Skutki Ograniczeń Imigracyjnych w USA
Czy polityka imigracyjna Donalda Trumpa to strzał w kolano amerykańskiej gospodarki? W tym filmie analizujemy wpływ zaostrzenia polityki imigracyjnej USA na gospodarkę i rynki finansowe.
DNA Rynków omawia potencjalne konsekwencje ograniczeń w imigracji, w tym wpływ na rynek pracy, nieruchomości i giełdę. Film porusza kwestie:
- Wpływ na rynek pracy: Czy ograniczenie imigracji pogłębi braki kadrowe w kluczowych sektorach?
- Konsekwencje ekonomiczne: Jaki będzie wpływ na ceny, inflację i wzrost gospodarczy?
- Potencjalne zyski i straty: Kto skorzysta, a kto straci na zmianach w polityce imigracyjnej? <a href=”https://propfirm.pl/filmy/potencjalne-zyski-i-straty-na-zmianach-w-polityce-imigracyjnej-imigracja-policy-zyski-straty-inwestuj-inwestycje/”>Analiza Imigracji i Gospodarki USA</a>
- Implikacje dla inwestorów: Jakie sektory i spółki giełdowe mogą być szczególnie wrażliwe na te zmiany?
Dowiedz się, jak polityka imigracyjna może wpłynąć na Twoje inwestycje i poznaj potencjalne szanse rynkowe. Odbierz do 20 darmowych akcji dzięki Freedom24 (link w opisie).
Dodatkowe Informacje
Film zawiera również omówienie bieżącej sytuacji na granicy USA-Meksyk, działań administracji Trumpa oraz potencjalnych scenariuszy rozwoju sytuacji. Autor omawia też wpływ imigracji na demografię USA i długoterminowe perspektywy gospodarcze. <a href=”https://propfirm.pl/filmy/analiza-imigracji-i-gospodki-usa-immigracja-gospodarka-dane-demograficzne-scenariusze/”>Analiza Imigracji i Gospodkry USA</a>
Zobacz pełną transkrypcję filmu
2 miliony ludzi to nie jest jakaś statystyka rocznych urodzin w kraju. To liczba osób, które każdego roku szturmują południową granicę Stanów Zjednoczonych. Prawdziwa ludzka powódź, która doprowadza Amerykę dziś do szaleństwa. Małe przygraniczne miasta pękają wręcz od zalewu imigrantów, a frustracja tamtejszych mieszkańców tylko rośnie. To między innymi na tej fali irytacji do władzy w Stanach Zjednoczonych wrócił Donald Trump, a Trump nie zadawał wiele pytań, tylko zaczął walkę i to mocną z tą nielegalną imigracją, która była prowadzona w Stanach na ogromną skalę. Czy to jest więc powolny koniec tego słynnego amerykańskiego snu? Czy może początek gospodarczego koszmaru dla samych Stanów Zjednoczonych, które same podcinają gałąź, na której siedzą? Zobaczmy na kilka twardych liczb i sprawdźmy jakie mogą być realne, ekonomiczne konsekwencje tej nowej, bezwzględnej polityki imigracyjnej Trumpa i na czym ona w ogóle polega. Zapraszam. Partnerem odcinka jest Freedom 24, broker będący częścią grupy Freedom Holding notowanej na amerykańskiej giełdzie Nasdaq. Załóż konto i odbierz do 20 darmowych akcji o wartości nawet 800 $arów każda. Dołącz do ponad 2300 inwestorów w strefie premium DNA. to najlepsze miejsce do inwestycyjnej i finansowej edukacji również dla ciebie. Dziękuję za wszystkie ponad 72 000 już waszych subskrypcji. Pomóżcie temu kanałowi dalej się rozwijać i zostawcie swoją już teraz. [Muzyka] [Aplauz] [Muzyka] Zanim moi drodzy przejdziemy do potencjalnych konsekwencji to trzeba zrozumieć trochę skalę tego zjawiska. Południowa granica Stanów Zjednoczonych od lat jest trochę taką symboliczną linią między światem stabilnym i bogatym, a regionem dotkniętym biedą, przemocą i naprawdę fatalnymi perspektywami. Od dekad tysiące ludzi próbują przedostać się do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu lepszego życia i część z nich oczywiście robi to w pełni legalnie, ale ogromna i dość trudna do oszacowania liczba przekracza tę samą granicę nielegalnie. W ostatnich latach ten napływ ludzi znacznie jednak przyspieszył. Zwłaszcza po pandemii amerykańskie służby graniczne odnotowują absolutnie rekordowe liczby prób przekroczenia granicy. Ponad 2 miliony takich przypadków rocznie. A to te przecież odnotowane próby. Ten masowy w dużej mierze niekontrolowany napływ ludzi. Najbardziej odczuwają oczywiście południowe Stany. Tekas, Arizona, Nowy Meksyk. Małe przygraniczne miasta jak El Paso czy McAlen od dawna alarmują, że są po prostu przeciążone na wszystkie strony. Lokalne społeczności nie mają wystarczającej infrastruktury, żeby poradzić sobie z taką falą migracji. Brakuje miejsc noclegowych, brakuje jedzenia, podstawowej opieki medycznej, środków transportu, brakuje wszystkiego. Władze tych miast głośno skarżą się, że nie są w stanie efektywnie zarządzać tak ogromną liczbą nowoprzybyłych ludzi, a rząd federalny, ich zdaniem nie oferuje im żadnego realnego systemowego wsparcia. Pojawiają się również, co też zupełnie naturalne, rosnące obawy o bezpieczeństwo i porządek publiczny. Choć nie chodzi tu nawet wyłącznie o samą przestępczość. Wielu mieszkańców tych regionów czuje po prostu, że sytuacja całkowicie wymyka się tam spod kontroli i nie do końca wiadomo, kto tak naprawdę wchodzi do kraju, jakie ma zamiary, jak wchodzi i gdzie ostatecznie trafia po przekroczeniu tej granicy. A to wszystko nieuchronnie robi ogromne napięcia społeczne i tylko wzmacnia takie no poczucie wielkiego chaosu, zwłaszcza w tych stanach południowych. Na tym właśnie tle urosła ogromna polityczna frustracja i dla wielu mieszkańców Stanów Przygranicznych to właśnie rząd federalny i jego poprzednia zbyt liberalna polityka ponosi winę za ten kryzys. Donald Trump i jego nowa administracja z determinacją zaczęli więc realizować swoją twardą antyimigracyjną agendę, którą to obiecywali w kampanii. Temat imigracji w Stanach Zjednoczonych nie jest jednak łatwy i nie jest na pewno zerojedynkowy, szczególnie dla tak dużego i zróżnicowanego kraju, bo problemy ludzi z południa nie zawsze, a nawet bardzo rzadko pokrywają się z problemami i perspektywą, jaką mają ludzie żyjący na północy. Według raportu Pure Research Center z ubiegłego roku 2024 zdecydowana większość Amerykanów widzi sytuację na granicy z Meksykiem jako poważny problem albo nawet potężny kryzys. Aż 45% badanych określiło to jako kryzys. kolejne 32% właśnie jako duży problem i co więcej 80% uważa, że rząd fatalnie radził sobie z tą sytuacją. Zaledwie 18% dało temu pozytywną ocenę i ta krytyka jest równie silna po obu stronach politycznej barykady. To dość rzadka spójność poglądów, prawda? Niemal 90% republikanów i ponad 70% demokratów oceniło działania poprzedniej administracji Joe Bidena w tym zakresie jednoznacznie negatywnie. Co 10 ankietowana osoba twierdzi, że realnie martwi się o swoje bezpieczeństwo. To wynik, którego nigdy wcześniej w Stanach Zjednoczonych nie było. I oczywiście najbardziej odczuwają to mieszkańcy przygraniczni, gdzie ta lokalna infrastruktura po prostu przestała nadążać za potrzebami. Bo przecież bezpieczeństwo i obawa o bezpieczeństwo wcale nie musi oznaczać obawy, że ktoś zaraz zatłucze cię nożem. Można bać się o to, że zabraknie pomocy społecznej. Można bać się o