Analiza kursu dolara i jego wpływu naglobalne rynki w 2026 roku
W 2025 roku dolar amerykański odnotował spadek około 10% wobec koszyka głównych walut, co stanowiła niezwykłą anomalia w charakterze bezpiecznej przystani. Choć globalne rynki notowały wzrosty, inwestorzy zagraniczni doświadczyli podwójnych strat – zarówno na aktywach, jak i na kursie walutowym. W tym materiale раскрыwamy mechanizmy, które doprowadziły do słabości dolara, zmiany w zarządzaniu ryzykiem walutowym przez fundusze inwestycyjne oraz perspektywy na 2026 rok.
Kulminacyjnym momentem roku 2025 stał się kwiecień, gdy dyskusje o wojnie celnej between USA a Chinami spowodowały jednoczesny spadek waluty amerykańskiej i indeksów giełdowych. Zjawisko to było niezwykłe, ponieważ dolar zwykle wzmaga się w czasie kryzysów. W tym kontekście społeczne fundusze emerytalne w Europie zwiększyły poziom dywersyfikacji walutowej, co wprawiło rynek w spiralę sprzedaży dolarów.
Strukturalne czynniki osłabiające dolar
- Polityka fiskalna USA: Ustawa One Big Beautiful Act, zaplanowana w Podpisań Prezydenta Trumpa, wprowadzi stimulans finansowy na poziomie 300 miliardów dolarów, co zwiększy efekty monetarne.
- Polityka monetarna Fedu: Przewidywany spadek stóp procentowych do 3,5% w 2026 roku spowoduje zmniejszenie opłacalności obligacji amerykańskich.
- Zachowania instytucjonalnych inwestorów: Fundusze emerytalne w Europie zwiększyły hedging walutowy z 62% do 72% do maja 2025 roku, aktywnie sprzedając dolary.
Kombinacja tych czynników tworzy tzw. pętlę samospełniającą się przepowiednię, w której decyzje funduszy inwestowych prowadziły do realnego osłabienia dolara.
Kto zyska na słabym dolarze w 2026 roku
- Rynki wschodzące: Kraje takie jak Indie, Indie, Brazylia i Chile zyskają na taniejszych surowcach, obsłudze długów denominowanych w dolarach oraz większej swobodzie monetaryskiej.
- Amerykańskie firmy z przychodami zagranicznymi: Giganci technologiczni jak Meta (62%), Apple (57%) i Tesla, którzy generują ponad 40% przychodów zagranicznych, zyskają na kursie walutowym.
- Rynki ETF z zabezpieczeniem walutowym: W 2025 roku 66% napływów do amerykańskich ETFów Założone zostało z zabezpieczeniem kursu walutowego, co kalibruje ekspozycję kapitału.
Dla detalicznych inwestorów kluczowe znaczenie ma rebalansowanie portfeli na rynki, gdzie korelacja pozytywna z osłabieniem dolara była widoczna od 2025 roku.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Rok 2025 był dla dolara fatalny i nie ma w tym wiele zaskoczenia, bo trąbiłem, że tak będzie od naprawdę, naprawdę dawna. A całość zepsze się w ogóle jako jeden z najbardziej mylących roków dla inwestorów zagranicznych na Wall Street, bo nagłówki krzyczały o hossie w Stanach Zjednoczonych, o AI, o rekordach indeksów, a dla inwestorów z Europy to był raczej słaby rok, jeśli chodzi o inwestowanie w Stanach, bo dolar spadł niemal 10% w kilka miesięcy, a w kluczowym momencie nie działał jak bezpieczna przystań. Niby portfele rosły, a jednak dostawały po głowie i ostatecznie dały niewielki zwrot dla szerokich indeksowych inwestorów. W tym materiale chcę wam pokazać, dlaczego amerykański rynek w 2025 roku wypadł na tle świata kiepsko. I skąd wzięła się słabość tego dolara i co może co najważniejsze dalej czekać dolara w 2026 roku, a przede wszystkim kto na tym wszystkim może realnie zyskać i gdzie kapitał ma najlepszy wiatr pod narty. Zapraszam. Zgarnij nawet 20 donowych akcji o wartości do kilkuset dolarów każda. Załóż konto Fre 24 brokerze notowanym na amerykańskiej giełdzie NZDAQ i zacznij