Zgodnie z najnowszymi danymi, nadwyżka handlowa Chiny przekroczyła sąr kur 1 biliona dolarów, co kwestionuje strategie pełnych odciąg´u gospodarczej. W tym filmie analiza rynku, dlaczego ekspansory Chiny często nie miałeż się na barierę handlowych, a jakie sektory faktycznie napędują ten boom, a dłużki rynki ułatkują po “ywanię”. Dowiedz się o mechanizmach dąjącego procesu, ryzyk¸ach dla globalny handel oraz o tym, jak na to zareagowały Zachód. Odkryj, dlaczego “decoupling” nie zadział, a “rerelaying” staje się nowym trendem w globalnym handlu.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Od kilku lat słyszymy dokładnie to samo. Zachód odcina się od Chin. Cła, sankcje, wojny handlowe, przenoszenie fabryk. No w teorii Chiny miały przecież tracić na znaczeniu, a w praktyce dzieje się coś odwrotnego. Chiński eksport właśnie pobił historyczny rekord. Nadwyżka handlowa u nich po raz pierwszy przebiła bilion, tak, 1000 miliardów dolarów. No to w momencie, gdy świat mówi zamykać drzwi dla Chin, Chiny wysyłają na świat więcej towarów niż kiedykolwiek wcześniej. I to nie są już przecież tanie gadżety. To są baterie, to są panele słoneczne, samochody elektryczne, sprzęt do przemysłu, segmenty fundamentalne dla nowoczesnej gospodarki. Jeśli więc wszyscy próbują się od Chin uniezależnić, a ta zależność chyba trochę wzrosła, no to znaczy, że gramy w grę, w której zasad większość polityków i chyba większość inwestorów po prostu nie rozumie. W tym materiale chcę wam pokazać, dlaczego chiński eksport rośnie mimo tych napięć. Komu to pomaga, komu zaczyna szkodzić i dlaczego ten sukces może być nawet dla samych Chińczyków dużo bardziej ryzykowny niż sugerują to nagłówki. Zapraszam. Partnerem odcinka jest XTB, a to już prawie koniec roku i bardzo dobry ostatni moment, żeby wykorzystać sobie roczne limity na IKE oraz XZE i móc inwestować tą kasę bez podatku belki do końca waszego zawodowego życia. y potem na emeryturze sobie wypłacicie i będziecie się świetnie czuli. No ale będziecie inwestować bez podatku belki, więc nie ma na co czekać. Jak wykorzystacie limity w tym roku, to potem już od stycznia będzie mieli kolejne. Jak nie wykorzystacie, to przepadną na zawsze. Link w opisie. Zakładajcie konta. A partnerem technologicznym tego kanału jest HP, producent takich oto drukarek. I niewiele osób wie, że HP jest skrótem od Holy Printer, czyli po angielsku święta drukarka. No i nic dziwnego, ta drukarka sprawia, że o nie miałem. W każdym razie taką świętą drukarkę, a w końcu niedługo święta, możecie sobie sprawdzić 15% taniej z kodem cencyk 15. Link w opisie. Kupujcie drukarki HP. Inwestuj lepiej, mądrzej i z większym spokojem. Dołącz do strefy premium DNA. Podobnie jak już ponad 4100 innych inwestorów. to najlepsze miejsce do świadomego zarządzania swoim kapitałem i swoimi oszczędnościami. Dzięki za już prawie 97 000 waszych subskrypcji. To już naprawdę, naprawdę niewiele do setki, więc nie czekajcie i kliknijcie suba teraz, pozwalając temu kanałowi dalej się rozwijać. Zacznijmy od faktów, bo one mówią tu w sumie najwięcej. Chińska nadwyżka handlowa w towarach po raz pierwszy przekroczyła bilion dolarów i to nie jest jednorazowy wyskok ani efekt jakiejś statystycznej iluzji. W ciągu pierwszych 11 miesięcy 2025 roku eksport Chin urósł o ponad 5% podczas gdy import delikatnie spadł. No i efekt to potężny 1,08 biliona dolarów nadwyżki handlowej według danych. Takiego wyniku nie widziano jeszcze w historii nowoczesnego handlu międzynarodowego. Jeszcze ciekawsza jest geografia tego