BŁĘDY, które rujnują twoje wyniki. UWAŻAJ NA TE MENTALNE PUŁAPKI [Psychologia inwestowania i błędy poznawcze]

Czym są błędy poznawcze w inwestowaniu?

FXMAG 103 000 subskrybentów
4 640 272 14/07/2025

Dowiedz się, jak błędy poznawcze wpływają na twoje decyzje inwestycyjne i jak ich unikać. W tym filmie omówione zostaną trzy główne pułapki psychologiczne: efekt nadmiernej pewności siebie, błąd reprezentatywności i efekt świeżości.

Błędy poznawcze to mentalne pułapki, które prowadzą do podejmowania irracjonalnych decyzji inwestycyjnych. Często nie zdajemy sobie sprawy z ich wpływu, co prowadzi do strat.

  • Efekt nadmiernej pewności siebie: Nadmierna wiara w swoje umiejętności i przecenianie wiedzy.
  • Błąd reprezentatywności: Podejmowanie decyzji na podstawie skojarzeń, a nie faktów.
  • Efekt świeżości: Przecenianie znaczenia najnowszych informacji.

Jak unikać błędów poznawczych?

Film dostarcza praktycznych wskazówek, jak unikać tych pułapek. Znajdziesz tu porady dotyczące analizy danych, planu i kontrolowania emocji.

  • Zatrzymaj się przed kliknięciem „kup”.
  • Trzymaj się planu.
  • Przeglądaj swoje porażki.
  • Szukaj obiektywnej opinii.
  • Sprawdzaj dane w szerszym kontekście.
  • Ustal ramy czasowe strategii.
  • Zapisuj decyzje i ich powody.
  • Korzystaj z danych, nie nagłówków.

Ten film to must-see dla każdego inwestora, który chce zrozumieć, jak psychologia wpływa na jego wyniki i jak podejmować lepsze decyzje inwestycyjne.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

