Jak Przejść z Investora Hossy na Prawdziwego Inwestora?
W tym filmie Tomek dzieli się swoją drogą z inwestowania dywidendowego od 2022 roku. Czy jesteś gotowy na to, że ceny twoich akcji przestaną rosnąć? Dowiedz się, jak wskutek skutecznej strategii i regularnych wypłat dywidend, inwestowanie może stać się nieodłączną częścią życia – jak zarządzanie budżetem domowym.
Główne tematy:
• Budowanie dochodu pasywnego poprzez dywidendy
• Struggle z marazmem rynkowym i testowanie strategii
• Jak reagować na słabe raporty finansowe bez paniki
• Kluczowe pytania do społeczności: Czy posiadamy konkretną strategię?
Inwestor dywidendowy nie zależy od krótkoterminowych wahania rynku. Dowiedz się, dlaczego dywidendy to fundament dla cierpliwej strategii, która przetrwa nawet 5-letni okres stagnacji. Venia gitar czy index – spójrz na rynek inaczej kupiejszym oczy!
Reklama.getPartner(’WXTB’).show();
- Drewno do działania: Zaprojektuj swoją budowanie dochodu pasywnego już dziś.
- Korzyść z reinwestacji dywidend: Jak obniża koszty średnia.
- Sprzedać czy trzymać? Podstawne pytanie po złym raporcie.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Inwestuję dywidendowo od 2022 roku i przez większość czasu poza bestą w 2022 roku można powiedzieć, że byłem dzieckiem hossy. Jednak aktualnie bardziej utożsamiam się z byciem inwestorem i dzisiaj sobie porozmawiamy gdzie jest różnica, a także jak ty możesz zrobić to samo. Kto lubi, kiedy jego spółki płacą rosnące dywidendy? Każdy dobry inwestor dywidendowy. Dlatego nie interesują nas spółki, które nie płacą dywidend, bo reinwestują środki w rozwój. Interesują nas spółki, które robią jedno i drugie. Jednak zanim przejdziemy do mojego portfela to na rozgrzewkę mam dla was kilka ciekawostek. Porozmawiamy sobie o tym czy jesteś gotowy na to, że ceny twoich akcji przestaną rosnąć i jak możesz się w takiej sytuacji zachować aby dalej zarabiać. Jak z dziecka hossy stałem się inwestorem i jak ty też możesz tego dokonać? Czy zły raport jednej z twoich spółek powinien cię niepokoić? Czy raczej być motywacją do działania? Oraz co takiego magicznego jest w tych dywidendach, że niektórzy w tym ja takie uwielbiają jak mogą działać na twoją korzyść w każdych warunkach rynkowych. Każdy z nas jest jeden za kub bliżej swojej wolności finansowej. Także jak to mówimy, kumuluj cyfrowe znaczki dzisiaj, a kontroluj rosnące przepływy pieniężne już zawsze. Mam na imię Tomek i od 2022 roku zainwestowałem prawie pół miliona złotych w akcj spółek dywidendowych. Inni inwestują, żeby zarobić, ja inwestuję, aby móc przestać pracować. Oto cała moja filozofia. To nie jest zwykłe wideo. To próba rekordu 250 lajków od zera. potrzebuję każdego kliknięcia również twojego. Dodatkowo proszę pamiętajcie, że wszystko to co tutaj usłyszycie to jest moje prywatne zdanie oraz moje doświadczenie, którym się dzielą i nie jest to porada inwestycyjna. Ludzie często piszą w sieci, że jesteśmy dziećmi hossy, tak jakby to było coś złego. Ale chyba lepiej zaczynać w hos, kiedy nasze akcje rosną i zbieramy doświadczenie, niż dostać po dupie na początku i na całe życie zradzić się do giełdy. A słyszałem od was, że niejedna osoba tak się do inwestowania zraziła, co jest trochę straszne, ale również pokazuje nam, że są pewne elementy tej przygody, na które musimy się przygotować. Dlatego dzisiaj sobie porozmawiamy, czy jesteśmy inwestorami z przypadku, bo nam się hossa trafiła, czy jednak inwestowanie stanie się dla nas nieodłączną częścią życia, jak zarządzanie budżetem domowym. Ale po kolei. Prawdziwy test portfela zaczyna się, gdy wykres przestaje rosnąć. Wyobraź sobie, że zaczynasz inwestować w 2017 roku. Masz wielkie nadzieje, starannie przygotowany plan i kapitał, który chcesz pomnażać. Chodzisz na rynek z przekonaniem, że czas działa na