Nowa zimna wojna? USA i Chiny walczą o Amerykę Łacińską – a Ty możesz na tym zarobić! [Wojna gospodarcza USA-Chiny]

O czym jest ten film?

USA i Chiny rywalizują o wpływy w Ameryce Łacińskiej, co stwarza okazje inwestycyjne. Dowiedz się, jak geopolityka wpływa na rynki finansowe i jak możesz na tym zarobić.

Film analizuje rosnącą rywalizację między USA a Chinami o wpływy gospodarcze i polityczne w Ameryce Łacińskiej. Omawia historię relacji USA z tym regionem, chińskie inwestycje i strategię, a także reakcję Stanów Zjednoczonych. Autor omawia, jak ta rywalizacja wpływa na rynki finansowe i jakie sektory mogą na niej skorzystać.

Kluczowe zagadnienia:

  • Chińskie inwestycje: Film omawia, jak Chiny inwestują w infrastrukturę, energię i inne sektory w Ameryce Łacińskiej, aby zabezpieczyć dostęp do surowców i rozszerzyć swoje wpływy.
  • Reakcja USA: Dowiedz się, jak Stany Zjednoczone reagują na chińską ekspansję w regionie i jakie działania podejmują, aby utrzymać swoją pozycję.
  • Okazje inwestycyjne: Film omawia potencjalne korzyści inwestycyjne wynikające z tej rywalizacji, w tym konkretne spółki i fundusze ETF.

Dodatkowe informacje:

Film zawiera również informacje o historii relacji USA z Ameryką Łacińską, kontekście geopolitycznym oraz analizę potencjalnych zysków i ryzyk związanych z inwestowaniem w tym regionie. Znajdziesz tu także linki do platform inwestycyjnych i dodatkowych materiałów edukacyjnych.

Zobacz pełną transkrypcję filmu

Afryka już została przejęta. Nie czołgami, nie armią, tylko chińskimi pieniędzmi. Porty, kolej, elektrownie, wszystko finansowane jest przez Pekin w zamian za surowce i w zamian za wpływy. Teraz Chiny próbują powtórzyć dokładnie ten sam manewr, ale w Ameryce Łacińskiej, regionie, który przez dekady był podwórkiem do zabaw przez Stany Zjednoczone. I właśnie dlatego zaczyna się cicha wojna. Nie o granice, tylko o rynki, o wpływy i o kontrolę. Chińczycy inwestują miliardy i zalewają tamten kontynent swoimi autami, energią i swoimi kredytami. Stany Zjednoczone też powoli budzą się z letargu i znowu zaczynają walczyć o swoją pozycję. Ameryka Łacińska zamiast być ofiarą ma szansę rozegrać ten konflikt na swoją korzyść. W tym odcinku pokażę wam dlaczego właśnie ten region znowu trafia na pierwsze strony globalnej geopolityki i co z tego może wyniknąć dla inwestorów. No i przede wszystkim jak można na tym zarobić. Zaczynamy. Partnerem odcinka jest Freedom 24, broker będący częścią grupy Freedom Holding notowanej na amerykańskiej giełdzie NZDAQ. Załóż konto i odbierz nawet 20 darmowych akcji ma wartości do 800 $arów każda. Dołącz do ponad 2400 inwestorów w strefie premium DNA. To najlepsze miejsce do inwestycyjnej i finansowej edukacji również dla ciebie. Dziękuję za wszystkie wasze ponad 73000 subskrypcji. Pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać i zostawcie swoją już teraz. [Muzyka] [Aplauz] [Muzyka] Na początku musimy nakreślić sobie trochę kontekstu historycznego, bo relacje między Stanami Zjednoczonymi a Ameryką Łacińską to ponad 200 lat naprawdę burzliwej i pełnej napięć historii. [Muzyka] Zapraszamy państwa na program pod tytułem Historia z cymcykiem. [Muzyka] Żebyście mogli sobie tak na szybko zwizualizować i wyobrazić jak dużo mogło się tam przez ten czas wydarzyć to myślcie sobie o relacjach Polski z Rosją. Tam też mamy do czynienia z mniejszymi, często słabszymi krajami, które przez całe wieki musiały walczyć z sąsiadem silniejszym i dążącym do imperializmu. Brzmi znajomo, prawda? Od samego początku Stany Zjednoczone patrzyły na cały region południowy nie jak na