Pierwszy portfel inwestycyjny – jak zacząć i nie popełnić kosztownych błędów? [Budowa Pierwszego Portfela]

Pierwszy portfel inwestycyjny – jak zacząć?

Chcesz zacząć inwestować, ale nie wiesz, jak zbudować pierwszy portfel? Ten film jest dla Ciebie! Dowiedz się, jak uniknąć kosztownych błędów i rozpocząć inwestowanie z głową.

Określ swój horyzont inwestycyjny

Zastanów się, kiedy będziesz potrzebować zainwestowanych pieniędzy. To kluczowe dla wyboru odpowiednich aktywów. Inny wybór będzie dla inwestycji krótkoterminowych (np. 2-3 lata), a inny dla długoterminowych (np. 20 lat i więcej).

  • Krótki termin: Obligacje, bezpieczne ETF-y.
  • Długi termin: Akcje.

Poznaj swoją tolerancję na ryzyko

Rynek bywa zmienny. Przygotuj się na spadki i określ, ile jesteś w stanie stracić bez paniki. Zacznij od mniejszych kwot, aby oswoić się z rynkiem.

Strategie inwestycyjne

Poznaj strategie Lump sum investing (jednorazowy zakup) i DCA (Dollar Cost Averaging). Dowiedz się, która jest dla Ciebie lepsza i dlaczego nie warto próbować „łapać dołków”.

Dywersyfikacja portfela

Nie przesadzaj z dywersyfikacją. Skup się na kilku spółkach, które dobrze rozumiesz, i regularnie je śledź. Unikaj kompulsywnego zmieniania składu portfela.

Dowiedz się więcej z naszego filmu i zacznij budować swój pierwszy portfel inwestycyjny!

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Wszyscy mówią tylko zacznij inwestować. Tylko nikt nie mówi, co właściwie na początku trzeba zrobić. ETFY, akcje, złoto, obligacje, może wszystko trochę po trochu. Budowa pierwszego portfela to decyzja, która wpływa na twoje realne pieniądze. Jeśli zrobisz to źle już na starcie, no to na pewno stracisz nie tylko kapitał, ale też motywację do działania. W tym materiale pokażę wam jak trochę podejść do budowy pierwszego portfela inwestycyjnego bez ściemy, bez sprzedaży marzeń, tylko tak, żeby naprawdę miało to jakiś sens i żeby przetrwało więcej niż jedną hosszę, a do tego nie wpędzało was w jakieś wielkie nerwy, gdy akurat rynek zacznie spadać. Zapraszam. Inwestuj bez prowizji do 100 000 euro miesięcznie i bez podatku belki, jeśli tylko wybierzesz konto IKE lub XZ. Takie możliwości daje partner odcinka XTB. Inwestuj lepiej, mądrzej i z większym spokojem. Dołącz do strefy premium DNA, podobnie jak już ponad 2500 innych inwestorów. To najlepsze miejsce do świadomego zarządzania swoim kapitałem i oszczędnościami. Bądź tam, gdzie inwestycyjne decyzje nabierają tempa. DNA Investment Summit 2025. Konferencja inwestorska przeznaczona tylko dla użytkowników premium DNA. Liczba biletów mocno ograniczona. Sprawdź szczegóły jak najszybciej i odbierz swój już teraz. Dzięki za ponad 75 000 waszych subskrypcji. To naprawdę ogromna sprawa dla nas wszystkich. Jeśli jeszcze nie jesteście z nami, to kliknijcie suba i pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać. [Muzyka] [Aplauz] [Muzyka] Zanim w ogóle cokolwiek kupisz i w cokolwiek zainwestujesz, to powinieneś sobie zadać kilka podstawowych pytań i z odpowiedzi na te pytania ulepimy potem sobie jakiś twój własny osobisty kompas inwestycyjny, a on wskazuje trochę drogę do budowy pierwszego portfela. Po pierwsze, jaki jest twój horyzont inwestycyjny? Czyli mówiąc wprost, za ile lat chcesz zrealizować zyski i wykorzystać te pieniądze, które sobie nazbierałeś. Może to jest zaledwie kwestia dwóch albo trzech lat, bo zbierasz na nowy samochód, na wycieczkę, cokolwiek. A może dopiero za 810 lat, żeby wybudować dom? A może na przykład jest to perspektywa 20 lat i więcej, bo inwestujesz od razu z myślą o dalekiej przyszłości, o swojej emeryturze albo o przyszłości swoich dzieci. I każda odpowiedź jest dobra. Nie ma złej odpowiedzi, ale każda musi być szczera. Dlaczego to ważne? No bo w zależności od długości twojego horyzontu inwestycyjnego powinieneś wybierać zupełnie inne aktywa. Jeśli chcesz zrealizować swoje zyski już za rok albo za dwa, żeby na przykład wymienić auto, no to akcje w większości niestety odpadają. To po prostu za krótki okres i za duże ryzyko, że trafisz akurat na rynkową korektę i wyjdziesz z tej inwestycji na realnym minusie. W takiej krótkoterminowej sytuacji znacznie lepiej będzie postawić na bezpieczne