twoją korzyść. Ja pierwszy rok twój portfel nie rośnie. Myślisz sobie, to normalne, rynki mają swoje cykle, trzeba być cierpliwym. miją 2 lata, nadal nic się nie zmienia. Wykres jest płaski, a zysków jak nie było, tak i nie ma. Kiedy mija trzeci rok, zaczynasz się poważnie zastanawiać, czy to wszystko w ogóle ma sens. Czy giełda to nie jest po prostu kasyno, w którym wygrywają tylko nieliczni. To nie jest wymyślony scenariusz z podręcznika do ekonomii. Jak sobie zerkniemy na wykres WIG20, to dokładnie taką sytuację mieliśmy. Statystyki są w tej kwestii bezlitosne. Większość inwestorów indywidualnych porzuca rynek w ciągu pierwszych trzech lat od rozpoczęcia swojej przygody. Na GPW w okresie od 2017 do 2021 roku ten wzorzec powtarzał się masowo. Widać było tysiące otwarć nowych rachunków maklerskich. Pierwsze pełne entuzjazmu zakupy akcji, a potem ciszę. Zniechęcenie brało górę, a konta były zamykane lub porzucane. Ludzie wchodzili na rynek z wizją szybkich zysków, a zderzali się z murem stagnacji. Ten marazm okazał się filtrem, który bezlitośnie oddzielił tych, którzy przyszli tylko po łatwe pieniądze od tych, którzy naprawdę chcieli inwestować. Skala tego zjawiska pokazuje jak trudne jest utrzymanie dyscypliny, gdy rynek gdzie dostarcza natychmiastowej gratyfikacji. Dzisiaj przynajmniej chwilowo nie mamy z tym większych problemów, ale nikt nie wie co będzie się działo przez kolejne tr 5 czy 10 lat. Zadajmy sobie zatem kluczowe pytanie. Co odróżnia tych, którzy zostali na rynku od tych, którzy zrezygnowali i odeszli z niczym? To nie była wiedza. Wielu z tych, którzy odpadli doskonale zdawało sobie z tego sprawę, że trzeba inwestować długoterminowo. Czytali te same książki, słuchali tych samych podcastów i znali teorię równie dobrze, co ci, którzy przetrwali. To nie był również charakter. Wśród tych, którzy wytrwali na rynku, znajdziemy zarówno osoby niezwykle ostrożne, jak i te skłonne do podejmowania dużego ryzyka. Nie ma jednego typu osobowości, inwestora, który gwarantuje sukces. Tym, co naprawdę odróżniało zwycięzców od przegranych, była strategia. Strategia, która dawała im konkretny, namacalny dowód, żeby zostać na rynku, nawet gdy kurs akcji stał w miejscu. Sama siła woli to za mało, by przetrwać lata stagnacji. Potrzebujesz systemu, który będzie cię nagradzał za cierpliwość. Systemu, który sprawi, że czekanie przestanie być tortrą, a stanie się procesem budowania bogactwa. Ci, którzy przetrwali, nie musieli codziennie toczyć wewnętrznej walki, by nie sprzedać swoich akcji. Ich strategia robiła to za nich, dostarczając im dowodów na to, że podążają we właściwym kierunku, niezależnie od tego, co pokazywały wykresy. Gdybyś zaczął inwestować w 2016 roku i przez pięć długich lat twój portfel nie urósłby ani o złotówkę, czy byś wytrwał? Większość z nas zapytano o to dzisiaj odpowiedź z przekonaniem. Pewnie, że tak. Jestem przecież cierpliwy. Ale statystyki, o których wspomniałem wcześniej, mówią coś zupełnie innego. Rzeczywistość weryfikuje nasze deklaracje w brutalny sposób. I wiesz co? To, żebyś zrezygnował nie oznacza wcale, że jesteś słaby. Oznacza to po prostu, że sama siła woli pozbawiona strategii dającej regularne nagrody za czekanie rzadko wystarcza na 5 lat marazmu. Prawdziwy test inwestora to wcale nie jest umiejętność wyboru najlepszych spółek czy idealnego momentu na wejście na rynek. Prawdziwy test to zdolność pozostania w grze, gdy gra przez długi czas cię nie nagradca w krótkim terminie. I ten test dają nie ci najmądrzejsi, nie ci z najwyższym IQ, ani nie ci najważniejsi. Zdają go ci, którzy posiadają strategię zaprojektowaną specjalnie na przetrwanie marazu. Strategię, która zakłada, że rynki mogą być nudne i frustrujące, która potrafi tę nudę przekuć w zysk. Także pytanie do was, jak się zachowacie, jak