Nowa pułapka energetyczna Europy: Amerykański LNG i konsekwencje geopolityczne
Unia Europejska wymknęła się ze szponów rosyjskiej dominacji gazowej, ale wpada prosto w ramiona jeszcze silniejszego gracza. Analizujemy jak do 2030 roku Europa może uzależnić się od amerykańskiego LNG aż w 80%, mimo spadającego popytu na gaz. Co oznacza ta szokująca prognoza?
Kluczowe punkty strategicznej zależności:
- Kontrowersyjny kontrakt wart 750 miliardów $ ze Stanami Zjednoczonymi do 2028 roku
- Obowiązkowe klauzule „weź lub płać” w 60% umów na dostawy LNG
- Nadwyżka terminali LNG wykorzystywana zaledwie w 52% przy jednoczesnym spadku popytu
- Potencjał wykorzystania energetycznej przewagi jako broni geoekonomicznej
W materiale szczegółowo omawiamy:
- Gospodarcze i geopolityczne konsekwencje uzależnienia od najdroższego gazu świata
- Realne zagrożenie wysokimi cenami energii dla europejskich gospodarstw domowych
- Presję polityczną Donalda Trumpa w kontekście najnowszych celnych deklaracji
- Sprzeczność z unijną strategią REPowerEU zakładającą dywersyfikację źródeł
Obiektywna analiza faktów od ekspertów finansowych – bez ukrytej promocji rozwiązań inwestycyjnych. Sprawdź, czy europejska strategia energetyczna prowadzi nas prosto w ręce nowego monopolu.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Unia Europejska wychodzi z energetycznej pułapki, w której była przez lata. Import gazu z Rosji spadł czterokrotnie do zaledwie 12%. Rosja jest już niemal pozbawiona najważniejszej broni ekonomicznej. Nie jest to jednak pełen sukces, bo choć Europa zrywa kajdany uzależnienia energetycznego od Rosji i to fakt, to jednocześnie wpada w nową energetyczną pułapkę i to na własne życzenie. właśnie uzależnia się od gracza o znacznie silniejszej globalnej pozycji negocjacyjnej i większej sieci wpływów. Zacznijmy od tego, że w poniedziałek 26 stycznia Unia Europejska finalnie zatwierdziła plan, który mówi, że wraz z końcem 2027 roku import gazu ziemnego z Rosji do krajów unijnych ma wynieść okrągłe zero. To nie rozwiązuje jednak głównego problemu energetycznego Europy, czyli zależności od jednego dużego dostawcy. To zmiana jednego uzależnienia na drugie. Rosja odchodzi, a przychodzi kraj, który obecnie stawia coraz mocniejsze żądania wobec Europy, coraz śmielej zgłasza poważne terytorialne ambicje, groził wręcz inwazjom. Brzmi znajomo, ale to nie Rosja, to też nie Chiny. To Stany Zjednoczone. Już teraz jest to dla USA silny lewar negocjacyjny. Aby to zrozumieć, spójrzmy na ten wykres. Pokazuje on, jak dużo gazu ziemnego importowała Unia Europejska ze Stanów Zjednoczonych. Im wyższa kolumna, tym większy import z USA. konkretnie skroplonego gazu ziemnego, czyli LNG. I widzimy, że w 2021 roku przed rosyjską inwazją na Ukrainę było to 21 miliardów m³, ale ważniejsze jest raczej to, że amerykański skroplony gaz stanowił 28% LNG importowanego przez kraje Unii Europejskiej. Wybucha wojna na Ukrainie, Europa odcina się od Rosji. Wybucha kryzys energetyczny. Pilnie potrzebny jest nowy gaz. Unia Europejska zwiększa zakupy LNG z USA i mamy już 43% udziału USA w imporcie LNG. Te wysokie zakupy trwają w 2023 i 2024 roku, a potem następuje drastyczny wzrost w 2025 roku do 57% udziału. Amerykański surowiec to już większość skroplonego gazu ziemnego importowanego