Nvidia przebija 4 BILIONY! Ceny miedzi szaleją, a mój portfel publiczny ma kolejny rekord! [Nvidia, miedź, Big Beautiful Bill]

Nvidia i Rynek AI

Nvidia przebija 4 biliony dolarów kapitalizacji, a ceny miedzi szaleją! Co to oznacza dla inwestorów? W najnowszym odcinku Finweek omawiamy rekordową wycenę Nvidii, wpływ ceł na miedź na rynki oraz analizujemy „Big Beautiful Bill” i jego potencjalne skutki dla amerykańskiej gospodarki.

Czy wzrost Nvidii to bańka spekulacyjna, czy początek nowej hossy w sektorze sztucznej inteligencji? Przyglądamy się inwestycjom gigantów technologicznych w AI oraz planom Nvidii na chińskim rynku.

Cła na Miedź i Globalny Handel

Donald Trump wprowadza cła na miedź. Jak wpłynie to na ceny surowca i notowania spółek takich jak KGHM? Analizujemy globalne rynki miedzi i potencjalne konsekwencje wojny celnej.

Big Beautiful Bill i Amerykańska Gospodarka

Czym jest „Big Beautiful Bill” i jakie realne zmiany wprowadza w amerykańskiej gospodarce? Omawiamy kluczowe założenia ustawy, cięcia podatkowe i planowane wydatki.

Dodatkowe Tematy

  • Przeglądarka od OpenAI: Czy nowa przeglądarka oparta na sztucznej inteligencji zagrozi pozycji Google Chrome?
  • Zmiany w Polityce Gospodarczej Chin: Czy Chiny porzucą dumping cenowy i jaką strategię obiorą w odpowiedzi na działania USA?
  • Analiza Portfela Publicznego: Sprawdzamy wyniki portfela inwestycyjnego i omawiamy jego strategię.

Odbierz do 20 darmowych akcji dzięki Freedom24 (link w opisie).

Zobacz pełną transkrypcję filmu

NVIDIA jest dziś większa niż cała niemiecka giełda. Dosłownie 4 biliony dolarów kapitalizacji, a to ciągle rośnie. W tym samym czasie Donald Trump odpala swój nowy front wojny celnej, bo nagle dostało się Brazylii i producentom miedzi, która to leci na nowe szczyty. Ale nie każda miedź, jak się okazuje, leci na nowe szczyty. Ceny surowców tak czy inaczej wariują, a inwestorzy trochę próbują zaatem nadążyć. A to wszystko i tak dopiero początek, bo Open AI rusza ze swoją własną przeglądarką, która ma rzucić wyzwanie dla Google Chrome, a w Stanach Zjednoczonych przepchnięto Big Beautiful Bill. Szeroko komentowano ustawę, która tak naprawdę wygląda bardziej jak kampanijna pokazówka niż realna rewolucja. Wszystko to i wiele więcej w tym Fineku. Zapraszam. I pokażę też jak publiczny portfel agresywny od Freedom 24 bije kolejne rekordy. Partnerem odcinka jest Freedom 24, broker będący częścią grupy Freedom Holding notowanej na amerykańskiej giełdzie Nasdaq. Załóż konto i odbierz do 20 darmowych akcji o wartości nawet 800 $arów każda. W jak to zrobić pokażę ci w trakcie materiału. Dołącz do ponad 2400 inwestorów w strefie premium DNA. To najlepsze miejsce do inwestycyjnej i finansowej edukacji również dla ciebie. Dziękuję za wszystkie wasze już ponad 74000 subskrypcji. Pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać i zostawcie swoją już teraz. [Muzyka] [Aplauz] [Muzyka] Nvidia otworzyła klub 4 bilionów dolarów i jest jak na razie jego jedynym członkiem. Lider świata półprzewodników jako pierwsza firma w całej historii osiągnęła wartość rynkową 4 biliony dolców. To naprawdę imponujący powrót po dość trudnym i nerwowym początku tego roku, kiedy rynek walczył z obawami o możliwy spadek globalnych wydatków na sztuczną inteligencję. Tu wtedy pojawił się ten chiński dipsik, czy też z obawami przed narastającymi napięciami handlowymi w samych Stanach Zjednoczonych. Ostatecznie jednak od początku 2025 roku kurs NVIDIA wzrósł na razie już ponad 20%, a od początku 2023 roku o ponad 1000%. Spółka odpowiada obecnie za 7,5% wagi całego amerykańskiego indeksu S&P 500, co jest najwyższym historycznym poziomem dla pojedynczej