Czego dowiesz się z filmu?
Chcesz wiedzieć, kogo warto naśladować na rynkach finansowych? Ten film to dogłębna analiza zjawiska „rynkowych guru”.
- Kim są rynkowi guru i jak zdobywają zaufanie?
- Jakie mechanizmy psychologiczne sprawiają, że im wierzymy?
- Czy warto ślepo podążać za ich radami?
- Kogo warto obserwować, a kogo traktować z dystansem?
- Prezentacja konkretnych przykładów, m.in. Warren Buffett, Peter Lynch, Aswath Damodaran, Ray Dalio, Paweł Malik, Michael Burry, Cathie Wood, Rafał Zaorski.
- Omówienie strategii inwestycyjnych i źródeł informacji o tych inwestorach.
- Jak odróżnić guru od osób z udokumentowanymi wynikami?
- Zagrożenia związane ze ślepym podążaniem za guru.
- Wskazówki, jak zachować obiektywizm i podejmować własne decyzje inwestycyjne.
Film porusza kwestie psychologii inwestowania, omawiając wpływ emocji na podejmowane decyzje. Przedstawia też praktyczne przykłady analizy portfeli inwestycyjnych znanych postaci ze świata finansów. Dowiedz się, jak korzystać z wiedzy ekspertów, zachowując jednocześnie krytyczne myślenie.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
We wrześniu 2008 roku Warren Buffett zainwestował 5 miliardów dolarów w akcj Goldmans. W samym środku finansowego piekła, kiedy rynki traciły grunt pod nogami, on zdecydował się wesprzeć bank inwestycyjny, w którym inni widzieli już tylko problemy z płynnością. w tr lata zarobił na tym ruchu 3,7 miliarda dolarów, a dodatkowo otrzymał gwarancję z okupu akcji po stałej cenie, co przyniosło kolejne miliardy zysku. W drugiej połowie lat 80 Peter Lynch zarządzający funduszem Magelan Fidelity postawił nam mało spektakularną, ale bardzo konkretną spółkę Dunking Donuts. zainwestował po tym, jak sam regularnie odwiedzał lokale i zauważył, że przed sklepami ustawiają się kolejki, a klienci wracają dzień po dniu. Ta prosta obserwacja z ulicy przerodziła się w jedną z jego najbardziej dochodowych inwestycji. W ciągu kilku lat wartość akcji Dunkin Donuts wzrosła 15okrotnie i do dziś jest przykładem tego, że skuteczne inwestowanie może zaczynać się od uważnego patrzenia na to, co dzieje się tuż obok. Takie przykłady inspirują, ale też trochę usypiają czujność, bo skoro im się udało, to może wystarczy kogoś posłuchać i powtórzyć jego ruchy. No właśnie może. W czasach, gdy rynek finansowy przypomina bardziej pole minowe niż logiczną układankę, wiele osób zaczyna szukać pomocy i wskazówek. Inwestorzy szukają kogoś, kto powie: "Spokojnie, wiem, co należy zrobić". Trzeba przyznać, że w natłoku analiz, prognoz i informacji w social mediach ta potrzeba staje się zupełnie zrozumiała i właśnie wtedy na horyzoncie pojawia się on, rynkowy guru, człowiek, który sprawia wrażenie, że wie o finansach wszystko. W dodatku mówi spokojnie, pewnie i nie panikuje. Wszystko to sprawia, że jest w stanie pociągnąć za sobą tłumy. podaje coś, czego w finansach bardzo brakuje. Poczucie bezpieczeństwa, poczucie, że można przewidzieć przyszłość, a kapitał nie tylko chronić, ale nawet i pomnożyć. Tylko czy rzeczywiście powinniśmy ufać tym ludziom bez zastrzeżeń? Czy ich pewność to efekt wiedzy, czy może doświadczenia w budowaniu narracji? Bo może rynkowi guru niekoniecznie wiedzą więcej. Może po prostu mówią to lepiej. Może nie karmią nas faktami, tylko emocjami. W tym materiale przyjrzymy się zjawisku rynkowych guru z różnych stron. Kim są, jak zdobywają zaufanie, jakie mechanizmy psychologiczne sprawiają, że ludzie chcą im wierzyć i dlaczego warto zachować wobec nich zdrowy dystans, nawet jeśli mówią dokładnie to, co chcemy usłyszeć. Zanim jednak zaczniemy, warto zaznaczyć jedną ważną rzecz. Trzeba odróżnić rynkowego guru od osoby, która regularnie osiąga ponadprzeciętne wyniki, bo to nie to samo. Siedmioroczna