przez Unię Europejską. Ale to co ma wydarzyć się do 2030 roku to jest naprawdę niesamowite, bo Instytut Ekonomiki, Energetyki i Analiz Finansowych szacuje, że już za raptem 4 lata z USA pochodzić będzie aż 80% importowanego do UE skroplonego gazu ziemnego. Aż 80% z jednego kraju ze Stanów Zjednoczonych. być może stąd tak zuchwała postawa Donalda Trumpa wobec Europy, stąd tak silna i otwarta presja na danie w kwestii Grenlandii i skutki tego częściowo widzimy w stonowanych reakcjach części europejskich polityków na zuchwałę rady Trumpa Analitycy Unicredit nie owijają w bawełnę i wprost ostrzegają taka sytuacja daje administracji Trumpa dodatkową przewagę negocjacyjną nad Europą idą nawet o krok dalej i piszą że prezydent USA zyskał nową geoekonomiczną broń i z każdym kolejnym krokiem do 2030 roku będzie się ona stawała coraz silniejsza. Z kolei portal Politico pisze: "Stanowi to poważne zagrożenie strategiczne dla Unii Europejskiej, ponieważ stosunki z Waszyngtonem osiągnęły najniższy poziom w historii. Możliwe, że niebawem jedna decyzja w białym Domu może zdecydować o tym, ile Europejczyk, a może i ty, zapłacisz za prąd i ogrzewanie. A najgorsze jest to, że karty są już rozdane, bo odpowiednie umowy handlowe są już podpisane i niestety są one prawnie wiążące. Partnerem tego materiału jest broker akcji, gdzie możesz handlować ponad 220 aktywami, w tym parami walutowymi. Link do oferty znajdziesz w opisie. Amerykański gaz szerokim strumieniem popłynie do Unii Europejskiej. Okej, ale pewnie zastanawiasz się jak to gaz ziemny z USA do Europy, jakim rureciągiem, gdzie on jest, bo pewnie gdy myślisz o gazie ziemnym to myślisz o lotnej substancji. I słusznie taki w transporcie jest gaz z rurociągu. Ale gaz można też skroplić i wtedy można go przewieźć statkiem, a potem odparować. Więc finalnie to jest taki sam gaz i tak samo działa w naszych kuchenkach czy ogrzewaniu. W czym więc problem? Otóż w cenie. Skroplony gaz ziemny, czyli ten, którym Europa uzależnia się od USA, to gaz dla Europy wyraźnie droższy i to często o 30%, a nawet 50%. Zresztą europejscy konsumenci i producenci już teraz mierzą się z jednymi z najwyższych cen gazu na świecie. I dotyczy to zapewne również ciebie, bo na przykład nasz rodziny PGNig, co prawda od 27 stycznia już nieistniejący, miał gaz pochodzenia amerykańskiego, czyli importowany z rynku podatnego na politykę i decyzje administracyjne. Oczywiście Europa nadal kupuje też ten tańszy gaz transportowany rurociągami, ale i tak gdy weźmiemy całkowite europejskie potrzeby gazowe, to w 2030 roku Stany staną się również największym ogólnym dostawcą gazu ziemnego do Unii Europejskiej. odpowiadającym za 40% europejskiego importu i jak szacuje IEFA. Wyprzedzą tym samym Norwegię z udziałem 303% i do tego będzie to bardzo drogi amerykański gaz. Nadmierne uzależnienie od surowca z USA, najdroższego gazu dla nabywców z Unii Europejskiej jest nawet sprzeczne z planem Repower EU, który zakłada zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego Unii Europejskiej przez dywersyfikację, ograniczenie popytu i obniżanie cen energii. No tak nie wygląda dywersyfikacja energetyczna. To jest jej zaprzeczenie. To nowa energetyczna pułapka. Ale zaraz, zaraz, mówimy przecież o uzależnieniu się od amerykańskiego gazu w przyszłości, czyli