Jak rynek robi z ciebie idiotę, kiedy ‘czekasz na spadki’ 😂📉 [DCA vs. Wyczekiwanie Spadków]

Czy czekanie na spadki na giełdzie ma sens?

Film analizuje dwie popularne strategie inwestycyjne: DCA (Dollar-Cost Averaging), czyli regularne inwestowanie stałych kwot, oraz próby „łapania dołków”, czyli kupowanie akcji tylko podczas spadków. Sprawdź, która strategia w dłuższej perspektywie przynosi lepsze efekty!

DCA – spokojne inwestowanie bez emocji

Strategia DCA polega na regularnym inwestowaniu określonej kwoty (np. 100 zł, 500 zł) w wybrane aktywa, niezależnie od sytuacji na rynku. Dzięki temu uśredniasz cenę zakupu, minimalizujesz ryzyko i eliminujesz wpływ emocji na decyzje inwestycyjne.

Łapanie dołków – strategia dla ryzykantów?

Kupowanie podczas spadków wydaje się kuszące, ale wymaga idealnego wyczucia rynku. Jak pokazuje analiza w filmie, próby trafienia w dno często kończą się niepowodzeniem, a inwestorzy tracą szansę na zyski, czekając na „ten idealny moment”, który nigdy nie nadchodzi.

Co wybrać? DCA czy czekanie na spadki?

Film przedstawia dane i argumenty przemawiające za strategią DCA, która w większości przypadków okazuje się bardziej efektywna i mniej stresująca. Dowiedz się dlaczego czas na rynku jest ważniejszy niż próby wyczucia rynku.

Dla kogo jest ten film?

  • Dla osób początkujących w inwestowaniu, które szukają prostych i skutecznych strategii.
  • Dla inwestorów wahających się między DCA a kupowaniem podczas spadków.
  • Dla każdego, kto chce zrozumieć psychologię inwestowania i unikać kosztownych błędów.

Odkryj zalety i wady obu strategii i podejmij świadomą decyzję inwestycyjną!

