Analiza 20 lat rynku: Kupowanie w panice – czasy i dane
W tym materiale sprawdzamy, czy strategia kupowania akcji w momentach ekstremalnego strachu rzeczywiście daje przewagę nad rynkiem. Na podstawie badań historycznych obejmujących okres od 2007 roku do 2026 roku zbadamy, jakie wskaźniki rynkowe najlepiej przewidują nadchodzące zyski i kiedy inwestorzy powinni działać, by maximalisować zyski. Analizowane wskaźniki obejmują: indeks VIX („indeks strachu”), szerokość rynku, Put/Call Ratio oraz odchylenie S&P 500 od średniej 125-dniowej.
Czy kupowanie w panice to mit? Choć emocje są kluczowym elementem rynku, dane pokazują, że inwestowanie w momenty skrajnego pesymizmu (np. VIX >22,8, Put/Call >1,02) może przynieść średnie zyski 13,2% w ciągu roku i 76,7% po 5 latach. W porównaniu do okresów neutralnych, to 4,2% i 67,7% więcej! Jednak przy tej strategii musisz zwrócić uwagę na wyższe ryzyko – Twoja inwestycja może więc bujać bardziej.
Dlaczego większość inwestorów wybiera złe momenty? Według ekspertów, 76% inwestorów detalicznych traci pieniądze na CFD, a tylko 3,5% stosuje analizę opartą na emocjach rynku. W tym materiale pokażemy, jak rozpoznać „optymalny moment zakupu” i dlaczego nawet wtedy, gdy portfel traci 20%, warto skupić się na danych, a nie na hałasie mediów.
- Wskaźniki do obserwacji:
- VIX >22,8 (indeks strachu)
- Szerokość rynku <20% (nieefektywny rynek)
- Put/Call Ratio >1,02 (paniczne zakupy OPCJI)
- Odchylenie S&P 500 od średniej >0,14%
Ryzyko i zyski w skrajnych scenariuszach: Wyniki wskazują, że łączenie analizy VIX z analizą szerokości rynku zwiększa skuteczność prognoz do 65% w porównaniu do 33% przy samym VIX. Dla długoterminowych inwestorów to kluczowy sygnał – moment na strategię „dolna”!
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Większość inwestorów zna ten cytat bardzo dobrze. Bądź chciwy, kiedy inni się boją. No brzmi świetnie. Dopóki to nie jest twój portfel i nie spada 20%. A media krzyczą o kryzysie wszech czasów, a każdy kolejny dzień to nowe minusy. >> A je to >> to do tego czasu brzmi dobrze, bo wtedy nagle okazuje się, że bycie tym chciwym jest trudniejsze niż się wydaje. Wtedy to już nie jest tylko teoria, tylko moment, w którym trzeba faktycznie wydać pieniądze na coś, co spada, na coś, co wydaje się być słabe. Klikać kup, kiedy wszystko mówi, żeby uciekać. >> Ja spierdam. [muzyka] Więc czy naprawdę kupowanie w panice to jest realna przewaga inwestycyjna, czy tylko ładnie brzmiący slogan, który dobrze wygląda w książkach? I zamiast zgadywać, postanowiliśmy to dla was sprawdzić. Wzięliśmy niemal 20 lat danych z rynku amerykańskiego od kryzysu finansowego w 2007 roku przez Covid aż po dzisiejsze realia 2026 i sprawdziliśmy co się naprawdę dzieje z waszymi pieniędzmi jeśli kupujecie akcje wtedy kiedy na rynku panuje strach. Nie żadne wydaje mi się, że warto. Nie intuicyjnie to działa, tylko same twarde dane. I dziś chcę wam pokazać wyniki tej analizy. Zobaczycie, czy kupowanie w panice faktycznie daje przewagę nad rynkiem, czy może to jest jedna z największych iluzji, w które wierzą inwestorzy. A odpowiedź może zaskoczyć. Zero prowizji za ETFY. Wanda TMS nie zapłacisz ani grosza za pierwsze 10 transakcji i to aż do 200 000 € obrotu. Załóż konto i zacznij budować swój portfel inwestycyjny bez zbędnych kosztów. ETFy są dostępne w sprzedaży krzyżowej z konttem CFD i obowiązuje regulamin, więc kliknij link w opisie i poznaj