firmy. Głównym czynnikiem, który napędza ten ostatni bardzo spektakularny jednak dalej wzrost jest nieprzerwane zwiększanie nakładów inwestycyjnych na infrastrukturę dla sztucznej inteligencji przez największych kluczowych klientów Nvidia, czyli Microsoft, Mete, Amazon i Alphabet, czyli Google. Według najnowszych szacunków analityków, te cztery firmy planują wydać na ten cel łącznie około 350 miliardów dolarów. w ciągu nadchodzącego roku. Po dość nerwowej i niepewnej pierwszej połowie roku inwestorzy znów, jak widać uwierzyli, że rewolucja sztucznej inteligencji jednak jeszcze się nie skończyła. Brawo inwestorzy, lepiej późno niż wcale. Zwrot tych oczekiwań nastąpił w maju po publikacji znacznie lepszych od oczekiwań wyników kwartalnych przez kluczowe spółki technologiczne, a same wyniki finansowe Nvidia też sporo pomogły. Podobnie jak niezwykle optymistyczne bycze komentarze samego prezesa Jensena Juanga. Obecnie wskaźnik ceny do przyszłorocznych zysków, czyli tak zwany forward PDE dla Nvidia wynosi około 33, co też nie jest wcale jak na tą firmę wartością szczególnie wygórowaną, zwłaszcza biorąc pod uwagę dalsze prognozowane szalone tempo wzrostu przychodów, które to ma wynosić prawie 70% rocznie po raz kolejny. To naprawdę abstrakcyjne, że największa spółka na całym świecie wciąż rośnie w takim tempie, którego zazdrościłyby jej niejedne małe, dynamiczne startupy. Również tak zwany newsfow, czyli informacje, jakie na bieżąco napływają z rynku, są dla Nvidia coraz lepsze. Jensen Juang zamierza spotkać się niedługo z wysokimi rango przedstawicielami chińskiego rządu w Pekinie. Sama ta wizyta doskonale pokazuje, że mimo ogromnych napięć na linii Stany Zjednoczone i Chiny, napięć handlowych, to Nvidia absolutnie nie zamierza rezygnować z obecności na tym rynku, tylko zrobić wszystko, żeby się jakoś do niego dopasować. W tle tego ważnego spotkania głośno mówi się też o tym, że Chiny chcą kupić od Nvidi aż 115 000 jej najnowszych chipów, które mają posłużyć do zasilania nowych gigantycznych centrów danych powstających na pustyni Gobbi. Gdy Apple osiągał poprzedni magiczny poziom 3 bilionów dolarów jako pierwszy jeszcze w 2022 roku, to Nvidia była warta wtedy zaledwie 750 miliardów dolarów. Tempo, w jakim więc Nvidia rosła i przegoniła resztę stawki, no robi naprawdę spore wrażenie, a jednocześnie doskonale przypomina wszystkim, że nawet najwięksi mogą się bardzo szybko w rankingu największych spółek świata wymieniać. Czy cały ten Rite Nvidia jest więc powrotem do obaw o powrót Wielkiej Banki AI? Słyszę o tym już od ponad dwóch lat, może nawet trzech. No nie, bo tymczasem realnie ta firma jest dziś o wiele tańsza niż była nawet kiedyś. Podobnie zresztą jak szereg innych spółek z sektora półprzewodnikowego. Jak za rok zobaczycie gdzie się one znajdują to dopiero będziecie krzyczeć jaka to wielka bańka ola boga to straszne. Sprawdzicie. Rekordy biją też ceny miedzi. 8 lipca 2025 roku cena miedzi na amerykańskiej giełdzie towarowej Comex przebiła swoje historyczne maksimum, a jej cena w trakcie jednej tylko sesji giełdowej rosła nawet 15%. To była z kolei bezpośrednia gwałtowna reakcja rynku na ogłoszone przez Donalda Trumpa 50% CUA na import miedzi do Stanów Zjednoczonych, którymi to prezydent znowu zaczął sobie grać w ciuciu babkę. Nowe cła na miedź miałyby niby wejść w życie dopiero 1 sierpnia, a jak to zwykle bywa z zapowiedziami Trumpa, w sumie nikt nie wie jak się one skończą. Mimo wszystko rynek zareagował na te zapowiedź niezwykle nerwowo, a ceny samego surowca wystrzeliły. Trump uzasadnił swoją decyzję tym, że rzekomo otrzymał mocną i niepokojącą analizę dotyczącą bezpieczeństwa narodowego, z której to jednoznacznie