stopa zwrotu z indeksu S&P 500 za ostatnie kilkadziesiąt lat uwzględniając dywidendy waha się między 9 a 10% rocznie. Oznacza to, że jeśli ktoś przez długi czas, czyli minimum na przykład dekadę, osiąga wyniki powyżej tego poziomu, robi coś naprawdę wyjątkowego. Czym są ponadprzeciętne wyniki i jak trudne są one do osiągnięcia? Dobym tego przykładem są wyniki Warrena Buffeta i Petera Lyncha. Średnioroczna stopa zwrotu indeksu S&P 500 w długim terminie wyniosła 9,8%. Tymczasem Peter Lynch w tym samym czasie przez 13 lat osiągał niemal 30% stopę zwrotu, a Buffet od dekad utrzymuje wynik blisko 20%. To nie są dobre wyniki, to są statystyczne cuda. Dlatego warto odróżniać rynkowego guru, który działa jak celebryta od prawdziwego inwestora z trau rekordem, którego wyniki realnie biją rynek. Bo jedno to mówić pewnym tonem na YouTubie, a drugie to przez lata konsekwentnie zarabiać więcej niż generuje chociażby indeks S&P 500. Przed tym jak ja przedstawię swoje propozycje osób do śledzenia daj znać w komentarzu kogo ty śledzisz i czyje zdanie szanujesz. Stałych widzów proszę o łapkę w górę. Jeżeli nie chcesz, żeby omijały cię wartościowe materiały, no to koniecznie dołącz do ponad 100 000 subskrybentów naszego kanału. Partnerem odcinka jest i Europe, oficjalny partner handlu online Lecha Poznań, który oferuje dostęp do kontraktów CFD. Jest już nowy odcinek podcastu Pospekulujmy. Link znajdziesz w opisie. Zaczynamy odcinek. Mówiąc o rynkowych guru dobrze opowiedzieć o konkretnych osobach, o tych których warto śledzić, bo ich wiedza, doświadczenie i podejście naprawdę mogą pomóc lepiej zrozumieć rynek. Ale warto wspomnieć też o takich, którzy może są głośni, może mają charyzmę i dużą społeczność, ale niekoniecznie warto brać każde ich słowo za pewnik. Oczywiście nie chodzi o to, aby kogoś hejtować czy wystawiać na publiczne biczowanie. Świat nie jest czarno-biały. Wszyscy jesteśmy ludźmi, a ci mniej warci uwagi też mogą mieć dobre momenty, ciekawe przemyślenia lub fajną energię. Po prostu warto zachować czujność i nie łapać się na każde hasło tylko dlatego, że brzmi dobrze albo pasuje do tego, co chcemy usłyszeć. Są tacy, których warto słuchać i nie dlatego, że mają znane nazwiska, ale dlatego, że mają skuteczność. No i oto rynkowi gó, których według mnie warto obserwować. Zaczynamy od absolutnie oczywistego przykładu. Jeśli ktoś zaczyna swoją przygodę z inwestowaniem i nie wie komu zaufać, być może warto właśnie zacząć od Buffeta. Człowiek, który przez dziesiątki lat trzymał się jednej prostej zasady. Kupuj dobre biznesy i nie panikuj. Brzmi zbyt łatwo? No może tak, ale on na tym zbudował jedną z największych fortun na świecie. Buffet nie sprzedaje kursów, nie szuka poklasku, po prostu robi swoje. W dodatku pokazuje, że w inwestowaniu wygrywają nie ci, którzy krzyczą najgłośniej, tylko ci, którzy myślą najprościej. Ale niestety wiemy też, że Buffet rezygnuje z funkcji prezesa Bersai Hafeway, więc kończy się jedna z największych historii inwestycyjnych świata. Skąd czerpać informacje o decyzjach Buffeta? Yyy, jednym z serwisów jest yyy Datorama. Znajdziemy tam między innymi interaktywną tabelę z procentowymi udziałami w portfelu, zmianami i konkretnymi datami. W pierwszym kwartale 2025 roku portfel Besh Haveway wart był ponad 258 miliardów dolarów, a dominowały w nim spółki z sektora finansowego ponad 35% i technologicznego ponad 26%. Mimo że Buffet znany jest z konserwatywnego podejścia, ponad połowę portfela ulokowana była w tych dwóch potencjalnie bardziej zmiennych sektorach. Mimo że Buffet nie używa social mediów, to co roku publikuje otwarte listy, w których analizuje całość podejmowanych decyzji od zakupów nowych spółek po uzasadnienie, dlaczego trzymał się swoich