Czego dowiesz się z filmu?
Chcesz zacząć inwestować, ale nie wiesz od czego zacząć? Ten film Michała Szafrańskiego „Od czego zacząć inwestowanie?” przeprowadzi Cię przez absolutne podstawy inwestowania.
- Dlaczego warto inwestować i jakie są najczęstsze obawy początkujących.
- Jak uporządkować finanse osobiste i przygotować się do inwestowania.
- Czym jest poduszka finansowa, jak ją obliczyć i gdzie trzymać.
- Czy spłacać kredyt hipoteczny czy inwestować?
- Jak inwestować pasywnie i jakie są długoterminowe oczekiwania.
- Omówienie inwestowania w obligacje skarbowe indeksowane inflacją.
- Wstęp do ETF-ów jako narzędzia do pasywnego inwestowania.
Dla kogo jest ten film?
Ten film jest idealny dla osób, które stawiają pierwsze kroki w świecie inwestowania. Michał Szafrański w przystępny sposób tłumaczy podstawowe pojęcia i strategie, rozwiewając najczęstsze wątpliwości.
Kluczowe wnioski
Film podkreśla wagę odpowiedniego przygotowania finansowego przed rozpoczęciem inwestowania. Dowiesz się, jak ważna jest poduszka finansowa, jak zarządzać długami oraz jak realistycznie oceniać potencjalne zyski. Świetnym uzupełnieniem dla osób zaczynających z mniejszym kapitałem będzie również praktyczny przewodnik po inwestowaniu małych kwot.
Nie czekaj, zacznij swoją przygodę z inwestowaniem już dziś! Obejrzyj film i zdobądź niezbędną wiedzę, która pozwoli Ci mądrze i bezpiecznie pomnażać swój kapitał.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Dzień dobry, dzień dobry, dzień dobry.
Witam wszystkich. Widzę, że komentujecie już,
tak że jest dobrze chyba. Dajcie znać tylko, czy widać,
czy słychać, czy wszystko leci. Wydaje mi się, że tak,
więc bez zbędnej zwłoki przechodzę
do prezentacji dzisiejszej. Zaczynamy "Wieczory
Pasywnego Inwestora". Taki cykl live'ów,
które zaplanowaliśmy sobie z Jackiem Lempartem,
Arturem Wiśniewskim. Co tydzień przez cztery
tygodnie w zasadzie powiemy wam trochę
o pasywnym inwestowaniu, więc zrobię teraz tak, żeby ta prezentacja
była widoczna na cały ekran, a ja tuż obok niej
zastąpię swoje zdjęcie. Siema. Piszecie, że jest dobrze. Widać, słychać, wszystko leci.
To lecimy w takim razie. Po pierwsze muszę dokonać
pewnego zastrzeżenia, tak jak zwykle zresztą. Ja nie jestem doradcą inwestycyjnym,
więc nie należy mnie w ogóle słuchać. Ten materiał w żadnym stopniu
nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej w rozumieniu obowiązujących
przepisów prawa. Oczywiście cała treść tej prezentacji
ma w zasadzie charakter edukacyjny i też chciałbym, żebyście po prostu
filtrowali to, co mówię, bo to wszystko,
co dzisiaj będzie pokazywane, jest oczywiście z mojej perspektywy, przez pryzmat moich doświadczeń,
przez pryzmat też wiedzy, którą przez lata pozyskiwałem,
filtrowałem sam i staram się po prostu ją
w maksymalnie rzeczowy sposób przekazać, ale wszystkie decyzje inwestycyjne
podejmujecie na własną odpowiedzialność. Każdy z nas indywidualnie
odpowiada za to, jak buduje swój portfel inwestycyjny i jakie klasy aktywów
do niego dobiera, ale nie będę używał trudnych słów,
tak sobie obiecałem, więc na razie powiedzmy
portfel inwestycyjny po prostu. I ten cykl naszych live'ów
będzie wyglądał w ten sposób, że zaczynamy od spotkania,
które jest, powiedziałbym, dla kompletnie zielonych osób. Dla takich osób,
które chciałyby inwestować, ale trochę się boją,
nie wiedza, od czego zacząć, nie wiedzą,
jaki mieć zestaw oczekiwań dotyczących na przykład stóp
zwrotu z tego inwestowania, co to jest normalna
stopa zwrotu, co nie. Dzisiaj postaram się wasze trochę
obawy z jednej strony rozwiać, trochę wam poopowiadać o tym, ale z trzeciej strony też powiedzieć,
co musicie zrobić, zanim zaczniecie inwestować. Znowu, z mojej perspektywy,
jak mówię słowo "musicie" to nie znaczy, że musicie. To wy decydujecie, co robicie.
Więc najpierw będzie część merytoryczna. Tych slajdów trochę jest,
a później odpowiem na wasze pytania. W tle jest Jacek Lempart, który mi tam najważniejsze
pytania ogwiazdkowuje, więc myślę,
że to dosyć sprawnie nam pójdzie. Moja prośba serdeczna, zostawmy te...
znaczy zadawajcie pytania w trakcie, ale zostawmy odpowiedzi na koniec,
bo będzie po prostu tak najsprawniej, bo pewnie na wiele z tych pytań
odpowiem w trakcie prezentacji również. I tym osobom,
które są już nieco zaawansowane albo inaczej, już mają te podstawy,
nie czują się tak do końca zielone, to przede wszystkim polecam
sięgnąć do takiej prezentacji, którą wspólnie robiliśmy rok temu,
w kwietniu zeszłego roku. Nazywało się to "Trzy pasywne portfele
inwestycyjne pokonujące inflację". Tu macie link do tego
wystąpienia na YouTubie. Ono jest nadal dostępne,
nadal otwarte. Polecam obejrzeć i się zapoznać, bo dzisiaj nie będę wprost mówił
o portfelach inwestycyjnych. O tym będzie opowiadał Artur
w trakcie kolejnego spotkania. Tutaj będą naprawdę totalne podstawy.
To zaczynamy od tych podstaw. Dlaczego w ogóle
chcemy inwestować? Po co nam to,
do czego nam to potrzebne? Taki najważniejszy, myślę, powód,
zwłaszcza w obecnych czasach, widoczny, to jest to,
że chcemy chronić ten kapitał, który udało nam się
zgromadzić przed inflacją. Widzimy, co się dzieje z cenami, widzimy, jak to się odbija
na sile nabywczej naszych pieniędzy, ale tak naprawdę bez względu na to,
czy inflacja jest wysoka, czy niska, to ten proces postępuje
i ten procent składany także działa na naszą niekorzyść. I powiedzmy 100 złotych
sprzed 20 lat, ono jest warte naprawdę dużo,
dużo mniej w chwili obecnej. Kolejny aspekt to jest to,
że chcemy przyspieszyć tempo budowy naszego kapitału,
naszego majątku. Jeżeli inwestowanie
ma służyć ochronie tego majątku, to że tak powiem, pełni funkcję
takiej tarczy z jednej strony, z drugiej strony
ma generować takie stopy zwrotu, które jednak inflację przebijają. I teraz dlaczego tak się dzieje? Bo chcemy, żeby stopniowo,
w miarę tego, jak się, że tak powiem, ten majątek swój budujemy,
żeby ten kapitał dla nas pracował. Być może kiedyś w przyszłości zastąpił
nasze przychody z pracy etatowej. Taki jest idealny scenariusz. I to poczucie bezpieczeństwa
finansowego, to jest, myślę, coś takiego, co bardzo wielu
czytelników mojego bloga, słuchaczy podcastu,
bardzo często podkreśla. Mądre inwestowanie, bym powiedział,
jest konieczne do tego, aby sukcesywnie ten nasz kapitał
ludzki, który my mamy, zastępować. Ten screen w ogóle pochodzi, ten wykres pochodzi
z książki "Just Keep Buying". Ta książka będzie wydana po polsku,
książka Nicka Maggiulli. Książka po polsku będzie miała
tytuł "Po prostu kupuj". Przed wakacjami powinna się ukazać. Trochę wam screenów będę
również z tej książki pokazywał, bo się podpieram
wiedzą z różnych miejsc. Czyli krótko mówiąc,
chcemy doprowadzić do sytuacji, w której nasze
inwestycje jak najszybciej generują dla nas takie dochody, które pozwalają nam
pokrywać koszty życia, bo dzięki temu możemy
w pewnym momencie zakończyć pracę zarobkową. To nie znaczy zakończyć pracę w ogóle,
czy przejść na emeryturę, tylko nie musieć się martwić o to, czy w naszej pracy
zarabiamy odpowiednio dużo, żeby mieć za co żyć i żeby nam
wystarczyło do końca życia. To jest taki idealny, idealistyczny
scenariusz, bym powiedział. Dlaczego zatem nie inwestujemy? To są powody, które wy wymieniacie
często-gęsto w rożnych miejscach, w różnych dyskusjach,
w rożnych ankietach. Wydaje nam się,
że mamy zbyt małe oszczędności. To jest często-gęsto podawany powód. Skupiamy się na zarabianiu, czyli mówimy: "Okej, moja energia
idzie na zarabianie. Nie będę się teraz zastanawiał,
jak inwestować. Nie potrafię tego robić.
