Trump zmienia układ sił na giełdzie! 1,5 bln USD na zbrojenia i konsekwencje dla rynku nieruchomości [Polityka a Rynek Giełdowy]

Wyniki z tygodnia 2025-01-27: Jak decyzje polityczne wpływają na rynki?

Tydzień pokazał, że polityka potrafi drastycznie zmieniać nastroje rynkowe szybciej niż dane makroekonomiczne. Donald Trump wprowadził zakaz dywidend dla firm zbrojeniowych, co wywołało spadki akcji, ale kilka godzin później ogłosił wzrost budżetu wojskowego o 1,5 biliona USD, co spowodowało ich wyraźny odbicie. To przykład, jak rynki reagują na sygnały polityczne, a nie na fundamenty ekonomiczne.

W tym tygodniu omawiane zostały:
Polityka USA i sektor obronny: Przykład z zakazu dywidend i reakcja na budżet wojskowy. Jakie konsekwencje miał na rynki, fundusze i firmy jak Lockheed Martin czy Northrop Grumman?

Rynek nieruchomości w USA: Dwa znaczące sygnały Trumpa – zakaz zakupu domów przez fundusze i zakup 200 mld obligacji hipotecznych. Jakie efekty na ceny i stopy?

Technologia i AI: Partnerstwo Nvidia–Uber w robotaxi, wzrost Googlea w kapitalizacji, porównawcza analiza z Apple.

Europa: Niemcy i cła Trumpa: Odbicie produkcji przemysłowej, wpływ na eksport i krajowe rynki.

  • • Analiza wpływu decyzji Trumpa na rynek akcji zbrojeniowych
  • • Drastyczne zmiany w sektorze nieruchomości w USA
  • • Nowe technologie: robotaxi i przyszłość AI w USA
  • • Odbicie Niemiec – sygnały z przemysłu i budżetu
  • • Prawną walkę firm przeciwko cłom Trumpa
Zobacz pełną transkrypcję filmu

Jeśli ktoś chciał w tym tygodniu zobaczyć jak bardzo rynki i giełdy potrafią być zakładnikiem polityki, no to dostał perfekcyjny pokaz, bo jednego dnia Donald Trump straszy sektor zbrojeniowy jego własny zakazem dywidend i klubów akcji. No to kursy w dół, a kilkanaście godzin później pojawia się hasło budżetu wojskowego na poziomie półtora biliona dolarów i te same spółki gwałtownie odbijają jeszcze bardziej niż spadały. A to wszystko był dopiero początek tych wszystkich dziwacw. To był tydzień, w którym sentyment naprawdę zmieniał się o wiele szybciej niż na główki w mediach. I to nie tylko w zbrojeniówce. biały Dom mieszał też na rynku nieruchomości. Pojawiły się pozwy firm przeciwko cłom Trumpa, a jednocześnie sektor technologii i półprzewodników znowu zaczął pisać własne bardzo, bardzo nieoczywiste historie. W tym Fin Weeku bierzemy na warsztat polityczny roller coaster w Stanach Zjednoczonych, jego wpływ na konkretne sektory i spółki, a także kilka sygnałów, które pokazują gdzie kapitał zaczyna się dziś ustawiać, a gdzie narasta większe ryzyko. Będzie na przykład też o partnerstwie Nvidia i Ubera, o turystyce półprzewodnikowej w Korei i budzących się w końcu Niemczech. Zapraszam. Zgarnij nawet 20 akcji o wartości do kilkuset dolarów każda. Załóż konto Freedom 24, brokerze notowanym na amerykańskiej giełdzie NZDAQ i zacznij budować swój portfel od darmowych akcji. A partnerem technologicznym kanału jest HP, producent tak oto wydajnych i łatwych w obsłudze drukarek HP Smartank 750. I moi drodzy, jeśli kiedykolwiek w życiu drukowaliście cokolwiek, to znacie to przyjemne uczucie, zwłaszcza kiedy jest mróz świeżo wydrukowanej kartki. Ona co robi? Grzeje, jest cieplutka. No więc jeśli teraz za oknem mru -15 - 20, a wam nie wystarcza grzania w domu, no to co możecie zrobić? Drukować na potęgę, bo jak wydrukujecie karteczki cieplutkie i okładamy się i proszę, od razu, od razu jest cieplej. Także kupujcie drukarki HP Smart Tank 750 z kodem cymcyk 15 15% taniej. Inwestuj lepiej, mądrzej i z większym spokojem. Dołącz do strefy premu DNA, podobnie jak już ponad 4500 innych inwestorów. To naprawdę najlepsze miejsce