decyzji. Można je czytać bezpłatnie, bezpośrednio na stronie BSI Halfa. Link podrzucam w opisie. Mam nadzieję, że dalej te listy będą się pojawiały i będzie tam ręką ręką chociaż kilka akapitów w wykonaniu Buffeta. Kolejna osoba warta uwagi to Peter Lynch, czyli inwestor, który nie potrzebuje 10 ekranów z wykresami, żeby wiedzieć w co warto wrzucić pieniądze. On pokazuje, że przewagę często nie buduje się w Excelu, tylko w codziennym życiu. W tym co można zobaczyć w sklepie, w tym co kupują znajomi, w tym co znajduje się na naszych półkach w łazience. to inwestor, który naprawdę słuchał świata wokół i właśnie dzięki temu osiągał świetne wyniki. Uczuł, że nie trzeba być geniuszem, żeby inwestować dobrze. Wystarczy być uważny. Gdzie śledzić podejście inwestycyjne Petera Lincha? Peter Lynch od lat oczywiście nie zarządza aktywnie pieniędzmi i nie publikuje już regularnych analiz ani też aktualnych decyzji inwestycyjnych. przeszedł na emeryturę naprawdę dawno temu, bo w 1990 roku, ale mimo to można się sporo nauczyć śledząc jego strategię, podejście i konkretne decyzje z przeszłości. Dlatego najlepiej śledzić go czytając jego książki i to w zasadzie prawdziwe mapy myśli dla inwestora detalicznego. Po jakie pozycje warto sięgnąć? Pierwsza one upon wall se, czyli pokonać giełdę. pokazuje jak zwykły inwestor może znaleźć świetne spółki obserwując codzienne życie. Druga beating the street, czyli pobijanie rynku zawiera konkretne przykłady inwestycji z czasów, gdy zarządzał funduszem Magelan. I trzecia, Learn to Earn. Bardziej edukacyjna pozycja, świetna dla początkujących, pokazująca też, że ogólne podejście do bogacenia się ma sens i też powinniśmy zadbać nie tylko o to, żeby zarabiać na rynkach finansowych, ale też zadbać o własne pieniądze. Trzecia osoba w naszym przedstawieniu to Damodaran, czyli profesor, którego każdy chciałby mieć na uczeni. Potrafi wytłumaczyć złożone wyceny w maksymalnie prosty sposób. Ma ogromną wiedzę, ale nie szpaniuje nią. Jego wykłady to nie wykresy i nuda, tylko konkret, luz i pasja. Zamiast straszyć trudnymi modelami, on pokazuje jak naprawdę myśleć o wartości firmy. I właśnie dlatego jego materiały są tak cenione, bo uczą jak analizować zamiast tylko kopiować. Damodoran nie sprzedaje złudzeń, nie wróży swusów i nie mówi: "To będzie rosło, bo tak czuję". Siada za kalkulatorem danymi i tłumaczy dlaczego coś ma wartość albo jej nie ma. Wycena, która nie opiera się na opowieści jest zarówno bezduszna, jak i niewiarygodna. A przecież pamiętamy opowieści lepiej niż arkusze kalkulacyjne. Gdzie śledzić pana Damodarana, jego podejście do wyceny spółek? Najważniejsze źródło informacji to blog Massings on Markets. Na blogu, do którego link podrzucam, dzieli się swoimi najnowszymi analizami. Często porównuje tam rynki, wyceny spółek i komentuje wydarzenia ekonomiczne, jak na przykład Cła i kryzysy. Damodaran bardzo aktywnie publikuje również na Xie. Aktualizuje swoje kluczowe wskaźniki jak equity Risk Premium. publikuje krótkie komentarze o wycenach i omawia założenia modeli. Warto zajrzeć również na stronę internetową New York University Stern. Tam profesor Damodaran udostępnia wykłady, notatki, nagrania z kursów i webinaria. Wszystko związane z wyceną DCF, wskaźnikami i przykładami analiz spółek. Kolejna osoba w naszym zestawieniu to Reidalio. Inwestor, który patrzy na świat jak na wielką układankę. Nie interesuje go tylko jedna spółka czy wykres. Jego interesuje wszystko. Od sytuacji politycznej w Chinach po cykle gospodarcze sprzed 300 lat. Czyta, analizuje i łączy kropki jak nikt inny. I choć momentami brzmi jak ekonomiczny filozof, to jego książki i raporty naprawdę pomagają zrozumieć, co się dzieje z gospodarką. Dalio to osoba, która nie daje