Wolę zarabiać". Zarabianie generuje mi
wyższą stopę zwrotu, co jest do pewnego momentu
słusznym podejściem jak najbardziej. Boimy się stracić pieniądze. Brakuje nam wiedzy, brakuje nam czasu,
by nauczyć się inwestowania. Nie wiemy od czego zacząć. To jest taki powód i uważamy po prostu,
że jest to trudne, też nie wierzymy w to,
że możemy osiągnąć sukces inwestowania, jakkolwiek byśmy go definiowali i też taki powód, który często,
gęsto się pojawia, boimy się, że zostaniemy naciągnięci,
czy to przez instytucje finansowe, które oferują nam różne
produkty inwestycyjne, niedostosowane do naszego
profilu ryzyka, tak ładnie powiem, czy w drugą stronę,
przez różnych szarlatanów, którzy próbują nam
sprzedać różne inwestycje czy zaproponować różne inwestycje, które będą dla nas magiczne
stopy zwrotu generować. Dla jasności, to, co ja pokazuję, to jakby żadne magiczne rozwiązania. To są proste rozwiązania,
wszystko możecie sobie poweryfikować i też tu żadnych gruszek
na wierzbie obiecywać nie będę. Po prostu pokażę wam,
jak to wyglądało na przestrzeni dziejów i zastanowimy się wspólnie, na ile możemy z tego wyciągać
wnioski na przyszłość bądź nie. Od czego zacząć inwestowanie? Proste,
od odpowiedniego przygotowania. Czyli ja bym to definiował
w ten sposób, że to jest przede wszystkim
uporządkowanie finansów osobistych, później zrozumienie
takich podstawowych prawd czy faktów dotyczących
inwestowania jako takiego w tej formie,
która jest dla nas interesująca. Po to właśnie,
żeby określić realistyczne oczekiwania, żeby nie dawać sobie wciskać kitu,
że, nie wiem, da się zarabiać 30% miesięcznie
albo rocznie nawet. I tutaj niektórzy
się mogą podrapać po głowie, zastanowić się, czy ten Szafrański
mówi sensownie czy nie. Zaraz zobaczymy. Też kluczowym aspektem Też kluczowym aspektem jest
właściwe przygotowanie emocjonalne. Znowu, im więcej wiedzy
wchłaniamy na temat inwestowania i poznajemy tych podstawowych faktów,
tym łatwiej nam się zmierzyć z taką rzeczywistością,
która kiedyś wystąpiła, ale to mówi się,
że historia jest dobrym nauczycielem, tylko trzeba chcieć ją poznawać. I w końcu opracowanie
własnego planu inwestowania, czyli sporo jest do zrobienia, zanim
w ogóle do inwestowania dojdziemy. I o tym dzisiaj będę mówił. Ten ostatni punkt to będzie punkt, który będzie omawiany
w kolejnych live'ach, a te pierwsze trzy punkty
spróbujemy dzisiaj zaadresować. Kiedy można bezpiecznie
zacząć inwestowanie? Ja w książce "Finansowy Ninja"
pokazywałem, że w zasadzie wyróżniam takie
trzy fazy ewolucji finansowej. Tam etapów jest więcej,
ale pierwsza faza to jest po prostu porządkowanie finansów osobistych, druga generowanie nadwyżek
finansowych naszą pracą, tym, że zarabiamy i w końcu
część z tych nadwyżek finansowych oczywiście jest
konsumowana na nasze życie, w sensie na to,
żeby podwyższać jakość swojego życia, ale część może być
mądrze zainwestowana. Ja pokazywałem
w książce taki schemat, który nazwałem
finansowym rozkładem jazdy. Skupię się na razie
na trzech elementach, że gdy wchodzimy na rynek pracy,
nazwijmy to, nieważne kiedy, gdy wchodzimy na rynek pracy,
zaczynamy zarabiać. Kiedy zaczynamy żyć samodzielnie,
przekonujemy się często, że te zarobki tak nie do końca
pokrywają nasze koszty, więc można powiedzieć, te zarobki
często-gęsto na początku są niższe. Czyli tak naprawdę
my musimy w większym stopniu oszczędzać, zaciskać pasa, a dopiero w miarę
wzrostu naszych zarobków jesteśmy w stanie trochę
z tego oszczędzania zrezygnować bądź całkowicie,
jeżeli nasze zarobki na to pozwalają i sukcesywnie generujemy nadwyżki, które dopiero po jakimś czasie
mogą być inwestowane. Dlaczego dopiero po jakimś czasie,
o tym będziemy też mówili. czyli tych etapów
trochę po drodze jest. Jeżeli ktoś ma długi,
jest to spłata długów. Jeżeli ktoś nie ma
poduszki finansowej, to jest budowa poduszki finansowej. I dopiero jak mamy
te nasze tyły zabezpieczone, to dopiero wtedy rozpoczynamy
inwestowanie na poważnie, co oczywiście znowu,
patrzcie na to krytycznie. W tym sensie,
że można oczywiście miksować, można rozpocząć trochę wcześniej, tylko trzeba mieć świadomość ryzyka,
które się podejmuje. I o tym ryzyku też
dzisiaj będę mówił. Zacznijmy od tego
uporządkowania finansów osobistych. Jakbym miał to szczegółowo
rozpisać na taki scenariusz, to mamy po pierwsze jakieś
wdrożenie zdrowych zasad typu budżetowanie,
spisywanie wydatków, ogólnie kontrola nad kosztami, żeby nasze koszty
nie przewyższały naszych przychodów. Osoby, którym się to nie udaje,
one szybko wpadają w pętlę... Znaczy w pętlę... zadłużają się, czego wynikiem może być wpadnięcie
w pętlę zadłużenia po prostu, więc może się okazać,
że nie mając żadnych oszczędności, zmuszeni jesteśmy
tak naprawdę pracować na to, żeby te nasze długi razem
z odsetkami spłacać po prostu, więc wyjście z długów to jest
taki kolejny, pierwszy, nazwijmy to, czy tam trzeci
etap na tym moim schemacie i dopiero później sukcesywnie, jak już jesteśmy nad zerem,
budowa poduszki finansowej, gromadzenie nadwyżek,
być może spłata kredytu hipotecznego. Oznaczyłem gwiazdką,
bo też będę mówił, kiedy to ma sens,
a kiedy do końca nie ma i inwestowanie,
czyli sporo tego jest wcześniej. O tych dwóch pierwszych
punktach w ogóle nie będę mówił. Były doskonale opisane