wynikać miało, że takie Cła są absolutnie niezbędne, żeby skutecznie ochronić amerykańską krajową produkcję miedzi. Sł wysokości 50% oznaczałoby, że wszyscy zagraniczni dostawcy, którzy chcą sprzedać swoją mieć na rynku amerykańskim, muszą od teraz doliczyć do tej ceny, do swojej ceny dużo, dużo wyższy koszt. To z kolei niemal automatycznie winduje cenę lokalnego surowca w Stanach Zjednoczonych, czyli dokładnie tego, co dało się zobaczyć na wykresach 8 lipca. Tylko, że ten gwałtowny wzrost ma charakter czysto lokalny. Bardzo wysoka cena miedzi w Nowym Jorku absolutnie nie oznacza automatycznie, że na innych globalnych rynkach, na przykład w Europie czy w Azji, ten surowiec też będzie drożeć w dokładnie takim samym tempie. Doskonale widać to też, kiedy porównamy sobie wykresy ceny miedzi notowanej w Stanach Zjednoczonych i tej notowanej na giełdzie w Londynie. Cena surowca na obu rynkach do tej pory, do 2025 roku, była ze sobą bardzo mocno skorelowana, ale od początku tego roku, kiedy pojawiały się rosnące obawy o wprowadzanie ceł w Stanach Zjednoczonych, to amerykańska miedź zaczęła się wyraźnie odklejać od censurowca notowanego w Europie. No i w ubiegłym tygodniu ta rozbieżność wyłącznie się pogłębiła. Z tego też właśnie prostego powodu, na przykład to niby filmuj o świecie, ale dodajmy elementy polskie. Polski producent miedzi KGHM niespecjalnie chce rosnąć w odpowiedzi na zapowiedziane przez Trumpa amerykańskie c. KGHM tylko w niewielkim stopniu notuje swoje wyroby na giełdzie w Stanach Zjednoczonych, a jego głównymi strategicznymi odbiorcami są klienci w Europie i w Azji. Więc nowe cła na amerykańskiej granicy nie mają istotnego wpływu w krótkim terminie na przychody polskiej spółki. Owszem, globalne ceny miedzi mogą z czasem w sposób pośredni się podnieść, jeśli napięcia handlowe w jakiś istotny sposób zakłócą cały globalny łańcuch dostaw tego surowca. Ale to jest proces rozłożony w czasie, a na pewno nie natychmiastowy efekt. A po drugie, inwestorzy mogą patrzeć też na takie wydarzenia w krótkim terminie przez pryzmat ryzyka, nie tylko przez pryzmat chwilowych spekulacyjnych wzrostów cen surowców. Nowe Trumpowe cła mogą w dłuższym terminie poważnie zaburzyć cały globalny handel miedzią, o ile do nich dojdzie, ale wszyscy wiemy, że raczej nie dojdzie i wywołać dodatkową niestabilność na rynkach, a to też dla takich spółek jak KGHM i nie tylko, oznacza sporą rosnącą niepewność, co też może negatywnie na kurs akcji w krótkim terminie wpływać. Czy więc te cła jednoznacznie mają oznaczać, że KGHM raczej powinno się sprzedawać niż kupować? też nie. To tylko moja próba uświadomienia wam, że w świecie rynków rzeczy takie nawet jak cena miedzi w stosunku do kghmu są o wiele bardziej złożone niż proste. Miedź rośnie, więc kghm urośnie. No nie do końca tak to zawsze wygląda. Na szczęście w publicznym portfelu agresywnym Freedom 24, który dla was prowadzę, wahania na cenach mieli są neutralne, bo największą pozycją pozostają tam obecnie Amazon i AMD, czyli konkurent Nvidia, który to jako całościowa pozycja zaczął już wychodzić na naprawdę solidne plusy. Ostatnio tydzień temu skupiłem się jednak na powiększeniu pozycji w marathon digital Holdings, co przy, jak się okazuje, rosnącej pompie na Bitcoinie może dać portfelowi solidnego kopa w górę i na to trochę liczy. Ale nawet bez tego kopa całość solidnie bije szerokie indeksy. Tylko w tym roku portfel rozliczany w euro, to ważne, bo chyba wielu osobom to umyka, zaliczył już plus 14% podczas gdy S&P 500 rozliczany w euro jest na 7% minusie. A to wszystko mocno pogłębia przewagę portfela nad indeksami w długim terminie, bo od początku 2024 roku portfel pokazuje już blisko