Ten scenariusz może zniszczyć naszą gospodarkę. Polska idzie drogą Włoch? [Stagnacja produktynności Włoch i Polska]

Dlaczego Polska jest narażona na włoski scenariusz?

W tym materiale analizujemy długotrwałą katastrofę gospodarczą Włoch – stagnację produktywności od lat 90., kryzys demograficzny i konieczność inwestycji. Dowiedz się, jak ten scenariusz może dotknąć Polskę. Dowiedz się o:

  • Przyczynach załamania gospodarki włoskiej od 1995
  • Rolii demografii w operaciones wzrostu PKB
  • Dlaczego Polska powoli wpisuje się w wzorce Włoch
  • Znaczeniu inwestycji dla przyszłości både
  • Implikacjach dla rynku nieruchomości i globalnych inwestycji
  • Problemy produktywności we Włoszech trwają od 25 lat, a Polska zaczyna doświadczać:

    • Czytchio stopy inwestycji (17% PKB)
    • Wzrostu kosztów pracy bez podwyżki produktywności
    • Skartowania demograficznego w kluczowym wieku 25-49 lat

    Ultra porównawcza analiza pokazuje:dlaczego Niemcy i Koria Południowa uniemożliwiały Włochom odbudowę i jakie

Zobacz pełną transkrypcję filmu

1995 rok. Wtedy po raz pierwszy ostatni raz realnie wzrosło wynagrodzenie przeciętnego Włocha. Mama mia! 30 lat stagnacji, 30 lat. Cały świat się bogacił, Wosi stali w miejscu. >> O Miskuzi, Misk >> 30 lat USA podwoiły swój PKB na mieszkańca. Niemcy wzrosły 60%. Polska z biednego kuzyna Europy Wschodniej stała się jedną z najszybciej rosnących gospodarek kontynentu. A Włochy w realnym ujęciu są dziś biedniejsze niż wtedy, kiedy Sting nagrywał Englishmana, a Pulp Fiction dostawało Oskary. Bardzo pyszna kawa. >> Te a z włoskich lotnisk codziennie odlatują dwa pełne beingingi 737 z młodymi ludźmi, którzy szukają lepszego życia gdzie indziej. Społeczeństwo się kurczy. System emerytalny dewastuje budżet. Dług publiczny przekracza 140% PKB. Władze jak co roku mówią, że będzie rok przełomu, który wszystko zmieni. Gówno. Nic z tego nie wychodzi. I to brzmi smutnie. Tylko w tym materiale nie będzie aż tak bardzo chodziło o Włochy, a o Polskę, bo eksperci ekonomiczni od kilku lat ostrożnie sygnalizują, że Polska mimo dzisiejszych sukcesów wpisuje się powoli w te same wzorce, te same, które 30 lat temu zaczęły topić włoską gospodarkę. Niska stopa inwestycji, spadająca dzietność, rosnące koszty pracy, nieproporcjonalne do wzrostu wydajności. W tym materiale chcę pokazać wam te historię. Co konkretnie zniszczyło Włochy? Jakie sygnały już dziś widać w Polsce i co też musi się stać w ciągu najbliższych 5, 10 lat, żebyśmy naprawdę nie skończyli tak jak oni? A uwierzcie mi, nie chcemy, nie chcemy skończyć tak jak oni. Partnerem odcinka jest Saksobank, duński bank inwestycyjny, w którym inwestujesz z niemal zerowymi prowizjami nawet przez trzy miesiące. Dlatego zyskujesz gwarancję depozytu do 100 000 €. U innych to 20 000 €. także pięć razy bardziej jesteś bezpieczny. Załóż konto z linka w opisie i odbierz również nasz najnowszy Stockcan. To jest taki comiesięcznik, gdzie analizujemy 200 spółek z GPW i rynków zagranicznych i podając jednocześnie i specjalne 10 top pics na najbliższy czas i specjalne top Pixy na dłuższy czas. A do tego w trakcie dajemy wam update i po mniej więcej dwóch tygodniach informujemy co takiego się w tym comiesięczniku powinno zmienić. Także naprawdę nie ma co czekać. Jeśli chcecie dostać sanaa bezpłatnie, to załóżcie konto w Saxo, wpłaćcie dowolną kwotę, no i prześledźcie tam te kroki, co są napisane. Naprawdę warto. Zwłaszcza, że najnowszy drop najnowszego Stockana, moi drodzy, jest w niedzielę 17 maja, czyli