Nie uczą tego w książkach! 8 porad, które naprawdę zmienią Twoje inwestowanie! [Psychologia i emocje w inwestowaniu]

Poza podręcznikową teorią

Zrozumieć giełdę: 8 zasad, które naprawdę działają

Inwestowanie to nie szachy w podręczniku, to szachy na trzęsącym się stole podczas burzy. 🤯 Dlatego teoria często zawodzi. Prawdziwe inwestowanie to walka z emocjami, ego i chciwością. W tym artykule odkryjesz osiem zasad, które faktycznie działają i których nie znajdziesz w standardowych poradnikach. Jeśli doświadczyłeś momentu, gdy wszystko wyglądało idealnie, a kurs i tak spadał, ten artykuł może zmienić Twoje spojrzenie na giełdę.📈

W podręcznikach wszystko wydaje się logiczne… do momentu, gdy spojrzysz na realne wykresy. Spółka z dobrymi wynikami i niską wyceną spada, a inna bez przychodów i ze stratami rośnie o 300% w trzy miesiące. 🤔 Giełda to teatr emocji, narracji, a czasem po prostu szczęścia. Ten artykuł nie oferuje oklepanych mądrości, a proste, praktyczne porady oparte na doświadczeniu.

Zasady, które działają

  1. Odrzuć akademickie okulary. Przestań traktować rynek jak egzamin z finansów.
  2. Zmień zdanie, gdy się mylisz. Natychmiast. To trudne, ale kluczowe. Uparta obrona stratnych pozycji to częsty błąd.
  3. Inwestuj w spółki, które rozumiesz. Nie tylko na poziomie produktu, ale modelu biznesowego, przewag konkurencyjnych i długoterminowych perspektyw.
  4. Unikaj pułapek myślenia. Poznaj błędy poznawcze, takie jak bias potwierdzenia, awersja do straty, efekt posiadania i nadmierna pewność siebie. Książka „Pułapki myślenia” Daniela Kahnemana to lektura obowiązkowa.💡
  5. Odwracaj, zawsze odwracaj. Zamiast pytać, co musi się stać, żeby spółka urosła, pytaj, co musi się stać, żeby upadła.
  6. Sprawdź, kto trzyma stery. Czy zarząd ma realny interes w Twoim zysku? Analizuj strukturę akcjonariatu i systemy motywacyjne.
  7. Zrozum tezy niedźwiedzi. Analizuj argumenty przeciwko danej inwestycji, nawet jeśli się z nimi nie zgadzasz. To pozwala na kontrariańskie podejście i odkrycie unikalnych okazji.
  8. Myśl globalnie. Nie ograniczaj się do lokalnego rynku. Dywersyfikacja geograficzna zmniejsza ryzyko i zwiększa potencjał.
  • Emocje to kluczowy element inwestowania. Więcej o psychologii tradingu znajdziesz w naszym specjalnym poradniku.
  • Zrozumienie biznesu jest ważniejsze niż wskaźniki.
  • Długoterminowe inwestowanie wymaga myślenia strategicznego.
  • Dywersyfikacja geograficzna to podstawa.
  • Ciągła nauka i adaptacja to klucz do sukcesu.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Inwestowanie to jak gra w szachy. Gówno prawda. To raczej gra w szachy na trzęsącym się stole podczas burzy, gdzie pionki zmieniają kolory, a koniu udaje królową. I właśnie dlatego podręczniki i teoria mogą cię zaprowadzić prosto w wielkie straty. Bo prawdziwe inwestowanie to nie jest teoria, to walka z własnymi emocjami, walka z własnym ego, walka z własną chciwością. Więc w tym odcinku pokażę ci osiem osiem zasad, które naprawdę działają i takich, których nie przeczytasz sobie w książce Inteligentny inwestor albo w żadnej innej i nie powie ci o nich typowy makler z jakiegoś domu maklerskiego. A jeśli choć raz doświadczyłeś momentu, gdy wszystko wyglądało dobrze, a kurs i tak spadał, to ten odcinek być może zmieni twoje spojrzenie na giełdę. W podręcznikach wszystko wygląda prosto i logicznie. do czasu, aż spojrzycie sobie na realne wykresy i myślicie sobie wtedy: "Dobre wyniki, niska wicena, no to to kurde musi rosnąć". I potem patrzycie jak kurs leci w dół szybciej niż wasza noworoczna motywacja do siłowni. Z drugiej strony może widzicie sobie jakąś spółkę, która nie ma przychodów, generuje gigantyczną stratę i operuje na rynku, który tak naprawdę jeszcze nie istnieje, a jej kurs robi plus 