Wojna handlowa powraca! Amazon zbroi się w roboty, a w moim portfelu nowe inwestycje! [Wojna handlowa, Amazon, Inwestycje]

Napięcia handlowe i automatyzacja

Wojna handlowa powraca? Amazon stawia na roboty, a jakie nowe inwestycje pojawiły się w portfelu? Dowiedz się więcej w najnowszym odcinku Finweek!

Czy Donald Trump ponownie nałoży cła? Jak automatyzacja w Amazonie wpływa na rynek pracy? W tym filmie analizujemy najnowsze ruchy giełdowe i ich potencjalny wpływ na inwestorów. Omawiamy też zmiany w portfelu inwestycyjnym, w tym zakup akcji Marathon Digital Holdings.

Przegląd rynku i trendy

Przyglądamy się bliżej cenom cukru, debiutowi giełdowemu Figmy, odbiciu Nike oraz planom Argentyny dotyczącym nowej waluty. Analizujemy również wpływ tych wydarzeń na rynek i możliwości inwestycyjne. Film porusza także temat regulacji deepfake w Danii.

  • Wojna handlowa – analiza potencjalnych ceł i ich konsekwencji.
  • Automatyzacja w Amazon – wpływ robotów na rynek pracy.
  • Zmiany w portfelu – omówienie nowych inwestycji.
  • Analiza rynku – Figma, Nike, ceny cukru, Argentyna.
  • Deepfake – nowe regulacje w Danii.
Zobacz pełną transkrypcję filmu

9 lipca może na nowo zacząć się wojna handlowa Donalda Trumpa. Pamiętasz jeszcze o niej? To wtedy właśnie mija 90dniowe zawieszenie ceł. Czas szybko leci, prawda? A tymczasem umów handlowych jak nie było, tak nie ma. Trump grozi więc dalej Japonii, grozi Kanadzie, a Unia Europejska stawia swoje warunki. W tym samym czasie Amazon ogłasza, że w jego magazynach pracuje już tyle samo robotów, co ludzi. Moi drodzy, świat przyspiesza, napięcia w nim rosną, a inwestorzy mają coraz mniej czasu na reakcję. I w tym właśnie fineku opowiem wam co z tym wszystkim można zrobić. Opowiem o tym też co kupiłem ja do publicznego portfela za nową dopłatę, a także dlaczego walą się ceny cukru. Argentyna chce wprowadzić nową walutę i zmienić peso na Argentum. A no i dlaczego Figma planuje swoje IPO? A i w ogóle jeszcze akcje Nika wstały z kolan i raptem urosły o 10%. Sporo się działo. Zapraszam na materiał. Partnerem odcinka jest Freedom 24, broker będący częścią grupy Freedom Holding notowanej na amerykańskiej giełdzie Nazdak. Załóż konto i odbierz nawet 20 darmowych akcji o wartości do 800 $arów każda. Dołącz do prawie 2400 inwestorów w strefie premium DNA. To najlepsze miejsce do inwestycyjnej i finansowej edukacji również dla ciebie. Dziękuję za wszystkie wasze już ponad 72 000 subskrypcji. Pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać. Zostawcie swoją już teraz. [Muzyka] [Aplauz] [Muzyka] Wielkimi krokami, moi drodzy, zbliża się 9 lipca. Data do której 90 dni temu odsunięto nakładanie przez Trumpa ceł. Prezydent twierdzi, że on nie myśli o żadnym przesuwaniu tego terminu i kraje mają się dostosować i podpisywać deale. Nie przywiązywałbym do tych deklaracji wybitnie się, bo słowa Trumpa przeczą temu, co sam Trump mówił jeszcze w ubiegłym tygodniu. Wtedy twierdził, że jest skłonny wydłużyć upływający termin potrzebny na zawarcie umów z państwami negocjującymi w dobrej wierze. Co znaczy w dobrej wierze? Każdy robi co chce. Dobrze lub źle. Sam to już wie najlepiej. No to wie akurat pewnie głównie sam Trump, chociaż może i on nie, ale na pewno jego doradcy. Tylko umówmy się, jedyne kraje, które kogokolwiek tutaj