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Wiesz co jest najśmieszniejsze w inwestowaniu? Że każdy ma plan aż do pierwszego spadku. Wtedy nagle wszyscy geniusze rynku zamieniają się w ekspertów od czekania. Poczekam na dołek, jeszcze za drogo, zaraz się zawali. I tak mija rok, drugi, trzeci, a konto stoi w miejscu, bo przecież spadki będą większe. Problem w tym, że rynek nie ma pojęcia o twoich planach. Nie obchodzi go, że chcesz taniej. Nie interesuje go, że czekasz na lepszy moment. On po prostu robi swoje. Rośnie wtedy, gdy ty akurat w panice liczysz gotówkę. I dziś właśnie o tym pogadamy. O dwóch strategiach, które dzielą inwestorów na dwa obozy. tych, którzy kupują regularnie i śpią spokojnie i tych, którzy czekają na spadki aż do emerytury, bo rynek to nie teatr. Tu za spóźnienie nie ma braw, tylko straty. Partnerem tego odcinka jest XTB, miejsce, gdzie handlujesz bez prowizji do 100 000 EUR obrotu miesięcznie. A jeśli przy rejestracji piszesz kod Sfka, dostaniesz darmowy kurs dla początkujących. Prosto, konkretnie bez kombinacji, tak jak lubi to sufka. Każdy z nas zna tego jednego typa. Siedzi w biurze, ma wykresy na tapecie, Excel w oczach i powtarza jak mantrę. Ja to nie kupuję teraz, ja czekam na spadki. Mija miesiąc, dwa, trzy, rynek rośnie, a on dalej czeka. No przecież na pewno zaraz się załamie i tak czeka już trzeci rok patrząc jak inni inkasują dywidendy, a on trzyma gotówkę, która topnieje szybciej niż lód w gorącej herbacie. To jest właśnie mit złotego momentu. To bajka, którą wmawiają sobie inwestorzy od deka, że istnieje ten jeden idealny moment, ten magiczny deep, który wystarczy kupić, żeby zostać legendą Wall Street. Tylko, że w prawdziwym życiu to nie bajka, tylko horror psychologiczny z elementami komedii, bo rynek nigdy nie mówi ci kiedy jest tanio. Nie wyskakuje żaden komunikat. Uwaga, to już dno. Zamiast tego masz czerwone wykresy, nagłówki w stylu koniec hossy, świat się wali i ludzi panikujących, że to dopiero początek spadów. I wtedy większość nie kupuje, bo każdy mówi: "Poczekam jeszcze trochę, jak spadnie bardziej". I czeka i czeka, a potem bum, rynek odbija, a oni stoją jak idioci z gotówką w ręku i tekstem: "No teraz to już za drogo, klasyk". A teraz wyobraź sobie dwa typy inwestorów. Pierwszy nudny jak posiedzenie sejmowej komisji. Co miesiąc bez względu na wszystko wrzuca stałą kwotę 100, 200, 500 zł. Czy rynek szaleje, czy stoi, on po prostu kupuje. Drugi spryciarz odkłada pieniądze, ale kupuje tylko wtedy, jak spada. Tyle że kiedy spada to nigdy nie wie czy to już koniec czy dopiero początek rzezi. I teraz uwaga, bo to nie anegdota, to dane. Nick M Juli, człowiek który zamienił Excel w broń masowego rażenia, porównał te dwie strategie. DCA, regularne inwestowanie co miesiąc. By the deep, kupowanie tylko przy spadkach. I co wyszło? Przez ponad 70% czasu ta nudna mechaniczna strategia DCA dała lepszy wynik. A gdy do modelu dodano trochę realizmu, że inwestor pomyli się w określeniu DNA o dwa miesiące, DCA zmiażdżyło by the deep w 97% przypadków. Innymi słowy, jeśli nie masz kryształowej kuli, to By the Deep działa tak samo dobrze jak próba łapania spadającego noża. Złapiesz może, ale raczej skończysz bez palców. I to jest cała ironia rynku. Ci, którzy próbują być sprytniejsi od wszystkich, najczęściej sami robią z siebie mema. Bo jak powiedział klasyk, czas na rynku jest ważniejszy niż próby wyczucia rynku. A to właśnie robi DC. Nie zgaduje, nie panikuje, po prostu działa. Więc następnym razem, gdy ktoś powie ci: "Ja czekam na spadki", powiedz mu tylko: "Świetnie, ja czekam na twoje wynik". Na rynku są dwa typy inwestorów. Ci, którzy chcą błyszczeć i ci, którzy chcą zarabiać. Ci pierwsi szukają momentu życia. idealnego wejścia, magicznego sygnału z nieba. Ci drudzy po prostu co miesiąc klikają kup i zgadnij to kończy z większym portfelem. Bo DCA, czyli dolar cost averaging to strategia dla ludzi, którzy mają dość zgadywania. To inwestycyjny odpowiednik mycia zębów. Nudne, przewidywalne, ale jak to