budować swój portfel od darmowych akcji. A partnerem technologicznym kanału jest HP, producent takich oto drukarek HP Smartank 750. Normalne drukarki, moi drodzy, kiedy drukują, no to jednak ostro się męczą. A ta drukarka się nie męczy. Ta drukarka drukuje jakby jutra nie było. Patrzcie tylko ile tego tuszu. No w sensie tutaj nie ubywa aż tyle, bo nie drukuje kolorowo, a ta drukarka potrafi. Ale patrzcie tu. Patrzcie ilu było już czarnego. Tak bardzo drukuje a drukarka dalej drukuje z kodem cymcyk 15. Drukarki tańsze 15% taniej. Kupujcie. >> Link w opisie. >> Inwestuj lepiej, mądrzej i z większym spokojem. Dołącz do strefy premium DNA. Podobnie jak już prawie 4400 innych inwestorów. To najlepsze miejsce. Naprawdę najlepsze miejsce do świadomego zarządzania swoim kapitałem i swoimi oszczędnościami. Dzięki za już ponad 98 000 waszych subskrypcji do setki. W momencie przynajmniej gdy to nagrywam już tylko 1800 i to się wydarzy w styczniu. Dzięki wam. Więc nie czekajcie, tylko kliknijcie suba teraz i pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać. Zacznijmy od tego, moi drodzy, co działo się w ogóle z dolarem w 2025 roku, żebyśmy trochę zrozumieli pewien kontekst, bo to już sam z siebie jest w sumie materiał na taki ostry dreszczowiec. Dolar stracił prawie 10% wobec koszyka głównych walut i cały ten zjazd wydarzył się w zaledwie jedno półrocze. A to stawia ten rok czy 2025, czyli poprzedni rok na drodze do najsłabszego wyniku od 8śmiu lat. I to nie był zwykły trend spadkowy, to był chaos, oderwanie od rynkowych norm. No pamiętacie jeszcze kwiecień, moment gdy wybuchła wojna celna, taka w sumie quazi wojna jak się okazało i rynki zanurkowały. Dla inwestorów z Europy, czyli dla nas to był moment szczególnie bolesny, podwójnie bolesny, bo zazwyczaj gdy na rynkach jest panika, to dolar działa jak bezpieczna przystań, rośnie, gdy akcje spadają, amortyzując straty dla inwestorów spoza Stanów Zjednoczonych. A tym razem było inaczej. W kwietniu mieliśmy do czynienia z rzadką, ale bardzo brutalną anomalią. Dolar spadał razem z indeksami. Co wynikało oczywiście z tego, że prezydent USA był główną przyczyną spadków na giełdzie i swoim wtedy dość nieprzewidywalnym zachowaniem wygenerował jednocześnie i ucieczkę od akcji, i ucieczkę od dolara. No i efektem był podwójny cios. Inwestorzy zagraniczni obrywali i na przecenie akcji i jednocześnie na kursie walutowym. Portfele nie traciły. One wtedy krwawiły z dwóch stron na raz. I teraz spójrzmy sobie prawdzie w oczy. Choć nagłówki krzyczą o potężnej hossie w Stanach Zjednoczonych. To dla większości inwestorów spoza Stanów Zjednoczonych, na przykład z Europy, rzeczywistość wygląda trochę inaczej. Dla Europejczyka trzymającego aktywa w euro, potężny S&P 500 urósł w tamtym roku o 2,7%. Tak, bardzo dobrze słyszycie, 2,7%. No to dla porównania nudne, bezpieczne, 12 miiesięczne obligacje niemieckie płaciły w tym samym czasie ponad 2%. Czyli europejscy inwestorzy podjęli całe ryzyko rynku akcji, żeby zarobić tyle samo co na bezpiecznym długu niemieckim. Chociaż o tym jak jest tym bezpieczeństwem tego długu, ja to zresztą też opowiadałem w innych materiałach. No ale to nie jest temat na ten materiał. Ważne, że żeby dowieźć ten zysk na poziomie 2,7% na rynku akcji amerykańskich, europejscy inwestorzy musieli przetrwać spadki w kwietniu, kiedy ich portfel w ujęciu year to date w kwietniu w euro świecił się na minus 20%. 