bumu, bo eksport chiński do Stanów Zjednoczonych zawalił się w ostatnich miesiącach. Momentami ta zapaść sięgała nawet spadku o prawie 30% rok do roku. Gdyby na tym kończyła się ta historia, no to można by ogłosić wielki sukces amerykańskiej strategii odcinania się grubą kreską od Chin. Tyle że co z tego? Skoro pozostała część świata wchłonęła ten odpływ z dużą nawiązką. W danych widzimy bardzo wyraźny wzrost wymiany handlowej z Azją południowschodnią, z Unią Europejską i z szeroką kategorią całej reszty świata, która obejmuje między innymi globalne południe, Rosję i część Ameryki Łacińskiej. Szczególnie mocno rosną wysyłki do państw azjatyckich takie jak Wietnam, Tajlandia czy Malezja, które stają się głównym kierunkiem pośredniego eksportu, czyli przystankiem między Chinami a Stanami Zjednoczonymi. Europa też odczuwa ten napływ. Listopad przyniósł skok eksportu Chin do Unii o prawie 15% rok do roku. I to nie jest w tym wypadku jakaś sezonowa fluktuacja, tylko kontynuacja trendu, który trwa od naprawdę już kilku lat. Chiny wchodzą na europejskie rynki z produktami, których Europa sama nie jest w stanie wytworzyć w wystarczającej skali albo po wystarczająco niskim koszcie, jak na przykład panele fotowoltaiczne. Jeśli spojrzymy na to w pełnej perspektywie, to wyłania nam się naprawdę bardzo prosty obrazek. Świat oficjalnie mówi o dywersyfikacji i redukcji zależności od Chin, albo raczej konieczności tej redukcji, ale statystyki pokazują, że globalny handel w praktyce wciąż opiera się na Chinach. Chiny potrafiły odbudować swój eksport w miejscach, gdzie bariery polityczne okazały się słabsze, a ich przewaga kosztowa i technologiczna była zbyt duża, żeby lokalni producenci i lokalni konsumenci mogli ją sobie zignorować. W rezultacie ten bom eksportowy trwa i obejmuje coraz większą część świata. Chiny działają tu według prostej zasady. Jeśli nie da się czegoś sprzedać i wynieść drzwiami, to wpychamy oknami i jeszcze więcej. Żeby zrozumieć czemu chiński eksport rośnie, mimo napięć ze Stanami Zjednoczonymi, trzeba zacząć od jednej prostej rzeczy. Ten bum naprawdę nie jest przypadkowy. To jest element skutku ubocznego modelu gospodarczego, który Chiny budowały przez dekady. Chińska gospodarka została zaprojektowana pod inwestycje i produkcję, nie pod konsumpcję. Konsumpcja gospodarstw domowych stanowi zaledwie 40% PKB Chin. Tymczasem w Unii Europejskiej to 52%, a w Stanach Zjednoczonych aż 68%. Przez lata rząd chiński pompował kapitał w fabryki, w infrastrukturę, w stal, w cement, w nieruchomości. Firmy państwowe i prywatne miały bardzo prosty komunikat. Produkować, zwiększać moce i budować kolejne linie produkcyjne. Problem w tym, że dochody chińskich gospodarstw domowych nie rosną w takim tempie jak moce produkcyjne. No i efekt jest banalny. kraj jest w stanie wytworzyć znacznie więcej niż jego obywatele są w stanie kupować. Do tego dochodzi drugi filar. Świadoma polityka wspierania konkretnych sektorów. Chiny od lat dotują rozwój branż uznawanych przez nich za strategiczne. Od lat przewijają się te same przykłady. Samochody elektryczne, baterie, panele słoneczne, zaawansowany sprzęt przemysłowy czy elektronika. coś, co ma dawać Chinom przewagę technologiczną przez dekady i uzależniać trochę zachodnich konsumentów, no ale w ogóle innych konsumentów od swojej technologii. Państwoagało budować te moce produkcyjne w sektorach tak agresywnie, że dużo z tych fabryk jest w stanie produkować nawet więcej niż wynosi globalny popyt. Innymi słowy, mamy klasyczne przewymiarowanie