to, że nie będzie pracy. Można bać się o szereg innych rzeczy. Badanie miało miejsce zaledwie rok temu. No więc też nic dziwnego, że dla nowej administracji Stanów Zjednoczonych temat imigracji stał się tak ważny i zaryzykuje nawet stwierdzenie, że dla przeciętnego Amerykanina jest dużo ważniejszy niż jakieś tam cła i wojna handlowa z Chinami. To nikogo aż tak bardzo nie obchodzi. Jak więc konkretnie Donald Trump walczy z migracją albo jak stara się ta administracja Trumpa walczyć z migracją. Po pierwsze przywrócono zasadę pozostań w Meksyku. To akurat Trump zrobił błyskawicznie i reaktywacja kontrowersyjnego programu Remain in Mexico ma zmuszać osoby ubiegające się w Stanach Zjednoczonych o azyl do oczekiwania na decyzję amerykańskich urzędników poza granicami Stanów Zjednoczonych. Podść silnym naciskiem nowej administracji Meksyk tutaj ponownie zgodził się przyjmować na swoje terytorium dziesiątki tysięcy migrantów, którzy mają po prostu czekać. No i to w zamyśle ma na celu znaczne zmniejszenie presji na i tak już przeciążone amerykańskie miasta przygraniczne. Po drugie zapowiedziano i w sumie częściowo realizowano masowe deportacje. Tu administracja Trumpa oficjalnie ogłosiła plan deportacji kilku milionów nielegalnych imigrantów. I aby to w ogóle było możliwe, to Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego znacząco zwiększył finansowanie dla urzędu imigracyjnego i celnego i utworzył specjalne dedykowane zespoły egzekucyjne w całym kraju. Służby imigracyjne uzyskały też znacznie większą swobodę działania, między innymi w kwestii przeszukiwania miejsc pracy i zatrzymywania osób przybywających w Stanach Zjednoczonych bez odpowiednich dokumentów. Po trzecie, zatwierdzono użycie gwardii narodowej. To z kolei jest efekt odpowiedzi na wciąż rosnącą liczbę prób nielegalnego przekroczenia granicy. I tu Trump polecił po prostu użycie gwardii narodowej do aktywnego wsparcia działań Straży Granicznej. W niektórych stanach, zwłaszcza w Teksasie, to właśnie wojsko odgrywa obecnie główną rolę w patrolowaniu granicy i w budowaniu fizycznych barier. I po czwarte zaostrzono też przepisy azylowe. Administracja Trumpa wprowadziła nowe, znacznie bardziej restrykcyjne regulacje, które bardzo utrudniają skuteczne ubieganie się o azyl w Stanach Zjednoczonych. Wymagają one między innymi, żeby osoby ubiegające się o ochronę w Stanach najpierw złożyły formalny wniosek o azyl w tym kraju, przez który przeszły w drodze do Stanów Zjednoczonych. Czyli najczęściej mowa tu o Meksyku. No a administracja w Meksyku również troszkę czasu zajmuje. No i oprócz tych potężnych, naprawdę konkretnych działań legislacyjnych, Trump mocno postawił też na charakterystyczną, bardzo ostrą retorykę obrony suwerenności i walki z rzekomą inwazją na Amerykę. Imigranci są w tej narracji przedstawiani nie tylko jako zagrożenie czysto ekonomiczne, ale też jako zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego i dla samej amerykańskiej kultury. No to akurat jest dziwna narracja. najdziwniejsza z tego wszystkiego, ale wiadomo, że musi być populistyczna i na pewno to ona budzi największe kontrowersje na całym świecie i jednocześnie też podsyca te antyimigracyjne nastroje w amerykańskim społeczeństwie, co z kolei zniechęca potencjalnych przyszłych imigrantów do tego, żeby do Stanów Zjednoczonych przybywać. No i z jednej strony trzeba przyznać, że niektóre z tych