Omówienie kluczowych tematów:
WIG przebija 100 000 punktów – czy to nadal okazja inwestycyjna? Ten film analizuje polską giełdę, rolę konsumentów w napędzaniu wzrostu gospodarczego oraz wpływ inwestycji w przemysł, w tym zbrojeniowy, na wyniki spółek.
- Rekordowy WIG: Analiza historycznego wyniku WIG i jego potencjału inwestycyjnego.WIG 20, hossa, Spółki
- Siła polskiego konsumenta: Omówienie wpływu powrotu konsumentów na rynek i wzrostu sprzedaży detalicznej.
- Wyniki spółek: Analiza wyników finansowych Mobruku i Grupy Kęty, uwzględniając czynniki wpływające na ich rentowność.
- Inwestycje w przemysł: Omówienie wpływu programów zbrojeniowych na inwestycje i rozwój polskiego przemysłu.KGHM lepiej wyceniany, mocne Asseco i Dadelo, 11 spółek z formacją marubozu i dobry odczyt PMI [KGHM, Asseco i Marubozu GPW]
- Zaangażowanie Polaków w pracę: Prezentacja statystyk dotyczących zaangażowania, stresu i chęci zmiany pracy wśród Polaków.
Dowiedz się, jakie czynniki napędzają polską gospodarkę i jakie perspektywy stoją przed polską giełdą. Film porusza również kwestię wpływu inwestycji, w tym zbrojeniowych, na rozwój przemysłu oraz omawia aktualną sytuację na rynku.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Historyczny wynik polskiej giełdy. VIG przebił 100 000 punktów i dalej jest tani. A całkiem niezłe wyniki notuje też polska sprzedaż detaliczna, co trochę sugeruje, że konsumenci w końcu wracają na zakupy. Do tego mieliśmy fatalne wyniki kwartalne notowanego Mobruka, które doprowadziły do silnej z kolei przeceny akcji i powstaje pytanie, co takiego stało się w spółce i czy ma szansę się ona podnieść. Ale w tym wszystkim dobrze zaprezentowały się za to wyniki przemysłowych Kęd, pupilka polskich inwestorów dywidendowych. A być może będą miały się nawet jeszcze lepiej, bo wojskowe kontrakty napędzają inwestycje w Polsce i stają się naprawdę istotnym impulsem dla rozwoju krajowego przemysłu. Cześć, tutaj Piotr Cymcyk, a to jest gospodarczy przegląd wydarzeń w odcinki, w których omawiam dla was wyłącznie to, co ciekawe z polskiej giełdy i dla polskiej gospodarki. A jeśli interesują was rynki zagraniczne i gospodarka ogólnoświatowa, to koniecznie oglądajcie też niedzielne wydania Finweeka, taki jak ten. O tutaj. A my zaczynamy. Partnerem odcinka jest XTB, polski dom maklerski, gdzie możesz inwestować całkowicie bez prowizji do nawet 100 000 € obrotu miesięcznie. Dzięki XTB możesz również odebrać całkowicie bezpłatnie pełny kurs dla początkujących o inwestowaniu. Więcej o tym na końcu tego materiału. Dołącz do prawie 2100 inwestorów w strefie premium DNA. To najlepsze miejsce do inwestycyjnej i finansowej edukacji również dla ciebie. Dziękuję wam za wszystkie ponad 67 000 waszych subskrypcji. Pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać. Zostawcie swoją już teraz 100 000 punktów na WIGu. Polska giełda urosła od początku roku o ponad 25% i jest na dziś jedną z najlepszych na całym świecie. No to jest ten moment kochani, kiedy po raz kolejny poklepie się sam po plecach, jebłaj i pochwalę, bo dokładnie to mówiłem wam jeszcze w listopadzie 2024 roku, kiedy większość z was na GPW wieszała psy. No ale co było, to było. Pytanie brzmi, co będzie? I moi drodzy, pomimo tego historycznego rekordu, GPW jest dalej tania. Tak, dobrze słyszycie. Dalej jest tanio. Nie jest oczywiście tak tanio, jak było w listopadzie, ale dalej jest tanio. Wciąż odstajemy wskaźnikowo od nawet nie tylko rynków wschodzących, ale nawet krajów Europy środkowo-wschodniej. A giełda w Polsce nie oddaje jeszcze rozwoju gospodarczego Polski za ostatnie lata. Wskaźnik cena do przyszłego zysku, na przykład dla całego WIGu, to dziś 10. 