teraz obchodzą, to Chiny, Japonia, Kanada, Meksyk i Unia Europejska. No Wielka Brytania odpadła, bo jakiś tam deal podpisała, z którego niewiele wynika, ale podpisała. Z Chinami rozmowy jakoś się toczą, z Meksykiem też się jakoś toczą, a najbardziej po głowie dostaje ostatnio Japonia i Kanada, o których Trump wypowiada się najostrzej twierdząc, że nieuczciwie postępują ze Stanami Zjednoczonymi. Z kolei Unia Europejska twierdzi, że jest gotowa zaakceptować uniwersalne cła Trumpa, ale domaga się wyjątków. Ten nowy układ handlowy zakładałby wprowadzenie 10% uniwersalnego cła na większość unijnych towarów eksportowanych do Stanów Zjednoczonych, ale warunkiem Unii Europejskiej ma być uzyskanie niższych stawek lub pełnych zwolnień dla kluczowych sektorów takich jak farmacja, półprzewodniki, lotnictwo cywilne i alkohole. Bruksela domaga się też wyjątków ograniczających skutki już obowiązujących ceł, między innymi 25% na samochody i części do samochodów oraz 50% na stal i aluminium. Tu Komisja Europejska uznaje, że choć ten cały nowy układ lekko faworyzowałby Stany Zjednoczone, to prawda, ale wciąż byłby możliwy zaakceptowania. Unia zrozumiale stara się zabezpieczyć interesy przede wszystkim swoich eksporterów, bo w 2024 roku wartość eksportu samochodów i części do Stanów Zjednoczonych wynosiła ponad 50 miliardów euro, a stali aluminium niemal 25 miliardów euro. Wszystko to głównie z Niemiec, Włoch i Francji. Obecnie Cła Stanów Zjednoczonych obejmują towary o wartości 380 miliardów euro, czyli niemal 70% całego unijnego eksportu do tego kraju. W razie niepowodzenia jednak całych rozmów, Unia ma coś w rękawie i przygotowała pierwszy pakiet kontrujący. Gotowe są cła odwetowe na amerykańskie towary o łącznej wartości 20 miliardów euro obejmujące soje, drób i motocykle. Głównie z regionów istotnych politycznie w Stanach Zjednoczonych. Więc ewidentnie ma to być raczej kontruderzenie w Trumpa i jego zaplecze, a nie samą gospodarkę Stanów Zjednoczonych. Przy czym dodatkowo gotowa jest też lista ceł na kolejne 95 miliardów euro obejmująca już między innymi samoloty Beinga, amerykańskie auta i burbon. Nie boże proszę nie nie. Bruksela rozwala też działania wykraczające poza taryfy, na przykład ograniczenia eksportowe, kontrolę zakupów publicznych oraz wskazanie sektorów, w których stany są zależne od Europy. Uwierzcie mi, naprawdę są takie. Donald Trump na razie jednak niespecjalnie się tym przejmuje i ma ważniejsze sprawy na głowie. poinformował, że wchodzi na rynek perfum. Najnowsza seria zapachów sygnowana jego nazwiskiem nosi nazwę Victory 47, co nawiązuje do zapachu ciągłego wygrywania i zwyciężania, no i urzędu 47 prezydenta. Dobrze słyszeliście? Flakonik z sylwetką niczym nagroda Oskarów kosztuje 250 $ar. No więc jeśli czujecie się przegrywami, to możecie sobie kupić zapach zwycięstwa na urodziny. Takiego zapachu wygrywanka. Na pewno nie potrzebuje jednak Amazon, który przekroczył właśnie symboliczną granicę. W jego centrach logistycznych pracuje już ponad milion robotów i to niemal tyle samo, co liczba ludzi. Firma od lat inwestuje w automatyzację i wygląda na to, że jesteśmy coraz bliżej momentu, gdy to maszyny będą dominować w halach Amazona. Zautomatyzowane ramiona zbierają produkty spółek, autonomiczne pojazdy przewożą je do pakowania, a inne