za kilka lat. To nie da się tego zatrzymać, czy nie da się jakoś zmienić tych dostaw, kupić ten gaz od kogoś innego? No okazuje się, że będzie z tym bardzo, bardzo ciężko. Kości zostały już bowiem rzucone. Kluczowa umowa handlowa, które tak Trump zresztą uwielbia, jest już podpisana, a na dodatek na niezbyt korzystnych dla Europy warunkach. Przede wszystkim Europa zamówiła gaz na kilka lat i co gorsza zamówiła go zbyt dużo. Do tego wrócimy za chwilę, bo zwróćmy uwagę na jeszcze jedną rzecz. Przed kilkoma dniami Trump ogłosił, że nałoży nowe cła na kraje europejskie, w tym Francję, Niemcy, a także Danię i Wielką Brytanię do czasu osiągnięcia porozumienia w sprawie sprzedaży Grenlandii Stanom Zjednoczonym. To teraz spójrzmy na to, jakie kraje Europy Zachodniej już są i będą najbardziej zależne od amerykańskiego gazu ziemnego. Jak myślisz, które to są państwa? No to zobaczmy wykres pokazujący, jak duży jest udział danego kraju w europejskim imporcie gazu z USA. Największymi importerami są Francja, Holandia, Hiszpania, Włochy i Niemcy. Odpowiadały one łącznie za ponad 3/4 importu amerykańskiego LNG do Unii Europejskiej w ubiegłym roku. Co ciekawe, pojawia się tam również Polska. Łącznie w 2025 roku 13 krajów wspólnoty importowało amerykański gaz, a Polska była szóstym, największym z nich. Oprócz tego Wielka Brytania, która nie jest członkiem Unii Europejskiej, również jest ważnym europejskim importerem amerykańskiego gazu. Okej, ale jak do tego wszystkiego doszło? Jak Europa uzależniła się od amerykańskiego gazu? Uporządkujmy fakty. Po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku, Unia Europejska postanowiła uderzyć w Rosję sankcjami ekonomicznymi. Między innymi postanowiła zakręcić kurki z gazem. Nie w 100%, ale dość mocno. Pamiętasz jeszcze jesień 2022 roku, te problemy z niedoborami gazu, no i oczywiście jego drastycznie rosnącymi cenami. Oczywiście powodem było to, że Europa i w tym Polska zredukowały dostawy gazu z Rosji. Ważny punkt, o którym już mówiliśmy, to że źródłem kłopotu była zależność od głównego jednego dostawcy, który stawiał mocne żądania terytorialne. Wtedy chodziło oczywiście o Rosję i plan był taki, że Unia stopniowo zmniejszała swoje uzależnienie od rosyjskiego gazu. I ten wykres już na krótko pokazałem, ale zobaczymy go jeszcze raz. Po inwazji na Ukrainę Europa ruszyła do bezprecedensowej operacji. Ograniczono zużycie gazu, ale to oczywiście nie rozwiązało głównego problemu. Wszystko działo się bardzo szybko. Zapasy w europejskich magazynach topniały. Unia Europejska musiała w bardzo krótkim czasie znaleźć alternatywę dla rosyjskiego gazu. Podpisano awaryjne kontrakty. Liczyło się jedno, dostępność tu i teraz. Cena była sprawą drugorzędną. I tu dochodzimy do pierwszego punktu nowego uzależnienia. Europa nie tylko zmieniła dostawcę. Europa zbudowała swoją nową infrastrukturę pod amerykański gaz. Stworzono nowe terminale LNG. Unia Europejska dodała 12 pływających terminali i rozbudowała sześć istniejących, zwiększając przepustowość o 32% od początku 2022 roku. Między innymi tworzony jest też pływający terminal w Gdańsku, który według planów ruszy w 2028 roku. Jest jednak jeszcze kolejny kłopot, bo Europa przesadziła z tą rozbudową. Na początku 2025 roku europejskie terminale LNG były wykorzystywane