20% obsunięcia, żeby na koniec roku zrównać się z obligacjami. No to nie jest sukces z tej perspektywy. To był po prostu rok fatalny dla inwestora spoza USA. Oczywiście nie mówimy o tych co stock pickingują akcje, ale dla szerokiego inwestora. I to jest taki moment, w którym podwójnie cieszę zachowanie publicznego portfela Freom 24, bo on inwestuje w Stanach głównie i do tego jest denominowany w euro, a i tak dał ponad 25% stopy zwrotu w tamtym roku. No więc pobił praktycznie indeks 10ciokrotnie. Możecie go podglądać zawsze, link jest w opisie. Prowadzę go we Freedom 24. A u tego brokera, który jest notowany na nasdaku, macie dostęp tylko do Stanów, macie dostęp do masy innych rynków, gdzie można lokować swoje oszczędności. I dla nowych użytkowników Freon 24 oferuje obecnie do 20 darmowych akcji na start, co jest dość sensownym sposobem, żeby wejść sobie na rynek albo zbudować ekspozycję, przebudować bez dokładania od razu wielkiego kapitału. Więc zwłaszcza, że akcje za darmo, no to w sumie co szkodzi wziąć. Szczegóły oczywiście są w opisie tego materiału. Wracając do tematu, paradoksalnie amerykański rynek był jednym z gorszych w tym roku dla szerokiego grona inwestorów. I tu dochodzimy do właśnie tego paradoksu, który w świetle tej całej wielkiej bańki sztucznej inteligencji brzmi trochę jak kiepski żarcik. Mimo technologicznej euforii, S&P 500 był w tym roku po prostu słabym indeksem. I mówię to całkowicie serio. W skali świata Stany Zjednoczone wylądowały na szarym końcu zajmując 22 miejsce. Przed nimi znalazło się 21 rynków, które dały zarobić więcej. Wyprzedziły ją Korea Południowa, Tajwan, Chiny, Japonia. Wyprzedziły rynki wschodzące spoza Azji, RPA, Meksyk, Brazylia. wyprzedziła ją nawet stara nudna Europa, Grecja, Hiszpania, Włochy, Niemcy, Wielka Brytania, Polska, wszyscy oni zostawili rynek w Stanach w tyle i to nawet jeśli liczymy stopę zwrotu S&P 500 w dolarach, a nie tylko w euro. Dopiero za plecami Stanów Zjednoczonych znalazły się takie rynki jak Australia, Malezja czy Indie. I wnioski są proste. Wall Street w 2025 roku została zjedzona przez Europę Południowo-Środkową i Rynki wschodzące. I to wydarzenie stało się punktem zwrotnym, bo lwią część zysków z amerykańskich indeksów zabrało osłabienie dolara. Wiele dużych funduszy i instytucji finansowych zrozumiało bardzo bolesną prawdę, że ich dotychczasowe poziomy zabezpieczenia walutowego, ich hedging były po prostu za słabe. Byli zbyt odsłonięci na wahania kursów walutowych i rynek wystawił im za to potężny rachunek. Czy można bardzo łatwo to dostrzec na przykładzie funduszy emerytalnych w takiej na przykład Danii. Dane pokazują, że ich wskaźniki hedgingu dolara wzrosły w tym roku z 62 do 72% już w maju 2025 roku. No to dla porównania w latach 2015-16 czy podczas covidu te wskaźniki wynosiły 80%. Tak więc ogólnie europejskie fundusze emerytalne w pewnym momencie nagle rzuciły się do hedingu. Uświadomiły sobie w pewnym momencie, że popełniają kolosalny błąd, a spadki indeksów nie muszą iść w parze z umocnieniem dolara. Inwestorzy europejscy w pewnym momencie roku zaczęli więc wracać do większego zabezpieczenia się przed spadkiem dolara. I dlaczego to ważne? Bo im więcej dużych graczy zabezpiecza swoje pozycje, czyli sprzedaje dolara, tym większa presja spadkowa na samą walutę. Jak dokładnie to działa? W praktyce zabezpieczenia najczęściej odbywa się przez kontrakty terminowe. Inwestor się umawia z na przykład bankiem, że za trzy albo sześć miesięcy sprzeda mu określoną póę dolarów po z góry ustalonym kursie. No i w tym momencie dochodzi do kluczowego przesunięcia ciężaru na rynek, bo bank, który odkupił od inwestora te dolary wirtualnie w