w książce "Finansowy Ninja". Jak ktoś nie czytał, polecam. Chcę się skupić na chwilę
nad aspektem spłaty długów. Znaczy nad tematem spłaty długów. Tam są w zasadzie takie
dwa kluczowe aspekty, które z mojego punktu
widzenia są istotne. To są też aspekty,
które podkreślają osoby, które przechodziły
przez kurs "Pokonaj swoje długi". Całkowicie bezpłatny kurs. Możecie z niego skorzystać w internecie,
jeżeli ktoś długi posiada. Nawet jak nie posiada,
to czasami warto, żeby uporządkować
swoje finanse osobiste. W każdym razie aspekt emocjonalny
to jest pierwszy z tych aspektów, że osoby, które wychodzą z długów, mówią, że ten moment,
w którym osiągają zero, to jest coś, co daje im niesamowite
poczucie bezpieczeństwa. Jak posiadamy długi, to wiadomo, że życie nie do końca jest tak fajne,
jak mogłoby być. I druga rzecz, która jest, takie osoby, które świadomie
podjęły wysiłek wyjścia z długów, często podkreślają, że samo to,
że one widzą postęp, jeszcze nie muszą
całkowicie wyjść z długów, ale samo to, że widzą postęp, daje im niesamowite
poczucie sprawczości. Że jednak te ich działania są
skuteczne, że one są skuteczne, że nie są w cudzysłowie
"przegrywami finansowymi", tylko potrafią sukcesywnie
poprawiać swoją sytuację. Dlaczego to tak podkreślam? Dlatego,
że ten aspekt emocjonalny, on jest równie ważny
przy inwestowaniu. Często-gęsto
rozpoczynając inwestowanie poruszamy się trochę po omacku,
później mamy taki okres euforii, a później zaczynamy się orientować,
jak tam rynki pikują, a nam się wydawało,
że nasz portfel powinien puchnąć, a on topnieje,
to nam się zaczyna wydawać, że my w zasadzie tracimy poczucie
kontroli, nie rozumiemy i tak dalej. Więc jakby to poczucie
własnej sprawczości, poczucie zrozumienia tego,
co robimy, ono jest naprawdę kluczowe po to, żeby przetrwać
najtrudniejsze momenty na rynku. Będę do tego jeszcze nawiązywał. Oczywiście jest aspekt
finansowy spłaty długów. To, że jak ktoś ma długi, to wiadomo,
ponosi też koszty odsetek. Często jakby sam koszt
odsetek jest większy niż koszt spłaty kapitału,
który się pożyczyło. Przy takich drogich pożyczkach
to jest wielokrotnie nawet większy, więc jest to olbrzymie obciążenie
dla budżetów domowych. Generalnie po spłacie
długów nagle się okazuje: "Hej, tak naprawdę
nie przypuszczałem, że będę miał aż tyle tych
nadwyżek finansowych". I rzeczywiście coś z tymi
nadwyżkami można zrobić. Żebyście mieli dobry
punkt odniesienia, bo będę też porównywał,
czy na przykład opłaca się spłacać długi, czy może zainwestować pieniądze,
które mamy po to, żeby nam wygenerowały
wyższą stopę zwrotu, bo niektóre osoby też
się nad tym zastanawiają, to dam taki punkt odniesienia. Ja pokazałem tutaj slajd,
na którym mamy wartość najpopularniejszego
indeksu giełdowego. To jest indeks S&P500. Indeks tak zwany Total Return,
stąd te literki TR, czyli z uwzględnieniem dywidend
wypłacanych przez spółki. I te dywidendy są
ponownie reinwestowane, w związku z tym jakby to jest
z uwzględnieniem również dywidend. I teraz co to jest indeks S&P500? To jest indeks
500 największych spółek, w zasadzie można powiedzieć,
czasami 500, czasami 505, tam kilku, ale generalnie 500 największych
spółek amerykańskich. 500 największych
spółek amerykańskich. To nie są spółki działające
tylko w Stanach Zjednoczonych. To są również spółki
działające w skali całego świata. Takie firmy, które wszyscy znamy. Apple, Amazon, Google, Pepsi,
które przed chwilą piłem. 500 po prostu największych
przedsiębiorstw. I jeżeli spojrzymy
na taką 30-letnią, 32-letnią dokładnie historię
tego indeksu, dlaczego 32-letnią? Bo 30 lat to jest taki
horyzont inwestycyjny, którego każdy z nas doświadczy,
czy tego chce, czy nie. Znaczy nawet jak nie inwestujemy,
to tyle czasu moglibyśmy inwestować. Więc w takim 32-letnim
horyzoncie czasowym od 1990 roku do końca 2021 roku,
akurat tu mam slajd niezaktualizowany, średnioroczna stopa
zwrotu z tego indeksu, bardzo dobra stopa
zwrotu z tego indeksu, bo to były naprawdę bardzo
dobre lata dla tego indeksu, wyniosła 10,62%. Jeżeli uwzględnimy inflację,
to spada nam ten zwrot, stopa zwrotu powyżej
inflacji wynosi poniżej 8%. 7,91%. Tylko, że jest pewien niuans,
w trakcie całego tego inwestowania. Gdyby nasz portfel
inwestycyjny składał się wyłącznie z indeksu S&P500, czyli akcji tych 500 największych
amerykańskich spółek, to w tym okresie doświadczylibyśmy
również olbrzymich spadków. Wiadomo, giełda czasem w górę,
czasem w dół, zaraz będę pokazywał jak często. Maksymalne obsunięcie
w tym okresie wyniosło około 55%, czyli można powiedzieć połowa
naszego portfela stopniała. I dlaczego ja mówiłem o tej
roli psychiki w inwestowaniu? Dlatego, że jeżeli nie jesteśmy
przygotowani na taką sytuację, to siłą rzeczy... Cały czas się nie pokazałem.
Już jestem. Jeżeli nie jesteśmy
przygotowani na taką sytuację, to siłą rzeczy będzie
nam trudno przetrwać takie najgorsze momenty. Dlatego warto być przygotowanym. To, co podkreślałem,
jest to wysoce ryzykowny portfel, zazwyczaj tak
się portfeli nie buduje. Chyba, że to są osoby, które rozumieją
to ryzyko, które podejmują, to rzeczywiście mają portfele
złożone wyłącznie z akcji. Artur będzie więcej
na ten temat mówił za tydzień. I teraz popatrzmy sobie,
skoro wiemy, że taka średnioroczna stopa
zwrotu wynosiła 10,5% powiedzmy, to zobaczmy, ile, że tak powiem...
