Czy wojna na Bliskim Wschodzie potrwa jeszcze kilka tygodni?
Escalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie, czyli co warto wiedzieć o wojnie w Iranie i reakcjach Chin i Rosji?
W najnowszym materiale FXMAG Michał Fitz analizuje dynamicznie rozwijający się konflikt na Bliskim Wschodzie, którego skutki odczuwamy już na całym świecie. W filmie omówiono potencjalną eskalację walk, w tym ryzyko zaangażowania wojsk lądowych USA w Iranie, a także reakcje na zmiany cen ropy. Specjalista wyjaśnia, dlaczego Chiny i Rosja reagują na konflikt w niemalże bierny sposób, mimo że Iran uchodzi za ich antyzachodniego sojusznika.
Według źródeł rządowych USA konflikt może potrwać jeszcze przynajmniej kilka dobrych tygodni. Michał Fitz przytacza doniesienia o ostrożnych ostrzeżeniach ze strony administracji Trumpa, która oczekuje od Iranu bezwzględnej kapitulacji. Jednocześnie nowy przywódca Iranu zapewnia, że kraj jest gotowy na toczenie walk przez miesiące.
Co wiadomo o ewentualnym zaangażowaniu wojsk lądowych USA?
Film analizuje spekulacje dotyczące możliwości wysłania amerykańskich wojsk lądowych do Iranu. Michał Fitz przytacza deklaracje Donalda Trumpa, który wykluczył włączenie się Kurdów do konfliktu, ale zostawił otwartą furtkę dla własnych wojsk, jeśli sytuacja tego wymaga. Wspomniano także o 82 dywizji powietrzno-desantowej, która jest w stanie gotowości.
- Zmiany cen ropy naftowej – analiza skoków i reakcji rynkowych.
- Role Chin i Rosji – dlaczego te kraje reagują w sposób bierny.
- Potencjalne eskalacje – ryzyko przeniesienia konfliktu na ląd.
Film stanowi cenne źródło informacji zarówno dla osób śledzących wydarzenia geopolityczne, jak i dla inwestorów interesujących się rynkami surowców i walut. Zachęcam do obejrzenia pełnej analizy na kanale FXMAG!
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Bardzo chciałbym tym materiałem podsumować kończący się konflikt na Bliskim Wschodzie, ale niestety rzeczywistość ma inne plany. Coraz więcej wskazuje na to, że wojna może potrwać jeszcze przynajmniej kilka dobrych tygodni. Co gorsza, pojawiają się kolejne spekulacje dotyczące tego, że konflikt może jeszcze eskalować w wyniku wysłania do Iranu wojsk lądowych USA. Reżim absolutnie nie zamierza się uginać. Według zapowiedzi ma być przygotowany na toczenie walk jeszcze przez miesiące, a na swoim czele ma już także nowego lidera. Pomimo faktu, że Stany Zjednoczone skutecznie eliminowały kolejne ważne postaci, trzymającym władzę udało się wybrać następnego najwyższego przywódcę. Na domiar złego dziś rano cena ropy drastycznie wystrzeliła, zaliczając skok nawet większy niż ten przed weekendem. W efekcie baryłka jest najdroższa od pierwszej połowy 2022 roku, kiedy to rynek reagował na wojnę na Ukrainie. W dzisiejszym materiale podsumuję wszystkie nowe wydarzenia i decyzje, które mogą mieć ogromny wpływ na ten dynamicznie rozwijający się konflikt na Bliskim Wschodzie. Ale nie tylko. Dziś opowiem także o roli Chin i Rosji w całym tym zamieszaniu. W końcu na logikę rywale Stanów Zjednoczonych powinni bardziej angażować się we wspieranie Iranu, by ten dzielnie opierał się zachodniemu porządkowi świata. Przecież Europa i Stany Zjednoczone ostatnio nieco mniej, ale jednak murem stanęły za Ukrainą, gdy napadła na nią Rosja. Dlaczego więc teraz w niemalże odwrotnej sytuacji nie słyszy się tyle o wsparciu Chin i Rosji dla Iranu? Czy te mocarstwa nie chcą pomagać swojemu antyzachodniemu sojusznikowi? Nie mają na to środków czy chęci? A może po prostu właśnie taki rozwój zdarzeń jest dla nich najbardziej korzystny? Już teraz zdradzę, że odpowiedź na trzecie z pytań poniekąd jest twierdząca. Dlaczego dokładnie tak jest, wyjaśnię