olejesz, to potem boli. W praktyce wygląda to prosto. Wrzucasz na rynek stałą kwotę co miesiąc, co tydzień, po wypłacie, nieważne. Raz kupujesz drożej, raz taniej, ale dzięki temu uśredniasz koszt zakupu i w długim terminie wychodzi ci z tego piękna rosnąca krzywa, której zazdrości ci koleś, co czekał na spadki. DCA ma jeszcze jedną przewagę. usuwa emocje. Nie zastanawiasz się czy kupić, czy poczekać, czy może jednak wszystko sprzedać, bo zaraz recesja. DCA nie pyta, DCA działa, bo emocje są największym sabotażystą w inwestowaniu. Wystarczy kilka czerwonych dni na wykresie i nagle racjonalny człowiek zamienia się w proroka apokalipsy. DCA mówi: "Spokojnie, robimy swoje" i ten spokój to złoto. W badaniu Charlesa Schwaba sprawdzono pięciu inwestorów, którzy przez 20 lat od 2003 do 2022 inwestowali o 2000 $arów rocznie w SI P. Ale żeby nie było zbyt amerykańsko, nazwijmy ich po naszemu, perfekcyjny Piotrek. Ten to zawsze ma nosa. Kupuje dokładnie na dnie, jakby miał podsłuch w biurze Fedu. Aktywna Anka wrzuca kasę od razu pierwszego dnia roku. Nie czeka, nie kalkuluje, po prostu działa. Miesięczny Michał, nasz kolega DCA, który rozkłada inwestycje równiutko co miesiąc. Bez stresu, bez zgadywania szczytowa Sabina. Kobieta legenda, która zawsze kupuje idealnie na górce. Jak coś drożeje, to znaczy, że zaraz spadnie, bo Sabina właśnie kliknęła kup leniwy leszek. Inwestor filozof. Cały czas czeka na lepszy moment. A jak go zapytasz od kiedy czeka? Odpowiada od 2008. I jak się to skończyło? Perfekcyjny Piotrek 138 000 arów. Aktywna Anka 127 000. Miesięczny Michał 124 000, szczytowa Sabina 112 000, leniwy Leszek 44 000, czyli mniej więcej tyle ile znika z oszczędności Polaka, który wierzy w konto oszczędnościowe na 5% brutto. Wniosek nawet najgorszy możliwy timing, czyli Sabina, nasza królowa szczytów, zarobiła trzy razy więcej niż Leszek, wieczny czekacz, bo rynek nagradza tych, którzy są w środku, nie tych, którzy stoją obok i komentują. Więc kiedy ktoś mówi DCA jest nudne, to ja odpowiadam tak jak emerytura bez kredytów, nudna, ale przyjemna, bo DCA to nie strategia dla tych, którzy chcą się chwalić screenami z XTB. To strategia dla tych, którzy za 10 lat będą się śmiać z ludzi, co dalej czekają na większą korektę. Wiesz co jest najtrudniejsze w inwestowaniu? Nie wykresy, nie analizy, nie to całe liczenie P przez E, FO, E, B, TDA i innych skrótów, które brzmią jak choroby zakaźne. Najtrudniejszy jesteś ty, twój mózg, twój emocjonalny, rozdygotany procesor, który włącza panikę szybciej niż Polak wyłącza ogrzewanie po zobaczeniu rachunku za gaz, każdy z nas zna to uczucie. Siedzi sobie spokojnie, patrzy na portfel, a tu nagle czerwono - 5% i wtedy myślisz: "Spokojnie, to tylko korekta". -1. Okej, to już nie korekta, to masakra. 15. Sprzedaj wszystko zanim stracę resztki godności, a potem rynek odbija, a ty zostajesz z pustym portfelem i pełnym żalu. To jest właśnie ta piękna polska szkoła inwestowania. Kup jak tanio. O nie, spada, zaraz będzie taniej. O nie, rośnie za drogo i tak w kółko bez końca. Psychologia inwestora to temat, który nie ma nic wspólnego z logiką. To emocjonalny roller coaster, gdzie krzyczysz nawet jak jedziesz w górę, bo każdy inwestor ma w sobie dwa wilki. Jednego, który mówi: "Bądź cierpliwy, kupuj" i drugiego, który wrzeszczy: "Sprzedawaj, bo wszystko płonie". Problem w tym, że ten drugi ma mikrofon i dostęp do konta maklerskiego. I tu wchodzi DCA całe na biało bez emocji. DCA nie ma nerwów. DCA nie boi się nagłówków w stylu recesja za rogiem. Dcja nie ogląda konferencji Glapińskiego. DCja po prostu robi swoje. Bo jak powiedział Warren Buffett, najlepszy moment na inwestowanie to zawsze wtedy, gdy masz pieniądze. I to jest zdanie, które powinno być wydrukowane na każdej aplikacji inwestycyjnej w Polsce tuż nad przyciskiem kup. Ale my Polacy lubimy się biczować, więc siedzimy z tą gotówką czekając, aż przyjdzie ten lepszy moment. Tylko, że ten moment nigdy nie przychodzi, bo zawsze coś się dzieje. Wybory, wojna, kryzys, inflacja, nowy