równorzędnego suwerennego partnera, tylko jak na swoje strategiczne, gospodarcze i polityczne zaplecze. Najpierw jako na swoją wyłączną strefę wpływów, a potem jako na bufor bezpieczeństwa i ostatecznie jak na potencjalny ogromny rynek zbytu i niemal niewyczerpane źródło taniego surowca. Wszystko zaczęło się od tak zwanej doktryny Monroe z 1823 roku, w której to Stany Zjednoczone buńczucznie ogłosiły całemu światu, że nie dopuszczą do ponownej kolonizacji żadnego nowopowstałego kraju obu Ameryk przez jakiekolwiek siły europejskie. To był fundament całej amerykańskiej polityki zagranicznej w tym regionie na kolejne 100 lat. Choć początkowo miała to być rzekomo deklaracja o charakterze ochronnym, no to z czasem przerodziła się w bardzo wygodne usprawiedliwienie dla coraz częstszych i coraz bardziej bezpardonowych interwencji Stanów Zjednoczonych w wewnętrzne sprawy suwerennych państw latno-amerykańskich. Na przełomie XIX i XX wieku w epoce szalejącego imperializmu Stany Zjednoczone bardzo śmiało i często sięgały po argument siły militarnej. Liczne inwazje w Nika Haiti, na Kubie czy w Panamie. Wszystko to było oficjalnie usprawiedliwiane koniecznością walki o stabilność i demokrację, a w praktyce służyło po prostu zabezpieczaniu amerykańskich interesów gospodarczych, najczęściej interesów potężnych amerykańskich korporacji, tak jak na przykład owiana złą sławą firma United Fruit Company. Powstało nawet specjalne pogardliwe powiedzenie: "Rpublika bananowa." Tak to stamtąd, które opisywało te państwa, których cała polityka wewnętrzna i gospodarcza była w pełni podporządkowana interesom zagranicznych, potężnych amerykańskich korporacji. Amerykańskie wpływy rozciągnęły się zresztą nie tylko na gospodarkę, ale też na całe życie polityczne tamtego regionu, bo Waszyngton bardzo często jawnie lub potajemnie popierał albo instalował przyjazne sobie autorytarne reżimy, jednocześnie aktywnie tłumiąc wszelkie lokalne ruchy demokratyczne i lewicowe. Po II wojnie światowej te relacje nabrały jeszcze bardziej geopolitycznego i ideologicznego charakteru. W czasach zimnej wojny cała Ameryka Łacińska była postrzegana przez Waszyngton jako potencjalne niezwykle ważne pole bitwy z rozprzestrzeniającym się na świecie komunizmem. Stany Zjednoczone wielokrotnie interweniowały w regionie znowu jawnie albo w cieniu za pośrednictwem CIA tylko po to, żeby za wszelką cenę powstrzymać rozprzestrzenianie się lewicowych idei. Aktywnie wspierały wojskowe zamachy stanu, wysyłały swoich doradców wojskowych, hojnie finansowały antykomunistyczne partyzantki i wspierały prawicowe, często bardzo brutalne reżimy, które w zamian oczywiście oferowały Stanom Zjednoczonym pełną bezwarunkową lojalność w globalnej konfrontacji z ZSRR. prawa człowieka, wolności obywatelskie, realna niezależność tych państw. Wszystko schodziło wtedy na bardzo, bardzo daleki plan, bo liczyła się wyłącznie stabilność po właściwej stronie w rozumieniu amerykańskim żelaznej kurtyny. W latach 90, już po upadku Związku Radzieckiego te relacje na pewien czas zmieniły swój ton. Stany Zjednoczone zaczęły aktywnie promować w regionie demokrację, liberalne reformy rynkowe i otwarcie tamtejszych gospodarek na świat. Głównie przez mechanizmy umów o wolnym handlu i finansowe wsparcie ze strony takich instytucji jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Bank Światowy. Wtedy właśnie powstały takie inicjatywy jak Porozumienie NAFTA, które miało na celu całkowitą eliminację barier handlowych między Stanami Zjednoczonymi, Kanadą i Meksykiem na przykład. Ale znowu to nie trwało za długo, bo po 2001 