Ten metal wpłynął na losy II wojny. 80 lat później jego temat powraca [Geopolityka Wolframu i jej wpływ na zbrojeniówkę]

Dlaczego wolfram jest metalem strategicznym?

Dowiedz się, dlaczego wolfram, mimo niewielkiego rynku, odgrywa kluczową rolę w nowoczesnej geopolityce i przemyśle zbrojeniowym. W materiale analizujemy, jak Chiny kontrolując 80% wydobycia i 90% przetwarzania wolframu stały się strategicznym graczem w globalnym łańcuchu dostaw, wpływając na bezpieczeństwo Europy i Stanów Zjednoczonych.

Wolfram charakteryzuje się najwyższą temperaturą topnienia spośród wszystkich metali, exceptionalną twardością i wysoką gęstością, dzięki czemu jest niezastąpiony w produkcji narzędzi skrawających (wiertła, frezy, ostrza), pocisków przeciwpancernych oraz komponentów lotniczych. Jego połączenie z węglem tworzy węglik wolframu – jeden z najtwardszych znanych materiałów przemysłowych.

Jak Chiny zbudowały przewagę na rynku wolframu?

Poprzez dekady taniej produkcji Chiny zdominowały zarówno wydobycie, jak i przetwórstwo wolframu, prowadząc do upadku zachodnich zakładów. Obecnie wykorzystują swoją pozycję jako narzędzie geopolitycznego nacisku – wprowadzając ograniczenia eksportowe, wymagając specjalnych pozwoleń i kontrolując dostawy do kluczowych sektorów obronnych.

Skutki dla Polski, Europy i USA

Wysokie ceny wolframu (wzrost o kilkaset procent w 2025–2026 r.) bezpośrednio wpływają na koszty produkcji amunicji, narzędzi maszynowych i komponentów dla przemysłu lotniczego i elektronicznego. Polska, uzależniona od chińskich dostaw, stoi przed wyzwaniem związanym z bezpieczeństwem obronnym i konkurencyjnością przemysłu. Analizujemy również potencjał rodzimych złóż (np. w Myszkowie) oraz inicjatywy dywersyfikacji dostaw, w tym projekt w Kazachstanie z udziałem podmiotów powiązanych z rodziną Trumpa.

Czy zachód może odzyskać niezależność?

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Nie potrzeba sabotażu, żeby zaburzyć pracę sporej części zachodniego przemysłu, zwłaszcza zbrojeniowego. Wystarczy zamknięcie dostaw pewnego metalu i to już teraz częściowo robi jedno państwo, które kontroluje około 80% jego wydobycia i aż 90% przetwarzania. I tak się składa, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy cena tego surowca wystrzeliła o kilkaset procent. Ta informacja przeszła gdzieś bokiem. No nic dziwnego, bo wszyscy patrzyliśmy na ropę, gaz ziemny, złoto, srebro czy nawet miedź. Tymczasem to ten metal stał się skutecznym narzędziem nacisku w dzisiejszej geopolityce. I co ciekawe tego metalu wcale nie brakuje. Złóż jest na świecie dużo, są nawet całkiem spore w Polsce. Problem leży zupełnie gdzie indziej i jest to problem, na który zachód pracował sobie latami. Chodzi o to, kto obecnie kontroluje dostawy tego metalu, którym jest Wolfram. Skutki tych rekordowych cen dotyczyć też będą polskich fabryk, polskiego wojska i bezpieczeństwa naszego kraju i całej Europy. Ale polski akcent sięga jeszcze głębiej w tej sprawie i to dosłownie głębiej. O tym dziś też opowiem. Jest jednak pewna nadzieja dla Polski i Zachodu, pewien nowy projekt kopalni, który miałoby choć częściowo zaradzić chińskiemu Wolframowi. Jest to placówka w Kazachstanie i tu pojawia się ciekawe nazwisko, którego w Kazachstanie raczej nie powinniśmy się spodziewać, ale z drugiej strony w tych czasach chyba nikogo nie zaskoczy. To jest to nazwisko Trump. tych informacji przedstawiłem już sporo, ale spokojnie