szczegóły. Inwestuj skuteczniej, mądrzej i z większym spokojem. Dołącz do strefy premium DNA, podobnie jak już prawie 5100 innych inwestorów. To najlepsze miejsce do świadomego zarządzania swoim kapitałem i swoimi oszczędnościami. Dzięki za już ponad 109 000 waszych subskrypcji. To nas wiele znaczy. Jeśli jeszcze nie jesteście z nami, to klikać suba teraz, bo nie ma na co czekać i pomóżcie temu kanałowi i całemu temu zespołowi dalej się [odchrząknięcie] rozwijać. [muzyka] Zanim cokolwiek zrobimy, to trzeba sobie jakoś zidentyfikować i zdiagnozować ten cały strach. potrzeba definicji. Nie wystarczy polegać na własnym portfelu czy na ogólnych nagłówkach w mediach, bo te często albo są głupie, albo działają z opóźnieniem, albo wyolbrzymiają rzeczywistość, czyli w sumie są głupie. Zamiast zgadywać, co czują inwestorzy, trzeba patrzeć na twarde dane, które starają się jako tako w miarę obiektywnie, >> no żeby wyglądały jako, a nie żeby jako >> mierzyć te rynkowe emocje. W naszej analizie wykorzystaliśmy cztery kluczowe wskaźniki, które pozwalają sprawdzić realny nastrój na rynku. Najbardziej znanym i powszechnie używanym jest indeks Wix. Nawet popularnie nazywany indeksem strachu, który pokazuje oczekiwaną zmienność na giełdzie. Dane z ostatnich dwóch dekad mówią nam jasno, że gdy Wix przekracza poziom 22,8, to wchodzimy w obszar skrajnego pesymizmu, w którym strach zaczyna dominować nad zdrowym rozsądkiem. Osobna analiza w ogóle o Vixie też już powstała u nas na kanale. O tutaj gdzieś tam znajdziecie sobie link do tego. Kolejnym narzędziem poza VIXem jest tak zwana szerokość rynku, która mówi nam o tym ile spółek faktycznie uczestniczy w danym trendzie. I zamiast patrzeć tylko na sam indeks S&P 500, sprawdzamy jaki odsetek firm znajduje się powyżej swoich średnich kroczących z 50 i 200 dni. I jeśli zdecydowana większość spółek, czyli ponad 3/4 z nich wypada poniżej tych poziomów, to jest jasny znak, że negatywny sentyment rozlał się na cały rynek, a nie dotyczy tylko kilku największych graczy. Do tego zestawu dokładamy jeszcze wskaźnik put call ratio, który mierzy czy inwestorzy na rynku opcji, teraz w sumie najbardziej istotnym niemalże, częściej obstawiają dalsze spadki, czy może liczą na wzrosty. I kiedy ten wskaźnik rośnie powyżej poziomu 1,02, to oznacza, że większość graczy panicznie szuka zabezpieczenia przed spadkami, co paradoksalnie często zwiastowało rynkowe przesilenie i jakieś nadchodzące odbicie. Na koniec sprawdzamy odległość indeksu S&P 500 od jego 125dniowej średniej kroczącej. To nie jest klasyczna miara nastrojów, ale świetnie pokazuje tak zwane rozciągnięcie rynku, czyli jak mocno emocje akurat odsunęły aktualną cenę od jej naturalnego długoterminowego trendu. I gdy indeks znajduje się co najmniej 0,14% poniżej tej średnie, to mamy jasny sygnał, że doszło do bardzo silnej i gwałtownej wyprzedaży aktywów. Skąd te wszystkie wartości? No VIX na poziomie 228, put call 102, odchylenie od średniej 0,14%. Skąd się to wzięło? To są granice, kiedy każdy z tych wskaźników wpada w 25% swoich skrajnych historycznych odczytów. Musimy też zrozumieć, dlaczego właściwie łączymy te wszystkie wskaźniki w jedną grupę, zamiast patrzeć na każdy z nich osobno. No bo można by pomyśleć, że wystarczy śledzić sam indeks Wix na przykład, ale dane pokazują, że poleganie na pojedynczym sygnale jest jednak trochę zwodnicze. No chociażby dlatego, że przez większość czasu te mierniki