do świadomego zarządzania swoim kapitałem i swoimi oszczędnościami. Dzięki za już 99 000 prawie waszych subskrypcji. Już naprawdę rzut beretem do setki, więc nie czekajcie, kliknijcie suba teraz i pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać. [muzyka] No jeśli ktoś szukał w tym tygodniu idealnego przykładu rynkowego chaosu sterowanego jednym tylko politykiem, to sektor zbrojeniowy w Stanach Zjednoczonych dostarczył go naprawdę w pakiecie premium. Najpierw Donald Trump straszył zakazem dywidend i skupów akcji przez te spółki, więc kursy spółek zanurkowały, a chwilę później po sesji padło hasło budżetu wojskowego na poziomie półtora biliona dolarów i te same akcje gwałtownie odbiły. Rollerco w czystej postaci. Ale zacznijmy najpierw od pierwszego aktu tego przedstawienia. Trump podpisuje rozporządzenie, które ma ograniczyć wypłaty, dywidend i bbeki wśród firm zbrojeniowych współpracujących z rządem USA. Logika administracji rządowej była tu dość prosta. Najpierw te spółki mają więcej inwestować w nowe technologie, dostarczać lepsze produkty, przyspieszyć produkcję uzbrojenia, a dopiero potem mogą dzielić się gotówką z akcjonariuszami. No i dla rynku był to zimny prysznic, bo sektor obronny od lat jest postrzegany jako takie stabilne źródło dywidend. Lockhead Martin wypłaca je regularnie od ponad dwóch dekad, a średnie stopy dywidendy w ogóle w tej branży są wyższe niż na szerokim S&P 500. No więc nic dziwnego, że po takiej informacji w środę akcje takich spółek jak Norfr Gruman, RTX czy właśnie Locket Martin spadały po około 5%. Inwestorzy zareagowali nerwowo, no bo ograniczenie zwrotu kapitału oznacza jedno. Mniej gotówki dla inwestora tu i teraz. Co prawda analitycy szybko studzili emocje, pojawiły się głosy, że pomysł wygląda bardziej na polityczne deklaracje niż realnie egzekwowane regulacje, a jego wdrożenie w praktyce nie jest takie oczywiste. No bo od razu pojawiły się pytania, jak w ogóle to zrobić, czy coś takiego jest zgodne z prawem. Ale wtedy tak czy inaczej wszedł na deski drugi akt przedstawienia już po sesji, bo Trump ogłosił, że chce podnieść budżet wojskowy Stanów Zjednoczonych do półtora biliona dolarów w 2027 roku, czyli około 50% powyżej obecnego poziomu. No i tu rynek momentalnie zmienił narrację, bo zamiast skupiać się na jakiś tam dywidendach, to inwestorzy zaczęli liczyć przyszłe kontrakty, przyszłe zamówienia i przyszłe przychody i efekt był natychmiastowy. Norfr Gruman raptemurs 8%, Lockhead Martin 6%, Mniejsze spółki takie jak Aerovironment czy Kratos zanotowały nawet dwucyfrowe wzrosty. Te dwie ostatnie swoją drogą bardzo ciekawe omawialiśmy w odcinku poświęconym dronom. Polecam ten odcinek. Dlaczego ta druga informacja okazała się o wiele ważniejsza? No bo w sektorze zbrojeniowym długoterminowe wydatki rządowe to klucz. Zakaz bbacków czy dywidend to problem dla inwestora dywidendowego, ale wzrost budżetu oznacza jedno. Większy portfel zamówień na lata. Ograniczenie zwrotu kapitału, jasne jest negatywne, ale do udźwignięcia, zwłaszcza jeśli mamy skok wydatków wojskowych w takiej wielkiej mierze, który zdecydowanie ten efekt zneutralizuje i całkowicie przyćmi. I co ciekawe, ta huśtawka nastrojów nie dotyczyła tylko Stanów Zjednoczonych, bo europejskie spółki zbrojeniowe również reagowały na to wzrostami, chociaż tam ten entuzjazm był raczej umiarkowany. Na koniec warto spojrzeć na to z perspektywy inwestora. No ta sytuacja pokazuje jasno, że polityka potrafi zmienić w kilka godzin zaledwie sentyment do czegoś o 180 stopni. Zakaz dywidend brzmi groźnie, no ale przy budżecie rzędu 1,5tora biliona dolarów rynek bardzo szybko potrafi dojść do