Kłamstwo o S&P 500: Wielka Siódemka nie rządzi już na giełdzie [Szerokość rynku S&P 500]

Szerokość rynku S&P 500 – dlaczego nagłówki mogą mylić

W lutym 2026 roku, gdy siedem największych spółek technologicznych (tzw. Magnificent 7) straciło 7% wartości, pozostałych 493 firmy z indeksu S&P 500 zyskało średnio 4%. To pokazuje, że nawet gdy główne indeksy wyglądają na słabe, szeroki rynek może być w dobrym stanie. W materiale wyjaśniamy pojęcie market breadth i porównujemy dwa podejścia do wyliczania S&P 500: klasyczny indeks ważony kapitalizacją oraz wersję equal weight, w której każda spółka ma taką samą wagę.

W 2026 roku indeks equal weight rosnął ponad 5%, podczas gdy tradycyjny S&P 500 zatrzymał się w pobliżu zera. Dzieje się tak dlatego, że w equal weight udział technologii spadł do około 16%, a w klasycznym wyniósł 34%.

Historia pokazuje, że podobne rozdzielenie miało miejsce po pęknięciu bańki internetowej w 2000 roku oraz w 2022 roku, gdy podwyżki stóp procentowe uderzyły w sektor technologiczny, a banki, energetyka i przemysł radziły sobie lepiej.

Na podstawie tych obserwacji przedstawiamy trzy praktyczne sposoby, jak inwestor z Polski może wykorzystać trend szerszego rynku:

  • ETF na S&P 500 equal weight – prosty sposób na ekspozycję na wszystkie 500 spółkach.
  • Aktywnie zarządzane fundusze value, które poszukują niedowartościowanych spółek poza największymi gigantami.
  • ETFy sektorowe na energetykę, przemysł, finanse i materiały – sektory, które historycznie zyskują w okresach rosnących stóp i inflacji.

Wideo jest czysto edukacyjne i nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej. Przypominamy, że każda decyzja inwestycyjna wiąże się z ryzykiem.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

