Największa zmiana podatkowa dla inwestorów od 2027. 100 tysięcy bez Belki! [Analiza Oki i rynek kapitałowy]

Pelna analiza najważniejszych zmian podatkowych dla inwestorów i tendencji gospodarczych w Polsce

W najnowszym odcinku gospodarczego przeglądu wydarzeń analizujemy kluczowe zmiany podatkowe wpływające na inwestorów od 2027 roku. Główne tematy to:

Opis podkreśla, że każda z tych sfer stanowi kluczowe pole informacji finansowej, warto inwestować w dynamicznie zmieniającym się rynku. Linki do partnerów umożliwiają dodatkowe uczenie się i zarządzanie inwestycjami.

Kto zyska na zmianach?

Polski rynek akcji i instytucje finansowe, takie jak XTB, korzystają z nowych mechanizmów inwestycyjnych. W sektorze IT firmy specjalizujące się w AI i bezpieczeństwie kwantowym mogą przeciervoondenie rosnącego zapotrzebowania, podczas gdy sektor kredytowy notuje_recordowe_rozwój.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

100 000 zł bez podatku belki, bez podatku od zysków. Dobrze słyszycie? Od 2027 roku każdy Polak dostanie takie możliwości. Po wielu miesiącach zapowiedzi politycznego przyciągania liny w końcu rząd przyjął projekt Oki, czyli osobistego konta inwestycyjnego. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to od stycznia 2027 każdy z was, z nas będzie mógł inwestować do 100 000 zł bez płacenia ani grosza podatku od zysków. I to nie jest mała zmiana. To dla drobnego inwestora i nawet nie tylko jest największa zmiana podatkowa od czasu IKE oraz XZ. I to nawet nie jest jedyny ważny news z polskiej gospodarki, który właśnie do nas przyszedł w ostatnim tygodniu. Polskie banki na przykład notują bum kredytowy, jakiego od lat nie widzieliśmy i jest to informacja w kontrze europejskiej kondycji rynku kredytowego. Polskie spółki technologiczne do tego ogłaszają plany ekspansji na setki milionów, ale żeby nie było tak kolorowo, to polski sektor IT stracił już masę wartości przez sztuczną inteligencję. klasyczny model tego typu w software IT nam się wyczerpuje i naprawdę szybko musimy coś z tym zrobić i coś tu zmienić. Obok tego grupa azoty, którą wszyscy spisali już na straty, urosła 23% w zaledwie 3 dni przez wojnę na Bliskim Wschodzie. W tym gospodarczym przeglądzie wydarzeń rozkładam dla was każdą z tych historii na kawałki. A zaczynamy od oki, bo to jest news, który dotyka każdego z nas indywidualnie. A partnerem tego odcinka jak i całej serii gospodarczego przeglądu wydarzeń jest XTB, gdzie możecie sobie inwestować bez żadnej prowizji w akcje JTFy do 100 000 obrotu miesięcznie. Naprawdę warto, bo no warto inwestować bez prowizji. Ogólnie bez prowizji jest lepiej niż z prowizją. Wszystko jest lepsze bez prowizji niż z prowizją. Więc zakładajcie konta z linka w opisie i inwestujcie bez prowizji. No i do tego inwestujcie skuteczniej, mądrzej, z większym spokojem. Jeśli dołączycie do strefy premium DNA, gdzie jest już ponad 5000 innych inwestorów, to naprawdę jest najlepsze miejsce do świadomego zarządzania swoim kapitałem i swoimi oszczędnościami. Dzięki za 108 000 już waszych subskrypcji dla tego kanału. To dla nas wiele znaczy i pozwala nam się rozwijać, ale lepiej będzie nam się pozwalało rozwijać 110 000. Więc klikajcie, subujcie i nie czekajcie. Podziękujcie nam tym za pracę, tym jednym kliknięciem guziczka