10. to nawet mniej niż historyczna średnia dla tego właśnie indeksu. Tymczasem Polacy nawet nie są tym zainteresowani. Lata nagrywania wszystko jak krew w piach. Najnowsze dane z funduszy inwestycyjnych pokazują, że wciąż nie ma żadnego zainteresowania funduszami akcji polskich i notują one fatalne wręcz napływy kapitału. No ludzie, obudźcie się. To już nie jest czas obligacji i skończył się jakiś czas temu. Nie wiem gdzie GPW będzie za miesiąc czy za dwa miesiące, ale wiem, że czasy wiecznego upokorzenia polskiej giełdy mijają. Nasz rynek w końcu powoli przechodzi z fazy raczkującej i w efekcie bessy będą na nim krótsze i rzadsze, a hossy będą dłuższe i częstsze. Im szybciej to uwierzycie, bo od trzech lat jakoś nie umiecie, tym lepiej na tym wyjdziecie. Jak na razie jednak zamiast kupować akcji kupujecie coś innego. W marcu sprzedaż detaliczna spadła co prawda o 0,3% rok do roku w cenach stałych, nieznacznie odbiegając od prognoz, ale to wynik, który można pomimo rzekomego spadku uznać za pozytywny. Na zachowanie konsumentów wpłynęły bowiem dwa główne czynniki. Po pierwsze, późna Wielkanoc, która ograniczyła zakup żywności oraz wzrost sprzedaży dóbr trwałego użytku. I to jest bardzo ważne. Marzec i kwiecień to ogólnie jest specyficzny okres w analizie sprzedaży detalicznej. No bo ruchoma data Wielkanocy zawsze istotnie wpływa na moment szczytu zakupów. Im wcześniejsza Wielkanoc, tym wyższa dynamika sprzedaży w marcu. A przez to, że żywność ma wysoką wagę w strukturze sprzedaży, około 25%, no to przesunięcie może spowodować znaczne różnice między marcem a kwietniem. Wahania dynamiki z tego tytułu mogą sięgać nawet 2 do trzech punktów procentowych, co skutecznie maskuje rzeczywiste trendy w innych kategoriach i w ogólnym odczycie sprzedaży. I tak jest również teraz. sprzedaż żywności wyraźnie osłabła w ujęciu realnym. Jej dynamika spadła z -2,2% do -9,4%, ale co najważniejsze znacząco wzrosła sprzedaż dóbr trwałych, zwłaszcza samochodów z 5% do 18% rok do roku oraz mebli sprzętu RTV i AGD z prawie 6% do 13% wzrostu rok do roku. Dobrze wypadła też straż odzieży i obuwiał wzrost około 7% rok do roku. W ujęciu odsezonowanym, czyli takim, gdzie eliminujemy wpływ czynników sezonowych, sprzedaż w marcu wzrosła o 1,9% miesiąc do miesiąca, co pozwoliło odrobić sporą część strat z lutego miesiąca ocenianego wtedy jako wyraźnie słabszy. No w końcu dzieje się to, czego oczekiwano przez cały 2024 rok i coś, co pozwoli podkręcić polskie PKB i wyniki wielu spółek z GPW. Konsument wraca w końcu na rynek, ma sporo pieniędzy i coraz mniej waha się, żeby je wydawać. Jednym na przykład ze zwycięzców tego odczytu było chociażby Allegro. W dniu publikacji raportu o sprzedaż detalicznej ceny akcji Allegro urosła o prawie 5% na jednej sesji, a cena zamknięcia była najwyższa od listopada 