gotowej odpowiedzi, w zasadzie bardziej daje mapę. Gdzie śledzić Reya Dali i jego styl inwestowania? Na pewno dobrym źródłem informacji będzie jego profil na portalu X. Tu sam Daliio opublikuje komentarze o świecie, rynkach i gospodarce. Świetnym przykładem jest jego wpis z czerwca 2025 o pękającej amerykańskiej bombie zadłużeniowej, gdzie doradzał inwestowanie w tips, czyli obligacje chronione chroniące przed inflacją złoto i rekomendował również inwestycje w bitcoina. Reidalio zarządza obecnie portfelem o wartości uwaga 21 miliardów dolarów rozproszonym na aż 794 spółki. Na stronie internetowej Quiver Quant możemy podejrzeć zaawansowany podział portfela Bridge Water z danymi sektorowymi i transakcyjnymi. Największe pozycje to SPY, IVV i IMG. Ale uwaga, fundusz zredukował mocno udziały w indeksie SPY 59%, jednocześnie zwiększając ekspozycję na spółki o takich tickerach jak Baba, BKNG czy GLD. Bridgewater rotuje dynamicznie szukając okazji w różnych sektorach od technologii po surowce. Jeżeli ktoś chce zrozumieć co oznacza fraza trend is your friend powinien przeczytać książki Wiktora Sperandeo. Sperandeo to trader z krwi i kości przeszedł wszystkie cykle rynkowe, zanim social media zaczęły istnieć. w latach 80 zasłynął tym, że przewidział krach z 87 i zarobił na tym grube miliony. Ale jego największą siłą nie była spektakularna jednorazowa transakcja, tylko konsekwencja i zdolność do odcinania strat i brutalna dyscyplina. Jego książki to niemotywacyjne bzdury, to podręczniki dla tych, którzy naprawdę chcą żyć z rynku. Śledzenie decyzji inwestycyjnych Victoria Sperandeo to nie taka prosta sprawa jak w przypadku Buffeta czy Dalio. Przede wszystkim nie prowadzi aktywnej działalności w mediach społecznościowych. Nie znajdziemy go też w zestawieniach raportów 13F, czyli nie zarządzał funduszem o takich rozmiarach, które wymagałyby ujawnienia portfela przed SEK. Jego nazwisko można jednak znaleźć w bazie Alpha Financial Technologies, firmy, która jest współzałożycielem. To właśnie tam dostępne są informacje na temat strategii rynkowych, które odzwierciedlają jego makroekonomiczne podejście i sposób myślenia o rynku. Dla osób zainteresowanych głębszym zrozumieniem jego filozofii inwestycyjnej, dobrym punktem wyjścia będą książki jego autorstwa, zwłaszcza trader, czyli metody mistrza z Wall Street. Publikacja ta uchodzi za jedną z najbardziej przystępnych, a zarazem rzeczowych lektur o tematyce zarządzania ryzykiem i praktycznym podejściu do spekulacji. I tak żeby nie tylko mówić o zagranicznych legendach inwestycyjnych, no to przenieśmy się na polskie podwórko, by przybliżyć sylwetkę Pawła Malika. U niego nie zobaczy się krzykliwych nagłówków ani obietnic. szybkich milionów. Można znaleźć natomiast coś co znacznie cenniejszego. Systematyczność, przejrzystość i wyniki, które bronią się same. Od lat prowadzi publiczny portfel IKE, do którego regularnie wpłaca dostępne limity dla konta IKE oczywiście, a którego wartość na koniec 2024 wyniosła prawie 2,5 miliona złot. Jego styl to inwestowanie fundamentalne, długoterminowe, oparte na konkretnych liczbach i rzetelnej analizie spółek. Głównie z GPF portfel IKE Pawła Malika od 2011 roku osiągnął imponującą średnioroczną rentowność na poziomie 34% przynoszącu łącznie ponad 2,2 miliona złot zysku z wpłat wynoszących nieco ponad 200 000 zł. W samym 2024 jego portfel wzrósł o 19% znacząco bijący benchmark SVIG 80, który zanotował jedynie 3% wzrost. Pawła śledzić możecie chociażby na portalu X. To były rekomendacje do obserwacji. Teraz przechodzimy do postaci, które przyciągają uwagę, ale niekoniecznie z właściwych powodów. Pierwszą osobą jest Michael Berry. Berry jako jeden z nielicznych zauważył, że cały amerykański rynek