wniosku, że długoterminowo liczy się coś totalnie innego. I taka rzeczywistość realnie powinna skłaniać inwestorów do długoterminowego podejścia i do trzymania się swoich strategii, a nie do emocjonalnych zmian zdania. I to w ogóle był tydzień Trumpa, o tak go nazwijmy, bo nie dość, że Grenlandia, o której był osobny odcinek, też polecam, nie dość, że żonglerka ze spółkami wojskowymi jak przed chwilą, to jeszcze rynek mieszkaniowy w Stanach Zjednoczonych też dostał dwa potężne sygnały z białego Domu i oba, w tym akurat wypadku w tym samym kierunku. Najpierw była groźba zakazu kupowania domów jednorodzinnych przez fundusze z Wall Street, potem zapowiedź uruchomienia 200 miliardów dolarów na skup obligacji hipotecznych przez Freddy Mac i Fenny May. Efekt jest taki, że ta polityczna ofensywa pod hasłem przywracania American Dream dała sporo znaków zapytania. Jasne. Ale dała też masę nadziei dla osób chcących nieruchomości. Zacznijmy od początku i od zakazu. Donald Trump zapowiedział, że jego administracja podejmie kroki, żeby uniemożliwić dużym instytucjom finansowym skupowanie domów jednorodzinnych. No i ten argument jest prosty i bardzo nośny politycznie, bo domy są dla ludzi, a nie dla korporacji. Według danych przywoływanych przez rząd instytucjonalni inwestorzy posiadali w 2022 roku około 450 000 takich nieruchomości, co stanowiło mniej więcej 3% rynku domów jednorodzinnych na wynajem. To nie brzmi jak jakaś wielka dominacja, ale w debacie publicznej te właśnie fundusze stały się bardzo wygodnym symbolem problemu z dostępnością mieszkań. Warto tu w tym kontekście podkreślić też, że w listopadzie 2026 są mittermy w USA, tak wybory cząstkowe, więc trzeba sobie znaleźć jakiegoś kozła ofiarnego, który jest odpowiedzialny tym razem za drożyznę domów. >> No klasyczna strategia, a na kogo zrzucić, jak nie na krwiopijczych kapitalistów. >> Rynek zareagował więc natychmiast. Akcje American Homes for Rent spadły w trakcie sesji nawet 11% i znalazły się raptem na poziomie najniższym od 2023 roku. Cały w ogóle indeks spółek mieszkaniowych też znalazł się pod silną presją, no bo inwestorzy zrozumieli przekaz bardzo szybko. Jeśli administracja faktycznie chce ograniczyć popyt ze strony dużych graczy, to model biznesowy części rynku wynajmu długoterminowego po prostu się posypie. Problem w tym, że na razie nie wiadomo jak taki zakaz miałby wyglądać w praktyce, ani na jakiej podstawie prawnej miałby zostać w ogóle wprowadzony. Potem wszedł jeszcze drugi ruch Trumpa, jeszcze ciekawszy chyba z głównie makroekonomicznego punktu widzenia. Prezydent wezwał Fenny May i Freddy Mac do zakupu 200 miliardów dolarów obligacji hipotecznych. To są takie instytucje, które stoją w samym centrum amerykańskiego rynku kredytów mieszkaniowych, które być może niektóre z was mogą kojarzyć jako odgrywających kluczową rolę również podczas kryzysu finansowego z lat 2008-29. Dziś mają one formalny limit posiadanych papierów, ale według danych z listopada 2025 wciąż mają około 200 miliardów dolarów wolnej przestrzeni limitu, żeby ten portfel swój powiększać. I tu mechanizm jest dość prosty. No skup obligacji hipotecznych zwiększy popyt na te instrumenty. Zwiększenie popytu na te instrumenty obniży rentowność tych instrumentów, a w efekcie może przełożyć się na niższe oprocentowanie kredytów hipotecznych. Szacunki mówią tu o potencjalnym spadku rzędu nawet 1/4 punktu procentowego lub więcej. Przy obecnych stopach dla tym rynku, które krążą nieco dookoła 6,2% to nie jest tylko kosmetyka, tylko faktycznie jakaś realna ulga dla części kupujących. No tyle, że tu pojawia się klasyczny problem rynku nieruchomości. Niższe stopy