W latach 1992-2021 przeciętny inwestor akcyjny w USA zarabiał o 4 punkty procentowe mniej rocznie niż rósł sam rynek. S&P 500 dawał średnio 10,5% rocznie, a inwestorzy osiągali wyniki na poziomie 7%. I nie chodziło tutaj o prowizj, podatki czy to, że ktoś kupił akurat złą spółkę. Główna różnica nie leży w instrumentach, tylko w zachowaniach. zbyt wczesne wejścia, bo nie chc przegapić wzrostów. Paniczna sprzedaż, bo coś spada i lepiej się ewakuować. Przerzucanie się z jednego funduszu do drugiego, bo znajomy powiedział, że ten drugi lepiej działa. A potem znowu zmiana, bo przeczytaliśmy coś w Internecie. Krótko mówiąc, nieprzemyślane decyzje podejmowane pod wpływem emocji. Raport firmy Dalbar pokazuje, że te różnice nie są jednorazowe. To nie efekt jednej kryzysowej decyzji, tylko stały powtarzalny wzorzec. Każde opóźnione wejście w rynek i każda paniczna ucieczka kumulują się przez lata. To właśnie dlatego po trzech dekadach różnica między rynkiem a przeciętnym inwestorem potrafi sięgnąć setek tysięcy dolarów. I właśnie o tym będzie ten materiał, o tym co dzieje się w naszych głowach, kiedy inwestujemy o błędach poznawczych, których nie widać na wykresach, ale które mają realny wpływ na nasz portfel. Błędy poznawcze to takie mentalne pułapki, które nie są widoczne na pierwszy rzut oka, aż nagle podejmujesz decyzję, która wydaje się logiczna, ale wcale nią nie jest, bo coś zobaczyłeś, przeczytałeś, coś ci się przypomniało i zamiast spojrzeć na dane chłodnym okiem reagujesz impulsywnie. Czasem jest to efekt emocji, czasem zwykłej nadinterpretacji, a czasem po prostu ludzki odruch. W dzisiejszym materiale przyjrzymy się trzem. Błędom poznawczym, które sabotują decyzje inwestycyjne i robią to po cichu, ale skutecznie. Wyeliminujemy je z naszych inwestycji. Stałych widzów proszę o łapkę w górę. Jeżeli chcesz rozwijać swoje inwestycyjne umiejętności to koniecznie dołącz do 100 000 subskrybentów naszego kanału. Partnerem odcinka jest broker IFX Europe, partner handlu online Lecha Poznań, gdzie możesz handlować za pomocą kontraktów CFD. Jest już nowy odcinek podcastu Pospekulujmy, do którego link podrzucam w opisie. Zacznijmy odcinek Finansowej encyklopedii. Jak to działa w świecie finansów? Zapraszamy do finansowej encyklopedii. Na pierwszy ogień idzie efekt nadmiernej pewności siebie, czyli overcfidence bias. To ten moment, kiedy zaczynasz myśleć, że rynek masz już rozgryziony. Rozgryzłeś banki centralne, cykle gospodarcze, a nawet ruchy dużych inwestorów i nagle przestajesz potrzebować danych, bo masz przeczucie, a może nawet jak sądzisz wiedzę. Problem polega na tym, że rynek nie gra według twojego scenariusza i nigdy nie grał. Pewność siebie to dobra rzecz, bo bez niej trudno byłoby działać na giełdzie, ale w pewnym momencie może zamienić się w złudzenie kontroli. Zaczynasz podejmować decyzje, które bardziej wynikają z przekonania niż z faktów. Internet tylko to podkręca. Przeczytasz kilka analiz, obejrzysz parę wykresów i już masz wrażenie, że wiesz więcej niż reszta rynku. czujesz się jak rynkowy ekspert, a wtedy bardzo łatwo uwierzyć, że samodzielnym działaniem i aktywnym handlem pokonasz wszystkich innych graczy. Tyle że rzeczywistość potrafi szybko przypomnieć, kto tu naprawdę rozdaje karty. Zerknijmy na dane z badań Barb and Odin z Uniwersytetu Berkley. W 2001 roku dwaj profesorowie przeanalizowali dane z 35 000 rachunków maklerskich dużego amerykańskiego brokera. Ich celem było sprawdzenie, jak płeć i nadmierna pewność siebie wpływają na wyniki