dziś w tym materiale wytłumaczę to wszystko powoli, od początku do końca i nie musisz się znać na ekonomii ani na metalurgii, żeby ten materiał w pełni zrozumieć. Zadbam o to, żeby było jasno, przystępnie i klarownie. Zatem naszych stałych widzów proszę o kredyt zaufania w postaci łapki w górę i wejdźmy głębiej w intrygę związaną z Wolframem. Wolfram. Zacznijmy od samego metalu. No więc czym właściwie Wolfram jest? Ze wszystkich metali jakie znamy Wolfram jest jednym z najtrudniejszych do stopienia. potrafi wytrzymać naprawdę bardzo wysoką temperaturę i pozostaje twardy nawet wtedy, gdy inne metale już dawno płynęłyby jak woda. Więc to jest kluczowa cecha wolframu. Bardzo wysoka temperatura topnienia. Druga ważna cecha, Wolfram jest metalem dość ciężkim, naprawdę ciężkim, prawie tak jak złoto. Zresztą Wolfram jest często używany z tego powodu do podrabiania złota, ale to taka tylko dygresja. Trzecia rzecz, wolfram jest bardzo, bardzo twardy. Sam czysty wolfram to oczywiście jeszcze nie wszystko. Dopiero jak połączymy go z węglem, to otrzymamy coś jeszcze bardziej pancernego, co nazywa się węglik Wolframu. Węglik Wolframu to jest jeden z najtwardszych materiałów, jakich w ogóle używa się w przemyśle, w budowlance, wojsku i tak dalej. To teraz gdzie Wolfram można znaleźć? W przemyśle jest on wykorzystywany w wielu kluczowych miejscach. Zacznijmy od takich najbardziej typowych rzeczy jak wiertła, które potrafią przebijać się przez stal jak masło. To z uwagi na te wspomniane węgliki Wolframu stosowane na końcach wierteł. Oprócz tego te wszystkie wielkie maszyny, które drążą tunele i kopalnie, tak samo muszą mieć końcówki wolframowe. Frezy, więc frezarki, ostrza do tokarek, no obróbka wszystkiego, co jest metalowe. Tutaj te spiekane węgliki są niezbędne. Do tego jeszcze zastosowania wojskowe. Wolfram jest używany do pocisków, które przebijają na przykład pancerze czołgów. Do tego Wolfram nadaje się wręcz idealnie, bo jest twardy i ciężki jednocześnie. To zresztą technologia sięgająca jeszcze czasów II wojny światowej. Z tym wiąże się też pouczająca historia, do której wrócimy. W ogóle wszędzie tam, gdzie trzeba obrabiać jakiś metal, tam musi być coś twardszego niż ten metal. A najczęściej jest do tego używany Wolfram, bo jest odporniejszy, twardszy i cięższy. Także Wolframu raczej najczęściej nie widać w finalnych produktach, ale jakby Wolframu zabrakło, to nagle mnóstwo rzeczy albo nie da się wyprodukować, albo jest to trudniejsze, bo nie ma czym tego obrabiać. I jeszcze jedno, żeby zrozumieć skalę. Rynek Wolframu to nie jest wielki rynek. Cały świat zużywa rocznie jakieś 100-10 000 ton Wolframu. To oczywiście znacznie mniejsza skala w porównaniu z ropą czy rynkiem stali. A w efekcie takim małym rynkiem łatwo jest zachwiać czy manipulować. Wystarczy jeden gracz, który trzyma większość rynku, żeby zatrząść całym rynkiem. I dokładnie to widzimy. I tu dochodzimy do pierwszego paradoksu, bo złóż Wolframu na świecie wcale nie brakuje. Na obecne potrzeby złoża są z dużym nadmiarem wystarczające. Problem nie leży więc w tym ile jest złóż. nawet nie leży w wydobyciu, tylko w kolejnym kroku cyklu życia Wolframu, który jest kluczowy. I tutaj wchodzą do gry Chiny. Żeby to zrozumieć, zobaczmy jak Wolfram dociera z ziemi do gotowego produktu czy narzędzia. Najpierw wykopuje się rude, ale to jeszcze nie metal, tylko taki półprodukt i to właśnie w tej formie Wolfram kupuje się i sprzedaje na całym