Straciłem 70% na starcie. Czego NIE robić, gdy zaczynasz inwestować. [Błędy Inwestycyjne Początkujących]

Najważniejsze wnioski z filmu:

Marcin Iwuć 377 000 subskrybentów
63 120 2 464 04/03/2026

Maciek Pielok dzieli się swoim 19-letnim doświadczeniem inwestycyjnym i kosztownymi błędami początkującego inwestora. Film koncentruje się na tym, czego NIE robić, gdy zaczynasz inwestować, by uniknąć utraty nawet 70% kapitału jak w jego przypadku.

  • Unikaj szukania gwiazdy inwestycyjnej – nie stawiaj wszystkiego na jedną kartę, lepiej dywersyfikuj portfel
  • Kontroluj ryzyko od poczztku – nie inwestuj pożyczone pieniądze i buduj poduszkę bezpieczeństwa
  • Czas jest twoim największym sprzymierzeńcem – im wcześniej zaczniesz, tym większe szanse na sukces
  • Prostota przegrywa wyrafinowanie – nudne inwestycje często przynoszą lepsze wyniki niż skomplikowane strategie
  • Nikt nie jest mądrzejszy od rynku – unikaj guru, którzy obiecują światło w tunelu

Film zawiera praktyczne rady na temat budowy portfela z trzech podstawowych elementów: obligacji detalicznych indeksowanych inflacją, taniego ETF na globalne akcje i małego udziału w złocie. Maciek wyjaśnia też, jak radzić sobie z strachami przed spadkami rynkowymi i dlaczego czekanie na idealny moment na inwestowanie jest ślepym zaułukiem.

Film jest niezwykle wartości dla każdego, kto zaczyna swoją przygodę z inwestowaniem i chce uniknąć kosztownych błędów.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Policzyłem, że jestem 70% w plecy. Po cudownej inwestycji nie został kamień na kamienie. Jakby ktoś wylewał mi kubeł lodowatej wody na kark, prawda smakowała bardzo gorzko. Coś tu epicko spartoliłem. Tak wspominam swoją pierwszą inwestycję sprzed prawie 19 lat i chcę ci dziś o niej więcej opowiedzieć. Podzielę się tym, co sam chciałbym wtedy wiedzieć, tak żebyś nie powtarzał moich kosztownych błędów. Pokażę ci, co działa, co jest ślepym załukiem, a czego już w ogóle unikać jak ognia. powiem jak myśleć o inwestowaniu, w co zainwestować na start, kiedy inwestować i jak poradzić sobie z obawą, że to wszystko runie i stracisz pieniądze. No to lecimy. Jeszcze tylko prośba, zanim wystartujemy, ponad połowa osób, które nas ogląda, nie ma odklikanej subskrypcji. Zasubskrybuj więc, żeby nie przegapić kolejnych materiałów i pomóc nam rosnąć jako kanał docierając z naszymi treściami do coraz większej liczby osób. Chcę ci kogoś przedstawić. To jest Maciek Pielok 19 lat temu. Wtedy student drugiego roku na SGH, zbyt oczarowany, jak widać, rynkami finansowymi, by przejmować się takimi szczegółami jak zbyt duża marynarka. Zanim spędził 14 lat w branży inwestycyjnym, zanim zrobił licencję CFA i doradcy inwestycyjnego, największym strachem jaki miałem w tamtych czasach było, że ominie mnie szansa na zrobienie dużych pieniędzy. Trwała wtedy wielka giełdowa hossa i miałem takie wrażenie, że każdy na niej zarabia, tylko nie ja. No i nie wiedziałem tylko od czego zacząć, aż ktoś podsunął mi nazwę najlepszego funduszu inwestycyjnego ostatniego roku. Pamiętam, to było takie patrz Maciek, mają najlepszą strategię profesjonalistów i mogą zarabiać w każdych warunkach. Na ulotce oczywiście najwięcej miejsca zajmowała stopa zwrotu z takim napisem już ponad 140%. No i jasne, że moja wyobraźnia od razu się odpaliła. Wow, w rok podwoję swoje pieniądze, będzie mnie stać na tyle rzeczy, no w ciemno w to wchodzę. No i tak zainwestowałem