300% w trzy miesiące. O co w tym wszystkim chodzi? O to, że giełda to nie jest wzór matematyczny, który można sobie po prostu rozwiązać. Giełda to jest to teatr, to gra emocji, gra narracji, czasem po prostu gra szczęścia. I właśnie o tym będzie dzisiejszy materiał. Nie będę wam tu przedstawiać kolejnej oklepanej mądrości w stylu kupuj, gdy leje się krew. Serio, dajmy już temu spokój. Za to opowiem o prostych poradach, które ja sam odkryłem, zaliczając po drodze chyba wszystkie możliwe stany emocjonalne. Od euforycznego w FOMO aż po egzystencjalne what the fuck i nucenie sobie, co ja tu w ogóle w tym wszystkim robię. Zanim zaczniemy to tylko jedna prośba. Zdejmijcie z nosa akademickie podręcznikowe okulary. Tak ładnie w nich wyglądacie, czujecie się mądrze, ale jeśli naprawdę chcecie zacząć zarabiać więcej, to trzeba przestać traktować rynek i giełdę jak egzamin z finansów. I uznajmy to za pierwszą tą poradę. Partnerem odcinka jest Freedom 24, broker będący częścią grupy Freedom Holding notowanej na amerykańskiej giełdzie Nazdach. Załóż konto i odbierz nawet 20 darmowych akcji o wartości do 800 $arów każda. Jak to zrobić? Opowiem ci w trakcie odcinka. Dołącz do ponad 2200 inwestorów w strefie premium DNA. To najlepsze miejsce do inwestycyjnej i finansowej edukacji również dla ciebie. Dziękuję za wszystkie 70 000 waszych subskrypcji. Pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać i zostawcie swoją już teraz. [Muzyka] [Aplauz] [Muzyka] W takim razie skoro pierwsza za nami to czas na poradę numer dwa. Gdy tylko wiesz, że już się mylisz, to naprawdę zmień zdanie. Natychmiast zmień zdanie. To jedna z tych rad, które brzmią oczywiście banalnie i prosto. Tak prosto, że aż trudno uwierzyć jak cholernie trudno jest to zrobić w praktyce. Bo w momencie, gdy musisz już użyć tej porady, to zaczyna się prawdziwa wewnętrzna wojna. Nawet nie tyle z rynkiem co z samym z samym sobą. David Einhorn, legendarny założyciel funduszu hedgingowego Green Light Capital, powiedział kiedyś, że to najlepsza rada inwestycyjna, jaką kiedykolwiek w życiu dostał. No i nic dziwnego, bo to właśnie umiejętność szybkiej zmiany zdania bardzo często ratuje portfele, które zdążyły już wejść w fazę niebezpiecznego zaklinania rzeczywistości. Problem polega na tym, że my ludzie z natury nie lubimy się mylić, a inwestorzy tym bardziej nie lubią się mylić. To naprawdę boli. To rani ego. Dla wielu ludzi w inwestowaniu nie chodzi już tylko o same pieniądze. Chodzi o posiadanie racji. Moja racja jest racja najmsza. Brawo. O te wszystkie długie godziny spędzone nad analizą. O dumę z rzekomo dobrze wykrytej okazji, o tę piękną opowieść, którą snuliśmy sobie w głowie na temat przyszłości naszej spółki. I właśnie dlatego tak niewiarygodnie łatwo jest zakochać się we własnej inwestycji i tym samym trochę zakochać się w swoim własnym story inwestycyjnym. Twoja spółka zawsze, ale to zawsze wygląda lepiej niż inne, tylko że dla ciebie to klasyczny giełdowy błąd początkującego, mentalne przyspawanie się do swojej pierwotnej tezy. Nawet jeśli napływające z rynku dane krzyczą: "Stary, coś tu naprawdę strasznie śmierdzi". To my wąchamy i mówimy sobie: "Przecież to tylko przejściowe problemy, zaraz wszystko wróci do normy." No czasem nie wróci. Czasem rzeczywistość już dawno zdążyła zmienić reguły gry, a my wciąż uparcie gramy w poprzednią wersję i na przykład mylimy konia z pionkami, bo pomyliliśmy planszówkę. Einorn mówi, że nawet jeśli jesteś absolutnym geniuszem analizy, geniuszem nad geniusze, to i tak będziesz mieć rację w maksymalnie 65 70% przypadków. To jest absolutny maks. Ja się z tym zgadzam. Fundamentalne pytanie brzmi nie to, czy się pomylisz, bo się pomylisz, tylko czy zorientujesz się na czas, że się pomyliłeś i czy będziesz miał