roku Stany Zjednoczone skupiły się bardziej na Azji i bardziej na Bliskim Wschodzie, trochę stracąc zainteresowanie Ameryką Łacińską. I w tym właśnie momencie, w tej geopolitycznej próżni, pojawiło się miejsce dla nowych graczy i wtedy na szeroką skalę do gry zaczęły wchodzić Chiny. Najpierw powoli, najpierw stopniowo, a potem na pełnej pompie. Stany Zjednoczone zorientowały się dopiero po wielu latach, że w sposób niemal niezauważalny tracą grunt pod nogami w regionie, który przez dekady niemal z przyzwyczajenia trochę uważały za swój prywatny folwark. To wszystko w tym odcinku. Dziś Ameryka Łacińska to już nie jest ta sama w pełni podporządkowana przestrzeń, w której Stany Zjednoczone mogą swobodnie i bez żadnych konsekwencji dyktować swoje warunki. Wiele krajów tego regionu prowadzi obecnie dość sprytną grę na dwa fronty, starając się wyciągać jak najwięcej korzyści zarówno ze strategicznej współpracy z Waszyngtonem, jak i z tych zyskownych relacji z Pekinem. Na przestrzeni ostatnich 15 lat relacje Chin z całym regionem Ameryki Łaccińskiej bardzo mocno się zacieśniły i dobrze widać to nie tylko w twardych danych finansowych, ale też w rosnącej liczbie wzajemnych wizyt dyplomatycznych na najwyższym szczeblu, których to z roku na rok systematycznie przybywa. Jeszcze w 2000 roku rynek chiński odpowiadał za mniej niż 2% całego eksportu Ameryki Łacińskiej. Potem nastąpił gwałtowny wzrost, bo ten wzrost gospodarczy występujący w Chinach i związane z nim dość gigantyczny apetyt na surowce napędziły potężny wieloletni bum surowcowy w całym regionie. W ciągu kolejnych zaledwie 8u lat, ośmiu lat. Ośmiu lat wartość handlu między Chinami, Ameryką Łacińską wzrastała w astronomicznym średniorocznym tempie 31%. Do 2021 roku wartość tej wymiany handlowej przekroczyła już 450 miliardów dolarów. A według najnowszych danych opublikowanych przez chińskie media państwowe w 2024 roku osiągnęła poziom 518 miliardów dolarów. >> Niektórzy najbardziej optymistyczni ekonomiści przewidują, że już do 2035 roku może ona przekroczyć nawet 700 miliardów dolarów. Obecnie Chiny są już drugim zaraz po Stanach Zjednoczonych największym partnerem handlowym dla całego regionu Ameryki Południowej. W efekcie tych wszystkich bardzo dynamicznych zmian, stosunek wymiany handlowej między Chinami a Ameryką Łacińską w relacji do PKB tego regionu praktycznie na przestrzeni ostatniej tylko dekady się podwoił. W latach 2010-2014 eksport Chin do krajów latynoamerykańskich wynosił około 2,2% ich łącznego PKB. W latach 20-2023 było to już 4,1%. W drugą stronę, czyli eksport produktów latyno-amerykańskich do Chin wzrósł w tym samym okresie z 1,6% PKB tego regionu do 3,2. To naprawdę w tak krótkim czasie kolosalne, wręcz gigantyczne zmiany handlowe. Tylko co tak naprawdę jest przedmiotem tej wymiany? Główne produkty eksportowane z Ameryki Łacińskiej do Chin to przede wszystkim soja i inne warzywa, produkty też pochodzenia zwierzęcego, miedź, ropa naftowa i inne bardzo podstawowe surowce, które de facto są Chinom desperacko potrzebne do napędzania gigantycznego przemysłowego rozwoju. Na wykresie, który teraz widzicie, doskonale widać jak na przestrzeni ostatnich 20 lat wzrósł na przykład eksportzylijskiej soi do Chin. A co region latynoamerykański importuje w zamian, czyli z Chin do krajów Ameryki Łacińskiej, towary przemysłowe o znacznie wyższym stopniu zaawansowania technologicznego. I w ten właśnie niezwykle sprytny sposób, ale jakże prosty. Chiny zapewniają sobie ogromny rynek zbytu dla swoich licznych samochodów elektrycznych, produktów z sektora odnawialnych źródeł energii