przyszłości, sam nie chce ponosić ryzyka ich spadku. Żeby zrównoważyć swoją pozycję, bank musi fizycznie sprzedać dolary na bieżącym rynku teraz. I w ten sposób decyzja o zabezpieczeniu portfela, która miała dotyczyć przyszłości, wywołuje natychmiastową podaż waluty na rynku. Kiedy mówimy o dużych graczach, to nie mamy na myśli jakiś, nie wiem, korporacyjek. Mamy na myśli instytucje zarządzające grubymi miliardami dolarów. I gdy setki takich instytucji jednocześnie decydują się na zwiększenie poziomu zabezpieczenia, to na rynek trafi ogromna masa dolarów. No i zgodnie z podstawowym prawem ekonomii, jak podaż czegoś gwałtownie wzrośnie, a popyt zostanie taki sam albo nawet zmaleje, no to cena musi spadać. Inwestorzy widząc ten ruch utwierdzają się do tego w przekonaniu, że dolar faktycznie jest słaby, a to skłania kolejnych graczy do jeszcze większego zabezpieczania swoich pozycji. No i ostatecznie ten mechanizm tworzy pętlę. pętle, która trochę wygląda jak samospełniająca się przepowiednia, bo sama obawa przed spadkiem wartości dolara zmusza inwestorów do pewnych działań, do sprzedaży terminowej, hedgingu, która technicznie wymusza potem na drugiej stronie tej transakcji sprzedaż waluty na rynku bieżącym i to faktycznie doprowadza do spadku jej kursu. Im silniejszy jest ten trend spadkowy, tym więcej funduszy będzie czuło presję, żeby też się zabezpieczyć albo zwiększyć swoje zabezpieczenia, a to jeszcze bardziej zepchnie notowania dolara w dół. I w ten sposób sentyment rynkowy zamieni się w realną presję cenową, która może trwać aż do momentu, gdy dolar stanie się tak tani, że ponownie przyciągnie kupujących, szukających okazji. No i w tym kontekście warto przytoczyć sobie pewne kluczowe dane, bo obecnie już blisko 2/3 napływów do amerykańskich ETFów odbywa się z zabezpieczeniem walutowym i to jest historyczna zmiana i widać to idealnie na prawym górnym wykresie, który teraz macie przed sobą, gdzie te dwie linie reprezentujące zabezpieczenie bardzo dynamicznie zamieniły się miejscami. Jedna pokazywała ekspozycję z brakiem zabezpieczenia, druga już z zabezpieczeniem walutowym. No widać różnicę, prawda? W lewym górnym rogu z kolei tego wykresu widać napływy do amerykańskich aktywów za pośrednictwem zagranicznych funduszy ETF. I widać, że o ile przez lata dominowały napływy bez zabezpieczenia ciemnoniebieskie pole, o tyle na początku 2025 nastąpiło załamanie napływów zdefiniowanych jako unhedged, czyli niezabezpieczonych i dominującą rolę przejęły napływy z zabezpieczeniem. to te jasno-iebieskie pole, czyli hedżdy. Więc mimo tego, że zagraniczny kapitał płynie do USA szerokim strumieniem, to dolar wcale na tym nie zyskuje tak jak kiedyś, bo widać potężną zmianę w podejściu inwestorów. Coraz częściej chcą oni amerykańskie aktywa, ale nie chcą, w cudzysłowie nie chcą oczywiście, amerykańskiej waluty w pakiecie. Jeszcze kilka lat temu inwestorzy zagraniczni brali ryzyko walutowe na klatę, często traktując tą ekspozycję na dolara w tym wypadku jako dodatkowy bonus, jako coś co samo heduje ich pozycję. A dziś sytuacja wygląda trochę inaczej. No więc tu oczywiście może się pojawić pytanie, czy w takim wypadku dolar jest dalej tani, czy może jest za tani? I naszym zdaniem w DNA fundamenty na 2026 rok wciąż wskazują na brak katalizatorów pod silne umocnienie. Rynek już gra pod scenariusz, w którym stopy w Stanach Zjednoczonych zjeżdżają do okolic 3,5% w 2026 roku. I to jest kluczowa informacja, bo niższe stopy oznaczają tylko jedno. Spadek kosztów zabezpieczenia waluty i niższą opłacalność