systemy sortują i przygotowują paczki do wysyłki. Nowe modele robotów jak wulkan potrafią nawet odczuwać dotyk, co pozwala im lepiej wybierać przedmioty z regałów. Firma łączy swoje roboty w taką wielką sieć współpracującą z systemem realizacji zamówień i dzięki temu urządzenia mogą działać razem z ludźmi, a nie zamiast ludzi. Obecnie około 75% całych globalnych dostaw Amazona jest w jakiś sposób wspomaganych przez roboty. To z kolei przekłada się na wyższą wydajność i mniejszą rotację pracowników. No bo wielu z tych pracowników już nie musi wykonywać fizycznie ciężkiej magazynowej pracy. Zamiast tego zarządzają robotami, monitorują działanie robotów i tak dalej. Automatyzacja pozwala też oczywiście ograniczyć nowe zatrudnienie. Firma zatrudnia obecnie około 1,56 miliona osób na świecie, z czego większość to właśnie pracownicy magazynów, ale średnia liczba pracowników na jedno centrum mocno spada. W 2023 roku wynosiła zaledwie 670 osób, czyli najmniej od 16 lat. Jednocześnie liczba paczek wysyłanych przez jednego pracownika wzrosła ponad 20okrotnie od 2015 roku. No to ciężko, moi drodzy, o lepszą wizualizację rosnącej produktywności. Amazon rozwija równolegle również sztuczną inteligencję, która pomaga w prognozowaniu popytu, rozmieszczaniu towarów i optymalizacji pracy robotów. Firma rozwija też roboty sterowane głosem, które w przyszłości mają reagować na polecenia. Takie jak na przykład rozładuj ciężarówkę, no i pyk, ciężarówka rozładowana. Tak po jakimś czasie naturalnie pojawia się zawsze w takich sytuacjach odwieczne pytanie, czy roboty zabiorą pracę ludziom. I chociaż tak naprawdę to pytanie nie ma dużego znaczenia, bo to trochę jak rozważania, czy taka próba zawrócenia rzeki kijem się uda, no się nie uda, to i tak będzie postępować. To jednak historia zna masę przykładów, gdzie rozwój technologii przyczyniał się do zmniejszenia kosztów produkcji, a w konsekwencji do większej przystępności danego produktu dla konsumentów i wzrostu zatrudnienia w branży, no bo rośnie popyt. Prawdopodobnie będzie też i tym razem tak samo. McQinszy and Company przedstawił szacunki jak automatyzacja wpłynie na ilość miejsc pracy do końca dekady, czyli do 2030 roku. 4,5 miliona to jest szacunkowa liczba miejsc pracy, które zostaną utracone w wyniku automatyzacji około 25% całkowitego czasu pracy. Jednocześnie te same szacunki mówią o tym, że w efekcie może to dać nawet 6 milionów nowych miejsc pracy. Dokładnie tak samo jak przy rewolucji internetowej. Jedno jest tak czy inaczej pewne. Amazon wyznacza kierunek, za którym już podążają inni. Automatyzacja nie jest przyszłością. Automatyzacja jest już codziennością. Codziennością, dzięki której ja też świetnie czuję się mając w publicznym portfelu Freedom 24% w akcjach Amazona. To portfel, który dla was prowadzę i który świetnie sobie radzi i bije kolejne rekordy, bo obecnie stopa zwrotu w tym roku 2025 to już 13% na plusie. Mocno bije to zagraniczne indeksy i dokładnie to ma robić, bo pamiętajcie, że publiczny portfel Freedom 24 ma agresywnie inwestować w indywidualne spółki zagraniczne i pokazywać, że da się tym samym bić szerokie indeksy zagraniczne w długim terminie. To też jeden z trzech publicznie prowadzonych dla was portfeli. Pozostawia to publiczny portfel kwartalny oparty na funduszach ETF. A kolejny