odwagę, żeby to zaakceptować i zmienić. Najczęstszy i najbardziej kosztowny błąd to uporczywe trzymanie się stratnych pozycji. W końcu przecież już tyle straciłem, że zaraz to musi odbić. Poczekam na to odbicie. Dopiero jak sprzedam, to przecież jest strata. No przecież jeszcze trzy miesiące temu zaraportowali takie dobre wyniki. Tak sobie powtarzamy w głowie. Kluczem do sukcesu jest właśnie ta niezwykle trudna emocjonalnie chwila, w której trzeba spojrzeć sobie samemu w oczy i powiedzieć: "Dobra, to nie idzie zgodnie z założeniami, nie ma sensu dalej się oszukiwać. Nara, wychodzę z tej pozycji. Dziękuję. Dziękujemy za wywiad. Do widzenia. Do zobaczenia. I to oczywiście absolutnie nie oznacza, że masz reagować na każdy, nawet najmniejszy spadek kursu jakimś nerwowym klikaniem sprzedaj. Błędem może być nie tylko zbyt długie, długie uporczywe trzymanie się tej stratnej pozycji, ale też zbyt pochopne, paniczne wychodzenie z tej pozycji przy pierwszej lepszej korekcie. Dlatego najważniejszym elementem całej tej układanki są twoje początkowe założenia. Dlaczego? Dlaczego coś kupiłeś? One muszą być konkretne, mierzalne i dobrze przemyślane, nie jakieś tam wydaje mi się, że to dobra firma, a screener pokazał, że warto kupić, a do tego ja się kładuję do wora, bo cena do zysku jest nisko. To farmazony. Jeśli potrafisz na starcie dobrze i precyzyjnie sformułować swoje założenia, a potem uczciwie i regularnie je monitorować, to jesteś krok dalej niż 90% uczestników rynku. Jeśli do tego potrafisz na podstawie tych założeń bez wahania zmienić zdanie, kiedy rozjadą się one z oczekiwaniami, to jesteś o krok od naprawdę prawdziwego, gigantycznego sukcesu. Na rynku nie chodzi o to, żeby mieć zawsze rację i w każdej sytuacji. Chodzi o to, żeby wiedzieć, kiedy przestaniesz mieć rację. Nie musisz zarobić na każdej pozycji. Musisz łącznie zarobić więcej niż straciłeś, a na pewno stracisz. Łatwiej to wszystko zrobić, jeśli będziesz, Rada numer trzy, inwestował w spółki, które rozumiesz. I to nie jest bynajmniej konkurs na jakąś pamięciówkę z Excela albo olimpiada z raportów kwartalnych danej spółki o 3:00 nad ranem. Chodzi o coś znacznie ważniejszego. Czy naprawdę rozumiesz jak ta firma zarabia pieniądze i czy będzie w stanie robić to dalej efektywnie za 5, 10 czy 15 lat. To jedna z tych rzeczy, które są niby oczywiste, a jednak w praktyce większość inwestorów ją pomija albo nie docenia. Łatwiej jest spojrzeć na wskaźniki, łatwiej jest spojrzeć na niskie cena do zysku, na wykresy, na opinię analityka, na wysoką dywidendę, tylko to właśnie wtedy wpadacie w pułapkę, zaczynacie inwestować w coś, czego nie rozumiecie tylko dlatego, że wygląda tanio, albo że ma dobrą dywidendę, stopę dywidendy i tak dalej, i tak dalej. Chris H z funduszu TCI mówi wprost: "Nie powinieneś nawet patrzeć na wyceny, dopóki nie masz absolutnej pewności, że rozumiesz biznes i trwałe przewagi konkurencyjne tego biznesu. Nie da się wycenić firmy, jeśli nie wiesz, czy będzie ona potrafiła bronić swoich zysków przed konkurencją i wycenisz to w horyzoncie pięcioletnim, jak tego nie wiesz, no nie zrobisz tego." Wielu inwestorów zachowuje się jak turyści na tratwie. Po prostu sobie siadają, płyną z prądem, nie mając pojęcia gdzie. wchodzą sobie w modne sektory, bo wszyscy to robią i tak dalej, ale nie potrafią odpowiedzieć na proste pytanie. Czy naprawdę rozumiesz, co ta firma będzie robić za 5 lat? Tymczasem długoterminowe inwestowanie to nie to nie jest surfing na fali sentymentu. Długoterminowe inwestowanie to bardziej jak żeglowanie. No potrzebny jest kompas, potrzebny jest kierunek, potrzebne jest przekonanie co do tego, że płyniemy w dobrą stronę. Ten kompas to właśnie zrozumienie modelu biznesowego, zrozumienie jak firma zarabia, jakie ma źródła