Europa pod presją Chin. Polska może być następna! [Szok Chiny 2.0 i Polska]

Chiński szok 2.0: Nowa fala wyzwań dla Europy i Polski

Zaktualizowany opis koncentruje się na zagrożeniach wynikających ze współczesnej strategii chińskiej przemysłowości, konkurencji w sektorach strategicznych (np. baterie, EV) oraz pośrednich skutkach dla Polski. Analiza rynku obejmuje porównanie „China Shock” z 2000 roku i nowej fali opartej na technologiach, skalach produkcji oraz subwencjach. Wykład obejmuje mechanizmy polityki przemysłowej Chin, wpływ na łańcuchy dostaw w Europie oraz unijne działania (np. cła na pojazdy elektryczne).

Film podkreśla różnice między klasyczną analizą wzrostu eksportu chińskiego a obecną sytuacją – gdzie zwycięzcą staje się Państwo, a nie tylko kapitał. Szczególną uwagę poświęca się także relacji Polski z zmodernizowanym przemysłem kontynentu, szczególnie w kontekście eksportu komponentów (np. baterie) oraz ubocznych skutków ewentualnych ograniczeń unijnych w sektorze. W-materials również dotyka tematu zróżnicowanego modelu gospodarczego Polski jako potencjalnej «ochrony» przed całkowitą deindustrializacją.

Chińska hegemonia technologiczna: Analiza skupia się na dominacji Pekinu w kluczowych sektorach: 90% globalnej produkcji baterii i fotowoltaiki.
Unijna strategia dewalingowa: Dyskusja o „riskingu” – dążby do zmniejszenia zależności od Chin poprzez lokalne produkcje.
Polska w szekrelli: Sektor motoryzacyjny i transformacja energetyczna – obszar największego ryzyka z powodu depenendencji od technologii chińskich. Ten kommentarz integruje dane z commi-NIE i ekonomistów, uwzględniając aktualne trendy rynkowe oraz polityczne (stan na 2025 rok). Wszystkie linki promujące są pozostawione w niezmienionej formie.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Polska może mieć poważny problem. Przez lata Europa gra według bardzo prostych zasad. My projektujemy, my Europa, ktoś inny produkuje i wszyscy na tym korzystają. Tanie produkty z Chin były wygodne, bo obniżały koszty, zwiększały dostępność, pozwalały też budować globalne łańcuchy dostaw. Wszystko działało zajebiście, jak dobrze naoliwiona maszynka. Problem w tym, że ta maszynka zaczęła się zacinać. Kiedyś chodziło o tanią pracę, a dziś chodzi o coś zupełnie innego. O technologię, skalę, wsparcie państwa. To co kiedyś było przewagą kosztową, dziś zaczyna być przewagą technologiczną, przewagą w skali produkcji i bardzo agresywną polityką przemysłową. I to nie jest tylko problem Niemiec czy całej Unii Europejskiej. To jest też problem Polski. Nawet jeśli nie konkurujemy bezpośrednio z Chinami, to jesteśmy bardzo głęboko wpięci w europejskie łańcuchy dostaw. A jeśli one zaczynają pękać, to prędzej czy później odczujemy to też u siebie. Jak mocno i kiedy to się wydarzy? No to już tłumaczę, moi drodzy, już tłumaczę. Zgarnij nawet 20 darmowych akcji o wartości do kilkuset dolarów każda. Załóż konto Freom 24, brokerze notowanym na amerykańskiej giełdzie Nazdak i partnerem tego materiału i zacznij budować swój portfel od darmowych akcji. No bo w końcu jak można od darmowych, to po co płacić? Po co płacić jak można od darmowych? A partnerem płynnościowym tego kanału jest firma ETOR. Moi drodzy i teraz proszę bardzo, co ja tutaj mam. Faktury mam. One tak leżą i czekają, aż ktoś się nimi zajmie. No i tak sobie leżą i czekają, bo nie ma się kto nimi zająć. Ale jeśli też macie taki problem, to możecie skorzystać z e- efaktora, dzięki czemu można zmieniać faktury w 24 godziny na płynność. Do 15 milionów złot i nawet w 8 godzin możecie dostać taką decyzję. Najszybszy taki proces na rynku, a do tego przejrzyste warunki i bardzo indywidualne podejście. Proszę bardzo. Także nie czekaj, nie czekajcie, jak macie tyle faktur do