to portfel publiczny defensywny, gdzie inwestuje w pojedyncze spółki tak samo, ale nie aż tak agresywne i szalone spółki jak tutaj. W publicznym portfelu Freum 24 liczy się jednak jedno, końcowy wynik. Uzbierało się tam na razie 12000 € czystego kapitału. Początek lipca to dokładnie kolejna dopłata w wysokości 600 €. No i tydzień temu mówiłem, że nic nie zmieniam, bo czekam na nowe środki. Te środki napłynęły, a skoro już są, no to nie mogą się zmarnować. I za te środki w całości dokupiono akcję Marathon Digital Holdings, które odstawało pożądanym przeze mnie udziałem w portfelu, który to powinien wynosić według mnie 15% w tym portfelu. Poza tym ten zakup idealnie realizuje zadanie podkręcenia trochę agresywności portfela, a cały portfel możecie za każdym razem na bieżąco obserwować na portalu Myfund, gdzie link jest oczywiście w opisie tego nagrania i przestrzegam tylko, że to jest bardzo ryzykowny portfel. Jeśli ktoś ma niską tolerancję na ryzyko, to nawet nie powinien na niego patrzeć i się nim w ogóle inspirować. Y, no ale jeśli kogoś ciekawi, to zawsze może to zrobić i na pewno można go w całości odzwierciedlić na koncie Freedom 24. A niektóre z tamtejszych akcji, które są w tym portfelu, można nawet dostać bezpłatnie, bo zakładając konto Freom 24 z linka w opisie, dostajecie nawet 20 darmowych akcji o wartości do 800 $ar każda. Żeby to zrobić, wystarczy otworzyć konto, zrobić wpłatę depozytu, podać specjalny kod promocyjny i już jedna akcja wpada już za depozyt zaledwie 1000 €. Oczywiście potem można ją sobie sprzedać i wypłacić środki albo za te środki kupić coś innego. Na przykład niedługo będziecie mogli sobie kupić akcję znanej zapewne większości grafików i frontend deweloperów spółki Figma. Figma szykuje się bowiem do debiutu. Firma z San Francisco, która oferuje narzędzia do projektowania i współpracy nad aplikacjami cyfrowymi. Oficjalnie złożyła dokumenty rejestracyjne do przeprowadzenia swojego debiutu, który może nastąpić jeszcze w lipcu. A według nieoficjalnych doniesień oferta może być jedną z największych w całym tym roku. Figma zamierza pozyskać 100 milionów dolarów ze sprzedaży akcji. Spółka planuje tu debiut na nowojorskiej giełdzie pod symbolem giełdowym FIG i jest znana, no być może nie wszystkim, ale na pewno tym, którzy siedzą w branży z innowacyjnych rozwiązań dla projektantów i programistów. Jej produkty pozwalają przede wszystkim zespołom wspólnie projektować interfejsy, prototypy i jakieś różne inne elementy, a wszystko to w chmurze. W pierwszym kwartale 2025 roku mieli 13 milionów aktywnych użytkowników miesięcznie i mogli pochwalić się tym, że aż 95% firm z listy Fortune 500 korzystało z jej rozwiązań. W analogicznym okresie osiągnęła ona przychody na poziomie 228 milionów dolarów oraz zysk netto w wysokości 45 milionów dolarów. To spory postęp w porównaniu z rokiem poprzednim, a sama spółka może też pochwalić się wzrostem przychodów na poziomie 46% i marżą brutto na poziomie 91%. A do tego wskaźnikiem net new retention na poziomie 132%, co oznacza, że klienci, którzy korzystali z produktów Figma rok temu, po roku wydają średnio 32% więcej niż wcześniej. To jest wskaźnik, który pokazuje jak skutecznie firma potrafi zwiększać sprzedaż wśród już pozyskanych klientów, na przykład przez dosprzedaż nowych funkcji, nowych