Czy dolar traci na znaczeniu? Analiza procesu dedolaryzacji
Film analizuje proces dedolaryzacji, czyli zmniejszania się roli dolara amerykańskiego w transakcjach międzynarodowych. Omawia długoterminowe trendy gospodarcze i statystyki dotyczące udziału dolara w rezerwach walutowych banków centralnych oraz w wymianie walutowej na rynku Forex.
Dowiedz się:
- Czy polityka gospodarcza USA wpływa na pozycję dolara?
- Jakie są długoterminowe trendy w rezerwach walutowych banków centralnych?
- Jaki jest udział dolara w wymianie walutowej na rynku Forex?
Film porusza również kwestię wpływu polityki Donalda Trumpa na gospodarce światowej i dodatkowej roli dolara. Przedstawia opinie ekspertów i analityków bankowych na temat przyszłości amerykańskiej waluty.
Kluczowe wnioski z filmu:
- Dedolaryzacja jest procesem długotrwałym, trwającym zazwyczaj dekady.
- Udział dolara w rezerwach walutowych banków centralnych pozostaje stabilny.
- Dolar nadal dominuje w wymianie walutowej na rynku Forex.
Obejrzyj film i poznaj fakty na temat dedolaryzacji!
Zobacz pełną transkrypcję filmu
To już koniec dolara. Brzmi to nośnie, bo oddziałuje na ludzkie emocje. Żeby odpowiedzialnie odnieść się do tezy o tak zwanej dedolaryzacji, warto zadać sobie trudu i pogrzebać nieco w długoterminowych statystykach. Są one jednak historyczne i mogą nie być w stanie uchwycić nowego zjawiska, które widzą jedynie najtęższe umysły. Być może dotyczy się tych samych osób, tych samych umysłów, które kupują wyłącznie na dołkach i sprzedają na szczytach. W krajach ekspertów, teorii ekonomii i praktyków tej nauki od dłuższego czasu jednym z najczęściej dyskutowanych zjawisk jest właśnie dedolaryzacja, czyli proces, który polegać ma na tym, że zminimalizowaniu ulega znaczenie dolara amerykańskiego w transakcjach międzynarodowych. Odnosi się to do wszelkich operacji dokonywanych przez ludzi, w których uczestniczy w wymianie jako jedna z części składowych pary walutowej zielony amerykański dolar. Nikt z ekonomistów nie odważył się zaproponować, żeby określić próg brzegowy, od którego mówimy, że proces dedolaryzacji jest w toku. I słusznie, no bo byłoby to bardzo dyskusyjne. Można jedynie obserwować to, czy rola amerykańskiej waluty w wymianie maleje, czy też nie. Gdy patrzy się na historię gospodarczą świata przez pryzmat dawnych potęg Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Portugalii, Niderlandów czy chociażby Francji, to jedno jest pewne. Proces tracenia na znaczeniu waluty danego państwa jest rozciągnięty w czasie. Zazwyczaj trwa to dziesiątki lat. Wiele mediów aż kipi od sensacyjnych tytułów i równie emocjonującego kontentu, bo ich zdaniem dolar ponoć odchodzi do lamusa. Hit czy kit? Czy rzeczywiście istnieje poważne ryzyko, że dolar straci swoją dominację? Czy to jedynie przejaw myślenia życzeniowego? Daj znać w komentarzu, czy według ciebie dominacja dolara się kończy. Stałych widzów proszę o łapkę w górę. Jeżeli nie chcesz, żeby ominęły cię rzeczy ważne z perspektywy twoich finansów, to koniecznie dołącz do ponad 100 000 subskrybentów. Partnerem odcinka jest broker IForex Europe, gdzie możesz handlować za pomocą kontraktów CFD. Jest już nowy odcinek podcastu Pospekulujmy, link znajdziesz w opisie. Partnerem odcinka jest Walutomat, gdzie sprawnie wymienisz złotówki na inne waluty. Odbierz 50% rabat na prowizję przy pierwszej wymianie, klikając w link w opisie. Przejdźmy do odcinka. Postępowanie administracji prezydenta Donalda Trumpa jest negatywnie oceniane przez wielu uczestników operacji w handlu międzynarodowym i inwestorów na rynkach finansowych. USA