świecie. To jego cenę śledzą rynki. Dopiero potem robi się z tego proszek, a z proszku spieka twarde końcówki do ostrz czy części narzędzi. I teraz tak, Chiny nie tylko wydobywają najwięcej volframu, bo 80%. One przede wszystkim Wolfram przetwarzają, a to już 90%, więc tu przewaga jest jeszcze większa, bo owszem, poza Chinami też da się Wolfram przetwarzać, nawet trochę w Austrii, trochę w USA się to robi, ale tych mocy jest dramatycznie za mało i nawet gdy Europa czy Ameryka ma jakąś kopalnię, no bez przeróbki, niewiele z takiej kopalni się da wycisnąć. No dobra, ale jak to się w ogóle stało, że Zachód sam sobie to zrobił? W prosty sposób schemat ten jest już dobrze znany. Przez lata chiński Wolfram po prostu był najtańszy. W rezultacie zachodnie kopalnie i placówki przetwarzające Wolfram jedna po drugiej upadały, bo nie dało się z tanimi Chińczykami konkurować. Zachód więc dobrowolnie oddał ten łańcuch dostaw Chinom, bo tak było i wygodniej i taniej. Chiny oczywiście już dawno zrozumiały swoją przewagę w takiej sytuacji, a w 2025 roku po prostu z tego bezlitośnie skorzystały. Oto co zrobiły Chiny. Najpierw jeszcze pod koniec 2024 roku, czyli jeszcze przed początkiem kadencji Donalda Trumpa, zablokowały sprzedaż do amerykańskiego wojska. Przypominam tutaj, Wolfram jest niezbędny do obróbki metali, ale też do pocisków artyleryjskich, czołgowych, przeciwpancernych, do samolotów i tak dalej. Potem Trump w styczniu 2025 roku dochodzi do władzy i już na początku lutego uderza cłami w Chiny. A Chiny odpowiadają niemal natychmiast, wpisując między innymi Wolfram na specjalną listę. Od tego momentu, żeby wywieźć Wolfram z Chin za granicę, konieczne jest specjalne pozwolenie od rządu w Pekinie. Z tymi pozwoleniami było już tylko coraz trudniej i trudniej. Był co prawda moment odwilży, jesienią 2025 roku po spotkaniu Trumpa z Shijin Pingiem. Wtedy Chiny na rok zawiesiły część restrykcji wobec Stanów Zjednoczonych, ale to poluzowanie nie dotyczyło Wolframu. Potem w styczniu 2026 roku Pekin znów przykręcił śrubę nowym katalogiem towarów podwójnego zastosowania. I dziś Wolfram na Export może wypuszczać już tylko garstka firm zatwierdzonych przez Pekin. Konkretnie jest to 15 firm. No a reszta no po prostu nie może. I trzeba uczciwie powiedzieć, że chińskie poczynania nie dzieją się w próżni. Chiny odpowiadają w ten sposób na amerykańskie cła i na blokadę dostępu do najnowszych chipów. Obie strony grają więc w podobną grę, ale do tego jeszcze wrócę na końcu. Więc to nie jest tak, że Chinom Wolframu zabrakło. No wcale nie. Chiny mają go dużo, ale po prostu same decydują komu i ile sprzedają. Chcą więcej, to wypuszczą więcej, a jak chcą mniej to zaostrzają pozwolenia. Część tej drożyzny na rynku Wolframu to oczywiście nie tylko polityka, to też realnie kurcząca się produkcja, ponieważ Chiny od kilku lat same tną własne limity wydobycia, powołując się na ochronę środowiska i gorszą jakość rudy. To wersja oficjalna. Jednak skoro i tak Chiny wydobywają jakieś 80%, a przetwarzają ponad 90% światowego Wolframu, to ich kontrole eksportowe to czynnik najważniejszy. Więc jak trzeba się z kimś dogadać, to i Wolfram da się z Chin wyeksportować. Zatem taka kontrola ze strony Chin jest wykorzystywana jako źródło stałego geopolitycznego nacisku na kraje zachodnie. Jeden z komentatorów na łamach Reutersa napisał dość wymownie, że każdy pocisk wystrzelony przez Amerykanów nad Iranem spala amerykańskie zapasy