licencji czy jakichś rozszerzeń zespołów. W 2022 roku Figma miała zostać przejęta przez Adobi za kwotę 20 miliardów dolarów, ale po ponad roku kontroli antymonopolowej ze strony regulatorów w Europie i Wielkiej Brytanii te transakcje ostatecznie anulowano, a Figma otrzymała od Adobi miliard dolarów odszkodowania za niepowodzenie tego przejęcia. Spółka konkuruje między innymi właśnie z Adobi, ale też z takimi firmami jak Sketch Invision czy Framer. No ale ma też przewagę w postaci bardzo aktywnej społeczności użytkowników. W obecnych warunkach, jeśli patrzymy na rynek, no to szanse na udany debiut są spore. Chociaż oczywiście zawsze diabeł tkwi w szczegółach, a tych szczegółów jeszcze nie znamy. Jak poznamy, to podamy. Znamy za to szczegóły spadku cen cukru, który jest najtańszy od czterech lat. Cena cukru spadła do poziomów niewidzianych, tym samym od 2021 roku. I choć dla konsumentów może to być dobra wiadomość, no to dla producentów i dla inwestorów to jest sygnał, który oznacza poważne zmiany w globalnej równowadze popytu i podaży. Spadek notowań cukru to efekt kilku nakładających się czynników, zarówno pogodowych, jak i ekonomicznych. Kluczowym powodem spadku cen jest przede wszystkim rekordowa podaż z krajów, które dominują w światowej produkcji trzciny cukrowej, głównie z Indii, Brazylii i Tajlandii. Tegoroczne prognozy pogodowe wskazują na wyjątkowo sprzyjające warunki pogodowe dla upraw, szczególnie w Azji, gdzie obfite monsuny mogą mocno zwiększyć zbiory, w sezonie 2025-2026, a to oznacza, że na rynek trafi jeszcze więcej surowca, który w obecnych warunkach nie znajduje wystarczającego popytu. Dodatkowo w ostatnich latach wiele krajów inwestowało w rozwój infrastruktury rolniczej oraz zwiększenie efektywności upraw. Dzięki temu nawet przy niewielkich zmianach pogodowych wydajność plantacji może wzrosnąć, co przekłada się na dalszą presję podażową. No i nie pomaga zdecydowanie właśnie wspomniane osłabienie popytu ze strony przemysłu spożywczego, bo konsumenci coraz częściej i chętniej wybierają produkty bez cukru, a producenci napojów czy słodyczy ograniczają jego wykorzystanie, żeby dostosować się do tych nowych trendów zdrowotnych i do regulacji podatkowych. albo z cukrem znaczy drożej obecnie zresztą podatek cukrowy w Polsce idealnie yyy to podkreśla. Na rynkach finansowych inwestorzy też zmieniają swoje nastawienie do cukru, bo fundusze spekulacyjne, które wcześniej grały na wzrosty jego cen, mocno wycofały się z pozycji, a część z nich obstawia nawet dalsze spadki, co z kolei potęguje presję cenową. Czy więc cukier będzie jeszcze tańszy? No krótkoterminowo raczej tak i nie powinniśmy tego wykluczać. Dopóki prognozy pogody pozostają korzystne dla podaży, a zapasy rosną, to rynek nie ma żadnego fundamentu do wzrostu. Z drugiej strony, zbyt niskie ceny mogą też zniechęcić rolników w długim terminie do dalszych inwestycji w produkcję, co w długim horyzoncie może z kolei ograniczyć podaż i doprowadzić do jakiegoś odbicia. No ale mówimy tu o bardzo długim horyzoncie. Za to odbiły na razie w krótkim horyzoncie na pewno akcje Nike, które po spadku o 70% od szczytów pozytywnie zaskoczyło inwestorów swoimi wynikami i to w ich efekcie kurs podskoczył ponad 10%. Tylko, że te wyniki były słabe, no ale były chociaż lepsze od i tak