sentymentu poruszają się blisko swoich średnich wartości, a to sprawia, że ich ogólna korelacja z przyszłymi stopami zwrotu jest stosunkowo niska. wynosi przykładowo tylko 0,33 dla Wixa w okresie pięcioletnim. To nie jest wiele. Więc jeden wskaźnik może czasem wysłać fałszywy alarm albo zareagować na krótkotrwały szum rynkowy, który wcale nie oznacza jeszcze żadnego głębokiego rynkowego przesilenia ani głębokiej korekty. Dlatego właśnie w analizie zastosowano model oparty na kumulacji sygnałów, zakładając, że prawdziwy stan skrajnego strachu występuje dopiero wtedy, kiedy co najmniej trzy zmawianych wskaźników jednocześnie potwierdzają panikę. Czyli w naszej analizie stan skrajnego strachu ogłaszamy, gdy co najmniej trzy wskaźniki trafiają do grupy 25% najbardziej pesymistycznych odczytów historycznych. To jest podejście, które drastycznie zmienia jakość prognoz, bo kiedy te sygnały zaczynają się na siebie nakładać, to siła przewidywania przyszłych zysków podwaja się. Przykładowo, we wspomnianym horyzoncie pięcioletnim korelacja dla Wixa w warunkach skrajnego strachu skacze z poziomu 0,3 do 0,65. Dla szerokości rynku z -39 do - 0,63. Wszystko zbliża się do jedynki, kiedy bierzemy pod uwagę razem. I dopiero taka synergia pozwala odciąć rynkowy hałas, wyłapać te rzadkie momenty, w których szansa na ponadprzeciętny zarobek staje się naprawdę wyjątkowa. No trochę jak z diagnozą u lekarza. Jeden objaw może być mylący, ale jak jest kilka na raz, no to obrazek staje się dużo, dużo jaśniejszy. Na giełdzie sam wysoki poziom VIX to tylko sygnał niepokoju. Ale jak towarzyszy mu też masowa ucieczka z rynku opcji, jak towarzyszy mu gwałtowne załamanie szerokości rynku, to mamy do czynienia z czystą, taką czyściuteńką paniką. I właśnie dzięki temu, że patrzymy na ten zbiorowy krzyk rynku, całego rynku, to nasze dane o zyskach, o których za chwilę sobie powiemy i usłyszycie, są tak solidnie osadzone w twardych cyferkach, a nie tylko w zwykłym zgadywaniu. No to teraz kiedy wiemy jak będziemy identyfikować te momenty, w których na rynku dominuje skrajny pesymizm i znamy metodologię, to pora sprawdzić jak to przekłada się na faktyczną kasę. Dane z ostatnich niemal 20 lat. Wszystko to pokazuje, że okresy nazywane przez nas w tym wypadku jako ten ekstremalny strach, extreme fear, były historycznie najlepszym czasem na zakupy. Jeśli zdecydowaliście się zainwestować w takim momencie, to wasza średnia stopa zwrotu po roku wynosiła aż 13,2%, a to jest wynik znacznie lepszy niż w okresach neutralnych, gdzie średnio indeks zyskiwał niecałe 9%. I co więcej, im dłuższy był horyzont inwestycyjny, tym ta premia za odwagę stawała się wyraźniejsza. W horyzoncie trzech lat średni zysk z inwestycji dokonanej w panice skakał do poziomu 44%, a po 5 latach portfel rósł średnio o imponujące 76,7%. Sama średnia to oczywiście za mało, no bo dla inwestora kluczowe jest też to, jak często uda mu się pobić średni wynik rynku. I tutaj liczby są jeszcze bardziej wymowne. Okazuje się, że inwestycje rozpoczęte w fazie skrajnego strachu charakteryzowały się najwyższą skutecznością. w pokonywaniu średnich wyników indeksu S&P 500 w każdym badanym okresie, za każdym razem przekraczając granicę 50% prawdopodobieństwa. W horyzoncie trzyletnim aż 70% takich transakcji okazywało się lepszych niż średni zwrot szerokiego rynku. A co więcej, historia uczy nas, że przy ekstremalnie wysokich odczytach indeksów X sięgających