2024 roku. Nie można niestety tego powiedzieć o Mobruku, bo podczas czwartkowej sesji akcje Mobrooka spadły o ponad 8,5% pogłębiając korektę trwającą od lutego i osiągając najniższy poziom ceny od listopada ubiegłego roku. Mobruk to polska firma działająca w branży gospodarki odpadami. Jej głównym źródłem przychodów jest spalanie i utylizacja odpadów zgodnie oczywiście z obowiązującymi przepisami. Firma działa więc trochę na styku przemysłu i ekologii. Na fali zaostrzających się przepisów unijnych Mobruk korzystał z coraz większego zapotrzebowania na właśnie takie profesjonalne zarządzanie odpadami, ale mimo to wyniki spółki za czwarty kwartał 2024 roku okazały się mocno rozczarowujące, zwłaszcza sądząc po zachowaniu kursu. Zysk netto wyniósł 15,2 miliona złotych, podczas gdy konsensus zakładał 24,3 miliona, czyli rozbieżność wyniosła aż 37%. W całym 2024 roku przychody spółki wzrosły niemal o 20%. No więc dlaczego przy rosnącej skali działalności zysk netto aż tak zawiódł inwestorów? Główną przyczyną był silny wzrost kosztów operacyjnych, aż o 28,5%. Spółka tłumaczy to przede wszystkim konsolidacją kosztów dwóch przejętych pod koniec 2023 roku spółek zależnych LKIO i PMD. Dodatkowo koszty zwiększyły się przez wyższe wydatki na zewnętrzne usługi przetwarzania odpadów, które nie mogły zostać poddane spalaniu z powodu modernizacji spalarni. Swój udział w pogorszeniu wyników miały też rosnące koszty finansowe, choć tu wpływ był o wiele mniej istotny. W tle tego wszystkiego Mobruk walczy jeszcze z postępowaniami sądowymi, które to zostaną najwcześniej rozwiązane dopiero w trzecim kwartale 2025 roku. Najwcześniej. No nie powinno więc dziwić, że kurs reaguje nerwowo, bo Mobruk musi zdecydowanie popracować nad własną rentownością i większą przejrzystością odnośnie swojej własnej przyszłości. A do tego czasu inwestorzy mogą pozostać i pozostaną zapewne bardzo powściągliwi. A tymczasem wojskowe kontrakty napędzają dalej inwestycje w Polsce. Programy zbrojeniowe stają się naprawdę istotnym impulsem dla rozwoju krajowego przemysłu. Przykładowo w bieżącym roku planowane jest rozpoczęcie budowy nowego zakładu produkcyjnego Jelcza. Wytwarzane będą tam pojazdy dedykowane programom obrony powietrznej Narew i Wisła, a także artylerii rakietowej Homar. Równocześnie rozbudowane zostaną wojskowe zakłady metalowe Dezamet w Nowej Dębie wchodzące w skład grupy MESCO należącej do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Ten zakład ma pełnić kluczową rolę w produkcji krajowej amunicji. W ramach z kolei tak zwanego projektu 400 powstaje dziewięć nowych zakładów. Pięć w Pionkach i cztery w Skarżysku Kamiennej, również należących do grupy MESCO. One mają z kolei specjalizować się głównie w produkcji amunicji artyleryjskiej kalibru 155 mm, dość deficytowej zarówno w Polsce, jak i w ogóle w państwach NATO. Choć pierwotnie planowano zakończenie tej inwestycji już w 2022 roku, realizacja przesunęła się o blisko 3 lata, no to jednak obecnie prace faktycznie znajdują się na finiszu. Znaczącym impulsem dla inwestycji przemysłowych pozostaje w ogóle cały program NAREw, który obejmuje budowę systemu obrony powietrznej. W ramach tego programu produkowane są między innymi rakiety ziemia powietrze, wyrzutnie, których