zmagają się z szeregiem nierównowag makroekonomicznych, w tym deficytu budżetowego i handlowego. Szef amerykańskiego rządu rozpętał na dobre na początku kwietnia pełnoskalową wojnę handlową. Może ona objąć też kapitał, a wtedy w sferze gospodarki mielibyśmy wojnę handlowo-kapitałową. W otoczeniu rządu amerykańskiego trwa debata na temat idei wydłużania terminu spłaty papierów skarbowych, której bieg nadał jeden z czołowych doradców Trumpa, Steven Miran. Polegałoby to na zamianie przynajmniej części istniejących obligacji na walory o stuletniej zapadalności, co na pewno by użyło budżetowi USA, ale jednocześnie zatrworzyło zagranicznych posiadaczy długu. Jak na razie nie zostały zrealizowane pomysły na sprzeczną z prawem międzynarodowym rewizję granic. Takie plany prezydent ujawnił w odniesieniu do kanału padamskiego, Grenlandii, Strefy Gazy. Pomysły na taryfy celne w dużej mierze nie wypaliły. Sąd pierwszej instancji zakwestionował możliwość stosowania stawek opartych na ustawie iE. A spór z niewiadomymi rozstrzygnięciami w sądach dalszej instalacji jest w toku i to będzie się ciągnęło miesiącami. Chiny zdecydowanie przeciwstawiły się za pomocą odwetu, a inne państwa poszkodowane nie palą się specjalnie do zawierania bilateralnych porozumień handlowych z USA. Szkody, jakie poczynił dla światowej gospodarki Trump nie są jeszcze tak wielkie jak w przypadku tego, gdyby jego zamiary zmaterializowały się w pełnej skali. Niemniej nie da się ukryć, że niepewność, która zagościła na świecie jest na bezprecedensowym poziomie od dziesiątek lat. Najwyraźniej to czego nie był zdolny uczynić koronawirus potrafią dokonać niektórzy politycy swoimi nie do końca przemyślanymi decyzjami. Ta sama polityka administracji republikańskiej ma już swoją cenę. Analitycy skorygowali swoje oczekiwania dotyczące tempa kształtowania się tegorocznego wzrostu realnego PKB dla całego świata. Najgłębsza rewizja w dół dotyczyła Stanów Zjednoczonych. Obawy co do słabnięcia kondycji amerykańskiej gospodarki i przyszłości znajdują swoje odzwierciedlenie w postrzeganiu inwestorów i ich realnych działaniach. Bank inwestycyjny Goldman ZX przeprowadził ankietę wśród profesjonalistów, jak oceniają oni perspektywy zielonego. Większość uznała, że dolar będzie osłabiał się, co okazało się najwyższym odsetkiem pesymistycznych wskazań od co najmniej dekady, a przy tym ujawniła się coraz mocniej frakcja inwestorów nastawionych niedźwiedzio. Do wyboru była jeszcze opcja mniejszego kalibru, czyli nieco niedźwiedzie. 25 czerwca głos w sprawie pozycji dolara na tle innych walut świata zabrali nasi ekonomiści, a dokładnie ekonomiści banku PKO. Cechował ich sceptycyzm co do utraty pozycji najważniejszej jednostki monetarnej globu. I tutaj cytujemy: "Nie kupowaliśmy i nie kupujemy tezy, jakoby dolar tracił swoje miejsce w światowej gospodarce i światowym systemie finansowym." Tym niemniej wojna handlowa i perypetia amerykańskiej polityki gospodarczej w ostatnim półroczu stały się dla części inwestorów Asumptem do przemyślenia swoich strategii i odkurzenia idei dywersyfikacji w kierunku aktywów innych państw rozwiniętych. To zmniejszyło popyt na dolar. Wreszcie jeśli era wyjątkowości Stanów Zjednoczonych się skończyła, to sens straciły niektóre strategie inwestycyjne, jak na przykład przeważanie amerykańskich aktywów bez zabezpieczenia ryzyka walutowego. Wcześniej inwestorzy zagraniczni mogli liczyć na sute zwroty z aktywów dolarowych i dodatkowy bonus wynikający z aprecjacji dolara zgodnie z wieloletnim trendem. Wrażenia z ostatnich miesięcy wysadziły to w powietrze