inwestycyjne. Wnioski. Mężczyźni, szczególnie ci pewni siebie, handlowali o 45% częściej niż kobiety. Brzmi jak ambicja i zaangażowanie. Może, ale efekt był odwrotny. Ich średni roczny zysk netto był niższy o ponad jeden punkt procentowy. Mężczyźni zarabiali około 1,5% rocznie. kobiety 2,6%. Różnica nie wynikała z wyboru spółek, tylko z nadmiernej pewności siebie i nadaktywności. Ale im więcej ruchów, tym więcej prowizji, podatków i złych decyzji, nad którymi brakowało kontroli. To badanie do dziś uchodzi za klasykę behawioralnych finansów i jest jednym z najlepiej udokumentowanych przykładów na to, jak nadmierna pewność siebie, nawet nieświadoma, potrafi realnie zjadać zyski. A teraz kolejny przykład. W badaniu przeprowadzonym wśród zarządzających funduszami aktywnymi w USA aż 74% z nich twierdziło, że ich strategia pokona benchmark. Brzmi pewnie. No właśnie, a że za bardzo, bo kiedy spojrzymy na dane z raportów SPIV, czyli S&P Indices versus Active, okazuje się, że w rzeczywistości tylko około 20% z tych funduszy faktycznie wygrywa z rękiem. Reszta mimo całej wiary w siebie, wykresów, modeli i prezentacji zostaje z tyłu. Wiara w siebie to nie grzech, ale jeśli za nią nie idą wyniki, to może warto się na chwilę zatrzymać i spytać, czy naprawdę wiem więcej niż rynek, czy może tylko, tak mi się wydaje. Jak w takim razie bronić się przed nadmierną pewnością siebie w inwestowaniu? Zacznijmy od tego, że pewność siebie to nie wróg. Bez niej nie podejmiesz żadnej decyzji, nie zainwestujesz, nie założysz konta maklerskiego, nie klikniesz kup. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy ta pewność przestaje być zdrowym przekonaniem, a staje się złudzeniem, gdy zaczynasz wierzyć, że jesteś nieomylny, a to niestety najkrótsza droga do strat. Więc co możesz zrobić? Jak zbudować w sobie taką mądrą nieufność wobec samego siebie? Zatrzymaj się na chwilę przed kliknięciem kup. To po pierwsze. Zanim złożysz zlecenie, zatrzymaj się, dodaj sobie, nie wiem, 30 sekund i zadaj sobie pytanie, czy ja właśnie inwestuję, czy próbuję udowodnić sobie, że mam rację. To jedno pytanie potrafi uratować więcej pieniędzy niż niejeden wykres. Po drugie, trzymaj się planu, nawet gdy ego krzyczy. Stworzyłeś strategię, super. To teraz najważniejsze. Nie porzucaj jej po trzech tygodniach, bo przeczytałeś jakiś nagłówek albo zobaczyłeś ciekawy post na Instagramie albo ktoś na platformie X mówi: "Ale jestem zarobiony. Patrz jak moja strategia działa". Pamiętaj, twoja strategia to twój pas bezpieczeństwa. I w sieci zawsze, ale to zawsze znajdziesz osoby, które twierdzą, że radzą sobie lepiej niż ty sam. Po trzecie, regularnie przeglądaj swoje porażki. Nie po to, żeby się biczować, tylko żeby widzieć wzorce albo poszukać tych wzorców zachowań. Spójrz wstecz, zobacz w których momentach przeceniłeś swoją wiedzę, gdzie uwierzyłeś, że tym razem będzie inaczej. Tylko dzięki temu zaczniesz zauważać, kiedy znowu zaczynasz się oszukiwać. No i po czwarte, znajdź kogoś, kto czasem zwróci ci uwagę. To jest zdecydowanie najtrudniejsza z tych wszystkich rzeczy. To może być znajomy albo nawet ktoś z internetowego forum. Po prostu ktoś, kto spojrzy z boku i zada to jedno niewygodne pytanie. Czy ty nie jesteś właśnie trochę zbyt pewny? Bo czasem najtrudniejsze do zauważenia kłamstwo to to, które sprzedajesz samemu sobie. I pamiętaj jedno, nie każda okazja na rynku jest warta wykorzystania. Czasem lepiej odpuścić jedną transakcję, niż potem patrzeć jak twój portfel płonie przez ego, które zbyt mocno wierzyło w