plus 60%, gdy indeksy zaledwie 24% na plusie. Portfel radzi więc sobie wspaniale, a wy pamiętajcie też, że to jest tylko jeden z trzech publicznie prowadzonych dla was portfeli. Pozostałe to publiczny portfel kwartalny oparty na funduszach ETF. Tu była jego ostatnia aktualizacja na początku lipca. A kolejny to portfel publiczny defensywny, gdzie inwestuje również w pojedyncze spółki, ale nie aż tak agresywnie jak w portfelu Freon 24. Tutaj liczy się tylko końcowy wynik, a zmienność zostawiamy gdzieś na półce. Na razie działamy tam na 12000 € czystego kapitału z comiesięcznymi dopłatami 600 €. czyli taki portfel, który teoretycznie dużo osób jest w stanie jakoś naśladować. W ostatnim tygodniu nie wydarzyło się nic specjalnego z tym portfelem. Wolnej gotówki brakuje, a żadnej z pozycji nie chcę sprzedawać. No i uważam, że czasem po prostu warto poczekać. To też robi obecnie ten portfel. Czeka, bo wszystko co w nim jest obecne, uważam, że dalej dobrze wycenione. Pełen portfel możecie za każdym razem podejrzeć na bieżąco na portalu Myfund. Tutaj link jest w opisie tego nagrania i pewnie też w komentarzu go dorzucimy, ale przestrzegam, że to jest ogólnie portfel bardzo ryzykowny. Jak ktoś ma niską tolerancję na ryzyko, w ogóle nie powinien go w żadnym stopniu naśladować. No ale jeśli ktoś chciałby się zainspirować, to pamiętajcie też, że wszystkie pozycje z tego portfela są na pewno dostępne na koncie Freedom 24, a niektóre być może nawet dostaniecie do swojego portfela bezpłatnie, bo zakładając konto we Freedom z linka, który dostajecie w opisie tego nagrania, dostajecie nawet 20 darmowych akcji o wartości do 800 $ar każda. jedną akcję dostajecie już za depozyt wynoszący jedynie 1000 €. Oczywiście potem tą akcję możecie sobie sprzedać i wypłacić środki albo kupić sobie za tą sprzedaną akcję coś innego. No naprawdę bardzo prosto się to robi. A jeśli zastanawiacie się co można sobie za tą akcję kupić, jeśli ją sprzedacie, to na przykład można sobie kupić przesunione ostatnio mocno w portfelu, też w tym samym portfelu akcje New L Holdings, które dostało głównie po głowie dlatego, że szaleństwa Trumpa nie tylko uderzyły ostatnio w ceny miedzi, ale również w Brazylię. Choć jeszcze do niedawna wydawało się, że Brazylia jako ważny regionalny partner zostanie przez znowu administrację Trumpa potraktowana bardzo łagodnie i objęte będzie ten kraj jedynie minimalnym 10% cłem. Tak przynajmniej wynikało z dnia wyzwolenia w kwietniu. Ale teraz Trump zmienił zdanie i grozi nałożeniem 50% taryfy celnej na Brazylię. Co takiego się wydarzyło, że łagodny i pojednawczy ton nagle przerodził się w otwarty ekonomiczny atak? Otóż wydarzyła się bardzo ciekawa rzecz, bo w Brazylii trwa obecnie głośny i kontrowersyjny proces byłego prezydenta tego kraju Haira Bolsonaro, który został formalnie oskarżony o próbę zorganizowania zamachu stanu po przegranych przez siebie wyborach w 2022 roku. Według brazylijskiej prokuratury Bolsonaro miał między innymi aktywnie uczestniczyć w planowaniu sfałszowania wyników tych wyborów oraz świadomie inspirować masowe protesty swoich zwolenników, które to ostatecznie doprowadziły do gwałtownych zamieszek w stolicy. A te wydarzenia są przez bardzo wiele osób porównywane do słynnego ataku na amerykański kapitol, który to miał miejsce 6 stycznia 2021 i był w sumie tym samym, co Donald Trump zrobił w Stanach Zjednoczonych. Ale Trump od lat utrzymuje bardzo bliskie polityczne związki z Bolsonaro i widzi w nim swojego ideologicznego prawicowego sojusznika. Uznał więc, że działania brazylijskiego wymiaru sprawiedliwości są niedopuszczalne i potraktował je jako atak na wolność słowa oraz zamach na wolne wybory. Trump