polskie obligacje detaliczne, ewentualnie specjalne fundusze ETF, które inwestują w stosunkowo bezpieczne obligacje skarbowe. Przykro mi, taka jest brutalna prawda. Ryzykowne co do zasady giełdowe inwestycje absolutnie nie są dla osób niecierpliwych, którzy chcą sobie w ciągu jednego roku zarobić 100% i na zawsze zapomnieć o rynku, bo zauważyli, że komuś kiedyś gdzieś tam być może coś takiego wyszło. Inwestowanie to nie jest jednorazowa zdrapka. Zdrapkę też czasem kiedyś ktoś zdrapie, a tobie się może nie udać. Inwestowanie nie pozwala na szybkie zwycięstwa i ucieczki. To jest proces, który trwa latami i który pozwala systematycznie, krok po kroku budować wasz majątek. Tak naprawdę dopiero gdy możecie myśleć o swoim horyzoncie jako co najmniej pięciu latach, a najlepiej gdy zbliża się on nawet do 10, to akcje są fundamentalnie konieczne, atrakcyjne i niezbędne. Prawdopodobieństwo tego, że na nich zarobisz rośnie tym bardziej, im dłużej jesteś w stanie utrzymać te inwestycje. I pokażę wam to na konkretnych danych. Firma Morning Star przeprowadziła bardzo ciekawe badanie, które było oparte na amerykańskim indeksie S&P 500 i nadanych z ostatnich 100 lat, od 1923 do 2023 roku. Sprawdzono w tym badaniu, jak długość horyzontu inwestycyjnego wpływa na realne szanse osiągnięcia zysku z inwestycji w akcje. No i wnioski są proste jak budowa cepa. Im dłuższy jest twój horyzont, tym większa jest twoja szansa na zysk. W przypadku rocznego krótkiego okresu inwestycji, aż w 17% wszystkich historycznych przypadków portfel złożony z akcji przynosił dotkliwą dla wielu początkujących stratę, która przekraczała 10% w rok. Przy horyzoncie 10letnim to ryzyko spadało już do zaledwie 10%, a przy horyzoncie 20letnim spadało do zera. I co więcej, przez całe ostatnie 100 lat nie było ani jednego, ani jednego pojedynczego przypadku, w którym indeks S&B 500 przyniósłby jakąkolwiek ujemną stopę zwrotu w dowolnym 20letnim okresie. Nie tylko większą niż minus 10%, tylko po prostu żadną. Przy tak długim horyzoncie inwestycyjnym to właśnie akcje są paradoksalnie realnie bezpieczniejszą inwestycją niż obligacje, bo w tym samym 20letnim okresie obligacje miały aż 19% przypadków, w których przynosiły dotkliwą średnioroczną dwucyfrową stratę. Żaden w 100% oparty na akcjach portfel w tak długim okresie nie wypadł tak słabo. Na wykresie z tego badania, który widać teraz, jeśli oglądacie, a nie tylko słuchacie, ta granatowa niebieska linia pokazuje 20letnią kroczącą średnioroczną stopę zwrotu z portfela, który był złożony w 100% z akcji z indeksu S&P 500. No jak widać nawet w tych najgorszych, najgorszych historycznych okresach średnioroczna 20letnia stopa zwrotu nigdy nie spadała poniżej zera. W przypadku obligacji tak nie było. I więc im krótszy jest twój horyzont, tym bardziej musisz postawić na instrumenty bezpieczne, ale im dłuższy, tym bardziej musisz postawić na akcje. Jeśli jesteś w typowym inwestowaniu na emeryturę, gdy masz 20, 30, 40 lat dopiero i ograniczasz w swoim portfelu udział akcji, bo są zmienne i wybierasz obligacje, to to robisz kolosalny błąd dla swojego portfela. I niech to będzie pierwsza taka ważna lekcja. Teraz przechodzimy do drugiego pytania. Jak reagujesz na stratę, które w zasadzie łączy się też z trzecim pytaniem? Czy jest jakakolwiek szansa, że będziesz potrzebować swoich pieniędzy, tych których inwestujesz wcześniej niż teraz zakładasz? Musisz oszacować swoje odpowiedzi, zanim zainwestujesz nawet pierwszą stówę. dlatego, że nawet najlepsza, najbardziej przemyślana strategia inwestycyjna nie przetrwa zderzenia z twoimi własnymi emocjami, jeśli tylko nie przygotujesz się na to mentalnie, że czasem twój portfel po prostu bez żadnego ostrzeżenia spadnie i to czasem spadnie naprawdę mocno. Wyobraź sobie taką hipotetyczną sytuację, że twoje inwestycje są przez trzy długie lata na łącznym minusie 30%. [Muzyka] Dasz radę teraz to psychicznie przetrzymać? Raczej nie. >> Bo bardzo łatwo jest patrzeć na spadki, które trwają miesiąc, po których rynek dynamicznie odbija. Ale co, jak czeka cię długa, naprawdę długa, męcząca, frustrująca bessa? Czy wytrwasz w tej swojej 1020letniej strategii? Czy jednak raptem w panice zamkniesz wszystkie