załóżmy, że mamy nie wiem, 10 tysięcy złotych,
które moglibyśmy przeznaczyć na nadpłacenie
kredytu gotówkowego i zastanawiamy się czy ich
nie zainwestować na rynku. To patrząc na dzisiejsze warunki,
całkowite oprocentowanie takiego kredytu wynosi około 11,4%,
czyli uwzględniając to, że gdybyśmy te pieniądze
zainwestowali na rynku i jeszcze od zysku z tych inwestycji
mieli zapłacić podatek Belki, 19%, przypominam,
od zysków kapitałowych, to stopa zwrotu brutto
musiałaby wynieść 14%. Czyli zestawiając
jedno z drugim widać... wcale nie jest tak, że w dobrym
okresie średnioroczna stopa zwrotu wygenerowana
przez giełdę amerykańską, przez 500 największych
spółek na giełdzie amerykańskiej, pozwoliłaby nam wiarygodnie,
że tak powiem, zarobić, zwrócić
tę inwestycję w tym sensie. Lepiej prawdopodobnie zainwestować
te nadwyżki finansowe, które mamy, w spłatę tego kredytu gotówkowego. To, co jest ważne, to, jeżeli my spłacamy
pieniędzmi, które mamy, kredyt, to tak naprawdę jest to inwestycja
praktycznie bez żadnego ryzyka. Ona nam po prostu daje taki zysk,
jak niezapłacone odsetki. Oczywiście jest tutaj gwiazdka,
bo stopy procentowe się zmieniają w czasie i to różnie może wyglądać
w różnych okresach. Jeszcze też będę o tym mówił. Inny przykład, karta kredytowa. Tu już, że tak powiem, wygląda to... Znaczy ta rozbieżność
jest kolosalna, czyli musielibyśmy
zarobić dwa i pół raza tyle, ile tak naprawdę daje rynek, dawał rynek w 30-letnim
horyzoncie czasowym. I to podejmując ryzyko. Więc jakby kompletnie
się to nie kalkuluje. Jak masz dług na karcie kredytowej,
spłać dług na karcie kredytowej. To będzie tak jakbyś
na rynku próbował, w sensie dwa i pół raza
zarobił więcej niż średni zysk długookresowy
z takiej inwestycji. Więc tym bardziej
się to nie kalkuluje. Oczywiście wyjątkiem, kiedy nie opłaca się spłacać
kredytów gotówkowych jest to, kiedy mamy
na przykład raty 0% i one nas nic nie kosztują. Czemu nie, to będziemy
spłacali je pieniędzmi za jakiś czas bez odsetek,
które po prostu mają niższą wartość, bo inflacja systematycznie
tę wartość nadgryza. Warto patrzeć tak kompleksowo. Jakby inwestowanie
nie istnieje w oderwaniu od innych, powiedziałbym,
komponentów naszej rzeczywistości. Tak że porównujmy to,
sprawdzajmy, bo może się okazać,
że po prostu ta stopa wolna od ryzyka jest wystarczająco satysfakcjonująca. Nawet jeżeli mielibyśmy
na przykład dzięki spłacie zobowiązań zarobić tylko 7%,
to ja nadal uważam, że to jest lepsze niż wystawianie naszych
pieniędzy na ryzyko okresowej utraty na przykład
połowy wartości tego kapitału po to, żeby maksymalnie
w cudzysłowie, mówię znowu w cudzysłowie,
maksymalnie wyciągnąć w długim horyzoncie czasowym
około 10% średniorocznie. Dobra, to teraz... Spłatę zobowiązań mamy za sobą. Przejdźmy do kolejnego komponentu,
który uważam, że jest niezbędny,
zanim zaczniemy inwestować, czyli budowy poduszki finansowej. Po co nam ta poduszka finansowa? Daje nam spokój ducha. Znaczy, jeżeli mamy jakieś oszczędności
odłożone, zaraz powiem jakie, to że tak powiem,
nie musimy się przejmować tym, czy mamy dodatkowe koszty,
które się pojawiają, czy na przykład,
jeżeli jesteśmy pracownikami etatowymi, czy utracimy pracę,
czy też nasze wynagrodzenie zostanie w otoczeniu recesji,
która gdzieś tam jest na horyzoncie, na przykład nasze
wynagrodzenie zostanie przycięte. Jakby jesteśmy
w stanie sobie poradzić, nawet jeżeli nasze
bieżące wynagrodzenie nie będzie pokrywało
naszych kosztów życia, dlatego właśnie, że w dobrych
czasach przygotowaliśmy się na to i przygotowaliśmy sobie
pewne oszczędności na to, żeby sobie właśnie
w czarnej godzinie poradzić. Jak duża powinna być
poduszka finansowa? To często słyszę takie
pytanie od czytelników. To zależy oczywiście. Nie ma jednej
uniwersalnej odpowiedzi. Zależy od tego, czy pracujesz,
czy nie pracujesz, bo są osoby również,
które są czytelnikami moimi i są na emeryturach. Czy właśnie zbliżasz się
do emerytury, czy może już na niej jesteś,
czy żyjesz solo, czy z rodziną, czy jesteś w ogóle
jedynym żywicielem rodziny. Ja wychodzę z takiego
założenia i takie założenia promuję, że minimum to jest poduszka,
która jest ekwiwalentem od trzech do sześciu miesięcy
kosztów naszego życia. Nie zarobków,
kosztów naszego życia. A takie optimum z mojej
perspektywy to jest poduszka na rok, a ja osobiście mam
poduszkę na dwa lata i od zawsze miałem
poduszkę na dwa lata. Po prostu bardzo źle się czułem
jak ta poduszka była chudsza. Gdzie trzymać poduszkę finansową?
Też dostaję takie pytania. To zależy znowu jaka ona jest duża, bo jeżeli ona jest tylko na trzy miesiące,
to w zasadzie jest ryzyko, że my z tych środków będziemy
musieli szybko skorzystać, więc trzymamy te środki na kontach
oszczędnościowych albo lokatach. I to nic, że konta oszczędnościowe
płacą nam mniej niż inflacja. To jakby nie jest priorytetem
zarabianie na tych pieniądzach. Poduszka finansowa to są pieniądze, które mają być na podorędziu,
jak coś się stanie takiego, że będziemy musieli
z tej poduszki skorzystać. Tu nie jest priorytetem to, żeby to generowało
nie wiadomo jakie stopy zwrotu, tylko właśnie żeby było
dostępne w miarę sprawnie. Jeżeli poduszka jest większa, to oczywiście można
się zastanawiać nad tym, czy lokować na przykład
większość kapitału z tej poduszki w obligacje skarbowe indeksowane inflacją,
to jest bardzo dobry pomysł. Zwłaszcza w otoczeniu
wysokiej inflacji. Ale nawet przy niskiej inflacji
to też jest dobry pomysł po prostu, bo to jest bardzo bezpieczna
forma lokowania kapitału. Tutaj w Polsce dostępna
dla klientów detalicznych. Mamy w zasadzie cztery
takie rodzaje obligacji, które są indeksowane inflacją,
ale powiem o dwóch, obligacje 4-letnie standardowe
i obligacje 10-letnie. I teraz to, co widzicie, to jest aktualne oprocentowanie
tych obligacji w pierwszym roku. I teraz, na czym polega
zatem ich atrakcyjność? Na tym, że w kolejnych
latach płacą inflacja plus marża, plus kupon dodatkowy. Czyli tak naprawdę
w przypadku obligacji 10-letnich jest to w tej chwili chyba
1,25 punktu procentowego rocznie, czyli załóżmy,
że jeżeli dzisiaj kupujemy obligacje, przez pierwszy rok mamy
7,25 oprocentowanie, ale za rok, jeżeli inflacja rok
do roku będzie na przykład 18%, to w kolejnym roku będziemy mieli
te obligacje oprocentowane na 19,25%. Czyli można powiedzieć, te obligacje
dobrze chronią nas przed inflacją. Z jednym zastrzeżeniem, że od zysków,
w przypadku tych obligacji, płacimy też podatek
od zysków kapitałowych. Czyli te odsetki zostaną
pomniejszone o 19%. W przypadku, jeżeli mamy
oczywiście obligacje na kontach, które są opodatkowane,