i ogólnie wszystkiego, co jest bardziej zaawansowane. A to dla nich strategiczny krok w długoterminowym rozwoju technologicznym i dążeniu do dominacji w kluczowych przyszłościowych sektorach całej globalnej gospodarki. Chiny jednocześnie zapewniają sobie stałą stabilną podaż podstawowych strategicznych produktów z zagranicy, jak żywność czy surowce, a z drugiej strony stymulują popyt na swoje znacznie bardziej zaawansowane i znacznie bardziej marżowe technologiczne produkty, jak na przykład wspomniane tanie samochody elektryczne. Dzięki takim bardzo przemyślanym ruchom chińska gospodarka systematycznie i konsekwentnie przesuwa się w globalnym łańcuchu wartości w kierunku znacznie bardziej zaawansowanych sektorów gospodarczych, które znacznie szybciej rosną, są też znacznie bardziej dochodowe i znacznie lepiej kontrybuują do długoterminowego wzrostu gospodarczego całego kraju. No a to z kolei pozwala Chinom na systematyczne doganianie rozwiniętego zachodu. Meksyk i Brazylia znajdują się już dzisiaj w ścisłej pierwszej piątce krajów, które są głównymi kierunkami eksportowymi dla chińskich producentów samochodów. A udział w brazylijskim rynku samochodów pochodzących z Chin wzrósł z zaledwie 2,7% w 2022 roku do ponad 7% w roku 2024. Jaką bronią Chiny wojują o te swoje globalne wpływy? Chińskie bezpośrednie inwestycje zagraniczne oraz bardzo hojnie udzielane przez Pekin pożyczki odgrywają kluczową rolę w tym bardzo dużym zacieśnianiu relacji z krajami Ameryki Łacińskiej. W 2024 roku chińskie bezpośrednie inwestycje zagraniczne w regionie osiągnęły łączną wartość około 8,5 miliarda dolarów, co stanowiło już około 6% wszystkich globalnych inwestycji zagranicznych Chin. Jednocześnie dwa potężne chińskie banki państwowe, Bank Rozwoju Chin i Chiński bank Eksportowo-importowy należył obecnie do głównych kredytodawców w całym regionie Ameryki Południowej. Od 2005 roku udzieliły one krajom latynoamerykańskim i tamtejszym lokalnym przedsiębiorstwom pożyczek o łącznej wartości przekraczającej 120 miliardów dolarów pożyczek, które często były zabezpieczone przyszłymi dostawami na przykład ropy naftowej i które to były przeznaczane głównie na realizację wielkich strategicznych projektów energetycznych i projektów infrastrukturalnych, które de facto pobudzają potem popyt na te chińskie produkty. Na przestrzeni ostatnich dwóch dekad widać bardzo wyraźny, niemal wykładniczy trend wzrostowy w zakresie chińskich inwestycji w całym tym regionie. To jest dokładnie tak zwany playbook, który Chiny realizowały skutecznie w całej Afryce. Z drugiej strony chińskie instytucje finansowe też bardzo hojnie wspierają swoimi kredytami poszczególne kraje Ameryki Łacińskiej. A dzięki temu też właśnie chińskie firmy i koncerny mają z góry zapewniony kawałek tortu w realizacji wszystkich wspomnianych ogromnych inwestycji infrastrukturalnych. No to jest dokładnie wypisz w malaluj to co działa się w Afryce. Dzięki takiemu bardzo sprytnemu mechanizmowi pieniądze, które pożyczają Chiny na rozwój regionu w pewnym znacznym stopniu nawet wracają z powrotem w chińskiej ręce. ale jednocześnie oznaczają mocniejsze uzależnienie się regionu właśnie od Chin. Wykres, który z kolei teraz widzicie pokazuje ten systematyczny wzrost udziału chińskich firm w realizacji wielkich infrastrukturalnych kontraktów w całej Ameryce Łacińskiej. W efekcie tych wszystkich bardzo intensywnych działań na rzecz zacieśniania współpracy dla wielu krajów Ameryki Łacińskiej handel z Chinami przekracza już dzisiaj 25% całkowitego międzynarodowego handlu towarami. W Brazylii w 2020 roku było to 25%, w