swoje pozycje z jakąś gigantyczną stratą i na zawsze obrazisz się na inwestowanie? Bo im niższa jest twoja odporność na rynkowe spadki, tym bardziej musisz z kolei myśleć o tym, żeby dodać do swojego portfela coś w teorii mniej zmiennego. No niestety zanim na rynek nie wejdziesz, nigdy nie poznasz naprawdę swojej odporności. Więc mimo, że statystycznie inwestowanie wszystkiego, co się tylko ma, od razu daje lepsze wyniki w przyszłości, no to z perspektywy psychologicznej lepiej wyjdziesz na tym, jeśli będziesz inwestować kawałkami, regularnie zwiększając swoją ekspozycję po tym, jak już oswoisz się trochę z tą rynkową zmiennością. I w tym kontekście warto też dobrze przemyśleć tę swoją tak zwaną poduszkę finansową, bo jeśli istnieje jakiekolwiek nawet najmniejsze ryzyko, że część pieniędzy, które chcesz zainwestować będzie ci wkrótce potrzebne na cokolwiek innego, pilny remont, zakup samochodu, wesele, wszystko jedno, to nie wkładaj tej gotówki, tej sekcji gotówki na rynek akcyjny. Tą sekcję przeznacz te obligacje detaliczne, na specjalne ETFy rynku długu i tak dalej. O jednym z takich bezpiecznych ETFów opowiadałem w materiale o pięciu najlepszych ETFCH na start. O, tutaj link jest też w opisie tego materiału. Tego typu proste i bezpieczne produkty bez problemu da się znaleźć na każdej giełdzie i u każdego brokera. No i oczywiście tu nie będzie jakiejś szalonej stopy zwrotu, ale coś za coś. Albo będzie zyskownie, albo będzie bezpiecznie. Więc zastanówcie się dobrze, jaki kapitał powinien pełnić w waszym wypadku rolę takiej osobistej, finansowej poduszki bezpieczeństwa na nieprzewidziane wydatki i odpowiedni niezbędny procent całego portfela ulokujcie w coś znacznie mniej zmiennego i znacznie bardziej przewidywalnego niż akcje. Nawet jeśli wasz horyzont jest 20letni, nawet wtedy. W przypadku horyzontu 20letniego mówiłem, że najlepiej jest inwestować w akcje. Jasne. No ale znowu musimy myśleć o tym trochę bardziej górnolotnie i bardziej portfelowo. Nie można nie inwestować w akcje, jeśli macie 20letni horyzont. Najlepiej jak najwięcej, ale jednocześnie musimy też myśleć o tym, że jeśli jesteśmy nowi, wchodzimy na ten rynek, no to nie chcemy, żeby cokolwiek raptem nas z tego rynku przewiało. A przewieje nas Bessa, jeśli nie będziemy na nią przygotowani. Posiadanie takiego bezpiecznego kapitału, sekcji kapitału sprawi, że tą bessę przetrwamy potencjalnie dużo bardziej. Czujni w tym momencie pewnie zauważą też, że żadne z rozważań nie biorą pod uwagę krótkoterminowej spekulacji na Forexie, spekulacji na CFD, ani nawet na kontraktach terminowych. I to naprawdę nie jest przypadek, bo niezależnie od tego, czy kontrakty CFD są oparte na akcjach, indeksach, surowcach, walutach, to budując swój pierwszy długoterminowy portfel inwestycyjny, trzymajcie się od jakiejkolwiek dźwigni finansowej z daleka. To nie znaczy, że dźwignia finansowa jest zła. To znaczy, że na początku macie jej nie dotykać. Jeśli dopiero zaczynacie na giełdzie i nie macie odpowiedniego doświadczenia, to naprawdę zapomnijcie o istnieniu takich rozwiązań. Nawet jeśli uda wam się na początku zarobić, to nie jest żadna reguła. Nie jesteście bogami inwestowania i w końcu na tym stracicie. Jeśli macie do tego słabą psychikę, a na początku inwestowania na pewno macie słabą psychikę, >> to tylko stracicie i wycofacie się z rynku i będziecie tymi starymi zgredami, co tylko w farmazonie o tym, jak to giełda, to jedno wielkie kasyno. Więc spekulowanie na starcie, nie, ale inwestowanie na starcie no jak najbardziej zawsze tak. Pamiętajcie, że jeśli oszczędzacie pieniądze, budujecie sobie jakiś zapas środków, a nie inwestujecie tych środków, to równie dobrze możecie nie oszczędzać i wszystko przepieprzyć na zabawę. [Aplauz] Macie 100% gwarancji, że realna siła nabywcza waszego pieniądza, którego sobie chomikujecie, będzie z roku na rok spadać. Oszczędzanie bez inwestowania to strata. Dla przykładu siła nabywcza amerykańskiego dolara od 1995, czyli w 30 lat spadła o ponad połowę, a w tym samym 30letnim okresie amerykański indeks S&P 500 wzrósł o imponujące, prawie 1000%. No czujemy różnicę, prawda? Ten kto oszczędzał ma realnie połowę mniej. Ten kto oszczędzał, ale