tak to potraktował. W oczach Trumpa więc oskarżenie Bolsonaro to nic innego jak typowe polityczne prześladowanie, które do złudzenia przypomina dla niego polowanie na czarownicę, czyli dokładnie to, jak sam Trump postrzega swoje własne procesy sądowe w Stanach Zjednoczonych. I w związku z tym Trump w geście politycznej solidarności ze swoim sojusznikiem zdecydował się podnieść cła na wszystkie brazylijskie towary aż do 50%, mimo że jeszcze do niedawna kraj miał mieć 10%. oficjalnie oczywiście motywują tą decyzję potrzebą ochrony amerykańskich demokratycznych wartości i koniecznością stanowczej reakcji na podstępne ataki. No ale umówmy się, to jest decyzja czysto polityczna niż jakakolwiek przemyślana decyzja gospodarcza. To jest po prostu forma bezpośredniego nacisku na rząd prezydenta Lulita Silvy, który prowadzi proces przeciwko Bolsonaro i który to jednocześnie na arenie międzynarodowej ostro krytykuje politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych. Więc krótko mówiąc, Trump nie tyle ukarał Brazylię za jakiekolwiek kwestie czysto handlowe, co za to, że jego polityczny, ideologiczny sojusznik został postawiony przed sądem Cła. Mają być więc jasnym i czytelnym sygnałem dla całego świata, że Stany Zjednoczone pod jego przywództwem, pod przywództwem Trumpa nie będą tolerować żadnych działań, które w jakikolwiek sposób atakują jego międzynarodowych sojuszników. Najbardziej narażone nam skutki yy tych ceł są oczywiście potencjalnie brazylijskie sektory przemysłowe, które eksportują do Stanów Zjednoczonych stal, części, do samolotów, maszyny oraz minerały. No ale do tych ceł znowu jeszcze musi dojść. Jak na razie odpowiedź ze strony władz Brazylii była bardzo szybka. Prezydent Lula w mediach społecznościowych oświadczył, że Brazylia nie będzie przez nikogo pouczana i że z pewnością odpowie na te działania, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. Swoją drogą to dość zaskakujący ruch, bo jeszcze niedawno w ogóle wydawało się, że Stany Zjednoczone wykazują duże chęci ocieplenia swoich stosunków z Ameryką. łacińską, o czym zresztą nagrywałem dla was niedawno osobny szczegółowy materiał. No ale jak widać Donald Trump szybko i dość nieprzemyślanym ruchem postawił wszystko na głowie. Oczywiście jest tam jeszcze Argentyna, jest Per, jest Wenezuela, jest Kolumbia, Brazylia ch tylko jeden z fragmentów tej układanki, ale umówmy się jeden z największych fragmentów. Więc czy ten stan się utrzyma? Bardzo wątpię. Przynajmniej nie na to wskazywałyby wypowiedzi Scota Besenta, sekretarza skarbu Stanów Zjednoczonych, ale na pewno pokazuje to, że po raz kolejny cła są elementem nacisków politycznych, a nie stricte walką handlową. Podobnie jak polityczny jest przegłosowany właśnie w Stanach Big Beautiful Bill, bo czy naprawdę jest to co robić z tą ustawą aż tyle szumu? 4 lipca 2025 Trump podczas patriotycznej ceremonii z przelotem bombowców B2 i żołnierzami na trawniku białego Domu podpisał swoją flagową gospodarcząustawę, dumnie nazywaną przez niego One Big Beautiful Bill Act. Ta cała symboliczna otoczka miała oczywiście podkreślić ogromną wagę tego dokumentu, który to według samego Trumpa ma zapoczątkować zupełnie nową erę w amerykańskiej gospodarce. Tylko, że kiedy odejmiemy całą tę propagandową oprawę i przyjrzymy się twardym liczbom, to okazuje się, że nie ma żadnej wielkiej rewolucji gospodarczej i w sumie nie do końca wiadomo o co cała ta afera z atakowaniem tej ustawy albo sforsowaniem tej ustawy. Głównym założeniem One Big Beautiful Bill Act jest przede wszystkim przedłużenie i pewne rozszerzenie cięć podatkowych, które zostały wprowadzone jeszcze w 2017 roku podczas pierwszej kadencji Trumpa. Łączny