swoją nieomylność. Teraz czas na błąd numer D, który sprawia, że kupujemy spółki nie dlatego, że są dobre, tylko dlatego, że wyglądają znajomo. Odpowiada za to błąd reprezentatywności. Błąd ten to taki moment, kiedy no nie podejmujesz decyzji inwestycyjnej na podstawie danych. Tylko na podstawie skojarzeń. Patrzysz na spółkę i od razu czujesz, że coś tu gra. Jeszcze nie zajrzałeś do bilansu, nie sprawdziłeś cashfow ani realnych wyników, ale intuicyjnie czujesz, że to może być coś dużego. Do czego? Bo przypomina ci coś, co wcześniej zadziałało, bo wygląda znajomo. To właśnie sedno błędu reprezentatywności. Nasz mózg szuka skrótów. lubi znajdować wzorce i podciągać nowe sytuacje pod to, co już znam. I tak, jeśli jakaś spółka przypomina ci, która przyniosła zysk, to automatycznie zwiększasz jej szansę w swoim rankingu. Problem w tym, że podobieństwo to jeszcze nie dowód. Styl komunikacji, logo, narracja nie mówią nic o tym, czy spółka dowozi wynik, czy tylko dobrze się sprzedaje. Cały problem polega na tym, że giełda nie nagradza skojarzeń. Nagrodzone są najczęściej decyzja oparta na danych, nie na intuicji. Błąd reprezentatywności sprawia, że przeceniamy prawdopodobieństwo sukcesu danego aktywa tylko dlatego, że pasuje do wzorca sukcesu z przeszłości. Przecież wiemy, że rynki się też potrafią zmienić. To, co działało 5 lat temu może dziś nie mieć żadnej mocy, ale mózg robi swoje szybko, automatycznie i często błędnie. Warto spojrzeć na liczby. Między 1995 a marcem 2000 roku NASDAQ wzrósł o około 400%, napędzany modą na internet i niezliczonymi startupami z w zasadzie bez fundamentów. Ale to nie koniec. Po osiągnięciu szczytu na około 5048 punktów w marcu 2000 indeks runął o około 78% w czasie kolejnych dwóch lat. To przykład działania błędu reprezentatywności. Inwestorzy kupowali spółki z końcówkącom, bo przypominały im te, które zbudowały sukces bez patrzenia na przychody czy model biznesowy. Gdy bańka pękła, NASDAQ stracił prawie 3/4 swojej wartości, a tysiące firm zniknęło z rynku. Kolejnym świetnym przykładem działania błędu reprezentatywności jest badanie Stevena Kestnera z 2006 roku, w którym przeanalizowano reakcje inwestorów na ponad 4000 spółek. notowanych na Nysę, Nasdaku czy Amekie. Celem było sprawdzenie, czy wygląd i przekaz marketingowy firmy wpływa na jej postrzegany potencjał inwestycyjny. I faktycznie okazało się, że forma miała ogromne znaczenie. spółki z nowoczesną atrakcyjną prezentacją otrzymywały średnią ocenę potencjału inwestycyjnego na poziomie 7,5 w skali od 0 do 10, podczas gdy te klasyczne mniej efektowną oprawą tylko pięć. Co więcej, aż 65% badanych ignorowało negatywnie dane finansowe, jeśli firma wyglądała na innowacyjną, agresywną i nowoczesną w porównaniu do 25% przy zwykłej prezentacji. I tutaj dobrze jest odwiedzić stronę takiego znanego wehłu inwestycyjnego jak BSAI Halfaway. Inwestorzy zawyżali prognozy nie dlatego, że mieli dostęp do lepszych informacji, tylko dlatego, że spółka przypominała im znane przypadki sukcesów. Skojarzenie wygrywało z liczbami. Jak bronić się przed błędem reprezentatywności? Ten błąd ma to do siebie, że nie krzyczy, nie mówi: "Hej, opierasz się na stereotypie". On szeptem podpowiada, że to wygląda znajomo. To może być okazja, ale inwestowanie nie polega na tym, żeby wszystko, co pasuje do naszych wyobrażeń uznać za prawdę. Polega na tym, żeby sprawdzać czy to działa, a nie tylko jak wygląda. Nie pytaj zatem czy to wygląda dobrze, tylko czy to działa. Zamień mi w głowie pytanie czy mnie to