tylko klikał guzik kup na indeksie S&P 500 ma nieporównywalnie dużo więcej. Okej. No ale to umówmy się, że już znacie swój horyzont inwestycyjny, wiecie jaką macie tolerancję na ryzyko i ile pieniędzy powinniście mieć na taką czarną godzinę pod ręką. Teraz pora zadać sobie pytanie, jak zacząć budować taki portfel. W przypadku bezpiecznych instrumentów, gdzie zmienność jest zerowa albo praktycznie niezauważalna, to sprawa jest prosta. kupujecie za całą kwotę, jaką chcecie przeznaczyć na te instrumenty od razu. Tu nie ma wielkiej filozofii. Nie ma sensu rozkładać tego na kawałeczki. Od razu wszystko. Ale w przypadku zmiennych instrumentów, jak na przykład akcje, no macie trzy główne możliwości. >> Kupujecie wszystko na raz. To jest tak zwany lampsam investing. Stosujecie metodę DCA, czyli dolar cost averaging. Uśredniacie ceny zakupu, y, czyli regularnie inwestujecie stało kwotę, niezależnie od aktualnej ceny rynkowej, albo próbujecie wyczekać na jakiś dołek, czyli lepszą wycenę, żeby złapać akcję w idealnym momencie. I od razu mówię, że tą trzecią metodę to najlepiej możecie sobie od razu wyrzucić do śmietnika, zwłaszcza jeśli zaczynacie i budujecie swój pierwszy portfel. Jasne, możecie mieć na ratarze jakąś spółkę konkretną, cierpliwie poczekać, aż stanie się tańsza. Tylko, że i tak nie wiecie, kiedy to nastąpi, ani czy w ogóle to nastąpi, a w tym samym czasie wasza gotówka leży bezczynnie i się marnuje. To, że coś urosło o 50% w rok wcale nie oznacza, że jest drogie i że zaraz musi spadać. A zabawa włapanie dołków na podstawie krótkoterminowych analiz, czy to sentymentu, czy danych makro, czy analizy technicznej, to jest właśnie takie giełdowe kasyno. Dopóki nie nauczycie się liczyć kart w tym kasynie, albo nie macie specjalnej kulki do ruletki, która daje wam pewność, że wypada czerwone, to faktycznie przegracie w tym kasynie. Więc nie róbcie sobie złudzeń, że stajecie się jakimś czarodziejem rynku, który kupuje idealnie na dołku i sprzedaje na samej górce. To się po prostu nie wydarzy. Im szybciej ktoś to zaakceptuje w głowie, tym lepiej dla jego portfela i dla jego własnych nerwów. Więc w praktyce macie wybór między kupowaniem wszystkiego na raz, ten lampsam investing, a systematycznym uśrednianiem ceny zakupu, czyli DCA. Co jest lepsze, Vanguard przeprowadził w 2023 roku badanie, które porównywało efektywność obu tych podejść na indeksie globalnych akcji MSCI World w latach 1976-202. Sprawdzano w tym badaniu jak wyglądała stopa zwrotu po 12 miesiącach od pierwszego zakupu. W badaniu, które akurat omówię strategia DCA polegała na rozłożeniu zakupów na trzy miesiące i wyniki tego są jasne. Jednorazowe zainwestowanie całej kwoty wypadało lepiej w 68% wszystkich historycznych przypadków. W tylu sytuacjach dawało to wyższą stopę zwrotu niż strategia uśredniania ceny przez trzy miesiące. Dlaczego tak się dzieje i dlaczego tak będzie się dziać też w przyszłości? B rynki akcji historycznie rzecz biorąc rosną dłużej i mocniej niż spadają. No a skoro tak to im szybciej wejdziemy na rynek ze swoim kapitałem, tym dłużej będzie on na nas pracować. I to właśnie daje statystyczna przewaga strategii. Kup wszystko od razu nad rozkładaniem w czasie wpłat. Najprostsze i najbardziej oczywiste rozwiązania, tak jak kup wszystko od razu, często okazują się w praktyce najlepsze. Tylko czy to oznacza, że zawsze i w każdej sytuacji powinniście kupować wszystko na raz? No teoretycznie zgodnie z badaniami tak. W praktyce rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, podobnie jak wasza psychika, o czym zresztą już też sobie wspomnieliśmy. Jeśli macie relatywnie niewielki kapitał i na jedną wybraną spółkę albo ETF chcecie przeznaczyć na przykład 5100 zł, to nie ma najmniejszego sensu dzielić tego na mniejsze transze. Dlaczego? No bo po prostu przepłacicie na prowizjach. Wielu brokerów stosuje coś takiego jak na przykład prowizja minimalna, na przykład 5 zł i przy inwestycji rzędu 1000 zł no to daje aż 0,5% kosztu całej transakcji, co bywa znacznie więcej niż standardowa procentowa stawka, która na przykład wynosi 0,3% u wielu brokerów albo nawet jeszcze mniej. No i swoją drogą na koncie w XTB u partnera tego odcinka możecie