Peru 28, a w Chile 32%. I co więcej, te wszystkie opisane trendy cały czas dynamicznie postępują. W maju 2025 roku podczas ważnego spotkania ministrów w ramach Forum Chin i Wspólnoty Państw Ameryki Łaccińskiej, które odbyło się w Pekinie, Chiny oficjalnie zadeklarowały zamiar dalszego znaczącego zwiększania swojego zaangażowania gospodarczego i politycznego w całym regionie, a także zapowiedziały zniesienie wizy dla obywateli pięciu kluczowych krajów regionu: Brazylii, Argentyny, Chile, Peru i Urugwaju. Pytanie brzmi: Jakie są w tym wszystkim naprawdę cele Chin? Oczywiście między wierszami już to trochę powiedziałem, ale podsumujmy to sobie. Jakie są realne ambicje Chin w tym wypadku? Po pierwsze, zabezpieczenie dostępu do surowców strategicznych. Ameryka Łaccińska to jest dalej globalny magazyn surowców, których Chiny bardzo potrzebują do utrzymania swojego wzrostu gospodarczego. Brazylia i Argentyna dają ogromne ilości soi i kukurydzy. Chile i Peru ogromne ilości miedzi i litu. A Wenezuela i Ekwador ogromne ilości ropy naftowej. LD, miedź, ropa, żelazo, wszystkie produkty rolne. To wszystko trafia do Chin. W zamian za gotówkę, inwestycje, infrastrukturę. Dla Pekinu to jest forma strategicznego zabezpieczania łańcuchów dostaw, zwłaszcza w kontekście dość kiepskich relacji z Europą i Stanami Zjednoczonymi. No dla przykładu 40% globalnego wydobycia miedzi pochodzi właśnie z Ameryki Południowej. Ale to przecież nie jedyny powód, bo chodzi też o rozszerzanie wpływów politycznych i dyplomatycznych. Chiny konsekwentnie budują sieć politycznych relacji z krajem regionu oferując alternatywę. alternatywę wobec wpływów Stanów Zjednoczonych i Europy. Zacieśnianie więzi i zdobywanie sojuszników pozwala im kształtować globalną geopolitykę zgodnie z własnymi interesami. I co istotne, jako państwo niedemokratyczne, Chiny nie muszą za bardzo liczyć się z opinią publiczną, a nie ukrywać swoich intencji pod przykrywką jakiegoś szerzenia konkretnej ideologii. Dzięki temu ich pomoc, pożyczki i inwestycje nie są uzależnione od przestrzegania standardów demokracji czy ochrony praw człowieka, co też często przemawia do lokalnych rządów, które nie czują się w ten sposób do niczego przymuszane, od po prostu kasa, a nie kasa w zamian za wprowadzanie jakiejś ideologii. No i chodzi też o eksport chińskich nadwyżek przemysłowych i technologii, bo Chiny zmagają się z nadprodukcją, nad produkcją w takich sektorach, zwłaszcza jak stal, cement, fotowoltaika czy samochody elektryczne. Ameryka Łacińska jest bardzo chłonnym rynkiem, gdzie chińskie firmy mogą lokować swoje towary, lokować technologie i lokować wykonawców. No i chodzi też o trochę inną miękką siłę, kulturę, edukację i szkolenia, bo oprócz twardej gospodarki Chiny inwestują też w tak zwane soft power. Oferują stypendia dla studentów, szkolą urzędników, szkolą oficerów wojskowych. A to wszystko tworzy przyszłe prochińskie elity i trochę oswaja społeczeństwo z obecnością Chin jako jednego z najważniejszych partnerów rozwojowych. Chiny nie wchodzą do Ameryki Łacińskiej wyłącznie z interesem handlowym. One konsekwentnie realizują powoli, ale bardzo wielowymiarową strategię globalnego wzrostu i znaczenia. Dokładnie tak samo jak robiły to w Afryce. Region daje dostęp do surowców. Region daje dostęp do głosów w ONZE. daje dostęp do infrastruktury strategicznej, daje dostęp do nowych rynków zbytu. A wszystko to odbywa się kosztem wpływów Stanów Zjednoczonych i w zgodzie z długofalową ambicją Pekinu, żeby zostać najważniejszą potęgą gospodarczą XX wieku. Oczywiście daleko im do tego, tym bardziej, że