ceny waszych akcji przestaną rosnąć przez kolejne trzy czy powiedzmy 5 lat, czy będziecie polegali na swoich emocjach i szukali perełek, który w tym maraźmie może urosną, czy posiadacie system, który bez względu na to, co się dzieje na rynku będziecie realizowali. Inwestowanie dywidendowe w takiej sytuacji się świetnie sprawdza, bo same otrzymywanie dywidend i przeniesienie skupienia na nie zdejmuje waszą uwagę i priorytet wzrostu cen akcji. O dywidendach sobie jeszcze później więcej porozmawiamy, szczególnie jak nam mogło pomóc w takim okresie stagnacji albo besy. Ale teraz skupmy się trochę na systemach. Jak wygląda wasze inwestowanie? jakie musicie podejmowć decyzje, działania i ile energii i czasu to od was wymaga, jak bardzo emocjonalnie to was angażuje. Ja kiedyś zdecydowanie częściej zaglądałem na moje konta maklerskie czy na Myfund, aby zobaczyć co tam się dzieje. Co dwa, trzy dni sprawdzałem, czy są jakieś wiadomości dotyczące spółek, które mam w portfelu oraz codziennie siedziałem na mediach społecznościowych i konsumowałem treści o inwestowaniu. Efekt był taki, że często to emocje i czynniki zewnętrzne potrafiły wpływać na moje decyzje inwestycyjne. Czasami to miało lepsze efekty, a czasami gorsze. Jednak w pewnym momencie stwierdziłem, że chcę, aby moje inwestowanie było powtarzalne, skuteczne i praktyczne. Dlatego zbudowałem powtarzalny system, według którego działam. Polegam na liczbach, które przynajmniej jak na razie generują mi takie wyniki, jakie mnie satysfakcjonują. Mówię na razie, bo od początku roku zmieniłem trochę ukierunek, także za rok czy dwa będę dopiero mógł powiedzieć, że to wszystko wygląda tak, jakbym chciał. No i jest to bardzo praktyczne, ponieważ moim celem jest po prostu nabywanie kolejnych akcji dobrych firm, które się rozwijają i płacą mi dywidendy, dzięki czemu moje przepływy pieniężne z roku na rok rosną. Do tego od jakiegoś czasu na media społecznościowe, szczególnie te związane z inwestowaniem, nie zaglądam. A co się dzieje w moich spółkach, sprawdzam na początku miesiąca i czytam ewentualnie raporty, które wyszły. I zgadnijcie, co to jest zdecydowanie prostsze, nie obciąża mnie emocjonalnie, a w sumie w ogóle nie myślę o tym, tylko realizuję mój plan. A najlepsze jest to, że mój portfel jak jest hosta niej korzysta, a jeszcze bez względu na to, co się na rynku dzieje, moje przepy pieniężne rosną i kontroluję coraz większą ilość gotówki. Jeszcze nawiązując do tego systemu, według którego działam, jakby ktoś się zastanawiał, to ja po prostu na początku miesiąca przelewam środki na konta maklerskie, aktualizuję mój Excel, ocenę akcji i kupuję po kilka akcji tych SP, które spełniają moje wymagania. Czy tam liczby w tym Excelu mi się zgadzają i tyle później jakby nie to, że nagrywam wideo i potrzebuję informacji, czy to z My Fun, czy z Ką Maklerski, to bym w ogóle na nie zaglądał do kolejnego miesiąca. Uprościłem moje inwestowanie tak bardzo jak tylko mogłem. Zgadnijcie, co będę robił, jak przyjdzie pięciu lat boczniaka albo jakiś większy krach. zalogują się na konto raz w miesiącu, przeleję o środki, zaaktualizuję Excel i kupię po kilka akcji spółek, które spełniają moje wymagania. Dzisiaj się czuję bardziej jak inwestor niż d trzy lata temu, kiedy na inwestowanie poświęcałem zdecydowanie więcej czasu i o wiele mocniej emocjonalnie się angażowałem. Więc dzisiejsza praca domowa dla was jest prosta. Weźcie kartkę u papiera A4 i spiszcie waszą strategię inwestycyjną. Jak już ją spiszecie, to będziecie mogli nad nią coś popracować. Może się okaże, że w ogóle nie macie żadnej strategii i nie wiecie co napisać. To znaczy, że trzeba by się zastanowić po co inwestujecie i co chcecie tym osiągnąć, a następnie zbudować jakiś szkic działania, które może was zaprowadzić tam, gdzie chcecie. A