Inflacja jest DOBRA i dług publiczny jest DOBRY! Obalam gospodarcze mity! [Inflacja, Dług Publiczny, Mity Gospodarcze]

Czy inflacja zawsze jest zła? Czy dług publiczny to tylko zagrożenie?

Odkryj prawdę o inflacji, długu publicznym i innych mitach gospodarczych!

W tym filmie obalamy popularne mity gospodarcze i pokazujemy, że nie wszystko jest takie, jak mówią media. Dowiedz się, dlaczego umiarkowana inflacja może być korzystna dla wzrostu gospodarczego oraz jak deficyt budżetowy może stymulować aktywność gospodarczą. Przedstawiamy argumenty, że dług publiczny, odpowiednio zarządzany, stanowi narzędzie wspierające rozwój gospodarczy. Film porusza również kwestię efektywności przedsiębiorstw państwowych, omawiając przykłady firm, które osiągają znakomite wyniki.

  • Inflacja: jej wpływ na wzrost gospodarczy, zatrudnienie i inwestycje.
  • Dług publiczny: narzędzie rozwoju czy zagrożenie dla przyszłych pokoleń?
  • Przedsiębiorstwa państwowe: czy zawsze są mniej efektywne od prywatnych?
  • Mity gospodarcze: obalamy popularne przekonania i pokazujemy, co naprawdę mówi teoria i praktyka.

Partnerem filmu jest Freedom24. Odbierz do 20 darmowych akcji.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Są takie rzeczy, które wszyscy powtarzają i przez to brzmią jakby były prawdą, że inflacja to samo zło, że deficyt budżetowy to rak, który gnębi finanse publiczne albo mój ulubiony rząd wydaje moje pieniądze. Dajcie mi pieniądze, wy skurczyny jasne. Problem jest taki, że to wszystko nie są fakty, to są slogany. A jak to ze sloganami bywa, dobrze brzmią, ale niekoniecznie mają realny sens. W tym materiale więc obalam kilka z najbardziej popularnych według mnie gospodarczych mitów, które trzymają się dość mocno w naszych głowach. Zobaczmy, co naprawdę mówi teoria, a co pokazuje praktyka i gdzie kończy się jakakolwiek logika. A zaczyna polityczno populistyczna bajka. W końcu jeśli chodzi o sport, politykę i gospodarkę, to każdy jest przekonany, że ma 100% racji. Ja też. Partnerem odcinka jest Freedom 24, broker będący częścią grupy Freedom Holding notowanej na amerykańskiej giełdzie NZAQ. Załóż konto i odbierz do 20 darmowych akcji o wartości nawet 800 $ar każda. Dołącz do ponad 2100 inwestorów w strefie premium DNA. To najlepsze miejsce do inwestycyjnej i finansowej edukacji również dla ciebie. Dziękuję wam za wszystkie ponad 68 000 waszych subskrypcji. Pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać. Zostawcie swoją już teraz. [Muzyka] [Aplauz] [Muzyka] Zacznijmy sobie od tej nieszczęsnej inflacji. Wiele osób wierzy, że inflacja jest jednoznacznie zła. Zwłaszcza po jej ostatniej fali, kiedy dookoła mówi się o drożyźnie, to chce się, żeby te ceny spadały przecież. Ale inflacja jednoznacznie kojarzy się wszystkim źle. No bo jednoznacznie kojarzy się nam straceniem. Jak im coś droższe, no to nam mniej na końcu zostaje. Ale umiarkowana inflacja jest pozytywna. Umiarkowana inflacja przyczynia się do stabilnego wzrostu gospodarczego, zwiększonego zatrudnienia, wzrostu inwestycji. Umiarkowana inflacja sprzyja wręcz wzrostowi gospodarczemu. Stabilny wzrost cen zachęca do trochę szybszego wydawania pieniędzy zamiast odkładania zakupów na potem. To z kolei prowadzi do zwiększenia popytu na produkty, na usługi. To z kolei motywuje przedsiębiorstwa do większej