inwestowania w amerykańskie obligacje. Czyli są dwa powody do dalszego osłabienia dolara. I naprawdę uwierzcie mi, po tych traumach z 2025 roku chętnych na ten tańszy hedging w tym wypadku walutowym nie zabraknie. Ta lekcja z 2025 dla wielu funduszy była po prostu zbyt bolesna. W szczytowym momencie paniki S&P 500 w dolarze krwawił o 15%. Okej, niby dużo, ale portfele w euro przekraczały ten spadek jeszcze bardziej. Ta różnica to jest czysty cios od waluty, który dobijał te fundusze. A przecież Donald Trump, który był de facto głównym powodem spadku wartości dolara i otwarcie deklarował chęć jego osłabiania, co mówiłem na samym początku jego kadencji w tym materiale, nigdzie się nie wybiera, będzie dalej rządził w USA. Dlatego teraz, gdy te ubezpieczenie będzie stawało się tańsze, to zagraniczni gracze będą hedżować się na potęgę, byle tylko nie powtórzyć tego koszmaru w 2026 roku, co mieli w 2025. Modele ryzyka w bankach i w funduszach emerytalnych po prostu wymuszą większą ostrożność i do tego jak się doda czynniki makroekonomiczne, które też nie przemawiają za umocnieniem się dolara w 2026 roku, no to mamy >> armagedon. Tego nie wiemy kiedy. >> Totalny brak katalizatorów. W 2026 Stany nie tylko nie wejdą w recesj, wejdą w tryb prowzrostowy, napędzany chociażby ustawą One Big Beautiful Act. A to będzie fiskalny dopalacz rzędu 300 miliardów dolarów. Firmy dostają możliwość pełnego odliczenia wydatków na inwestycje od podstawy opodatkowania, czyli dostają prostą zachętę do jeszcze silniejszych inwestycji. A tymczasem konsumenci otrzymają rekordowe zwroty podatkowe, czyli zastrzygówki do ręki, która aż się będzie prosiła, żeby ją wydać. Zresztą sami wiecie jak kusi, żeby kupić sobie jakieś niepotrzebne bzdety, kiedy otrzymacie nieoczekiwany zastrzyk gotówki, którego się nie spodziewaliście. Tylko najważniejsze pytanie brzmi w takim razie, dlaczego to jeszcze dodatkowo zaboli dolara? No dlatego, że to czysty tryb risk on. Rosnący apetyt na ryzyko. Kiedy gospodarka dostaje taki zastrzygitał nie chowa się w bezpiecznych obligacjach, nie chowa się w dolarze. Płynie szerokim strumieniem w ryzykowne aktywa, w surowce, w rynki wschodzące. pieniądz w takim otoczeniu ma pracować, a nie leżeć sobie na koncie walutowym. I tu płynnie jeszcze przechodzimy do kwestii pytania, które może się zapalać w wielu lampkach. A co w takim razie z inflacją, skoro mamy podwyższoną konsumpcję? I tu też mamy fajną mieszankę. Z jednej strony taniejąca ropa, paliwa, spadające koszty czynszów mieszkalnych. Wszystko to ściąga wskaźniki inflacji w dół, odbierając trochę amerykańskiemu bankowi centralnemu argumenty do obrony dolara wysokimi stopami. Jasne, z drugiej strony ceny elektroniki pójdą trochę w górę przez na przykład drożejące układy pamięci, ale to jest taki czynnik, który jest za mały, żeby wywołać burzę. W takim otoczeniu przy stymulacji fiskalnej rosnącym apetycie na ryzyko, dolar staje się de facto walutą finansującą całą zabawę, a niebezpieczną przystanią. Do tego dochodzi nowy szef Fedu. To jest tylko takie tło makro, ale też należy spojrzeć na czynnik ludzki, który może być katalizatorem niekorzystnych zmian dla dolara. Na rynku w zasadzie jest już w miarę pewne, że stanowisko dostanie Kevin Hasset. Mówiłem o tym też z kolei w innym materiale. I to jest dla dolara czynnik strukturalnie ponownie negatywny. Hazet jest postrzegany jako człowiek, który zdecydowany jest obniżać stowy procentowe, jako ekonomista blisko związany z Donaldem Trumpem. Jeśli ma takie powiązania, to Haset reprezentować będzie