może braknie wam kartki papieru, aby wszystko opisać. W takim wypadku uproszczenie waszej strategii może okazać się pomocne. Pobawcie się z tym. Podobno dopiero jak coś zapiszemy na papierze i ubierzemy w jakieś ramy logiczne, patrząc na to z góry, to zaczynamy widzieć elementy dobre jak i złe, na które wcześniej nie zwracaliśmy uwagi. Także jak już wspomniałem na początku, prawdziwy test portfela zaczyna się, gdy wykres przestaje rosnąć. Ja z moją strategią jestem na to gotowy. A czy ty jesteś na to gotowy? I co najważniejsze, jak konkretnie jesteś gotowy, czyli jaka jest twoja strategia inwestycyjna. A teraz chwila oddechu. Jednym z fundamentów dobrego inwestora dywidendowego jest posiadanie dobrego konta makerskiego. A dobre konto to jest polskie i darmowe konto, czyli WXTB, które tak się składa, że jest partnerem kanału. Także jak potrzebujecie konta makelerskiego, to w opisie odcinka znajdziecie więcej informacji. Ostatnio z kilku moich spółek wyszły słabsze informacje, które sprawiły, że ceny akcji tych spółek mocniej spadły. Także poruszymy sobie temat słabszych raportów, jak możecie na nie patrzeć. A następnie chciałbym jeszcze nawiązać do naszej strategii inwestycyjnej i poruszyć kwestie związane z dywidendami. Ale polecimy po kolei i zaczynamy od mojego portfela i raportów. Czy każdy słaby raport spółki powinien cię niepokoić? Zrozumienie tego uchroni cię przed sprzedaniem najlepszej spółki w twoim portfelu. Zacznijmy od pytania, które zadaje sobie każdy inwestor po publikacji słabego raportu finansowego. Czy to już czas, żeby sprzedać akcje? Ta myśl, choć naturalna, jest pułapką. To złe pytanie, ponieważ z góry zakładasz, że już wiesz, iż coś jest nie tak i że jedynym słusznym rozwiązaniem jest pozbycie się akcji. Prawdziwe konstruktywne pytanie powinno brzmić: Co dokładnie jest nie tak i czy to zmienia fundamentalny powód, dla którego kupiłem tą spółkę? Aby w odpowiedzieć na te pytania, musisz spojrzeć na swoje akcje z dwóch poziomów. Poziom pierwszy dotyczy problemów przejściowych zewnętrznych, które nie wpływają na długoterminową wartość firmy. Czy problem dotyczy jednego kwartału, jednego konkretnego rynku geograficznego, czy może jest wynikiem jednego zewnętrznego czynnika makroekonomicznego, który wkrótce minie. To są zazwyczaj krótkoterminowe turbuencje, które mogą wpłynąć na wyniki finansowe na chwilę, ale nie zmieniają istoty biznesu. Poziom drugi to znacznie poważniejsze kwestie. Czy problem dotyka samego modelu biznesowego spółki, jej struktury przychodów, zdolności do generowania gotówki czy też długoterminowej przewagi konkurencyjnej? Jeżeli odpowiedź brzmi tak, to mamy do czynienia z problemem strukturalnym, który może wymagać rewizji całej twojej tezy inwestycyjnej. Oczywiście zakładając, że taką tezę posiadasz, ale do tego sobie jeszcze za chwilę wrócimy. Rozróżnienie tych dwóch poziomów jest kluczowe. Inwestorzy, którzy panikują po każdym słabym raporcie, często reagują na problemy poziomu pierwszego, traktując je jak problemy poziomu drugiego. To prowadzi do pochopnych decyzji, często do sprzedaży dobrych spółek w najgorszym możliwym momencie. Zrozumienie tej różnicy pozwala również zachować spokój i podejmować racjonalne decyzje, zamiast działać pod wpływem emocji. Ostatnio wam wspomniałem o mojej singapurskiej spółce Selecom, giganta telekomunikacyjnego, którego akcją się jakiś czas temu oberwało. Firma obniżyła swoje oczekiwania finansowe z powodu napiętej sytuacji geopolitycznej na Bliskim Wschodzie. STEL działa w krajach, które są importerami energii, co oznacza, że wzrost cen ropi i niestabilność polityczna w regionie bezpośrednio uderzają w ich koszta operacyjne i siłę nabywczą klientów, a przynajmniej tak to komunikują. Jest to klasyczny przykład problemu poziomu pierwszego zewnętrznego