produkcji. No a żeby więcej produkować trzeba inwestować. Dzięki temu gospodarka może się rozwijać. Firmy zatrudniają więcej ludzi, więcej płacą tym ludziom, a to z kolei też finalnie zmniejsza bezrobocie i podnosi poziom życia. Gdyby inflacja całkowicie zniknęła albo wręcz mielibyśmy trwale do czynienia z deflacją, spadkiem cen, no to część ludzi zaczęłaby trzymać pieniądze w skarpecie. W końcu po co ryzykować jakimś inwestowaniem, skoro tylko na samym leżeniu w tej skarpecie kasa zyskuje na wartości? Sytuacja, gdy pieniądze ani nie pracują jako inwestycje, nie wspierają konsumpcji prowadzi do tego, że bezproduktywne oszczędności mogą generować spowolenie gospodarcze. To już było. Japonia walczyła z tym przez 20 lat. Niewielka inflacja, która popycha nas do konsumpcji albo inwestowania oszczędności jest to do zasady korzystna dla wszystkich. Deflacja, czyli spadek ogólnego poziomu cen, to z kolei konsekwentnie niższe zyski firm, potencjalne zwolnienia, spowolnienie gospodarcze. Jasne. Nadmierna i mocno podkręcona inflacja może prowadzić do problemów utraty wartości oszczędności. Kluczem jest utrzymanie jej na kontrolowanym, ale nie zerowym poziomie, który będzie stymulował gospodarkę bez powodowania niepożądanych skutków. Ile wynosi taka optymalna inflacja? W teorii większość gospodarek przyjmują na poziomie 23% rocznie, ale czy tak jest faktycznie to tego w sumie nikt nie wie na 100%. Tak kiedyś sobie przyjęto. Takie cele są obecnie przyjęte przez banki centralne. Na pewno to lepiej niż zero. Ale czy inflacja trwała na poziomie 4% byłaby gorsza? W sumie nie wiadomo. Ale w każdym razie to nie tak, że sama w sobie inflacja jest zła i że lepiej jakby ceny spadały. Nie lepiej. Odpowiednio zarządzana inflacja przyczyni się do wzrostu gospodarczego, do redukcji zadłużenia, do zwiększenia zatrudnienia. Utrzymanie inflacji jest częściowo też związane oczywiście z kreacją nowego pieniądza. Ze względu na rozwój gospodarczy i technologiczny, gdybyśmy utrzymywali cały czas ten sam poziom pieniądza w gospodarce, no to mielibyśmy do czynienia z deflacją, bo rozwój technologiczny sprawia, że wszystko można produkować taniej, szybciej, w większych ilościach. To z kolei obniża koszty jednostkowe produkcji dla wszystkiego i gdyby nie kreacja nowego pieniądza, wzrost tych akcji kredytowych, no to moglibyśmy wpaść w deflację, której nie chcemy. Więc wniosek, te popularne drukowanie pieniędzy też nie jest niczym złym, nie doprowadza do żadnej hiperinflacji, a stosowanie do druku, do druku znowu w cudzysłowie z umiarem jedynie niweluje efekty deflacyjne. Wedrukowanie pieniędzy w gruncie rzeczy odbywa się cały czas, a kluczem jest jedynie kontrolowanie jego tempa. Ale okej, zostawmy na razie inflację. Mój ulubiony, drugi mit, który jest klepany jak mantra. Wszelkie straszenie długiem publicznym i deficytem budżetowym. Zresztą związane trochę też z tym drukowaniem. Na początek powiedzmy sobie jasno, że państwo to nie jest odpowiednik gospodarstwa domowego. Porównywanie go do ciebie samego jest po prostu głupie. Tymczasem wiele osób tak robi właśnie w kontekście zadłużenia publicznego, utożsamiając je jako swoje zadłużenie. Zadłużenie pana Janka to nie to samo, co zadłużenie kraju. Jest między wami istotna różnica. Wy nie dorobicie sobie cyferek na koncie, a kraj może. Zadłużenie i