subs. Doczekaliśmy się w końcu po wielu miesiącach zapowiedzi przesuwania terminów, politycznych przeciąganek. Rząd w końcu przyjął projekt ustawy o osobistych kontach inwestycyjnych. To jest solidny krok naprzód dla całego GPW. Serio, zacznijmy od tego, czym w ogóle będzie to oki. Specjalny to będzie rodzaj rachunku, który ma zachęcić ludzi do trzymania oszczędności w akcjach czy na obligacjach, zamiast tylko na bezpiecznych, ale zjadanych przez inflację depozytach bankowych, które tak uwielbiają Polacy. Największa zmiana dotyczy tu podatków. Do tej pory, gdy zarobiliście na giełdzie, państwo zabierało wam 19% tego, co udało się wypracować i to i tak jest niewiele jak na tle Europy i pozostałych krajów z tego regionu. W oki tego nie będzie. Zamiast płacić od zysku, zapłaci się podatek od wartości aktywów. Co to oznacza w praktyce? Nie interesuje nas, czy w danym roku wasze akcje urosły 20%, czy spadły 5%. Podatek będzie płacić się od całości zgromadzonych tam pieniędzy. No tylko tu jest bardzo jedna dobra pozytywna informacja dla drobnych inwestorów. Do pewnego limitu nie zapłaci się żadnych podatków, ani podatku belki, ani podatku od aktywów. W pierwszym roku działania, czyli w 2027 stawka podatku do aktywów ma wynieść około 0,85%. Według projektu stawka będzie powiązana ze stopę referencyjną NBP obowiązującą 31 października roku poprzedzającego rok podatkowy. Przy czym nie będzie mogła spaść poniżej 0,1%. Do tego 100 000 zł jest limitem, do którego w ogóle nie płać się żadnych podatków. Do tej kwoty wasze inwestycje będą zwolnione z podatku od zysków, a podatek od aktywów będzie dotykał tylko nadwyżkę ponad ten limit. To jest naprawdę spoko rozwiązanie, które bardzo mocno uatrakcyjni inwestowanie w Polsce. szczególnie drobnym inwestorom, którzy mają 30, 50 czy 70 000 oszczędności, a takich jest większość. Rząd pracując naadokim w dużej mierze skopiował sprawdzony szwedzki model, czyli rachunek ISK, dorzucając do tego doświadczenia z Francji i z Włoch. Szwedzi, którzy uchodzą za jeden z najbardziej rozsądnych finansowo narodów w Europie, naprawdę uwielbiają te rozwiązanie, bo to jest proste rozwiązanie. I na dowód słów o rozsądku finansowym Szwedów, warto tylko przypomnieć, że to naród, który najwięcej oszczędności trzyma w akcjach i w obligacjach w całej Europie. Hejtowanie oki jest bez sensu, tak jak hejtowanie PPK jest bez sensu. PK było najlepszym pomysłem inwestycyjnym poprzedniego rządu. Oki ma szansę być najlepszym pomysłem inwestycyjnym tego rządu. Niektóre zastrzeżenia ekspertów są kretyńskie. Główny argument przeciwko oki brzmi, że to skandal, bo podatek zapłacimy nawet wtedy, gdy zanotujemy straty. No spoko, tak będzie, ale to i tak jest lepsze rozwiązanie niż podatek belki. Więc mam dla was protip też można nie trzymać nauki w ogóle pieniędzy ponad limit 100 000. Nie trzeba tego robić. To nie jest obowiązkowe. Jak ktoś uważa, że to jest takie złe, to po prostu nie wpłacajcie tam więcej niż 100 000. O porównaniach do OFE to nawet nie wspominam, bo trzeba być skończonym debilem, żeby serować porównanie oki do off. A byli tacy ludzie. Do tego nawet jak będziecie mieć tam bańkę, grubą bańkę i zapłacicie podatek od aktywów od 900 000, no bo 900 000 ponad 100 000 i ten podatek będzie wynosił 0,85% to zapłacicie 7650 zł. To oznacza, że