Jak Uber, Netflix i Disney zarabiają miliardy co miesiąc? Wykorzystaj sekret ich modelu biznesowego! [Modele Biznesowe i Subskrypcje]

Jak działają modele biznesowe oparte na subskrypcji?

Odkryj sekrety modeli biznesowych, które stoją za sukcesem gigantów takich jak Uber, Netflix i Disney. Dowiedz się, jak działa gospodarka subskrypcji i dlaczego ten model jest tak atrakcyjny dla inwestorów.

Ten film edukacyjny analizuje cztery kluczowe modele biznesowe:

  • Marketplace: Platformy łączące strony transakcji (np. Uber, Allegro).
  • Franczyza: Skalowanie biznesu poprzez udzielanie licencji (np. McDonald’s).
  • SaaS (Software as a Service): Dostarczanie oprogramowania jako usługi (np. Netflix).
  • Royalties: Zarabianie na licencjach i tantiemie (np. Disney).

Film omawia zalety i wyzwania każdego modelu, podkreślając korzyści płynące z powtarzalnych przychodów, niskich kosztów krańcowych i efektu sieciowego. Dodatkowo, materiał porusza temat efektywnego zarządzania finansami firmowymi, sugerując rozwiązania takie jak Revolut Business.

Dla kogo jest ten film?

Film jest skierowany do:

  • Inwestorów poszukujących firm o solidnych fundamentach biznesowych.
  • Przedsiębiorców planujących rozwój własnego biznesu.
  • Osób zainteresowanych tematyką finansów i modeli biznesowych.

Zdobądź wiedzę, która pozwoli Ci lepiej zrozumieć współczesny rynek i podejmować mądrzejsze decyzje inwestycyjne. Odbierz 200 zł bonusu na start z Revoult Business – link w opisie!

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Czy da się zbudować firmę, która zarabia nawet wtedy, kiedy wszyscy inni liczą straty? Da się. I nie potrzebujesz do tego ani genialnego produktu, ani wydanych milionów złotych na reklamę. Wystarczy genialny model biznesowy. To właśnie on decyduje o tym, czy twoja inwestycja albo twój biznes rośnie z każdym nowym klientem, czy powoli z tym każdym klientem się dusi. I dziś pokażę wam cztery najbardziej skuteczne modele biznesowe świata. takie, które stoją za sukcesami Ubera, McDonald'sa, Netflixa, a nawet myszki Miki. I zobaczycie, co je łączy, dlaczego są tak trudne do skopiowania i dlaczego to właśnie takich powinieneś szukać jako dodatek do swojego portfela. A skoro o budowaniu dobrego biznesu mowa, to każda firma potrzebuje na start dobrego konta firmowego. Revolute Business daje wam 200 zł na start za jego założenie, a na tym korzyści się nie kończą, bo potem możecie sobie wymieniać złote na dolary i nawet na 30 innych walut po bardzo korzystnych kursach. Link do pobrania aplikacji znajdziecie w opisie materiału i w przypiętym komentarzu. Chcesz inwestować lepiej, mądrzej i z większym spokojem? Dołącz do strefy premium DNA, podobnie jak już ponad 2500 innych inwestorów. To najlepsze miejsce do świadomego zarządzania swoim własnym kapitałem i swoimi oszczędnościami. Dzięki za już ponad 75000 waszych subskrypcji. Serio, to dla nas wszystkich ogromna sprawa. Jeśli jeszcze nie jesteście z nami, to kliknijcie suba i pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać. Dlaczego niektóre firmy potrafią rosnąć 10 razy szybciej niż cała konkurencja? Dlaczego jedne zarabiają na każdym nowo pozyskanym kliencie coraz więcej, a inne mimo ogromnych wysiłków stoją w miejscu? No i pewnie intuicja podpowiada, że chodzi o produkt. Może chodzi o jakość tego produktu, o produkt, o usługę. Może niektórzy powiedzą, że kluczem jest marketing, bo w końcu nawet największe badziewie można sprzedać reklamą. Tylko, że jedni i drudzy będą w błędzie. Jasne, to ważne rzeczy, ale klucz krwi w modelu biznesowym, czyli tym jak firma zarabia, a niekoniecznie w tym na czym dokładnie zarabia. Są takie