i zapewne wzmocniły ruch deprecjacyjny dolara. Eurodolar od początku tego roku poszedł w górę o 12%. Tak dużej dynamiki osłabienia się dolara wobec euro w takim tempie nie mieliśmy od lat. Zachowanie się długoterminowe kursu tej pary dolarowej dowodzi, że historycznie eurodolar niejednokrotnie odnotowywał o wiele wyższe poziomy, choćby w pierwszej dekadzie obecnego wieku czy latach 90. poprzedniego stulecia. Według ekonomistów to może nie być koniec kłopotów dolara, a przestrzeń do dalszego jego osłabiania jest duża. Jedną z przyczyn jest polityka Donalda Trumpa, której jednym z wymiarów jest to, że funkcjonujące i przyszłe cła amerykańskie oznaczają również mniej dolarów w rękach innych państw, gdyż eksport do USA może maleć. A to z kolei zredukuje zdolność obcych krajów do masowego kupowania wielu amerykańskich aktywów. Na kontynuację słabości dolara stawiają między innymi tak rozpoznawalni gracze bankowości inwestycyjnej jak JP Morgan, Goldman Zachs, Morgan Stanley, Bank of America, Deutsche Bank czy Societe General. Co dalej z amerykańską walutą? Byłoby dużą ironią losu, ale nie całkowitym zaskoczeniem, gdybyśmy tym tekstem wyznaczyli lokalne dno w notowaniach dolara. Sądzimy, że to nie koniec osłabienia dolara i ruch o ponad 10% obserwowany w ostatnich miesiącach nie jest już w gruncie rzeczy duży. Jeśli skończyła się era mocnego dolara, a skłonność Fed do cięcia stóp procentowych jest niedoceniona, to dolar ma jeszcze sporą przestrzeń do osłabiania. Wyrównanie minimów z lat 2018-2021 byłoby toż same ze spadkiem indeksu DXY o kolejne 10%. Nie wydarzy się to jednak w jednym kroku. Tak sytuację oceniają finansści Banku PKO. Żeby nie być gołosłownym, opierając się jedynie na nagłówkach mediów lub bliżej niesprecyzowanym intuicyjnym wrażeniu, że warto zastanowić się czy można powiedzieć, że dochodzi do minimalizowania znaczenia USD. A zatem dedolaryzacja jest faktem. Czy należy to jedynie zakwalifikować do kategorii wymysłów lub urojeń? Warto to zmierzyć. Istnieją różne miary oceny tego zjawiska. W gronie najważniejszych wskaźników są bez wątpienia dwa, które Marcin Kuchciak z naszej redakcji wziął pod uwagę w tej analizie. Udział dolara w rezerwach walutowych banków centralnych i udział w wymianie walutowej na Forexie. Ważne jest to, żeby do pomiaru trendu użyć długich interwałów czasowych, gdyż krótsze okresy, na przykład kilkuletnie, dostarczą niewiele cennych spostrzeżeń. Banki centralne przechowują w swoich rezerwach różne aktywa. To zapewne wiesz. Mowa o najpłynniejszych instrumentach finansowych denominowanych w różnych walutach. Między innymi papiery dłużne, akcje i ich pochodne oraz kruszce takie jak głównie złoto. Tak prezentuje się struktura aktywów tych instytucji za ostatnie ćwierć wieku. Mamy tam dolara, euro, złoto i aktywa w innych walutach. nawet pobieżny rzut oka. Wystarczy, aby się przekonać o tym, że znaczenie dolara nie słabnie, co oznacza, iż nie da się uzasadnić tezy o dedolaryzacji w tym wymiarze. Od lat mniej więcej połowę aktywów stanowił zawsze dolar. Można jeszcze wgłębić się w rolę dolara koncentrując się wyłącznie na aktywach, których można przypisać przynależność walutową, czyli te rezerwy tak zwane alokowane. W przypadku złota nie da się tego uczynić, kruszcem można handlować w różnych jednostkach monetarnych. Przykładowo bank centralny kupuje je za dolary, a sprzedaje za euro. Po prostu złoto nie ma nominału walutowego, a jego wycena w księgach rachunkowych, no to jest zupełnie inną kwestią. Na potrzeby naszego opracowania zbadaliśmy, co banki centralne miały w swoich skarbcach