przewag konkurencyjnych, kto może ją zdetronizować i kiedy może ją zdetronizować. To o wiele wiele więcej niż znajomość samego produktu. Trzeba mieć świadomość, czy produkt ma wysoką retencję klientów, czy może ludzie łatwo od niego odejdą, czy firma ma realną siłę cenową i na przykład może podnosić ceny bez utraty klientów. Czy firma ma jakieś unikalne przewagi niedostępne dla innych? Może sieć dystrybucji, może potężny efekt skali? Czy model biznesowy tej firmy da się łatwo skopiować w rok, dwa, trzy, czy może raczej potrzeba na to dekad i miliardów dolarów inwestycji? No jeśli tego nie wiesz, to co z tego, że ta firma ma niski wskaźnik, cena do zysku? No nic z tego. I co więcej, jak ostrzega HON również, zaglądanie do wycen zbyt wcześnie może wypatrzyć cały proces myślowy, bo kiedy widzicie, że coś się stanie, to podświadomie zaczynacie szukać argumentów, dlaczego warto kupić. No i tak rodzi się iluzja wiedzy oparta nie na analizie, tylko na cenie, na tym ile akurat coś kosztuje. Dlatego inwestuj tak, żeby spać spokojnie, ale pamiętaj, że niska wycena to nie jest żadna informacja. Jeśli naprawdę znasz biznes, to zarówno zniesiesz spadki z większym spokojem, jak i lepiej zrozumiesz, że za dobrą spółkę trzeba czasem zapłacić dużo, dużo więcej. A jeszcze jedno. Liczba firm, które jesteś w stanie tak naprawdę znać i rozumieć dogłębnie jest ograniczona. Naprawdę nie oszukuj się, że możesz śledzić 50 spółek i wszystkie rozumieć równie dobrze. Nie możesz. Dlatego buduj portfel nie z tego, co wygląda dobrze na pierwszy rzut oka, tylko z tego, co naprawdę, naprawdę rozumiesz. I przede wszystkim nie wpadaj w pułapki myślenia. Zrozum te pułapki myślenia. To czwarta moja porada. A gdyby inwestowanie na giełdzie polegało wyłącznie na matematyce, to już dawno najlepsi inwestorzy to byliby programiści i statystycy. A tak nie jest. Bo najważniejszym i najbardziej skomplikowanym narzędziem każdego inwestora nie jest arkusz w Excelu. Jest własny łeb. To, co naprawdę odróżnia dobrego, skutecznego inwestora od przeciętnego, to nie jest dostęp do lepszych danych albo dostęp do tajnych informacji. To jest zdolność do myślenia w sposób trzeźwy, obiektywny, oparty na twardych faktach, a nie na wszechobecnych emocjach, złudzeniach i jakichś podświadomych uprzedzeniach. Z tym, jak dobitnie pokazuje nam życie i cała współczesna nauka, mamy jako gatunek ogółem fundamentalny problem. No więc zapraszam na krótką wycieczkę po fascynującym świecie błędów. tak zwanych bajasów poznawczych, czyli tych wszystkich mentalnych skrótów myślowych i systematycznych błędów w naszym rozumowaniu, które codziennie, często zupełnie nieświadomie zniekształcają nasze decyzje inwestycyjne i prowadzą nas tam, gdzie kompletnie nie chcielibyśmy być. Te najważniejsze, które powinniście znać na wylot, jeśli faktycznie chcecie przestać sabotować swój portfel, to bajas potwierdzenia, tak zwany confirmation bias, czyli tendencja do szukania, interpretowania i zapamiętywania tylko tych informacji, które potwierdzają waszą pierwotną tezę, a wszystko co jakkolwiek jej przeczy, albo świadomie ignorujecie, albo podświadomie uznajecie za mało istotne, albo niewiarygodne. To właśnie dlatego tak niewiarygodnie łatwo jest wam zakochiwać się w jakiejś spółce i kompletnie nie widzieć jej ewidentnych słabości i zagrożeń, które się pojawiają na horyzoncie. Do tego dochodzi awersja do straty, bo psychologicznie straty bolą nas znacznie mocniej niż cieszą zyski o tej samej wartości. I dlatego tak kurczowo trzymamy się spółek, które lecą w dół zamiast po prostu je sprzedać i ucinać straty. Nie chcesz formalnie zamknąć straty na swoim rachunku. Wolisz żyć w iluzji, udawać, że to jeszcze nie jest prawdziwa porażka, tylko papierowa strata. Naprawdę czasem to tylko kwestia