wszystkie uczułane pieniądze. Był maj 2007 roku. Miesiąc później zaczął się wielki kryzys finansowy. Polecam ci filmy Big Short i chciwość, żeby poczuć klimat paniki, jaka wtedy ogarnęła rynki finansowe. Ale to nie był finał tej mojej inwestycji, bo świat finansowy zdawał się kończyć, ale wartość mojego funduszu nie spadała. Eksperci, którzy nim zarządzali w moich oczach stali się wtedy prawdziwymi gwiazdami rocka, bo najpierw wykręcili świetne wyniki na wzrostach, a potem skutecznie ich bronili. No byłem pewny, że mają sposób na zarabianie rzeczywiście w każdych warunkach, więc dorzuciłem kolejne pieniądze. Jednak rzeczywistość inwestycyjna bardzo brutalnie weryfikuje takie ego i naiwność. Najpierw rynki finansowe zaczęły odbijać, a mój fundusz dalej stał w miejscu i ta przez długi czas, aż w 2011 roku zmienił strategię, no żeby nadgonić, no i nie trafił z pomysłem. Wartość inwestycji spadła o 70% i wtedy pękłem. Wyszedłem z 1/3 włożonych pierwotnie pieniędzy i dobrze, że wyszedłem, bo ta inwestycja, jak widać zresztą na jej wykresie, nigdy już nie odbiła. I teraz powiem coś, co może zabrzmieć dziwnie, ale uważam, że to była do tej pory moja najważniejsza inwestycja i myślę, że miałem ogromne szczęście, bo kosztem niedużych studenckich oszczędności w krótkim czasie dostałem lekcje, które stanowią fundament mojego spokoju dzisiaj przy inwestowaniu. I jestem ciekawy, jakie ty już dostrzegasz w tym momencie nauczki i przestrogi. Jestem ciekawy, co tam się pojawi w komentarzach. A ja lecę z pierwszą bardzo ważną lekcją, jaką z tego wyciągnąłem i chcę ci przekazać. Jeśli chcesz się szybko dorobić na inwestowaniu, to czeka cię rozczarowanie. Jasne, komuś tam się poszczęści tak samo jak w Lotto, ale w absolutnej większości przypadków im większe oczekiwania, tym łatwiej o takie trzy bardzo kosztowne błędy, które zresztą sam popełniłem. pierwszy traktowanie tych dotychczasowych wyników jako zapowiedź przyszłych wyników, bo widzisz taką wzrostową linię na wykresie i w głowie od razu metodą linijki y rysujesz jej przedłużenie i w ten sposób no niestety, ale wystawiasz się na rozczarowanie i być może ryzykujesz więcej niż jesteś w stanie udźwignąć. Więc zamiast dzielić skórę na niedźwiedziu zacząłbym od kontroli ryzyka. Drugi błąd to duże oczekiwania podsycają FOMO, czyli ten strach, że nas coś ominie. No wkręcamy sobie, że okazje uciekają, że trzeba za tym gonić, rośnie ta wewnętrzna presja, więc łatwo pójść na skróty. No i wygrywa wtedy taka podsunięta na kolanie propozycja potrzeb jakiegoś guru z internetu, a czasem po prostu taka pierwsza z brzegu opcja, bo chcesz mieć to jak najszybciej z głowy, a warto się zatrzymać zamiast tego i po prostu zobaczyć w co dokładnie inwestujesz, jak to działało przez ostatnie 10, 20 lat, co się stanie, gdy rynek spadnie bez pośpiechu, bo tych okazji inwestycyjnych nie zabraknie. Do czego zresztą jeszcze wrócę w dalszej części filmu. I trzeci kardynalny błąd to brak przygotowanego gruntu w finansach osobistych. No w moim przypadku to było pozbycie się jakiejkolwiek poduszki finansowej w pogoni za zyskiem. Jedno potknięcie i musiałbym sprzedać tą inwestycję, żeby mieć za co żyć. Jeszcze gorzej, jeśli ktoś inwestuje, kiedy ma do spłacenia kredyty konsumenckie czy jakieś chwilówki, a w ogóle najgorzej jeżeli inwestuje pożyczone pieniądze. Więc najpierw zadbałbym o szczelny budżet, o to odkładanie oszczędności w każdym miesiącu, o