platformę stanowić mają właśnie ciężarówki Jelcza. W związku z rosnącym portfelem zamówień obecne moce produkcyjne zakładu okazują się niewystarczające. Dlatego planowana jest budowa też nowego obiektu, której koszt szacowany jest na 700 milionów złotych. Na współpracy w ramach w ogóle całego programu NAREw korzysta szereg firm skupionych w tym konsorcjum. Przewidziało na to swoją drogą do 2030 roku łączne wsparcie w wysokości prawie 4 miliardów złotych z funduszu inwestycji kapitałowych. No nic, tylko czekać na uruchomienie większych programów zbrojeniowych na poziomie unijnym, które być może, a wiele na to wskazuje, mogą dać polskiemu przemysłowi jeszcze większego kopa. Na przykład kopa mogą dzięki temu dostać takie firmy jak Grupa Kęy, notowana spółka i jedna z ważniejszych spółek przemysłowych na całej polskiej giełdzie, która to specjalizuje się w przetwórstwie aluminium i pokazała ona ostatnio swoje wyniki. Kluczowym źródłem przychodów są dla tej firmy produkty dla sektora budowlanego, przemysłowego, eksportowane również na rynki zagraniczne. W pierwszym kwartale 2025 roku spółka odnotowała wzrost przychodów o 9%, ebidda wzrosła o 3%, a zysk netto z kolei zaliczył spadek o 20%. No to co się stało? Co stoi za tak dużym spadkiem? I na szczęście uspokajam, to nie są żadne poważne problemy operacyjne, a bardziej księgowe związane z zyskiem jednorazowym z roku ubiegłego. W roku 2024 koszty podatkowe zostały pomniejszone o 20 milionów złot z tytułu podatku odroczonego. To dotyczyło ulg inwestycyjnych. A to z kolei oznacza, że w pierwszym kwartale roku ubiegłego wynik netto został jednorazowo zwiększony o tę kwotę. Ponieważ ten efekt się nie powtórzył, no to zysk netto w tym okresie obecnym jest odpowiednio niższy. w porównaniu do 2024 roku. No więc absolutnie nic strasznego od takie księgowe machinacje. Poza tym spółka podzieliła się strategią najbliższe 4 lata do 2029, której głównymi założeniami jest stworzenie międzynarodowo-działającej grupy kapitałowej będącej jedną z wiodących firm w Europie w obszarze przetwórstwa właśnie aluminium. No ale to takie górnolotne, nic nieznaczące. Jeśli chodzi o konkretne liczby, to spółka zakłada średnioroczny wzrost przychodów o 8,6% i średnioroczny wzrost Ebida o 7,6%. Skumulowane planowane wydatki inwestycyjne w latach 2025-2029 mają wynieść 1,7 około miliarda złotych, a około 700 milionów z tej kwoty ma być przeznaczone na inwestycje rozwojowe. Strategia zakłada również utrzymanie stabilnej polityki dywidendowej w latach 2025-2029 i planowana jest dalej wypłata dla akcjonariuszy 60 do 100 nawet skonsolidowanego zysku netto. Obecnie stopa dywidendy w Kętach przekracza 6%, a firma i tak pozostaje jedną z najlepszych dla inwestorów dywidendowych w Polsce. Realizacja zakładanej strategii na pewno utrzyma Kent jako lidera branży i powinna sprawić, że długoterminowi inwestorzy na pewno nie mają się czego obawiać. A my zmieniamy trochę temat, bo pojawił się raport Instytutu Galupa State of the Global Workplace i ujawnił kilka naprawdę ciekawych statystyk o Polakach jako pracownikach. Możecie już sobie rozgrzewać palce, bo na pewno nie jeden będzie chciał wyrazić swoje oburzenie, ale po pierwsze w Polsce odsetek zaangażowanych pracowników