podaży nad popytem i chyba najgłośniejszym przykładem tutaj są panele słoneczne. W ubiegłym roku yyy świat dostał szacunki, z których wynikało, że zdolności produkcyjne Chin w zakresie paneli fotowoltaicznych są tak duże, że w rok mogłyby pokryć cały światowy popyt na kolejne 7 lat do przodu. Kolejna sprawa to to, co dzieje się wewnątrz samej gospodarki. Po pandemicznym odbiciu chińska konsumpcja zaczęła się bardzo męczyć, a sektor nieruchomości wpadł tam w głęboki kryzys, o czym nagrywaliśmy osobne materiały. Deweloperzy mają problemy z płynnością, inwestycje w nowe mieszkania hamują, a to przecież przez lata był główny silnik wzrostu większości chińskiego PKB. No skoro więc nie da się ciągnąć gospodarki na mieszkaniówce i budowlance, no to władze idą do tego, co można sprzedawać też poza granicami swojego kraju. To dlatego w danych widać tak wyraźny wzrost nadwyżki handlowej dokładnie w momencie kiedy krajowy popyt jest słaby. I co więcej Chiny z premedytacją rozwijają na całym świecie bardzo gęstą sieć portów handlowych, która ma im ułatwiać eksport i rozłożenie tych towarów, co skraca czas wysyłki i poprawia logistykę. Na to wszystko nakłada się jeszcze kwestia waluty. Juan w ostatnich 10 latach osłabił się względem dolara i euro odpowiednio o 7,14%. Z punktu widzenia świata to oznacza tylko jedno. Chińskie towary są relatywnie jeszcze tańsze, a z punktu widzenia Pekinu to jest wygodne wyjście awaryjne. Słabsza waluta pomaga w końcu utrzymywać konkurencyjność własnego eksportu. To zresztą też częściowo dlatego Donald Trump bardzo chciał słabszego dolara. W praktyce wygląda to tak, że tysiące chińskich firm stoją przed bardzo prostym wyborem. albo sprzedajemy na rynkach zagranicznych, nawet za coraz niższe marże, albo zamykamy linie produkcyjne i tniemy zatrudnienie, bo w kraju nie ma wystarczająco dużego pobytu, żeby wchłonąć tę podaż, którą jesteśmy w stanie robić. No więc eksport staje się de facto zaworem bezpieczeństwa całego systemu. Inwestor indywidualny powinien pamiętać, że w takim świecie posiadanie częściowej ekspozycji portfelowej na Chiny nie powinno być traktowane jako coś bezsensownego. Powinno być traktowane jako coś niezbędnego dla dobrej konstrukcji portfela. Nawiasem mówiąc w XTW u partnera tego materiału, możecie taką ekspozycję uzyskać bez kosztów prowizji, a do tego możecie zrobić to też bez podatku belki. Wystarczy wykorzystać do tego konto IKE albo XZE. I tu warto się pospieszyć. Macie czas tylko do końca tego roku na wykorzystanie tegorocznego limitu, a to zawsze kilkanaście tysięcy, które moglibyście inwestować całkowicie bez podatku. I możecie się też pobawić w Mikołaja. Możecie dać komuś akcję w prezencie zamiast kolejnego badziewia, który schowa sobie w szafie. Szczegóły tej oferty w XTB znajecie w opisie, także czytajcie sobie i pobawcie się w akcyjnego Mikołaja. A wracając do samych Chin, odpowiedź na pytanie, czemu eksport rośnie? Brzmi bardzo brutalnie w wypadku Chin. Rośnie, bo musi. Chińska gospodarka została zbudowana w taki sposób, że bez permanentnego wypychania towarów na świat nie jest w stanie utrzymać swojego wzrostu i utrzymać z rynku pracy w ryzach. W tym sensie każdy kolejny rekord eksportu jest nie tylko oznaką siły. Jest też sygnałem jak bardzo to chiński model gospodarczy jest uzależniony od reszty świata. I przyjrzyjmy się teraz na moment kluczowemu partnerowi handlowemu Chin, Stanom Zjednoczonych. Kiedy patrzymy tylko na relację handlową USA i Chin, to historia wygląda bardzo prosto. Amerykanie nakładają