solidną poduchę bezpieczeństwa, a potem w pierwszej kolejności zainwestował nie na rynku kapitałowym, tylko zainwestowałbym w siebie, w umiejętności, które pozwolą mi zarabiać więcej, bo żadna inwestycja na giełdzie tego nie przebije. Musisz jednak inwestować, jeśli chcesz się bogacić, bo ten Maciek sprzed 20 lat płacił 10 zł za obiad. robił pełne zakupy spożywcze w przeliczeniu na osobę za 100 zł i myślał, że 5000 zł za metr kwadratowy mieszkania to wygórowana cena. No dziś te wszystkie stawki trzeba pomnożyć przez trzy albo i cztery. A licząc po inflacji raportowanej przez GUS, ta dzisiejsza stówa 19 lat temu byłaby warta tylko 52 zł. Inflacja to cichy i śmiertelnie niebezpieczny sabotażysta naszych finansów. No i łatwo o tym zapomnieć. A politycy chcieliby w ogóle odtrąbić sukces w walce z drożyzną. Ale fakty są takie, że a wyższe ceny z nami już zostaną, b te ceny nadal rosną i c świat jest na maksa zadłużony i porządek międzynarodowy ciężko już nazwać porządkiem, przez co dalsze ta taka pokusa i ryzyko dalszego psucia pieniądza jest bardzo wysokie. Więc bardzo przemawia do mnie to, jak Marcin definiuje inwestowanie. mianowicie konsekwentne zamienianie tracącego na wartości pieniądza, na aktywa, które na ciebie pracują albo trzymają wartość, bo nie da się ich dodrukować. Świadomie zbudowana kolekcja takich aktywów z czasem nie tylko ochroni, ale też z dużym prawdopodobieństwem pomnoży twój kapitał. Tylko im szybciej zaakceptujesz, że zajmie to dłużej niż byś chciał, tym szybciej pozytywnie zaskoczysz się efektami. Jak widzisz już nawet odpowiedź na pytanie dlaczego inwestujesz nie jest wcale taka oczywista, a ma bardzo duży wpływ na szansę powodzenia twojej inwestycji. podobnie jak dopasowanie inwestycji do siebie, czyli na przykład do stanu swoich finansów, do czasu jaki dajesz tej inwestycji i do apetytu na ryzyko. Właśnie od tych elementów związanych z tobą, z twoją sytuacją, twoim nastawieniem zaczynamy, gdy prowadzimy naszych kursantów przez zbudowanie własnego planu inwestowania. I tu odrobinę autopromocji, bo przez plan inwestowania mam oczywiście na myśli twoją własną strategię inwestycyjną, do której prowadzimy krok po kroku za rękę na kursie Zacznij skutecznie inwestować. Przelaliśmy w ten program całe nasze doświadczenie inwestycyjne Marcina, Kasi moje, tak żeby wyłuskać tą esencję czego jesteśmy pewni, że się sprawdza i działa, a co jest ślepym załukiem. Zapraszam po więcej szczegółów na fincrafters.pl. Link pod tym nagraniem. Taka własna strategia inwestycyjna musi też opisywać w co dokładnie inwestować, jakie klasy aktywów, jakie instrumenty, w jakiej proporcji i czego tu nauczyłem się przez lata. No przede wszystkim, żeby nie powtarzać mojego studenckiego błędu, czyli szukania tej gwiazdy inwestycyjnej. Nie stawiaj wszystkiego na jedną kartę. Zamiast tego dobierz kilka różnych inwestycji, które mają ze sobą współgrać i wzajemnie się uzupełniać. Żadna klasa aktywów czy żadna strategia nie będzie najlepsza w każdym roku. I zobacz, że w poszczególnych latach ten układ wygranych i przegranych klas aktywów zmienia się jak w kalejdoskopie. Niektóre rodzaje inwestycji trzymają się bliżej środka stawki przez większość lat. Inne, te bardziej zmienne, raz błyszczą najmocniej, by chwilę później okazać się najmocniej spadającymi. I próba przewidzenia, co będzie najlepsze w kolejnym roku, no to jest loteria. Ale nie musisz grać w tę loterię, bo