modele, na których zbudowano największe i najbardziej dochodowe firmy ostatnich lat. Modele, które dają firmom unikalne, niezwykle trudne do podrobienia, konkurencyjne przewagi, ogromną skalowalność, powtarzalny i przewidywalny przychód, niezwykle niskie koszty krańcowe i potężny efekt sieciowy. Pokażę wam jak te modele działają w praktyce. i dlaczego są tak skuteczne. Jeśli szukacie dobrej inwestycji, to szukajcie jej właśnie w takich modelach biznesowych. A jeśli sami myślicie o założeniu własnego biznesu, to gwarantuję, że znajdziecie tu kilka naprawdę cennych inspiracji. Model biznesowy to w takich najprostszych słowach sposób, w jaki firma zarabia pieniądze. Określając własny model, firma musi odpowiedzieć sobie przede wszystkim na cztery fundamentalne pytania. Kto jest moim klientem i jakie są jego realne, niezaspokojone potrzeby? Co dokładnie oferuje? Jaka jest unikalna wartość? którą klient zyskuje korzystając z mojego produktu albo z mojej usługi, do tego jak wyglądają moje procesy wewnętrzne, z kim współpracuję, jaka jest moja logistyka, co robię sam, a co zlecam na zewnątrz i dlaczego mój model ma w ogóle zarabiać, jak ma wyglądać struktura kosztów, jak mam przyjmować płatności, jaką mam mieć strategię cenową i jakie są moje kanały sprzedaży. W tych wszystkich bardzo strategicznych przemyśleniach na pewnym etapie sam produkt, usługa czy forma marketingu to tylko jeden z wielu ważnych elementów całej układanki i dopiero razem te wszystkie elementy zebrane do kupy tworzą spójny logiczny model biznesowy. Jeśli jest dobry to nawet kiepski produkt da radę podbić rynek. Jeśli jest fatalny to nawet najlepszy produkt może polec na rynku. Spójrzmy na dwa proste przykłady, żeby to wszystko sobie lepiej zrozumieć na początku. Pierwszy to taki tradycyjny sklep. Tu model biznesowy jest banalnie prosty. Kupujesz towar od producenta taniej, a sprzedajesz go klientowi końcowemu drożej. Różnica w tej cenie to twój zysk. Klient płaci raz, a potem najprawdopodobniej znika. Jeśli chcesz zarabiać więcej, no to musisz albo znacznie mieć więcej klientów, albo sprzedawać im znacznie droższe produkty. A drugi przykład to Netflix. Tu klient nie kupuje niczego na własność ani nie płaci jednorazowo. Płaci co miesiąc w formie subskrypcji, a firma z góry z dużą dokładnością wie ile mniej więcej zarobi w przyszłym kwartale. Dodatkowo koszt dostarczenia tej usługi nowemu kolejnemu klientowi jest praktycznie zerowy. Nie trzeba budować nowej hali produkcyjnej, nie trzeba zatrudniać kolejnego pracownika, żeby obsłużyć nowego subskrybenta i tak dalej, i tak dalej. Kiedyś w dawnych czasach Netflix co prawda wypożyczał fizyczne płyty DVD i kasety wideo z filmami, no ale dopiero wtedy, kiedy w pełni przeszedł na bardzo innowacyjny model streamingowy połączony z subskrypcją, to stał się globalną potęgą. Produkt niby przecież pozostał ten sam. Netflix dalej oferuje to samo. Dostęp do filmów i dostęp do seriali, ale to cała reszta zmieniła Netflixa w światowego giganta. I to dobrze pokazuje, dlaczego sama forma zmiany sprzedaży tego samego potrafi raptem zmienić wszystko. I tu właśnie przenoszę was do świata pierwszego genialnego modelu biznesowego, który pozwala zarabiać nie posiadając niczego. Marketplace. Czym dokładnie jest model biznesowy Marketplace? To taka zaawansowana platforma pośrednicząca, która ma efektywnie łączyć dwie strony albo więcej tej samej transakcji. Sama platforma nie produkuje ani tym bardziej nie posiada żadnych produktów, ale ułatwia ich wzajemną wymianę, zapewniając przy tym całą tą niezbędną infrastrukturę technologiczną, zaawansowane mechanizmy do budowania zaufania, jak systemy