w dalszej części materiału. Zapraszam. Partnerem odcinka jest XTB, gdzie transakcji możesz dokonywać na parach walutowych. do 100 000 EUR miesięcznego obrotu. Handel odbywa się bez prowizji. Link do XTB znajdziesz w opisie. Ja nazywam się Michał Fitz. Stałych widzów proszę o łapkę w górę. Jeżeli nie chcesz, żeby ominęły cię rzeczy ważne dla twoich finansów, to koniecznie dołącz do grona ponad 100 000 subskrybentów naszego kanału. Konsekwencje wojny na Bliskim Wschodzie rozlały się niemal na cały świat, co widzimy również my, Polacy, szczególnie patrząc na ceny na stacjach benzynowych. W związku z tym coraz częściej wybrzmiewa pytanie, kiedy to się wszystko zakończy. I niestety jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie nie ma i nawet sami Amerykanie nie są w stanie tego dokładnie określić. Według doniesień Asios sekretarz stanu USA Marco Rubio miał w rozmowach z ministrami spraw zagranicznych krajów arabskich ostrzec ich, że wojna potrwa jeszcze przynajmniej przez kilka tygodni. Z kolei Donald Trump w weekend na podobne pytanie dziennikarzy odpowiadał, że jeszcze trochę. O koniec nie będzie łatwo. Tym bardziej dlatego, że Amerykanie postawili sobie bardzo ambitny cel. Przed kilkoma dniami Donald Trump wyraźnie zaznaczył, że oczekuje od Iranu bezwzględnej kapitulacji. W tym samym wpisie zasugerował, że Stany Zjednoczone liczą na wybór nowego, wspaniałego oraz, co istotne, akceptowanego przez nich lidera Iranu. Na te słowa szybko odpowiedział aktualny prezydent Iranu, który również nie gryzł się w język. Tu cytat. Wymyślili, że poddamy się bezwarunkowo. Będą musieli zabrać ze sobą to marzenie do grobów. A Donald Trump już nie raz pokazywał, że nie lubi, gdy rozmawia się z nim w ten sposób. W odpowiedzi stwierdził, że teraz Stany Zjednoczone obiorą sobie za cel ataków rakietowych miejsca i osoby, których do tej pory w takim kontekście nie rozważano. Trump napisał, że będą one trwały aż do momentu kapitulacji lub, co bardziej prawdopodobne, całkowitej zapaści państwa. Te naloty i bombardowania niestety już zebrały ponure żniwa. Według informacji irańskiego delegata ONZ, w ich wyniku śmierć poniosło już ponad 1300 cywilów. w tym, co gorsza aż 300 nieletnich. Szczególnie głośno było o ataku rakietowym na szkołę podstawową dla dziewczynek w miejscowości Minab, w której zginęło do 180 osób, z czego większość to kilkuletnie, bogu duchawinne dzieci. Większość zdjęć pokazujących bezpośrednie efekty tego nalotu jest zbyt drastyczna, by je pokazać. Nie mniej wymowny jest jednak ten obrazek ze zbiorowego pogrzebu, który już okrążył media. Pierwotnie nie było wiadomo, czy za to uderzenie odpowiadają Izraelczycy, czy Amerykanie. Według śledztw przeprowadzonych przez media, tak jak na przykład The New York Times czy CBC, miał być to nalot przeprowadzony przez Stany Zjednoczone. Temu oczywiście zaprzecza Donald Trump. Ten zapytany o to przez dziennikarzy na pokładzie Air Force One stwierdził, że za to odpowiedzialny jest Iran. Póki co wciąż mówimy tylko o nalotach i walkach morskich, ale nie można całkowicie wykluczyć, że konflikt przeniesie się też na ląd. Jeszcze przed kilkoma dniami sugerowano, że USA i Izrael mogą posłużyć się w tym celu nie swoimi żołnierzami, a kurdyjskimi bojownikami, których rzekomo dozbrajano od miesięcy. Tę sprawę także skomentował Donald Trump. Ten przyznał, że jest z Kurdami w świetnych relacjach i ci byli skłonni dołączyć się do walk. Ale to sam prezydent miał im tego zabronić. Tu cytat. Nie chcemy sprawiać, by konflikt był jeszcze bardziej złożony niż jest w tym momencie. Wykluczyłem ten pomysł. Powiedziałem im, żeby nie wchodzili. Jednocześnie Donald Trump zostawia sobie uchyloną furtkę