Niedowartościowane spółki dywidendowe – analiza
Film analizuje cztery niedowartościowane spółki dywidendowe z różnych sektorów, które z różnych przyczyn zostały negatywnie ocenione przez rynek. Prezentowane spółki charakteryzują się realnym biznesem, przepływami pieniężnymi i wycenami atrakcyjniejszymi niż szeroki rynek akcji. Autor przestrzega, że to nie są propozycje dla osób szukających szybkich zysków, lecz dla inwestorów rozumiejących, że okazje pojawiają się, gdy kupuje się aktywa niedoceniane przez innych.
Analizowane Spółki:
- Zoetis: Największa na świecie firma z branży zdrowia zwierząt, przeceniona z powodu niespełnionych oczekiwań kwartalnych. Mimo to, biznes oparty na powtarzalnych potrzebach i wysokich marżach, z rosnącą dywidendą.
- UPS (United Parcel Service): Firma logistyczna, której akcje są przecenione z powodu problemów cyklicznych i spadku wolumenu przesyłek. Spółka redukuje koszty i optymalizuje sieć, oferując wysoką stopę dywidendy.
- VICI Properties: Fundusz REIT posiadający nieruchomości w Las Vegas, przeceniony z powodu obaw o przyszłość miasta. Spółka ma długoterminowe umowy najmu i stabilne przepływy pieniężne, a czynsze indeksowane inflacją.
- Texas Instruments: Producent półprzewodników, którego akcje są niedowartościowane z powodu cyklicznego charakteru branży. Spółka ma dużą dźwignię operacyjną i korzysta z rozwoju sztucznej inteligencji.
Podsumowanie: Analiza skupia się na spółkach, które generują gotówkę i wypłacają dywidendy, mimo chwilowych problemów i negatywnego sentymentu rynkowego. Film podkreśla znaczenie zrozumienia biznesu i akceptacji ryzyka związanego z inwestycjami długoterminowymi. Materiał nie stanowi porady inwestycyjnej.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Dobra, zapinaj pasy, bo zaczynamy bez wazeliny. Fed obniża stopy procentowe po raz trzeci w tym roku i już macha do nas z kartką. Jeszcze coś zetniemy w 2026, więc teoretycznie powinniśmy wszyscy tańczyć na wykresach, jakby odkryto darmowy pieniądz. Tyle że rynek ma dziś minę kogoś, kto właśnie zorientował się, że promocja była tylko na wystawie, bo o to dzieje się rzecz piękna i jednocześnie lekko niepokojąca. Premie za ryzyko amerykańskich akcji są ujemne. Tak, ujemne. To znaczy, że rynek akcji mówi do obligacji 10oletnich: "Weź ty zarób więcej ode mnie, ja tu tylko postoję i poudaję wzrost". Rentowność zysków indeksu S i P500 jest dziś niższa niż to, co daje spokojny, nudny papier skarbowy. I w tym właśnie miejscu zaczyna się problem większości inwestorów, bo szeroki rynek jest drogi jak sprzęt AGD kupowany na premierę, a narracja wciąż brzmi jeszcze trochę urośnie. Tylko, że statystyka nie ma sentymentów, a matematyka nie wierzy w afirmację. Jeżeli indeks jest napompowany, to albo siedzisz i liczysz na cud, albo schodzisz poziom niżej i zaczynasz grzebać w spółkach, które rynek chwilowo potraktował jak lokatorów w Pałacu Iluzji. Wszyscy ich widzą, ale nikt nie chce ich zapraszać na salon. Dlatego dziś nie będzie opowieści o najlepszych spółkach świata. Nie będzie marzeń o rakietach i nie będzie bajek o pewnym zysku. Będzie za to selekcja. Cztery spółki dywidendowe, cztery różne sektory, cztery różne powody, dla których rynek się na nie obraził i jeden wspólny mianownik. Realny biznes, realne przepływy pieniężne i wyceny, które zaczynają wyglądać ciekawiej niż szeroki rynek przy ujemnej premii za ryzyko. To nie są historie dla ludzi, którzy chcą mieć rację jutro. To są historie dla tych, którzy rozumieją, że na giełdzie najwięcej zarabia się wtedy, gdy kupujesz to, czego inni jeszcze nie chcą dotykać, ale co wciąż generuje gotówkę. Więc jeśli szukasz emocji, możesz zamknąć ten film. A jeśli szukasz dywidendy w świecie, w którym rynek zrobił się drogi i kapryśny, jak od z nadwyżką gotówki, to