zamiast zgadywać, możesz po prostu połączyć kilka elementów i uśrednić swój wynik. Owszem, nie będzie to na pewno najlepszy rezultat, ale za to znacznie zwiększasz swoje szanse na solidną stopę zwrotu i też jednocześnie ograniczasz ryzyko wtopy. I dokładnie o to chodzi w dywersyfikacji. Wiem, że na początku ten szeroki wachlarz możliwości będzie wiele osób przerażać, ale bardzo dobra wiadomość. Moim zdaniem wystarczy zacząć tylko od trzech elementów. mianowicie obligacje detaliczne indeksowane inflacją, które będą pełniły rolę stabilizatora. Druga rzecz, tani ETF na jak najszerszy indeks akcji globalnych i to będzie ten element wzrostowy portfela. I do tego może być mały dodatek złota fizycznego czy kupionego też przez etc na giełdzie i który pełni rolę bramkarza czy takiej polisy ubezpieczeniowej w portfelu. I tylko te trzy składniki dadzą 90% efektu. Liczby zresztą mówią same za siebie, bo przez te 19 lat od kiedy inwestuje, te banalne antyinflacyjne obligacje detaliczne przyniosły stopę zwrotu rzędu około 150%. Globalne akcje podrożały ponad pięciokrotnie, a złoto ponad ośmiokrotnie. I dla porównania inflacja wyniosła w tym okresie 92%, a lokaty i konta oszczędnościowe przyniosły przeciętnie 76%. I tu kolejna lekcja. Przy tej studenckiej inwestycji myślałem, że im więcej fajerwerków, im więcej reagowania na wydarzenia, im więcej wyrafinowania w tym wszystkim, tym lepiej. Tymczasem właśnie to zgubiło wybrany przeze mnie fundusz. Prosta inwestycja nie jest gorsza, przeciwnie, zazwyczaj jest mniej krucha i dużo więcej wybacza. Przykładowo taki koszyk 34000 globalnych akcji znacznie mniej waha się niż pojedyncze spółki czy nawet giełdy poszczególnych krajów. Ba, w przeciwieństwie do nich ten globalny koszyk akcji podnosi się po każdym tąpnięciu, po każdym spadku i to jest tylko kwestia czasu, czego już o tych pojedynczych akcjach powiedzieć nie można. I bardzo długo zajęło mi przyswojenie tego, że prościej to często lepiej. A ta nauka szła opornie, bo najpierw rynek musiał nauczyć mnie pokory i przekonać do takich dwóch ponadczasowych mądrości inwestycyjnych. Pierwsza brzmi: nie ma darmowych obiadów, czyli jeśli coś obiecuje wyższy zysk, to zawsze jest za to cena do zapłacenia. Wyższa zmienność, mniejsza płynność, ryzyko, którego jeszcze nie widzisz na pierwszy rzut oka. No weźmy takie spółki dywidendowe. Wielu inwestorów na początku zachwyca się yyy twierdząc, że to są stabilniejsze firmy dające dodatkowy dochód. I coś wiem o tym zachwycie, bo przeżywałem go w latach 2010-2015, zanim nie zderzyłem się z rzeczywistością, że spółki dywidendowe wypłacają ci pieniądze kosztem niższego wzrostu ceny akcji, generują niepotrzebne podatki, koszty transakcyjne i co najgorsze koncentrują ryzyko portfela na biznesach o słabym albo słabnącym potencjale. coś za coś i jedynym darmowym obiadem jaki jest w inwestowaniu jest już wspomniana dzisiaj dywersyfikacja, czyli właśnie rozproszenie portfela i połączenie klas aktywów w drużynę, by obniżyć ryzyko bez konieczności obniżania oczekiwanej stopy zwrotu. Jeszcze trudniej było mi przełknąć, że nikt nie jest mądrzejszy od rynku, czyli że te ceny, które widzisz na wykresach akcji, obligacji, surowców, to jest wypadkowa wiedzy i oczekiwań milionów inwestorów z całego świata. W tym są również potężne instytucje, które dysponują ogromnymi zasobami, technologią, talentem, dostępem do informacji, a pomimo to nawet one w większości