wspomagał popyt, jasne, ale nie rozwiążą problemu podaży. A Stany Zjednoczone wciąż szacują, że mają niedobór kilku milionów domów, a budownictwo mieszkaniowe długo nie podniosło się jak na razie po kryzysie finansowym z 2009 roku. Jeśli kredyty stałyby się tańsze, a liczba dostępnych nieruchomości by nie wzrosła, no to ceny mogą znowu zacząć iść w górę. I do tego dochodzi ryzyko efektu, tak zwane refilock, czyli sytuacji, w której właściciele po refinansowaniu kredytu, przy niższym oprocentowaniu nie będą chcieli sprzedawać domów i zmieniać swojego miejsca zamieszkania. No jeśli te dwa ruchy połączymy sobie na koniec w taką jedną klamrę, w jedną całość, to okazuje się, że Trump próbuje jednocześnie uderzyć w popyt instytucjonalny i pobudzić popyt indywidualny przez tańsze kredyty. No politycznie to się spina, ale ekonomicznie to efekt wcale nie musi być taki jednoznaczny. A jednoznaczny jest za to wynik agresywnego portfela Freedom 24, który po raz kolejny dobrze wchodzi w nowy rok i już zalicza w tym roku prawie 6% stopy zwrotu. Od startu tego portfela na początku 2024 roku stopa zwrotu to już prawie 75%. I teraz uwaga dla tych mniej kumatych, bo tacy co chwilę zdarzacie się w komentarzach. To jest stopa zwrotu w euro, więc jeśli chcecie ją porównywać z S&P 500, to trzeba ją porównywać ze stopą zwrotu z S&P 500 liczonym w euro, która za ten sam okres wynosi nawet nie 30%, więc portfel bije ją ponad dwukrotnie. Albo jeśli chcecie ją porównywać ze S&P 500 liczonym w dolarach, to trzeba by sobie cały ten portfel przeliczyć na dolary i w efekcie stopa zwrotu z tego portfela byłaby bliska gdzieś około 90 nawet proc. Naprawdę da się zarabiać na zagranicznych spółkach lepiej od indeksów, jeśli tylko wie się co się robi. Ostatnio do tego portfela trafiły akcje spółki Odiditech. Trochę rotacji tam było. Opowiadałem o tym tydzień temu, nie? Więc w tym tygodniu nic nie zmieniłem. No minęło dopiero pięć sesji od tamtego czasu, także żadnych zmian. Jeśli chcecie w ogóle cały ten portfel oglądać na bieżąco, to link do niego znajduje się w opisie tego materiału i pamiętajcie, że wszystkie instrumenty niezbędne do jego odwzorowania znajdzie na koncie Freedom 24, a także jeśli założycie tam konto z linka w opisie, to możecie dostać nawet 20 20 darmowych akcji o wartości każda, nawet kilkaset kilkaset dolarów każda. Takie akcje możecie se zatrzymać i liczyć na to, że wzrosną. Możecie sobie sprzedać i wypłacić pieniądze. Możecie sobie je sprzedać i kupić sobie za to jakieś inne akcje do wyboru, do koloru możliwości. Ktoś jeszcze uważa, że autonomiczne taksówki to jest pieśń odległej przyszłości, to właśnie Nvidia i Uber tym razem wyciągają go z błędu po raz kolejny. Plany tu są bardzo konkretne, liczby bardzo duże, a ambicje naprawdę spore. Mówimy o flocie nawet 100 000 robotaksówek, które mają zacząć realnie pojawiać się na platformie Ubera od 202 roku. Punktem wyjścia jest partnerstwo, które obie firmy zacieśniają od początku tego roku. Uber wnosi to, czego nie ma żaden producent samochodów, ani żaden startup z jazdy autonomicznej, czyli globalną platformę z milionami użytkowników realnym popytem i doświadczeniem operacyjnym. NVIDIA w tym wypadku z kolei dostarcza mózg całej operacji. Chodzi o platformę Nvidia Drive Hyperion 10 oraz układy Drive AGX Tore oparte na architekturze Blackwell. W praktyce to zestaw sprzętu i oprogramowania, zdolny do przetwarzania danych z kamer, radarów i liarów w czasie rzeczywistym z ogromną mocą obliczeniową. Uber nie buduje jednak tutaj własnych samochodów i to jest klucz do całej tej strategii. Firma działa tu jak agregator. Uber łączy de facto wielu producentów