przekonuje na czy to się broni w danych. Jeśli prezentacja robi wrażenie, to świetnie, ale czy zespół ma doświadczenie? Czy firma jest rentowna, czy tej rentowności na tym etapie potrzebuje? Czy ma produkt, który realnie kupuje. Oceń twarde fakty. Zanim dopuścisz do siebie emocje, zanim cokolwiek kupisz, odpowiedz sobie na kilka konkretnych pytań. Czy znam model biznesowy? Czy rozumiem skąd biorą się przychody? Czy spółka zarabia, czy tylko inwestuje w rozwój? No i po trzecie, zapisuj swoje skojarzenia i weryfikuj je po czasie. To bardzo proste ćwiczenie i bardzo skuteczne. Za każdym razem, kiedy poczujesz entuzjazm wobec jakiejś spółki, zapisz co mi to przypomina. A potem kiedy już masz więcej danych wróć do tego i sprawdź, czy to było realne czy tylko estetyczne. Tak uczysz się wychwytywać moment kiedy skojarzenie zaczyna dominować nad faktem. I po czwarte, unikaj zakochiwania się w narracjach. Im piękniejsza opowieść, tym większa ostrożność, bo dobra narracja może być produktem ubocznym świetnego modelu biznesowego, ale może być też tylko fasadą. A inwestor, który inwestuje w opowieść zamiast w liczbę, bardzo często za to płaci. Na giełdzie naprawdę rzadko działa zasada. To wygląda jak coś, co się udało, więc pewnie się uda. Podobieństwo to jeszcze nie dowód, a stereotypy nawet te ładnie opakowane są kiepskimi doradcami inwestycyjnymi, bo na koniec dnia nie zarabia się na tym, co brzmi znajomo, zarabia się na tym, co działa. A teraz przyjrzyjmy się kolejnej, trzeciej pułapce myślenia, która sprawia, że ostatnie wydarzenia wydają się być tymi najważniejszymi. Mowa o efekcie świeżości. Efekt świeżości z angielskiego Sensy BS to jeden z najbardziej podstępnych błędów poznawczych, z jakimi mierzy się inwestor. Polega na tym, że przy podejmowaniu decyzji przeceniamy znaczenie najnowszych informacji, nawet jeśli są one zupełnie przypadkowe albo oderwane od szerszego kontekstu. Nasz mózg jest skonstruowany tak, że lubi to co świesze. To co właśnie zobaczyliśmy, przeczytaliśmy, usłyszeliśmy, to wydaje się ważniejsze niż dane sprzed tygodnia, miesiąca czy roku. A na giełdzie to prosta droga do emocjonalnych decyzji i błędnej alokacji kapitału. Efekt świeżości potrafi zmienić spokojnego, długoterminowego inwestora w nerwowego gracza. Jeśli przez ostatni tydzień rynek rósł, masz wrażenie, że tak będzie dalej. Jeśli spadał, panikujesz, bo przecież to już się dzieje. I zamiast spojrzeć na wykres z szerszej perspektywy, analizujesz ostatnie kilka dni, jakby były jedynym, co się liczy. Problem w tym, że rynki nie działają liniowo. Krótkoterminowe fluktuacje to często tylko szum, ale dla kogoś pod wpływem efektu świeżości to właśnie ten szum brzmi najgłośniej i właśnie dlatego ten błąd bywa tak kosztowny. W jednym z najbardziej znanych eksperymentów dotyczących efektu świeżości w inwestowaniu naukowcy z Uniwersytetu Stanford przeprowadzili badanie na grupie aktywnych inwestorów. Ochotnikom pokazywano dane o wynikach wybranych spółek z ostatnich 10 lat, ale w różnej kolejności. Część z nich zostawała dane w przypadku i w porządku chronologicznym od najstarszych do najnowszych, a inni odwrotnie, od najnowszych do najstarszych. Zadaniem badanych było oszacowanie potencjału inwestycyjnego każdej firmy i wybrać te, które chcieliby dodać do swojego portfela. wyniki. Grupa, która widziała najpierw najnowsze dane, była aż o 36% bardziej skłonna do zakupu akcji spółek, które miały dobre wyniki w ostatnich dwóch latach, nawet jeśli wcześniejsze 8 lat było pełne strat. Z kolei