podejście bardziej gołębie niż Jeremy Powell. I jego publiczne wypowiedzi już teraz raczej nie pozostawiają do tego żadnych złudzeń. Ryzyka inflacyjne uważa za przesadzone. Amerykańską gospodarkę uważa za wystarczająco silną, żeby prosperować przy niższym koszcie pieniądza. Dla rynku walutowego to PR to jest naprawdę proste równanie. Haset userów oznacza niższą ścieżkę dla stóp procentowych. On chce rozwiązać problem zadłużenia nie redukując zadłużenie, tylko stymulując wzrost gospodarczy. Na Wall Street jest to potocznie określane jako run i sam wprost mówi, że wzrost PKB na poziomie 3% w pierwszej połowie 2026 roku dla niego byłby rozczarowaniem. Rozczarowaniem byłby wzrost 3% PKB. To dlaczego w takim razie jeszcze kurs dolara nie runął w przepaść? Mimo że dla niektórych pewnie runą, bo to dalej sidny spadek. Ale dlaczego nie runął bardziej? I tu odpowiedź jest prosta. Rynek to naprawdę jest cwana bestia. Haset był faworytem od dawna. Inwestorzy już dawno przetrawili ten scenariusz. Wpisali Haseta w ceny. I jest też drugie ważniejsze dno. Przewodniczący Fedu, wbrew obiegowej opinii masowych mediów to nie jest dyktator. Decyzję podejmuje cały komitet. A w naszej obecnej gospodarce światowej i również amerykańskiej zwłaszcza Fed jest trochę zakładnikiem rynku. To nie prezes ustala dziś reguły gry. Warunki płynnościowe ustalają reguły gry. Jeśli rynek zaczyna się dusić, jeśli pojawi się jakiś stres finansowy, to Fed nie ma wyjścia i będzie musiał wykonać gołębi zwrot, niezależnie od tego, kto siedzi w fotelu prezesa i jakie są jego sympatie polityczne. W praktyce to rynki finansowe reagując paniką na brak płynności przystawiają trochę bankowi centralnemu pistolet do głowy i wymuszają konkretne decyzje. Fed w tym układzie nie jest liderem, który inicjuje ruchy. jest instytucją trochę reaktywną, która ma posprzątać bałagan, kiedy rynek tupnie i pobrudzi za bardzo. I może brzmi to karykaturalnie, dla niektórych może niebezpiecznie, ale w gruncie rzeczy takie podejście sprawia, że polityka monetarna jest bardziej dostosowana do realnych warunków w gospodarce, a mniej do ideologicznych przekonań kilku członków komitetu. No i w efekcie rynek już uwzględnił gołębie nastawienie Fedu. I teraz dochodzimy sobie do hasła, które robi absolutną furorę na Wall Street obecnie. The Basement Trade to jest gra pod dewaluację pieniądza. Inwestorzy widzą spory dług Stanów Zjednoczonych. Widzą polityczną presję na słabą walutę, żeby zwiększać eksport i widzą presję na cięcie stóp. No wniosek dla rynku jest prosty. Siła nabywcza dolara ma spadać. Dlatego kapitał ucieka z obligacji prosto w objęcia akcji, prosto w objęcie Bitcoina, prosto w objęcie złota. Krótkoterminowo giełda, zwłaszcza spółki Growth i Tech kochają to, bo niższy koszt kapitału to jest paliwo dla wycen, ale dla rynku długu, dla obligacji i dla waluty, no to jest sygnał mocno alarmowy. Od paru lat jesteśmy przecież w długotrwałej besie, tylko że nie na rynku akcji, na rynku obligacji. I w oczach rynku haset ze swoimi poglądami jest idealnym patronem dalszego takiego stanu rzeczy. jest kimś, kto bez mrugnięcia okiem poświęci siłę waluty dla wzrostu gospodarczego. I to jest kolejny spory element całej układanki, która przesuwa tą szalę na niekorzyść dolara w nadchodzącym czasie. I tak wygląda rozłożenie na czynniki pierwsze tego dla niektórych fenomenu pewnie słabego dolara i całej mechaniki, która za tym stoi i o której mówiliśmy wam przez cały 2025 rok. I teraz tu historia przechodzi w kolejne pytanie. Kto na tym realnie zyska? Dla wielu