Wolframu. Ładnie powiedziane, ale niestety dla Amerykanów prawdziwe. A to, że chiński plan działa, to najszybciej pokazał rynek Wolframu. Cena Wolframu poszybowała w górę, potem nieco się uspokoiła, ale nadal jest kilka razy wyższa niż rok temu. Nie będę tutaj zasypywał cię liczbami, bo to nie ma większego sensu. Myślę, że ten wykres, który widzisz na ekranie mówi sam za siebie. Oczywiście różne źródła podają różne kwoty zależnie od tego, o której dokładnie formie tego metalu akurat mówimy. Ale wszędzie trend jest ten sam. Ta cena, która interesuje nas w Europie najbardziej, bo ona pokazuje ile to kosztuje dla Europy i Zachodu, wystrzeliła z jakiś 330 $ar na początku 2025 roku do ponad 3000 $ w połowie 2026, czyli jest to wzrost kilkukrotny. Wolfram był najmocniej drożejącym strategicznym surowcem w okresie od stycznia do kwietnia 2026. I ten wzrost nie kończy się na wykresach, w końcu przekłada się na koszty produktów, które wszyscy kupujemy. Producenci z krajów zachodnich, którzy wcześniej dostawali swój Wolfram w kilka tygodni, usłyszeli nagle, że poczekają na metal znacznie dłużej, czasem nawet wielokrotnie dłużej. A europejskie firmy zbrojeniowe potrzebują Wolframu bardzo dużo, bo mają obecnie gigantyczne portfele zamówień i zleceń. Potrzebują go do produkcji pocisków, czołgów i tak dalej. Więc nie dość, że Chiny ograniczają produkcję, to jeszcze chętnych na Wolfram jest znacznie więcej, bo akurat na świecie toczą się dwie duże wojny jednocześnie. Chodzi oczywiście o wojny na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie. Obie te wojny pożerają ogromne zapasy amunicji. Wymagane są zatem kolejne i kolejne dostawy. A więc potrzebny jest do tego Wolfram. A do tego Wolframu coraz więcej potrzebne jest w elektronice, do obróbki w przemyśle półprzewodników, serwerów i tak dalej. Potrzebny jest Wolfram do całej tej gorączki sztucznej inteligencji. Problem też w tym, że niedoboru Wolframu nie da się tak szybko i całkowicie zastąpić jakimś jego substytutem. Natomiast Zachód nie stoi w miejscu. Oczywiście planuje działać, planuje tej sytuacji zaradzić. Jak o tym za chwilę. Partnerem odcinka jest Dom Maklerski XTB, gdzie możesz handlować bez prowizji do 100 000 € miesięcznego obrotu i gdzie założysz konto IKE i XZE. A jak zrobisz to z kodem rabatowym FX Mac, to odbierzesz jeszcze dodatkowe szkolenie. Jeżeli nie masz tam jeszcze konta klikaj link w opisie. Planowane są nowe zachodnie kopalnie. coś już rusza, jak na przykład kopalnia Sangdong w Korei Południowej, którą uruchamia kanadyjska firma Almonti z częścią produkcji zakontraktowaną dla Stanów Zjednoczonych. Jednak na produkcję na naprawdę dużą skalę, która realnie odciąży zachód, poczekamy raczej do około 2030 roku, czyli stanie się to dość nieprędko. Zatem mamy duży skok ceny Wolframu. Nie ma na ten moment sygnałów zmniejszenia tego niedoboru, co miałoby wywołać powrót do poziomów sprzedroku. A teraz nadchodzi ciekawy moment tego nagrania, bo za chwilę zobaczymy, kto już zdążył się ustawić, żeby na tej sytuacji na rynku Wolframu zarobić. Jednak najpierw cofnijmy się w czasie, bo już samo uzależnienie od Wolframu już raz wywołało realny wpływ na losy wojny. II wojna światowa. Niemcy w późnej fazie wojny rozpaczliwie potrzebują Wolframu. Wiedzą, że bez tego metalu nie zrobią ani najwyższej klasy amunicji czołgowej, ani nie będą mieli narzędzi w swoich fabrykach zbrojeniowych. A najwięcej Wolframu dostępnego wtedy dla