chwilę po tym, jak ten materiał jest publikowany, ale spokojnie wyrobicie się, jak założycie jeszcze konto w poniedziałek i zrobicie całą procedurę, to prześlemy wam Stockcana. Inwestuj skuteczniej, mądrzej i z większym spokojem. Dołącz do strefy premium DNA, podobnie jak już prawie 5100 innych inwestorów. To najlepsze miejsce do świadomego zarządzania swoim kapitałem i swoimi oszczędnościami. Dzięki za już prawie 109 000 waszych subskrypcji dla tego kanału. To dla nas wiele znaczy, ale to dalej jeszcze 891000 do miliona, więc nie czekajcie, tylko odwdzięczcie się tym, że oglądacie subem, bo dalej 40% z was ogląda i nie subuje, a jak ktoś nie będzie subował, to się nie będzie chciał nagrywać. Ekonomiści Guujari i Ricardo Treetzi w swojej pracy zidentyfikowali kilka kluczowych problemów, jakie przytrafiły się włoskiej gospodarce. Najważniejszym jest stagnacja produktywności. Ta trwała nieprzerwanie i trwa zresztą dalej nieprzerwanie od połowy lat 90. Od połowy lat 90. Zero wzrostu produktywności. To jest ten parametr, czyli zdolność do wytwarzania większej wartości w tym samym czasie, który jest głównym motorem długoterminowego wzrostu poziomu życia. A we Włoszech nie ma go, nie ma go, nie ma go. Tak powinienem robić jak Włosi nie ma go. I na tym wykresie, który macie, widać to, że niebieska linia od około 25 lat nie rośnie. W tle widać rozkład wyników tego samego parametru, czyli produktywności na godzinę dla 18 innych gospodarek rozwiniętych. No jak widać norma to dalszy wzrost, ale nie we Włoszech. >> Mama mia. >> I długym winowajcą jest tak zwany TFP, Total Factor Productivity, czyli całkowita produktywność czynników produkcji. Ten wskaźnik pokazuje jak efektywnie gospodarka łączy pracę ludzi i kapitał, czyli maszyny i technologie. We Włoszech TFP nie tylko przestało rosnąć, w niektórych okresach nawet spadało. To znaczy, że włoskie firmy nie stają się nowocześniejsze, one nie stają się lepiej zorganizowane, a to bezpośrednio przekłada się na brak wzrostu konkurencyjności na rynkach zagranicznych. A ten brak wzrostu wydajności ma bardzo konkretne skutki dla portfela przeciętnego obywatela. Naprawdę istnieje niemal nierozerwalne połączenie i korelacja między tym, ile wartości pracownik wytwarza w ciągu godziny, a jego realnym wynagrodzeniem. A ponieważ produktywność stoi w miejscu, to realna płaca we Włoszech nie drgnęła od dekad. W tym samym czasie w innych krajach rozwiniętych siła nabywcza pensji systematycznie rosła, nie we Włoszech. A to prowadzi z kolei do sytuacji, w której praca we Włoszech staje się relatywnie coraz gorzej płatna, a to z kolei napędza wspomnianą emigrację specjalistów i wypełnia te opisane na wstępie beingi, które symbolicznie wylatują sobie z każdego dnia z Włoch. Niska produktywność uderza też w stabilność państwa. Przy braku realnego wzrostu PKB bardzo trudno jest kontrolować dług publiczny. Nawet jeśli rząd stara się oszczędzać i generuje nadwyżki w budżecie, to relacja długu do PKB pozostaje wysoka. No bo mianownik tego ułamka nie rośnie. Dodatkowo w strukturze włoskiego zatrudnienia widać też bardzo niepokojące przesunięcie. Ubywa tam miejsc pracy w wysokowydajnym przemyśle, na przykład w tekstylnym czy w maszynowym. przybywa z kolei w sektorach o bardzo niskiej wartości dodanej, jak w prostych usługach czy w turystyce. A to utrwala model gospodarki, która nie ma żadnego paliwa napędowego, żeby wyrwać się z tej obecnej pułapki, do której wpadła. I to nawet nie jest koniec problemów. Kryzys demograficzny to też domena