inwestować w akcje ETFY całkowicie bez prowizji aż do 100 000 € obrotu miesięcznie. A do tego możecie to robić bez podatku belki, jeśli zrobicie to akurat przez konto IKE albo XZE. Prosto, tanio, no i na pewno opłacalnie, zwłaszcza jeśli ktoś ma niewielki początkowy portfel. A dodatkowo jeśli założycie konto z linka w opisie tego materiału i użyjecie kodu DNA rynków, widoczne jest teraz na ekranie jak to zrobić, to dostajecie dostęp do specjalnych webinarów, z których jeszcze lepiej będziecie mogli poznać cały rynek i nauczyć się trochę więcej inwestowania. Zresztą małe portfele zawsze muszą charakteryzować się trochę innym podejściem. Chociażby dlatego, że ewentualne spadki na takim niewielkim portfelu, rzędu, który ma rząd kilkunastu tysięcy złotych, nie są aż tak nominalnie trudne do odrobienia. Naprawdę inaczej zarządza się i myśli o portfelu, który ma milion złotych, a inaczej o takim, który ma 15 000. Przerabiałem tę ścieżkę i uwierzcie mi to nauka inwestowania w zasadzie kompletnie od nowa. Jeśli mam portfel 15000 i stracę raptem 10% to jasne 10% to dużo, ale 15500 jestem w stanie zwykłą pracą odrobić bardzo szybko. Jeśli stracę 10% z portfela 4 miliony, no to zwykłą pracą aż tak szybko tego nie odrobię. Więc podejście musi być trochę inne. Dlatego w ogóle jeśli zaczynacie z małym kapitałem to po prostu inwestujcie Yolo bez zbędnego kombinowania, bez uśredniania, bez czekania na idealny moment czy stosowania jakichś dziwnych sztuczek albo przemyśleń. Po prostu bierzecie i inwestujecie. A kiedy warto na poważnie rozważyć strategię DCA, czyli te systematyczne rozłożone w czasie budowanie pozycji, to wtedy kiedy macie do zainwestowania znacznie większy kapitał. Teoretycznie, jak pokazały badania, strategia kup wszystko na raz daje statystycznie lepsze wyniki, ale w praktyce, no w praktyce nie wiecie jak zareaguje wasza głowa na ewentualne gwałtowne obsunięcie kapitału. Jeśli macie do zainwestowania teraz na przykład jak oglądacie 2 3 miliony zł, a na pewno są wśród was tacy ludzie i wejdziecie z całą kwotą na rynek akurat tuż przed dużą korektą, to nawet jeśli nie uciekniecie z rynku w panice, to będziecie czuć się niezwykle niekomfortowo. Brak snu, ciągły stres, spięcia w domu, tak będzie. Tego nikt z nas nie chce. Dlatego w takiej sytuacji znacznie lepiej jest podchodzić do całego tematu spokojnie, budować pozycję etapem. Czy to jest opłacalne pod kątem stopy zwrotu? Nie. Czy to jest opłacalne psychicznie? Tak. Na przykład podzielcie swój kapitał na x równych części, 3, 4, 6, 12 i kupujcie regularnie co miesiąc. Albo podzielcie na cztery i kupujcie raz na kwartał, albo co na przykład każde x% wzrostu albo spadku na rynku. W tym czasie zdążycie na spokojnie oswoić się z obsługą konta maklerskiego i też z takim nieprzyjemnym, ale normalnym uczuciem bycia na minusie przy codziennych rynkowych wahaniach. I zanim przejdziemy dalej, to jeszcze jedno niezwykle ciekawe badanie. Pokazałem wam już, że strategia LAMSAM Investing, czyli kupowanie wszystkiego na raz jest statystycznie lepsza od strategii DCA, ale obie te strategie, bardzo proste przecież, są i tak znacznie lepsze od jakichkolwiek skomplikowanych prób oszukania rynku, czyli od łapania dołków, od szukania idealnych momentów wejścia czy od krótkoterminowej spekulacji i są na to twarde dowody. W 2024 roku na stronie Arvi pojawił się ciekawy tekst pod tytułem By the Versus Dollar Cost averaging. What is Better? czyli kupowanie dołków czy uśrednianie, co jest lepsze? W tym artykule autor porównał dwie proste strategie. Pierwsza to ten klasyczny DCA, czyli co miesiąc inwestujemy stałą z góry ustaloną kwotę, niezależnie od tego co się dzieje. A druga polega na tym, że również co miesiąc odkładamy stałą kwotę, ale nie inwestujemy jej od razu. Po prostu czekamy, aż rynek spadnie. Czekamy, aż rynek spadnie poniżej swojego ostatniego historycznego szczytu o konkretną wartość i kupujemy dokładnie w samym dołku danego obsunięcia. Badanie zakłada przy tym też oczywiście bardzo optymistycznie, że jesteśmy mistrzami rynku i potrafimy trafiać zawsze idealnie w sam tylko dołek. No co oczywiście w prawdziwym realnym świecie się nie wydarzy. Więc tutaj bierzemy i tak nierealistycznie