Niemiec jest na Półwyspie Iberyjskim w Hiszpanii i Portugalii. Alianci zdają sobie z tego sprawę i wykonują ciekawy manewr. Hiszpania i Portugalia to kraje neutralne, więc alianci nie mogą tam wejść z wojskiem, ale mają zamiast tego pewien plan. Jaki? Sprytny. Alianci zaczynają ten portugalski i hiszpański Wolfram po prostu wykupywać na pniu i nawet płacą za niego absurdalne pieniądze. Byle tylko ten Wolfram nie trafiał do II Rzeszy. Na tym wykresie widać zresztą to, jak wzrosły ceny hiszpańskiego Wolframu od 1941 do 1943 roku. Alianci naciskają na Hiszpanię i Portugalię, żeby wstrzymały dostawy do II Rzeszy, ale to nie wystarcza. Więc w pewnym momencie posuwają się do czegoś, co w sumie znamy też z ostatnich miesięcy, do odcięcia dostaw ropy, żeby mocniej przycisnąć Hiszpanię do tego, żeby pozbyła się Wolframu na rzecz aliantów. Niemcy mieli przez to poważny problem, ale to nie zatrzymało całkiem niemieckiej machiny wojennej, bo Niemcy nauczyli się ten metal oszczędzać, kombinować i racjonować. Niemniej i tak Wolfram stał się dla Niemiec trudniejszy do zdobycia, a przemysł miał wyższe koszty. I pod koniec wojny niemieckie załogi pancerne miały realny problem z dostępem amunicji wolframowej, która miała największą przebielność pancerza, a to przecież była przewaga realna na polu walki. Dowództwo wprost komunikowało, żeby oszczędzać dającą przewagę amunicję przeciwpancerną z Wolframem, bo to była amunicja lepszej klasy, która miała większą przebijalność pancerza, a to przecież dawało realną przewagę na polu walki. To oczywiście zmniejszało skuteczność wojsk w walce z czołgami przeciwnika. Wpływ był zatem realny i to jest ważna lekcja z największej wojny w historii świata. Ale mówimy tu o pociskach, które są najbardziej rzucającą się w oczy rzeczą. są najbardziej wybrzmiewającym przykładem, ale Wolfram był też oczywiście potrzebny w narzędziach, którymi te pociski i wiele, wiele innych rzeczy dało się robić, jak karabiny, samoloty i całą resztę machiny wojennej. 80 lat później mamy przed sobą dość podobną sytuację, mianowicie to, że kto rządzi na rynku Wolframu dyktuje warunki. Oczywiście to nie jest sytuacja identyczna. Tym razem to producent, czyli Chiny decyduje do kogo popłynie metal, a do kogo nie. Przyjrzyjmy się jeszcze temu jak bardzo kwestia braku Wolframu jest ważna dla Europy i Ameryki. Amerykańscy analitycy wskazali 12 surowców strategicznych dla obronności i w przypadku 10 dominują Chiny, a Wolfram jest jednym z nich. Więc już łatwo się domyśleć, dlaczego cała rozgrywka o Wolfram przestaje być dla nas, Polaków abstrakcją i dotyczy naszego kraju. bezpośrednio. Polska to jest kraj, który nadal bardzo dużo rzeczy obrabia. Mamy zakłady produkujące części do samochodów, maszyny, komponenty obrabiarki. A do obrabiania metalu potrzeba właśnie tych narzędzi z węglikiem Wolframu. Chodzi o noże, wiertła, frezy. Logiczne jest więc to, że kiedy drożeją narzędzia, to drożeje też wszystko, co się tym narzędziem robi. Weźmy choćby felgi do aut robione na ogromną skalę w stalowej woli. Wolframu w nich nie ma, ale maszyny, które felgi obrabiają, mają narzędzia z węglikiem Wolframu. Drożeje narzędzie, po trochu drożeje wszystko, co się nimi robi. Nie jest to ogromna skala, nie jest to wielka skala, ale jednak jest to pewien czynnik. droższy Wolfram to też droższe pociski produkowane przez Dezamet czy Mesco dla polskiego wojska. Akurat właśnie teraz Polska zbroi się przecież jak mało