bo możemy mieć je również w formie konta IKE,
konta emerytalnego, i wtedy podatku
od zysków kapitałowych nie ma. I teraz co to znaczy? To znaczy,
tu akurat mam taki wykres, który pokazuje,
jaka była średnioroczna stopa zwrotu z inwestycji w obligacje 10-letnie, poczynając w zasadzie
od początku ich istnienia w Polsce, czyli od 2006 roku
do końca 2021 roku. I widzimy, że zwrot
nominalny jest 4,2% rocznie. Średniorocznie, można powiedzieć. Super, można powiedzieć,
jak na coś, co w zasadzie nie jest
obciążone większym ryzykiem poza ryzykiem emitenta,
czyli państwa polskiego, ale z drugiej strony,
jak skorygujemy to o inflację, czyli uwzględnimy inflację, która była
w tym okresie w poszczególnych latach, to widać, że średnioroczny
zwrot wynosi 1,7% i uwaga, to, co tutaj widzicie,
to jest wykres, który nie pokazuje podatku
od zysków kapitałowych, jak uwzględnię podatek
od zysków kapitałowych, to nasza średnioroczna stopa
zwrotu spada do około 1%. I też chcę,
żebyście mieli tego świadomość, że obligacje to nie jest
taka klasa aktywów, która pozwoli wam świetnie zarabiać czy generować świetne stopy zwrotu, więc dlatego
w portfelach inwestycyjnych zazwyczaj mieszamy
akcje i obligacje. Akcje jako ten wehikuł,
który daje szansę na istotnie wyższe stopy zwrotu. Jakie? Za chwilę będę pokazywał. I teraz też takie pytanie się pojawia,
czy poduszka finansowa może być częścią portfela inwestycyjnego? Czy trzeba ją traktować oddzielnie,
czy można to połączyć? Znowu, to zależy. Jeżeli mamy małe środki, to uważam, że trzeba mieć
wydzieloną poduszkę. Jeżeli środki są duże, te środki, które są już
w naszym portfelu inwestycyjnym, i powiedziałbym, na przykład
sześciokrotnie, ośmiokrotnie, dziesięciokrotnie przekraczają,
nasz portfel inwestycyjny przekracza wielkość
poduszki finansowej, to wtedy już poduszkę
można traktować jako część portfela inwestycyjnego. Z takim zastrzeżeniem,
żeby jednak ta część, którą uważamy za poduszkę,
ona nie była zainwestowana, była częścią
gotówkową tego portfela. W moim przypadku, tak żeby to
sprowadzić maksymalnie do konkretów, w moim przypadku poduszka wchodzi
w skład portfela inwestycyjnego. To wynika z tego, że ja mam
dosyć duży portfel inwestycyjny. Dla mnie moja wielkość poduszki
to jest 400 tysięcy złotych i to jest taka żelazna rezerwa, która wystarcza nam na 2-3 lata życia,
naszej rodzinie, albo nawet cztery lata,
gdybyśmy pasa zacisnęli, ale tak naprawdę nie mam
potrzeby zaciskania pasa, bo ja cały czas mam
przychody z mojej pracy, tak że można powiedzieć nie mam
potrzeby skorzystania z tej poduszki. Ale dla jasności, ze względu
na mój spokój ducha i spokojną psychikę, ja wiem, że muszę mieć taką
kwotę dokładnie odłożoną na boku i dostępną, że tak powiem,
w formie do wykorzystania wtedy, kiedy będę potrzebował, po prostu. Kolejne pytanie,
które się pojawia często-gęsto, to jest okej, spłacać kredyt
hipoteczny czy inwestować? Bo przecież z jednej
strony się mówi, że powinniśmy zaczynać
inwestować jak najwcześniej, a z drugiej strony
ja mam kredyt hipoteczny, który będę miał jeszcze,
nie wiem, 20 lat i w związku z tym jak mam zaczynać
inwestować jak najwcześniej? Jak go spłacę, to będę mieć, nie wiem,
czterdziestkę, pięćdziesiątkę, więc co tutaj mam z tym zrobić? Jak to ugryźć w ogóle? No, właśnie. Ja bym powiedział,
że są dwa przypadki takie, które chciałbym
od razu wyszczególnić. Pierwszy to jest kredyt na nieruchomość,
w której my mieszkamy, a drugi przypadek
to jest kredyt inwestycyjny, czyli kredyt na nieruchomość,
którą kupiliśmy w celu wynajmu i z wynajmu spłacamy kapitał
i odsetki od tego kredytu. To jakby skreślmy
na razie ten drugi przykład, zajmijmy się zupełnie tym pierwszym,
czyli ta nieruchomość, w której my mieszkamy,
obciążona kredytem. I teraz wróćmy dokładnie
do tego samego przykładu, czyli mamy, pamiętamy,
że stopa zwrotu z indeksu S&P500 w tym horyzoncie
30-letnim - 10,6%. A z kolei kredyt hipoteczny dzisiaj,
taki brany z marżą 2%, to całkowite jego
oprocentowanie wynosi 8,9%. Oczywiście przy założeniu, że mamy
kredyt ze zmienną stopą procentową, ze zmiennym oprocentowaniem,
a nie ze stałym, bo oczywiście
sporo sprytnych osób już swoje kredyty wymieniło
zawczasu na stałe oprocentowanie. Ale traktujmy, że mamy zmienne. To w takim razie skoro tyle
wynoszą odsetki od kredytu, to na rynku musielibyśmy
zarobić w zasadzie 11%, żeby nam się opłacało
zainwestować na rynku zamiast spłacić ten kredyt. To można powiedzieć
w zasadzie wychodzi porównywalnie z tym, czego się można spodziewać
w długim horyzoncie czasowym. To nie ma sensu dzisiaj inwestować. Można by było nadpłacać ten kredyt, ale...
za chwilę powiem, jaki jest niuans. Spójrzmy jeszcze na kredyt w euro. Podobna sytuacja, przy czym stopy procentowe
w strefie euro są dużo niżej, w związku z tym
oprocentowanie kredytu niższe, więc w teorii, o rany,
moglibyśmy może zainwestować i pomnożyć te pieniądze,
zamiast spłacać kredyt po prostu, i jeszcze być troszkę do przodu. Tyle mówi teoria,
a praktyka jest często taka, że wcale tak różowo nie jest. Tak jak wam mówię,
inwestowanie jest obciążone ryzykiem. To, co jest w przypadku
kredytów walutowych istotne, to ryzyko walutowe i jak sobie spojrzymy,
bo nawet zrobiłem takie ćwiczenie, że porównywałem
jak bardzo zmienny był kurs euro w ciągu ostatnich 12 miesięcy i wyszło mi, że zmienność
roczna akurat wstecz od 28 marca, od wczoraj, wynosiła 7,38%,
czyli w zasadzie była porównywalna z rocznym oprocentowaniem
kredytu obecnie. Więc można by było
przyjąć założenie, że dużo sensowniejsze
niż inwestowanie na rynku jest po prostu próbowanie
łapania atrakcyjnych kursów wymiany polskich złotych na euro. Czyli wtedy, kiedy uważamy,
że euro jest tanie, to każdy musi sam zdecydować,
co to dla niego znaczy, że w danym momencie
euro jest tanie. Ja kiedyś miałem taki
psychologiczny próg, jak miałem kredyt w euro, to pamiętam,
miałem taki psychologiczny próg, że wymieniam tam poniżej 4,25% chyba,
z tego, co pamiętam. To był taki kurs, który był dla mnie
satysfakcjonujący, a powyżej to nie. I sobie tak oszczędności
złotówkowe wymieniałem na to euro, kiedy euro było tańsze,
a później z tej górki, którą uzbierałem w euro, spłacałem
po prostu sukcesywnie ten kredyt. Nawet go nie nadpłacałem, bo nie mogłem,
bo kary mi za to groziły, jeżeli za wcześnie
nadpłacałem ten kredyt, w sensie dodatkowe jakieś opłaty,
tylko po prostu sobie zbierałem i systematycznie spłacałem
te raty kredytu w euro. Tak że znowu,
inne podejście zupełnie. Skoro wiemy,
że waluta jest zmienna, też można spróbować sobie
w ten sposób zoptymalizować tutaj tę naszą stopę zwrotu