opinii czy ocen, bezpieczne, zintegrowane systemy płatności, a czasem nawet kompleksową logistykę. No przykłady są oczywiste. Amazon, Allegro to są takie najbardziej naturalne skojarzenia, ale nie tylko Amazon i Allegro działają w tym modelu. W tę samą definicję wpisują się też przecież Uber, wpisuje się Airbnb, wpisuje się Booking. Wszyscy oni oferują swoim użytkownikom platformę technologiczną, która łączy ze sobą dwie strony transakcji bez jakiegokolwiek bezpośredniego angażowania się w fizyczne wytwarzanie czy w zapewnianie oferowanych produktów albo usług. Airbnb przecież nie ma swoich hoteli. Uber przecież nie ma swojej gigantycznej floty taksówek. W modelu marketplace kluczowe są cztery fundamentalne elementy. Po pierwsze, marketplace musi w jakimś stopniu równoważyć podaż i popyt, czyli liczbę dostawców i liczbę użytkowników, co jest kluczowym do rozwiązania wyzwaniem. No bo kto powinien pojawić się na platformie jako pierwszy? Jak w ogóle przyciągnąć na tą platformę jedną ze stron transakcji, jeśli nie ma tam jeszcze tej drugiej. Na samym początku swojej działalności Uber na przykład osobiście rekrutował kierowców i gwarantował im stałą minimalną stawkę godzinową, nawet jeśli nie mieli żadnych zleceń. Dzięki temu w aplikacji zawsze były jakieś wolne samochody. No a to z kolei zachęcało potencjalnych pasażerów do tego, żeby korzystać z nowej usługi. Uber oferował też na potęgę bezpłatne promocyjne przejazdy dla swoich pierwszych użytkowników po to, żeby jak najszybciej wygenerować początkowy popyt i zdobyć jakąś krytyczną masę klientów. Spółka bardzo świadomie wtedy decydowała się na ponoszenie gigantycznych, no przeogromnych bieżących kosztów i na celowe działanie znacznie poniżej prog rentowności, bo głęboko wierzyła w to, że ten model biznesowy, który sobie wymyślili, jest tego wart. No i jak pokazała historia, jest tego wart, bo teraz Uber kosi pieniądze jak szalony. Dobrze prowadzony i funkcjonujący marketplace może być przede wszystkim niezwykle lekki też kapitałowo, bo platforma nie musi inwestować we własne fizyczne produkty, w drogie magazyny, w kosztowną flotę. wszyscy dostawcy mogą robić to za nią i jest też jako model bardzo łatwa do skalowania. Gdy cała ta niezbędna infrastruktura jest gotowa, no to koszt dodania kolejnej nowej osoby jest bardzo niski. Jeśli jesteś detalistą pokroju Biedronki, to pozyskanie nowego klienta w nowych miastach wymaga ogromnej inwestycji chociażby w budowę nowego sklepu. Ale jeśli jesteś Allegro czy temu, to nie musisz budować żadnego nowego sklepu, żeby zdobyć miliony nowych klientów. Wystarczy na dobrą sprawę, ja wiem, że to upraszczam, ale otworzyć sobie domenę Allegro Słowenia i już. Do tego dochodzi też potężny efekt sieciowy, bo im więcej użytkowników znajduje się po jednej stronie platformy, na przykład kupujących, tym bardziej atrakcyjna staje się ona dla drugiej strony, na przykład dla sprzedających. I po zdobyciu takiej masy atrakcyjność platformy rośnie niejako sama, bezpośredniego udziału firmy i bez ponoszenia dodatkowych kosztów marketingowych. No a to też daje niski koszt krańcowy do obsługi każdej kolejnej transakcji. Każdy kolejny nowo pozyskany klient systematycznie podbija więc marżę całej firmy. To jest ta słynna dźwignia operacyjna, która jest naczelnym przepisem na sukces każdej firmy. Marketplacey pokazują, że wielkie rzeczy da się budować bez wielkich fabryk, ale żeby taki biznes naprawdę hulał, to potrzebne jest też lekkie i skalowalne zaplecze. I tu wchodzi Revolute Business, partner tego materiału, gdzie za abonament rzędu 50 zł miesięcznie zyskujecie niesamowity wręcz wzrost efektywności własnego