działań są naprawdę drastyczne i mogą budzić spore kontrowersje, ale z drugiej strony mają też dużo w sobie elementu odstraszającego i wpływającego na świadomość potencjalnego emigranta, że nie będzie on miał łatwego życia w Stanach, przynajmniej nie tak jak kiedyś, nawet jeśli w jakiś sposób uda mu się z sukcesem przekroczyć granicę i znaleźć pracę. To wszystko ma skutecznie zniechęcać do tego, żeby w ogóle podejmować próby nielegalnego przekraczania tej granicy. Bo powiedzmy sobie też jasno, jeśli chodzi o imigrantów, którzy przybyli do Stanów legalnie, to tutaj nie ma żadnej tragedii legislacyjnej. Na południowej granicy już teraz widać naprawdę duże skutki tej strategii, bo w marcu 2025 roku Amerykańska Strażaniczna zatrzymała zaledwie 7000 nielegalnych imigrantów i to jest najniższy miesięczny wynik od lat 60. ubiegłego wieku. Jeszcze w 2023 ta sama straż graniczna potrafiła zatrzymywać nawet ponad 200 000 nielegalnych imigrantów w ciągu jednego tylko miesiąca. No to jest spadek o grubo ponad 90%. Do tego Trump chce w 2026 roku znacznie zwiększyć budżet Departamentu Bezpieczeństwa wewnętrznego, który ma sięgać 107 miliardów dolarów, czyli o 65% więcej niż obecnie. No z takimi gigantycznymi środkami administracja miałaby w ekspresowym tempie i na niespotykaną skalę zwiększyć obecną liczbę deportacji, jeśli tylko Kongres da na to zielone światło. Ale Kongres jest republikański i ogólne nastroje antymigracyjne w Stanach Zjednoczonych, nielegalno antyimmigracyjne są dalej trwałe, więc raczej o te zielone światło można być spokojnym. Tylko spójrzmy na ten temat z drugiej strony, bo można zrozumieć argumenty dotyczące wzrostu przestępczości niedostosowanej do potrzeb infrastruktury i tak dalej, ale często jest jest to podnoszony argument o zabieraniu miejsc pracy Amerykanom. Czy naprawdę naprawdę imigranci odbierają pracę Amerykanom? No nie do końca i nie bardzo. Imigranci są integralną częścią gospodarki Stanów Zjednoczonych od zawsze. Pracują, wydają pieniądze, płacą podatki. Imigranci tak samo jak odbierają miejsca pracy, tak samo konsumują i wydają pieniądze w Stanach Zjednoczonych, więc w konsekwencji generują swoimi wydatkami inne nowe miejsca pracy i zwiększają popyt na wiele usług i produktów. To jest takie sprzężenie zwrotne, którego naprawdę trzeba być świadomym. Różnica polega na tym, że imigrant jest często skłonny za mniejszą pensję, zwłaszcza nielegalny imigrant, wykonywać pracę, której rodowity Amerykanin nie ma najmniejszej ochoty się podejmować. A to wprost przekłada się na niższe ceny wielu produktów, na niższe ceny wielu usług, na wyższą siłę nabywczą przeciętnego Amerykanina i ostatecznie na lepszy standard życia dla wszystkich, dla całego społeczeństwa. Efekty działań represyjnych obecnej administracji mogą być takie, że rozwiązując część realnych problemów przygranicznych, nieuchronnie dokładają sobie zupełnie nowe problemy, być może nawet znacznie poważniejsze niż te problemy przegraniczne. No coś za coś. A jaki charakter mogą mieć te potencjalne nowe problemy? Chociażby w efekcie może to zmniejszyć liczbę dostępnych pracowników, szczególnie tych skłonnych do podejmowania niskopłatnych i trudnych fizycznie zajęć, co może być potężnym ciosem dla wielu kluczowych sektorów amerykańskiej gospodarki. W ostatnich latach to właśnie imigranci, często objęci ochroną humanitarną albo posiadający czasowe pozwolenia na pracę