zostań, bo zaraz zaczniemy rozbierać te spółki na czynniki pierwsze i sprawdzać, czy to faktycznie okazje, czy tylko ładnie opakowana bieda w Excela. Dobra, zaczynamy od spółki, którą rynek ostatnio traktuje jak psa po trzeciej wizycie u weterynarza. Wszyscy niby wiedzą, że to potrzebne, ale nikt nie chce za to płacić. Zoetis. Zoetis to największa na świecie firma od zdrowia zwierząt. Leki, szczepionki, diagnostyka, wszystko to, na co właściciele zwierzaków wydają pieniądze szybciej niż na własne badania, bo on tak smutno patrzył. I teraz najlepsze. To jest biznes, który przez lata był rynkowym pupilem, a dziś wygląda jakby ktoś zapomniał go odebrać z poczekalni. Kurs w dół o ponad 30% rok do roku, a w ostatnich 30 dniach kolejne 16%. Jednodniowy zjazd po wynikach za trzeci kwartał był tak gwałtowny, że rynek zachował się jakby Zoeis ogłosił, że zwierzęta przestają chorować. Spoiler, nie przestają. Co się realnie wydarzyło? Wyniki kwartalne nie spełniły wygórowanych oczekiwań. Sprzedaż rozczarowała, a rynek uznał, że skoro tempo wzrostu spada, to najlepiej spuścić spółkę w dół kanalizacji razem z całą wcześniejszą premią jakościową. Tylko, że to nie jest spółka modowa ani aplikacja, tylko biznes oparty na powtarzalnych potrzebach, wysokich marżach i bardzo solidnym zwrocie z kapitału. Ro przekracza 20%, co oznacza, że każdy dolar reinwestowany w rozwój faktycznie pracuje, a nie idzie. Na strategiczne inicjatywy, które kończą się prezentacją w PowerPoincie, najciekawsze jest to, co wydarzyło się przy dywidendzie. Gwałtowny spadek kursu automatycznie podniósł stopę dywidendy z około 1,4 do okolice 1,7 1,8%. I teraz ktoś powie: "No i co z tego? Przecież to nie jest wysoka dywidenda i to prawda, dziś nie jest". Ale Zoetis to klasyczny szybkich rower dywidendy. Przez ostatnie 5 i 10 lat dywidenda rosła w tempie około 20% rocznie, a wskaźnik wypłaty z wolnych przepływów pieniężnych nadal jest niski. To nie jest spółka, która dziś rozdaje gotówkę, bo nie ma co z nią zrobić. To spółka, która rozdaje mało, bo większość sensownie reinwestuje. Do tego dochodzi kontekst długoterminowy, którego rynek w takich momentach kompletnie nie chce widzieć. Globalnie rośnie liczba zwierząt domowych, rosną wydatki na jedno zwierzę, a produkcja białka zwierzęcego na świecie wcale nie zwalnia. Innymi słowy, popyt strukturalny jest, tylko tempo chwilowo nie dowiło narracji, a rynek jak to rynek nie lubi słowa chwilowo. Modele wyceny, zarówno klasyczne DCF, jak i narzędzia typu Warren AI, pokazują dziś istotne niedowartościowanie względem wartości wewnętrznej. I nie mówimy tu o kosmetycznych kilku procentach, tylko o różnicy, która daje realny margines bezpieczeństwa, o ile zaakceptujesz jedno, że to nie jest spółka, która odbije jutro ani za tydzień. To jest spółka, którą kupujesz wtedy, gdy sentyment jest na podłodze, a fundamenty nadal stoją. Zoetis nie jest dla ludzi, którzy chcą się chwalić zakupem na dołku następnego dnia na forum. To jest propozycja dla inwestora, który rozumie, że czasem najlepsze okazje dywidendowe wyglądają najgorzej właśnie wtedy, gdy pojawiają się na radarze. Rynek dziś mówi: "Mech, dywidenda rośnie, biznes działa, a wycena przestała być oderwana od rzeczywistości". I dokładnie w takich momentach zaczyna się prawdziwa robota, a nie polowanie na lajki. Jedziemy dalej i teraz wchodzimy w spółkę, która jest jak system logistyczny świata zachodniego. Działa tak dobrze, że wszyscy zauważają go dopiero wtedy, gdy coś zaczyna skrzypieć. United Parcel Service, czyli UPS. Ups to nie jest sexy biznes. Tu nie ma narracji o przyszłości ludzkości. Nie ma rewolucji, nie ma wow. Tu są paczki, magazyny, taśmy, ciężarówki i miliardy małych decyzji kosztowych. I właśnie dlatego rynek tak bardzo nie lubi UPSa w momentach, gdy