tutaj, prawda, sobie załatwienia, żeby, bo czekacie na płatność. My wystawiamy dużo faktur, bardzo ja wystawiam bardzo dużo faktur. No i tak sobie czekam, a nie muszę czekać, bo chcę pieniążki od razu. Pieniążki natychmiast spływają do mnie. Także sprawdajcie sami na efacttorcom.pl. Zobaczcie jak to działa. Link w opisie. >> Zasługuje na finansową obfitość. >> Inwestuj skuteczniej, mądrzej i z większym spokojem. Dołącz do strefy premium DNA, podobnie jak już ponad 4900 innych inwestorów. To najlepsze miejsce do świadomego zarządzania. swoim kapitałem, swoimi oszczędnościami. Dzięki za już prawie 105 000 waszych subskrypcji. Czas na milion, więc jeszcze tylko 895 z hakiem tysięcy. Także klikajcie i subujcie. Świat nagle zalały tanie produkty z Chin i wiele zachodnich firm nie ma z tym jak konkurować. Najmocniej było to widać po 2001 roku, już kiedy Chiny przystąpiły do Światowej Organizacji handlu i zostały w pełni włączone w globalny system handlowy. W krótkim o czasie eksport chińskich towarów przemysłowych zaczął wtedy zalewać świat. Dla wielu branż w Stanach Zjednoczonych i Europie to oznaczało nagłe pojawienie się bardzo silnej konkurencji cenowej i skala tej zmiany jest ogromna. W ciągu kilkunastu lat od przystąpienia do Światowej Organizacji handlu Chiny stały się największym eksporterem towarów na świecie i jednym z głównych centrów całej globalnej produkcji przemysłowej. Wszystko to było możliwe dzięki ogromnej przewadze kosztowej. Na początku XX wieku Chiny dysponowały gigantyczną rezerwą taniej siły roboczej. To byli ludzie, którzy napływali z obszarów wiejskich do bardzo szybko rozwijających się regionów przemysłowych. Równocześnie wtedy państwo inwestowało kolosalne środki i w porty, i w drogi, i w infrastrukturę energetyczną. wszystko, żeby błyskawicznie zwiększać moce wytwórcze. No i w efekcie globalne łańcuchy dostaw zaczęły reorganizować się dookoła chińskiego przemysłu. W praktyce wyglądało to tak, że Zachód sobie projektuje, Chiny sobie produkują. Na rynki USA i Europy zaczęły więc napływać ogromne ilości tanich dóbr przemysłowych. A w wielu przypadkach różnice cenowe były na tyle duże, że lokalni producenci nie byli w stanie konkurować nawet przy wyższej produktywności czy lepszej jakości produktów. Import z Chin zaczął stopniowo wypierać produkcję krajową, szczególnie w sektorach o niższych barierach technologicznych. A skalę tego zjawiska bardzo dobrze pokazują badania z 2013 roku. Tu wnioski były brutalne. Około 2 miliony miejsc pracy w USA zniknęło przez import z Chin. Najsilniej ucierpiały branże, w których przewagę konkurencyjną można było budować przede wszystkim dzięki niższym kosztom produkcji. To dotyczyło między innymi tekstyliów, godzierży, mebli, prostego sprzętu elektronicznego czy części wyposażenia gospodarstw domowych. W wielu przypadkach oznaczało to zamykanie zakładów i gwałtowny spadek zatrudnienia w tym zachodnim przemyśle. Ten proces bardzo mocno uderzył w tak zwane pasy przemysłowe Stanów Zjednoczonych, gdzie całe lokalne gospodarki były oparte na produkcji przemysłowej, tej prostej produkcji przemysłowej. Uderzył też w niektóre regiony przemysłowe Europy Zachodniej, chociaż mniej niż w USA. Ekonomiści, którzy analizowali to zjawisko, zwracali właśnie uwagę, że jego skutki były silnie zróżnicowane regionalnie. Import z Chin przyniósł konsumentom tańsze produkty, ale jednocześnie w wielu regionach przemysłowych przyspieszył całą deindustrializację i ten nierównomierny wpływ globalnej konkurencji na lokalne gospodarki stał się jednym z najważniejszych tematów badań nad globalizacją i jej efektami w całych ostatnich dwóch dekadach. To co było, to był pierwszy chiński szok, ale dziś dziś zaczyna się druga wersja. W sumie nawet trwa i jest o wiele