Włoch. Bardzo twarde ograniczenie dla możliwości wzrostu całego kraju. I z punktu widzenia gospodarki populacja to jest zasób pracy i kapitału ludzkiego. We Włoszech ten zasób kurczy się w tempie, który uniemożliwia utrzymanie dynamiki PKB. Niezależnie od podejmowanych prób stymulacji fiskalnej ze strony rządu, to i tak nie działa. I kluczowym pojęciem jest tutaj grupa tak zwanego Prime Age, czyli osoby w wieku od 25 do 49 lat. Fundament każdej nowoczesnej gospodarki. W tym wieku osoby są najbardziej produktywne, najwięcej pracują, najwięcej konsumują, zaciągają kredyty, najchętniej też wprowadzają różne innowacje w swoich miejscach pracy. Tu warto spojrzeć na dane z dokumentu Portra of a Decline, które pokazują, że ta grupa we Włoszech drastycznie wręcz topnieje. I teraz dla porównania w Stanach Zjednoczonych ludzi w tym wieku cały czas przybywa. No to może ci ludzie się urodzą we Włoszech? nie bardzo, bo wskaźnik dzietności od dekad utrzymuje się na poziomach znacznie poniżej zastępowalności pokoleń, a to znaczy, że luka na tym rynku pracy będzie się tylko pogłębiać. I znów odnosząc się do USA widać, że w Stanach ten problem nie występuje. Tam liczba dzieci się nie kurczy. To tworzy kolosalne hamulce ekonomiczne, bo po pierwsze mamy do czynienia z rosnącym współczynnikiem obciążenia demograficznego, gdzie coraz mniejsza grupa pracujących musi wypracować środki na utrzymanie coraz większej grupy emerytów. System emerytalny więc i ochrona zdrowia stają się coraz droższe, a to wymusza na państwie przekazywanie gigantycznych kwot na świadczenia zamiast na inwestycje, które mogłyby jakoś zwiększyć tą wspomnianą produktywność. I wzrost produktywności może zastępować takie problemy demograficzne. On może rozwiązywać ten problem tego, że mniej ludzi musi pracować na więcej ludzi. Tylko, że we Włoszech nie ma tego wzrostu produktywności od dawna. Nie wiem dlaczego mielibyśmy zakładać, że raftem się pojawi. Do tego dochodzi fakt, że starzające społeczeństwo traci naturalną dynamikę. Mniejsza podaż pracy znaczy, że firmy mają ze znalezieniem rąk do pracy więcej problemów, nie ma talentów. To zniechęca do otwierania nowych zakładów, to zniechęca do inwestowania w rozwój technologii. To wszystko się samo napędza. W efekcie więc Włochy wpadają w spirale. Mniejsza liczba młodych to mniej innowacji i niższy wzrost, a niższy wzrost to jeszcze mniejsza motywacja, żeby zakładać rodziny i budować przyszłość jakąkolwiek. także no samonapędzająca się spirala katastrofy i badziewia. >> Warto też rozwinąć tu temat inwestycji, bo to kolejna mega ważna rzecz. Jeśli nie inwestujemy w rozwój, w nowe technologie, w automatyzację, w nowe narzędzia, nie ulepszamy tych dotychczasowych zakładów pracy, no to produktywność nie będzie rosnąć. To jest bardzo proste. Włochy od lat są w bardzo specyficznej pułapce. kraj systematycznie generuje nadwyżkę pierwotną, sytuację w której wpływy do budżetu są wyższe niż wydatki, jeśli nie będziemy liczyć kosztów odsetek. A mimo to relacja długu do PKB jest na bardzo wysokim, niezmiennym poziomie i trochę blokuje dalsze zadłużanie, żeby kopnąć trochę inwestycję do przodu. Więc samo w sobie oszczędzanie, jak widać nie jest lekarstwem na stagnację. No Włosi oszczędzają i gówno z tego mają. Do tego się to sprowadza. Bo ważny jest też mianownik w tym ułamku dług do PKB. Jeśli gospodarka realnie nie rośnie, to nawet przy drastycznym ograniczaniu wydatków publicznych relacja zadłużenia do wielkości państwa nie spadnie. We Włoszech wzrost nominalnego PKB był