i wielu deweloperów autonomii w jednym ekosystemie. I w ramach współpracy z Nvidia pierwszym dużym dostawcą pojazdów ma tu być Stelantis, który zadeklarował na start dostarczenie co najmniej 5000 robotaksówek. A poza Stelantisem swój udział ogłosili już Lucid i Mercedes. Uber przejmie pełną obsługę floty odładowania przez czyszczenie po zdalne wsparcie i kontakt z klientem. Równolegle też Uber rozwija inne projekty w tym zakresie, bo na CS zaprezentowano gotowy do produkcji pojazd oparty na elektrycznej platformie Lucid Gravity z systemem autonomii poziomu 4 i komputerem NVIDIA Drave AGX Tore. Testy drogowe już trwają w rejonie zatoki San Francisco, a start komercyjnej usługi planowany jest na koniec 2026 roku. Te pojazdy mają pomieścić nawet sześć pasażerów, oferować pełną wizualizację tego, co widzi samochód oraz zestaw czujników zapewniających percepcję na 360 stopni. No i Uber planuje wdrożyć co najmniej 20 000 takich aut w ciągu kilku lat. Istotnym elementem całej tej układanki jest tak zwane Robotaxi Data Factory. Uber deklaruje zebranie ponad 3 milionów godzin danych z jazd autonomicznych, a te dane trafiają do systemów Nvidia, gdzie są etykietowane, analizowane, symulowane i wykorzystywane do trenowania modeli AI. To właśnie tutaj wchodzą do gry modele Alpamao zaprezentowane przez Nvidię na CS. Są one projektowane pod tak zwane longtail scenarios, czyli rzadkie, nietypowe sytuacje drogowe i zamiast reagować schematycznie, system ma szybko przeanalizować problem krok po kroku. Efekt ma być prosty. Mniej błędów w momentach, w których człowiek też musiałby się chwilę zastanawiać. Dlaczego Uber jest w tym wszystkim w ogóle wygranym? No bo nie musi wygrywać wyścigu technologicznego w pojedynkę, jak teoretycznie reszta. Autonomia kosztuje miliardy dolarów, a same zestawy sensorów potrafią kosztować od kilku do kilkudziesięciu tysięcy dolarów na każdy pojazd. Dla pojedynczego producenta samochodów to jest ryzyko trudne do udźwignięcia, a Uber daje im gotowy rynek zbytu gotową skalę. Pasażerów nie interesuje logo na masce. Interesuje ich tylko to, żeby samochód przyjechał szybko i żeby było bezpiecznie. No i żeby było jak najlepiej tanio. Strategia Ubera, która jest oparta na wielu partnerstwach, na integracji wielu flot, tworzy naprawdę bardzo wysoki próg wejścia dla kogokolwiek innego. Jeśli plan 100 000 autonomicznych pojazdów zacznie się materializować w kolejnych latach, to Uber ma szansę zdominować rynek robotaxi i wtedy pytanie nie będzie brzmiało, czy autonomiczne pojazdy się przyjmą, tylko kto jeszcze zdąży w ogóle do tego pociągu wskoczyć. W tej chwili akcje Ubera są po ponad 20% korekcie, ale po wielu pozytywnych informacjach z CS 2026 już odbiły w zaledwie trzy sesje o 9%. Daleko im jednak jeszcze do Google, które właśnie przebiło kapitalizacją Apple i to jest historyczna zmiana warty. Pod względem kapitalizacji giełdowej Google stał się drugą największą spółką świata, ustępując miejsca wyłącznie Nvidia. symboliczny dość moment, ale moment, który dobrze pokazuje jak bardzo zmieniła się narracja wygranych w amerykańskiej technologii. W środę w tygodniu akcje alfabetu wzrosły o 2,4% co dało spółce wycenę na poziomie prawie 3,9 biliona dolarów. A Apple zakończył ten sam dzień z kapitalizacją 3,85 biliona dolarów po sześciu kolejnych sesjach spadkowych, które łącznie obniżyły jego wartość o niemal 5%, czyli prawie w tym wypadku 200 miliardów dolców. W czwartek różnica jeszcze bardziej się pogłębiła, bo Apple stracił kolejny procent, alfabet zyskiwał kolejny procent. Po raz pierwszy od 2019 roku Google znów jest większy od Apple. I za tą zmianą stoi przede wszystkim