optymistyczne założenie i nawet przy tak oszukanym, nierealistycznym optymistycznym założeniu strategia DCA w wielu długich okresach historycznych wypadała znacznie lepiej niż by the deep. Na wykresie, który teraz widzicie, porównano te dwie strategie na podstawie wszystkich możliwych 40-letnich okresów w latach od 1920 do 1980. W latach 20. i 30. ubiegłego wieku zdarzały się okresy, w których kupowanie przy spadkach wypadało lepiej, ale ogólnie strategia DCA miała wyraźną przewagę i dawała znacznie lepsze końcowe rezultaty przez bardzo długi czas. Ktoś powie, że to prehistoria. Okej, ale również w latach 1975 do 2014 zwykłe uśrednianie radziło sobie lepiej od kupowania dołków, co też widać na tym wykresie z kolei. Dane z kolejnych lat potwierdzają te regułę. Jedynie jak na razie lata 2023-2025 dały solidną przewagę strategii by the deep, ale to już zasługa bardzo dużej zmienności w tym okresie. Są więc też oczywiście takie okresy, kiedy strategia kupowania dołków rzeczywiście się opłaciła. No wszystko zależy od dopasowania horyzontu. Na przykład jak wyfiltrujemy sobie tylko lata 1995-2019 to strategia by the deep pokonała strategię DCA dzięki potężnemu kryzysowi finansowemu z 2008 roku, kiedy to cała kumulowana przez kilka poprzednich lat gotówka została w tej strategii nagle w samym środku najgłębszych, najbardziej panicznych spadków zainwestowana. No tylko, że potrzeba było do tego ekstremalnego i bardzo rzadkiego załamania rynkowego, jak to z 2008 roku. To dopiero dało realną szansę, żeby strategia łapania dołków przebiła prostą, nie wymagającą żadnych analiz ani perfekcyjnego timingu metodę DCA. Jednocześnie wymagała nierealistycznego założenia, że idealnie trafiamy w sam dołka oraz że będziemy mieli na tyle odwagi, żeby po takim czasie wrzucić wszystkie swoje zgromadzone oszczędności na taki właśnie rynek. A mogę wam zagwarantować, że w takim wypadku 90% z tych czekających i tak nie miałoby na to odwagi. Dlaczego tak się dzieje? Jak to w ogóle możliwe, że idealne trafianie w dołki tak często wypada gorzej niż zwykłe, regularne, niemal bezmyślne inwestowanie? Dwa powody. Dołki są naprawdę bardzo rzadko. Na amerykańskim rynku akcji głębokie i gwałtowne spadki, które można uznać za ponadprzeciętne inwestycyjne okazje, to naprawdę jest rzadkość. wielkie historyczne załamania, jak te z lat 30, 70 czy 2008 roku, pojawiały się na rynku raz na wiele, wiele lat. A skoro są tak rzadkie, to strategia oparta na ciągłym wieloletnim czekaniu z inwestycją po prostu nie ma dużo szans na to, żeby regularnie wygrać ze strategią DCA. I po drugie, nie ma efektu procentu składanego w czasie oczekiwania. W czasie gdy strategia by the deep gromadzi gotówkę i cierpliwie czeka na ten idealny złoty strzał, to ten kapitał po prostu leży odłogiem i nie pracuje. Tymczasem w strategii DCA każda regularna wpłata od razu zaczyna korzystać z efektu procentu składanego. Nawet jeśli rynek w danym okresie rośnie bardzo powoli, to kapitał się systematycznie kumuluje. A gotówka, która wyłącznie czeka na cud, nie dość, że nic nie zarabia, no to jeszcze systematycznie traci. Zabawa w spekulanta i czarodzieja często po prostu nie ma ekonomicznego sensu. No dobra, to teraz rozgadaliśmy się o DCA, a przecież jest czas iść jeszcze do budowy waszego pierwszego portfela. Macie już określony horyzont inwestycyjny. Wiecie jaka jest wasza tolerancja na rynkowe spadki i zdecydowaliście w jaki sposób dokonacie pierwszych zakupów. Czy DCA czy Lamsam Investing. Co dalej? No dalej pora w końcu zastanowić się w co konkretnie zainwestować. Nawet jeśli zakładacie, że chcecie iść w 100% akcję, to i w tym segmencie rynku da się przecież ryzykować bardziej albo mniej. Jeśli mimo wszystko szukacie większego bezpieczeństwa, to najlepszym wyborem będą dalej fundusze ETF na szeroki globalny rynek akcji. Ja teraz nie będę się rozwodził nad tym, które konkretne fundusze są najciekawsze. O ogólnie ETF nagrałem już bardzo dużo osobnych materiałów szczegółowych, więc tam odsyłam was po więcej. Ale dlaczego fundusze ETF na szeroki rynek to taki najlepszy wariant dla długoterminowego inwestora akcyjnego, bo szerokie rynki akcji z samej swojej definicji są w