przez dekady za niski, żeby zrównoważyć koszty obsługi długu, więc w efekcie państwo wpadło w pewien mechanizm, w którym nowe pożyczki służą głównie do spłacania starych zobowiązań, a nie do tego, żeby finansować jakiekolwiek projekty, które mogłyby być rozwojowe i unowocześnić kraj. I tu znowu dane z dokumentu Portrait ofline pokazują pewien paradoks. Włochy w ostatnich latach przeznaczyły blisko 500 miliardów euro na różnego rodzaju bodźce publiczne. Tylko, że te środki nie przełożyły się na trwały wzrost, więc problem nie leży w braku kasy w systemie, tylko w nieefektywnej alokacji tej kasy. Większa część budżetu państwa jest automatycznie pochłaniana przez wydatki sztywne, głównie na emerytury w starzającym się społeczeństwie. A to prowadzi do zjawiska wypychania inwestycji rozwojowych. No kiedy państwo musi wybrać między wypłatą świadczenia a budową nowoczesnej infrastruktury, to inwestycje zawsze przegrają, bo liczy się wyborca i to kto na ciebie zagłosuje potem, a on nie zagłosuje jak nie dostanie emerytury. Najzabawniejsze jest to, że w takim otoczeniu, najzabawniejsze w cudzysłowie, w takim otoczeniu próba ograniczania wydatków publicznych prowadzi do jeszcze większego pogorszenia relacji długu do PKB. No bo cięcia muszą odbywać się w obszarach proinwestycyjnych, co jeszcze bardziej osłabi przyszły wzrost PKB, a to sprawi, że dług w relacji do wielkości gospodarki będzie jeszcze cięższy. Także no no no to to nie ma jak z tego uciec. Problemy Włoch są tak naprawdę trzy. Słaba produktywność, demografia i mało inwestycji. I wszystkie się ze sobą łączą. I tu dochodzimy do kluczowego problemu, bo Włochy Włochami, ale czy Polsce również przypadkiem nie grozi taki scenariusz? Bo to jest realne. Nie jest nieuchronne, ale jest realne. W ostatnich 30 latach kilka krajów też stanęło przed bardzo podobnymi wyzwaniami. Stagnacja produktywności, starzejące się społeczeństwo, zadłużenie nieproduktywne, ale wyszły z tego obronną ręką. Pierwszy przykład to Niemcy w latach 2003-2005. To był moment, kiedy gospodarka niemiecka ochodziła za tak zwanego chorego człowieka Europy. Takie były nagłówki. Bezrobocie 11%, wzrost PKB poniżej zera, rosnące zadłużenie. Kanclerz Schryder wtedy przeprowadził brutalne reformy rynku pracy znane jako Harz 4, które na lata zniszczyły jego popularność polityczną, ale wyciągnęły Niemcy z dołka. Dekadę później Niemcy znów były lokomotywą Europy. Drugi przykład to Korea Południowa. W 1980 kraj na poziomie biedniejszym niż Afryka subsaharyjska. Wszystko postawili na inwestycje. 30% PKB rocznie przez trzy dekady. Edukacja techniczna, ekspansja eksportowa. No i dziś Korea Południowa to Samsung, Hyundai, LG, masa kasy, PKB per capita wyższe niż w Hiszpanii czy we Włoszech. I trzeci przykład, chyba najbardziej istotny dla nas, Japonia w latach 90. Też doświadczyła demograficznej zapaści, też weszła w długi okres stagnacji, ale dzięki gigantycznym inwestycjom w robotyzację Japonia ma dziś najwyższy na świecie współczynnik robotów przemysłowych na pracownika, zachowała pozycję trzeciej gospodarki świata i to mimo kurczącej się siły roboczej. Więc stagnacja i tego typu problemy są do przetrwania, tylko wymagają bolesnych decyzji politycznych i kluczem sukcesu prawie zawsze są tu inwestycje, zarówno te publiczne, jak i prywatne. Włochy, w przeciwieństwie do tych krajów nigdy nie podjęły tego wysiłku i za to dziś płacą cenę i płacą ją przez 30 lat. Patrząc na dzisiejsze wyniki polskiej gospodarki można odnieść wrażenie, że taki włoski scenariusz to