do wprowadzenia amerykańskich wojsk lądowych do Iranu. Póki co mówi o tym jako o wyjściu ostatecznym, którego wolałby uniknąć, ale nie zarzeka się, że do tego absolutnie nie dojdzie. Mówił wręcz, że nie chce być jak inni prezydenci USA, którzy zapierali się, że nie wyślą żołnierzy na wojnę, a później i tak to robili. W sobotę Trump znów o tym mówił i wyjaśnił, że musiałby pojawić się bardzo ważny powód, by wysłać wojska lądowe do Iranu. Dodał, że jeśli już miałoby do tego dojść, to tylko w momencie, w którym irańskie siły zbrojne byłyby już tak zdziesiątkowane, że nie byłyby w stanie oprzeć się amerykańskim żołnierzom. Spekulacje dotyczące tego, czy lub kiedy wojska lądowe dołączą do konfliktu, tym samym go eskalując, zostały podsycone w ostatnich dniach przez medialne doniesienia dotyczące jednej z konkretnych jednostek. Jak informowały media, nagle odwołano ćwiczenia 82 dywizji powietrzno-desantowej stacjonującej w Karolinie Północnej. Ta ma liczyć około 5000 żołnierzy gotowych do natychmiastowego rozmieszczenia. Zdaniem źródeł zaznajomionych ze sprawą dywizja nie otrzymała jeszcze konkretnych dyspozycji, ale jest w stanie gotowości w związku z rozwijającym się konfliktem. Na łamach The Washington Post pojawiła się nawet wypowiedź jednej z osób z otoczenia jednostki. Tu cytat: "Wszyscy przygotowujemy się na coś, na wszelki wypadek". Z kolei Departament Wojny zapytany przez The Independent konkretnie o te kwestie odpowiedział jedynie, że ze względów bezpieczeństwa operacyjnego nie będzie komentował przyszłych oraz hipotetycznych planów rozmieszczenia wojsk. Jakby tego było mało, w niedzielę na łamach Bloomberga opublikowane zostały doniesienia, według których administracja ma na poważnie rozważać rozmieszczenie specjalnej jednostki lądowej, której misją miałoby być przejęcie zapasów uranu wzbogaconego niemal do poziomu potrzebnego do produkcji broni jądrowej. Źródło powołuje się na trzech dyplomatów zaznajomionych ze sprawą. Czy właśnie tą misją miałaby zająć się wspomniana 82 dywizja powietrzno-desantowa? Tego na razie nie wiadomo. A co z planami Iranu? Ten nie zamierza się poddawać, a jego przywódcy zarzekają się, że są w stanie ciągnąć konflikt nawet miesiącami. Na ich czele stanął zresztą nowy, najwyższy przywódca. W niedzielę państwowe media informowały o tym, powołując się na słowa jednego z członków zgromadzenia wybierającego lidera. Niedługo później poinformowano, że nazwisko Hamenei będzie trwało, co media uznały za potwierdzenie, że nowym, najwyższym przywódcą będzie syn tego poprzedniego, który zginął w nalotach w zeszłym tygodniu. Przed kilkoma dniami pierwszy raz pojawiły się także doniesienia dotyczące zaangażowania Rosji w wojnę. Do tej pory zarówno ona, jak i Chiny ograniczały się co najwyżej do dyplomatycznego potępiania ataku na Iran, ale ten na konkretną pomoc nie mógł liczyć. do czasu. Jak informują Washington Post oraz CNN, Rosja ma dzielić się z Iranem swoimi danymi wywiadowczymi pozyskanymi głównie na podstawie obrazów satelitarnych. Irańskie siły zbrojne miały skutecznie przy pomocy dronów zaatakować lokacje, w których przebywali amerykańscy żołnierze. Przypomnijmy, że według oficjalnych danych sześciu z nich już nie żyje. Jednocześnie źródła podkreślają, że nie były w stanie jednoznacznie ustalić, że akurat te ataki zostały przeprowadzone na podstawie informacji podanych przez Rosję. CNN podaje dodatkowo, że według amerykańskiego wywiadu Iran wreszcie wesprzeć mają też Chiny. W jakim wymiarze? biorąc pod uwagę to, co gwarantują Amerykanom ich sojusznicy, raczej skromnym. Państwo środka ma przygotowywać się do zapewnienia pewnego wsparcia finansowego dla Iranu. Ma też rozważać dostarczenie