poziomu od 50 do 70 punktów, inwestorzy do tej pory mieli niemal gwarancję pobicia średnich rynkowych zwrotów. A to pokazuje, że choć kupowanie w dołku jest, co by nie mówić, emocjonalnie wyczerpujące, to matematycznie stanowi najbardziej opłacalną strategię dla kogoś, kto chce wycisnąć z giełdy więcej niż tylko przeciętny wynik. Warto też zwrócić uwagę na to, które konkretne wskaźniki z tych czterech, na które patrzymy, miały najlepszą skuteczność w odosobnieniu i najlepiej zapowiadały przyszłe zyski w tych trudniejszych momentach. Najmocniejszą zależność z tym, co działo się z portfelem w ciągu kolejnych pi lat pokazywał indeks VIX i szerokość rynku mierzon średnią dwustudniową. W przypadku tego drugiego wskaźnika aż 96,4% przypadków, w których szerokość rynku spadła do poziomu maksymalnie 20%, kończyło się to pobiciem średniego zwrotu S&P 500 po 5 latach. Jeszcze bardziej imponująco wygląda fakt, że aż 99,5% przypadków zapewniało dodatnią stopę zwrotu w pięcioletnim terminie, gdy szerokość rynku była niższa niż 40%. No to brzmi jak niemalże gotowy przepis na sukces i to bez większego przemyślenia. Czyli jeśli ktoś z was chciałby samodzielnie mieć ustawiony jakiś jeden przysłowiowy alarm na rynkowe okazje, ale nie chce się wam śledzić tych wszystkich możliwych wskaźników, obserwować co się dzieje, obserwować kiedy wygenerują wspólny sygnał i tak dalej, obserwować mediów, nagłówków, [parsknięcie] to najlepiej ograniczyć się po prostu do indeksów X albo szerokości rynku przy pomocy dwustudniowej średniej, bo tak zdefiniowana panika to jest moment, w którym giełda wystawia swoje najlepsze towary na potężną wyprzedaż. A ci, którzy potrafią zignorować strach i trzymać się danych, tylko danych, bez emocji, dostaną w zamian najwyższą historyczną szansę na ponadprzeciętne zyski. To zasadniczo potwierdza ten słynny cytat Buffetta. [śmiech] Tylko problem polega na tym, że większość ludzi kończy na teorii, bo żeby zarobić na panice, nie wystarczy wiedzieć, że to dobry moment. Trzeba być jeszcze w stanie realnie kliknąć kup. wtedy kiedy wszystko leci, wtedy kiedy wszyscy mówią, że to głupie, wtedy kiedy najbardziej nie chcielibyście tego zrobić. Tu wchodzą też do gry trochę bardziej przyziemne rzeczy, bo jeśli przy takim ruchu zaczynasz się zastanawiać na przykład czy opłaca się wejść teraz, bo może zapłacisz prowizję albo przepalisz część kapitału na kosztach, to czasem łatwo nic nie zrobić z tego wstrzemiężliwości. Właśnie dlatego partnerem tego odcinka jest Oanda TMS. Tam pierwsze 10 transakcji na ETF miesięcznie robicie całkowicie bez prowizji aż do 200 000 eur obrotu. Niby brzmi jak detal, ale w praktyce potrafi robić sporą różnicę, bo usuwa jedną z tych wymówek, które blokują decyzję w tym najważniejszym momencie. A do tego macie dostęp do ponad 350 ETFów globalnie, więc możecie budować ekspozycje dokładnie tak jak chcecie, a nie tak jak na przykład pozwala na to platforma, bo czasem są jednak ograniczenia. Szczegóły znajdziecie w opisie materiału razem z regulaminem i ostrzeżeniami o ryzyku, które koniecznie powinniście przeczytać. A my idźmy jeszcze dalej do tych jeszcze ciekawszych wniosków, bo do tej pory patrzyliśmy sobie na skrajnie pesymistyczne odczyty, kiedy wskaźniki wpadały w 25% tych najgorszych wyników. To teraz spójrzmy na drugą stronę barykady. Jak statystycznie wypada kupowanie w okresach euforii, kiedy te same wskaźniki wpadają w obszar 25% najlepszych