biznesu. Revolute Business to konto firmowe stworzone właśnie z myślą o nowoczesnych skalowalnych firmach. Tych, które potrzebują mniej papierologii, a więcej potrzebują kontroli. Z Revolut Business można prowadzić firmowe finanse w aż 34 walutach. Można wystawiać faktury, można zarządzać subkontami i można zarządzać wydatkami zespołu. Do tego można sobie generować wirtualne karty dla siebie i pracownika w zaledwie kilka sekund. No i prowadzić biznes międzynarodowo na różnych rynkach, w zasadzie od zaraz. Wszystko to dzieje się w jednej intuicyjnej aplikacji. To takie narzędzie, które rośnie razem z twoją firmą i pozwala skupić się na tym, co najważniejsze dla ciebie, na budowaniu wartości. Ze wszystkiego korzysta już ponad 500 000 firm na całym świecie, a każdego miesiąca dołączają dziesiątki tysięcy nowych. No i nie bez powodu, bo efektywność w X wieku zaczyna się od prostych decyzji, również takich jak wybór konta. Więc nie macie na co czekać, tylko pobierzcie sobie aplikację, przetestujcie to sami, a jeśli zrobicie to dodatkowo z linka w opisie tego nagrania, to odbieracie 200 zł bonusu dla nowych użytkowników. I warto się spieszyć, bo ta promocja jest ograniczona czasowo. No dobra, ale skoro mamy już model, który pozwala nam zarabiać bez posiadania czegokolwiek jak marketplace, to może teraz coś odwrotnego. Model, w którym to inni inwestują za nas. No i teraz witam wszystkich w świecie franchisingu. W przeciwieństwie do relatywnie młodego i nowoczesnego modelu marketplaceowego, franczyza ma swoje korzenie jeszcze w XIX wieku i wciąż po ponad 100 latach pozostaje niezwykle skuteczną i efektywną strategią do tego, żeby skalować sobie biznes, zwłaszcza w takich branżach jak handel detaliczny, jak gastronomia, jak hotelarstwo i szeroko pojęte usługi. Franczyza to model biznesowy, w którym jedna strona, franczyzodawca udziela tej drugiej stronie franczyzobiorcy prawa do prowadzenia działalności gospodarczej pod jej znaną rozpoznawalną marką według jakiegoś sprawdzonego systemu operacyjnego i w zamian za to pobiera sobie regularne opłaty i regularne prowizje. Franczyzobiorca zyskuje w ten sposób gotowy, sprawdzony przepis na biznes. Zyskuje nazwę, zyskuje knohow, zyskuje rozpoznawalność, zyskuje procedury operacyjne, zyskuje wsparcie marketingowe. a być może też zyskuje dostęp do jakichś centralnych dostaw i zaawansowanego systemu IT. A franczyzodawca skaluje się właśnie w taki sposób, żeby unikać większości kosztów operacyjnych i co najważniejsze inwestycyjnych, bo to przecież nie on bezpośrednio inwestuje i otwiera kolejne sklepy, restauracje czy hotele. Najbardziej znane i spektakularne przykłady franchez na świecie, no to raczej oczywiste. McDonald's, gigantyczna sieć hoteli Mariot czy Polska Żabka. Weźmy sobie na tapet przykład sieci Mariot, żeby jeszcze lepiej wyjaśnić na czym polega taki podział obowiązków między obiema stronami. Mariot odpowiada za dostarczenie znanej marki, szkolenie dla pracy personelu, prowadzenie globalnych i ogólnokrajowych działań marketingowych, a franczyzobiorca przede wszystkim inwestuje własny prywatny kapitał w zakup, adaptację albo budowę nowego hotelu. No i do tego odpowiada za jego codzienne bieżące zarządzanie. Musi też przestrzegać wszystkich narzuconych z góry standardów marki, czyli musi oferować wszystkie te usługi i produkty, które są wymagane przez sieć Mariot i do tego samodzielnie zatrudnia i samodzielnie zarządza personelem hotelu, a także, co najważniejsze dla franczyzodawcy, regularnie wnosi opłaty franczyzowe i opłaty marketingowe. Jaka jest największa wartość tego dla spółki matki? No przede wszystkim ekspansja bez konieczności