przypadków nie są w stanie powtarzalnie przynosić takich wyższych niż średnia zysków. Jest zresztą tylko garstka inwestorów, którzy potrafili regularnie wygrywać z rynkiem przez takie bardzo długie okresy. I to co łączy tych inwestorów to ogromna pokora i zdolność przyznania się, że w tym ich sukcesie był też ogromny element szczęścia. Tymczasem wielka maszyna marketingowa będzie nam mydlić oczy, że jest jakiś sekretny przepis. I sprzedawcy w instytucjach finansowych, dostawcy produktów inwestycyjnych, guru w internecie, oni wszyscy mają żywotni interes, żebyś zapłacił za dostęp do ich systemu, do ich sekretu. Zapłacił opłatami, abonamentem albo swoją uwagą i czasem. I na nasze nieszczęście układanie takich logicznych i przekonywujących historyjek inwestycyjnych jest dla nich dość proste i mogę sypać jak z rękawa przykładami z ostatnich lat. Na przykład inwestuj w druk 3D, bo kolejna rewolucja przemysłowa w tym momencie dzieje się w tle. Albo inwestuj w metaverse, bo przenosimy się do wirtualnego świata. Co tam jeszcze? Inwestuj w spółki odpowiedzialne środowiskowo, bo są bardziej odporne i cenione przez inwestorów. albo inwestuj w niedowartościowane rosyjskie spółki, bo świat będzie dalej potrzebować gazu i tak dalej, i tak dalej. A wszystko to cmentarzysko takich pewniaczków inwestycyjnych, bo to, że coś brzmi sensownie, to wcale nie oznacza, że będzie lepszą inwestycją niż po prostu kupienie całego koszyka na przykład akcji na całym świecie. I dlaczego tak jest? No tutaj jest multum czynników i nawet nie chcę otwierać tej puszki Pandory, ale puenta jest taka, że większość tych ciekawych pomysłów inwestycyjnych, które będą ci podsuwane okaże się niewypałami i skończy się dla inwestorów tak jak podsumował to kiedyś Cezary Pazura. >> Chcieliście wydymać Freda, to teraz Fred wydyma was. >> Jak więc możesz zabezpieczyć się przed takimi zgubnymi pokusami? Po pierwsze, bądź bardzo sceptyczny, gdy ktoś obiecuje ci, że ma super strategię, która bije rynek albo będzie zarabiać w każdych warunkach. I tu dobra wiadomość. Mam przynajmniej takie wrażenie, że Polacy nauczyli się już tej nieufności wobec prognoz rynkowych analityków czy wobec produktów inwestycyjnych w bankach, ale jeszcze są niestety zbyt ufni w internecie. I po drugie, co możesz zrobić, to przygotować sobie taką piaskownicę do bezpiecznych eksperymentów, bo jeśli ciągnie cię spróbować jakiegoś pomysłu inwestycyjnego, to wydziel po prostu jakąś małą część swoich oszczędności i tam próbuj tych sił. W ten sposób ograniczasz ewentualne szkody, tworzysz warunki do nauki na własnych błędach i też kosztuje to mniej silnej woli niż takie zerojedynkowe. Dobra, to ja w ogóle nie będę żadnych pomysłów testować. Z większością oszczędności jednak zacznij od prostych, nudnych inwestycji i najlepiej zacznij jak najszybciej, bo czas jest twoim największym sprzymierzeńcem i pokażę ci przykład, który kiedyś otworzył mi na to oczy. Wyobraź sobie, że odkładasz 500 zł miesięcznie, a twoje pieniądze zyskują rok w rok, już po podatku. Jeśli zaczniesz mając 25 lat i po 10 latach zaprzestaniesz wpłat, zostawisz inwestycję samopas, to i tak wygrasz ze sobą 35latkiem, który zaczyna dopiero przy 35 latach inwestować i wpłaca przez kolejne 30 lat. Czyli wcześniejsza inwestycja o 10 lat wygrywa z późniejszą, w której jest trzy razy dłuższy okres dopłat do tej inwestycji. Oczywiście w prawdziwym świecie nie jest tak różowo, że