sztuczna inteligencja. Alfabet stał się jednym z największych beneficjentów obecnej fali inwestycji w AI, a rynek coraz wyraźniej widzi w nim firmę bardzo dobrze ustawioną na kilku kluczowych frontach jednocześnie. Po pierwsze miał tam miejsce bardzo dobre przyjęcie najnowszego modelu Geremini i uspokoiło to obawy, że Google zaczyna przegrywać wyścig z takimi graczami jako Open AI. Po drugie weszły do tego własne układy tensor processing Unit, czyli TPU, które są postrzegane jako potencjalne istotne źródło przyszłych przychodów i pewna alternatywa dla wkładów Nvidia, zwłaszcza w świecie, w którym zapotrzebowanie na moc obliczeniową jest kolosalne i szybsze niż kiedykolwiek. W efekcie akcje alfabetu wzrosły w 2025 roku o ponad 65% co było najlepszym wynikiem w gronie tak zwanego Magnificent 7. A Apple w tym samym czasie wyraźnie stracił impet i rozczarował w zakresie sztucznej inteligencji. Przy czym Apple ma pewne asy w rękawie jeśli chodzi o sztuczną inteligencję, ale to nie jest temat na ten odcinek. No i do tego przychody Google cały czas rosną w dynamicznym dwucyfrowym tempie, a Apple zdaje się coraz mocniej przystawać do spółek value, a nie Grow, przynajmniej jeśli chodzi o tempo wzrostu przychodów. No a bez wyników ciężko utrzymywać to samo tempo wzrostu cen akcji. Na szczycie tabeli największych firm świata pozostaje Nvidia z kapitalizacją około 4,6 biliona dolarów. Ale sam fakt, że Google wyprzedził Apple jest jasnym sygnałem. Rynek przestawia się z historii opartych na stricte sprzęcie i ekosystemach konsumenckich do narracji wokół danych modeli infrastruktury AI. No i tutaj Alfabet przynajmniej na razie gra w tej lidze dużo, dużo wyżej niż Apple. A my zmieniamy temat i lecimy do Niemiec, bo po miesiącach rozczarowań niemiecki przemysł wreszcie daje sygnał, na który rynek czekał od dawna. Zamówienia w fabrykach wyraźnie odbiły, zaskakując ekonomistów i sugerując, że największa gospodarka Europy może mieć za sobą już najgorszy moment całego cyklu. W listopadzie zamówienia w niemieckim przemyśle wzrosło o 5,6%, a miesiąc do miesiąca po 1,6% wzrostu w październiku. Konsensus rynkowy zakładał spadek, więc skala pozytywnego zaskoczenia była jednak dość spora i co ważne to jest trzeci miesiąc wzrostów z rzędu po czterech miesiącach spadków, co już samo w sobie jest dobrym i mocnym sygnałem zmiany całego trendu. Duża część tego wzrostu wynikała z tak zwanych dużych zamówień, głównie w produkcji wyrobów metalowych oraz sprzętu transportowego. W grę wchodziły między innymi pojazdy wojskowe i samoloty. Krytycy mogliby powiedzieć, że to jest jednorazowy efekt, ale nawet po wyłączeniu dużych kontraktów zamówienia i tak wzrosły o 0,7%. Co już sugeruje, że poprawa nie ogranicza się wyłącznie do pojedynczych projektów. No i co istotne, poprawa była też szeroka geograficznie. Zamówienia zagraniczne wróciły na plus, zarówno ze strefy euro, jak i spoza strefy euro. Jednocześnie wyraźnie wzrosły zamówienia krajowe. A to też ważne, bo pokazuje, że popyt odbudowuje się nie tylko dzięki eksportowi, czyli temu, że inni radzą sobie lepiej, ale również dzięki rynkowi wewnętrznemu. I ten obraz zaczyna się dość dobrze składać z innymi danymi, bo produkcja przemysłowa w listopadzie wzrosła o 0,8% a miesiąc do miesiąca i w ujęciu rocznym też była na plusie. To pierwszy raz od 2021 roku, gdy niemiecka produkcja rośnie przez trzy kolejne miesiące. Silnym wsparciem okazał się tu bardzo sektor motoryzacyjny, który od dłuższego czasu był największym hamulcowem gospodarki. A do tego doszły czynniki, które mogą podtrzymywać ten trend. zapowiedziany pakiet wydatków publicznych, sięgając nawet biliona