deficyt budżetowy stwarzają gospodarce masę możliwości. dług publiczny, deficizyt budżetowy często kojarzą się z ryzykiem nadmiernego zadłużenia, które może obciążać przyszłe pokolenia, prowadzić do wzrostu kosztów obsługi zadłużenia i tak dalej, i tak dalej. Ale w praktyce, jeśli są one wykorzystywane, te elementy zadłużeniowe w sposób przemyślany i adekwatny do sytuacji gospodarczej, to stanowią ważne narzędzia, znowu wspierające rozwój gospodarczy. Po pierwsze, deficyt budżetowy, czyli ta sytuacja, gdzie wydatki państwa przekraczają dochody, może stymulować aktywność gospodarczą w okresach spowolnienia albo w okresach recesji, kiedy popyt prywatny maleje z przeróżnych powodów. Zwiększone wydatki rządowe na inwestycje w infrastrukturę, drogi, mosty, jakieś sieci kolejowe, na inwestycje w rozwój kapitału ludzkiego, edukację, szkolenia, wszystko jedno. Mogą pobudzić wzrost produkcji, mogą pobudzić wzrost zatrudnienia. Firmy otrzymujące zamówienia od państwa zwiększają zatrudnienie, zwiększają produkcję, a to przekłada się na wyższy dochód gospodarstw domowych i na dalsze ożywienie popytu. I dzięki temu gospodarka może unikać głębszej recesji, a może wejść na ścieżkę szybszego rozwoju. Banki centralne nauczyły się to robić, zwłaszcza po kryzysie finansowym w 2008 roku. Nawet sama Janette Yellen była szefu, potem sekretarz skarbu w Stanach Zjednoczonych powiedziała wprost, że myśli, że ludzie już nie doświadczą takiego wielkiego kryzysu finansowego, bo po prostu umiemy tym zarządzać. Świat się zmienił. Dzięki deficytowi, temu słynnemu też drukowaniu, można trochę sterować gospodarką i sprawić, że potencjalna zapaść będzie płytsza, a ten okres prosperity będzie bardziej dynamiczny. Warto porównać sobie tu na przykład wzrost gospodarczy Stanów Zjednoczonych, które stymulują swoją gospodarkę na potęgę i wzrost gospodarczy Niemiec, które przez ostatnie 15 lat zachowywały taką wybitnie mocną dyscyplinę budżetową. Wzrost gospodarczy na osobę w Stanach Zjednoczonych jest silniejszy i do tego zdecydowanie mniej poszarpany. I to pomimo tego, że zadłużenie Stanów Zjednoczonych wynosi ponad 120% PKB, a ta sama miara w Niemczech wynosi nieco ponad 60%, czyli ponad dwukrotnie mniej. To nie znaczy, że zadłużanie się na potęgę wskazane, jest remedium na wszystko, ale nie znaczy też, że ideałem jest taki zerowy dług publiczny i fiskalny ascetyzm. Jeśli firma działa sprawnie i jest w stanie osiągać duży zwrot na kapitale, czyli generować duży zysk ze swoich aktywów, jak hale produkcyjne, linie produkcyjne i tak dalej, no to też pożądany jest pewien poziom zadłużenia się tej firmy, bo jeśli oprocentowanie kredytu jest finalnie niższe od zysków wypracowanych przez pożyczone pieniądze, to przecież ten deal się wprost opłaca. Oczywiście państwo to również nie jest firma i opiera się na innych zasadach i dalej może sobie stworzyć pieniądze. Ale ten przykład trochę lepiej pokazuje, że dług nie jest jednoznacznie zły. Dług to narzędzie, które dobrze wykorzystane zapewnia wzrost gospodarczy i realnie dzięki temu wzrostowi sam potrafi się spłacać. Przykładowo, lepsza infrastruktura w kraju sprzyja zwiększeniu mobilności pracowników i towarów, co z kolei poprawia efektywność i atrakcyjność inwestycyjną kraju dla jakichś zagranicznych inwestorów. Podobnie dotyczy to na przykład inwestycji w