odczytów. No mimo, że dane o zyskach z okresów paniki wyglądają imponująco, to w rzeczywistości większość inwestorów podświadomie wybiera zakupy w trakcie rynkowej euforii. I zresztą ma ku temu solidne psychologiczne i statystyczne też powody. A tu odpowiedź kryje się w czymś, co nazywamy pułapką win rate, czyli wskaźnika zwycięstw. Z naszych danych, które zebraliśmy wynika, że choć zakupy w panice dają oczywiście najwyższe średnie zyski, to jednak faza rynkowej euforii statystycznie jest najbezpieczniejszym momentem dla inwestora, który obawia się zmienności i który nie chce tolerować tych okresów przejściowej czerwieni, którą będzie oglądał. Jeśli spojrzymy sobie na procent przypadków, w których inwestycja po prostu zakończyła się jakimkolwiek zyskiem, czyli po prostu wyszła na plus w danym okresie, niezależnie od tego, jak duży to był plus, wyszła na plus. To euforia i okresy euforii deklasują inne fazy rynku. W horyzoncie rocznym aż 83,4% takich transakcji przyniosło dodatnią stopę zwrotu. W okresie trzyletnim ten wskaźnik rósł do 85%. Średnie wyniki z okresu euforii są oczywiście mniejsze od okresu panicznego strachu. No ale z jednej strony coś za coś. Osiągamy gorszą stopę zwrotu, ale statystycznie mamy większą szansę na jakikolwiek zysk. Więc minimalizujemy ryzyko przejściowych strat. Okresy euforii dają też bardzo dobry stosunek zysku do ryzyka, czyli relacji tego, ile zarabiamy względem zmienności, jaką musimy przetrwać i z jaką musimy sobie poradzić. Tu dane pokazują, że zakupy w trakcie rynkowej euforii są obarczone najmniejszym ryzykiem w relacji do osiąganego wyniku. Możemy powiedzieć, że w tym wypadku dostajemy najwięcej zwrotu za każdą jednostkę zmienności portfela. To właśnie dlatego też zakupy w dobrych nastrojach nazywa się pułapką, bo dostajemy stabilny, wygładzony trend wzrostowy, który utwierdza nas w przekonaniu, że rynek jest bezpieczny. No tylko ceną za ten komfort jest rezygnacja z szansy na ponadprzeciętne stopy zwrotu. Takie rynek oferuje tylko tym, którzy potrafią zaryzykować w gorszych czasach i wtedy odważyć się coś zrobić. Wyniki osiągane w warunkach rynkowego stresu są znacznie bardziej rozproszone też, co w praktyce oznacza wyższe ryzyko inwestycyjne. Kupując w panice trzeba przygotować się na to, że droga do zysku będzie o wiele bardziej wyboista, a wyniki tych poszczególnych inwestycji mogą się od siebie bardzo drastycznie różnić. Choć ostatecznie to skrajny strach oferuje wyższy potencjał na pobicie benchmarku, to euforia wygrywa stabilnością i wyższą powtarzalnością dodatnich wyników. Z perspektywy finansów osobistych warto więc zrozumieć, że to co wydaje się bezpieczne i komfortowe rzadko idzie w parze z okazją do ponadprzeciętnego zarobienia, tych naprawdę dużych pieniędzy. No ale jest bezpieczne i komfortowe. I teraz wiedząc to wszystko, trzeba sobie zadać kluczowe pytanie. Jak przełożyć te twarde, konkretne dane na działania w portfelach? Przede wszystkim moi drodzy najważniejszym wnioskiem z całej tej analizy jest to, że inwestowanie powinno być przede wszystkim procesem ciągłym. Niezależnie od tego, co akurat dzieje się z nastrojami inwestorów, to indeksy w długim terminie po prostu zyskują na wartości. Z perspektywy osoby, która buduje majątek latami albo nawet dekadami, rynkowy sentyment, który jest tymczasowy zawsze, nie powinien wywracać do góry nogami podstawowej strategii, jak regularne chociażby kupowanie