kto w całym NATO. Kupujemy, budujemy, rozkręcamy produkcję amunicji, a linie produkcyjne stoją na narzędziach. Polska większość przetworzonego Wolframu ściąga oczywiście z Chin lub ze źródeł prowadzących do Chin. Czyli znów wracamy do tego samego punktu sprawy. Jednak oczywiście jest tu pewna nadzieja. Polska ma własny Wolfram ukryty pod ziemią. Mamy złoża w Myszkowie. Są tam też inne metale, jak na przykład Molibden. Wygląda to oczywiście na papierze obiecująco, a co z tego wyjdzie, to nie mam pojęcia. Zostawiam to już tobie do własnego osądu. Wiadomo, że od faktu, że mamy złoża do działającej kopalni, droga może być kręta. To złoże w Myszkowie jest wciąż na takim etapie, że wymaga jeszcze dokładnego zbadania pozwoleń, choć udokumentowane jest już od 1993 roku, więc to jest pewien potencjał na przyszłość, ale nie będzie to ratunek w dzisiejszej sytuacji. Co ciekawe, wydobyciem w Myszkowie interesują się Amerykanie. Jednak najbliższy amerykański pomysł prowadzi nie do Polski i nie do Europy, a do Kazachstanu. Tu robi się ciekawie, jeśli pamiętasz jeszcze wstęp tego nagrania. Więc tak. Kazachstan ma duże złoża Wolframu, a firma, która chce volfram wydobywać, reklamuje to wręcz jako największe niezagospodarowane złoże tego metalu w skali świata. Jakimś sposobem projekt wspiera amerykański rząd. Dla Amerykanów złoża w Kazachstanie mają być wielkim sposobem na uniezależnienie się od Chin, a kopalnia ma tam zostać uruchomiona w 2029 roku. Przeszłoby to bez większego echa, gdyby nie to, co wygrzebał Financial Times, bo okazało się, że w spółkę powiązaną z tym kazachskim projektem zainwestowali, uwaga, synowie prezydenta Stanów Zjednoczonych Donald Trump Junior oraz Eric Trump. Zrobili to przez spółkę wydmuszkę, która potem połączyła się z podmiotem realizującym cały ten kontrakt. W grę wchodzą ogromne pieniądze. To jeszcze nie jest finalnie klepnięty kontrakt. To na ten moment są jeszcze niewiążące listy intencyjne, ale deklaracje są takie, że Amerykanie rozważają wsparcie finansowe rzędu 1,6 miliarda dolarów. Przy czym sam projekt szacuje się na jakieś miliard 100 milionów dolarów, ale spółka poszła jeszcze osobno uwaga bezpośrednio do samego Pentagonu poprosić o kolejne 400 milionów dolarów. Jeśli chodzi o panów Trump to powiem tak. Uznam to za pewien konflikt interesów. Nie będę wchodzić to bardzo głęboko, ale dorzucę tutaj jedną rzecz i zostawię to tobie do oceny. Oficjalnie nie ma dowodów, że synowie prezydenta wpłynęli na przyznanie kontraktu czy na proces finansowania. Fakt jest jednak taki, że udziały zostały kupione przez synów Trumpa pod koniec października, a samą umowę między Stanami a Kazachstanem podpisano zaledwie 6 dni później. Całe szczęście w tej historii, że volfram nie jest metalem strategicznie aż tak wszechobecnym. To nie jest tak wszechobecny surowiec jak ropa, gdzie jak ropa drożeje, to błyskawicznie mamy przełożenie na ceny na stacjach paliw, a potem i na ceny prawie wszystkiego. Z Wolframem oczywiście tak nie jest. Natomiast drogi Wolfram uderza przede wszystkim w konkretne branże, producentów narzędzi, zbrojeniówkę, trochę branżę elektroniczną. To nie jest cios w całą gospodarkę i nie odczujesz tego tak bezpośrednio w koszyku zakupów, ale rosną koszty w przemyśle, trudniej cokolwiek produkować, a to akurat moment, gdy Europa chce swoją produkcję rozkręcać. Jednak spójrzmy na to też z tej strony. To, że ceny Wolframu są aż tak wysokie, to już samo w sobie