edukację czy inwestycji w badania naukowe. No jest masa rzeczy, które można tu wstawić. Jasne. Zadłużanie się bez efektów i to jeszcze wśród inwestorów zagranicznych, zwłaszcza w obcej walucie, może prowadzić do utraty zaufania rynku, a w efekcie do wyższego oprocentowania i trudności w obsłudze zadłużenia. Ale dług nie jest jednoznacznie zły, a problem stanowi jedynie w sytuacji, kiedy państwo nadmiernie zadłuża się w obcych walutach, bo na przykład tak wychodzi taniej, albo bo nikt nie ufa na tyle, żeby interesować się długiem w jego własnej walucie, to wtedy istnieje realne ryzyko bankructwa. Jeśli coś pójdzie nie tak, to tak bankrutował PRL, to tak bankrutowała Argentyna, to tak bankrutowała Islandia. Nie bankrutowały kraje, które same zadłużały się we własnej walucie. Wbite do głowy. To dalej. Powszechne przekonanie, że prywatne przedsiębiorstwa są zawsze lepsze od tych państwowych. W Polsce głównie to oczywiście pokłosie fatalnych wyników spółek skarbu państwa na giełdzie i to w tym wypadku jest prawda, ale wyjdźmy trochę szerzej poza naszą polską bańkę. Owszem, dane potwierdzają, że prywatne firmy radzą sobie najczęściej lepiej od tych kierowanych przez urzędników i polityków. Zgodnie z raportem OECD, to on był raport przeprowadzony w latach 2012-2016, średni zwrot z kapitału notowanych na giełdzie przedsiębiorstw państwowych był niższy niż w przypadku prywatnych firm notowanych na giełdzie, zarówno w gospodarkach rozwiniętych, jak i tych rozwijających się. Państwowe przedsiębiorstwa często mają problem z wypracowaniem odpowiedniej kultury korporacyjnej, z wypracowaniem efektywnego systemu działania i są zarządzane przez urzędników z nadania, a nie przedsiębiorców z motywacją do osiągania sukcesów i do generowania lepszej efektywności. Państwowe firmy dużo częściej mogą też liczyć na taki parasol ochronny związany z władzą. No polskim przykładem wprost wspaniałym, pięknym, idealnym z polskiego podwórka jest JTSW. Oczywiście politycy boją się ruszyć uprzywilejowaną grupę górników, gdzie związków zawodowych jest chyba z 80, żeby nie szarpnąć swojego wizerunku. Boją się ich ruszyć i w ten oto sposób od lat wszyscy zrzucamy się na absurdalnie drogą w utrzymaniu państwową firmę wydobywczą, która już dawno powinna być zrestrukturyzowana albo zamknięta. W Polsce do wydobycia 1 miliona ton węgla zatrudnia się 10 razy więcej górników niż w Stanach Zjednoczonych. No gdyby ta spółka nie była w rękach państwowych, to już dawno przestałaby funkcjonować. Albo zostałaby zrestrukturyzowana, albo zostałaby sprzedana jeszcze dalej komuś, kto może to uratuje. Mimo to są przykłady z innych krajów, które dobrze pokazują, że zarządzane spółki państwowe w odpowiedni sposób mogą osiągać znakomite wręcz wyniki i odgrywać kluczową rolę w rozwoju gospodarczym. Przykład jeden. Tennessee Valley Authority, amerykańska firma. TVA to federalna korporacja założona w latach 30. XX wieku. Jej celem było nie tylko zapewnienie elektryczności mieszkańcom doliny Tennessee, ale również wsparcie całego rozwoju gospodarczego tego regionu. TVA inwestuje w nowoczesną infrastrukturę, zarządza zasobami wodnymi, prowadzi projekty rozwojowe. Wszystko to przyczynia się do poprawy jakości mieszkańców życia i dzięki tym inwestycjom TVA nie tylko zwiększyła dostęp do taniej energii na terenie Stanów