średnio tylko w 52%, czyli mniej więcej tylko w połowie. To element szerszego trendu. Unijne zapotrzebowanie na gaz ma spaść o 29% do 2030 roku w stosunku do poziomu z 2024. Jak szacuje Zero Carbon Analytics. Z kolei IEFA twierdzi, że o około 19%. I to przecież byłoby dobrze, bo zmniejszyłoby zależność od USA, prawda? To mniejszy popyt w Europie. Wystarczyłoby przecież zamawiać mniej amerykańskiego gazu, a dalej produkować gaz w Europie czy kupować na przykład z Kataru. No a zmniejszyć udział tego amerykańskiego. Problem z głowy? Niestety nie, bo po pierwsze zbudowano już te terminale, zainwestowano już ogromne pieniądze w wielkie placówki do odbioru amerykańskiego gazu w Europie. Koszty zostały już poniesione. Wpakowano w to ponad 100 miliardów euro. Zresztą takich placówek się nie wygasza. One muszą utrzymać przepustowość. Trzy lata temu zakładano, że popyt na gaz pozostanie stabilny lub wzrośnie, ale to uległo drastycznej zmianie. Tymczasem do 2030 roku zdolność importowa Unii Europejskiej w zakresie LNG wzrośnie o 54%, ale popyt spadnie, a to oznacza nadwyżkę wysisko 30%. Do tego czasu Europa musi kontynuować zakupy, aby zamortyzować koszty utopione i uniknąć odpisywania ogromnych strat kapitałowych w bilansach firm i krajowych budżetach. Mówiąc krótko, topa. Po drugie i to kluczowe, podpisano już długoterminowe umowy ze Stanami Zjednoczonymi i zrobiono to podobnie jak w przypadku Rosji. Długie wieloletnie umowy. Myślano o bezpieczeństwie energetycznym na lata, ale sytuacja zmieniła się tak szybko, że przestało się to spinać. I niestety Europa jest prawnie i handlowo związana z USA długoterminowymi umowami na dostawy skroplonego gazu, które uniemożliwiają ograniczenie importu nawet w przypadku spadku popytu. Ta pułapka działa mniej więcej tak. Jest taka klauzula, którą nazwać można krótko take oray, czyli bierz albo i tak płać. Zobowiązuje ona Europę do odbioru dostawy gazu zgodnie z umową albo zapłacania pełnej ceny nawet jeśli nie odbierze gazu. Rozrysujmy to nieco prościej. Na przykładzie załóżmy, że Europa podpisała umowę, w której zobowiązała się do zakupu 100 jednostek gazu rocznie. Potrzebuje tylko 70, ale ma wyłącznie dwie możliwości. albo zapłacić i przyjąć całe 100, albo zapłacić za całe 100, ale odebrać tylko 70. Czyli dostaje 70, ale i tak płaci za pełny kontrakt 100 jednostek. Nie ma innej opcji. Więc w praktyce Europa płaci w każdym przypadku, więc tanie jest po prostu odebrać i wykorzystać lub zmagazynować nadmiarowy gaz z USA. i aż 60% importu LNG do Unii Europejskiej jest objęte takimi długoterminowymi umowami z podobnymi klauzulami. I nawet jeśli całkowite zapotrzebowanie Europy spadnie o 1/3 do 2030 roku, to i tak te minimalne wymagane ilości określone w umowach nie podlegają negocjacjom. A dlaczego Europa nie może po prostu powiedzieć nie? To z powodu umowy handlowej o wartości 750 miliardów doarów ze stycznia 2025 roku. Stany Zjednoczone i Unia Europejska ustaliły, że do 2028 roku Europa będzie importować energię z USA przez kolejne 3 lata, czyli o wartości 250 miliardów dolarów rocznie i obejmuje to ropę naftową, skroplony gaz ziemny i paliwo jądrowe. I aby osiągnąć ten cel, Europa musi znacznie zwiększyć import LNG z USA. Rzeczywistość polityczna jest teraz taka. Gdy Unia Europejska odmówi