wypełniali bardzo duże luki kadrowe w takich branżach jak budownictwo, rolnictwo, logistyka czy przetwórstwo żywności. Bloomberg podał też niedawno, że w jednej z dużych fabryk w Nebraszce osoby objęte taką ochroną humanitarną stanowiły aż 30% całej załogi. W Springfield z kolei w stanie Ohio w ciągu zaledwie kilku lat osiedliło się około 15 000 haitańczyków, z których wielu uzyskało tak zwany tymczasowy status ochronny, czyli TPS przeznaczony dla osób pochodzących właśnie z krajów dotkniętych wojną, katastrofami naturalnymi albo jakimiś innymi poważnymi kryzysami. Za prezydentury Joe Bidena liczba wydawanych zezwoleń na pracę dla imigrantów znacznie wzrosła, co nie tylko łagodziło braki kadrowe na rynku pracy, ale też skutecznie ograniczyło presję płacową w całej amerykańskiej gospodarce. W praktyce ten napływ nowych pracowników pomógł spowolnić rozwój tak zwanej spirali cenowo-płacowej i pomógł ustabilizować inflację, która zaczynała wymykać się spod kontroli. Tak, takie są realne ekonomiczne fakty. Gospodarka nie stanęła w miejscu, między innymi dlatego w ostatnich latach, że ci nowi pracownicy zaspokajali nadmierny popyt na siłę roboczą. Skala tego zjawiska nie ogranicza się do pojedynczych przypadków. Według danych amerykańskiego Biura Statystyki Pracy w 2024 roku imigranci łącznie stanowili ponad 19% całkowitej siły roboczej w Stanach Zjednoczonych, a około 6% to osoby bez stałego statusu, ale posiadające tymczasowe pozwolenie na pracę. Problem dotyka szczególnie stanów, w których lokalna demografia nie nadąża za potrzebami rynku. W samejbrazce przypada 50 000 wakatów na zaledwie 32 000 bezrobotnych przy niemal zerowym wzroście liczby mieszkańców. Tak więc naprawdę to jest o wiele bardziej skomplikowane zjawisko niż po prostu zabieranie pracy. Mimo że Donald Trump i jego najwierniejsi zwolennicy nieustannie twierdzą, że imigranci masowo zabierają miejsca pracy rodowitym Amerykanom, to twarde dane mówią coś zupełnie innego. Nowi imigranci podejmują zatrudnienie przede wszystkim w tych sektorach i na tych stanowiskach, których sami Amerykanie po prostu nie chcą. Ekonomiści są w tej kwestii niemal zgodni, że to właśnie imigracja w ostatnich latach w znacznym stopniu złagodziła skutki dotkliwego niedoboru siły roboczej, z którym walczyła amerykańska gospodarka po pandemii. Sama rezerwa federalna, czyli amerykański bank centralny wielokrotnie wskazywał, że to był czynnik, który był kluczowym dla obserwowanego wzrostu podaży pracy. A przewodniczący Fedu Jeremy Powell publicznie przyznał, że dzięki imigrantom gospodarka Stanów Zjednoczonych rozwijała się w ostatnim czasie lepiej niż wcześniej prognozowano. Wiele osób zapomnia, że imigranci nie tylko pracują, a nawet jak nie pracują, to tak czy inaczej konsumują. Zwiększają popyt na towary, zwiększają popyt na usługi, generują miliony nowych konsumentów, co w naturalny sposób sprzyja też powstawaniu nowych miejsc pracy, a w dłuższym okresie stabilizująco działa na cały rynek. Zresztą polska gospodarka przeżyła dokładnie to samo w 2022 roku przez falę Ukraińców. Czy wam się to podoba, czy wam się to nie podoba? To definicyjnej recesji uniknęliśmy w dużym stopniu dzięki temu, że mieliśmy napływ imigrantów. Jakie więc realne gospodarcze konsekwencje poniesie amerykańska gospodarka, jeśli nowa administracja zdecyduje się dalej i konsekwentnie na drastyczne ograniczanie napływu