cykl się psuje. Akcje są dziś przecenione, bo zderzyły się z kilkoma bardzo przyziemnymi problemami na raz. Sła podniosły ceny towarów, konsumenci kupują mniej sztuk, nawet jeśli wydają podobne kwoty, a pieniądz przesuwa się z rzeczy do usług. Efekt: wolumen paczek siada, a rynek zachowuje się tak, jakby ludzie nagle przestali zamawiać cokolwiek do domu. Spoiler numer dwa, nie przestali. Problem UPS-a nie polega na tym, że model biznesowy się rozsypał, tylko na tym, że znalazł się w niewdzięcznym miejscu cyklu. Przez najbliższe 6 do d9ciu miesięcy spółka musi przełknąć droższe zapasy, niższy wolumen i presję na marży. I to jest dokładnie ten moment, w którym inwestorzy długoterminowi robią krok w tył, a krótkoterminowi panikują. Rynek nie lubi czekać. Rynek lubi historię z happy endem. W następnym kwartale UPS w tym czasie robi jedyną sensowną rzecz. Sprząta nie koszty, optymalizuje sieć, zamyka mniej efektywne operacje i próbuje dostosować skalę do realnego popytu. To nie są ruchy, które generują aplaus, tylko takie, które sprawiają, że dywidenda w ogóle ma szansę przetrwać. A skoro już o dywidendzie mowa, to tu robi się ciekawie, bo mówimy dziś o wysokiej jednocyfrowej stopie dywidendy w okolicach 67% rocznie, czyli poziomie, przy którym wielu inwestorów zaczyna się nerwowo rozglądać i pytać, czy to się utrzyma. I bardzo dobrze, że pytają, bo to właśnie strach o dywidendę tworzy dziś wycenę. Kluczowe pytanie nie brzmi, czy UPS urośnie jutro, tylko czy jego przepływy pieniężne są w stanie dowieźć wypłaty trudniejszym otoczeniom. I tu dochodzimy do sedna. Ups to nie jest firma, która rozdaje gotówkę z rozpędu. To jest firma, która przez lata budowała skalę, infrastrukturę i pozycję, dzięki którym, gdy handel internetowy wraca do wzrostu, ona jest pierwsza w kolejce do obsługi tego ruchu. E-commerce nie zniknął. On tylko na chwilę przestał być ekscytujący. Wyceny wewnętrzne pokazują dziś wyraźną lukę między ceną rynkową a wartością biznesu w dłuższym terminie. I ta luka nie wynika z technologicznej zapaści ani strukturalnej zmiany rynku, tylko z cyklu i sentymentu. UPS jest spółką dla inwestora, który potrafi zaakceptować, że przez jakiś czas może być nudno, a nawet brzydko na wykresie, ale w zamian dostaje bardzo konkretny strumień gotówki i ekspozycję na powrót wolumenów, gdy konsument znów zacznie kupować więcej niż tylko doświadczenia. To nie jest spółka dla ludzi, którzy chcą adrenaliny. To jest spółka dla tych, którzy rozumieją, że logistyka to krwiobieg gospodarki. I nawet jeśli dziś ten krwiobieg bije wolniej, to w długim terminie nikt nie wymyślił jeszcze alternatywy dla dostarczenia paczki spod drzwi do drzwi. A rynek jak zwykle wycenia dziś strach, a nie to co będzie, gdyż opadnie. To partnerem odcinka jest XTB. Kończy się rok, czyli ten magiczny moment, kiedy limity na IKE i XZE zaraz umrą śmiercią tragiczną, jeśli ich nie użyjesz. A potem będzie płacz, że mogłem, ale nie chciało się kliknąć. Jeśli natomiast szukasz prezentu na święta, to zamiast kolejnych skarpet albo świecy o zapachu rozczarowanie w aplikacji XTB możesz podarować bliskim akcje. Tak. Prawdziwe akcje, kawałek firmy, a nie kubek z napisem Best D. Ulubiona sieć kawiarni, technologiczny kolos. Coś co może rosnąć, a nie zbierać puszt. Szczegóły w opisie, a przy rejestracji pisz od Sofka, jeśli chcesz zacząć inwestowanie mądrzej niż większość internetu. Grugru. Przy okazji tylko przypomnę grcze, że trwa Cyber Monday i z moim linkiem w opisie możecie zgarnąć 70% zniżki na pakiet Investing Pro. To narzędzie do analizy spółek, wskaźników i fundamentów bez zgadywania i bez bajek o cudownych okazjach, czyli mniej wróżenia spusu, więcej liczb i mniej, bo czułem, że urośnie. A wszystkim, którzy zdecydowali się skorzystać z mojego linka, naprawdę