jest abstrakcja. I faktycznie w krótkim terminie tak jest. Polska jest w zupełnie innym punkcie cyklu rozwojowego niż Włochy. Włoskie statystyki PKB szorują od dekad po dnie. Polski realny PKB na mieszkańca rośnie w latach 2005-2021 średnio o 4% rocznie, a to pozwoliło nam przeskoczyć z poziomu połowy średniej krajów OECD do około 80% w 2021. To jest klasyczny mechanizm konwergencji, bardzo szybkiego nadrabiania dystansu do najbogatszych i super, cieszmy się z tego. >> Tylko główna różnica polega na tym, że Polska wciąż korzysta z tego efektu doganiania, bo nasz wzrost napędza przejmowanie gotowych technologii z zachodu, napływ kapitału zagranicznego i fakt, że staliśmy się kluczowym zapleczem produkcyjnym dla Europy. To jest model, który pozwala rosnąć bez konieczności bycia globalnym liderem innowacji. Wystarczy, że robimy rzeczy trochę sprawniej i trochę taniej niż inni. Tylko, że mamy bufor w postaci struktury zatrudnienia, bo Polska wciąż ma rezerwy produktywności wynikające z przesuwania pracowników, z tych mniej wydajnych sektorów, jak na przykład tradycyjne rolnictwo, do nowoczesnych usług biznesowych i do przemysłu. We Włoszech ten proces się zakończył dawno, dawno temu. Ich gospodarka osiągnęła dojrzałość w efekcie, której nie potrafiła zmienić w nowoczesność. I dziś Polska jest jeszcze tego beneficjentem, ale analiza włoskich wypadków pokazuje, że takie bycie na dorobku to jest faza, która ma termin przydatności. I niebezpieczeństwo polega na tym, że sukcesy mogą uśpić czujność, sprawić, że przegapi się moment, w którym te proste rezerwy wzrostu po prostu się wyczerpią. Nie można wiecznie kogoś doganiać, bo w końcu się go dogoni. I co wtedy? Nie będzie wiadomo, co zrobić. Nie ma kogo gonić. Dlatego już teraz warto porównywać się do Włoch, do tych słabych Włoch i zobaczyć, czy są jakieś podobne sygnały alarmowe, a takie są. Największą czerwoną lampką jest stopa inwestycji. W 2024 roku wyniosła ona w Polsce zaledwie 17% PKB. To jest wynik mega niski jak dla kraju na dorobku. Dla porównania gospodarki, które skutecznie przeskoczyły do tej ligi najbogatszych w fazie doganiania utrzymywały ten wskaźnik na poziomie 25-30%. W Polsce od 2009 inwestycje biznesowe właściwie stoją w miejscu. No to jest uderzająco podobne do początku włoskiej stagnacji. A brak inwestycji to nie tylko mniej nowych fabryk, to też brak unowocześniania tych, które mamy. Polski model wzrostu oparty na montażu i prostych usługach wyczerpuje swoje paliwo. Mówiłem o tym w wielu materiałach. Dane o EECD pokazują, że polskie firmy są średnio dwa razy mniej skłonne do wprowadzenia nowych produktów czy innowacji biznesowych niż firmy w pozostałych krajach Unii Europejskiej. Nakłady na badania i rozwój to u nas zaledwie 1,5% PKB, z czego sektor publiczny finansuje tylko 1/3 do tego. Tylko nie ma kapitału niematerialnego, nie ma oprogramowania patentów unikalnej wiedzy. Nie będziemy w stanie produkować droższych i bardziej zaawansowanych towarów, które pozwoliłyby nam utrzymać pozycje i marżę na całym globalnym rynku. To jest realne zagrożenie. Po kryzysie energetycznym koszt wyprodukowania jednej rzeczy w Polsce, czyli tak zwane jednostkowe koszty pracy już wzrosły o ponad 20%. Szybciej niż średnia w OECD. Jeśli nasze płace będą rosły pod dyktando braków kadrowych, a nie dzięki temu, że mamy lepsze wyposażenie stanowisk pracy, mamy lepsze narzędzia, lepszą technologię, to nasza konkurencyjność z roku na rok będzie coraz gorsza i w końcu wyparuje. I dzisiejsza skłonność polskich firm