zakupu wystarczającej ilości amerykańskiego LNG, Trump grozi nałożeniem ceł na towary z Europy. A tak się składa, że gospodarka unijna jest bardziej wrażliwa na szkody spowodowane cłami niż eksport energii dla USA. Więc Unia Europejska ustępuje w kwestii energii. Podsumowując, Europa zobowiązała się umownie i politycznie do zakupu ogromnych ilości amerykańskiego gazu do 2030 roku, nawet jeśli jej własny popyt spadnie. nie tyle wybrała gaz z USA, co została do tego zmuszona okolicznościami, bo płacenie za nadwyżki importowanego LNG, które nie są wykorzystywane, ale są zobowiązaniem umownym, kosztuje mniej niż zamknięcie infrastruktury i odpisanie inwestycji. I to jest sedno problemu. IFA mówi wprost: "To ryzykowne i przede wszystkim to wiąże Unię Europejską z jednym dostawcą dokładnie wbrew strategii Repower EU. I fakt, że popyt na gaz spada jeszcze mocniej uzależnia Unię od amerykańskiego gazu. Okej, ale spójrzmy teraz z drugiej strony. Czy może być też tak, że USA będzie wykorzystywać strategię Rosji, czyli grozić zakręceniem kurka z gazem? Tu trzeba być uczciwym. USA to nie jest Rosja. Amerykański gaz sprzedają prywatne firmy, nie państwowy monopol. Europa co prawda kupuje gaz drożej, ale z kraju sojuszniczego, przynajmniej na ten moment. To pewnego rodzaju kompromis między bezpieczeństwem a kosztem. Uzależnienie od USA wygląda inaczej niż uzależnienie od Rosji, ale to nadal uzależnienie. Kontrakty są jednak chronione prawnie, a przemysł gazu ziemnego w USA jest potężnym zapleczem politycznym Trumpa. Analitycy z banku Unicredit ostrzegają, że to jest powód do zmartwień dla Europy, bo USA coraz częściej stosuje geoekonomiczny arsenał do osiągania swoich strategicznych celów, ale studzą też emocje, bo LNG jest rynkiem globalnym i elastycznym, a próba użycia gazu jako broń uderzyłaby też w amerykańskie firmy. Ale skala europejskiej zależności no i tak rośnie, a im większa skala, tym większa presja polityczna. Zresztą to nie musi być nawet zablokowanie dostaw. To nie musi być decyzja polityka w białym Domu. Problem w tym, że zależność od jednego dostawcy już sama w sobie jest zła, bo wystarczy cena, jakieś opóźnienie, coś stanie się na rynku gazu, może nawet w innym regionie świata, nie będącym w kręgu zainteresowania Europy, ale ważnym dla USA. Podsumujmy ten materiał, spierzmy wnioski. Europa uciekła z jednej zależności wchodząc w kolejną i na dodatek to pułapka, która jest droższa oraz potencjalnie politycznie również niebezpieczna. To nie jest już kwestia tego, czy Europa jest zależna od USA. To już zapewniają umowy, zapewnia spadek popytu na gaz i tak dalej. Sprawa dotyczy raczej tego, co zrobi Europa, jeśli ta zależność zostanie przez Stany Zjednoczone użyta jako geopolityczna broń. Bo historia energetyczna Europy ma jeden powtarzający się motyw. Zawsze uczymy się dopiero po kryzysie, w tym przypadku energetycznym. A ty co o tym sądzisz? Jakie największe ryzyko widzisz w uzależnieniu Europy od gazu ze Stanów Zjednoczonych? Wysokie ceny, polityczny wpływ? Może źródło nacisku? A może coś więcej? Być może coś przeoczyłem? Sekcja komentarzy jest do twojej dyspozycji. Zapraszam do komentowania, subskrybowania naszego kanału, a jeśli podobał ci się ten materiał, to koniecznie daj łapkę w górę i do zobaczenia w następnym materiale.