osób brzmi to trochę jak zagrożenie. Gadając swoje głupoty, dolar upada i tak dalej, i tak dalej, ale dla rynków finansowych słabszy dolar to jest zastrzyg płynności. To jest środowisko, w którym kapitał chętniej płynie w kierunku bardziej ryzykownych aktywów. Słaby dolar działa jak luzowanie warunków finansowych dla całego świata. I to widzieliśmy zresztą na wykresie stóp zwrotu z różnych rynków akcji w 2025 roku, które masowo pobiły S&P 500. Dlaczego tak jest? Po pierwsze spadają koszty obsługi zadłużenia. Wiele państw rozwijających się, wiele korporacji spoza Stanów Zjednoczonych w tych państwach zaciąga kredyty i emituje obligacje denominowane w dolarach. Jak dolar słabnie, to spłata tych zobowiązań staje się tańsza w przeliczeniu na waluty lokalne, w których te podmioty albo te gospodarki realnie zarabiają. Po drugie, tanieją surowce. Większość klasycznych surowców od ropy naftowej po miedź wyceniana jest na giełdach w dolarach. Gdy dolar traci na wartości, to kraje kupujące te surowce w innych walutach płacą za nie relatywnie do innych gospodarek realnie mniej. A to z kolei redukuje presję inflacyjną, redukuje koszty produkcji na całym świecie. I po trzecie, jest większa swoboda innych banków centralnych do działania, bo silny dolar zmusza inne kraje do utrzymywania wysokich stóp procentowych, żeby bronić własnych walut przed nadmiernym osłabianiem, które trochę importują inflację, bo zagraniczne produkty drożeją wraz z umacnienem się dolara. Ale gdy dolar słabnie, to presja na te waluty maleje. Banki centralne w Europie czy Ameryce Łacińskiej zyskują wtedy więcej miejsca, żeby obniżać sobie własne stołe procentowe bez obaw o gwałtowną ucieczkę kapitału. A to też realnie stymuluje ich lokalne gospodarki. W 2026 roku kilka kluczowych banków centralnych rynków wschodzących ma naprawdę realną przestrzeń do dalszych cięć stóp procentowych. Meksyk, Brazylia, Chile, Indonezja. Każdy z tych krajów może kontynuować obniżki wraz z dalszą dezinflacją w 2026. Przez lata silny dolar dusił te rynki wschodzące. Długi tych krajów są w dużej mierze w dolarze. Surowce w dolarze. Kiedy dolar rósł, koszty obsługi długu eksplodowały, a lokalne banki centralne musiały dusić gospodarkę wysokimi stopami, żeby bronić swojej waluty. I teraz ten ucisk zaczyna się rozluźniać. Więc odpowiedź na pytanie, kto na tym zyska prowadzi nas tam, gdzie słabnący dolar robi największą robotę na rynki schodzące. I to co dziś widzimy to zapowiedź naprawdę takiego potężnego wiatru pod narty, na którym rynki wschodzące czekały od lat. Rynki wschodzące, czyli takie kraje jak Chiny, Indie, Brazylia, Turcja, Tajwan, również Polska. A poza argumentami stricte gospodarczymi, które przemawiają za emerging markets i o których sobie powiedzieliśmy, są też kwestie bardziej techniczne. Świat jest zapakowany w dolara pod korek. Zagraniczni inwestorzy siedzą na ogromnej górze amerykańskich aktywów. Gdy dolar zaczyna słabnąć, wartość tych portfeli w walucie lokalnej spada. Więc co robi mądry kapitał? Rebalansuje się. Musi zredukować ekspozycję na USA i poszukać stopy zwrotu gdzie indziej. To jest naturalny przepływ. Ten przepływ troszeczkę wypycha pieniądze z Wall Street prosto na rynki wschodzące. Wykresy, które widzicie teraz przed sobą pokazują bardzo dobitnie tą zależność, silną, negatywną korelację między kursem dolara a relatywnymi wynikami rynków wschodzących. Gdy dolar się umacnia, to rynki wschodzące zwykle wypadają gorzej od rynków rozwiniętych. Gdy dolar słabnie, zyskują przewagę. Stopy zwrotu w 2025 już to potwierdziły