groźniejsza. Jeśli pierwszy chiński szok był historią o taniej pracy, o prostym przemyśle i przenoszeniu fabryk do Azji, to druga fala jest historią o nadwyżkach mocy produkcyjnych, subsydiach i walce o dominację, ale już w branżach strategicznych. Teraz nie chodzi o tekstylia, zabawki czy jakąś prostą elektronikę z kalkulatorkiem. W centrum są sektory, które będą decydować o przewadze gospodarczej w najbliższych dekadach. Samochody elektryczne, baterie, energia. To właśnie dlatego dziś mówi się o tak zwanym China Shock 2, nowej fali presji eksportowej z Chin, która może uderzyć w coś, co było uznawane za przyszłość Europy i może uderzyć również w Polskę. >> Bardzo źle. >> I tu trzeba mieć na uwadze, że China shock 2.0 to nie jest przypadek. To częściowo pewien chytry chiński plan, gdzie jednym z elementów jest strategia Made in China 2025, którą ogłoszono w 2015 roku. Jej celem było przekształcenie Chin z centrum taniej produkcji w globalnego lidera zaawansowanych technologii i nowoczesnego przemysłu. W ramach tego programu państwo aktywnie wspiera rozwój wybranych branż przez subsydia, przez preferencyjne finansowanie, przez inwestycje w badania i rozwój oraz rozbudowę krajowych łańcuchów dostaw. Szczególny nacisk położono tu na nowoczesne sektory, a to pozwoliło chińskim firmom bardzo szybko zwiększać skalę produkcji i zdobywać pozycje na rynkach globalnych. Presję konkurencyjną dodatkowo wzmacnia słaba konsumpcja wewnętrzna w samych Chinach. W ostatnich latach popyt krajowy tam mocno osłabł z powodu różnych problemów, czy to sektora nieruchomości, czy ostrożniejszych wydatków, gospodarstw domowych i tak dalej, i tak dalej. W takiej sytuacji jeszcze większa część nadwyżek produkcyjnych trafia na rynki zagraniczne, przez co jest jeszcze łatwiejsza w walce cenowej. Skoro lokalni konsumenci nie wchłaniają, no czyli Chińczycy nie kupują, no to ktoś musi w tym wypadku świat. W połączeniu z ogromną skalą przemysłu i rosnącym poziomem technologicznym to prowadzi do wielkiej konkurencji dla producentów na zachodzie. Bo dzisiejsze napięcia handlowe wynikają nie tyle z różnic kosztowych, co także z faktu, że chińskie firmy coraz częściej oferują też zaawansowane technologicznie produkty, które są w stanie skutecznie technologicznie konkurować z Zachodem. Ta kontrola obejmuje coraz większą część łańcucha dostaw całych strategicznych sektorach i na ten mechanizm zwracała też uwagę Komisja Europejska, która uzasadniała wprowadzenie ceł wyrównawczych na chińskie samochody elektryczne. Wskazywano wtedy na subsydiowanie praktycznie całego łańcucha wartości przez Chińczyków od wydobycia surowców przez produkcję baterii po końcowy montaż pojazdów. A to prowadziło do zakłóceń konkurencji na rynku w Unii Europejskiej. lokalni producenci po prostu nie byli w stanie z czymś takim walczyć, bo to dzięki takiej polityce chińskie firmy mogą walczyć ceną na niewyobrażalną skalę. Poziom tej koncentracji na dobrze pokazują też najnowsze dokumenty Komisji Europejskiej dotyczące przemysłu netto zero, czyli sektorów produkujących technologie niezbędne do osiągnięcia neutralności klimatycznej. Według tych analiz Chiny kontrolują ponad 90% globalnych zdolności produkcyjnych i w fotowoltaice i w bateriach. A to pokazuje jak silną pozycję zdobyły już w tych kluczowych też dla Unii Europejskiej technologiach, w całej transformacji energetycznej. A to nawet nie są wszystkie problemy Zachodu z perspektywy konkurencji z Chinami. Na tym wykresie, który macie przed sobą, pokazano poziom cen energii w różnych regionach świata. Europa znajduje się dziś pod presją nie tylko dlatego, że jej konkurenci produkują dużo i tanio, tylko dlatego, że robią to w momencie, kiedy europejski przemysł sam walczy z rosnącymi