cła, ograniczają import, przenoszą część produkcji do Meksyku czy Azji południowschodniej, a chiński eksport do Stanów leci w dół. No i w danych rzeczywiście widać mocne tąpnięcie. Sprzedaż do USA spadała nawet blisko 1/3 rok do roku. Na papierze można ogłosić wielki sukces, tyle że to jest mały wycinek całości, nie cała układanka. Jeśli spojrzymy sobie na strukturę chińskiej nadwyżki handlowej według partnerów, to widać tam, no, że tam gdzie Amerykanie przykręcają Kurek, Chiny po prostu otwierają kilka innych. Eksport nie przechodzi już bezpośrednio przez porty amerykańskie. Zaczyna płynąć do Azji Południowschodniej, do Europy, do Ameryki Łacńskiej. Łączna ilość towarów wychodzących z Chin wcale nie maleje. Ona de facto zmienia trasę i częściowo jest to powiązane z reeksportem. Część tego, co statystyki pokazują jako rosnący eksport do krajów azjatyckich albo do Meksyku i tak kończy ostatecznie w Stanach Zjednoczonych. Firmy chińskie i amerykańskie przenoszą ostatni etap montażu, przepakowują produkty albo wykorzystują lokalne spółki jako pośredników. No i w efekcie w danych celnych USA pojawia się import z Wietnamu albo z Meksyku, ale spora część wartości dodanej tej pierwotnej i tak powstaje w Chinach. To jest zresztą jeden z powodów, dla których bardzo wielu ekonomistów mówi nie o prawdziwym decouplingu, czyli odcinaniu się od Chin, tylko od zwykłym relabellingu, czyli zmianie metki. Zmienia się etykieta kraju pochodzenia, nie żadne realne odseparowanie się od Chin. Europa na razie gra trochę w inną grę, bo oficjalnie mówi o zmniejszaniu zależności, ale praktyka jest dużo bardziej miękka. W danych widać wyraźnie, że chiński eksport do Unii dalej rośnie. Mimo narastających napięć, czy to wokół samochodów elektrycznych, czy wokół paneli fotowoltaicznych, unijne firmy i konsumenci po prostu korzystają z tańszych towarów, które pomagały zbijać inflację, a politycy dopiero uczą się, jak jednocześnie bronić własnego przemysłu i nie rozwalić handlu obecnego razem z portfelami konsumentów w drobny mak. Do tego wszystkiego dochodzą kraje reszty świata, wszystko co nie jest zachodem i najbliższymi sąsiadami. Tam w ostatnich latach nastąpił wyraźny skok tego eksportu, bo Rosja, część Afryki i Ameryka Łacińska, to wszystko rynki, które stały się naturalnym buforem dla chińskiej nadprodukcji. Kraje, które nie mają własnego rozwiniętego przemysłu są relatywnie biedne, chętnie importują takie tanie panele słoneczne, tanie samochody elektryczne, tani sprzęt przemysłowy, bo to dla nich jest po prostu szybka droga do modernizacji swojej infrastruktury i poprawy standardu życia swoich obywateli. No z perspektywy Pekinu to są idealne wręcz rynki. Nie ma tam żadnych politycznych przeszkód. Są duże potrzeby rozwojowe i jest zapotrzebowanie na tani sprzęt. Tam się nikt nie zastanawia, czy tania konkurencja zabije lokalny przemysł, bo lokalnego przemysłu nie ma. Tam każdy cieszy się, że dostanie nowoczesny sprzęt za ułamek ceny sprzętu z zachodu. Wystarczy zresztą spojrzeć sobie na najważniejsze kierunki eksportowe dla chińskich samochodów z ubiegłego roku i gdzie one płynęły. Jeśli chiński eksport rośnie w takim tempie, to też znaczy, że reszta świata dostaje już dziś gigantyczną falę tanich towarów, która zaczęła wywoływać reakcje polityczne i gospodarcze. No ale umówmy się, to nie jest koniec. I jakie teraz mogą być dalsze konsekwencje tego stanu rzeczy? Pierwsze uderzenie idzie w globalny system handlu. Przez dekadę obowiązywała zasada niskich barier i maksymalnej integracji