ponoszenia gigantycznych inwestycji. Mało tego, to de facto ekspansja, za którą płacą inni, bo franczyzodawca może rozwijać swoją sieć praktycznie bez ponoszenia kosztów związanych z uruchomieniem każdej kolejnej lokalizacji. Możesz w relatywnie krótkim czasie pozyskać całą masę chętnych franczyzobiorców, którzy będą we własnym zakresie i na własne ryzyko wstawiać nowe restauracje lub hotele, a ty nie ponosisz żadnej bezpośredniej odpowiedzialności za ewentualne niepowodzenie jakiejś inwestycji. Jeśli okaże się, że dana lokalizacja jest słaba i nie ma w niej wystarczającej liczby klientów, no to głównie franczyzobiorca zostanie z problemem. Jasne, każda umowa jest inna. Czasem ma jakieś okresy wsparcia, czasem ma jakieś inne dofinansowania. Nie będę tu umawiał FFWset wyjątków. Nie zmienia to tego, że główne koszty ekspansji w przypadku tego modelu ponosi ktoś inny. Franczyzodawca zyskuje też stały i bardzo przewidywalny strumień przychodów, a dzięki temu przepływy pieniężne i wyniki finansowe są dużo bardziej przewidywalne i znacznie mniej podatne na wahania koniunktury niż gdyby samemu tworzył te placówki i samemu nimi zarządzał. No i w efekcie sytuacja finansowa takiej firmy jest o wiele bardziej stabilna, a to też ułatwia planowanie biznesu i daje naturalnie wyższy mnożnik do wyceny rynkowej. Główne wyzwanie tego modelu jest jedno. Najpierw musisz zbudować bardzo silną i rozpoznawalną markę. A to faktycznie może trwać latami. Nie musi, ale może trwać latami. No i trzeba też wypracować solidny i konkretny, powtarzalny system działania, bo powierzenie części swojego biznesu zewnętrznym, niezależnym kontraktorom zawsze będzie miało ryzyko utraty kontroli nad jakością. Franczyza bardzo dobrze działa, ale bardzo dobrze działa w świecie fizycznym. Tylko co jeśli zamiast sklepów, restauracji czy hoteli sprzedajemy kody albo coś cyfrowego? No i tu wchodzi trzeci model. SAS. Model, który zmienia software w maszynkę do pieniędzy. Mój konik i mój uwielbiany przeze mnie model. Software as a service. Jeden z najbardziej dochodowych, najbardziej skalowalnych, najbardziej dominujących modeli w całej współczesnej erze cyfrowej. Stał się fundamentem niemalże nowoczesnego oprogramowania. I to zarówno yy w zastosowaniach typowo konsumenckich, jak i zastosowaniach typowo korporacyjnych. SAS to w największym skrócie model biznesowy, w którym produkt jest dostarczany klientowi jako ciągła usługa. najczęściej w bardzo wygodnym i popularnym modelu subskrypcyjnym, bo użytkownik nie musi kupować żadnej drogiej licencji na własność, nie musi instalować programów lokalnie na swoim komputerze. Zamiast tego będzie sobie korzystał z aplikacji bezpośrednio przez internet, a dostawca będzie zapewniał całą niezbędną infrastrukturę, regularne automatyczne aktualizacje, pełne bezpieczeństwo danych, wsparcie techniczne i tak dalej, i tak dalej. Co jest w tym modelu najlepsze i najpiękniejsze biznesowo? powtarzalność przychodów połączona bardzo często z ujemnym, niezwykle korzystnym dla firmy, tak zwanym cyklem konwersji gotówki. Co to znaczy? Model SAS generuje stałe, przewidywalne, regularne przychody w formie cyklicznych subskrypcji, które to są najczęściej opłacane przez klientów w regularnych odstępach czasu i co najważniejsze przed formalnym dostarczeniem usługi do klienta. A to sprawia, że firma nie musi w ogóle czekać na swoje pieniądze, tylko dostaje je z góry. zanim jeszcze klient zacznie na dobre korzystać z wykupionej przez siebie usługi. I o tym, jak ogromne finansowe możliwości dla biznesu generuje właśnie taki komfortowy stan rzeczy, mówiłem już znacznie szerzej w osobnym filmie o tym, jak skutecznie