czynnika, który uderza w konkretny region i wpływa na krótkoterminowe wyniki. Ale czy to zmienia model biznesowy STEL? Absolutnie nie. Firma nadal świadczy usługi telekomunikacyjne, które są podstawową potrzebą w dzisiejszym świecie. Ma stałe powtarzalne przychody, a jej zdolność do generowania gotówki i wypłacania rosnących dywidend pozostaje nienaruszona. Porównajmy to do spółki z problemami strukturalnymi. Wyobraź sobie firmę, która systematycznie traci klientów na rzecz tańszej, bardziej innowacyjnej konkurencji. Firma jest zmuszona obciąć dywidendę, a jej model przychodów ulega erozji. To nie jest chwilowy wiatr w twarz. To zmiana kierunku drogi, która prowadzi donikąd. Taki problem dotyka samej istoty biznesu i wymaga gruntownej rewizji tezy inwestycyjnej. Bardzo często to co rynek interpretuje jako zły raport to problem poziomu pierwszego. Rynek jednak często reaguje tak jakby to był problem poziomu drugiego, wyprzedając akcje. Ale spójrzmy na zarząd. Zarząd spółki choć zawsze dąży do przedstawienia firmy w jak najlepszym świetle, nigdy nie powie wprost: "Mamy poważny problem i nie wiemy co z nim zrobić". To byłoby samobójstwo wizerunkowe i finansowe. Jednak jeżeli wiesz czego słuchać i jak interpretować komunikaty, to okazuje się, że są one zaskakująco szczere i dostarczają cennych wskazówek. Istnieją dwa główne typy komunikatów, na które należy zwrócić uwagę. Pierwszy typ to mocne sygnały ostrzegawcze, które mogą wskazywać na problemy w modelu biznesowym. Do takich sygnałów należy na przykład zawieszenie dywidendy, szczególnie po wielu latach regularnych wypłat. Sam zresztą często wam powtarzam, że dla mnie to jak firma prowadzi politykę dywidendową jest takim termostatem tego, co się w spółce dzieje i jakie są oczekiwania co do kolejnych kwartałów. Z innych sygnałów możemy tutaj dorzucić ogłoszenie gruntownej restrukturyzacji modelu biznesowego, która z czegoś zawsze wynika. najczęściej z gorszych niż lepszych powodów nagła wymiana całego zarządu czy też ogłoszenie przeglądów strategicznych, które często są zasłoną dymną dla braku pomysłu na przyszłość. To są sygnały, które pokazują nam, że trzeba by się dokładniej przyjrzeć, co tam się dzieje i czy dalej dana firma realizuje tezę inwestycyjną, w którą zainwestowaliśmy. Drugi typ sygnałów to sygnały zewnętrzne, chwilowe, które dotyczą problemów poziomu pierwszego. Zarząd będzie mówił o trudnym otoczeniu makroekonomicznym, niekorzystnym wpływie kursów walutowych, wyższych kosztach surowcowych w tym kwartale czy zamieszaniu geopolitycznym na konkretnym rynku. Te komunikaty, choć niepokojące, wskazują na problemy przejściowe, które nie zmieniają długoterminowej wartości firmy. Warto, abyśmy odróżniali te dwa typy sygnału, bo dla długoterminowego inwestora to te pierwsze mają znaczenie, a te drugie to szum informacyjny, a przynajmniej tak długo, jak mocno nie wpływają na to, jak biznes działa. Zarząd, który otwarcie mówi o problemach zewnętrznych, ale jednocześnie przedstawia plan działania i potwierdza długoterminowe cele, zasługuje na zaufanie. Zarząd, który unika konkretów, zmienia narrację co kwartał i nie ma spójnej wizji, powinien wzbudzać twoje podejrzenie. Ostatnie akcje LPPS-a mocno poleciały po raporcie, ale wyniki finansowe były dobre. Wszystko poza sprzedażą było powyżej oczekiwań analityków. Na pewno to nie był raport, który tłumaczyłby spadek ceny akcji o ponad 15% na przestrzeni kilku dni. Jednak spółka wyraźnie zmniejszyła oczekiwania co do dalszego wzrostu. Obniżyli cele finansowe, ilościowe co do otwieranych sklepów w kolejnych kwartałach i latach. Rynek czy inwestorzy płacili za akcję więcej, bo spółka miała się rozwijać w szybszym tempie. Była to taka premia, która była chętnie płacona za szybszy i większy wzrost. Spółka nagle zmieniła perspektywę