W 2026 roku 493 spółki z indeksu S&P 500, czyli wszystkie poza tak zwaną wspaniałą siódemką, osiągnęły dwukrotnie lepszy wynik niż siedem największych firm technologicznych. W tym samym tygodniu, w którym nagłówki mówiły, że giełda spada, prawie 500 spółek rosło. Dzisiaj pokażę ci, dlaczego takie nagłówki bardzo często wprowadzają w błąd i co to konkretnie oznacza dla pieniędzy, które masz zainwestowane. Pokażę ci też schemat, który widzieliśmy już po pęknięciu bańki internetowej i w 2022 roku. A na koniec dam ci trzy konkretne sposoby, jak można zainwestować w ten trend z perspektywy inwestora z Polski. Partnerem filmu jest XTB. Dopiero zaczynasz przygody z inwestowaniem. Wpisz kod rankia przy rejestracji, aby otrzymać materiały edukacyjne dla początkujących. Zacznijmy od danych, o których rzadko mówi się w prosty sposób. W lutym 2026 roku, kiedy wspaniała siódemka spadła o 7%, reszta indeksu rosła o 4%. Ten sam indeks, te same 500 spółek, tylko policzone w inny sposób. I to nie jest ciekawostka z jednego miesiąca. Od początku roku wspaniała siódemka urosła o 5,4% podczas gdy cały indeks S&P 500 zyskał 7,9. Innymi słowy rynek rósł mimo tych siedmiu spółek, a nie dzięki nim. I to kłóci się z tym, co przez ostatnie lata często słyszeliśmy, bo te siedem firm ma ogromną wagę w indeksie. odpowiadają za 33,8 S&P 500, czyli mniej więcej 1/3 całego indeksu zależy od zaledwie siedmiu spółek. Analitycy nazywają to szerokością rynku. Chodzi o to, ile spółek faktycznie bierze udział we wzrostach. Jeśli rośnie siedem firm, a pozostałe 493 stoją w miejscu, mamy rynek kruchy, oparty na bardzo wąskiej grupie liderów. Ale jeśli rośnie większość spółek z indeksu, rynek jest zdrowszy i bardziej stabilny. Dlatego szerokość rynku jest jednym z najlepszych termommetometrów pokazujących czy wzrosty są solidne, czy raczej opierają się na kilku bardzo dużych firmach. Najprościej zobaczyć to porównując dwa podejścia. Klasyczny S&P 500 ważany kapitalizacją oraz S&P 500 Equal Weight, czyli wersję w której każda z 500 spółek ma taką samą uwagę. W 2026 roku indeks equal weight rósł o ponad 5% podczas gdy tradycyjny S&P 500 był blisko zera. Dlaczego? Bo w equalight technologia ma tylko około 16% udziału, a w klasycznym S&P 500 około 34%. I teraz przechodzimy do części, która myli bardzo wiele osób. Kiedy wspaniała siódemka spada, a nagłówki krzyczą, że rynek się załamuje, w rzeczywistości setki innych spółek mogą rosnąć i to wcale nie jest zła wiadomość. Wręcz przeciwnie. Rynek, w którym wzrosty rozkładają się na setki firm jest dużo zdrowszy niż rynek zależny od tego, czy siedem gigantów będzie rosło bez końca. Jeśli jedna z tych siedmiu spółek rozczaruje wynikami kwartalnymi, w bardzo skoncentrowanym rynku może pociągnąć za sobą cały indeks. Ale jeśli wzrosty są szerokie, wpływ jednej firmy jest znacznie mniejszy. Profesjonaliści obserwują to za pomocą kilku narzędzi. Pierwsze narzędzie pokazuje ile spółek znajduje się w powyżej swojej średniej z ostatnich 200 dni. Jeśli jest ich ponad 60% rynek wygląda zdrowo. Jeśli mniej niż 40% pojawia się sygnał słabości. W lutym 2026 roku w S&P 500 ten wskaźnik osiągnął 65,8% czyli był w bezpiecznej zielonej strefie. Drugie narzędzie to linia wzrostów i spadków. W uproszczeniu pokazuje czy więcej spółek rośnie, czy spada. Jeśli ta linia rośnie razem z indeksem, wzrosty mają solidne podstawy, ale jeśli indeks idzie w górę, a ta linia spada, coś zaczyna się nie zgadzać. Trzecie narzędzie już widzieliśmy. Porównanie indeksu equal weight z klasycznym indeksem ważonym kapitalizacją. Kiedy equal weight przez dłuższy czas wypada lepiej, oznacza to, że rynek się poszerza. W 2026 roku wszystkie trzy sygnały pokazują to samo. Kapitał odpływa z największych megaspółek i rozlewa się na resztę rynku. I to już się kiedyś wydarzyło. Warto przypomnieć sobie dwa podobne okresy. Spójrzmy na dane od 2021 roku. 2021 wspaniała siódemka wzrosła o 40% i odpowiadała