do ryzyka inwestycyjnego, a raczej jej brak, to jest prosta droga do tego, żeby za 20 lat skończyć jak Włosi. I w demografii też mamy podobną sytuację, bo dane demograficzne GUSU jasno mówią, że Polska wchodzi na tę samą ścieżkę, którą Włosi zaczęli 30 lat temu. Te dzisiejsze rekordowo niskie bezrobocie, o którym tak się chętnie chwalimy, to jest w dużej mierze efekt tego, że na rynku pracy nie przybywa masy ludzi. To nie jest efekt tego, że gospodarka stworzyła raptem miliony nowych miejsc pracy. W porównaniu do większości państw Unii mamy jeden z najgorszych współczynników dzietności 1,3. W 2025 Niemcy miały na poziomie 1.5, Francja na poziomie 1.6. Wszędzie mało, ale u nas najmniej. Efekt jest taki, że w Polsce od jakiegoś czasu umiera więcej osób rocznie niż się rodzi i również mamy kurczenie osób w wieku prime age, tych które pracują i najwięcej konsumują. To ta grupa trzyma te wszystkie innowacje i konsumpcje na barkach. We Włoszech zapaść właśnie tej grupy doprowadziła do paraliżu, a w Polsce sytuacja zaczyna wyglądać podobnie. Już teraz osoby powyżej 60 roku życia stanowią ponad 26% społeczeństwa. Do 2060 roku ten odsetek ma wzrosnąć do niemal 40%. A to oznacza, że współczynnik obciążenia demograficznego, czyli to ilu emerytów przypada na 100 pracujących, rośnie w tempie dużo szybszym niż w innych krajach Unii. Naprawdę nie doprowadźmy do tej samej sytuacji. Obecnie w Polsce wynagrodzenia rosną szybko. Wszyscy się cieszą, spoko. Ale jeśli ten wzrost nie będzie podparty w przyszłości wzrostem wydajności, to firmy zaczną tracić rentowność. OECD też już teraz ostrzega, nasze jednostkowe koszty pracy rosną szybciej niż u sąsiadów. Jeśli do 2030 roku nie uda nam się przeskoczyć z modelu taniej pracy na model pracy wysokospecjalistycznej, to możemy obudzić się w świecie, w którym praca w Polsce jest za droga dla globalnych inwestorów, a jednocześnie za mało wydajna, żeby finansować nasz europejski poziom życia. Klasyczny włoski scenariusz. gospodarka, która nie ma siły rosnąć, bo brakuje jej młodych rąk do pracy i nowoczesnych narzędzi. I dla inwestorów to też ma potencjalne konkretne implikacje. Po pierwsze, włoska giełda. Indeks Food CMIB od 20 lat porusza się w trendzie bocznym. Jest dziś poniżej szczytu z 2000 roku. To jest najlepszy dowód na to, że tania giełda nie zawsze jest okazją na rynku, a włoska giełda jest tania od dawna. Włoskie spółki są tanie z powodów strukturalnych. Jeden szczyt cykliczny nie usunie tych powodów. To jest ostrzeżenie dla każdego, kto patrzy na cenę do zysku 11, 12 i myśli, że super, botanie. Dlatego też moi drodzy tak ciężko wybrać spółki włoskie do jakiegoś portfela inwestycyjnego, bo jedyne sensowne to jest de facto miks sektora luksusowego i trochę starego przemysłu. No innowacji tam wiele nie ma. W defensywnym portfelu jaki prowadzę dla was publicznie w Saksobanku jakiś czas temu na przykład znalazło się miejsce dla Ferrari, które akurat zostało w tym portfelu solidnie poturbowane. To jest realnie jedna z dwóch pozycji stratnych. daje akurat ona - 22% i odpowiada za co prawda malutki, bo 5% udział w portfelu, no ale jednak na stracie. Przy czym żegnam się z tą pozycją, co wyjaśnię w dedykowanym filmie dla spółki Ferrari już niedługo. Te pieniądze w całości przenoszę na powiększenie pozycji w meta, a pomimo straty w Ferrari stopa zwrotu całego portfela i tak jest mega zadowalająca. No solidne prawie 42% zysku, bo defensywność nie musi oznaczać, moi drodzy, słabych wyników. Do tego do portfela trafiła ostatnio co