i stwierdziła: "I tutaj cytuję z raportu, wolimy jakość, rentowność niż ilość, agresywny wzrost". I teraz pytanie, jeżeli posiadasz te akcje, to czy dalszy, ale wolniejszy rozwój dalej realizuje twoją tezę inwestycyjną? Dla mnie nic się nie zmieniło. Jedynie cena, z jaką będę chciał nabywać, akcje się zmniejszy, ale dalej bardzo pozytywnie patrzą na dalszy rozwój LPP. Jednak jak ktoś liczył na duży wzrost po ponad 10% rocznie wzrostu sprzedaży i zysku netto przez kolejne kwartały i lata, no to może nie być zadowolony i spółka może przestać spełniać te zew, pod którą zainwestował. Dla mnie jest to sygnał typu drugiego, który nie zmienia biznesu i tego jak działa, tylko z takich czy innych powodów przestawia uwagę z mocno wzrostowego na spokojniejszy, ale lepszy jakościowo. To chyba nawet lepiej się wpasowuje w moją tezę inwestycyjną. Szczerze powiedziawszy warto pamiętać, że kupując akcj nie kupujesz historii, czyli tego co już się wydarzyło, ale przyszłość, którą rynek już wyceni. Jeżeli ta przyszłość okazuje się nieco mniej różowa niż zakładaną, nawet jeśli nadal jest różowa, rynek koryguje cenę. Pytanie, które każdy inwestor powinien sobie w takim razie zadać, to dlaczego w ogóle kupiłem tą spółkę? To pytanie jest bardzo ważne. Niestety większość inwestorów nie potrafi odpowiedzieć na nie precyzyjnie po kilku miesiącach od zakupu. A to jest pierwsze źródło problemu i pochopnych decyzji. Bez jasnego powodu, dla którego spółka znalazła się w twoim portfelu, każdy słaby raport, każda negatywna informacja może wywołać panikę i skłonić cię do sprzedaży. Warto do każdej spółki mieć mniej więcej określoną tezę inwestycyjną czy taki krótki, zwięzły opis powodu, dla którego dana spółka jest w twoim portfelu. Teza inwestycyjna powinna koncentrować się na fundamentach biznesu, a nie na chwilowych wahaniach kursu. Może brzmieć na przykład tak: kupują tę spółkę, ponieważ jej dywidenda rośnie o 8% rocznie, od 10 lat, zysk na akcję systematycznie rośnie i są szacunki na ich dalszy wzrost, a spółka ma konkretny plan na dalszy rozwój biznesu. I oczywiście znasz ten plan. Zauważ, że cena akcji nie jest częścią tej tezy inwestycyjnej. Teza mówi o tym, co sprawia, że biznes jest wartościowy, a nie o tym, ile ktoś dziś chce zapłacić za jedną akcję. Cena jest jedynie odzwierciedleniem nastrojów rynkowych, a nie fundamentalnej wartości. Jeszcze zamknijmy sobie to wszystko jedną klamrą. Nie każdy słaby raport spółki powinien cię niepokoić. Powinien cię skłonić do jednego kluczowego pytania, czy moja teza inwestycyjna nadal żyje? Jeżeli tak, to masz właśnie kolejny powód, żeby być spokojnym, długoterminowym inwestorem, a nie nerwowym spekulantem, który reaguje na każdy szum informacyjny. Twoja teza jest twoim kompasem i filtrem, który ci pozwoli określić, co zrobić w danej sytuacji. Wspomniałem wam wcześniej, że dywidendy odgrywają dużą rolę, jeżeli chodzi o gorsze okresy na rynkach finansowych, które prędzej czy później każdego z nas dopadną. A więc co takiego magicznego jest w tych dywidendach, że niektórzy w tym i ja mogą działać na waszą korzyść w każdych warunkach rynkowych? Zacznijmy od twardych danych. Spójrzmy jak wyglądał indeks GPW w latach 2016-2021. Vigw, Mig 40. Wszystkie one prezentowały obraz, który mógł przyprawiać o ból głowy każdego inwestora liczącego na szybkie zyski. Wykresy były płaskie, pełne irytujących dołków i pozbawione wyraźnego, długoterminowego trendu wzrostowego przez większą część tego pięciolotnego okresu. To jest dokładnie ten wykres, który widział każdy, kto zdecydował się rozpocząć swoją przygodę z inwestowaniem w tamtym okresie. Oczywiście te wykresy nie uwzględniają reinwestowanych dywidend, ale na razie skupmy się na wzroście cen akcji i pobawmy się w inwestora wzrostowego, a do dywidend zaraz