szacowany koszt całej reformy podatkowej to około 4,8 biliona dolarów z perspektywie najbliższych 10 lat. Ale prawie połowa całej tej gigantycznej kwoty y to po prostu koszt cięć, które już dziś obowiązują i które po prostu zostaną na kolejne lata przedłużone. Czyli mówiąc wprost, w tym zakresie w niemalże połowie tej kwoty nic się realnie nie zmienia versus to, co było miesiąc temu, 2000 temu czy rok temu. Główne zupełnie nowe elementy tej reformy to między innymi znacząco wyższa kwota wolna od podatku, co ma kosztować 1,4 biliona i znacznie zwiększone ulgi podatkowe na dzieci. Koszt około 0,8 biliona. Łącznie to te dwie rzeczy dają 2,2 biliona zupełnie nowych dodatkowych cięć podatkowych. Oczywiście są tam w ustawie pewne drobniejsze dodatki jak zwolnienie z podatku napiwków czy dochodów z nadgodzin, ale w skali budżetu i całej gospodarki to są jednak pierdoły. Żeby przynajmniej częściowo zrównoważyć ten ogromny koszt do tego, ustawa przewiduje jednocześnie pewne ograniczenie wydatków socjalnych, przede wszystkim dotyczących cięć w programie opieki zdrowotnej Medicate oraz całkowite wygaszenie ulg podatkowych na zieloną energię, które zostały wprowadzone jeszcze za kadencji prezydenta Bidena. Łącznie planowane oszczędności z kolei z tego tytułu to około 1,6 biliona dolarów w ciągu najbliższej dekady. Nie zabrakło też nowych wydatków takich kompletnie znikąd. Na przykład 150 miliardów dolarów na zwiększenie bezpieczeństwa na granicach, a kolejne 157 na dodatkowe potrzeby wojskowe. Ostateczny impuls fiskalny netto całej ustawy to zaledwie 1,3 biliona dolarów, czyli dokładnie o tyle zwiększy się w ciągu najbliższych 10 lat amerykański deficyt. w stosunku do obecnie obowiązujących stawek podatkowych i wydatków administracji federalnej. A to z kolei oznacza impuls fiskalny dla gospodarki na poziomie 0,3% PKB rocznie. Jasne, to 0,3% PKB rocznie to więcej niż zero, ale na pewno to nie jest wielki skok pokoleniowy, jak zdawały się to przedstawiać media i sam Trump. Dla porównania Niemcy, które ogłosiły niedawno swój własny potężny pakiet wydatków stymulacyjnych jest na poziomie około 3% ich własnego PKB rocznie, czyli realnie jest 10 razy większy w relacji do wielkości samej gospodarki. Ustawa jednak z pewnością może pomóc Trumpowi w kampanii wyborczej i scementować jego wpływy w partii republikańskiej. To bardziej pokaz więc siły z głośnym podpisem niż jakiekolwiek wywrócenie gospodarczego stolika do góry nogami. Rynek akcji docenia bardziej nie skalę tych zmian, ale całkowite odłożenie potencjalnego fiskalnego zaciskania pasa, w które wierzono jeszcze dwa kwartały temu. O wiele większe wyzwanie niż amerykańska gospodarka może za to czekać firmę Google, bo Open AI ci od czata GPT planują wprowadzić własną przeglądarkę internetową. Twórcy Jata GPD przygotowują się do oficjalnego uruchomienia swojej własnej przeglądarki, która będzie w całości oparta na sztuczne inteligencje i która ma rzucić bezpośrednie wyzwanie dla Google Chrome. Premiera nowej przeglądarki ma nastąpić w ciągu zaledwie kilku najbliższych tygodni, a nowe narzędzie ma całkowicie zmienić według twórców sposób, w jaki użytkownicy na co dzień przeglądają internet i jednocześnie dać Open AI bezpośredni dostęp do jednego z najważniejszych źródeł obecnego sukcesu Google danych, danych o zachowaniu i preferencjach swoich użytkowników. Przeglądarka od Open AI będzie głęboko zintegrowana z interfejsem przypominającym popularnego Czata GPT, co ma pozwolić użytkownikom na wykonywanie wielu codziennych czynności bez jakiejkolwiek konieczności odwiedzania konkretnych stron internetowych. Przykładowo możliwe będzie rezerwowanie stolików w restauracjach czy