długoterminowym, nieprzerwanym trendzie wzrostowym. Pojedyncze indywidualne spółki mogą zbankrutować, mogą spadać i leżeć na dnie przez całe dekady albo po prostu mogą się kisić w miejscu bez żadnego wzrostu. Szeroki indeks nie może, przynajmniej dopóki rozwija się gospodarka globalna i gospodarka lokalna. Dlaczego? Bo indeksy są ciągle automatycznie aktualizowane. Co chwilę usuwa się te najgorsze badziewia i zastępuje je tymi lepszymi spółkami. Dzięki temu inwestując w szerokie rynkowe ETF nigdy nie utkniemy w prehistorii z jakimiś giełdowymi trupami, o których świat dawno zapomniał. To naprawdę jest genialne rozwiązanie dla kogoś, kto jest cierpliwy, chce regularnie, systematycznie dokupować, ale jednocześnie chce w maksymalnym stopniu ograniczyć to specyficzne ryzyko, czyli takie, które dotyczy jednej konkretnej akcji, jednej konkretnej branży, jednej konkretnej spółki. Konsekwencja ETFów jest tylko taka, że zawsze będziemy średni, ale to to nie jest nic złego. Nagrywałem też o tym osobny materiał, że tak, ETFy skazują cię na bycie średnim, jeśli chodzi o wynik rynkowy, ale bycie średnim w tym wypadku i tak oznacza bycie lepszym niż ci, którzy nie inwestują. No ale ci, którzy odczują, że chcą od rynku czegoś więcej, są gotowi trochę bardziej zaryzykować, chcą samodzielnie poszukać rynkowych okazji, to mogą podejść do tego w sposób hybrydowy. Na przykład połowę swojego portfela wrzucić w szeroki ETF, a drugą połowę w wyselekcjonowane pojedyncze akcje. Trochę zależy to od podejścia do ryzyka. To nie musi być 50%, 50% może być 60% 40 70 80. To typowa strategia core satellite. I tu przechodzimy też do ważnego pytania. Ile różnych akcji w ogóle powinno się mieć w tej części akcyjnej, bardziej agresywnej y dla swojego portfela? Musicie przede wszystkim unikać przesadnej dywersyfikacji, kupowania dziesiątek różnych spółek po 500 zł każda. Jeśli macie na swoim koncie 50 000 zł i 30 różnych spółek, to nie ma żadnego sensu. Znam to z autopsji. Sam na początku swojej drogi to przechodziłem. To idiotyzm. Schemat wygląda zazwyczaj tak samo. Trafiacie na jakiś ciekawy materiał, film albo artykuł obiecującej spółce. ekscytujecie się od razu w przypływie impulsu kupujecie za jakieś drobne, które akurat leżały na rachunku za te 300, 400, 500 zł. Mija miesiąc, przelewacie na konto kolejne oszczędności. Już macie na oku kolejne dwie nowe gorące firmy, bo ktoś akurat o nich powiedział. No i po roku budzicie się z portfelem, w którym macie 30 spółek, z czego o połowie nawet nie pamiętacie. Co się wtedy dzieje, gdy kurs raptem tych wszystkich spółek zaczyna gwałtownie spadać? Któreś z nich? No nie wiecie nawet dlaczego. Nie da się śledzić tylu spółek, jeśli ma chcecie już faktycznie inwestować w spółki. Dlaczego coś spada? Nie macie pojęcia. A z drugiej strony nawet jeśli któraś z tych 30 firm nagle odpali, da wam ponadprzeciętne zyski plus 300, plus 400%, będziecie święcić sukces, ale to nie ma znaczenia, bo wpływ tego na wynik całego waszego rozdrobionego portfela będzie minimalny, bo po prostu miała ona w nim za mały, nieistotny udział. Ryzyko całego twojego portfela wcale nie spada w sposób liniowy wraz z dodawaniem do niego kolejnych nowych spółek. Nie można się dywersyfikować w nieskończoność i liczyć na to, że w ten sposób będziecie bardziej bezpieczni. Jest taka książka, co prawda dość skomplikowana, Modern Portfolio Theory and Investment Analysis, gdzie autorzy Edwin Elliot i Martin Gruber doskonale to pokazali. Pokazali, że portfel, który składał się tylko z jednej, z jednej losowo wybranej akcji, miał odchylenie standardowe, czyli taką miarę ryzyka na poziomie 49%. Z kolei w bardzo dobrze zdywersyfikowanym portfelu dało się to ryzyko obniżyć maksymalnie do poziomu 19%, czyli tak zwanego ryzyka rynkowego, którego już nie dało się wyeliminować za pomocą dywersyfikacji. Tylko, że już przy zaledwie 20 różnych akcjach w portfelu to ryzyko spadło do 22%, a dodanie do niego kolejnych 980 akcji zmniejszyło to tylko dodatkowe marginalne 2,5 punktu procentowego. Więc w praktyce przesadna liczba spółek nie ma sensu. A już na pewno nie wtedy, kiedy dopiero zaczynacie i chcecie być w stanie w ogóle nad tym jakkolwiek zapanować. Im mniej macie spółek