kosztami. Jednym z kluczowych problemów dla europejskiego przemysłu były i są ceny energii, które w świecie należą do jednych z najwyższych. W dużej mierze to wynika z kierunku europejskiej polityki klimatycznej, energetycznej, bo pakiet Fit 55 zakłada szybkie ograniczanie emisji CO2, co z kolei oznacza dla przedsiębiorstw rosnące koszty związane z systemem handlu emisjami gazów cieplarnianych, czyli ETS. Dla wielu branż energochłonnych jak chemia, jak hutnictwo, jak produkcja materiałów, opłaty za emisj coraz większy element kosztów produkcji. Dokładnie więc w momencie kiedy konkurencja przyspiesza, Europa sama podnosi sobie koszty konkurencji. No jakiż to jest absurd, gdzie dodatkowym czynnikiem jest nawet transformacja europejskiego miksu energetycznego w bardziej idiotyczny. W niektórych krajach, zwłaszcza w Niemczech, decyzje o zamykaniu elektrowni jądrowych ograniczyły dostęp do stabilnych i relatywnie tanich źródeł energii. A w połączeniu z dużą zależnością od importowanych surowców, na przykład gazu z Rosji, to sprawia, że ceny prądu dla przemysłu w Europie są dużo wyższe niż w wielu innych regionach świata. A w tym samym czasie Chiny się nie cyrtoniły. Chiny intensywnie rozwijały energetykę jądrową. Europejski przemysł jest więc w fazie globalnej konkurencji z wyraźnie gorszą bazą kosztową. Firmy muszą jednocześnie finansować inwestycje w dekarbonizację, dostosować się do bardziej wymagających regulacji środowiskowych i utrzymywać konkurencyjne ceny dla swoich produktów. A tymczasem w Chinach energia dla przemysłu jest relatywnie tania. Państwo dodatkowo aktywnie wspiera rozwój strategicznych sektorów. >> No i fajnie. >> No mówiąc bardziej obrazowo, w tej rozgrywce Europa biegnie pod górę, chińska konkurencja zjeżdża z górki. Niet trudno zgadnąć, kto ma w takiej sytuacji przewagę, no nie. Problem polega też na tym, że Europa przez lata budowała model gospodarczy oparty na otwartym handlu, na stabilnych regułach i przekonaniu, że globalizacja ostatecznie działa na korzyść wszystkich uczestników. Działa pod warunkiem, że każdy gra fairplay, a nie każdy gra fairplay, bo nie tak działa świat. I ten model właśnie zderza się z rzeczywistością, w której część światowych graczy działa według logiki znacznie bardziej strategicznej, państwowej. Otwarty handel przestaje działać, kiedy zagraniczne firmy są w dużej mierze strategicznymi decyzjami całego państwa, bo to sprawia, że europejski przemysł nie konkuruje tak naprawdę z firmami, tylko z całymi modelami gospodarczymi, a to już jest dużo trudniejsze i radykalnie zmienia zasady gry. Europa jest więc pod presją z dwóch stron na raz. No bo z jednej strony potrzebuje tanich technologii i surowców, bo bez nich transformacja energetyczna będzie wolniejsza i droższa. Z drugiej strony zbyt duże uzależnienie od zewnętrznej podaży może oznaczać dalsze osłabienie własnego przemysłu. To właśnie jest dziś europejski dylemat. Jak korzystać z globalnego handlu nie rezygnując jednocześnie z własnej bazy przemysłowej. To jest pytanie czy Europa będzie producentem nowej gospodarki czy wyłącznie klientem tej nowoczesnej gospodarki. i może być niby tylko klientem, ale jeśli jesteś tylko klientem, to musisz mieć super duże zasoby gotówki i inne przewagi. Z tym może być trudniej po jakimś czasie. Ten chiński szok 2.0 już się w efekcie materializuje. Po spadku w 2023 roku import z Chin ponownie wyraźnie przyspieszył. W 2025 jego wartość sięgała około 630 miliardów dolarów, a to oznaczało kilkunastopro%ocentowy wzrost rok do roku i skalę tego zjawiska najlepiej widać w dłuższej perspektywie. W latach 2015-2025 import towarów z Chin do Europy zwiększył się o ponad 60%. Najsilniejsze przyspieszenie nastąpiło w okresie pandemii, gdy zakłócenia w globalnych łańcuchach dodatkowo nasiliły jeszcze wpływy chińskich produktów na rynki. A jak na to wszystko jest przygotowana Polska? Nie jesteśmy odcięci od tego zjawiska. Po prostu ekspozycja u nas ma nieco inny charakter niż w wielu dużych gospodarkach przemysłowych. 