z inwestycji w nasz kredyt hipoteczny, tak bym powiedział. Ale właśnie tam gwiazdkowałem
i mówiłem, że o tym powiem. Więc jest jeden aspekt,
na który trzeba zwrócić uwagę, że jednak nadpłata,
taka hurtowa kredytu hipotecznego to jest zawsze
pozbywanie się pieniędzy, a w czasach takich,
powiedziałbym, niepewnych, i to wy decydujecie,
kiedy są według was niepewne czasy, nikt wam tego nie powie. Ja mogę oczywiście powiedzieć, że kroi się recesja
i inne tego typu rzeczy, ale jakby każdy, mówię,
ma swój własny filtr. Więc jakby jeżeli
czujecie się niepewnie, jeżeli spodziewacie się,
jeżeli wasz pracodawca mówi: "Oj, ciężko jest, oj, nie wiem, czy nie będę musiał
przyciąć zatrudnienia. Oj, na pewno nie dostaniecie
podwyżek w tym roku" i tak dalej, w sensie tego typu
komunikacja się pojawia i to wpływa na podwyższenie
waszego poziomu nerwowości, to znaczy,
że to jest dobry czas na to, żeby jednak rezerwy
finansowe nadbudowywać, a nie je wydawać po prostu. Czyli jakby zbroić się na te
potencjalnie gorsze czasy. Czyli tak, fajnie jest, że tak powiem,
hurtowo nadpłacić i nie wiem, zmniejszyć ratę
czy skrócić okres kredytowania, ale jak hurtowo nadpłacimy,
to bank nam tych pieniędzy nie odda, jeżeli się okaże,
że one jednak są nam potrzebne. Więc to wszystko
trzeba sobie wyważyć. Kolejna rzecz, jeżeli ktoś
ma oprocentowanie zmienne, to jakby wiedząc,
że mamy otoczenie wysokiej inflacji, ale miejmy nadzieję,
raczej wygasającej, w sensie bez względu na to,
jak długo to będzie trwało. W sensie, że ona
nie będzie rosła tak szybko, tylko raczej ta inflacja
będzie spadała, to można się... A jeżeli jeszcze dodatkowo
spodziewamy się recesji, to możemy się spodziewać,
że bank centralny będzie zmuszony do tego,
żeby pobudzać gospodarkę. Czytaj, będzie obniżał
stopy procentowe. W związku z tym również spadnie
oprocentowanie naszych kredytów, więc też jakby trzeba wiele
czynników wziąć pod uwagę i bardzo ostrożnie
do tego podchodzić. Ja wszystkim moim znajomym,
którzy nadpłacali kredyty, mówiłem: "Nadpłacaj, ale nie rób tego
hurtowo za jednym zamachem, że wyskakujesz z oszczędności, tylko po pierwsze zostaw sobie
poduszkę i zrób to w ratach również". W sensie takim,
nadpłacanie też można zrobić, w sensie podzielić to
na kilka transzy i powiedzmy, dziś, za pół roku czy tam
za kwartał i jeszcze za kwartał, jeżeli uważamy,
że te nadwyżki mamy, a jeżeli się w międzyczasie okaże,
że coś nam się w życiu powywracało, to okej, to część z tych pieniędzy,
które planowaliśmy nadpłacić, nadal mamy i możemy
nimi dysponować. Więc jakby z głową,
z głową, panowie i panie. Jak pogodzić spłatę kredytu
hipotecznego z inwestowaniem? Znowu to kolejne pytanie. Jak ktoś chciałby
już teraz inwestować i generuje duże nadwyżki finansowe, i czuje się bezpiecznie
z nadpłacaniem kredytu, zawsze można zastosować
takie podejście miksowane, typu okej, to te kwoty, które mam, w połowie przeznaczamy
na nadpłatę kredytu, a połowę inwestuję po prostu. W sensie takim dywersyfikujemy
te nasze nadwyżki finansowe. Dobra, mówiliśmy o tych
nadwyżkach finansowych, o gromadzeniu
nadwyżek finansowych. Trochę podstawowych
faktów chcę wam podać. Po pierwsze,
co to są nadwyżki finansowe? Zdefiniujmy ten termin. To są takie pieniądze, których nie będziemy
potrzebować w krótkim terminie. Co to jest krotki termin? Z mojej perspektywy
krótki termin to jest pięć lat. Czyli jeżeli my mamy
jakieś przewidywania, na przykład, nie wiem,
mamy 100 tysięcy złotych i mamy przewidywanie,
no, okej, mógłbym to zainwestować, ale tak naprawdę to ja wiem, że ja będę chciał wymienić
samochód na nowy, albo cokolwiek innego zrobić, albo remont mieszkania
przeprowadzić, albo cokolwiek,
i mam to zaplanowane z grubsza w tym horyzoncie 5-letnim, to znaczy, że to nie są
nadwyżki finansowe. To jest kwota, której potrzebujesz
na to, żeby ją na coś wydać. Druga definicja nadwyżek
finansowych to są... ja lubię mówić,
że to są takie pieniądze, których nie boimy się stracić. To nie znaczy, że chcemy je stracić,
ale nie boimy się ich stracić. Nasze życie się nie zawali, jeżeli my te pieniądze
stracimy po prostu. Często mówię o tym,
że inwestowanie to jest tak, jakbyśmy wkładali
pieniądze gdzieś, jakby bez konkretnego terminu,
kiedy chcemy te pieniądze wyciągnąć. Po prostu. No, dobra, to skoro
już o tym powiedzieliśmy, to powiedzmy sobie o tym,
jakie mamy formy ogólnie lokowania czy inwestowania kapitału. One oczywiście są rożne,
dają różne spodziewane stopy zwrotu. Te formy są mniej
lub bardziej ryzykowne. Wymagają od nas mniejszej
lub większej aktywności. Mówimy dzisiaj o wstępie
do pasywnego inwestowania. W zasadzie skupię się na dwóch, czyli tak naprawdę obligacjach
skarbowych indeksowanych inflacją i inwestowaniu poprzez ETF-y. Co to są ETF-y,
dokładnie będzie wam tłumaczył Artur. Zostawiamy to na następne spotkanie. W skrócie można powiedzieć,
że to są takie papiery wartościowe, które odzwierciedlają jakiś indeks,
jakieś indeksy giełdowe, czyli na przykład można mieć jeden ETF,
jeden papier wartościowy, zamiast kupować 500 akcji największych
spółek na rynku amerykańskim, można mieć jeden
papier wartościowy, który odzwierciedla
wartość indeksu S&P500 . Tak w dużym uproszczeniu mówiąc. Czekajcie,
bo mi kursor uciekł. Jest. Warren Buffett w ogóle, lubię, bo nie dość,
że jeden z najlepszych inwestorów, jeżeli nie najlepszy
inwestor wszech czasów, a na pewno długoterminowy, to jeszcze do tego
ma bardzo światłe myśli. Jakby jest masa cytatów, które możecie sobie przeczytać,
ale jednym z nich jest: "Nigdy nie próbuję
zarabiać na giełdzie". Nigdy nie próbuję zarabiać
na giełdzie. Zarabiać. Słowo "Zarabiać". "Kupuję z założeniem,
że następnego dnia mogą zamknąć giełdę
i nie otworzą jej przez pięć lat". To jest jakby potwierdzenie tego,
że ten krótki termin, nawet z perspektywy
Warrena Buffetta to jest pięć lat. Ale właśnie, dlaczego krótki termin
to jest pięć lat? Spróbujmy to podeprzeć
jakimiś konkretnymi danymi. Teraz jak spojrzymy
sobie na to, jak wygląda indeks giełdowy
S&P500 w różnych okresach, to tu macie okres
od 1997 roku do 2017 roku i widzimy, że przez długi okres,
dokładnie przez 12 lat, była taka sytuacja, w której w wyniku
krachu Dotcom, najpierw... A, pokażę się wam tutaj w rogu, o. W wyniku krachu bańki Dotcom
najpierw indeksy zjechały, indeks zjechał o 47%,
poczynając od marca 2000 roku. Przez kolejne lata wychodził
z tego dołka i potem jak już wyszedł, to za chwilę mieliśmy wielki
kryzys finansowy w 2007/2008 roku. I inwestor, który zainwestował
w marcu 2000 w ten indeks, tak naprawdę musiał
czekać 12 lat na to, żeby jakby osiągnąć jakkolwiek