inwestycja rośnie jak po sznurku, tak jak na tym wykresie. I tylko kwestią czasu jest kiedy pojawią się spadki. Na przykładzie amerykańskiej giełdy od lat 80 widać gołym okiem, że w każdym roku były okresy spadków. średnio 14% ale rozstrzał był duży, bo od takich ledwie zauważalnych 3% spadków po bolesne krachy o prawie połę wartości, ale pomimo to aż 35 na 46 analizowanych lat zakończyło się na plusie i historia podpowiada, że lat wzrostowych jest więcej niż lat spadkowych, że te okresy wzrostów trwają dłużej niż okresy spadków i co najważniejsze Im więcej czasu dasz inwestycji, by pracowała, tym bardziej rosną twoje szanse na dodatni wynik. Trzeba tylko pogodzić się z tym, że po drodze będzie bujać. Każdy chciałby wiedzieć, kiedy takie spadki wystąpią. No ale nikt nie ma szklanej kuli i prognozy rynkowe, od razu mówię, tutaj są bezużyteczne. Tak samo jak bardzo słabo sprawdza się czekanie na spadki z rozpoczęciem inwestycji, bo na początku tej swojej inwestycyjnej przygody często zdarzało mi się tak myśleć, dobra śledzę te wydarzenia, to będę w stanie wyczekać lepszego momentu na zainwestowanie. A jak to się kończyło? No albo jak przychodziły te spadki to okazywało się, że były one płytsze niż te wzrosty, które ominąłem po drodze, albo w ogóle nie byłem w stanie wykorzystać tych niższych cen, bo dopadał mnie paraliż decyzyjny, bo takie pytania od razu się kłębią, czy to już wystarczająco spadło, albo może jeszcze poczekać, bo spadnie bardziej. Jest w ogóle coroczne badanie, które pokazuje ile takie próby łapania momentów rynkowych kosztują inwestorów. Agencja Morningstar porównuje ile na swoich funduszach i ETfach powinni byli zarobić inwestorzy versus ile faktycznie zarobili. Konsekwentnie w tym badaniu wychodzi, że próby wyczucia dobrych momentów kosztują inwestorów przeciętnie 15% ich wyniku. Zamiast wycisnąć średniorocznie 8,2% uzyskiwali 7% czyli o 1,2 punktu procentowego średniorocznie mniej. Moja rada. Porzuć myślenie o dobrych momentach do inwestowania. Zaufaj mi, że to ślepy zaułek. Zamiast tego przygotuj harmonogram zakupów i trzymaj się tego harmonogramu. Jeśli boisz się nadziać na spadki, to zamiast inwestować całą kwotę na raz, podziel ją po prostu na transzę. Łatwiej to udźwignąć wtedy emocjonalnie. I na tym etapie jestem prawie pewny, że w komentarzach pojawi się ktoś, kto będzie argumentować, że obecnie rynki finansowe i świat stoją na krawędzi i to po prostu musi runąć. Takie komentarze to standard i zawsze znajdzie się doskonały powód, żeby odłożyć inwestowanie. Zresztą tacy wieszcze zagłady prędzej czy później trafią, no bo kryzysy nadejdą. Tylko spójrz ze mną na ostatnie 20 lat globalnego indeksu akcji. Gdy zaczynałem inwestować 2007-2008, miał załamać się system finansowy na całym świecie. W 2009 fala bankructw firm i widmo załamania gospodarki na lata. W 2010 bankructwo Grecji, które rozpoczyna dwuletni kryzys zadłużenia krajów europejskich. wtedy w ogóle taki polski fundusz Eurogedon wieści upadek euro i rozpad Unii Europejskiej 2012 i 2013 strach że światowa gospodarka nie wytrzyma zakończenia programów rządowych i do druku pieniądza 2014 Rosja zajmuje Krym 2015 krach na chińskiej giełdzie i dewaluacja wielkie zastanawianie się czy rynki wschodzące kiedykolwiek jeszcze się podniosą 2016 szok Brexitu i wygranej Trumpa 2017 Korea Północna testuje broń atomową. 18 Trump rozpoczyna wojnę handlową z Chinami. Handel światowy ma się załamać. 