automatyczne wypełnienie skomplikowanych formularzy online bezpośrednio z poziomu inteligentnego czatu. To wszystko jest częścią znacznie szerszej długoterminowej strategii Open AI, która to zakłada głębokie wbudowanie swoich innowacyjnych rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji w codzienne życie swoich użytkowników, zarówno w pracy jak i w domu. Nowa przeglądarka ma działać na otwartym silniku Chromium, czyli dokładnie na tym samym, co stanowi fundament dla takich przeglądarek jak Google Chrome, Microsoft Edge czy Opera. OpenI zatrudniła nawet niedawno dwóch doświadczonych byłych wiceprezesów Google, którzy przez wiele lat pracowali nad stworzeniem pierwszej przełomowej wersji przeglądarki Chrome. Początkowo podobno rozważano nawet zakup jakiejś gotowej istniejącej przeglądarki z rynku, ale ostatecznie zdecydowano się na stworzenie własnego rozwiązania. Głównie po to, żeby mieć pełną nieograniczoną kontrolę nad tym, jakie dane o użytkownikach można dzięki temu zebrać. Rynek nie będzie jednak na pewno łatwy do zdobycia. Sam Chrome ma obecnie 3 miliardy aktywnych użytkowników na całym świecie i kontroluje ponad 65% globalnego rynku przeglądarek internetowych. Dla porównania drugie miejsce w tym rankingu zajmuje przeglądarka Safari od Apple z udziałem na poziomie 16%. Open AI może jednak liczyć tutaj na ogromne wsparcie swojej bardzo licznej i lojalnej bazy użytkowników. Sam chat GPT ma już 500 milionów aktywnych użytkowników tygodniowo oraz 3 miliony płacących biznesowo klientów. Warto tylko dodać, że rola przeglądarki Chrome w zbieraniu danych o użytkownikach do celów reklamowych była tak duża i tak kontrowersyjna, że amerykański Departament Sprawiedliwości w swoim niedawnym antymonopolowym procesie przeciwko Google zażądał jej formalnego podziału i wydzielenia ze spółki Alfabet, oskarżając Google o stosowanie nielegalnych monopolistycznych praktyk. Więc przeglądarka od Open AI to nie jest tylko jakiś tam kolejny projekt technologiczny, tylko dość ważny strategiczny ruch w globalnej wojnie o uwagę i oddane użytkownika. wojnie, która w najbliższych latach naprawdę zadecyduje o przyszłości całego rynku wyszukiwarek internetowych, całego rynku reklamy online i wszystkich usług opartych na sztucznej inteligencji. A my zmieniamy jeszcze temat i przeskakujemy na ciekawy rozwój sytuacji w Chinach. Wydaje się bowiem, że chińskie firmy kończą z podbijaniem rynku przez dumping cenowy. Kijing Pink zapowiada ostrą zmianę tego kursu. Po trzech długich latach nieustannych spadków cen producentów w Chinach i wyniszczających wojnach cenowych w wielu kluczowych dla chińskiej gospodarki branżach, władze w Pekinie zaczynają w końcu wysyłać bardzo wyraźne sygnały, że czas na fundamentalne zmiany. Prezydent Shing Pink i inni czołowi urzędnicy partyjni coraz bardziej otwarcie i coraz częściej krytykują zjawisko nadmiernej wewnętrznej konkurencji, która w ostatnich latach doprowadziła do drastycznego obniżenia cen i marsz w takich strategicznych sektorach jak produkcja stali, paneli słonecznych czy samochodów elektrycznych. I choć na razie nie ogłoszono jeszcze żadnego konkretnego planu działania to sama zmiana tonu oficjalnych komunikatów jest niezwykle wyraźna. Najwyższe kluczowe ciało decyzyjne Komunistycznej partii Chin do spraw gospodarki oficjalnie przyznało, że przyczyną obecnych problemów są między innymi prowadzone na masową skalę lokalne inwestycje, które promują nadprodukcję oraz system podatkowy, który faworyzuje ilość produkowanych towarów, a nie ich jakość i efektywność. Tak zwana deflacja producencka w Chinach trwa już 33 miesiące z rzędu. W czerwcu indeks cen producentów PPI spadł o 3,6% w ujęciu