satysfakcjonującą stopę zwrotu dodatnią. I teraz pytanie,
ilu z nas byłoby tak naprawdę w stanie wytrzymać,
przetrzymać tak długi okres pod wodą? Oczywiście to nie jest
sytuacja typowa, bo mało kto z nas inwestuje
wszystkie pieniądze jednorazowo. Zazwyczaj inwestujemy systematycznie,
więc również jeżeli są takie spadki, rozumiemy,
że one mogą się przytrafiać i że to jest wręcz normalne,
że one się będą przytrafiać, to wykorzystujemy to
jako okazję do zakupów. Każdy teoretycznie mówi,
że tak by właśnie zrobił, kupowałby jak będzie tanio, a praktyka jest taka,
że bardzo wielu inwestorów boi się w takim momencie pociągnąć
za spust i rozpocząć zakupy, bo boją się, że rynek
pojedzie jeszcze niżej w dół. Jak to mówią, wykresy
się fajnie czyta tylko w lewą stronę. Dobra. Jak długo... To zastanówmy się w takim razie, jak długo w ogóle musimy
czekać na wyjście z dołka, analizując nie tylko te dwa przypadki,
które pokazałem, tylko ogólnie całą znaną
historię giełdy amerykańskiej. Schowam się w tło,
żeby było łatwiej. Jak długo musimy
czekać na wyjście z dołka? Może na cały ekran dam. Tu mamy okres
od 1945 roku do 2016 roku, czyli dłuższy niż pokazywałem i mamy różne głębokości spadków. Mamy Pullback, taką cofkę na rynku, to jest w przedziale od -5% do -10%
w stosunku do szczytu notowań. Później mamy korektę od 10% do 20%. Później mamy "Rynek Niedźwiedzia", czyli tak naprawdę
po polsku mówimy bessę. Spadki przekraczające 20% i tam z rozróżnieniem jeszcze
na głębokość tych spadków. I to, co widzimy,
to bez względu na to... Oczywiście te spadki występowały
w różnej liczbie na przestrzeni tych lat, jakbyśmy sobie mieli
popatrzeć na to, widzimy jakie było średnie obsunięcie
dla każdego z tych spadków i widzimy też,
ile czasu trwały same spadki, czyli duration, ile miesięcy musieliśmy
czekać od szczytu notowań do dna, a później ile czasu,
ile kolejnych miesięcy notowania wracały
do tych poprzednich szczytów. Czy dużo nam mówi ta tabelka? Możemy na te dane spojrzeć
też z innej perspektywy, czyli możemy sobie zobaczyć, tutaj jest z kolei okres od 1926 roku
do 2017, czyli jeszcze dłuższy. Czyli jaka była częstotliwość
pozytywnych stóp zwrotu z indeksu S&P500, zakładając,
że inwestujecie cały kapitał na dzień przed rozpoczęciem spadków. To jak widzimy, w krótkim okresie, takie okresy inwestycyjne jednoroczne,
to nasze prawdopodobieństwo, nasza szansa wyjścia
na plus wynosi około 70%. Przepraszam, mam slajd do tego,
co będę zgadywał. Na plusie generalnie historycznie
byliśmy w 80% przypadków już po dwóch latach. W 90% przypadków
po niecałych sześciu latach, a w 100% przypadków
po 16 latach. I teraz zobaczcie,
nawet w przypadku wielkiego kryzysu, tak zwanej wielkiej
depresji amerykańskiej, czyli 1929 bodajże rok,
z tego, co pamiętam i spadków sięgających
tam 80-kilku procent, inwestor, który dzień przed nimi
zainwestował cały kapitał, już, teraz w cudzysłowie dużym, zaledwie po 16 latach
wyszedł na plus. Oczywiście 16 lat
to jest cholernie długo, ale z drugiej strony
z perspektywy naszej inwestycyjnej, my, tak jak mówię,
nie wkładamy całego kapitału od razu. Inwestujemy raczej
małe kwoty systematycznie. Dzięki temu znacząco skracamy
ten okres wyjścia na plus. Pokażę wam to jeszcze
z innej perspektywy. Jakbyśmy mieli spojrzeć na to, dokładnie to samo
źródło Fisher Investments, jakbyśmy mieli spojrzeć na to,
jaką szansę mamy na to, że jeżeli dzisiaj
zainwestujemy pieniądze, to jutro wyjdziemy na plus? Czyli jakby
w perspektywie dziennej. Co się okazuje,
tak naprawdę jest to jak rzut monetą. Nasze szanse
wynoszą zaledwie 53%. Ale im dłuższy ten
okres naszej inwestycji, tym bardziej te nasze
szanse się zwiększają. I to na najbardziej zmiennym, w sensie na najbardziej
zmiennej klasie aktywów. Przepraszam,
kryptowaluty są prawdopodobnie bardziej zmienną klasą aktywów, tak że na jednej z najbardziej zmiennych
klas aktywów, czyli na akcjach. Jeżeli spojrzymy na takie
ciągnione okresy, roczne, 5-letnie, 10-letnie, 20-letnie czy 25-letnie,
to jest dolna część tabeli, ciągnione, to znaczy,
że bierzemy taki okres i przesuwamy się co miesiąc,
i patrzymy, że tak powiem, ile z tych okresów było dodatnich,
ile było ujemnych, to się okazuje,
że już dla 10-letnich takich okresów mamy szansę
na wyjście na plus na 94%. Inaczej to jeszcze wygląda
jak taką 5-letnią kroczącą stopę zwrotu sprawdzimy sobie w tych
okresach 5-letnich w formie wykresu. Tu mamy jeszcze dłuższy okres,
1913 do 2021. Przesuwamy się o rok i sprawdzamy,
przesuwamy się o rok i sprawdzamy. Wychodzi na to,
że w ciągu tych ponad 100 lat tylko 14 takich okresów
5-letnich zakończyło się dla inwestora na minusie. No, właśnie. Tak że jak się patrzy
na wykres indeksu S&P500, to można powiedzieć,
zawsze można powiedzieć, że: "Ej, są szczyty notowań" i albo prawie zawsze można powiedzieć,
że są szczyty notowań. Co będę kupować na szczytach notowań,
przecież to musi spaść. Tylko, że tu mamy
120 lat tego wykresu, dokładnie 122 lata, przepraszam i tak naprawdę jakoś inwestor,
który nie zainwestował raczej, sporo stracił na tym,
że tego ryzyka nie podjął. Jeszcze pytanie,
ile trwa typowa bessa? Charlie Bilello to jest taka osoba,
którą warto śledzić na Twitterze. Charlie Bilello ma
takie ładne zestawienie, gdzie wziął wszystkie okresy bessy, wszystkie okresy spadków
powyżej 20% na indeksie S&P500 i zestawił je w takiej
pięknej tabelce. Albo... Kwestia gustu oczywiście,
niektórym się może nie podobać. W takiej tabelce. I co my tu widzimy? Że jeżeli spojrzymy na dół tabeli,
to mamy okresy bessy w sytuacji,
kiedy jednocześnie jest recesja, czyli gospodarka nam się zwija i w sytuacji, kiedy bessa
występowała w momentach, kiedy tej recesji nie było. Widzimy, że oczywiście
jak recesji nie ma, to te "rynki niedźwiedzia"
średnio trwają krócej, 12 miesięcy, a kiedy recesja jest,
to trwają dłużej, 16 miesięcy. I głębokość spadków
macie po prawej stronie, taką uśrednioną głębokość spadków. Widzimy 1929 rok,
tu na dole tabeli, -86% zmiana wartości
indeksu giełdowego, a mimo to jakoś rynek
to odrobił w ciągu 16 lat. Bardziej istotne jest pytanie nie to,
o ile spada, chociaż zrozumienie o ile spada
też jest ważne, żeby wiedzieć, czego oczekiwać po swoim
portfelu inwestycyjnym, który znowu składałby się tylko
z akcji, ale nie polecam, nie polecam. Ogólnie niczego nie polecam. Co dzieje się po bessie, czyli co się dzieje w momencie,
kiedy zaliczymy taki słaby rok czy słaby zestaw lat? I teraz tak,
najpierw się nie schowam, bo chcę wam pokazać tę tabelkę, tutaj mamy indeks Wilshire 5000, czyli to jest cały rynek amerykański
praktycznie, 5000 spółek i pokazane co po tych