nieruchomości to bomba z opóźnionym zapłonem i zarobił fortunę, kiedy w 2008 roku wszystko się posypało. Totalny outsider, analityczny freak, który czytał dokumenty, na które nikt nie miał cierpliwości. Zdecydowanie miał odwagę i upór, żeby postawić się całemu systemowi i wygrał. Ale podejście do tego, w jaki sposób to zrobił, pozostawia wiele do życzenia. Ale i to co ważne, po tej spektakularnej wygranej sprzed kilkunastu lat zrobił się zdecydowanie trudniejszy w odbiorze. Jego kolejne prognozy często są mroczne, przesadzone, a styl komunikacji przypomina bardziej alarm niż analizę. Czasem można odnieść wrażenie, że trochę za bardzo chce, żeby znowu mieć rację. Z Michaelem Brym sprawa wygląda tak, że jego poczynania nawet ciężko jest w jakikolwiek sposób śledzić. Jego oficjalne konto na portalu X od dawna świeci pustkami. Berry regularnie kasuje nie tylko swoje tweety, ale i całe konta. Zdarza się, że wraca, wrzuci kilka przemyśleń, po czym znów znika. Jeśli ktoś potrzebuje konkretów, najlepiej sięgnąć po formularze 13F, czyli obowiązkowe raporty funduszy zarządzających dużym kapitałem. W w najnowszym raporcie za pierwszy kwartał tego roku jego fundusz Sion Asset Management raportował siedem pozycji, z czego większość to opcje płó między na Nvidia, Alibabe czy JDCOM, łączna wartość portfela niecałe 200 milionów i wyraźne wycofanie z wcześniejszych pozycji długich i w zasadzie skupienie się na hedgingu. Kolejny guru to bardziej bohater filmu niż podręcznika do finansów, a w zasadzie też mowa o oszuście. Jordan Belfford, czyli wilk z Wall Street to przykład tego, jak potężnym narzędziem może być umiejętność wpływania na ludzi, jak cienką jest granica między inspiracją a manipulacją. Miał niesamowity talent do sprzedaży, błyskawicznego budowania zaufania i podkręcania motywacji w zespole, ale przez lata używał tych umiejętności w sposób, który wyrządzał więcej szkody niż pożytku. Dziś przynajmniej nie udaje, że to była dobra droga. Opowiada o niej szczerze, często z dystansem i autoironią. Jego historia to bardziej przestroga niż przewodnik. Jeśli ktoś trafi na Jordana Bforta na Instagramie, to raczej nie znajdzie tam rynkowych i wartościowych analiz. Bardziej prawdopodobne jest zobaczenie kolejnego motywacyjnego cytatu w otoczeniu drogich zegarków. Taki trochę gówno content na X też bywa. Czasami rzuci luźny komentarz o rynku albo o tym jak NFT miały zmienić świat. Ale trudno tu mówić o jakiejkolwiek regularności czy głębi. Raczej przypomina to echo przeszłej legendy niż realne źródło inwestycyjnej wiedzy. Krótko mówiąc, Belford bardziej sprzedaje dziś siebie niż jakiekolwiek konkretne strategie. Teraz czas na najbardziej barwną postać polskiej sceny spekulacyjnej, Rafała Zaorskiego. Zaorski to bardziej zjawisko niż inwestor. Sam mówi o sobie: "Spekulant, nie analityk i faktycznie jego styl to nie fundamenty, tylko szybkie strzały, wysoki lewar i dużo emocji. Trochę hazardzista, może nawet nie tyle trochę. Jeden dzień plus 10 milionów, kolejny potężna strata. show, które przyciąga tłumy, ale pod medialnym szumem kryje się gość, który potrafi błyskotliwie też komentować rynek i ma talent do budowania społeczności. Tyle że jego droga nie ma wiele wspólnego ze stabilnym inwestowaniem czy budowaniem portfela, raczej z grą w ruletkę. A przecież w inwestowaniu nie chodzi o to, żeby co d lata zaczynać od początku. Rafała Zaorskiego najłatwiej spotkać tam, gdzie spekulacja ma swoją naturalną scenę, czyli na Twitterze obecnie platformie X. To właśnie tam wrzuca nie tylko screeny ze swoich pozycji, ale też komentarze o rynku, które potrafią wzbudzić równie dużo emocji, jak jego zagrania. W kwietniu przyznał się do straty na poziomie 53 milionów złot. Jeżeli śledzisz Rafała, to