Zjednoczonych, ale też stworzyła tysiące miejsc pracy i pozytywnie wpłynęła na rozwój tej regionalnej gospodarki. i wcale nie ma się źle finansowo. Ponad 90 lat temu tego typu przedsięwzięcie mocno wykraczało poza możliwości prywatnych firm. Dzięki TVA masa ludzi uzyskała dostęp do energii elektrycznej, a sama firma jest na tyle dobrze zarządzana, że istnieje do dziś i cały czas rośnie. W 2024 roku jej przychody wzrosły około 6% rok do roku. Rosną konsekwentnie, a firma naprawdę ma się świetnie. Inny przykład. Ekinor, dawniej znany jako Statoil. norweskie przedsiębiorstwo państwowe z kolei działające w sektorze energetycznym. Ekinor konkurujący z globalnymi gigantami naftowymi dzięki efektywnemu zarządzaniu, dzięki inwestycjom w nowe technologie osiąga kolosalnie wręcz wysoką rentowność i poziom innowacyjności. Ekinor dobrze pokazuje, że państwowe przedsiębiorstwa mogą skutecznie konkurować na rynku międzynarodowym, wykorzystując strategiczne cele narodowe i długoterminowe plany rozwoju i w efekcie mieć przewagę nad podmiotami prywatnymi. Można porównać sobie na przykład marżę tego państwowego norweskiego giganta do innych dużych prywatnych korporacji z sektora takich jak Exon Mobile, Chevron, Marathon Oil Corporation. Każda z tych wymienionych prywatnych firm naftowych osiąga średnią marżę operacyjną za ostatnie 20 lat na poziomie poniżej 15%. Eksona i Chevrona niecałe 12, Marathon Oil Corporation około 14, Ekinor 26,7. Da się dobrze zarządzać państwowami firmami. A do tego istnienie państwowych przedsiębiorstw w niektórych sektorach jest wręcz niezbędne dla lepszego funkcjonowania całego rynku. Po prostu są obszary, gdzie prywatny kapitał nie chce wchodzić. Albo dlatego, że inwestycja się nie zwraca, albo dlatego, że ryzyka są za duże, albo dlatego, że zbyt odległy jest horyzont zwrotu. Chodzi o sektory strategiczne, głównie sektory infrastrukturalne, wysokokosowe, często po prostu będące mało sexy dla inwestora. Elektrownie atomowe, koleje, wodociągi to nie są tematy, na które czeka wielka armia funduszy Venture Capital z otwartym portfelem. A państwo potrafi dzięki takim firmom uruchomić inwestycje, które potem ciągną całą gospodarkę do przodu. Firmy państwowe same w sobie nie są złe. Muszą być po prostu dobrze zarządzane. A przykłady pokazują, że to naprawdę jest możliwe. No to teraz jeszcze jeden. Populistyczne twierdzenie, że rząd wydaje moje pieniądze. Tego typu komentarze wynikają zazwyczaj z poczucia, że podatki, które odprowadzamy są bezpośrednio zabierane z naszych kieszeni i następnie dowolnie rozporządzane sobie przez rządzących. Ale warto przyjrzeć się temu trochę dokładniej i zrozumieć, że funkcjonowanie państwa nie sprowadza się do prostego przejęcia czyichś prywatnych środków. Nie wierzę. Podatki są instrumentem społecznym. Na pewno nie. Ich wykorzystanie służy przede wszystkim jakiemuś wspólnemu dobru. tak, na które składa się między innymi infrastruktura, edukacja, opieka zdrowotna, bezpieczeństwo publiczne i tam tysiące innych rzeczy. Mit, że państwo wydaje moje pieniądze opiera się na uproszczonym bardzo mocno patrzeniu na mechanizm finansów publicznych. Po pierwsze, gdy mówisz o moich pieniądzach, to zazwyczaj odnosisz się do dochodu, który otrzymujesz z pracy, jakiejś działalności gospodarczej czy inwestycji. Ale w momencie, w którym część