Stany Zjednoczone, kiedy już się obudziły, nie oddadzą Ameryki Południowej bez walki, bo Stany Zjednoczone od czasu, jak się przebudziły, zaczęły bardzo intensyfikować walkę o dominację w regionie. Sekretarz skarbu Scott Besent odwiedził w tym roku Buenos Aires i ta wizyta była dość symboliczna, ale też bardzo ciekawa nie tylko jako element gospodarczej strategii Stanów Zjednoczonych, ale jako kluczowy ruch geopolityczny w regionie, który będzie zmuszony w końcu dokonać jakiegoś wyboru między Chinami a Stanami Zjednoczonymi. Przynajmniej jedni i drudzy będą chcieli takiego dokonania takiego wyboru. Administracja Trumpa przestaje traktować Amerykę Łacińską jako trochę zapomnianego załącznika i ponownie na nią stawia. Besent mówi wprost: "Nie chcemy, żeby w Ameryce Łacińskiej powtórzył się scenariusz afrykański, gdzie Pekin maskując pomoc jako inwestycję przejmował prawa do zasobów naturalnych w zamian za ukryte zadłużenie. To słowa, które wprost padły. Takie umowy, dalsza część cytatu, takie umowy gwarantują, że przyszłe pokolenia będą biedniejsze i bez zasobów." Ostrzegał w wywiadzie dla Bloomberg TV. No to brzmiało trochę i jak ostrzeżenie i jak wezwanie Ameryki Południowej do wyboru. Besen w swojej wypowiedzi nawiązuje do kontrowersyjnych praktyk finansowych, które Chiny przez lata stosowały właśnie w Afryce. No i które jego zdaniem mogą zostać przeniesione do Ameryki Łacskiej. No nie tylko jego zdaniem to widać. A chodzi dokładnie o tak zwane ukryte zadłużenie, czyli mechanizm, w którym państwa formalnie nie wykazują długu wobec Chin w swoich statystykach, mimo że realnie zaciągają zobowiązania, często na bardzo niekorzystnych warunkach. W zamian za coś, niekoniecznie pieniądze. W praktyce wygląda to tak, że Chiny oferują krajom rozwijającym się budowę strategicznych projektów infrastrukturalnych, dróg, portów, elektrowni czy kopalni, które prezentowane są jako inwestycje zagraniczne lub forma pomocy rozwojowej, ale w rzeczywistości są one finansowane przez chińskie banki rządowe w formie pożyczek, które trzeba spłacić. No i znowu nie zawsze w gotówce. Często spłata następuje w formie dostaw surowców w przyszłości, przekazania części wpływów z infrastruktury w przyszłości albo oddania udziału w kluczowych projektach. Problem polega na tym, że wiele z tych umów nie trafia do publicznych rejestrów. Dwóch bywa ukrywany przez powierzenie go państwowym spółkom albo konstrukcje prawne, które formalnie nie są uznawane za klasyczny kredyt. Przez to rzeczywisty poziom zadłużenia bywa zaniżony, a społeczeństwo nie bardzo ma świadomości skali uzależnienia finansowego kraju od Pekinu. I gdy kraj nie jest w stanie takiego długu spłacić, no to Chiny puf, przejmują nad nim realną kontrolę. Nad infrastrukturą, nad portami, nad zasobami naturalnymi tak się już działo w Angolii czy Zambii, które w zamian za pożyczki oddają Chinom ropy i wpływy z kolei oraz elektrowni. Cel USA jest prosty. Odbudować wpływy w regionie i wyprzeć Chiny z kluczowych sektorów jak infrastruktura, surowce czy finanse. I w odróżnieniu do przeszłości Stany Zjednoczone proponują już nie tylko przemówienia, ale konkretne rozwiązania. To jest duża zmiana w podejściu do Ameryki Południowej. Proponują negocjacje handlowe, proponują znoszenie barier celnych, proponują zachęty podatkowe, proponują wsparcie dla reform. Ale to wszystko dalej dzieje się w świecie, gdy Chiny nie odpuszczają. Chiny inwestują w metro w Bogocie, porty w Peru, umacniają się handlowo z Brazylią, a nawet w czasie pandemii to one wysyłały pomoc medyczną. Shjing Ping przyjeżdża na szczyty w Ameryce