niskich oczekiwań. To z kolei dało inwestorom coś, czego najbardziej potrzebują, nadzieję. Przychody spadły o 12% rok do roku, a zysk netto wyniósł zaledwie 14 centów na akcję. Dla porównania we wcześniejszym słabym roku to był dolar na akcję. Powodem reakcji na kursie była głównie właśnie lepsza od oczekiwań prognoza kolejnych wyników. Firma spodziewa się w nich spadku przychodów już tylko o kilka procent, podczas gdy analitycy zakładali spadek 7%. No to i tak jest wyraźna poprawa w porównaniu zakończonego właśnie kwartału, kiedy sprzedaż spadła ponad 10%. Nike tłumaczy te słabsze wyniki wyprzedażami i promocjami, które miały pomóc w wyczyszczeniu magazynów z zalegającego towaru i do zrobienia miejsca na nowe kolekcje. Firma zwiększała też wydatki na marketing oraz inwestowała w innowacje związane z portem, a wszystko to odbiło się według zarządu na marżach. dyrektor finansowy Nike podkreślił, że właśnie miniony kwartał był momentem największego wpływu tych działań na wyniki całej firmy. Tylko, że niepokój budzi też rosnący wpływ ceł, które w obecnym roku fiskalnym mają podnieść koszty operacyjne firmy około miliard dolarów. To z kolei ma obniżyć marżę brutto około 0,75 punktu procentowego w skali całego roku z największym uderzeniem w pierwszej jego połowie. No mimo tych wyzwań widać jakieś tam pierwsze oznaki poprawy, bo firma odbudowuje relacje z partnerami hurtowymi, które wcześniej poprzednie kierownictwo zerwało. Firma nawiązuje współpracę z nowymi graczami, między innymi z Amazonem. No więc coś tam się dzieje. A Nike to dalej lider rynku obuwia tylko lider, który ewidentnie złapał ostrą zadyzkę i jakoś próbuje się ogarnąć. Mimo to na plecach dalej czuć oddech tych bardziej dynamicznych marek jak Onrunning czy Hoka to są ci od Deckers and Daors. Walka o rynek zawsze kosztuje i będzie kosztować i z tym właśnie walczy obecnie Nike jeszcze tej walki nie wygrał, ale jeszcze jej też nie przegrał, a na razie przynajmniej jakoś złapał oddech. A teraz coś z innej beczki, bo przeskakujemy sobie do Argentyny, która chce wprowadzić nową walutę Argentum. Do niższej izby parlamentu Argentyny trafił projekt ustawy zakładający wprowadzenie nowej waluty, która miałaby zastąpić obecne PESO, które to w wyniku wieloletniej inflacji straciło większość swojej wartości i straciło kompletnie zaufanie. No autorem tej propozycji jest Ricardo Lopez Murphy, poseł z ramienia partii Zjednoczeni Republikanie. A projekt przewiduje, że argentum miałoby zostać wprowadzone od 1 stycznia 2026 roku. Sama operacja miałaby charakter czysto techniczny, nie wiązałaby się z głęboką reformą systemu finansowego. Zakładałaby prostą wymianę w relacji jedno argentum za 1000 pesos. Celem byłoby uproszczenie codziennych rozliczeń i skrócenie cen, które obecnie mają bardzo wiele zer. Nowa waluta podobnie jak PESO byłaby dzielona na 100 centavos, a wszystkie umowy i zobowiązania miałyby zostać automatycznie przeliczone na argentum. Przez 6 miesięcy po wprowadzeniu tej reformy w obiegu funkcjonowałyby równolegle dwie waluty. No i to nie byłaby pierwsza taka zmiana w historii Argentyny, bo w 1985 roku kraj zmienił PESO na Australa również w stosunku 1 do 1000. Ale inflacja szybko rozwaliła efekt tamtej reformy i w 1992 rząd wprowadził ostatecznie nowe PESO, które jest do dziś, no i którego