mam nadzieję, że dla rozrywki, a nie dla inwestycyjnych wniosków. Teraz przyjrzyjmy się kobiecie, która postawiła wszystko na innowacje i o dziwo na tym nie zyskała zbyt wiele. Katy Wood niecodzienny obrazek w świecie ETFów. To właśnie ona zmieniła Arc Invest z przeciętnego gracza w symbol technologicznych spekulacji, ale jej podejście to często wszystko albo nic, co sprawia, że portfele Arku przypominają bardziej rollerco niż stabilną inwestycję. Spektakularne wzrosty w latach 2020-23 szybko zmieniły się w miliardowe straty, a śmiałe tezy zderzyły się z brutalną rzeczywistością rynków. Wood inwestuje z pasją, czasem aż za bardzo. Trudno uznać ją za wzór do naśladowania, ale jako inspiracja do myślenia o przyszłości nawet trochę intryguje. Fundusz zarządzany przez Katy Wood Arc Investment Management na koniec marca tego roku posiadał portfel o wartości ponad 9 miliardów dolarów złożony aż ze 190 spółek. Największe pozycje to nadal spółki z pogranicza technologii innowacji takie jak Tesla, Roku, Palantir, Roblox czy Coinbase. Większość z nich w ostatnim czasie notowała spadki sięgające 20%, co odzwierciedla dużą zmienność i ryzyko, które od lat towarzyszą strategii inwestycyjnej ARK. Okej, ale co z tymi wszystkimi obserwacjami zrobić? Z perspektywy zwykłego inwestora finansowy guru to ktoś więcej niż ekspert od wykresów czy raportów kwartalnych. To ktoś kto wnosi spokój tam gdzie panuje ogromna niepewność. Osoba, która daje nadzieję, że możliwe jest zrozumienie czegoś tak nieprzewidywalnego, jak rynek finansowy. Bo kiedy rynek wariuje, a nasze oszczędności wydają się coraz mniej bezpieczne, pojawia się naturalna potrzeba, żeby znaleźć kogoś, kto nas przez to wszystko przeprowadzi. Prawda jest taka, że większość z nas nie ma czasu, aby codziennie analizować dane, przeglądać wykresy czy czytać raporty makroekonomiczne. Więc jeśli pojawia się ktoś, kto pokazuje gotowe wnioski i wydaje się mieć plan, to bardzo łatwo jest mu zaufać. Szczególnie wtedy, gdy sami czujemy się niepewnie w świecie, który zmienia się z dnia na dzień. Z biegiem czasu ta relacja przestaje być tylko chłodnym śledzeniem analiz czy suchych komentarzy o rynku. zaczyna się robić bardziej osobista. Chociaż tak naprawdę wszystko się dzieje tylko po jednej stronie ekranu. Widz zaczyna czuć, że zna tę osobę. W końcu regularnie śledzi jej opinię, widzi twarz, słucha jej głosu. To już nie jest tylko ekspert, to ktoś, komu zaczyna się po prostu ufać. jak dobremu przyjacielowi, którego zawsze można posłuchać, kiedy robi się nerwowo i nawet jeśli ten guru mówi rzeczy, które przeczą danym czy zdrowemu rozsądkowi, to i tak wielu ludziom wystarczy, że mówi to przekonująco. Wtedy nie wierzy się już w liczbę, wtedy wierzy się w człowieka i wtedy zaczyna się dziać coś ciekawego, ale też trochę niebezpiecznego. Jeżeli guru raz dobrze trafi z prognozą, to dla wielu osób staje się niemal prorokiem. Ta jedna sytuacja, czasem przypadkowa, zostaje zapamiętana i powtarzana jak mantra. A jeśli potem coś mu się nie uda i pomyli się z kolejną prognozą, no w zasadzie nic nie szkodzi. Wtedy zawsze znajdzie się jakieś usprawiedliwienie. Rynek był nieracjonalny, to się jeszcze wydarzy. Trzeba tylko poczekać. Widzowie nie chcą stracić wiary, bo zainwestowali w tego człowieka nie tylko czas i uwagę, ale też emocje. A przyznanie, że guru się pomylił często oznaczałoby przyznanie, że samemu dało się nabrać. I właśnie dlatego łatwiej jest dalej wierzyć niż się wycofać. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że skoro guru mówi o pieniądzach, to zarabia na inwestowaniu. Niestety prawda często wygląda inaczej. Dla wielu z nich to nie rynek jest źródłem dochodu, tylko własna popularność. zarabiają na sprzedawaniu kursów, e-booków w zamkniętych grupach, płatnych konsultacjach czy sponsorowanych postach. To właśnie dlatego tak bardzo zależy im, aby wyglądać na tych, którzy zawsze wiedzą, co się wydarzy. Oni nie muszą mieć racji. Oni muszą wyglądać na przekonanych, bo to właśnie pewność siebie sprzedaje się najlepiej. Ludzie nie kupują prognoz, kupują poczucie bezpieczeństwa. Kupują narrację, w której guru wie lepiej niż cały świat. tym większa pewność, tym większe zaufanie. A im większe zaufanie, tym więcej ludzi klika, kupuje, udostępnia. I właśnie dlatego przyznanie się do błędu staje się problemem, bo wizerunek guru opiera się na przekonaniu, że on się nie myli. To nie jest zwykła pomyłka, to ryzyko utraty twarzy, a im większa publiczność, tym trudniej powiedzieć: "Pomyliłem się". Ego zaczyna grać pierwsze skrzypce. Pojawia się presja. muszę mieć rację, bo inaczej stracę wpływy, reputacje, a może nawet i dochody. Z tego właśnie powodu wielu guru woli trwać przy swoich tezach, nawet wtedy, gdy rynek brutalnie pokazuje, że rzeczywistość wygląda inaczej. Wolą mówić rynek się myli, że to się wydarzy tylko później, bo jeśli raz przyznają, że się pomylili, mogą już nigdy nie odzyskać tej aury nieomylności, którą tak długo budowali. Pojawia się największy paradoks. Rynkowy guru może nie inwestować ani złotówki, może nie mieć żadnych spektakularnych wyników, a i tak być postrzegany jako finansowy autorytet, bo nie liczy się to, czy sam zarabia. Tutaj liczy się, czy brzmi jak ktoś, kto zarabia i dopóki brzmi przekonująco, tłumy będą go słuchać. Zjawisko rynkowych guru nie działa tylko na poziomie analiz i strategii inwestycyjnych. Tu ogromną rolę grają emocje, psychologia i dynamika relacji między twórcą a jego społecznością. Wystarczy przyjrzeć się temu, co dzieje się, gdy guru się pomyli. Czasem znika, po prostu przestaje się odzywać, nie tłumaczy i nie aktualizuje już swoich prognoz w taki finansowy ghosting. Jeszcze tydzień temu publikował codzienne analizy, teraz cisza, bo błędne prognoza burzy narrację. A skoro wcześniej mówiło się z pełnym przekonaniem, no to teraz trudno wyjść i przyznać się do błędu. A klikają się te rzeczy, gdzie ktoś mówi, że jest przekonany, że inni to głupcy i debile, więc często często ciężko do takich postów się odnieść. No a ludzie czekają albo szukają sobie nowego góru. Z drugiej strony ogromna presja w zasadzie jest też odczuwalna przez samego twórcę. Pojawia się wtedy tak zwana presja audiencji. Im większa społeczność, tym trudniej jest zmienić zdanie. Jeśli przez wiele miesięcy mówiło się, że złoto to jedyna bezpieczna przestań albo kryzys przyjdzie jesienią, to ciężko nagle wycofać się z tej narracji, kiedy rynek idzie w drugą stronę, bo pojawia się pojawiają się komentarze, a nie mówisz czegoś innego, to w końcu jak jest naprawdę. Guru zaczyna grać rolę, z której nie może już wyjść, nawet jeśli sam zaczyna wątpić w to, co wcześniej mówił. Tysiące oczu patrzą, więc trzyma się swojej wersji dla spójności, dla wizerunku, ale też dla świętego spokoju. Ciekawym zjawiskiem jest też coś, co można nazwać efektem sekty rynkowej. Kiedy dana społeczność wokół guru rośnie na tyle, że zaczyna żyć własnym życiem. Tworzy się zamknięta bańka. Wejście do niej daje poczucie przynależności, wspólnej misji, wręcz ekskluzywnej wiedzy. To właśnie ta wspólnota wokół konkretnej narracji sprawia, że nawet jeśli guru mówi rzeczy coraz mniej sensowne, to społeczność i tak je zaakceptuje. Krytyczne głosy są wyciszane, niewygodne pytania ignorowane, a każdy, kto ośmieli się mieć wątpliwości, jest szybko uznawany za hejtera. W takiej atmosferze nawet rozsądny człowiek może stracić czujność, bo nikt nie chce być wyrzucony z elitarnego klubu. Do tego dochodzi jeszcze coś bardziej