Południowej głosząc hasła globalizacji i rozwoju i odpowiada tym samym na presję Stanów Zjednoczonych, ale też marchewką, a nie kijem. Więc jeśli Stany Zjednoczone chcą konkurować skuteczniej, to muszą zaoferować coś więcej niż słowny, ostrzeżenia i geopolityczny kijek. Jeśli to będzie mieć miejsce, no to region będzie rozchwytywany z obu stron. A to też może mieć ciekawe konsekwencje i wspierać tamten rozwój i tamten wzrost. Powoli widać, że takie marchewki ze strony Stanów Zjednoczonych też się pojawiają, bo dobrym przykładem było łagodne podejście do regionu podczas dnia Wyzwolenia, kiedy Donald Trump ogłaszał nowe cła. I choć obecnie niewiele z tamtych ceł pozostało, to sam sposób potraktowania Ameryki Łacińskiej pokazuje pewien rodzaj ostrożności ze strony Stanów Zjednoczonych. Argentyna, Meksyk, Brazylia, wszystko dostało symboliczne postraszenie minimalnymi cłami na poziomie 10%. Ameryka Łacińska ewidentnie uczy się rozgrywać to na własną korzyść. Już teraz też widać pozytywne tego efekty, bo aktywa z regionu wyraźnie zyskują. Od początku roku indeksem SCI Emerging Markets Latin America wzrósł ponad 23%, podczas DS&P 500 zaledwie o 1%. Skąd taki wynik? Ameryka Łacńska może znacząco skorzystać na tym geopolitycznym przeciąganiu linii między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, o ile tylko dobrze wykorzysta swoją pozycję. Ta rywalizacja dwóch mocarstw sprawia, że oba będą bardziej skłonne oferować korzystne warunki, dostęp do taniego finansowania czy wsparcie inwestycyjne. I chociaż chińskie inwestycje często mają na celu zdobycie kontroli nad jakąś strategiczną infrastrukturą, to też nie zmienia faktu, że sama modernizacja niezależnie od intencji sprzyja rozwojowi gospodarczemu. Nie ma znaczenia na jakiej bazie i fundamencie powstały koleje, porty czy elektrownie. Wszystko i tak przyspiesza wzrost gospodarczy. A dodatkowo, jeśli Stany Zjednoczone będą chciały utrzymać swoje wpływy, to też będą zmuszone do dalszego łagodzenia polityk handlowej wobec Ameryki Łacińskiej. Przez lata ten region był silnie uzależniony od USA, zarówno gospodarczo, jak i jak i politycznie. Pojawienie się Chin jako alternatywnego partnera otwiera bardzo nowe możliwości. Możliwości dywersyfikacji polityki zagranicznej i unikania uzależnienia od jednego mocarstwa. I niezależnie od tego, kto wygra tę wojnę, t geopolityczną rozgrywkę, Chiny czy Stany Zjednoczone, to Ameryka Łacińska już jest największym beneficjentem tej rywalizacji, bo to trochę jak w klasycznym filmie. Dwóch facetów bije się o dziewczynę. Ona dostaje kwiaty, prezenty i pełną uwagę od obu z nich. I dzięki tej rywalizacji region przyciąga już coraz więcej kapitału, inwestycji infrastrukturalnych i coraz więcej technologii. Wszystko napędza tam rozwój. Do tego tanie finansowanie z Chin, nowe umowy handlowe ze Stanami Zjednoczonymi, wszystko tworzy unikalne środowisko, w którym Latin America po dekadach zależności i zapomnienia może wreszcie rozwinąć skrzydła. No i jeśli interesuje was jak można na tym wszystkim coś ugrać dla siebie, to na oku można mieć kilka spółek i kilka funduszy ETF. Jeśli chodzi o konkretne spółki, to kilka bardzo ciekawych propozycji znajdziecie w materiale Geostoks z Argentyny, gdzie opisywałem między innymi niezależnego operatora McDonald'sa, który działa na terenie ameryki łacińskiej, dynamicznie rozwijający się biznes e-commerce i fintech w jednym czy argentyńskiego giganta naftowego, który ma plan na ekspansję zagraniczną. To wszystko są bardzo ciekawe spółki. Część z tych spółek jest też w publicznym portfelu agresywnym Freon 24, który dla was