dziękuję. Mam nadzieję, że to narzędzie przyda wam się w inwestycyjnej drodze i uchroni choć kilka portfeli przed spontanicznym kliknięciem K, bo wykres wyglądał tak jakoś byczo. No to teraz wchodzimy w spółkę, która dla wielu inwestorów brzmi jak zakład o Las Vegas, a w praktyce jest zakładem o czynsz VC Properties. VC to fundusz nieruchomościowy typu RAID, który robi jedną bardzo nudną rzecz. Posiada beton w miejscach, gdzie ludzie zostawiają pieniądze szybciej niż zdążą je policzyć. Kasyna, hotele, kompleksy rozrywkowe, głównie Las Vegas. I właśnie to słowo sprawiło, że rynek ostatnio złapał lepiej zadyszki. Pojawiła się narracja, że Las Vegas się kończy, że ruch turystyczny spada, że to już nie to i rynek jak to rynek zrobił to, co robi najlepiej. Wycenił strach zanim sprawdził liczby, bo liczby są tu wyjątkowo niewzruszone. Wici ma 100% obłożenia i 100% umów w formule triple net list, czyli najemcy płacą za wszystko. Podatki, utrzymanie, remonty. W skrócie Wici dostaje czynsz i nie interesuje go, czy ktoś wymienia dywan, czy neon nad wejściem. Do tego średni pozostały czas trwania umów przekracza 40 lat, więc to nie jest biznes do następnego sezonu, tylko do następnego pokolenia. Rynek wystraszył się Las Vegas, bo liczba odwiedzających w pewnym momencie spadła kilka procent rok do roku. Tylko, że to jest argument z gatunku. W tym miesiącu było mniej ludzi w galerii handlowej, więc galerie znikną. Vici nie sprzedaje biletów ani drinków. VI sprzedaje prawo do korzystania z nieruchomości na dekady. Nawet w pandemii, gdy Vegas było zamknięte, spółka zebrała 100% czynszu i nie obcięła dywidendy. To powinno wystarczyć jako test warunków skrajnych. Od strony dywidendy robi się jeszcze ciekawiej. Mówimy o stopie w okolicach 6% rocznie, regularnych podwyżkach i ośmiu latach z rzędu wzrostu wypłat. Do tego czynsze są w ogromnej części indeksowane do inflacji, co oznacza, że w świecie, w którym wszystko drożeje, Wici ma wbudowaną klauzulę Nie daj się zjeść inflacji. To jest reid, który nie musi zgadywać w przyszłości. Wystarczy, że kalendarz będzie działał. Oczywiście są ryzyka. Koncentracja na Las Vegas jest faktem, a główni najemcy generują większość czyszu. Ale tu wracamy do podstawy. To są najemcy, którzy podpisali umowy na dzięlecia i inwestują miliardy w te lokalizacje. To nie jest sytuacja, w której ktoś jutro oddaje klucze i mówi: "Dziękujemy, zamykamy interes wyceny". Cena do skorygowanych środków z operacji jest dziś na najniższych poziomach od lat, a rynek traktuje wici tak, jakby kasyna miały zaraz zamienić się w muzea. Tymczasem to jest klasyczny przykład spółki, która płaci, podnosi i ma bardzo przewidywalny model, tylko chwilowo wpadła pod walec sentymentu. Wici nie jest dla ludzi, którzy szukają emocji i fajerwerków. To jest spółka dla inwestora, który rozumie, że w portfelu dywidendowym najwięcej robią rzeczy nudne, długie i powtarzalne. Beton, umowy i czynsz, a rynek właśnie daje możliwość kupić to wszystko taniej, to przestraszył się na główków, zamiast zajrzeć do umów. No i na koniec wjeżdżamy w spółkę, która udowadnia, że technologia też potrafi być nudna. przewidywalna i dywidendowa, tylko trzeba przestać patrzeć na nią jak na starta po trzeciej rundzie finansowania. Texas Instruments. Texas Instruments to nie jest firma od fajerwerków. To jest firma od półprzewodników, które trafiają wszędzie tam, gdzie nikt nie kręci rolek na TikToku do przemysłu, motoryzacji, automatyki, elektroniki użytkowej, układy analogowe, embeded, komponenty, które mają działać latami, a nie do następnej aktualizacji aplikacji. I właśnie dlatego TXN jest książkowym przykładem spółki cyklicznej, którą rynek raz kocha, a raz traktuje jak przeterminowany sterownik. Dziś jesteśmy w tej drugiej fazie. Texas Instruments wyszedł