90% polskiego eksportu trafia do innych krajów europejskich. Największą odbiorcą to są Niemcy, którzy odpowiadają za około 27% sprzedaży, potem Czechy, Francja, Wielka Brytania wyraźnie z mniejszym udziałem. Spoza Europy tak naprawdę rynkiem istotnym pozostają Stany Zjednoczone. I tak z niewielkim udziałem około 3,3%. Jednocześnie w imporcie coraz większą rolę odgrywają partnerzy spoza Europy. Największym dostawcą jednak dalej pozostają Niemcy z udziałem 20%, ale już na drugim miejscu są Chiny, które odpowiadają za około 15% całego naszego importu. Potem Stany Zjednoczone z udziałem około 5%. Polska odczuwa ten problem potencjalnie na dwa sposoby. Z jednej strony bezpośrednio przez wysoki import chińskich towarów na krajowy rynek, z drugiej strony pośrednio przez bardzo silne powiązania z europejskimi łańcuchami dostaw, zwłaszcza z gospodarką niemiecką. To szczególnie ważne w branżach, w których Polska nie sprzedaje gotowego produktu końcowego, tylko komponenty, półprodukty i usługi dla większych grup przemysłowych, bo w takim modelu krajowy producent często nie widzi chińskiej konkurencji wprost, ale i tak ją odczuwa. Albo spadną zamówienia, albo będzie większa presja na ceny i ściskanie marży, albo będzie pogorszenie rentowności całego łańcucha dostaw. Polska nie widzi często tej konkurencji, ale ją odczuwa. Chiński eksporter uderza w dużego europejskiego gracza, a ten duży gracz zaczyna po prostu mniej zamawiać u polskiego dostawcy. Najbardziej wrażliwym obszarem tutaj jest na razie motoryzacja. Polska nie jest, nie była i nigdy pewnie nie będzie potęgą w produkcji własnych marek samochodowych, ale jest ważnym zapleczem części komponentów. baterie, elektronika, szeroko rozumiana produkcja okołosamochodowa. Jeśli europejscy producenci będą tracić udziały rynkowe albo marże pod presją chińskich aut, to odbije się to również na polskich fabrykach. Jeśli Europa zacznie przegrywać finalnie w motoryzacji, to Polska, a raczej sektory polskiej gospodarki też to odczują. Do tego osobnym problemem jest tu presja cenowa w sektorach związanych z transformacją energetyczną. Dla odbiorcy tanie chińskie komponenty mogą wyglądać jak dobra wiadomość, bo obniżają koszt inwestycji. Kłopot zaczyna się jednak wtedy, gdy europejska, w tym polska produkcja, nie jest w stanie na tych warunkach osiągać opłacalności, bo to grozi sytuacją, w której Polska będzie wdrażać transformację głównie na importowanych technologiach, zamiast budować własne kompetencje przemysłowe dookoła tych nowych branż. No innymi słowy, można szybko kupić gotowy produkt, ale dużo trudniej zbudować wokół niego lokalny przemysł, prawda? I teraz, żeby nie było przyadnego demonizowania, na tle wielu gospodarek europejskich, Polska jest relatywnie i tak mało narażona na bezpośrednie skutki chińskiego szoku. Głównie dzięki temu, że mamy bardzo zróżnicowaną strukturę gospodarki, eksport, zatrudnienie i produkcja są u nas rozłożone na bardzo wiele różnych branż, a to zmniejsza zależność od pojedynczych sektorów i ogranicza skalę potencjalnych wstrząsów. Czesi mają większy problem. Tam masa gospodarki uzależniona jest od przemysłu motoryzacyjnego. My mamy z kolei masę różnych silnych, małych sektorów. Chociażby sektor rolnospożywczy razem z przetwórstwem żywności, gdzie jesteśmy bardzo mocno osadzeni, gdzie rywalizacja z Chinami nie jest aż taka bolesna. Mamy mocny sektor chemiczny, gdzie też rywalizacja z Chinami nie jest aż taka istotna. Ta dywersyfikacja gospodarcza u nas działa jak