osobistego. Projekcja własnych potrzeb. Wielu ludzi przypisuje guru to, czego im samym brakuje. Ktoś, kto czuje się zagubiony na rynku, widzi w nim kogoś w rodzaju przewodnika. Ktoś kto szuka szybkiego wzbogacenia się, widzi w nim przepis na sukces. Ktoś kto nie ufa instytucjom, uzna go za jedyne prawdziwe źródło prawdy. I nawet jeśli guru nie mówi tego wprost, widz dopisuje sobie historię. W ten sposób tworzy się nie tylko emocjonalna, ale też bardzo osobista iluzja, że ten człowiek jest dla mnie i myśli zupełnie tak jak ja. A to z kolei już bardzo cienka granica między inspiracją a ślepą wiarą. Jak uchronić się przed wpływem finansowych gór? Nie ma nic złego w tym, że chcemy się uczyć, ani w tym, że szukamy kogoś, kto pomoże nam lepiej zrozumieć świat finansów. Problem pojawia się wtedy, gdy przestajemy myśleć samodzielnie, zaczynamy traktować czyjąś narrację jako jedyną prawdę. Guru, nawet ten najbardziej przekonujący, to wciąż tylko człowiek. Może mieć dobre intencje, może być mądry, ale nie jest nieomylny. Dlatego najważniejsze, co możemy zrobić to zachować świadomy dystans. Zamiast kupować każdą teorię z automatu, warto zadać sobie kilka prostych pytań. Na czym ten człowiek zarabia? Czy jego wyniki są gdzieś udokumentowane? czy zmienia zdanie, kiedy zmieniają się okoliczności i dane, czy trzyma się jednej narracji mimo wszystko w dzisiejszych czasach każdy może być ekspertem od wszystkiego. Do tego wystarczy tylko dobra kamera, mikrofon i odrobina pewności siebie. Ale zanim komuś zaufamy, sprawdźmy jego track rekord, jeżeli jest taka możliwość, czyli konkretne decyzje inwestycyjne z przeszłości. I nie i są osoby i nie uważam, że ten drag rekord jest tutaj konieczny do tego, żeby uwierzyć w czyjeś mądre słowa czy kogoś po prostu posłuchać, bo niekoniecznie od razu my musimy kupować od niego inwestycyjne sygnały. Tutaj rozróżnijmy analityków, rozróżnijmy komentarze rynkowe ekonomistów, których moim zdaniem warto słuchać, pomimo tego, że nie mają cudownych trak rekordów, bo jednak inwestowanie to też walka z emocjami, a nie każdy jest tutaj Johnem Rambo, żeby sobie te emocje totalnie się na nie uodpornić. Nie deklaracje, nie klikobajtowe nagłówki, tylko realne działania. Co kupił, kiedy i dlaczego i z jakim skutkiem. To oczywiście jeżeli chcemy go jakoś mocno naśladować, czego ja osobiście zwolennikiem nie jestem. Dobrą praktyką jest też porównywanie tego, co ktoś mówi z rzeczywistością. Jeśli guru twierdzi, że zarabia na rynku, niech pokaże portfel. Jeśli mówi, że zna się na cyklach gospodarczych, niech skaże, gdzie jego prognozy się sprawdziły. I najważniejsze, nie uzależniajmy się od jednej osoby. To, że ktoś mówi sensownie dzisiaj wcale nie znaczy, że za miesiąc lub za rok nie zacznie sprzedawać złudzeń. Zdrowa rotacja źródeł wiedzy, czytanie różnych opinii, rozmowa z innymi inwestorami to najlepszy sposób na to, żeby nie wpaść w pułapkę ślepej wiary. Na koniec korzystajmy z wiedzy, ale zachowujmy niezależność myślenia. Guru może być inspiracją, może być dobrym punktem wyjścia, ale to ty jesteś odpowiedzialny za swoje decyzje inwestycyjne i to ty ponieszasz ich konsekwencje, nie jakaś osoba z YouTubea. I tutaj też wypadałoby wymienić kilka kolejnych osób, których warto śledzić, o których nie wspomniałem, bo do takich chociażby z polskiego podwórka zaliczyć należy na przykład Marcina i Wuccia. A do osób, których totalnie odradzam śledzenie, pomimo tego, że niektóre rzeczy, którymi się dzielili z ludźmi są spoko i były spoko, to taką osobą jest dla mnie aktualnie totalnie nie do śledzenia Robert Kiosaki. Podziel się swoją listą w komentarzu. Jeżeli ten odcinek przypadł ci do gustu, zostaw łapkę w górę, no i subskrybuj po więcej finansowej wiedzy. [Muzyka]