w swoim portfelu, tych satelitarnych, tych dookoła waszego ETFa, tym większą macie realną szansę na pobicie rynku. Dlatego jeśli to jest wasz pierwszy portfel budowany od zera, to polecam podejść do tego z głową. zdywersyfikujcie się za pomocą prostego taniego ETFa na S&P 500, a do tego dobierzcie sobie maksymalnie kilka, trzy, cztery, w zależności od wielkości portfela, może pięć wybranych spółek, które naprawdę dobrze znacie, które będziecie w stanie regularnie śledzić. Ograniczenie liczby instrumentów pomaga wam też w żonglowaniu strategią, bo brak cierpliwości to kolejny, największy, najgroźniejszy wróg każdego początkującego inwestora. Początkujący inwestor bardzo często kompulsywnie wręcz kombinuje. Nieustannie zmienia skład portfela, bo akurat coś przeczytał nowego w internecie. To bardzo nerwowe działanie i prowadzi tylko do jednego. Wyższe koszty transakcyjne, wyższe podatki, wyższe prowizje. W konsekwencji znacznie gorsze wyniki końcowe. Zresztą spójrzmy na inne badanie, które doskonale to pokazuje, które doskonale pokazuje jak bardzo zbyt częste dokonywanie transakcji niszczy wyniki inwestycyjne. To badanie zostało opublikowane w 2000 roku i dość jasno pokazuje, że im większa jest wartość dokonywanych przez nas transakcji w odniesieniu do średniej wartości portfela, tym gorsze w końcowe wyniki netto są przez nas jako inwestorów osiągane. Te szare słupki na wykresie to właśnie wielkość dokonywanych miesięcznych transakcji, a czarne to stopa zwrotu netto. Białe to z kolei stopa zwrotu brutto, czyli przed kosztami te netto są już po kosztach. No widać bardzo wyraźnie jak prowizje i podatki, które są spowodowane zbyt dużą liczbą transakcji dosłownie zabijają ostateczną stopę zwrotu. Day trading po prostu w większości przypadków nie działa. Weekly trading też nie. Wraz ze wzrostem liczby dokonywanych transakcji różnica między stopą zwrotu brutto i netto tylko się dramatycznie pogłębia. I co więcej, zmieniając swoje pozycje jak rękawiczki pod wpływem emocji i chwilowego efektu, wow, jesteście jak taki gość, który co chwilę zmienia pasy w drogowym korku, bo wydaje mu się, że obok jadą szybciej. Tylko, że w konsekwencji i tak zawsze ląduje na tym pasie, w którym ruch akurat najbardziej zwalnia. Nadmierne mieszanie w portfelu to jest duża pułapka, w którą wpadają początkujący inwestorzy, ale też nie jedyna, bo drugą równie groźną pułapką jest takie wieczne czekanie na idealny moment i wieczne czekanie z tym, żeby zacząć. Bójcie się zaczynać, bo akurat indeks jest na szczycie i lepiej poczekać. Słyszałem to wiele razy. No indeks S&P 500 jest przez ponad 90% całego swojego czasu istnienia w odległości 5% od szczytów. Widzicie te czerwone kropki na kolejnym wykresie? To wszystko są nowe historyczne szczyty. Ci wszyscy, którzy przez lata czekali na jakiś lepszy moment do wejścia na rynek, często po prostu ominęli najlepsze historyczne okresy wzrostów i najpiękniejsze wieloletnie hossy. Więc nie ma sensu czekać, bo ostatecznie najważniejsze w budowie pierwszego portfela nie jest to, czy traficie w idealny moment, idealny ETF czy idealną spółkę. Najważniejsze jest to, żeby w ogóle zacząć wyciągać wnioski i budować swoją strategię z myślą o długim terminie, bo właśnie dzięki konsekwencji cierpliwości, nauce na błędach, z czasem naprawdę da się zbudować portfel, który będzie dział, a nie przeciwko wam. I niech to będzie dobre podsumowanie tego materiału. A jeśli chcecie być jeszcze bardziej świadłym inwestorem, to pamiętajcie, żeby sprawdzić wersję premium portalu DNAC, gdzie można dołączyć do ponad 2500 innych inwestorów, którzy codziennie niemalże dostają różne analizy i przemyślenia o rynkach, o spółkach, o gospodarce ode mnie i całego naszego zespołu DNA. Także mają możliwość obserwowania jak ja sam inwestuję własne oszczędności w portfelach o łącznej wartości ponad 4,5 miliona złot. Więc tak to duże pieniądze, tak to pieniądze, które dają dużo emocji, ale gwarantuję, że dają i mi cały czas. i wam również masę nauki. Więcej na ten temat znajcie na stronie premiumdnarynków.pl. Link jest oczywiście w opisie tego nagrania. W tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć. [Muzyka] [Muzyka]

Przewijanie do góry