zwiększyć swoją efektywność biznesową. Tylko że jeśli porównacie sobie taki nowoczesny model, gdzie klient płaci wam z góry za roczny dostęp do waszej platformy, do klasycznego tradycyjnego przedsiębiorstwa przemysłowego, które najpierw musi zamówić surowce, potem je zmagazynować, potem je przerobić na towar i potem wysłać do dystrybutora i na koniec cierpliwie poczekać 30, 60 albo i więcej dni na zapłatę, no to od razu widzicie jego przewagi. Firma SAS nie musi na co dzień dysponować ogromnym, zamrożonym kapitałem obrotowym, tylko po to, żeby móc normalnie funkcjonować w jakimś długim okresie od momentu zakupu surowców do momentu otrzymania zapłaty za gotowy produkt. SAS po prostu zgarniają co miesiąc albo co pół roku albo co rok z góry kasę od swoich klientów, jeszcze zanim ci klienci zaczną na dobre korzystać z platformy. Dzięki temu takie spółki mają stały dopływ kasy i nie muszą obawiać się o bieżącą płynność finansową. No i w połączeniu z tą powtarzalnością przychodów z opłat subskrypcyjnych taki biznes jest po prostu niesamowicie przewidywalny. Zresztą spójrzcie sobie na wykres kwartalnych przychodów spółki Hubspot od 2015 roku. Przez całą ostatnią dekadę nie zdarzył się ani jeden pojedynczy kwartał, w którym przychody tej firmy by spadły. Nie widać tu żadnej niekorzystnej sezonowości, nie widać pandemii, nie widać spowolnienia gospodarczego, nie widać wysokich stóp procentowych. Nic nie widać. Widać tylko piękny, stabilny, systematycznie rosnący biznes, bo funkcjonujący SAS jest ekstremalnie łatwy do skalowania. Może nie korzysta z efektu sieciowego w takim stopniu jak marketplace, ale dzięki temu nie wymaga też od firmy gigantycznych początkowych inwestycji w zbudowanie tej pierwszej krytycznej bazy użytkowników, bo produkt w modelu SAS może być tak samo użyteczny dla jednego pojedynczego klienta, jak i dla miliona klientów na całym świecie. Po zbudowaniu i wdrożeniu samej platformy koszt obsługi każdego dodatkowego użytkownika i tak jest bliski zeru, co tylko oznacza ogromny nieograniczony potencjał do skalowania bez konieczności ponoszenia proporcjonalnego wzrostu kosztów. No a to z kolei łączy się z bardzo niskimi kosztami krańcowymi. Znowu dodanie kolejnego płacącego klienta nic nie kosztuje. No i w efekcie mamy w takich biznesach kolosalne marże brutto, które typowo sięgają nawet 7090% i utrzymują się tam latami. Model SASy charakteryzuje jeszcze jeden istotny element. Lepkość. To taki kluczowy mechanizm, który decyduje o sile i długoterminowym sukcesie. Im bardziej lepkie jest dane oprogramowanie albo usługa, tym trudniej jest jego użytkownikowi z niego zrezygnować. Lepkość to w tym kontekście zdolność do skutecznego utrzymywania swoich użytkowników przez bardzo długi czas ze sobą. A to wynika między innymi z tego, że produkt jest bardzo zintegrowany na przykład z kluczowymi codziennymi procesami danego użytkownika. Wynika też z tego, że ewentualna migracja do jakiegoś alternatywnego rozwiązania jest bardzo kosztowna, czasem zaporowo kosztowna, nie tylko finansowo, ale być może też czasowo. Wynika z tego, że sam produkt z biegiem czasu dostarcza swojemu użytkownikowi coraz większą rosnącą wartość. Im dłużej się go używa, tym bardziej jest dla nas wartościowy. Tak jak na przykład Spotify, bo mamy tam już nasz algorytm. Ta lepkość nie ma nic wspólnego z jakimś uzależnieniem klienta na siłę. To po prostu taka naturalna lojalność, która wynika z użyteczności produktu. No i dzięki temu w modelach SAS mamy do czynienia z połączeniem bardzo niskich kosztów skalowania biznesu, z tym, że pozyskanemu klientowi bardzo trudno przejść do konkurencji. No to już jest perfekcyjny