publikujemy i który zawsze możecie podejrzeć w linku w opisie. Jeśli chcecie poznać te firmy bliżej, no to już odsyłam was do materiału z geostokami. A jeśli ktoś woli bardziej pasywne podejście do inwestowania, to można też alternatywnie zainteresować się funduszami ETF, na przykład Isheres, MSCI Emerging Markets Latin America, który kosztuje zaledwie 0,2% rocznie, a jego największą spółką w portfelu jest brazylijski New Holdings i to w ogóle brazylijskie spółki dominują w tym funduszu z udziałem na poziomie 58%. Na drugim miejscu jest Meksyk. Alternatywnie można też wybrać Amundi MSCI Emerging Markets Latin America. też kosztuje tyle samo, 0,2% rocznie. W ogóle oba te fundusze zachowują się bardzo podobnie, więc w sumie no to nie ma aż tak dużego znaczenia i różnicy, który sobie wybierzecie. A znajdzie się nawet coś dla fanów ESG, konkretnie Xt Trackers, MSCI, Emerging Markets, Latin America, ESG Swap. No i to jest z kolei fundusz, który uwzględnia tylko spółki o niskim śladowym poziomie emisji CO2 i wysokich ocenach ESG oraz eliminuje firmy działające w sektorach o wysokim ryzyku środowiskowym takim jak węgiel, tytoń czy broń. Za takie przyjemności, przyjemności w cudzysłowie, niestety trzeba zapłacić dwa razy więcej, bo fundusz kosztuje 0,4% w skali roku i o ile od początku roku dał lepszą stopę zwrotu względem poprzednich ETFów, to w dłuższym horyzoncie takim jak 5 lat zachowywał się dużo, dużo gorzej. Ja bym się jednak skupił, jeśli chodzi o ETFY na tych pierwszych. Wszystkie akcje z tego regionu i wszystkie też ETFy, które wspomniałem, znajdziecie dostępne u partnera tego odcinka Freedom 24. Dodatkowo założenie tam konta możecie odebrać kilka akcji bezpłatnie. To jest promocja, która trwa do końca sierpnia 2025 roku i naprawdę warto z niej skorzystać. Freedom 24 to część notowanej na amerykańskiej giełdzie NZDA grupy Freedom Holding i jeśli założyć tam konto właśnie do końca sierpnia, to możecie odbierać od jednej do nawet 20 darmowych akcji. Każda może być warta nawet 800 $ar. A żeby to odebrać to nie ma nic prostszego. Wystarczy otworzyć rachunek, wpłacić odpowiedni depozyt, podać kod promocyjny i już można sobie odbierać akcje. Nic prostszego. A odebrane tak, akcje możecie sobie albo zachować, albo od razu sprzedać i wypłacić gotówkę. albo za tą gotówkę kupić jakieś inne akcje. Jeśli szukacie inspiracji, jakie inne, to sporo takich znajdziecie wprowadzonym przeze mnie dla was specjalnym portfelu publicznym Freedom 24, który to regularnie bije od długiego czasu szeroki rynek i są tam również spółki, a jakże z regionu Ameryki Łacińskiej. Znajdziecie go zawsze do podejrzenia na portalu Myfund, który link jest w opisie, a aktualizowany jest zawsze w niedzielnych wydaniach odcinków Fin Week. Jeśli z kolei chcecie też sami lepiej wyłapywać ciekawsze spółki i mieć coraz bardziej bieżący i aktualny pogląd na rynek i gospodarkę, to zachęcam też do sprawdzenia wersji premium portalu DNA, gdzie jest z nami ponad 2400 innych inwestorów, którzy to codziennie dostają różne analizy, przemyślenia o rynkach, o gospodarce, o spółkach i ode mnie i całego naszego zespołu DNA, a także mają możliwość obserwowania jak sam inwestuje własne oszczędności w portfelach o łącznej wartości prawie 4,5 miliona zł. To duże pieniądze, które dają dużo emocji, ale gwarantuję, że dają przede wszystkim masę nauki i t naukę jestem wam w stanie obiecać. Więcej na ten temat znajcie na stronie premiumdnarynków.pl. Link jest oczywiście w opisie tego nagrania. A w tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć. [Muzyka] [Muzyka]

Przewijanie do góry