jednego guzika i powinieneś go kliknąć jak najszybciej. Warto też znać efekt posiadania, który w magiczny sposób sprawia, że zaczynasz przeceniać wartość swoich akcji tylko dlatego, że już je masz w portfelu. To trochę takie inwestycyjne. Moje jest lepsze. Tyle że rynek nie ma żadnych sentymentów. Rynek ma w dupie, że wybrałeś tą konkretną firmę z jakimś przekonaniem, bo poświęciłeś na jej analizę wiele godzin. Nikogo poza tobą to nie obchodzi. Jest też bajas świeżości. Recency bias, który pokazuje, że mamy tendencję do nieproporcjonalnego przeceniania tych najnowszych, najświeższych informacji. Jeden świetny kwartał finansowy, to firmę trzeba kupować. Jeden gorszy kwartał, katastrofa, trzeba wszystko sprzedawać. Tak naprawdę pojedynczy kwartał, pojedynczy okres to jest króciutka migawka z życia firmy, która często naprawdę o niczym niczym nie świadczy. Mamy też nadmierną pewność siebie. Nawet nie wiem, który to był. Kiedy myślimy, że rozumiemy znacznie więcej niż rozumiemy w rzeczywistości. Zrobiłeś kilka trafnych, zyskownych inwestycji z rzędu na przykład. Super, gratulacje. Ale naprawdę absolutnie nie znaczy to, że będziesz mieć zawsze rację i że posiadłeś jakąś tajemną wiedzę. Pewność siebie w inwestowaniu jest dobra i potrzebna, ale do tylko dopóki nie zaczyna ci całkowicie przysłaniać obiektywnej rzeczywistości. A bardzo łatwo przekroczyć tą cienką barierę między jednym a drugim. Ogólnie rzecz biorąc, najlepszą książką chyba, która doskonale pokazuje skalę tych wszystkich błędów poznawczych i uczy jak przed nimi się skutecznie bronić, to absolutna klasyka gatunku pułapki myślenia o myśleniu szybkim i wolnym autorstwa Kanemana, która chyba jej tu obecnie nie ma przy mnie, ale naprawdę gorąco polecam. Lektura absolutnie obowiązkowa, zwłaszcza jeśli chcemy lepiej zrozumieć nie tylko sam rynek, ale przede wszystkim swoje zachowanie jako inwestora. A swoją drogą moi drodzy to jedna z najważniejszych i najbardziej użytecznych technik myślenia, jaką w ogóle możecie sobie przyswoić, to zasada, którą Warren Buffett i jego już nieżyjący niestety wspólnik Charlie Manger powtarzali do znudzenia. Invert, always invert, czyli odwracaj, zawsze odwracaj. Zamiast zadawać sobie standardowe pytanie, co musi się wydarzyć, żeby spółka urosła, to zadaj sobie odwrotne pytanie. Co musi się wydarzyć, żeby to wszystko szlak trafił? To pytanie bardzo filtruje myślenie przez taką twardą rzeczywistość i zmusza do analizy ryzyka. Przede wszystkim jeśli lista potencjalnych zagrożeń dla danej firmy przypomina trochę taką wieżę z klocków dzenga, gdzie wystarczy wyjąć jeden kluczowy, żeby wszystko poszło w cholerę, no to może to nie jest najlepszy kandydat na bezpieczną długoterminową inwestycję, prawda? Najlepsze, najbardziej wartościowe spółki do portfela na lata to te, które nie tylko mają ogromny potencjał od dalszego wzrostu, ale przede wszystkim są bardzo, bardzo trudne do zepsucia. Kącik promocyjno-partnerski. Słuchajcie, niezależnie od tego, co ja tutaj sobie pogadam, to i tak, żeby cokolwiek na rynku kupić, to potrzeba mieć gdzie to kupić. I ja na przykład korzystam z brokera Freedom 24, który jest częścią notowanej na amerykańskiej giełdzie nazdach grupy Freedom Holding i mają tam masę dostępnych instrumentów, masę dostępnych różnych rynków, a do tego można sobie odebrać darmowe akcje na swój własny rachunek. Żeby to zrobić, wystarczy założyć konto z linka w opisie. wpłaćcie odpowiedni depozyt. Wystarczy 1000 € żeby odebrać akcję, podać kod promocyjny i już odbieracie jedną, 4, 10 albo nawet 20 akcji. Wszystko zależy oczywiście od tego ile wpłacicie, no a jedna jest już od 1000 €. Listę akcji, które są dostępne w tym losowaniu, które mogą wam się trafić, widzicie teraz na ekranie i oczywiście jak już ją