wręcz model takiego uzależnienia. klienta od siebie. Żeby lepiej zrozumieć tą lepkość, to porównajcie sobie platformę typu marketplace jak Allegros, o którym mówiliśmy, z typowym oprogramowaniem do prowadzenia księgowości, które może być dostarczane przez jakąś firmę w modelu SASym. Przeniesienie się ze swoim sklepem na inny konkurencyjny marketplace jest jakimś dużym problemem. Najczęściej duże sklepy internetowe i tak są obecne na wielu różnych platformowych jednocześnie. Ewentualna rezygnacja z której z nich nie musi być jakoś wybitnie bolesna. Jeśli chcemy z kolei zmienić w firmie oprogramowanie do prowadzenia księgowości, no to możemy trafić na szereg dużych problemów i też kosztownych problemów. Może okaże się, że migracja wszystkich historycznych danych jest skomplikowana i czasochłonna. Może okaże się, że potencjalne problemy z integracją nowego systemu będą potem nas zaskakiwać. Może okaże się też, że konieczność jest przeprowadzenia kosztownych szkoleń dla wszystkich pracowników w zakresie obsługi zupełnie nowego programu. To wszystko może w praktyce prowadzić do przestojów operacyjnych i do wygenerowania jakichś dodatkowych nieoczekiwanych kosztów. No a jeśli tak, to przecież jeśli nie trzeba, to nie będziemy tego robić i nie będziemy tego zmieniać. I dlatego właśnie SAS jest królem modeli biznesowych i królem subskrypcji. Tylko co jeśli można też zarabiać pasywnie bez miesięcznego przypominania, że istniejemy? No i tutaj wchodzi ostatni, czwarty model, w którym raz stworzona wartość może płacić przez dekady. Teraz wchodzimy do świata licencji i tantiem. Czwarty i ostatni model biznesowy ze ścisłej czołówki mojej prywatnej jest oparty na opłatach licencyjnych i znany jest także jako royalties. I to też tak jeden z najbardziej efektywnych kapitałowo modeli do generowania pasywnego długoterminowego przychodu. Najczęściej spotkacie go w branżach, które są związane z szeroko pojętymi dziełami popkultury takimi jak książki, muzyka, filmy czy gry komputerowe. Model royalties opiera się na sytuacji, w której jedna strona udziela drugiej prawa do komercyjnego korzystania z jakiegoś danego unikalnego dobra, najczęściej niematerialnego. Na przykład z utworu muzycznego, zawansowanej technologii, ze znanej marki, z opatentowanego wynalazku, z unikalnych treści czy nawet z wizerunku jakiejś osoby, a w zamian za to dostaje regularne i cykliczne opłaty. Najczęściej te opłaty mają charakter albo procentowy, 5% od przychodu ze sprzedaży produktu na danej licencji, albo stały na przykład nie wiem 10000 do$arów rocznie za prawo do korzystania z danej marki w jakimś zakresie albo hybrydowy, czyli łączący oba te elementy. Tylko żeby ten model mógł w ogóle zaistnieć, no to przede wszystkim musimy już posiadać jakieś IP, jakąś własność intelektualną, którą będziemy potem mogli licencjonować innym. To może być cokolwiek, no ale coś musi tu być i to jest potencjalnie największy problem royaltiesów. W tym modelu powtarza się też wiele zalet, które były już omawiane przy okazji poprzednich modeli. Własność intelektualna, podobnie jako programowanie w modelu SASowym albo silna marka w modelu franczyzowym, jest w stanie generować dla swojego właściciela bardzo znowu powtarzalne i co ważne w dużej mierze pasywne przychody. Gdy raz stworzycie albo kupicie jakąś cenną, unikalną wartość niematerialną, no to możecie ją potem monetyzować wielokrotnie, bez konieczności jakiejkolwiek fizycznej produkcji. Własność intelektualna nie wymaga też gigantycznych nakładów inwestycyjnych w budowę fabryk, w produkcję, w magazyny, w skomplikowaną logistykę. Czasem wystarcza samo chronione prawnie prawo do danej marki