i wszystko wskazuje na to, że rok 2026 też będzie podążać dalej tą ścieżką. Ale rynki wschodzące to nie jest jedyny zwycięzca słabego dolara. Na drugim miejscu są wielkie firmy ze Stanów Zjednoczonych. Wyraźne osłabienie dolara działa jak taki mechaniczny dopalacz wyników dla amerykańskich spółek międzynarodowych. Słabsza waluta poprawia przeliczanie zagranicznych przychodów na dolary i zwiększa konkurencyjność eksporterów. Trochę odwracając negatywny efekt z poprzednich lat, kiedy silny dolar ciążył wynikom. I tu mechanizm też jest prosty. Jeśli dolar jest słabszy względem innych walut, to przy stałej cenie za produkty i usługi w walutach obcych spółki amerykańskie dostają więcej dolarów i skala tego ruchu jest na tyle duża, że zaczyna mieć znaczenie dla zysków. Szacunki podawane przez Reutersa wskazują, że każde 10% spadku dolara przykłada się na około 2% pozytywnego zaskoczenia w zyskach dla całego S&P 500. dla całego S&P 500 i najsilniej korzystają na tym indywidualne spółki, które najwięcej zarabiają poza USA. Średnio około 41% przychodów firm z S&P 500 pochodzi spoza USA. Przy czym sektor technologiczny, komunikacyjny i materiałowy są najbardziej wrażliwe na kurs dolara, bo najbardziej eksportują. Dane pokazują, że amerykańscy giganci technologiczni, którzy w dużym stopniu opierają się na przychodach zagranicznych, jak Meta 62%, jak Apple 57% generują większość sprzedaży poza USA i to one będą na tym zyskiwać. Alfabet, Tesla, Nvidia i Microsoft uzyskują około połowy przychodów poza rynkiem krajowym. Amazon ma tych przychodów najmniej, aczkolwiek nie jest to trochę reprezentatywne w ich przypadku, bo tu spółka większość zysków generuje z segmentu chmurowego, gdzie jest mocny udział przychodów zagranicznych, a nie z e-commercea, który mocno zawyża udział przychodów w dolarach. W praktyce oznacza to, że zmiany kursu waluty będą tak czy inaczej poprawiać zarówno raportowane wyniki, jak i prognozy w sezonie wyników dla spółek amerykańskich. No więc macie, moi drodzy, pełen przepis na to, co można zrobić w 2026. Rok 2025 był rokiem słabego dolara i wszystko wskazuje na to, że rok 2026 też będzie rokiem słabego dolara. Może nie będzie on aż tak spadał jak w 2025, ale jeśli ktoś oczekuje, że raptem wystrzeli w górę o 10, 15, 20% bez żadnego czarnego łabędzia, to niestety grubo się zdziwi. I wiecie też kto na tym wszystkim zyska. Po pierwsze zyskają rynki wschodzące, po drugie zyskają spółki z USA, które najwięcej przychodów generują za granicą. Słaby dolar w każdym razie nie jest dziś żadną anomalią, nie jest fanaberią rynku. To jest efekt splotu polityki, struktury globalnych przepłyów kapitału i zmiany podejścia inwestorów do ryzyka walutowego. Rok 2026 najprawdopodobniej będzie tego wszystkiego kontynuacją. I cała ta analiza to jedynie kropla w morzu tego, co oferuje DNA Premium. Jeśli jesteście chętni na większą ilość takich rynkowych przemyśleń i prognoz, to zachęcam do sprawdzenia wersji właśnie premium DNA, z której regularnie korzysta już prawie 4400 innych osób. Dostają tam oni codziennie niemalże różne analizy, przemyślenia o rynkach, gospodarce, o różnych spółkach ode mnie i całego naszego zespołu DNA. Do tego mają możliwość obserwowania jak ja sam inwestuję własne oszczędności w portfelach łącznej wartości prawie 6,5 miliona złot. To duże pieniądze, które dają dużo emocji, ale przede wszystkim dają bardzo dużo nauki. Więcej temat znajdziecie na stronie premiumdarynków.pl. Link oczywiście w opisie tego materiału. W tym to już wszystko. Do zarobienia. Cześć.