grupa, która zaczęła analizę od starych danych była bardziej sceptyczna i wyciągała bardziej wyważone wnioski. To badanie pokazało, że świeżość informacji nie tylko wpływa na nasze emocje, ale realnie zniekształca percepcję ryzyka i szans. Inny mocny przykład działania Reisency BAS pochodzi z czasów pandemii COVID-19. Podczas największych spadków giełdowych na przełomie lutego i marca 2020 roku, Morning Star przeanalizował zachowanie inwestorów w USA. Ponad 60% z nich widząc kilka dni spadków wpadło w panikę i zaczęło wyprzedawać swoje portfele. Mimo że fundamenty się nie zmieniły. Co ciekawe ci sami ludzie po zaledwie trzech tygodniach odbicia zaczęli kupować dokładnie te same aktywa. Emocje wygrały z analizą. To klasyczny przykład efektu świeżości. Przeceniasz to, co widzisz tu i teraz, zapominając, że rynek ma też pamięć długoterminową. Jak bronić się przed efektem świeżości w inwestowaniu? Efekt świeżości potrafi sprawić, że przestajesz widzieć cały obraz, a skupiasz się na ostatnim małym wycinku historii. I choć nie da się po całkowicie go wyeliminować, bo jesteśmy tylko ludźmi, to można go skutecznie osłabić. Jak? No po pierwsze zawsze sprawdzaj dane w szerszym kontekście. Jeśli widzisz, że spółka ostatnio rośnie, zapytaj siebie od kiedy jak wygląda jej historia z ostatnich pięciu lat. Czy ten wzrost jest trwałym trendem? Czy chwilowy efekt jakiegoś newsa? Długoterminowy wykres potrafi szybko ostudzić emocje. Po drugie, ustal góry ramy czasowe swojej strategii. Jeśli inwestujesz długoterminowo, trzymaj się tego. Nie zmieniaj strategii tylko dlatego, że coś wydarzyło się w ostatnich trzech dniach. Dobre strategie są nudne, przewidywalne i odporne na szum. To nie sprint, a maraton. Po trzecie, zapisuj swoje decyzje i powody ich podjęcia. Prowadź dziennik inwestycyjny. Kiedy kupujesz lub sprzedajesz, zapisz dlaczego, co cię do tego skłoniło, a potem wróć do tego po czasie i zobacz, czy decyzja miała solidne podstawy, czy była tylko reakcją na świeży impuls. No i po czwarte, korzystaj z danych nienagłówków. Internet żyje najnowszymi informacjami i nagłówkami, ale inwestowanie wymaga dystansu. Zamiast kierować się tym, co akurat pojawiło się na Xie, sięgaj po raporty kwartalne, dane makro, analizy fundamentalne, a także analizę techniczną, ale nie w tym magicznym wydaniu. One są mniej ekscytujące, ale dużo bardziej wiarygodne. Na giełdzie liczy się nie tylko to, co wiesz. Ważne jest też to, czy potrafisz patrzeć ponad szum informacyjny. Efekt świeżości działa na każdego, ale nie każdy musi mu ulec. Jeśli zbudujesz w sobie nawyk patrzenia szerzej, zyskasz coś cenniejszego niż szybki zysk, spokój i konsekwencje, a to na dłuższą metę robi dużą różnicę. Na rygach nie wygrywają ci, którzy wiedzą najwięcej, tylko ci, którzy potrafią zapanować nad własną głową. To nie dane, nie modele, nie genialne strategie decydują o wyniku. Policzy się też to, czy potrafisz nie panikować i nie zakochiwać się w zbyt ładnych narracjach. Błędy poznawcze to takie małe sabotaże, które uruchamiają się w nas wtedy, gdy jesteśmy zbyt pewni siebie, zbyt emocjonalni albo zbyt rozkojar. I choć każdy z nas ma do nich tendencję, to świadomość ich istnienia, no to pierwszy krok do tego, żeby nie dać się wciągnąć w emocjonalną karuzelę inwestycyjną. Bo najważniejsze pytania w inwestowaniu wcale nie brzmi: co kupić, tylko czy ja naprawdę wiem, dlaczego to robię? Jeżeli ten materiał przypadł ci do gustu, koniecznie zostaw łapkę w górę. Do zobaczenia w kolejnym odcinku. [Muzyka]

Przewijanie do góry