tych środków jest przekazana do budżetu państwa w postaci podatków, to nie są już indywidualną własnością. To już nie są twoje pieniądze. Państwo jako ogół nie działa na zasadzie prywatnej firmy, której celem jest maksymalizacja zysku pojedynczego właściciela albo udziałowców. Zadaniem państwa jest przede wszystkim zapewnienie szeroko rozumianego i możemy się spierać co do tego, co to znaczy dobrostanu społecznego. Społecznego. Gdybyś chciał finansować wszystkie publiczne usługi samodzielnie, tak jak niektórzy głoszą, to gwarantuję, że wyszłyby ci one znacznie drożej. Opłaty za każdy przejazd drogą, opłaty za edukację każdego etapu, za ochroniarzy będziesz płacić, żeby chodzić po ulicy. Wspólna składka w postaci podatków działa trochę jak zakupy grupowe, jak funkcjonowanie tych słynnych gruperów i gruponów. Realnie obniża to koszt jednostkowy usługi. No jeśli mimo to wolisz upierać się, że państwo wydaje czyjeś pieniądze, to przynajmniej mów, że wydaje wspólne pieniądze. Nie, nie, że państwo wydaje moje pieniądze, tylko państwo wydaje nasze pieniądze. A poza tym to nie wiem, zawsze możesz żyć w lesie z dzidą bez asfaltu, ale za to bez podatków. Możesz, nikt nie broni. Tych gospodarczych mitów i demagogicznych frazesów naprawdę jestem w stanie znaleźć całą masę również w kontekście inwestowania. na rynku. Y i w sumie to może być ciekawy pomysł na serię. Jak chcecie więcej, napiszcie w komentarzu. A taki najgorszy inwestycyjny z kolei mit to słynne poczekam, będzie taniej. No moi drodzy, wielokrotnie powtarzam, że czekanie to jest na pewno najgorsze, co można zrobić dla swojego portfela i mam na to pierdylion danych, które jestem wam w stanie pokazać i chętnie opowiem o tym w kolejnym materiale. A tymczasem, jeśli już to rozumiesz, to po prostu nie czekaj. Im szybciej zaczniecie inwestowanie, tym lepsze osiągniecie wyniki i potwierdzają to absolutnie każde dane. Tym lepiej zaczynać, gdy możecie dostać na start darmowe akcje u partnera odcinka Freedom 24. Freedom 24 to część notowanej na amerykańskiej giełdzie NZDA grupy Freedom Holding. I jeśli założycie tam konto do końca czerwca, możecie odebrać o nawet 20 darmowych akcji o wartości do 800 $arów każda. Żeby to zrobić, wystarczy otworzyć rachunek, wpłacić depozyt, podać kod promocyjny i już można sobie akcje odbierać. Ja sam korzystam zon 24 głównie do inwestycji za graniczne aktywa. Y, no i też dla bardzo rozbudowanego rynku opcji, który jest naprawdę mega rozbudowany, więc nie ma na co czekać. A jeśli też chcecie być bardziej na bieżąco z gospodarką, z rynkami, ze spółkami, to pamiętajcie też, żeby sprawdzić koniecznie wersję premium portalu dena, gdzie można dołączyć obecnie do ponad 2100 już inwestorów i celujemy w 5000. Co dostajecie? No dostajecie tam prawie codziennie różne analizy, przemyślenia o rynkach, gospodarce i ode mnie od całego naszego zespołu, a także macie możliwość obserwowania jak ja sam inwestuję własne oszczędności w portfelach o łącznej wartości. Prawie 3,8 miliona złotych. Więc to są duże pieniądze na pewno. Na pewno generują dużo emocji, ale gwarantuję wam, że generują jeszcze więcej nauki. Więce na ten temat znajdziecie na stronie premium na rynków.pl. Link jest oczywiście w opisie tego materiału. A w tym to już wszystko. Do zarobienia. Cześć. [Muzyka] [Muzyka]

Przewijanie do góry