nawet jeśli średniorocznie zarobicie 5% niecałe, to już się opłacało, bo już normalnie zapłacilibyście wyższą belkę. Więc jeśli średniorocznie nie zarobicie na rynku akcji 5% średniorocznie, bo przecież tylko średnioroczny układ ma sens i znaczenie do wyliczeń, to jak tego nie zrobicie, to coś jest z wami nie tak, a nie z kątem inwestycyjnym. Oki do tego bardzo mocno będzie kierować kapitał w stronę polskiego rynku. Tak jak zresztą PPK, projekt preferuje aktywa kwalifikowane, w tym instrumenty denominowane w złotych. Zwolnienie dla funduszy ma dotyczyć tylko tych, których polityka inwestycyjna przewiduje co najmniej 70% aktywów kwalifikowanych. Więc w praktyce globalny ETF albo fundusz mocno zagraniczny może nie móc skorzystać z tej preferencji. Dla inwestora, który więc chce prostego portfela globalnego, to będzie słaby deal i jasne, można sobie na to ponekać, ale z drugiej strony to jest też sposób, żeby zachęcać do wspierania i rozwoju lokalnego rynku i lokalnych firm. Na pewno GPW jako w ogóle nasza giełda powinno być z tego tytułu zadowolone, a dzięki temu też na pewno będzie zadowolony mój publiczny portfel emerytalny, gdzie akcje GPW są i mają się bardzo dobrze. Wynik tego portfela to już niemal plus 30%, zaledwie 7 miesięcy. Indeksy pobite, zmienność mniejsza, sukces odhaczony. ETF na półprzewodniki daje plus 80%, akcje GPW plus 40, akcje Polsatu plus 35%. Portfel ma teraz też solidne 5000 zł wolnej gotówki i rusza sobie na zakupy, o czym was teraz właśnie informuję. Szerzej będę opowiadał o powodach w innych odcinkach, ale na teraz informuję was, że sprzedam akcję MSCI na minimalnej stracie koło 1% i tym samym podniosę gotówkę do 6,2000 zł. A za tę kasę, za 3000 wezmę akcję S&P Global konkurenta MSCI, a za kolejne 3,2000 akcje CD Projektu. No i obiecuję, że będzie ciekawie i że będzie o tym więcej w innych materiałach. Cały portfel. W każdym razie analogicznie możecie sobie odzwierciedlać na koncie w XTB, gdzie od handlu akcjami i funduszami ETF nie zapłacicie żadnej prowizji. Także tutaj odstałem już do linka do zakładania konta w opisie odcinka. A my idziemy do kolejnego tematu, bo w ostatnim czasie wiele słyszało się o problemach z kredytami w Europie Zachodniej. Nawet o tym ostatnio mówiłem w jednym z ostatnich odcinków Finweka bodajże. Tylko, że sytuacja w Polsce jak się okazuje wygląda zupełnie inaczej. Podczas gdy strefa Euro faktycznie walczy z zastojem na rynku kredytowym, to nasze rodzime banki raportują wyraźne ożywienie. Najnowsza ankieta Narodowego Banku Polskiego przeprowadzona wśród dyrektorów departamentów kredytowych pokazuje jednak bardzo konkretnie, że Polacy i polskie firmy coraz chętniej ruszają po pożyczki. Głównym motorem zmian tutaj w pierwszym kwartale było poluzowanie kurka z kasą. Banki stały się dużo bardziej otwarte i łagodziły kryteria udzielenia kredytów praktycznie we wszystkich obszarach. W praktyce oznacza to, że dużo łatwiej zapadają decyzje o tym, komu można pożyczać pieniądze. Z kolei warunki kredytowe to konkretne zapisy w umowie takie jak marża czy zarobek banku, który jest doliczany do kosztu pieniądza. Więc jeśli to jest poluzowane, no to kasa jest łatwiejsza do zdobycia i trochę tańsza. Obecnie banki mocno ze sobą konkurują i to właśnie ta rywalizacja zmusiła je do cięcia