części zamiennych do wyrzutni rakiet. Jak podkreśla źródło, zarówno w przypadku Rosji, jak i Chin, to pierwsze doniesienia mówiące o jakimkolwiek aktywnym wsparciu dla Iranu, który przecież przed wojną uchodził za ich antyzachodniego sojusznika. Warto więc zadać sobie pytanie, dlaczego te dwa kraje tak znikomo angażują się w wojnę na Bliskim Wschodzie? Zarówno Rosja, jak i Chiny mają swoje indywidualne powody, więc teraz pochylmy się nieco nad nimi, by lepiej zrozumieć, dlaczego sytuacja wygląda tak, jak wygląda. Od początku wojny, gdy mówiono o potencjalnym zaangażowaniu Chin w konflikt, podnoszono argument dotyczący importu ropy z Iranu przez państwo środka. Około 13% chińskiego importu ropy drogą morską pochodzi właśnie z Iranu. Dodatkowo wskazano także na inne handlowe zależności obydwó krajów. Te miałyby być argumentem stojącym za tym, że Chiny ostrzej wstawią się za swoim sojusznikiem i partnerem handlowym. Sęk jednak w tym, że relacja ta nie jest równorzędna. Chiny są dla Iranu krytycznie ważnym partnerem handlowym, ale nie działa to w drugą stronę. Jak podkreśla Bloomberg, państwo środka kupuje aż 1/3 wszystkich dóbr eksportowanych przez Iran. Jednakże Iran kupuje od Chin raptem 1% tego, co te sprzedają za granicę. Przez te dysproporcje Chiny są dla Iranu partnerem handlowym niemal nie do zastąpienia, podczas gdy Iran jest dla Chin partnerem, dla którego łatwo byłoby znaleźć alternatywę. Tym bardziej teraz, kiedy Indie pod presją USA zredukowały swoje zakupy ropy od Rosji, które powoli zaczynają przejmować właśnie Chińczycy. Jak widać na tym wykresie opublikowanym na łamach Bloomberga, zarówno wartość importu, jak i eksportu między Iranem a Chinami znacząco zmniejszyła się przez ostatnią dekadę. W 2021 roku Chiny podpisały z Iranem umowę, na mocy której zobowiązały się do zrealizowania inwestycji o łącznej wartości nawet 400 miliardów dolarów w przeciągu najbliższych 25 lat. Do tej pory potwierdzono jednak realizację projektów szacowanych na maksymalnie 3 miliardy, co również może pokazywać, że relacje handlowe obydwu stron osłabiły się. Mało tego, znacznie większe pieniądze państwo środka inwestuje w krajach, które w obecnie trwającym konflikcie opowiadają się po stronie USA. Jak wynika z danych, American Enterprise Institute, łączna wartość chińskich inwestycji w Ianie do 2024 roku wyniosła 4,7 miliarda dolarów. Dla porównania łączna wartość chińskich inwestycji w Zjednoczonych Emiratach Arabskich w tym samym okresie to 9,5 miliarda, czyli ponad dwa razy więcej. A dysproporcja jest jeszcze większa w przypadku współpracy z Arabią Saudyjską. Tam łączna wartość chińskich inwestycji wyniosła 15,7 miliarda dolarów. Z kolei Forbes pisze o tym, że Chiny nie chcą bardziej angażować się w konflikt na Bliskim Wschodzie, by wciąż wywierać presję na Tajwan. Ten ma być dla państwa środka absolutnym priorytetem. Dlatego nie chce ono niepotrzebnie rozpraszać swojej militarnej uwagi i potencjału zbrojeniowego. No a co z Rosją? Czemu ta ma ograniczać się tylko do rzekomego udostępniania danych wywiadowczych? Przede wszystkim sama prowadzi dosyć wyniszczającą wojnę już od czterech lat, o czym bardzo dobrze wiemy. To skutecznie utrudnia jej wspieranie Iranu, zarówno pod względem finansowym, jak i technicznym. Względnie bierne stanowisko Rosji wobec konfliktu na Bliskim Wschodzie, w którym to USA są stroną atakującą i jest też dla niej korzystne z punktu widzenia narracji politycznej. W końcu przez ostatnie lata ona była przedstawiana w roli agresora z uwagi na inwazję na Ukrainę. A teraz może zapytać się, czym w takim razie różnią się od niej Stany Zjednoczone, które tak ją moralizowały. Przecież one też nie przestrzegają