okresach takich najgorszych, tu akurat dziewięć miesięcy
w pierwszym roku było brane, bo takimi danymi dysponuję,
co się wydarzyło w kolejnych, czyli jak już osiągnęliśmy dołek, to co się wydarzyło w ciągu
kolejnych trzech miesięcy, sześciu miesięcy, roku od tego momentu,
kiedy osiągnęliśmy dołek. Zobaczcie, w ciągu roku przy spadku,
pierwsza pozycja. -46,7% w 2008 roku
spadki się rozpoczęły, skończyły się w lutym 2009,
a rok później mieliśmy +56%. I teraz jeszcze lepiej to wygląda, jak spojrzymy na to w perspektywie
3-letniej, 5-letnie i 10-letniej. Ci inwestorzy, którzy nie boją się
inwestować w sytuacji, kiedy na rynku leje się krew, kiedy wszyscy mówią, że to już
koniec świata, że rynek przestał... Że wszystkie prawidła rynku zawiodły, że teraz to już to, co kiedyś działało,
to już teraz nie działa. Że pasywne inwestowanie
się skończyło, że... I tak dalej, i tak dalej. Historia pokazuje, że są po prostu
takimi marnymi prorokami, bo rynek odrabia,
indeks giełdy amerykańskiej odrabia i to odrabia spektakularnie. Dobrze, jedźmy dalej. Więc tak, ja bym powiedział tak,
że jeżeli wasz początek inwestowania przypada na moment,
w którym akurat jest bessa, to naprawdę trzeba
kupować dobrego szampana, otwierać, cieszyć się i po prostu
systematycznie inwestować, nie patrząc na to, co się dzieje,
dlatego że można się spodziewać, że w takim długim
horyzoncie czasowym, długim to znowu mówię, 10+ lat sami sobie podziękujemy,
że byliśmy tak rozsądni i tak trzymaliśmy emocje na wodzy,
i po prostu kupowaliśmy. Przynajmniej dane historyczne pokazują,
że tak właśnie było. Krachy w otoczeniu wszelkich
możliwych zdarzeń na świecie, gdzieś miałem taki wykres. Jeszcze jeden
wykres fajny pokażę. To jest porównanie,
jak wyglądają rynki byka, czyli jakby wzrosty
na indeksie S&P500 w porównaniu z tymi niedźwiedziami, czyli tymi okresami, kiedy,
że tak powiem, spadamy. To widać, że tak naprawdę te okresy, kiedy rynek idzie w górę,
one są istotnie dłuższe od tych okresów,
kiedy występują spadki. Co więcej, tutaj danej pokazują, że taki średni rynek byka
trwał 4,5 roku. To są dane od 1942 roku. 4,5 roku. I dawał skumulowaną
stopę zwrotu 155%, a z kolei takie średnie okresy bessy trwały 11 miesięcy
i dawały -31% w naszym portfelu. Utratę jednej trzeciej
wartości portfela. To mówią dane o historii,
te szare okresy, które tutaj widzicie, takie pionowe słupki szare,
to są okresy recesji. Kiedy gospodarka
się zwijała po prostu. Dobrze. I Warren Buffett ładnie to podsumowuje,
mówi zupełnie wprost: "Rynek giełdowy, rynek akcji
jest skonstruowany w taki sposób, żeby transferować pieniądze
od aktywnych inwestorów do cierpliwych inwestorów". To, czego się mogą
spodziewać ci cierpliwi? Tu znowu dam wam kilka
screenów z jeszcze innej perspektywy, właśnie z książki "Just keep buying"
i tutaj jest zestawienie dekadami. Czyli patrzymy na to,
jak w poszczególnych dekadach kształtowały się
stopy zwrotu z indeksu. Teraz mówimy o okresach 10-letnich, ale stopa zwrotu
jest podana uśredniona. W sensie to jest
roczna stopa zwrotu. I zobaczcie,
że jednak ma wpływ pewien, szczęście, kiedy my
tak naprawdę inwestujemy, bo są takie dekady,
które dają super stopy zwrotu, a są takie dekady, które jednak
dawały niezadowalające stopy zwrotu. Tak to wyglądało
w perspektywie 10-letniej. Ale co by się wydarzyło,
jeśli ten okres inwestycji wydłużylibyśmy do 20 lat? Te stopy zwrotu
wyglądają już w ten sposób, a z kolei w trzy dekady,
czyli ten taki, powiedziałbym, standardowy horyzont
inwestycyjny dla większości z nas, widać, że coraz bardziej
te wyniki się do siebie zbliżają, czyli w długim horyzoncie czasowym to są stopy zwrotu,
które są nie tylko średnioroczne, ale również
z uwzględnieniem inflacji. Realne stopy zwrotu. Tak że one są niższe od tych, które pokazywałem wam wcześniej,
bo uwzględniają inflację. Niemniej jednak to jest 7%,
powiedzmy średniorocznie, w zależności od oczywiście
okresu 30-letniego powyżej inflacji. Co to znaczy dla naszego kapitału? Jeszcze jeden screen od Charliego
Bilello i już kończę z tymi screenami. Na dole macie przykłady, na dole tam, gdzie jest one year,
three year, five year i tak dalej, to są okresy jednoroczne,
3-letnie, 5-letnie, aż do 35-letnich i pokazane,
że w zależności od roku, w którym zaczynaliśmy do roku,
w którym kończyliśmy, na przykład te 35 lat później, ta stopa zwrotu mogła się różnić
pomiędzy 1489% do 6480%. I powiem wam tak, jeżeli nawet
w moim inwestowaniu 30-letnim miałoby się okazać,
że stopa zwrotu z moich inwestycji wynosi
898% skumulowane, czyli można powiedzieć dziewięć razy
kapitał mój, który zainwestowałem, to ja będę bardzo
usatysfakcjonowany. To jest w zupełności wystarczająca
i satysfakcjonująca mnie stopa zwrotu. Oczywiście były też
takie okresy 30-letnie, w których ten kapitał
został pomnożony 45 razy. Mówimy o kapitale,
który zostałby zainwestowany w całości na początku tego 30-letniego okresu. Tak jak mówiłem,
my tak nie inwestujemy. My inwestujemy systematycznie,
więc ta stopa zwrotu nasza też powinna być nieco niższa,
gdzieś tam pomiędzy tymi widełkami. Często słyszę też takie pytanie
od początkujących inwestorów, ale nie tylko, ile gotówki
mieć w portfelu inwestycyjnym? Przecież hello,
można być takim sprytniejszym, aktywniejszym inwestorem,
który jak widzi, że jest źle na rynku i ta krew się leje,
to wtedy tę gotówkę uruchamiam i kupuję, a jak rynki
są na nowych szczytach, to raczej nie kupuję akcji,
tylko akumuluję sobie tę gotóweczkę właśnie na wypadek spadków. Tylko to, co wam teraz mówię,
to jest podejście aktywne. To jest szukanie górek i dołków. A typowy pasywny
inwestor tak nie inwestuje. Nie chce tak inwestować,
chce być zainwestowany cały czas. W ogóle dane historyczne pokazują,
że jakby najlepszym podejściem, ze względu na to, że rynki
generalnie są w trendzie wzrostowym, jeżeli patrzymy
w sensie na całą historię, na ostatnie 100 lat, powiedzmy. Czyli krótko mówiąc, najlepiej być,
jeżeli mamy nadwyżki finansowe, to najlepiej być
od razu zainwestowanym, bo skoro moglibyśmy mieć gotówkę,
która traci poprzez inflację, to lepiej tę gotówkę
od razu zainwestować, w większości przypadków, dodaję,
najlepiej od razu zainwestować po to, żeby ona po prostu
pracowała na rynku, generując nam na przykład w takich długich
okresach te 7% powyżej inflacji. Niektórzy lubią mieć gotówkę w portfelu
właśnie na takie okazjonalne zakupy, jeżeli to nam pomaga psychicznie,
od strony emocjonalnej, to czemu nie. Ja sam też gotówkę
wydaję sukcesywnie. To znaczy lubię gotówkę
i wcale nie jest tak, że jestem w 100% zainwestowany. I teraz... O właśnie, Warren Buffet