marsz, żeby przyciągać do siebie więcej klientów. Ciekawie wygląda też sytuacja w sektorze przedsiębiorstw, bo firmy potrzebują pieniędzy przede wszystkim na trzy cele. Finansowanie bieżącej działalności, inwestycje i tworzenie zapasów. Ten ostatni punkt jest szczególnie istotny, bo wiele firm zdecydowało się na kredyty, żeby kupić towar na zapas, obawiając się, że konflikt na Bliskim Wschodzie podbije ceny w najbliższej przyszłości. Jeśli chodzi z kolei o konkretne cyferki, to portfel kredytów dla firm rośnie w tempie 10 do 12% rocznie, a prawdziwy rekord padł w kredytach inwestycyjnych, które po pierwszym kwartale urosły o ponad 15%. To wynika z kolei w dużej mierze z uruchamiania dużych strategicznych projektów często powiązanych z funduszami z Krajowego Planu Odbudowy. Sporo wzrósł też popyt na kredyty mieszkaniowe. No ten dosłownie wypierdzielił kosmosem w górę. W marcu wzrost wyniósł ponad 70% w porównaniu do ubiegłego roku. I tu mamy do czynienia z efektem, który można nazwać popytem odroczonym. Przez długi czas, gdy stoły procentowe były bardzo wysokie, Polacy wstrzymywali się z zakupem nieruchomości, a teraz, gdy sytuacja się ustabilizowała, to kluczowa dla dalszego rozwoju sytuacji będzie postawa rady polityki pieniężnej. Jeśli stoły procentowe pozostaną na obecnym poziomie, a inflacja nie wyrwie się spod kontroli, to dwucyfrowe wzrosty na kredytach dla firm powinny się utrzymywać, a ożywienie na rynku mieszkaniowym dalej będzie postępować bez większych przeszkód. Na ten więc moment polski rynek kredytowy idzie mocno pod prąd europejskim trendom, pokazując tym dużą dynamikę i duży apetyt na dalszy wzrost. A to jest też potencjalne koło zamachowe dla przyszłych wyników banków notowanych na GPW, które oczekują, że spadek stóp procentowych da się zrekompensować wzrostem volumenów. No jeśli się da, to banki ewidentnie może czekać kolejny dobry okres. Dobry okres ma też przed sobą, moi drodzy, sektor wysokich technologii, który wchodzi w fazę niezwykle ambitnego skalowania. Dwie powiązane ze sobą kapitałowo spółki, Kreotech Instruments oraz jej niedawno wydzielona spółka Córka Creotech Quantum ogłosiły swoje nowe strategie finansowe i każda z nich, choć operuje w nieco innym obszarze, bo kosmos kontra technologie kwantowe, to obie łączy potrzeba pozyskiwania dużego kapitału na silny wzrost i na budowę nowej infrastruktury. Spółka Matka Creotych Instruments, która zdążyła już udowodnić swoją rentowność, bo miała blisko 14 milionów zysku. W 2025 stawia przed sobą poprzeczkę bardzo wysoko. Jej celem do 2030 jest dołączenie do grona czterech najważniejszych dostawców technologii satelitarnych w całej Unii Europejskiej. Wszystko po to, żeby stanąć w jednym szeregu z gigantami takimi jak Airbas czy Tales, a firma potrzebuje do tego około 100 milionów euro. Te środki mają pochodzić z nowej emisji akcji. Kwota jest spora dlatego, że Krotch chce przestać być tylko producentem komponentów, a stać się integratorem odpowiedzialnym za całe misje kosmiczne, odbudowę satelity przez jego wystrzelenie aż po obsługę na orbicie. Obecnie firma buduje urządzenia o masie do 100 kg, tak zwane mikroselity, ale do 2029 chce produkować mini satelity, czyli do 180 kg, a docelowo nawet duże jednostki o masie pół tony. A taka skala wymaga rewolucji w