imigrantów. No najbardziej bezpośrednią konsekwencją będzie oczywiście potencjalny niedobór siły roboczej w tych wielu kluczowych strategicznych dalej sektorach. Imigranci stanowią tam bardzo istotny, a czasem fundamentalny trzon zatrudnienia. I dotyczy to branchz takich jak rolnictwo, budownictwo, gastronomia, hotelarstwo, opieka nad dziećmi, opieka nad osobami starszymi, czy wreszcie nawet w tak czymś trywialnym jak usługi sprzątające. Już dzisiaj te sektory walczą z brakiem rąk do pracy, a ewentualne gwałtowne wyeliminowanie z rynku milionów imigrantów tylko pogłębiłoby te problemy do poziomu realnie zagrażającego ciągłości działania wielu firm i wielu usług. W skrajnych wypadkach może nawet grozić tu masowe upadanie takich konkretnych przedsiębiorstw w tych branżach. Niektóre regiony Stanów Zjednoczonych, a zwłaszcza te o tradycyjnie dużym udziale imigrantów w lokalnym rynku pracy, czyli na przykład Kalifornia, Texas czy Floryda, odczułyby te negatywne skutki jeszcze silniej. Tam właśnie gwałtowny spadek liczby dostępnych pracowników mógłby wywołać lokalne głębokie recesje, zaznaczam lokalne, związane z nagłą zapaścią w budownictwie, gastronomii czy w jakichś innych usługach. firmy po prostu zaczęłyby się masowo zamykać z powodu braku pracowników, co wywołałoby bardzo niebezpieczny efekt Domina i mogłoby prowadzić do jakiegoś prawdziwego gospodarczego kryzysu, ale podkreślam w wymiarze lokalnym. No a to w oczywiście w jakimś stopniu przełożyłoby się na kondycję całej gospodarki Stanów Zjednoczonych w zależności od tego, jak silne by było to uderzenie. A kolejnym dość nieuchronnym skutkiem byłby oczywiście też wyraźny wzrost kosztów pracy. No i co za tym idzie częściowe potencjalne przełożenie tego na inflację. W sytuacji dotkliwego niedoboru pracowników wynagrodzenia musiałyby po prostu gwałtownie wzrosnąć, by w ogóle przyciągnąć krajowych amerykańskich obywateli do tych często niskopłatnych, fizycznie wymagających i generalnie mało atrakcyjnych zawodów. To z kolei podnosi potencjalnie ceny żywności, podnosi ceny usług budowlanych, hotelarskich, opiekuńczych, podnosi ceny wszystkiego. A dodatkowym długoterminowym zagrożeniem byłby też pogłębiający się kryzys demograficzny, bo społeczeństwo amerykańskie, podobnie jak większość społeczeństw zachodnich, po prostu się starzeje. Wolniej niż Europa, ale dalej się starzeje. Liczba osób starszych wymagających stałej opieki będzie systematycznie rosnąć, podczas gdy liczba dostępnych, chętnych do pracy potencjalnych opiekunów gwałtownie będzie spadać. Jeszcze w 2016 roku osoby poniżej 18 roku życia stanowiły 23% populacji USA, a osoby powyżej 65 roku życia zaledwie 15%. Najnowsze z kolei prognozy demograficzne mówią o tym, że już za 10 lat po raz pierwszy w historii tych starszych Amerykanów będzie więcej niż tych młodszych, a w kolejnych latach ten niekorzystny trend będzie się tylko pogłębiać. Wbrew wielu powszechnym populistycznym przekonaniom, wielu nielegalnych nawet imigrantów przebywających na terenie Stanów Zjednoczonych, zaznaczam tych nielegalnych imigrantów. regularnie płaci tam podatki, korzystając na przykład z tymczasowych indywidualnych numerów identyfikacji podatkowej, tak zwanych ITINów, zasilają oni również budżet pośrednio przez podatki od sprzedaży czy przez płacenie akcyzy albo innych podatków specjalnych. ewentualne masowe usunięcie z kraju tych nielegalnych imigrantów, załóżmy, że