rocznym i jest to największy spadek od lipca 2023 oraz wyraźny sygnał, że sytuacja staje się naprawdę pilna. Choć samo słowo deflacja wciąż oficjalnie nie pojawia się w rządowych komunikatach, to ton ostatnich wypowiedzi najważniejszych polityków sugeruje, że problem już nie może być dłużej ignorowany. Niektóre najbardziej dotknięte tym problemem marże już teraz zaczęły samodzielnie ograniczać swoją własną produkcję. W przemyśle stalowym czy szklarskim planowane są znaczne cięcia mocy produkcyjnych, a ceny niektórych kluczowych surowców, jak na przykład stal zbrojeniowa, spadły ostatnio do poziomów niewidzianych od wielu, wielu lat. Również ludowy bank Chin w swoich ostatnich komunikatach zwrócił uwagę na poważne ryzyko dla całej gospodarki, wynikające z utrzymującego się od dłuższego czasu niskiego poziomu cen. Władze w Pekinie regularnie spotykają się z przedstawicielami firm z sektora fotowoltaiki i budownictwa, które pod presją rządu podpisują tak zwane porozumienia antyinwolucyjne, mające na celu dobrowolne ograniczanie niezdrowej, wyniszczającej rywalizacji, która wynika z ogromnej nadprodukcji. Dodatkowo niedawno uruchomiono nawet specjalną państwową platformę do zgłaszania opóźnień w płatnościach między firmami, co ma na celu ukrócenie tych bardzo powszechnych praktyk biznesowych w Chinach. Mimo tych wszystkich wyraźnych sygnałów wciąż jednak brakuje konkretnych systemowych działań ze strony rządu, bo przecież Pekin może teoretycznie wrócić do swoich sprawdzonych historycznych rozwiązań z lat 2015-2017, czyli do odgórnego administracyjnego ograniczenia mocy produkcyjnych w hutnictwie czy górnictwie, do masowej likwidacji pustych mieszkań komunalnych, do ponownego silnego wspierania popytu w sektorze budownictwa mieszkaniowego. Wtedy te działania faktycznie pomogłyby ustabilizować ceny i znacząco zwiększyć zyski chińskich firm przemysłowych. Tym razem jednak sytuacja będzie trudniejsza, bo popyt krajowy w Chinach pozostaje słaby, a eksport wyraźnie spowalnia. No i wiele kluczowych nowoczesnych sektorów, jak na przykład produkcja samochodów elektrycznych, jest zdominowana przez firmy quazi prywatne, co znacząco ogranicza możliwości bezpośredniej ingerencji ze strony państwa. Lokalne władze w poszczególnych prowincjach też mogą być dość niechętne jakimkolwiek odgórnym cięciom produkcji, obawiając się gwałtownego wzrostu bezrobocia na swoim terenie. Jednocześnie Chiny chcą przecież nadal dynamicznie rozwijać swój zaawansowany przemysł, zwłaszcza w odpowiedzi na działania Donalda Trumpa, który za wszelką cenę próbuje przenieść produkcję z powrotem do USA. Pekin rozważa nawet reaktywację swojego flagowego strategicznego programu Made in China 2025, który ma na celu wspieranie rozwoju najbardziej zaawansowanych technologii. W najbliższym czasie można się więc spodziewać raczej ograniczeń produkcji w tych sektorach, które są w pełni kontrolowane przez państwo, ale możliwe są też pewne zmiany regulacyjne dla firm prywatnych. być może jakieś ograniczenie dotychczasowych subsydiów, być może obniżki ulg eksportowych, a wszystko to w jednym celu podbicia trochę cen na chińskim rynku. To już wszystko, moi drodzy w tym filmiku, który powstał dzięki partnerowi odcinka Freom 24. Jeśli uważacie go za wartościowy, pomóżcie znaleźć go innym. Zostawcie łapkę w górę, zostawcie suba, napiszcie czego ciekawego się dowiedzieliście w komentarzu i pamiętajcie też, że na innych naszych social mediach często pojawiały się treści, których nigdy nie ma i nie będzie na YouTubie, więc też warto je śledzić. Linki do wszystkiego są w opisie tego materiału. A w tym to już wszystko. Do zarobienia. Cześć. [Muzyka] [Muzyka]

Przewijanie do góry