euro, który ma uruchomić duże projekty cywilne i duże projekty obronne. Parlament też zatwierdził budżet na 2026 rok i kilkadziesiąt nowych kolejnych kontraktów wojskowych, co też oznacza, że kolejne duże zamówienia raczej nie będą wyjątkiem, tylko nową normą. Ale żeby nie było, nie wszystko wygląda różowo. Eksport w listopadzie spadł, a mocniejsze euro i amerykańskie cła nadal ciągnął handel zagraniczny w dół. Do tego wskaźniki nastrojów takie jak PMI czy index info ifo pozostają słabe. PMI wspiął się już prawie pod 50, ale odbił od tej strefy i znów spada, co sugeruje, że firmy wciąż podchodzą do przyszłości dość ostrożnie, a ryzyko rozczarowań dalej nie zniknęło. Jednak te dane o zamówieniach i produkcji to jest wyraźny sygnał, że zaczynamy pewne cykliczne odbicie w niemieckim przemyśle, ale to jeszcze nie jest żaden przełom strukturalny. Stagnacja w tym wypadku jeszcze się nie skończyła, ale fundamenty do powrotu do wzrostu faktycznie w końcu zaczynają się jakoś układać. Jeśli fiskalne wsparcie faktycznie ruszy pełną parą, no to Niemcy mogą w końcu wyjść z tego bardzo, bardzo wieloletniego już marazmu. A z tego marazmu trudniej wychodzi im się też cały czas przez rewolucję w polityce celnej, jaką zafundował Donald Trump światu w tym roku. I skoro o tym mowa, no to ponad 1000 firm z całego świata pozwało administrację Trumpa za cła nałożone w ramach nadzwyczajnych uprawnień prezydenckich. I tu stawką są dziesiątki miliardów dolarów. I trochę też bardzo niewygodne pytanie o to, gdzie kończy się władza prezydencka w Stanach Zjednoczonych. Ta sprawa nabrała tempa, zwłaszcza po listopadowej rozprawie w Sądzie Najwyższym, kiedy sędziowie zaczęli otwarcie kwestionować czy Trump w ogóle miał prawo użyć ustawy z 1977 roku o nadzwyczajnych uprawieniach gospodarczych do wprowadzenia globalnych ceł. Do tego momentu wiele firm wolało siedzieć cicho, ale teraz już nie chcą siedzieć cicho. W ciągu kilku tygodni zaledwie do sądów trafiła lawina pozwów i dziś w całym sporze bierze udział ponad 1000 podmiotów. Tu mechanizm też jest prosty, choć brzmi absurdalnie, bo jeśli Sąd Najwyższy uzna cła za nielegalne, to firmy nie dostaną automatycznie zwrotu pieniędzy. Żeby odzyskać zapłacone należności, każdy importer będzie musiał mieć własny pozew. Administracja zebrała w ten sposób za pomocą ceł około 133 miliardy dolarów do połowy grudnia. A bez pozwów te pieniądze po prostu w końcu przepadną. Dla tych przynajmniej, którzy mogliby się ich domagać, jeśli Sąd Najwyższy uzna, że były nielegalne. To też dobrze tłumaczy, dlaczego nawet firmy, które nie chciały ryzykować konfliktu z białym Dołem, teraz masowo idą do sądów. A wśród pozywających są zarówno mali importerzy, jak i globalne marki. Na liście pojawiło się między innymi Kostko, Goodir, Elisor, Luxotica, producenci części samochodowych z Japonii, firmy solarne z China, a także znane brandy odzieżowe i kosmetyczne. Najwięcej pozwów pochodzi z branży odzieżowej, motoryzacyjnej i przemysłowej. No i dla wielu tych firm to nie jest abstrakcyjna walka o zasady i w imię zasad, tylko walka o realne pieniądze. Jedna z małych amerykańskich firm rowerowych w 2025 roku zapłaciła około 800 000 doarów ceł, co zmusiło ją do ograniczenia inwestycji i ograniczenia zatrudnienia. Inna spółka z branży spożywczej musiała podnieść ceny swoich produktów, bo nie była w stanie wchłonąć sama dodatkowych kosztów celnych. Trump tutaj broni się twierdząc, że cofnięcie ceł i wypłata zwrotów to byłaby katastrofa dla bezpieczeństwa narodowego. Jednocześnie sygnalizuje, że nawet jeśli przegra w Sądzie Najwyższym, to spróbuje nałożyć nowe cła inną ścieżką prawną. Problem w tym, że