mówimy o wszystkich, oznaczałoby więc też znaczny spadek wpływów podatkowych do budżetu. Raport opublikowany przez CBO w 2024 roku pokazuje jak imigranci realnie przyczyniają się do zmniejszania deficytu budżetowego Stanów Zjednoczonych i jakie są w tym zakresie estymacje na przyszłość. I mowa tu o naprawdę grubych setkach miliardów dolarów na dłuższą metę. Taki radykalny więc antyimigracyjny scenariusz mógłby mocno obniżyć ogólną konkurencyjność całej amerykańskiej gospodarki. Ta dostępna, elastyczna i co tu kryć tania siła robocza od lat pozwala Stanom Zjednoczonym oferować relatywnie niskie koszty produkcji w niektórych swoich branżach. Nagły brak tych ludzi mógłby skłonić wiele firm oczywiście do większej automatyzacji, ale mógłby też się skłonić do ograniczenia swojej dotychczasowej działalności albo nawet do przenoszenia całej produkcji za granicę, co z kolei będzie sprzeczne z inną polityką Trumpa. Ucierpią więc na tym nie tylko małe i średnie lokalne filmy, ale też globalna konkurencyjna pozycja całej amerykańskiej gospodarki. Zbiorowe traktowanie imigrantów jako takiej złej grupy odgórnie też powinno być dość mocnym nadużyciem w przypadku Stanów Zjednoczonych, bo to imigranci są statystycznie nadrezentowani wśród założycieli największych technologicznych startupów, wśród twórców przełomowych patentów i wśród liderów branży technologicznej. Według Instytutu Polityki Migracyjnej w 2022 roku w Stanach Zjednoczonych przebywało ponad 14 milionów imigrantów z wyższym wykształceniem. I choć imigranci stanowią tylko 16% ogólnej liczby wszystkich wynalazców w Stanach Zjednoczonych, to odpowiadają za ponad 1/3 wszystkich patentów niezarejestrowanych w Stanach Zjednoczonych w ciągu ostatnich trzech dekad i to zwłaszcza w tak kluczowych innowacyjnych branżach jak technologia, medycyna czy chemia, czyli mniej osób generuje więcej patentów. Pozbycie się więc ogóły migrantów z amerykańskiej gospodarki no to nie jest zdecydowanie coś o czym w ogóle ktokolwiek powinien rozważać. Zamiast realnej poprawy sytuacji doszłoby wtedy do raczej masowego pogorszenia warunków życia. No ale nawet jeśli mówimy tylko o tych nielegalnych imigrantach, to wciąż kontrybuują oni do budżetu Stanów Zjednoczonych. Więc wbrew temu, co ogólnie stara się przedstawić administracja Stanów Zjednoczonych, imigranci nie są aż tak wielkim ciężarem dla amerykańskiej gospodarki, a raczej są jej częściowo niezbędnym filarem. I sądzę, że administracja Trumpa nie jest z kosmosu. I doskonale to rozumie. Dlatego też sporo z tych działań jest w dużym stopniu działaniami po prostu pod publikę na świeżo po przejęciu akurat władzy. Działania, mimo że telewizyjnie spektakularne, to na razie i tak nie zaszły one tak daleko, żeby w ogóle można było mówić o obserwowaniu jakichś niepokojących negatywnych sygnałów z amerykańskiego rynku pracy i wątpię, że do tego dojdzie. obawy o gospodarczą katastrofę Stanów Zjednoczonych na razie i przy obecnym stanie walki z imigracją można więc schować do kieszeni. Mimo wszystko warto obserwować co się dalej będzie działo. No bo każda taka polityczna zawierucha, szczególnie na tak dużym rynku jak Stany Zjednoczone, sprawia, że ktoś może na tym traci, ale ktoś inny na pewno może na tym zyskać. Jeśli rzeczywiście dojdzie do ograniczenia napływu migrantów, to najbardziej oberwać mogą takie sektory, które są oparte na taniej fizycznej pracy, a