wrócimy. Nałóżmy teraz na ten wykres emocje. Wyobraź sobie jak czuje się człowiek, który patrzy na taki obraz miesiąc po miesiącu, kwartał po kwartale. Rok pierwszy to jeszcze optymizm i cierpliwość. Dopiero zacząłem, dajmy temu czas. Rok drugi przynosi pierwsze wątpliwości, dlaczego to nie rośnie. Może coś robią źle? Rok trzeci to już otwarte pytanie. Może to po prostu nie dla mnie? Może powinienemy poszukać innej formy lokowania kapitału. W roku czwartym i piątym większość z tych początkujących inwestorów już dawno zrezygnowała, sprzedając swoje akcje ze stratą lub minimalnym zyskiem. Ale zobaczmy, co działo się w tym samym czasie z dywidendami. Wiele solidnych spółek notowanych na GPW płaciło regularne dywidendy przez cały ten trudny okres. Kurs ich akcji może i stał w miejscu, ale przelewy na konta maklerskie przychodziły z żelazną konsekwencją. Zestawmy teraz te dwa wykresy. Płaski kurs akcji i rosnące skumulowane dywidendy. Obraz, który się wyłania jest zupełnie inny niż sam wykres kursu. Weź mi jako przykład konkretną spółkę dywidendową z GPW, która przez te lata regularnie dzieliła się zyskiem. Dom Development SA wybrałem, ponieważ wszyscy w Polsce kochają nieruchomości. Osoba, która kupiła jej akcje w 2016 roku i trzymała je do 2022 roku, zebrała pokaźną sumę z samych dywidend. A jak trzymała te akcje do dzisiaj i jeszcze systematycznie je dokupowa, to jej obecny wskaźnik yield on cost, czyli stopa dywidendy z zainwestowanego kapitału, albo jak ja to lubię określać osobista stopa dywidend musi być imponująca. Liczby te dobitnie pokazują to, co dla jednych było dewastującym dołkiem i powodem do ucieczki z rynku dla inwestora dywidendowego wcale nie było dewastujące, było wręcz okazją. Ale prawdziwą magią wygenerował efekt reinwestycji dywidend. Inwestor dywidendowy, który nie tylko trzymał akcje, ale konsekwentnie reinwestował otrzymane dywidendy. Przez te 5 lat rynkowego marazmu chodził w rok 2022 z pozycją znacznie, ale to znacznie większą niż ktoś, kto po prostu trzymał akcję bez reinwestowania zysków. Skumulowany efekt reinwestowanych dywidend przy płaskim kursie akcji jest zawsze większy niż podpowiada nam to nasza intuicja. Każda wypłacona dywidenda pozwala na zakup kolejnych akcji po relatywnie niskiej cenie, co z kolei zwiększało kwotę kolejnej dywidendy. To mechanizm skuli śnieżnej, który działa tym lepiej, im dłużej kurs akcji pozostaje na niskim poziomie. Pamiętam jak mi ktoś kiedyś bodajże na Facebooku napisał, że on to by chciał, aby przez kolejne 20 lat akcje szorowały dno i były tanie, aby mógł sobie systematycznie kupować kolejne akcje do swojego portfela. Mam nadzieję, że nigdy nam nie przyjdzie doświadczyć takiego okresu i to po prostu ze względu na nasze zdrowie psychiczne. Jednak prawda jest taka, że im dłużej akcje są tanie i im więcej kupujemy akcji, kiedy są tanie, tym w długim terminie nasze inwestycje zrobią dla nas jeszcze lepszą robotę. Oczywiście przy założeniu, że biznesy, w które inwestujemy w tym okresie się dalej rozwijają. Zadajmy sobie zatem pytanie, które całkowicie zmienia perspektywę. Czy GPW w latach 2016-2022 była złym rynkiem dla inwestora dywidendowego? Odpowiedź z mojego punktu widzenia jest tylko jedna. zdecydowanie nie. To był rynek niezwykle trudny pod względem psychologicznym, wymagającym żelaznej dyscypliny, ale jednocześnie był to doskonały rynek do budowania i powiększania swoich pozycji. Różnica między tymi dwoma ocenami, zły rynek a dobry rynek do budowania pozycji, to właśnie różnica między inwestorem hossy, który zarabia tylko wtedy, gdy wszystko rośnie, a prawdziwym inwestorem, który potrafi wykorzystać każdą sytuację rynkową. Czego może nas nauczyć taki okres? Po pierwsze ma raz na rynku to zjawisko naturalne, które trwa i trzeba być na niego gotowym. gotowym dzięki