produkcji. Spółka planuje tu budowę nowych w pełni zautomatyzowanych zakładów w Warszawie albo Piasecznie. Cel to zwiększenie mocy produkcyjnych z obecnych 10 do 40 satelitów rocznie. Fundamentem finansowym tych planów ma być imponujący już portfel zamówień, który wynosi na dziś 600 milionów złotych i znajdują się w nim kluczowe projekty, takie jak na przykład mikrolob dla Wojska Polskiego oraz konstelacja Kamila dla administracji cywilnej. Reakcja na informacje o emisji nie była jednak pozytywna, jak to większość informacji o emisji. Cena akcji spadła w czwartek o 10%. Ale równolegle do planów kosmicznych swoje potrzeby finansowe ogłosiło Kreotech Quantum. Ta spółka koncentruje się na technologiach kwantowych, które mają w uproszczeniu rewolucjonizować bezpieczeństwo danych. Ich celem jest pozyskanie od inwestorów nawet 60 milionów złotych w 2026 roku. Większość tych środków też ma trafić na badania i rozwój, a najważniejszym produktem mają być systemy kwantowej dystrybucji klucza. To jest technologia, która pozwala przesyłać informacje w taki sposób, że każda próba ich podsłuchania jest natychmiast wykrywana dzięki fizyce kwantowej. Kreotech Quantum kończy tym etap czysto laboratoryjny i chce zacząć zarabiać na swoich rozwiązaniach. Pieniądze z emisji mają sfinansować między innymi budowę urządzeń demonstracyjnych, kamer kwantowych oraz wzmocnienie struktur sprzedażowych, zwłaszcza na rynkach zagranicznych. Firma musi wdrożyć pewne rygorystyczne normy bezpieczeństwa, co jest niezbędne, żeby w ogóle stać się wiarygodnym dostawcą dla sektora bankowego czy obronnego, który powinien korzystać z tych rozwiązań jako pierwszy. Obie spółki mimo różnej skali potrzeb mają podobny model działania. nie chcą polegać wyłącznie na kapitale od inwestorów giełdowych. Aktywnie sięgają po dotacje i kontrakty z Europejskiej Agencji Kosmicznej albo Komisji Europejskiej. I zarówno Grzegorz Brona, prezes Kreotech Instruments, jak i Anna Kamińska, prezes Kreotech Quantum podkreślają, że nadszedł czas na komercjalizację posiadanej wiedzy. Dla Kreotechu oznacza to budowę fabryk i satelitów, dla Kreotech Quantum wyjście z systemami bezpieczeństwa kwantowego do klientów biznesowych. Najpierw trzeba im coś pokazać. No i jeśli te plany faktycznie się powiodą, to ta grupa może stać się jednym z filarów technologicznej niezależności Europy i na orbicie i w bezpieczeństwie łączności naziemnej. I to wszystko pochodzi z Polski bezpośrednio. Naprawdę to są firmy, z których powinniśmy już teraz być dumni. I co ciekawe tylko, krakcje Kreotech Quantum zareagowały na wejściu emisji akcji kompletnie odwrotnie. Urosły w środę o ponad 18%. To może wydawać się nieuicyjne. No i oczywiście nie ma jednej odpowiedzi, czemu tak się stało, ale można podejrzewać, że inwestorzy akurat w spółce kwantowej powinni być przygotowani na emisję akcji, tak jak w spółkach biotechnologicznych. Quantum jest po prostu na dużo wcześniejszym etapie rozwoju i nie jest jeszcze rentowne. Tam emisje są traktowane jako coś normalnego. No powinny być tak traktowane, nawet powinny teoretycznie częściowo nakręcać hype, bo oznaczają, że spółka ma jakieś konkretne pomysły odnośnie dalszych realizacji. Przeciwnie, niestety wygląda sytuacja w polskim świecie softwareu. Latami polskie software housey działały w