za połowę całych zysków indeksu. W 2023 roku te spółki urosły o 76% i zgarnęły 63% całego wzrostu rynku. W 2024 dołożyły kolejne 48% znów odpowiadając za ponad połowę zysków indeksu. Przez kilka lat S&P 500 w praktyce był w dużej mierze historią kilku ogromnych firm technologicznych. Ale w 2022 roku wydarzyło się coś innego. Kiedy banki centralne zaczęły podnosić stopy procentowe, wspaniała siódemka spadła o około 40%, a indeks equal weight wyprzedził je aż o 34 punkty procentowe w ciągu jednego roku. Banki, energetyka i przemysł radziły sobie wtedy znacznie lepiej, podczas gdy technologia mocno traciła. Jeśli cofniemy się jeszcze dalej, po pęknięciu bańki internetowej w 2000 roku, NASDAK spadł o 78% i potrzebował wielu lat, żeby się odbudować. Ale w tym samym czasie spółki z sektorów takich jak energia, finanse, przemysł czy dobra konsumpcyjne przeżywały jeden z najlepszych okresów od dekad. Spadek największych spółek technologicznych nie pociągnął ze sobą całego rynku, bo rynek miał jeszcze setki innych firm. I co ciekawe, sytuacja z 2026 pod pewnymi względami przypomina 2022 rok. Rosnące stopy procentowe, inflacja, która nie chce szybko zniknąć i wysokie ceny surowców. To bardzo podobne otoczenie do tego, w którym szeroki rynek ostatnio wygrał z rynkiem skoncentrowanym na kilku gigantach. I teraz najważniejsze pytanie. Co to oznacza dla inwestora z Polski? Okresy, w których wzrosty rozkładają się szerzeżej na rynek są naturalnym środowiskiem dla funduszy value zarządzanych aktywnie. Dlaczego? Bo strategia value z definicji szuka niedowartościowanych spółek, które niekoniecznie były liderami poprzedniego cyklu. To zwykle nie są największe gwiazdy z pierwszych stron gazet. To często właśnie te pozostałe 493 spółki. Dane z 2026 dobrze to pokazują. Fundusze value takie jak Valor International notowały w pierwszym kwartale ponad 20% wzrostu, podczas gdy średnia dla ich kategorii była w okolicach 2%. To nie jest przypadek. Takie fundusze często mają ekspozycje na energię, surowce, przemysł i banki, czyli sektory, które w tym roku ciągnął rynek. Jednocześnie nie są tak mocno obciążane wielkimi spółkami technologicznymi, które zaczęły zostawać w tle. Ale uwaga, to nie znaczy, że trzeba sprzedawać wspaniałą siódemkę. To nadal są świetne biznesy. Ich zyski w tym roku rosną o 22,7% podczas gdy zyski pozostałych spółek rosną średnio o 12,5%. Zmieniła się nie tyle jakość tych firm, ile ich cena. Rynek był gotów płacić 40 albo 50 razy zysk za firmy rosnące o około 20% rocznie. Tymczasem wiele innych spółek oferuje podobny wzrost za znacznie niższą wycenę. Jeśli chcesz wykorzystać ten trend szerszego rynku z perspektywy inwestora z Polski, masz trzy główne drogi. Pierwsza to ETF na S&P 500 equal weight, czyli indeks, w którym każda z 500 spółek ma taką samą uwagę. Taki ETF daje prostą ekspozycję na szerszy rynek amerykański, a nie tylko na największe megaspółki. Jego opłata roczna wynosi około 2%. Druga możliwość to aktywnie zarządzane fundusze value. One z założenia szukają okazji poza największymi i najdroższymi firmami, więc naturalnie mogą skorzystać z rotacji kapitału do tańszych segmentów rynku. Trzecia droga to ETFy sektorowe na energetykę, przemysł, finanse albo materiały, czyli sektory, które w ostatnim takim otoczeniu rynkowym często zaczynają odgrywać większą rolę. Która opcja ma sens? Zależy od twojego profilu, horyzontu inwestycyjnego i tego jakie ryzyko jesteś w stanie zaakceptować. To jest materiał edukacyjny, a nie rekomendacja inwestycyjna dopasowana do twojej sytuacji. Ale jeśli z tego filmu masz zapamiętać jedną rzecz, to właśnie to indeks może wyglądać na słaby. Nawet kiedy większość rynku jest silna i odwrotnie. Indeks może być rekordy, mimo że rośnie tylko kilka największych spółek. To już wszystko na dziś. Dzięki za oglądanie. Jeśli podobał ci się ten materiał, zostaw like i subskrybuj kanał. Do zobaczenia. Yeah.

Przewijanie do góry