czy do danej licencji. Znowu trochę zaczerpeliśmy tu elementów związanych z franczyzą, ale tak czy inaczej głównie angażowany jest tu kapitał intelektualny. Równie dobrze możecie wymyśleć jakąś super własność intelektualną, jakąś super postać i być może wejdziecie w tym w jakiś wiral. No żeby daleko nie szukać, laleczki Labubu, w sumie pacynki, maskotki Labubu, jeszcze 2 lata temu nie istniały, a teraz, puf, są wszędzie. Skal takiego biznesu, kiedy już mamy jakieś unikalne IP, może być też banalnie proste. Można w tym czasie sprzedawać i licencjonować tą własność niemal nieskończonej liczbie różnych podmiotów, różnych branż i bez końca, bez żadnego limitu brać od nich kasę. Nie trzeba się też martwić o globalne moce produkcyjne, nie trzeba się martwić o cykle koniunkturalne. W tym modelu możemy osiągnąć prawdziwą biznesową długowieczność. Nowoczesna technologia nieustannie się rozwija. Jeśli firma działająca w modelu SAS albo w marketplace nie będzie na bieżąco rozwijać i ulepszać swojej platformy, no to z czasem konkurencja zaoferuje coś lepszego i po prostu być może wygryzie ją z rynku albo po prostu świat wymyśli sobie jakiś substytut dla tej usługi. A dobrze i skutecznie chronione prawnie IP może generować dla swojego właściciela regularne przychody przez całe dekady i to bez jakiegokolwiek ciągłego udoskonalenia samego produktu. No bo patrzmy sobie chociażby na postacie Disneya. Mamy tu też do czynienia z pewnym pośrednim działaniem efektu sieciowego, bo im więcej firm i produktów korzysta z naszego IP, tym bardziej IP staje się popularne, tym bardziej staje się rozpoznawalne i tym bardziej jest pożądane dla kolejnych licencjonobiorców. I oczywiście próg wejścia w ten model potencjalnie jest ogromny, no bo musimy zdobyć prawo do jakiejś ogólnie pożądanej na rynku marki, ale teoretycznie jest też zerowy, bo możemy ją przecież wymyślić i zwłaszcza w dobie łatwych, w cudzysłowie wirali w social mediach, to wcale nie jest nierealne. Jak więc widzicie, najpotężniejsze modele biznesowe świata wcale nie potrzebują fabryk, tysięcy pracowników, spektakularnych kampanii reklamowych. One po prostu działają mądrzej i to właśnie takich trzeba szukać, jeśli chce się inwestować z sukcesami. A jeśli ty też chcesz, żeby twój biznes działał mądrzej, no to nie musisz od razu stawiać imperium na miarę Disneya. Czasem wystarczy lepiej dobrać narzędzia, takie nawet podstawowe, które pomagają ci sprawniej działać każdego dnia. Dlatego pamiętajcie o Revolut Business, kiedy będziecie myśleć o narzędziach firmowych, bo to coś, co realnie pomaga wam działać sprawniej. od wirtualnych kart przez konta wielowalutowe aż po kontrolę nad wydatkami. Korzysta z tego rozwiązania już ponad pół miliona firm na całym świecie, a co miesiąc dołączają dziesiątki tysięcy kolejnych. Nie bez powodu po prostu lepiej tracić mniej czasu na administrację, a więcej czasu poświęcać na rozwijanie własnego biznesu. A jeśli z kolei chcecie bliżej poznawać różne modele biznesowe i to jak na nich zarabiać, to koniecznie sprawdźcie też wersję premium portalu DNA, gdzie można dołączyć do ponad 2500 innych inwestorów, którzy codziennie dostają różne analizy i przemyślenia o rynkach, gospodarce ode mnie i całego naszego zespołu DNA, a także obserwują tam jak ja inwestuję własne oszczędności w portfelach o łącznej wartości ponad 4,5 miliona złot. To duże pieniądze, które dają dużo emocji, ale gwarantuję, że dają jeszcze więcej nauki. Więce na ten temat znajcie na stronie premiumdnaryynków.pl. Link jest oczywiście w opisie tego nagrania. A w tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć. [Muzyka] [Muzyka]

Przewijanie do góry