odbierzecie, to możecie ją od razu sprzedać, no i kupić sobie jakąś inną. Jeśli nie wiecie jaką i szukacie inspiracji, to możecie też zawsze podejrzeć specjalny portfel publiczny Freedom 24, który dla was prowadzimy. Też link jest gdzieś w opisie. Mocno bije on indeksy jak na razie, ale uprzedzam też, że jest bardzo, bardzo ryzykowny. No mimo wszystko tak czy inaczej jakiegoś rachunku do zakupów potrzebujecie, więc nie ma co czekać. Klik i zakładamy konto. Koniec kącika partnerskiego. No a my idźmy dalej, bo to już będzie chyba szósta porada. Patrzcie, kto trzyma stery i co z tego wszystkiego ma. Wspomniany już Charlie Manger znany był z bardzo brutalnej prostoty myślenia. Mawiał on na przykład: "Pokaż mi motywację, a ja pokażę ci rezultat". Mawiał, że jeśli chcesz przewidzieć jak ktoś się zachowa, to spójrz co go motywuje. Trudno o lepsze i bardziej dosadne streszczenie tego, dlaczego tak zwane incentives, czyli te wszystkie bodźce, zachęty, systemy motywacyjne, za które płaci się ludziom w firmach, są absolutnym kluczem do pełnego i lepszego zrozumienia każdej, nawet najprostszej spółki giełdowej. Jeśli zarząd danej firmy ma duże udziały w jej akcjonariacie, to myśli i działa jak prawdziwy właściciel. A jeśli nie ma, to myśli i działa jak dobrze opłacany najemnik. I to jest naprawdę fundamentalna różnica, zwłaszcza w trudnych kryzysowych sytuacjach, gdy trzeba podejmować strategiczne decyzje i wybierać między tym, co jest wygodne i korzystne w krótkim terminie, a tym, co jest naprawdę właściwe i dobre dla długoterminowej wartości całej spółki na kilka czy kilkanaście lat. Zadaj sobie pytanie, czy ludzie, którzy zarządzają firmą mają realny finansowy interes w tym, żebyś ty jako mniejszościowy akcjonariusz zarobił na tej inwestycji pieniądze? Jeśli odpowiedź brzmi nie, to dlaczego mieliby oni podejmować decyzje zgodne z twoim długoterminowym interesem, a nie ze swoim często krótkoterminowym interesem? Zawsze zaglądaj do struktury akcjonariatu analizowanej spółki. sprawdź ile procent akcji firmy należy do tak zwanych insiderów, czyli do założycieli, do prezesa, yyy, do dyrektora finansowego, do kluczowego najwyższego szczeblu menagżementu. Jeśli te osoby regularnie kupują akcje swojej firmy na otwartym rynku za własne pieniądze, no to dobra informacja. Jeśli są oni wynagradzani w akcjach warunkowych, których ostateczna realizacja zależy od długoterminowego wzrostu wartości całej spółki, to to jest dobra informacja. Właśnie takie elementy budują tak zwaną zgodność interesów między tym, co jest dobre dla ciebie jako inwestora, a tym, co opłaca się osobom decyzyjnym w firmie. To usuwa albo przynajmniej mocno zmniejsza popularny problem pryncypała i agenta, który polega właśnie na tym, że wynajęci menedżerowie zarządzają cudzym kapitałem, więc mają pokusę, żeby podejmować decyzje, które są dobre dla nich samych, na przykład maksymalizujące ich krótkoterminowe premie kwartalne albo bonusy, ale niekoniecznie są to decyzje korzystne dla długoterminowej wartości całej firmy. Zbyt często niestety spółki wynagradzają swoje zarządy za działania, a nie za realne efekty. Wynagradzają ich za piękne prezentacje w PowerPoincie, a nie za twarde wyniki finansowe, za dowiezienie krótkoterminowego, często kreatywnie zoptymalizowanego zysku na akcje, a nie za budowanie trwałej, fundamentalnej wartości. Jeśli członek zarządu nie ma realnego, znaczącego udziału w akcjonariacie firmy, którą zarządza, to jego decyzje z natury rzeczy najczęściej, no oczywiście nie zawsze, ale będą bardziej krótkowzroczne i bardziej wygodnickie, a to bardzo utrudnia długoterminową wartość generowaną dla ciebie. Idźmy dalej. Co jeszcze warto, żebyście wiedzieli? Warto, żebyście zawsze zrozumieli tezy niedźwiedzi, żeby poświęcić trochę czasu na