komputerowych, jeżeli chodzi o aktywa walutowe. Analiza objęła lata 2000 do 2024, a dla uproszczenia przyjęliśmy interwały pięcioletnie, no za wyjątkiem oczywiście ostatniego. Na bazie przygotowanego zestawienia nie da się również poprzeć tezy, że dolar gaśnie. W badanym okresie jego udział w alokowanych rezerwach walutowych fluktuował, co naturalne, lecz nie da się potwierdzić tego, że jakaś inna waluta zaczęła podważać rolę dolara. Nie oznacza to, że to się nie może zmienić. Jeszcze dekadę temu z drobną nawiązką czasową w aktywach banków centralnych rządziła tak zwana wielka piątka. Dolar, euro, jen, funt i frank. Poza nimi decydenci świata nie widzieli. Struktura zaczęła się jednak zmieniać, gdyż począwszy od czwartego kwartału 2012 w bilansach instytucji zaczęły się pojawiać dolary z Australii i Kanady, a w czwartym kwartale 2016 dołączył do nich chiński Juan. Drugi wskaźnik, o którym mówiłem, bo tam miały być dwa wskaźniki, więc drugi wskaźnik pochodzi z przepastnych zasobów statystycznych banku. rozrachunków międzynarodowych, czyli w skrócie BIS. I ten bis często określa się jako bank centralny banków centralnych, co jest oczywiście dużym uproszczeniem, biorąc pod uwagę mandat wpisany w statut tej najstarszej międzynarodowej instytucji świata, która powstała w 1930, która mieści się w niezwykle charakterystycznym budynku w szwajcarskiej Bazylei. Dzieje się tak może dlatego, że Bis zrzesza ponad 60 banków centralnych z całego świata, które są jego akcjonariuszami. w tym nasz Narodowy Bank Polski. Jest to podmiot utworzony w celu nadzorowania, uregulowania kwestii reparacji wojennych za pierwszą wojnę światową, a obecnie pełni jedynie rolę regulacyjno-analityczne i stanowi forum wymiany myśli pomiędzy bankierami centralnymi. Bis w odstępach trzyletnich publikuje od 1986 kompleksowe opracowanie, które pokazuje jak wygląda wymiana walutowa w skali globalnej. Te analiz pozwalają wyodrębnić koszyk najpopularniejszych walut planety w zakresie transakcji spotowych i terminowych, czyli forwardy, swapy i opcje. Według najnowszego badania, czyli dane sprzed niestety trzech lat, codziennie zawierano transakcje warte około 7,5 biliona dolarów. Mowa o transakcjach spotowych i derywatach. Z tego około 6,6 biliona dotyczyło operacji, w których jedną ze stron pary walutowej był dolar. Zielony miał zatem 88% udziału w wymianie, co zdaje się wytrącać jakiekolwiek argumenty powątpiewające w hegemonię USA. O jakiejkolwiek dedolaryzacji nie ma mowy. Co więcej, na upartego. Gdyby pobawić się w żonglerkę statystyczną, to od 1992 udział dolara wręcz wzrósł. Naszym zdaniem nie da się uzasadnić tego, że jesteśmy obserwatorami dedolaryzacji. Naturalnie banki centralne zwiększają zasoby złota. Część inwestorów z rynków finansowych przenosi kapitał z różnych klas aktywów, z Ameryki do Europy i Azji. Tylko Trump nie będzie wieczny. Krótkoterminowe przepływy kapitału o niczym znaczącym nie świadczą. I tak jak szybko powstały, tak szybko mogą się odwrócić. Dopóki nie zauważymy tendencji spadkowej dolara w obszarze struktury aktywów banków centralnych, a przede wszystkim jego udziału w wymianie międzynarodowej, to dopóty nie znajdziemy się w obozie zwolenników dolaryzacji, nawet z dość banalnej przyczyny, bo skoro nie dolar, to co innego? powstają różne mniej lub bardziej formalne porozumienia, choćby bricks, które są wymierzone w detronizację tak naprawdę dolara. Według nas to nie sztuka coś wyprodukować, ale trudniej to sprzedać. Jeżeli ten odcinek przypadł ci do gustu, zostaw łapkę w górę. Trzymam kciuki za twoje inwestycje. [Muzyka]