2019 giełdy wzrosły, ale rynek obligacji wieści nadchodzące spadki. 2020 COVID i zastanawiamy się jaka część populacji świata zostanie pochłonięta przez nowy wirus i czy życie będzie jeszcze kiedykolwiek wyglądało tak samo. 21. Logistyka na świecie zupełnie nie działa. Wszystkie łańcuchy dostaw zakorkowane. 2022 inflacja galopuje. Atak Rosji na Ukrainę. Kryzys energetyczny w Europie i jeszcze do tego wszystkiego kończy się darmowy pieniądz w USA. 2023 znowu bankructwa banków. 2024 zastanawiamy się czy gospodarka wytrzyma walkę z inflacją. 2025 obawy o bańkę AI i Donald Trump burzący światowy porządek. Zobacz jakie kombo. No plagi egipskie przy tym to jest po prostu pikuś. A gdzie jest dziś indeks akcji globalnych? No jest wielokrotnie wyżej niż przed 20 laty. Z mojego doświadczenia to nawet nie same wahania wartości inwestycji są takie straszne, tylko właśnie te towarzyszące im opowieści o tym, jak to jest źle i będzie jeszcze gorzej. Paradoksalnie im czarniejsze i bardziej przerażające te narracje, tym więcej tego strachu już jest zazwyczaj w cenach i mniejsze ryzyko. Patrząc z boku, rozwiązaniem wydaje się po prostu zagryź zęby, no i konsekwentnie inwestować, co by tam się nie działo. Tylko, że no spójrzmy prawdzie w oczy. Nikt z nas nie jest panem Spokiem ze Star Treka. Naszymi emocjami jednak targają emocje i gdy ta lawina strachu rusza, no to niezmiernie ciężko jest się jej przeciwstawić. Ale i na to jest patent, który sprawdza mi się od lat. Nazywam to założeniem kagańca na swój jaszczurzy mózg, a chodzi po prostu o powstrzymanie tej takiej pierwszej pierwotnej reakcji ucieczki. Bo gdy instynkt podpowiada ci uciekaj razem ze stadem, no to ty sięgasz po przygotowany na właśnie specjalnie taką okazję zestaw uspokajający. To mogą być statystyki klas aktywów, żeby porównać ten bieżący epizod strachu do historycznych i ocenić czy to jest w granicach normy. To może być wpis do dziennika z poprzedniego takiego okresu, kiedy się bałeś i potem też podsumowanie jak wyszło. To może być przypomnienie o kluczowych założeniach. po co to robię, jakie spadki akceptuję i jaki mam horyzont inwestycyjny, a nawet coś takiego jak list do samego siebie właśnie na tę okoliczność, w którym zalecisz sobie od y, żeby odciąć się od mediów i po prostu wyjść na spacer. I dorzucenie takich emocjonalnych bezpieczników do twojej strategii inwestycyjnej znacznie zwiększy twój komfort i szansę w inwestowaniu. I tu jak bumerang wraca do mnie pytanie, gdybym tylko te 19 lat temu zaczynał od przygotowania właśnie strategii inwestycyjnej, a nie inwestował na rympał, co to by dzisiaj było? Ale nie ma co gdybać, tylko trzeba działać. I od czego zacząć te działania? Domyślam się, że nadal masz w głowie ogrom pytań, chociażby dlaczego akurat te aktywa na start, jak ustalić między nimi proporcje, na jakich kontach się to kupuje, jak to przeklikać. I tu chciałbym cię zaprosić w dwa miejsca. Po pierwsze na naszego bloga, gdzie czeka na ciebie mnóstwo wiedzy. w tym sekcja z tutorialami do usług, które sprawdziliśmy w boju i sami korzystamy również czystym sumieniem polecamy. A jeśli chcesz jeszcze chwilę zostać na YouTubie i usłyszeć od czego ja dziś zacząłbym inwestowanie, jakie zrobiłbym pierwsze kroki, to zapraszam cię do tego filmu. Zanim jednak załadujesz to kolejne wideo, proszę zostaw kciuk w górę i zasubskrybuj nasz kanał. Zbijam piątkę i do zobaczenia. M.

Przewijanie do góry