takie działania byłyby wolne, skomplikowane i prawdopodobnie znowu skończyłyby się w sądzie, czyli mielibyśmy kolosalny chaos administracyjny. Sąd Najwyższy miał orzekać w tej sprawie w Stanach w piątek 9 stycznia, ale tego samego dnia poinformował, że żadnego orzeczenia w piątek nie będzie. Będzie kiedy indziej. No więc grube rozgrywki za kulisami się tam muszą dać. I na sam koniec mam dla was ciekawostkę o tym, jak ceny pamięci deam wywołały bum hotelarski w Korei, co może brzmieć jak anegdota, ale to jest faktycznie realna historia z globalnego rynku technologii. Skok cen pamięci Deram sprawił, że menedżerowie Apple praktycznie zamieszkali w hotelach obok fabryk Samsunga i SK HNX, a przy okazji nieoczekiwanie napędzili lokalny bum hotelarski w całej Korei Południowej. Punktem wyjścia jest tu gigantyczny niedobór pamięci Deram. Od połowy 2025 roku ceny tych pamięci dla producentów komputerów i smartfonów wzrosły nawet o 300%. No to jest kolosalna skala, zwłaszcza, że pamięć odpowiada za około 15% kosztów produkcji smartfona. Apple, które potrzebuje dużych wolumenów nowoczesnej pamięci do iPhonów znalazło się tu pod bardzo, bardzo silną presją, bo droższe komponenty oznaczają co? albo wyższe ceny urządzeń, albo cięcia w specyfikacji, na przykład mniej RAMu w bazowych modelach, no co wyglądałoby dość słabo. W tej sytuacji Apple postawiło na strategię siłową, chociaż w bardzo korporacyjnym wydaniu, bo zamiast negocjować zdalnie, firma wysłała swoich ludzi na miejsce i według doniesień przedstawiciele Apple na stałe niemalże zatrzymali się w hotelach w pobliżu fabryk Samsunga i w pobliżu fabryk SK HIX, odwiedzając te zakłady praktycznie codziennie. I no i cel jest oczywiście jasny. Wynegocjować długoterminowe kontrakty, najlepiej na dwa albo na trzy lata i zabezpieczyć dostawy w tym świecie, w którym popyt na pamięci ze strony centrów danych AI wysysa całą podaż pamięci z rynku. No tylko, że producenci pamięci wcale nie palą się za bardzo do takich umów, bo liczą się z tym, że boom na AI może osłabnąć szybciej niż się dziś wydaje, a wtedy ceny pamięci zaczną spadać. Z ich perspektywy warto kuć żelazo póki i gorące, a nie zawiązywać teraz jakieś kontrakty długoterminowe po zupełnie innych, być może nawet gorszych stawkach. A być może ceny pamięci jeszcze urosną. No rozumiecie, że w trochę takim hypie i bańce pamięci dramowych producent woli wycisnąć z marży jak najwięcej. Zresztą Apple nie jest jedyne, bo w hotelach obok fabryk koczują też niemalże przedstawiciele Dela i innych dużych firm takich jak Google czy Amazona. Różnica jest taka, że tylko ci najwięksi mogą sobie pozwolić na taką presję, a mniejsi klienci dostają przy mailach i wideokonferencjach, które w tym wypadku, jeśli nawet Applowi nie udaje się z byciem na miejscu, to raczej im się też nie uda. Cała sytuacja pokazuje, jak bardzo rynek półprzewodnikowy w tym wypadku potrafi też wpływać na zupełnie nieoczywiste sektory gospodarki. Tym razem drogie Deram nie tylko podbiją koszty elektroniki, ale też wywindowały obłożenie Korei, gdzie właśnie Samsung i SK Hix mają swoje siedziby, a to one mają razem 72% udziałów w całym rynku pamięci. To wszystko moi drodzy w tym filmiku, który powstał dzięki partnerowi odcinka Freedom 24. Jeśli uważacie go za wartościowy to pomóżcie znaleźć go innym. Kliknijcie łapkę w górę, zostawcie suba i pamiętajcie, że na innych naszych social mediach często pojawiałą się treści, których nawet nie ma i nigdy nie będzie na YouTubie, więc również warto je śledzić. Linki do wszystkiego oczywiście są w opisie tego filmu. A w tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć.

Przewijanie do góry