akcji za określoną kwotę każdego miesiąca. To taka baza, która zapewnia, że jesteście w grze. Dane o skrajnym strachu dają nam potężne narzędzie taktyczne, nie strategiczne, taktyczne i nie warto go ignorować. możemy wykorzystać takie momenty paniki jako sygnał do taktycznego, okresowego zwiększania zaangażowania w akcję. Jeśli na przykład macie jakąś odłożoną dodatkową gotówkę, no to właśnie moment, gdy wskaźniki sentymentu, które sobie przytoczyliśmy krzyczą o strachu, to ten moment jest statystycznie najlepszym czasem, żeby dokupić więcej aktywów po znacznie atrakcyjniejszych cenach niż zazwyczaj i podkręcić sobie te wyniki całego portfela w przyszłości. I oczywiście warto dopasować te działania do swojego temperamentu, do realnej odporności na stres. Różne fazy rynku oferują zupełnie inne korzyści. Jeśli waszym priorytetem jest stabilny wzrost i jak najrzadsze oglądanie strat na koncie, a są takie osoby, to okresy pozytywnego sentymentu i euforii są dla ciebie dużo lepsze do inwestowania, bo dają wyższą powtarzalność zysków, bardziej przewidywalny profil ryzyka. Ale jeśli twoim nadrzędnym cenem jest pobicie szerokiego rynku i potrafisz zaakceptować większe bujanie, naprawdę potrafisz, a nie oszukujesz się, że potrafisz, to właśnie rynkowa panika daje największe szanse na osiąganie tych ponadprzeciętnych wyników. W praktyce kluczem do sukcesu jest po prostu cierpliwość i szukanie sytuacji, w których nie tylko jeden, ale kilka wskaźników naraz sygnalizuje przesilenie. to właśnie wtedy ich moc przewidywania w przyszłości gwałtownie rośnie i daje największą przewagę na tłumym, który działa pod wpływem czystych emocji. Pamiętajcie też, że to wix i szerokość rynku mierzona dwustudniową średnią są najlepsze jako odosobnione wskaźniki. A o tym jak rynek reaguje na skrajny wix tak jak mówiłem jest osobny materiał, który naprawdę warto obejrzeć, więc bądź chciwy, gdy inni się boją. To nie jest pusty slogan. Kupowaniu w panice historycznie daje wyższe stopy zwrotu. Zaskoczeniem może być to, że kupowanie w euforii wcale nie jest takie złe. Moment, w którym wszystko rośnie, jest statystycznie komfortowy i spokojny i prowadzi do tego, że nawet częściej skończysz na plusie, tylko że zapłacisz za to niższą stopą zwrotu. Coś za coś, jak zawsze na rynku. Dlatego najlepsze co można zrobić to połączyć oba te podejścia, mieć bazową strategię, która działa niezależnie od emocji i jednocześnie wykorzystywać momenty skrajnego strachu jako okazję do dalszego, bardziej agresywnego działania. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o tym, jak podobne dane można też wykorzystywać w praktyce do zarządzania swoim portfelem i osiągania lepszych wyników, to zachęcam już do sprawdzenia wersji premium portalu DNA, z której regularnie korzysta dziś prawie 5100 innych inwestorów, którzy dostają codziennie jeszcze bardziej bieżący wgląd na to, co naprawdę ważne na rynkach, w gospodarce, w konkretnych spółkach i codziennie zasadniczo mogą czytać przeróżne analizy ode mnie i całego naszego zespołu, a także mają możliwość obserwowania jak ja sam inwestuje własne oszczędności w portfelach łącznej wartości ponad 8,5 miliona złot. Duże pieniądze, duże emocje, ale przede wszystkim masa nauki i to naukę [śmiech] mogę wam obiecać i zagwarantować. Więc na ten temat zajęcia na stronie premiumdnarynków.pl. Link oczywiście w opisie tego materiału. W tym to już wszystko. Do zarobienia. Cześć.