jest czynnikiem, który sprawia, że to narzędzie w rękach Chin się osłabia, bo jak ceny są aż tak wysokie, to nagle rentowne staje się wydobywanie w Stanach Zjednoczonych, w Kazachstanie, w Hiszpanii może się okazać opłacalne nawet w Polsce. No i wtedy jeszcze bardziej opłaca się też recykling. A akurat Wolfram jest jednym z metali, który odzyskuje się poprzez recykling całkiem skutecznie. Zatem są więc całkiem realne sposoby na wyjście z tej pułapki. Jednak są to sposoby powolne albo ograniczone. Do tego państwa takie jak Stany Zjednoczone mają swoje zapasy strategiczne, po które mogą sięgnąć, ale są one skromne. To wszystko oczywiście troszkę amortyzuje cios, ale to też jest część problemu. Zresztą USA wprowadziły limit czasowy deadline, który określa, że od stycznia 2027 wojsko amerykańskie nie będzie mogło kupować chińskiego Wolframu do zastosowań obronnych. Zresztą drogi Wolfram sprawia też, że spada popyt na Wolfram, bo z jednej strony ten recykling mamy, a z drugiej po prostu wysoka cena sprawia, że firmy starają się odnaleźć te swoje głębokie zapasy magazynowe czy pozyskiwać Wolfram na przeróżne sposoby. Więc tak to mniej więcej wygląda. Podsumowując to w jednym zdaniu, Chiny blokują surowce takie jak Wolfram, ale na przykład Ameryka robi to samo, blokując dostęp do najnowocześniejszych chipów i układów elektronicznych. Więc obie strony grają w podobną grę. Każdy ma po prostu jakieś swoje karty. Jeden wniosek na koniec tego nagrania jest taki, że jedna rzecz to jest posiadanie surowca. Ile ma się go w ziemi, ile ma się złóż, ile ma się Wolframu Zakopanego. A druga sprawa to jest to, kto kontroluje przetwarzanie tego surowca. W tym często ukryta jest ta prawdziwa gra, której nie zobaczymy w zestawieniach i tabelach przedstawianych przez analityków i ekonomistów. A to co stanie się dalej zależy w gruncie rzeczy od jednej kwestii. Czy Europa, Ameryka, kraje Zachodu zdążą odbudować własne wydobycie i przetwarzanie Wolframu, zanim Chiny dokręcą śrubę do końca, bo złoża, jak widzieliśmy, ma nawet nasz kraj Polska Pod Myszkowem. Pytanie tylko, czy tym razem wyciągniemy z historii lekcje i zaczniemy to przetwarzać u siebie. Przekonamy się, albo i nie. Jednak Wolfram to dopiero jedna odsłona tej rozgrywki. Jest bowiem pewien inny pierwiastek, przy którym przewaga Chin jest niemal absolutna. Mówimy tu o jakiś 99% światowej produkcji, która jest w Chinach. I tutaj ta geopolityczna gra jeszcze się zagęszcza, bo Chiny blokują kluczowe metale strategiczne, a zachód blokuje chipy, w których ten pierwiastek jest stosowany. Co ciekawe, nie ma nawet kopalni galu. To jest ten metal, o którym mówię, co utrudnia Europie i USA odbicie z tego rynku, a sam Galę topi się w dłoni. Jeśli chcesz, żebym i ten temat rozłożył na czynniki pierwsze, to napisz w komentarzu gal albo galium, bo to jest nazwa łacińska, czy tak też nazywa się to po angielsku. Wtedy zrobię o tym osobny materiał, bo historia Galu jest chyba jeszcze bardziej intrygująca, przynajmniej dla mnie. Więc tym bardziej chcę się tym podzielić. Więc mam nadzieję, że ten materiał przypadł ci do gustu. Jeśli tak, to dorzuć łapkę w górę, a jeśli nie chcesz przegapić innych podobnych materiałów, które regularnie pojawiają się na naszym kanale, to dorzuć jeszcze subskrypcję, jeśli jeszcze tego nie robisz. Dzięki, że jesteś ze mną dziś do końca. Widzimy się w kolejnym materiale. Do zobaczenia. [muzyka] >> [muzyka] >> Ah.

Przewijanie do góry