prostym modelu, zatrudniały zdolnych programistów i wynajmowały ich czas zachodnim korporacjom. To jest rozwiązanie, które pozwalało zarabiać na różnicy w kosztach pracy między Polską a Zachodem i dawało świetne zyski, ale teraz era tego modelu dobiegła końca. Problem polega na tym, że narzędzia takie jak CLOC kod zaczęły błyskawicznie automatyzować pisanie kodu i to co kiedyś wymagało wielu godzin pracy programisty, dziś dzieje się dużo szybciej i dużo taniej. Efekt jest taki, że inwestorzy przestali widzieć wartość w firmach, których jedynym atutem jest duży zespół ludzi, których można wynająć. Jeszcze w latach 2018-2024 połowa transakcji kupnej sprzedaży firm IT w naszym regionie opierała się na chęci przejęcia cudzych pracowników. W 2025 w Polsce nie odnotowano ani jednej takiej transakcji. Na wykresie Pulsu biznesu ten segment jest opisany jako moce wytwórcze. No i to daje do myślenia. Inwestorzy nie chcą już płacić za samą skalę zespołu. W ogóle nie chcą płacić za sam zespół. I co więcej, od premiery nowych narzędzi AI na początku 2025 roku rynkowa wartość spółek świadczących usługi IT spadła średnio o 30%. W trudnym położeniu znalazły się fundusze inwestycyjne, które kupowały polskie firmy IT w czasie tego pandemicznego boomu, licząc na szybki zysk. No bo teraz, gdy wyceny spadły już, sprzedaż tych spółek może oznaczać bolesną stratę. A przykładem problemów z dopasowaniem się do nowej rzeczywistości jest głośna historia poznańskiego Netguru. Firma, która w szczytowym momencie zatrudniała 900 osób. skurczyła się do około 400. Okazało się, że po prostu utrzymywanie tak gigantycznego zespołu w dobie AI przestało być zaletą, a zaczęło być bardziej ciężarem finansowym. Z tego samego też powodu wstrzymano sprzedaż spółki Software Mind, bo inwestorzy po prostu czekają na lepsze czasy i nowe pomysły na biznes. Tylko czy to oznacza, że polskie IT utonie i nic już nie zostanie? Nie. Ale musi się zmienić. Rynek nadal jest gotowy płacić ogromne pieniądze, ale za unikatową wiedzę, za niszowe kompetencje. I dowodem na to jest spektakularna sprzedaż wrocławskiej firmy Colsta za pół miliarda złotych. Udało im się, bo nie byli firmą od wszystkiego. Postawili na bardzo konkretne, rzadkie umiejętności techniczne i jeśli ktoś takie ma, to sobie świetnie poradzi. Prognozy wskazują, że wydatki na IT będą rosły około 78% rocznie. Po prostu to są pieniądze, które popłyną głównie do projektów powiązanych ze sztuczną inteligencją, być może na przykład jej wdrażaniem. Firmy, które nie znajdą dla siebie wąskiej specjalizacji i nadal będą próbowały sprzedawać po prostu robocze godziny tanich programistów, będą musiały się skurczyć albo zostaną przejęte za ułamek dawnej wyceny. Polski model biznesowy w IT nie tyle się wyczerpał, co musi przejść bardzo przyspieszony kurs ewolucji. No bo kto się tutaj nie rozwinie, ten zostanie zjedzony. A na sam koniec, moi drodzy, jeszcze zerknijmy sobie na grupę Azoty, która odbiła od dna dzięki wojnie. Grupa Azot to największy polski koncern chemiczny i po kilku latach niezwykle trudnej walki o przetrwanie wydaje się trochę nabierać wigoru. Choć dla postronnego obserwatora doniesienia o blokadach szlaków handlowych czy konfliktach kojarzą się bardziej z kryzysem, to w przypadku tej spółki sytuacja jest dużo bardziej złożona