się nie zawalił. Francja, Belgia, Hiszpania wszyscy mają obecnie dług publiczny przekraczający 100% ich PKB. Zadłużają się też w euro, a nie w swoich własnych niezależnych walutach narodowych. Są więc realnie znacznie bardziej narażone na realne ryzyko bankructwa niż Polska. Stany Zjednoczone mają dług publiczny przekraczający 120%. I co? Też nic. Nikt poważny nie traktuje tego jako realnego zagrożenia bankructwem. Mało tego, pomimo ostrego, wręcz dramatycznego wzrostu zadłużenia publicznego w Stanach Zjednoczonych w ciągu ostatnich dwóch dekad, amerykańska gospodarka rozwijała się w tym czasie na tyle dobrze, że zostawiła całą ostrożną fiskalnie Unię Europejską daleko, daleko w tyle. Dług publiczny to nie jest zadłużenie na karcie kredytowej. To mechanizm, który pozwala stymulować gospodarkę i trochę sterować jej kierunkiem. Nie można opowiadać sobie banialuków o nieuchronnych bankructwach kraju czy o naszych wnukkach, które będą musiały to wszystko spłacać. Polsy dług publiczny urósł z poziomu około 36% PKB w 2000 roku do około 57% w roku 2020. Kraj nie upadł. Wręcz przeciwnie, rozwinął się jak nigdy wcześniej, a standard życia zdecydowanie i odczuwalnie wzrósł i nikt z was dzisiaj nie spłaca długu waszych dziadków za miskę ryżu. Twarde dane i proste porównanie Stanów Zjednoczonych z Europą sugerują nawet, że może bardziej zadłużeni bylibyśmy jeszcze bardziej bogatsi dziś. I pewnie to jest nieweryfikowalna teza z alternatywnej rzeczywistości, ale i tak wystarczająco silna do obrony, żeby zamiast z automatu i bezrefleksyjnie bać się jak ognia zadłużenia, pomyśleć czasem, czy nie należy odwrócić pytania. Może powinniśmy winić rządę zatrzymanie kraju przez lata na zbyt krótkiej fiskalnej smyczy? Może to właśnie przez tę nadmierną dogmatyczną ostrożność nie wykorzystaliśmy w pełni potencjału gospodarki. Może, ale żeby być uczciwym, to trzeba przyznać, że rządowe wydatki same w sobie nie działają jak magiczna różdzka. Pompowanie nowej gotówki do obiegu napędza wzrost, o ile w gospodarce są niewykorzystane zasoby i wolne moce produkcyjne. Siła tych pieniędzy tkwi w tym, co uruchamiają w gospodarce, a nie w samym fakcie ich istnienia. Kiedy państwo wydaje pieniądze na przykład na budowę dróg, wypłatę emerytur, inwestycje w edukację, to tworzy dochód w sektorze prywatnym dla pracowników, dla firm, dla dostawców. Rośnie wtedy popyt na dobra, popyt na usługi. Firmy odpowiadają na ten popyt zwiększoną produkcją i zwiększonym zatrudnieniem. W efekcie rośnie PKB. W tym sensie ten nowy pieniądz to jest realny bodziec rozwojowy i przeciwnicy tego podejścia argumentują, że nadmierne pompowanie takiego pieniądza prowadzi do przegrzania gospodarki, sztucznie utrzymuje przy życiu nieefektywne firmy i powoduje złowa zasobów, a ostatecznie inflacje i wielkie kryzysy. Według nich to właśnie to odpowiada za cykliczne bumy i recesje, a bez tego gospodarka byłaby bardziej stabilna. Tylko, że praktyka nie potwierdza tych hipotez. Od czasu globalnego kryzysu finansowego, gdy banki centralne odkryły programy luzowania ilościowego, liczba globalnych i regionalnych recesji w świecie zachodnim istotnie się zmniejszyła, a wzrost gospodarczy nie zwolnił. Nie przez przypadek Janette Yellen, była szefowa Fedu, a potem sekretarz skarbu Stanów Zjednoczonych, wprost powiedziała w 2017 roku, że expect no new crisis in lifetimes, czyli nie spodziewajcie się żadnych nowych kryzyów finansowych w naszym życiu. Jak na razie to ona miała rację. Wasze wnuki nie będą spłacać długu publicznego. Polska nie zbankrutuje, nawet jak zadłuży się dwa razy bardziej niż obecnie. A wszystkie te wielkie koszty usługi długu w większości trafiają do was. Dlatego nie, panie Morawiecki, zadłużenie to nie jest prosta droga do finansowej katastrofy. Nie panie Mencen, tak samo jak Japonia nie zbankrutowała ileś tam lat temu, tak dalej nie zbankrutuje będąc zadłużona o niebo bardziej niż polska. I nie panie Bosak, nie skończyły się możliwości zadłużenia w złotych w Polsce. Te są w zasadzie nieograniczone. A skoro już mamy pojechać po całej scenie politycznej, to proszę bardzo. W 2021 roku, kiedy u władzy był PiS, to z kolei Donald Tusk straszył długiem publicznym, mówiąc: "Dług daniny drożyzna. Kto zapłaci za to 3D? Nie PiS, tylko młodzi ludzie. Dług publiczny będą spłacać nasze dzieci i wnuki." Nie, nie, panie Tusk. Tak samo jak teraz słucha Morawieckiego nie są prawdą, tak wtedy nie były prawdą mówione przez pana. Kto tam więcej był? Hołownia. Szymon Hołownia. Rok 2022, gdy powiedział, cytuję, w przyszłym roku Polacy zapłacą za usługę długu publicznego 66 miliardów złotych. To oznacza, że każdy z nas za nieudolność rządzących zapłaci z własnej kieszeni 1,7 000 zł. Nie, panie Hołownia, nie zapłacą, tylko w zasadzie dostaną, jeśli trzymać się tej logiki. Każda jedna strona polityczna wpada w te bonmoty i wykorzystuje je na swoją korzyść do manipulowania przekazem. Nie dajcie sobą w tym zakresie manipulować. A jak sami chcecie na tym wielkim zadłużaniu się Polski trochę zarobić, to proszę bardzo, nic prostszego. Skoro deficyt budżetu to nadwyżka dla sektora prywatnego, to wystarczy kupić sobie trochę akcji sektora prywatnego, inwestować, inwestować i jeszcze raz inwestować, żeby czerpać z tego długu. A żeby inwestować potrzebujecie przede wszystkim dobrego konta. Jakiego? Najlepiej takiego, który jest jednocześnie sponsorem tych mądrych programów i dzięki temu możecie je wesprzeć. Zakładając konto w XTV macie dostęp do masy rynków, do masy akcji, do kont emerytalnych IKE oraz X, a także możliwość handlu bez prowizji do 100 000 € obrotu miesięcznie. Dodatkowo zyskujecie bardzo fajną bazę wiedzy, dzięki której będziecie mądrzejsi niż polscy politycy. Ale to tylko jeśli założycie konto z linka w opisie, y, który jest w tym materiale i podacie specjalny kod DNA rynków. Teraz jest widoczne jak to zrobić. A jeśli chcecie być jeszcze lepsi to pamiętajcie też, żeby sprawdzić wersję premium portalu DNA, gdzie można dołączyć do ponad 2400 obecnie inwestorów. Dostajecie tam codziennie różne analizy, przemyślenia o rynkach, o gospodarce, o konkretnych spółkach ode mnie i całego naszego zespołu DNA. Więcej na ten temat znajdziecie na stronie premiumdarynków.pl. Link jest oczywiście w opisie tego nagrania. A w tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć. [Muzyka] [Muzyka]