swoisty mechanizm stabilizujący. Zróżnicowana struktura sprawia, że polska gospodarka jest o wiele mniej podatna na wstrząsy w pojedynczej branży. To nas wiele razy chroniło i to będzie nas chronić dalej. W krajach silnie wyspecjalizowanych, gdzie eksport i zatrudnienie w dużej mierze opierają się na jednym sektorze przemysłowym, to spadek popytu albo pojawienie się silnej konkurencji z zagranicy może się przełożyć na pogorszenie koniunktury w całej gospodarce. A w Polsce skutki takich zmian są zazwyczaj dużo bardziej rozproszone. Poszczególne branże reagują na globalne trendy w różnym tempie i z różną siłą. To jest nasza przewaga. Ale to nie znaczy, że nic nie powinniśmy robić wobec zagrożenia z Chin. No częściowo nas i tak uderzy. Polska jest częścią Unii Europejskiej, a polityka handlowa należy do kompetencji wspólnotowych. W praktyce więc oznacza to, że decyzje w tej sprawie, w sprawie walki z Chinami zapadają na poziomie całej Unii Europejskiej, a nie poszczególnych państw. Więc odpowiedź na ewentualny chiński szok będzie i jest wypracowywana wspólnie. To jest dość trudne zadanie. No bo kraje, które nie mają rozwiniętego przemysłu, ale mogą korzystać z tanich chińskich produktów, nie będą za bardzo chętne na cła albo jakiś protekcjonizm gospodarczy. Jedyne co dostaną w zamian to podwyżki cen. Więc po co to komu? Inaczej sprawa będzie wyglądać dla krajów takich jak Niemcy, gdzie motoryzacja i ogólnie przemysł eksportowy to kluczowa gałąź gospodarki. tam protekcjonizm będzie mieć znaczenie. W efekcie polityka handlowa Unii Europejskiej staje się pewną zagadką, bardzo solidnym dylematem, jak ochronić europejski przemysł nie odcinając się od inwestycji, technologii ważnego rynku zbytu. Polska musi tu starać się zachować bardzo delikatną równowagę. No bo z jednej strony mamy interes w silniejszej ochronie unijnej produkcji, z drugiej strony trzeba brać pod uwagę ryzyko działań odwetowych, które uderzą bezpośrednio w nas. Dobrym przykładem tej sytuacji są unijne cłana chińskie samochody elektryczne. Dla Polski to jest zarówno szansa, jak i spore ryzyko. Bo z jednej strony Komisja Europejska uznała, że chiński łańcuch w całym sektorze elektryków korzysta z nieuczciwych dotacji. Dlatego od 30 października 2024 obowiązują cławy równawcze na importów. No i z polskiej perspektywy to może dać pewien oddech europejskiej motoryzacji, więc w efekcie dać trochę ulgi polskim producentom, czy to baterii, czy komponentów. Ale jednocześnie Polska już odczuła częściowo ten efekt uboczny, bo po unijnym głosowaniu popierającym wprowadzenie ceł produkcja chińskiego modelu Lip Motor w Tychach została wstrzymana, a plan dotyczący też kolejnego modelu przesunięto już poza Polskę. Więc takie sytuacje dobrze pokazują jak silnie decyzje handlowe podejmowane na poziomie Unii Europejskiej mogą przekładać się na konkretne inwestycje i konkretne miejsca pracy w państwach członkowskich. I właśnie w odpowiedzi na te rosnące napięcia gospodarcze z Chinami, Unia Europejska coraz wyraźniej stawia na taką strategię Theiskingu. Unia próbuje zrobić coś pośrodku, nie zrywać relacji z Chinami, ale być od nich mniej zależnymi. W praktyce oznacza to dywersyfikację łańcuchów dostaw, rozwijanie własnych zdolności produkcyjnych w Europie i większą kontrolę nad inwestycjami i przepyłem technologii. A elementem tych strategii jest wprowadzanie nowych narzędzi regulacyjnych. Unia rozwija mechanizmy kontroli inwestycji zagranicznych, koordynuje ograniczenia eksportowe w różnych sektorach i stara się chronić badania naukowe i technologie przed transferem do państw trzecich właśnie takich jak Chiny. Równolegle podejmowane są też próby wzmacniania własnego przemysłu przez programy wsparcia dla strategicznych sektorów. Więc celem