wartość do dziś ponownie drastycznie spadła. Argentyna po prostu chyba lubi takie co chwilę nowe waluty na moment, ale może tym razem jednak coś się zmieni na dłużej, bo prezydent Jaier Miley, który doszedł do władzy w 2023 roku, obiecywał radykalne zmiany w gospodarce. No i te przynoszą jakieś skutki. Jego program oszczędnościowy sprawił, że inflacja, która jeszcze rok temu sięgała 300%, spadła obecnie do około 40%. Tak to dużo, no ale to też kolosalnie mniej niż było. Do tego gospodarka Argentyny rosła w kwietniu szybciej niż przewidywali analitycy. W ujęciu rocznym gospodarka zwiększyła się aż o 7,7% i to naprawdę jest znacznie powyżej oczekiwań. I chociaż wprowadzenie Argentum niczego teoretycznie nie zmienia, to może wspomóc stabilizację gospodarki trochę od strony psychologicznej, no bo będzie pewnym symbolem zmian i może wzbudzać większe zaufanie również wśród Argentyńczyków od PESO, które to im kojarzy się z ciągłym wzrostem cen. A propos wzrostu zaufania to warto też odnotować, że duński rząd zapowiedział mocne zmiany w prawach autorskich, które mają chronić obywateli przed nadużyciami związanymi z technologią deep fake. Nowelizacja ma zagwarantować każdemu prawo do własnego wyglądu, głosu i cech twarzy, a więc elementów, które są najczęściej wykorzystywane właśnie bez zgody osób w robieniu cyfrowych imitacji tworzonych przez sztuczną inteligencję. Rząd podkreśla, że to prawdopodobnie pierwsza tego typu inicjatywa ustawodawcza w Europie, a projekt ustawy uzyskał już szerokie poparcie w Parlamencie i jeszcze przed letnią przerwą ma trafić do konsultacji. Ostateczne głosowanie nad zmianami planowane jest jesienią. Zgodnie z definicją zawartą w projekcie, Deep Fake to realistyczna cyfrowa reprezentacja osoby mówiąca wygląd i głos stworzona za pomocą sztucznej inteligencji. Nowe przepisy mają umożliwić obywatelom dani domaganie się usunięcia takiego materiału z internetu, jeśli został opublikowany bez ich zgody. A ustawa obejmuje również przypadki cyfrowych imitacji występów artystycznych, które mają być wygenerowane bez wiedzy i zgody twórcy. W przypadku naruszenia tych przepisów poszkodowani mogą chcieć domagać się odszkodowania. Jednocześnie nowe regulacje nie mają objąć parodii ani satyry. Nowe prawo będzie miało przede wszystkim zastosowanie wobec platform technologicznych, które jeśli nie będą przestrzegać przepisów usuwania tych treści po zgłoszeniu, to grozić im będą wysokie grzywny. Jak ich do tego zmusić i jak to weryfikować tego jeszcze nikt nie wie, ale w skrajnych przypadkach sprawa mogła zostać przekazywana do Komisji Europejskiej. Dania zapowiedziała też, że w czasie swojej prezydencji w radzie Unii Europejskiej będzie promować podobne rozwiązania na poziomie całej Unii. A to już wszystko w tym filmiku, moi drodzy. Przypomnijmy, że powstał on dzięki partnerowi odcinka Freedom 24. Jeśli sądzicie, że był wartościowy, pomóżcie też znaleźć go innym. Zostawcie łapkę w górę, zostawcie suba, napiszcie co o nim myślicie w komentarzu i pamiętajcie, że na innych naszych social mediach często pojawiają się treści, których nawet nie znajdziecie na YouTubie, więc również warto je śledzić. Linki do wszystkiego są oczywiście w opisie tego materiału. A w tym to już wszystko. Do zarobienia. Cześć. [Muzyka] [Muzyka]

Przewijanie do góry