to, żeby się z nimi zapoznać. Żeby regularnie zarabiać na giełdzie więcej niż wynosi średnia rynkowa, trzeba myśleć często inaczej niż rynkowy konsensus. To z kolei wymaga wiedzy, odwagi, samodzielnej analizy i być może chyba tego co najważniejsze, dogłębnego zrozumienia tego, co właściwie myśli ta druga przeciwna strona i jakie są jej argumenty. Bo prawda jest taka, że najbardziej oczywiste i powszechnie znane okazje inwestycyjne bardzo, ale to bardzo rzadko są tymi najlepszymi. Jeśli coś wygląda na absolutnego pewniaka z rzekomym potencjałem, a praktycznie wszyscy analitycy i komentatorzy rynkowi się z tym zgadzają, no to cena akcji tej spółki już w dużym stopniu wiele odzwierciedliła. Ścieżka została już dawno przetarta. Wszyscy zainteresowani dotarli tam, gdzie chcieli, a tam, gdzie dotarli już wszyscy, no tam nie ma niestety żadnej rynkowej Alfy, czyli czegoś ponadprzeciętnego do odkrycia. Dlatego właśnie jedną z tych bardzo niedocenianych, a bardzo ważnych umiejętności w długoterminowym inwestowaniu jest zdolność do zrozumienia tak zwanej niedźwiedziej tezy, be cas, czyli tych wszystkich argumentów przemawiających przeciwko danej inwestycji. Zadaj sobie te kluczowe niewygodne pytania. Dlaczego ktoś może uważać, że ta firma, w którą chcesz zainwestować, tak naprawdę nie ma przyszłości? Czy ten negatywny, pesymistyczny scenariusz w ogóle ma sens? A jeśli ma sens, to jak bardzo jest jego realizacja prawdopodobna? I nie chodzi o to, żebyś od razu się zgadzał z tymi wszystkimi negatywnymi argumentami. Chodzi o to, żebyś je dobrze i dogłębnie zrozumiał. Weźmy sobie na przykład taką Teslę i Ubera. Wiecie, że bardzo lubię obie te spółki i widzę w nich dość duży potencjał. Na rynku od lat funkcjonuje bardzo popularna i często powtarzona narracja, szczególnie wśród tych najbardziej zagorzałych entuzjastów Tesli, że autonomiczne robotaksówki od Elona Muska za chwilę pożrą cały biznes Ubera i całkowicie wywalął go z rynku. Tyle tylko, że my w zespole DNA nigdy się z tą Tezą za bardzo zerojedynkowo nie zgadzaliśmy. Kiedy kupowaliśmy akcje Ubera do naszych portfeli w samym szczycie w zasadzie rynkowej paniki wokół tej spółki, to robiliśmy to właśnie dlatego, że wierzyliśmy w coś dokładnie odwrotnego, że Tesla i Uber mogą w przyszłości nie tylko współistnieć, ale wręcz, że nie ma tu wcale gry o sumie zerowej. Istnieje nawet ogromny potencjał na symbiozę i współpracę obu firm. Wtedy było to myślenie absolutnie pod prąd rynkowego konsensusu i swoją drogą w dużej mierze dalej takie jest. Ale to właśnie takie kontrariańskie podejście daje realną szansę na osiągnięcie ponadprzeciętnego rynkowego zysku. Tymczasem wielu inwestorów, zwłaszcza początkujących, zatrzymuje się na takiej powierzchownej analizie prostych wskaźników. Cena do zysku, EV bidda, potencjalny upside z ostatniego raportu analitycznego. To nie jest żadna unikalna przewaga konkurencyjna. To jest dosłownie jedna z pierwszych rzeczy, jakie każdy, nawet najmniej doświadczony inwestor wpisuje w Googlea szukając informacji o spółce. Naprawdę nie odkryłeś Ameryki, jeśli znalazłeś spółkę z pozornie niskim c wskaźnikiem cena do zysku i rzekomo wysokim potencjałem z rekomendacji. Prawdziwą różnicę w inwestowaniu robi nie sam suchy wskaźnik, tylko kontekst i twoje zrozumienie tego, co tak naprawdę się za tym kontekstem kryje. To jest ekstremalnie ważne do zrozumienia przy sukcesie inwestycyjnym. No i ostatnia porada, ósma. W takim razie teraz Polska to nie jest cały świat, kochani. Inwestowanie tylko na jednym lokalnym rynku, zwłaszcza na tak relatywnie małym i w tak dużym stopniu uzależnionym od lokalnej koniunktury gospodarczej i politycznej jak polska giełda to nie jest przejaw finansowego patriotyzmu czy lojalności. To jest świadomie albo co gorsza