strategii, a nie tylko silnej woli. Ale to już dzisiaj omawialiśmy i pewnie już zrobiliście swoją pracę domową i dopracowaliście swoją strategią. Po drugie to właśnie dywidenda jest tym elementem, który sprawia, że twoja strategia jest w stanie przeżyć ten marazm i przeniesienie naszego skupienia ze wzrostu i tego co się dzieje na rynku w kierunku kumulowania kolejnych akcji wzrostu naszych przepływów pieniężnych. Po trzecie wyniki osiągnięte po okresie stagnacji są zawsze nieporównywalnie lepsze dla tych którzy wytrwali i konsekwentnie skupowali akcje reinwestując zyski. Jak akcje rosną, to każda akcja, którą posiadacie w portfelu rośnie. Jak kupicie więcej akcji, kiedy są tanie, to więcej sztuk akcji będzie dla was pracowało, kiedy przyjdzie czas, że będą drożej na wartości. To nie ma żadnej filozofii. Po prostu jest to kolejne potwierdzenie powiedzenia, że bogaci stają się coraz bogaci, ponieważ posiadają aktywa, które rosną na wartości i pracują nad tym, aby mieć ich coraz więcej. Połączmy to może pozytywnym akcentem. Gotowość na rynkowy marazem to kwestia odpowiedniej strategii, a nie wrodzonego charakteru. Dywidena jest właśnie tym narzędziem, które tą gotowość buduje. Większość ludzi myśli, że wytrwanie podczas długotrwałego marazmu to kwestia silnego charakteru, niezwykłej odporności psychicznej i zimnej krwi. Czy jedni po prostu to mają, a drudzy nie. To nieprawda. I ta nieprawda sprawia, że ludzie odpadają z rynku, czując się winni swojej słabości, zamiast szukać właściwego narzędzia, które by im pomogło. Gotowość to produkt strategii. Ktoś, kto co kwartał dostaje przelew z dywidend, ma konkretny namacalny dochód, że jego strategia działa. Ten dowód buduje gotowość do przetrwania trudnych chwil znacznie lepiej niż jakakolwiek siła woli. Nie musisz być twardszy od innych. Musisz po prostu mieć strategię, która cię nagradza za wytrwanie. Wiesz już dokładnie, dlaczego mara jest dla ciebie dobry. Nie tylko źle powiesz, że tak jest. Emocje są zawsze pochodi. Ktoś kto widzi dołek na wykresie i myśli tracę pieniądze, czyje ból i frustracje. Ktoś kto widzi ten sam dołek i myśli świetnie, mogę skupować akcje tani, czy spokój, a nawet satysfakcję. Ten sam wykres, te same liczby, ale zupełnie inna reakcja. Zmiana interpretacji zmienia twoją gotowość. Prawdziwy test portfela zaczyna się, gdy wykres przestaje rosnąć, ale gotowość do tego testu buduje się właśnie teraz, w każdym miesiącu regularnych zakupów i reinwestycji. Oczywiście do naszego portfela musimy również wybrać jakieś konkretne biznesy, które idealnie będą się rozwijać przez kolejne lata. A w przypadku inwestowania dywidendowego warto przyjrzeć się spółkom, które generują duże ilości gotówki ze swojej działalności. W końcu dywidendy z tej gotówki będą nam wypłacane. Więc zrobiłem dla was listę kilku ciekawych spółek, które dużo gotówki generują. Więc jak chcesz wiedzieć co to za spółki to zapraszam cię do kolejnego wideo. W nim również dowiesz się czy twoje biznesy stań na wypłatę dywidendy, skup akcji własnej i na rozwój. Jaką historię mogą ci opowiedzieć wolne przepły pieniężne twojego biznesu, w którywestowałeś? To naprawdę zarabia na spółce i gdzie ty się znajdujesz w tym łańcuchu pokarmowym oraz jak możesz sprawdzić FC field twoich spółek i po co w ogóle miałbyś to robić i zestawiać to ze stopą dywidendy biznesu. A teraz moje pytanie na ten tydzień dla ciebie. Jak tam twoja strategia inwestycyjna się trzyma? Jeżeli dotrwaliście do tego momentu, to jestem pewien, że podoba wam się materiał i nie będziecie chcieli przegapić kolejnego. Najlepszym rozwiązaniem jest kliknąć dzwoneczek i zaznaczyć, że chcecie być powiadamiani o wszystkich nowych filmach. Wtedy na pewno niczego nie przegapicie i przy okazji będziecie mogli oglądać najświeższe materiały.