deris Kingu nie jest tylko ograniczenie handlu z Chinami, tylko budowa bardziej odpornej i bezpiecznej struktury gospodarczej dla całej Europy. Zamiast zamykać drogę dla Chin, Europa stara się wzmacniać własny przemysł. Wdrażanie tej strategii postępuje raczej powoli, no ale Komisja Europejska zapowiedziała szerokie działania mające ograniczyć zależności gospodarcze od Chin. Tylko, że w praktyce wiele inicjatyw ma na razie głównie charakter konsultacji, rekomendacji i planów działania. Jak to buni bywa, Bruksela lubi się koncentrować na monitorowaniu sytuacji, analizach ryzyka i koordynacji działań, a nie na faktycznych działaniach. No ale ciężko też się trochę temu dziwić, bo sporym blokerem są różnice interesów między państwami. Trochę tak jak z Polską. Część krajów się obawia, że za duże i za szybkie ograniczanie powiązań z Chinami zaszkodzi europejskim firmom i inwestycjom, a część dokładnie tego chce. W efekcie te najbardziej ambitne propozycje Komisji Europejskiej są często łagodzone albo odkładane w czasie. Więc cała polityka riskingu rozwija się stopniowo i za wolno. Nie ma gwałtownej zmiany. A jeśli nie ma gwałtownej zmiany, no to od uniezależnienie się od Chin przechodzi tak wolno. Tylko, że powolność działania to w takim świecie duże ryzyko. W świecie, w którym największe potęgi coraz aktywniej prowadzą politykę przemysłową i rywalizują przewagi technologiczne, za wolna reakcja oznacza po prostu stopniową utratę pozycji w globalnej gospodarce. Jeśli Europa będzie ograniczać się głównie do debatowania i jakiś małych korekt regulacyjnych, to coraz większa część kluczowych technologii produkcji będzie po prostu powstawać poza jej granicami. Trochę tak, że gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta, tylko że w tym wypadku tych dwóch, co się bije jest w tej samej drużynie w Unii Europejskiej i po prostu nie mogą się dogadać. A ten trzeci to po prostu Chiny, które wykorzystują tą bójkę i zabierają wszystko, co jest dookoła. W takim scenariuszu Polska prędzej czy później też odczuje skutki osłabienia europejskiej gospodarki. I choć struktura naszej krajowej gospodarki jest zdywersyfikowana i bezpieczniejsza, to problemy pojawiające się w europejskim przemyśle z czasem też będą przenikać do poszczególnych sektorów w Polsce. Nie da się nas całkowicie odizolować od walki Europy z Chinami. Chiński szok 2.0, ten drugi, to jest proces, który już teraz się dzieje i przebudowuje całą globalną gospodarkę i on będzie miał bardzo konkretne konsekwencje, zresztą już ma dla całej Europy i również będzie mieć te konsekwencje dla Polski, bo nawet jeśli nie widzimy tej konkurencji bezpośrednio, to i tak ją odczujemy. I już teraz powinniśmy myśleć, co zrobić, żeby mieć jeszcze mniejszy problem w całym konkurowaniu ceną. Nie wygramy. W tej grze Europa ani już Polska powoli nie ma przewagi. Trzeba znaleźć jakiś inny sposób, żeby konkurować. Może jakością, może technologią, może jeszcze czymś innym, ale ceną nie wygramy. No a naprawdę wolimy być producentem w nowej gospodarce niż tylko klientem. A jeśli moi drodzy chcecie być jeszcze bardziej na bieżąco z takimi wydarzeniami to zachęcam już do sprawdzenia wersji premium portalu 11 regularnie korzysta ponad 4900 już osób. Wszyscy dostają tam codziennie różne analizy, przemyślenia po rynkach gospodarce ode mnie i całego naszego zespołu DNA. Także mają możliwość obserwowania jak ja sam inwestuję własne oszczędności w portfelach łącznej wartości prawie 7 milionów złot. Duże pieniądze, dużo emocji, ale gwarantuję, że jeszcze więcej nauki i to naukę mogę wam obiecać. Więc na temat zajścia na stronie premiumdnarynków.pl. Link jest oczywiście w opisie nagrania. W tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć.

Przewijanie do góry