i paradoksalnie te właśnie globalne napięcia są jednym z silników napędowych tego odbicia. Spółka w trzy sesje zyskała 23%. Dlaczego tak się stało? Dla przemysłu chemicznego, który zużywa kolosalne ilości energii, każda informacja o zagrożeniu szlaku takich jak Hormus zazwyczaj zwiastuje kłopoty. No bo droższe surowce i zarywane łańcuchy dostaw to wyższe ceny energii, które są ogromnym składnikiem kosztowym spółki Azoty. Ale w obecnej sytuacji ten medal ma też drugą stronę. Blokada Ormozu i ataki na zakłady chemiczne na Bliskim Wschodzie i w Rosji spowodowały szoki podażowe na rynku nawozów, które dostarcza właśnie spółka Azoty. Gdy światowe ceny nawozów i produktów petrochemicznych rosną z powodu problemów zagranicznej konkurencji, to polska spółka może sprzedawać swoje wyroby drożej i w większych ilościach. I co więcej, dzieje się to w unikalnym momencie, gdy ceny gazu w Europie, który jest głównym składnikiem kosztowym przy produkcji nawozów, stopniowo spadają po tym początkowym wystrzale. Nawet ograniczenie dostaw z Kataru nie zatrzymało tego trendu. Mamy więc do czynienia z bardzo ciekawym dla producenta scenariuszem, bo koszty produkcji maleją, a ceny sprzedaży gotowych produktów rosną. Sytuacja w Rosji dodatkowo wzmacnia ten efekt. Skuteczne ataki dronów na tamtejsze zakłady chemiczne to nie jest już zjawisko przejściowe. Bardziej coś do czego każdy się przyzwyczaił. A to trwałe ograniczenie produkcji u jednego z największych graczy na rynku, co z kolei zdejmuje z azotów presję cenową ze strony tanich produktów ze wschodu. I wewnątrz samej spółki też dzieje się sporo dobrego. Po trzech latach intensywnego zaciskania pasa pierwsze realne efekty restrukturyzacji są już widoczne. I choć zadłużenie firmy dalej jest bardzo wysokie, na koniec tego roku może wynnieść około 6 miliardów złotych, to planowana sprzedaż projektu Polimery powinna znacznie ułatwić proces wychodzenia z tych długów. A to jest kluczowy ruch, który pozwoli firmie złapać jakiś finansowy oddech. Dodatkowym skolejasem w rękawie mogą okazać się też zmiany w europejskim systemie handlu emisjami ETS, czyli opłatach, jakie firmy muszą wnosić za wypuszczanie CO2 do atmosfery. Istnieje spora szansa, że Komisja Europejska złagodzi te przepisy dla przemysłu związanego właśnie z produkcją żywności, żeby obniżyć koszty produkcji rolnej. No i dla azotów, które wydają miliardy na energię i uprawnienia do emisji, każda tego typu obniżka to będzie coś na wagę złota dla dźwigni operacyjnej w firmie. Więc kto wie, może azoty wstaną jeszcze z kolan. To już wszystko moi drodzy w tym gospodarczym przeglądzie wydarzeń. Jeśli chcecie wiedzieć jeszcze więcej o gospodarce, rynku, konkretnych spółkach, to dołączcie po prostu do wersji premium portalu DNA do ponad 5000 już inwestorów, którzy dostają codziennie różne analizy i przemyślenia ode mnie i całego naszego zespołu DNA, a także mają możliwość podglądania jak ja sam inwestuję własne oszczędności w portfelach łącznej wartości ponad 8,5 miliona złot. Duże pieniądze, dużo emocji, ale przede wszystkim masa nauki. I tą naukę możemy wam obiecać i zagwarantować. Więcej na temat zajęcia na stronie premiumdnarynków.pl. Link oczywiście w opisie tego nagrania. W tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć.

Przewijanie do góry