podatek, nowa pani premier, nowa afera. Rynek zawsze znajdzie powód, żebyś się bał. A DCA robi dokładnie odwrotnie. Pokazuje, że strach to nie sygnał stop, tylko okazja, żeby kupić jeszcze więcej. W praktyce większość dojrzałych inwestorów robi jedno, łączy strategię. Regularnie kupują co miesiąc, to ich Michał z DCA, ale mają też trochę gotówki na bok, żeby w razie większego spadku dorzucić coś ekstra. To taka wersja by the deep dla ludzi, którzy nie wierzą w bajki, czyli DCA robi robotę, a dodatkowy zastrzyg w czasie spadków to tylko wisienka na torcie, nie fundament. I to jest właśnie psychologia inwestowania po polsku. Nie chodzi o to, żeby być mądrym, tylko żeby nie być panikarzem. Bo giełda to nie konkurs Kto trafi dno. To maraton cierpliwości, w którym wygrywa ten, kto nie wysiada po pierwszym podbiciu inflacji. Więc jak następnym razem zobaczysz czerwony wykres i usłyszysz w głowie głos, że to już koniec, to włącz DCA, zrób przelew i powiedz sobie: "Niech rynek się boi mnie, nie ja rynku". I tak dochodzimy do momentu, w którym większość inwestorów mówi: "No dobra, słówka już wiem, DCA dobre, by the deep złe, ale co z tego?" No właśnie, co z tego? Bo prawda jest taka, że większość i tak nic z tym nie zrobi. Zrobią sobie kawę, otworzą notowania, pogapią się na wykres, pokiwają głową i wrócą do scrollowania Tiktoka, gdzie jakiś typ w garniturze z shana obiecuje milion w rok na tradingu dziennym. Ale to właśnie tu rozdziela się tłum od inwestora, bo ten kto rozumie ideę DCA nie szuka fajerwerku. On wie, że bogactwo nie powstaje z jednej genialnej decyzji, tylko z tysiąca nudnych powtarzalnych ruchów. Kup, trzymaj, doku, powtórz jak siłownia. Tylko zamiast klaty rosną ci dywidendy. I wiesz co jest w tym wszystkim najpiękniejsze? Że to działa nawet w Polsce. Tak, w tym kraju, gdzie ludzie mówią: "Inwestowanie to hazard", a potem obstawiają wyniki w totolotku. Tu gdzie sąsiad po trzech dniach spadków pyta: "To już krach, czy jeszcze korekta. Tu gdzie każdy chce kupić Orlen, ale tylko jak będzie po 50 zł, a potem kupuje po 95, bo wraca trend, a mimo to są ludzie, którzy wygrywają. Nie dlatego, że mieli szczęście, tylko dlatego, że mieli plan, bo na giełdzie nie wygrywa ten, kto trafił w moment, tylko ten, kto wytrwał momenty, które wszystkich innych złamały." I może to brzmi banalnie, ale cały sens inwestowania sprowadza się do jednego zdania. Nie musisz być genialny, musisz być konsekwentny. Więc zamiast polować na idealne dołki jak Indiana Jones finansów, po prostu kupuj. Nie panikuj i miej cierpliwość, bo giełda to nie sprint dla influencerów, tylko maraton dla upartych. A jeśli dalej nie wierzysz, to zrób sobie przysługę. Wejdź w wykres WIG, 20 sprzed 15 lat. Zobacz ilu wtedy mówiło: "Poczekam na spadki". I policz ilu z nich jeszcze czeka. Bo jak mówisz stare giełdowe przysłowie: "Rynek wynagradza tych, co robią coś, gdy inni tylko gadają". Więc przestań gadać i zacznij kupować. Gru, gru. Wiesz co jest najzabawniejsze? Że po tym wszystkim i tak znajdzie się ktoś, kto powie: "No dobra, ale ja i tak poczekam, aż spadnie i niech czeka, bo ktoś musi przecież kupować nasze akcje drożej. Rynek nagradza tych, którzy robią coś, gdy inni tylko analizują. Nie potrzebujesz idealnego momentu, magicznego wskaźnika ani guru z YouTubea. Potrzebujesz konsekwencji, bo na końcu jak opadnie kurz, zostają tylko dwie grupy. Ci, którzy inwestowali regularnie i ci, którzy mówią, że też mieli plan, ale coś wypadło. Więc jeśli dalej liczysz, że rynek się potnie, żebyś mógł taniej wejść, to pamiętaj, że to on uczy pokory, nie ty jego. Kupuj mądrze, śpij spokojnie i nie daj się wkręcić w mit perfekcyjnego momentu, bo jak mawia stara giełdowa, sowa, czas na rynku bije czas szukania wymówni. Gru, gru. I do zobaczenia przy kolejnych spadkach. Ja już kupiłem, ty dalej liczysz. Jedna sprawa, nie jestem doradcą inwestycyjnym. Nie mam licencji, certyfikatów ani magicznej kulki. Także wszystkie inwestycje robisz na własną odpowiedzialność. A materiał to wnioski.

Przewijanie do góry