nieświadomie ograniczanie swojego własnego potencjału inwestycyjnego i niepotrzebna nadmierna koncentracja ryzyka. i masa inwestorów polskich wciąż ją popełnia. To zjawisko ma nawet swoją fachową nazwę home bias, czyli mówiąc po polsku skłonność inwestorów do nieproporcjonalnie dużego inwestowania, głównie albo nawet wyłącznie w akcje spółek z własnego krajowego podwórka. I to nie jest, moi drodzy, to samo, co Amerykanin kupujący do swojego portfela tylko amerykańskie spółki. Między nami a Amerykanami jest spora różnica. Największe amerykańskie spółki technologiczne z indeksu S&P 500 generują obecnie ponad połowę swoich łącznych przychodów i zysków poza Stanami Zjednoczonymi. Microsoft, Apple, Nvidia, VISZa, wszystko to są firmy bardziej globalne niż czysto amerykańskie. A tymczasem polskie spółki, no ich zyski i perspektywy wzrostu są w ogromnej większości, niemal w całości uzależnione od bieżącej sytuacji gospodarczej, regulacyjnej właśnie tutaj w Polsce. Nawet te nieliczne polskie firmy, które z sukcesem próbują swoich sił za granicą, najczęściej i tak mają swoją strukturę przychodów mocno skoncentrowaną na naszym lokalnym rynku. A to oznacza, że inwestując jedynie w spółki notowane na GPW, z własnej woli rezygnujesz z ekspozycji na największe, najbardziej dynamiczne i najbardziej innowacyjne trendy, które obecnie kształtują cały świat. Do tego konsolidujesz całe swoje ryzyko gospodarcze, polityczne i walutowe w jednym bardzo małym miejscu. Brak odpowiedniej globalnej ekspozycji w portfelu to w dzisiejszych czasach jest brak realnego kontaktu z tym, co naprawdę napędza światowe rynki i generuje największe i najwyższe stopy zwrotu. No powiedzmy sobie szczerze, na naszej GPW nie kupisz ekspozycji na rewolucję w dziedzinie sztucznej inteligencji w żadnym realnym, znaczącym wydaniu. Na naszym GPW nie kupisz akcji globalnego lidera w dziedzinie chmury obliczeniowej. Nie kupisz akcji wiodącego producenta półprzewodników. Nie kupisz akcji globalnego innowatora o potężnej technologicznej przewadze nad resztą świata. Po prostu tego nie kupisz. I oczywiście nie chodzi mi o to, żeby rezygnować z inwestowania w polskie spółki. One też są często świetne, dobrze zarządzane, warte uwagi. Sam, jak też dobrze wiecie, mam bardzo dużą część swojego portfela ulokowaną na GPW, bo Polska ma wiele naprawdę ciekawych firm, kilka bardzo solidnych i sprawdzonych modeli biznesowych, a do tego wciąż oferuje relatywnie atrakcyjne, fundamentalnie wyceny. Ale traktujcie naszą GPW jako jeden z wielu ciekawych regionów do inwestowania, a nie jako cały inwestycyjny wszechświat. No i jeśli dotrwaliście do końca, to gratulacje, to znaczy, że naprawdę chcecie inwestować lepiej, mądrzej i bardziej świadomie. Pamiętajcie, że rynek nagradza nie tych, którzy wiedzą najwięcej, tylko tych, którzy potrafią myśleć samodzielnie i trochę, którzy nie dają się złapać w same rozstawione przez siebie sidła. A jeśli chcecie więcej takich treści, to zachęcam też do sprawdzenia wersji premium portalu DNA, gdzie można dołączyć do ponad 2200 innych inwestorów. Dostajecie tam codziennie praktycznie różne analizy, przemyślenia o rynkach, gospodarce, o spółkach i też o psychologii inwestycyjnej i ode mnie i całego naszego zespołu. A do tego macie możliwość obserwacji jak ja sam inwestuję własne oszczędności w portfelach o łącznej wartości około 4,2 miliona teraz złotych. To duże pieniądze, tak, to dużo emocji, zwłaszcza w kontekście psychologii również, ale gwarantuję wam, że jeszcze więcej nauki i to w sumie naukę jestem wam w stanie zagwarantować. Więcej na ten temat znajdziecie na stronie premiumdarynków.pl. pl. Link jest oczywiście w opisie tego nagrania. A w tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć. [Muzyka] [Muzyka]

Przewijanie do góry