z drugiej strony na zaostrzeniu polityki imigracyjnej, na jeszcze większym zaostrzeniu, mogą na przykład zyskać firmy z branży automatyzacji czy robotyki, które już teraz oferują rozwiązania zastępujące częściowo pracowników fizycznych. niedobór siły roboczej na pewno w jakimś stopniu, bo zawsze to robił, przyspiesza wdrażanie automatyzacji. Ale mogą też i to jest ciekawy przeskok teraz na rynek giełdowy i na spółki zyskać firmy kontraktowane przez państwo do zarządzania deportacjami infrastrukturą graniczną. I są takie firmy notowane na amerykańskiej giełdzie. Na nowojorskim rynku na przykład znajdziecie taką firmę jak Core Civic o tickerze CXW, która to generuje zyski przez kontrakty z rządem Stanów Zjednoczonych na prowadzenie prywatnych ośrodków głównie dla osób oczekujących na deportację. Model biznesowy opiera się na stałych stawkach dziennych za każdego zatrzymanego. Ja nie twierdzę teraz, że powinniście rzucać się na tę spółkę, kiedy tylko Trump powie coś o deportacjach, ale chcę wam pokazać, że nawet na tak abstrakcyjnej sytuacji można znaleźć silnych potencjalnych wygranych na giełdzie i po prostu na tym zarobić. Zresztą widać też, że ta spółka dość mocno zareagowała w zeszłym roku na wygraną Trumpa, który zapowiadał wtedy wielką walkę z imigracją. Gwarantuję, że jak dobrze poszukacie, to znajdziecie takich firm podobnych do tej. O wiele, wiele więcej na amerykańskim rynku. Imigracja to temat oczywiście zbyt skomplikowany, żeby podsumować go na szybko jednym zdaniem, ale z inwestycyjnego punktu widzenia najważniejsze jest jedno. Niezależnie od tego, czy rząd USA otwiera granice, czy je zamyka, to pieniądze i tak gdzieś popłyną. A do zarobienia na tym zawsze będziecie potrzebować dobrego konta. My z kolei do inwestycji zagranicznych korzystamy bardzo mocno z Freedom 24, gdzie zakładając konto możecie otrzymać od jednej do nawet 20 darmowych akcji do waszego portfela. Wystarczy założyć konto z linka w opisie, wpłaćcie odpowiedni depozyt i podać kod promocyjny i już odbieracie sobie jedną, 4, 10 albo nawet 20 akcji. Wszystko zależy od tego ile wpłacicie, a jedną odbieracie już od wpłaty niewielkiej, bo 1000 €. Oczywiście możecie ją potem sprzedać i kupić coś innego albo wypłacić pieniądze. A jeśli nie wiecie co kupić potencjalnie to możecie też zawsze inspirować się publicznym portfelem Freedom 24, który dla was prowadzimy i który to naprawdę solidnie o kilkadziesiąt punktów procentowych bije indeksy. Jego aktualizacje są zawsze w niedzielnych wydaniach Finweeka, więc już teraz was tam odsyłam. A jeśli też chcecie z kolei sami lepiej wyłapywać inne ciekawe spółki i mieć jeszcze szerszy pogląd na gospodarkę, ekonomię yyy i rynek, to zachęcam was do sprawdzenia wersji premium portalu DNA, gdzie można dziś dołączyć do ponad 2300 innych inwestorów, którzy codziennie dostają różne analizy, przemyślenia o rynkach, gospodarce, o spółkach ode mnie i całego naszego zespołu DNA, a także mają możliwość obserwowania jak ja sam inwestuję własne oszczędności w portfelach o łącznej wartości ponad 4 miliony złot. To duże pieniądze, które dają dużo emocji, ale gwarantuję, że dają jeszcze więcej nauki i to naukę jestem wam w stanie zagwarantować. Więcej na ten temat znajdziecie na stronie premiumdnarynków.pl. Link jest oczywiście w opisie tego nagrania. A w tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć. [Muzyka] [Muzyka]