z cyklicznego dołka, ale rynek wciąż patrzy na niego podejrzliwie. Zapasy, koszty, ostrożny popyt. Wszystko to sprawiło, że akcje przestały być oczywistym wyborem. I dokładnie w tym momencie robi się ciekawie, bo TXN to firma o ogromnej dźwigni operacyjnej. Koszty są w dużej mierze stałe, więc każdy sensowny wzrost przychodów przekłada się nieproporcjonalnie mocno na zyski. Do tego dochodzi wątek, który rynek lubi, ale jeszcze nie do końca wie jak go wycenić. Sztuczna inteligencja. Texas Instruments nie sprzedaje wizji przyszłości, tylko komponenty, które tę przyszłość fizycznie umożliwiają. centra danych, infrastruktura, elektronika wspierająca systemy AI, to już dziś generuje sprzedaż liczonych w miliardach dolarów bez szumu, bez konferencji, bez narracji o zmianie świata. A teraz dywidenda, bo to w tym odcinku jest kluczowe. Texas Instruments od lat konsekwentnie podnosi dywidendę i robi to w tempie, które dla spółki technologicznej jest wręcz bezczelne. To nie jest wysoka stopa tu i teraz, raczej okolice niskiej, do średniej, jednocyfrowej, ale cała magia tkwi w powtarzalności i wzroście. TXN nie musi zgadywać, czy jutro będzie modne. Wystarczy, że fabryki znów zaczną zamawiać więcej komponentów. Wyceny pokazują dziś wyraźnie, że rynek wycenia Texas Instruments jak firmę, która utknęła w stagnacji. Tymczasem przy umiarkowanym jednocyfrowym wzroście przychodów zyski potrafią rosnąć znacznie szybciej właśnie dzięki tej dźwigni kosztowej. To jest spółka, która historycznie najlepiej wyglądała wtedy, gdy kupowało się ją w momencie wszyscy już ją znają, ale nikt się nią nie ekscytuje. Texas Instruments nie jest dla ludzi, którzy chcą technologii w wersji roller coaster. To jest propozycja dla inwestora, który chce mieć w portfelu coś technologicznego, ale bez nerwowych sprawdzania kursu co godzinę. cykl się odwróci, popyt wróci, a dywidenda w międzyczasie robi swoje. I to jest dokładnie ten typ spółki, który najczęściej kupuje się za późno, bo dopiero wtedy znów staje się modny, znów staje. No to domykamy klamrę, bo tu już nie ma co uciekać w dygresję. Masz przed sobą cztery spółki, cztery sektory i cztery zupełnie różne historie, ale wszystkie połączone jednym wspólnym motywem. Rynek je ukarał, zanim sprawdził, czy naprawdę jest za co. Zoetis dostał po głowie, za wzrostu, jakby zwierzęta miały przejść na tryb samoleczenia. Ups został wrzucony do jednego worka z hasłem: "Konsument słabnie". jakby logistyka miała zniknąć razem z promocjami. Vci oberwał, bo ktoś uznał, że Las Vegas to chwilowa moda, a Texas Instruments jest traktowany tak, jakby cykle w półprzewodnikach były czymś nowym i nieznanym od dekad. I teraz najważniejsze, to nie są spółki do zakochania się, to są spółki do zrozumienia. Każda z nich ma swoje ryzyko. Każda może jeszcze przez jakiś czas wyglądać źle na wykresie i każda wymaga cierpliwości, której rynek zbiorowo nie posiada. Ale każda z nich robi coś, co w tym otoczeniu makro staje się coraz cenniejsze. Generuje gotówkę i dzieli się nią z akcjonariuszem. Nie mówię, że masz kupić wszystkie cztery, nie mówię nawet, że masz kupić którąkolwiek. Ale jeśli po tym odcinku dalej patrzysz tylko na szeroki indeks i liczysz, że jakoś to będzie, to znaczy, że ominął cię sens całej zabawy. Na giełdzie zarabia się wtedy, gdy kupujesz rzeczy sensowne w momencie, gdy nie są popularne, ale nadal działają. I dokładnie z takimi spółkami dziś tu byliśmy, nie z marzeniami, z biznesami, z dywidendą i z ryzykiem, które da się nazwać po imieniu, a nie tylko przykryć narracją. A teraz zrób z tym, co chcesz. Rynek i tak zrobi swoje. Jedna sprawa, nie jestem doradcą inwestycyjnym. Nie mam licencji, certyfikatów ani magicznej kulki. Także wszystkie inwestycje robisz na własną odpowiedzialność. A materiał to wnioski.