miesięczna dopłata 2500 zł i powiększyłem za nią pozycję w New Holdings i Sentinel One po równo 50% środków. Portfel sprzedał też z 46% zyskiem pozycję w argentyńskim YPF, uwalniając kolejne 2300 zł i za te środki dokupił po 50% akcje JP Morgan i Nowonordisku. Sporo zmian, sporo zmian, ale jeśli sami szukacie o spółkach w dużo informacji, żeby móc lepiej zrozumieć te zmiany, to koniecznie sprawdźcie Stockana, który omawia co miesiąc 200 podmiotów z Polski i z rynków zagranicznych. Tym bardziej, że możecie go odebrać za darmo, bo wystarczy założyć konto w Saksobanku z linka w opisie, wpłacić dowolną kwotę i już szczegóły do tego wszystkiego znajdziecie w opisie. To ma też implikacje potencjalne dla rynku nieruchomości i to może być chyba najbardziej niepopularna myśl, bo jeśli scenariusz włoski się sprawdzi, to w pewnym momencie demografia zacznie ciążyć ceną mieszkań. We Włoszech to już się zaczęło. Polska nie dojdzie prawdopodobnie do aż takiego ekstremum, ale długoterminowy obrazek dla nieruchomości w mniejszych miastach, gdzie demografia kurczy się zawsze najszybciej, jest dużo mniej różowy niż komukolwiek może się wydawać. I lekcja płynąca z Włoch jest dla nas prosta. Stagnacja może być wynikiem wielu drobnych zaniedbań przez dekady, które w pewnym momencie tworzą masę krytyczną. Włosi przez 30 lat odkładali modernizację gospodarki, aż w końcu było na to za późno. Polska jest dziś w dużo lepszej sytuacji startowej, ale pamiętajmy, że czas, w którym mogliśmy polegać wyłącznie na doganiu bogatszych, się skończył albo już się kończy i jest na finiszu. I żeby uniknąć tego włoskiego scenariusza, trzeba przełamać niemoc inwestycyjną. Utrzymywanie stopy inwestycji na poziomie 17% PKB to jest recepta na osuwanie się w przeciętność. Bez kapitału prywatnego, który płynie w stronę nowych technologii, robotyzacji, bez własnych produktów, bez własnych technologii, nie zwiększymy trwale produktywności, a to jedyna bariera, która może nas ochronić. Demograficznego klifu i problemu też nie da się uniknąć, jasne, ale można go jakoś zamortyzować. Tylko to też wymaga państwa, które zamiast po prostu wypłacać świadczenia, tak o będzie potrafiło wygospodarować środki na jakieś realne wsparcie innowacji. Wydawanie kasy publiczne i zadłużanie się, żeby ją wydawać jest spoko, tylko trzeba ją wydawać na coś sensownego, bo Włochy pokazały, że gigantyczne transfery publiczne nie zrobią same w sobie wzrostu, jeśli trafią w jałowe regiony gospodarki. Polska ma szansę uniknąć losu Włoch, ale zamiast konsumować obecne sukcesy, trzeba naprawdę zacząć poważnie patrzeć na to, co będzie za 10 lat na świecie. I mam wrażenie, że jakoś mamy z tym problem. Ale jeśli wy chcecie mieć z tym mniejszy problem i wiedzieć lepiej, co będzie w przyszłości, to zachęcam do śledzenia wersji premium portalu DNA, której regularnie korzysta już prawie 5100 innych osób. Tam jeszcze bardziej bieżący wgląd na to jest naprawdę ważny na rynkach, w gospodarkach i w spółkach konkretnych. Więc nie czekajcie z dołączeniem. Wszyscy dostają tam codziennie różne analizy ode mnie i całego naszego zespołu DNA. Także mają możliwość obserwowania jak ja sam inwestuję własne oszczędności w portfelach łącznej wartości ponad 8,5 miliona złot. Duże pieniądze, dużo emocji, ale gwarantuję, że przede wszystkim masa nauki i to naukę i edukację mogę wam obiecać. Więcej na ten temat zajęć na stronie premiumdarynków.pl. Link oczywiście w opisie tego nagrania. W tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć

Przewijanie do góry