wynosi 8%. Zajmujemy tu 35 miejsce na 38 krajów w całym rankingu pod względem zaangażowania. Odnotowano nawet spadek o dwa punkty procentowe w porównaniu do poprzedniego okresu. Przy czym dla porównania średnia dla Europy to 13%, a dla całego świata 21%. Więc to nie tak, że wszyscy są zaangażowani w pracę, a my nie. No ale trzeba przyznać, że ten odsetek jest dość niski. Galup swoją drogą szacuje, że aż 62% pracowników na świecie nie angażuje się w swoją pracę. To koszty dla globalnej gospodarki mające sięgać prawie 9 bilionów dolarów, czyli niemal 9% całego światowego PKB. Raport też pokazał jak wyglądamy pod kątem stresu, któremu ulegamy w pracy. No i tutaj mamy się relatywnie dobrze. W Polsce odsetek pracowników, którzy doświadczają dużego stresu wynosi 23% i tu zajmujemy 37 miejsce na 38 krajów pod względem tego stresu. No czyli jeden z najniższych poziomów w Europie. No ale swoją drogą skoro się nie angażujemy w pracę to ciężko się stresować tym na co mamy wywalone prawda? Ale chyba ogólnie dobrze jest nam w tej niezaangażowanej pracy, bo jeśli z kolei chodzi o chęć zmiany pracy, to jedynie 23% z nas wykazuje taki zamiar. No o wiele wiele mniej niż w reszcie Europy. Ale tak serio teraz, no to wszystkie te statystyki zebrane do kupy pokazują, że w sumie Polacy po prostu nie traktują pracy jako kluczowego elementu swojego życia, a raczej jako obowiązek, który trzeba odbębnić, zrobić to w miarę dobrze i którym nie ma co się za wiele potem przejmować. Jedni powiedzą, że to super, inni, że fatalnie. Sami wybierzcie po jakiej jesteście stronie. A to już wszystko w tym gospodarczym przeglądzie wydarzeń. No i pamiętajcie, że zwłaszcza teraz, kiedy WIG przebija 100 000 punktów, i tak najgorsze co możecie zrobić dla siebie i dla swojego portfela to czekać. Czekając z boku zawsze skazujecie się na pewną stratę, a inwestując odpowiednio długim horyzontem naprawdę możecie spać spokojnie. Do inwestowania z kolei na start przyda wam się na pewno dobre konto, najlepiej takie, gdzie nie ma prowizji, a w XTB, który jest partnerem tego odcinka, nie zapłacicie prowizji do 100 000 € obrotu miesięcznie. A do tego, jeśli w trakcie zakładania konta wykorzystacie kod D na rynku, teraz widoczne to jest na ekranie, jak to zrobić, to otrzymacie dostęp do specjalnie przygotowanych materiałów dla początkujących inwestorów, dzięki którym dowiecie się jak najlepiej można zacząć swoją własną inwestycyjną przygodę. A jeśli z kolei chcecie być jeszcze bardziej na bieżąco z sytuacją na rynkach i na giełdzie i wiedzieć wcześniej o tym, czy VI WIG dojdzie do 200 000 punktów, to sprawdźcie też koniecznie wersję premium DNA rynków, gdzie możecie dołączyć do prawie 2100 już innych inwestorów i dostajecie tam niemal codziennie różne analizy przemyślenia o rynkach, gospodarce ode mnie i całego naszego zespołu. A także możecie podglądać jak ja sam inwestuję własne oszczędności w portfelach o łącznej wartości obecnie ponad 3,5 miliona złot. No to są duże pieniądze, dają dużo emocji, ale gwarantuję, że dają jeszcze więcej nauki. A więcej na ten temat znajdzie na stronie premiumdnarynków.pl. Link jest oczywiście w opisie nagrania. W tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć. [Muzyka] [Muzyka]