międzynarodowych norm atakując inny kraj w myśl swoich interesów. Na łamach Politico cytowany jest rosyjski politolog Władimir Pastuchow związany z University College London. Ten zauważa, że Kreml tłumaczył swoją agresję na Ukrainę jako defensywną reakcję na agresję ze strony Zachodu. Jego zdaniem teraz Putin będzie mógł pokazać palcem na Iran i powiedzieć: "Patrzcie, mówiłem, to mogliśmy być my." Z kolei The Atlantic zauważa, że Rosji nigdy nie były na rękę nuklearne zapędy Iranu, które są jednym z głównych oficjalnych powodów amerykańskiej operacji. Gdyby bowiem Iran stał się kolejnym krajem z bronią jądrową, jednocześnie leżącym w niedalekim sąsiedztwie Rosji, to osłabiłoby jej regionalną pozycję. Rosja, podobnie jak Chiny, choć jest w teorii sojusznikiem Iranu, ma też skomplikowane, nie do końca negatywne relacje z drugą stroną konfliktu, Izraelem. Już przy okazji zeszłorocznego starcia Iranu z USA i Izraelem Rosja przyjęła dosyć neutralną postawę. Niedługo później na forum ekonomicznym w Petersburgu Władimir Putin tłumaczył, że w Izraelu mieszka około 2 milionów byłych obywateli Związku Radzieckiego. Zauważył, że to dziś kraj niemal rosyjskojęzyczny, więc musi brać takie kwestie pod uwagę. Wiele źródeł zwraca też uwagę na fakt, że historycznie wsparcie Rosji przeważnie okazywało się co najwyżej teoretyczne. Potwierdzają to dobrze wydarzenia z ostatnich kilkunastu miesięcy. Media wskazują chociażby na obalenie reżimu Basara Al-Asada w Syrii z końcówki 2024 roku. Nawet świeższym przykładem jest Wenezuela, której prezydent Nicolas Maduro również nie mógł liczyć na faktyczne wsparcie Rosji i został szybko oraz sprawnie zneutralizowany przez amerykańskie wojska. No i wreszcie zamieszanie paliwowe, które jest efektem konfliktu na Bliskim Wschodzie, też jest bardzo na rękę Rosji. Przez ostatnie miesiące strona amerykańska z Donaldem Trumpem na czele powtarzała, że to właśnie biznes naftowy finansuje rosyjską machinę wojenną. Analitycy sugerowali, że tak zwanym cenowym progiem bólu dla Rosjan było 45 $ar za baryłkę. Gdyby cena spadła w te rejony, Rosjanie mieliby mieć ogromny problem z finansowaniem wojny. To jednak na ten moment im nie grozi, bo w wyniku wojny z Iranem ceny ropy na rynkach finansowych wystrzeliły. Od ostatniego dnia lutego do dziś wzrosły o około 75%. obecnie oscylują wokół 115 $ar za baryłkę, czyli bardzo daleko od wspomnianego problematycznego poziomu. Mało tego, amerykanista Andrzej Kochut w swoim wpisie w mediach społecznościowych zauważa, że w wyniku kryzysu naftowego USA już udzieliły Indiom 30estdniowej dyspensy na kupowanie rosyjskiej ropy. Administracja Trumpa z sekretarzem skarbu Scottem Besentem na czele ma też rozważać zniesienie części nałożonych na Rosję sankcji, by spowolnić wzrost cen, bo ten wyraźnie uderza po kieszeni także obywateli USA. Dziś w nocy, gdy cena ropy po raz kolejny wyraźnie skoczyła, Donald Trump uspokajał w mediach społecznościowych, że jest to tylko tymczasowy efekt. Zapewnił, że ceny szybko spadną, gdy nuklearne zagrożenie Iranu zostanie zażegnane. Dodał, że to niewielka cena za utrzymanie porządku nad całym świecie. Niewykluczone więc, że największymi wygranymi całego konfliktu nie będzie żadna ze stron, która go toczy, a przegranych będzie nawet więcej niż zwycięzców. Dziś rano, niedługo przed publikacją tego materiału, Financial Times poinformował, że państwa G7 rozważają wypuszczenie rezerw ropy w celu uspokojenia kryzysu naftowego. Mowa o nawet 400 milionach baryłek. W reakcji na te wieści cena za baryłkę w kilka chwil spadła o około 10% do poziomu nieco ponad 100 dolarów za baryłkę. Jeśli ten materiał przypadł ci do gustu, to zostaw łapkę w górę. Do usłyszenia.