różnych rynków. Dziś to się trochę rozwala. Jeśli jeden kraj gromadzi ponad bilion dolarów nadwyżki handlowej, to po drugiej stronie gdzieś ktoś generuje bilion dolarów deficytu. To nie jest już sytuacja, którą politycy w Europie czy Ameryce mogą ignorować. Dlatego wchodzimy trochę w erę protekcjonizmu 2.0, który Stany Zjednoczone już zresztą powoli testują, a reszta krajów coraz częściej na ten temat sobie dywaguje. Tylko, że im więcej barier handlowych, tym mniej efektywne będzie wykorzystanie globalnych aktywów, tym większe będzie ograniczenie efektu skali wielu producentów i ogólnie tym wyższy będzie poziom cen dla wielu dóbr na całym świecie. No mimo wszystko, jeśli eksport z Chin faktycznie częściowo staje się narzędziem politycznym, a nie jedynie gospodarczym dla Pekinu, no to trudno nic nie robić, zachować się wobec tego całkowicie obojętnie. Podbicie protekcjonizmu to jest potencjalnie większa długoterminowa inflacja na zachodzie. Większa to znaczy, nie wiem, średnio na przykład 3%, a nie 2% jak kiedyś. A co za tym idzie też wyższe stoły procentowe na dłużej niż kiedyś. Chiny od dawna eksportowały deflację na świat swoimi nadwyżkami produkcji. No więc zamykanie się krajów przed Chinami oznacza po prostu częściowy koniec importowania tej deflacji. Ale drugie pole rażenia to jest europejski przemysł, jeśli mówimy o konsekwencjach, zwłaszcza niemiecki, bo to już nie jest starcie z tanią koszulką i plastikową zabawką z Chin. Chiny weszły tam, gdzie Europa budowała swoją pozycję przez dekady. Motoryzacja, maszyny przemysłowe, robotyka. Pekin osiągnął tu skalę, której europejskie firmy nie były w stanie dogonić i mimo politycznych napięć i rozmów o redukcji ryzyka, jeśli ta fala będzie trwała, to europejskie zakłady będą mieć coraz mniejszą przestrzeń na inwestycje, coraz mniejszą szansę na rozwój i coraz mniejszą szansę na utrzymanie zatrudnienia w ramach europejskich firm. I tu nie chodzi o jakąś wielką histerię, chodzi o realną przewagę kosztową i strukturalną Chin, która działa jak taki odkurzacz wciągający zamówienia z globalnego rynku. W porównaniu z Europą Stany Zjednoczone mają gigantyczny i silny sektor usług technologicznych, gdzie Chiny obecnie nie są w stanie ich wygryźć, ale Europa nie ma aż tak mocnej alternatywy dla swojego przemysłu, więc sytuacja tu wygląda dużo gorzej, szczególnie dla Niemiec. No i efekt jest taki, że nic dziwnego, że USA geopolitycznie reorientują się na rejon Pacyfiku, bo w Europie po prostu nie ma dziś aż tyle do ugrania, o ile ten trend się nie zmieni. Trzecia konsekwencja z kolei dotyczy państw rozwijających się. Kraj Azji Południowschodniej, Afryka, Ameryka Łacińska, Bliski Wschód. Tam chińskie towary pomagają obniżać inflację, pomagają stabilizować koszty. To brzmi niemal jak winwin. Jedni rozwijają się szybciej i taniej, drudzy wypychają swoje towary. Ale ma to też drugą stronę. Lokalny przemysł zostaje zepchnięty pod wodę, zanim w ogóle zdąży się rozwinąć. Importowanie tanich paneli, baterii, elektroniki, sprzętu przemysłowego daje faktycznie efekt szybkiej modernizacji, ale jednocześnie uzależnia gospodarkę od Pekinu. I to jest jeden z powodów, dla których Chiny budują tak silną pozycję na globalnym południu. Z jednej strony oferują dostęp do technologii i kapitału, z drugiej wzmacniają długoterminową zależność ekonomiczną i budują sobie w ten sposób jakieś różne miejsca do politycznych nacisków. I teraz suma tych wszystkich konsekwencji jest bardzo prosta, ale nie jest jednoznaczna. Świat wszedł w tak zwany drugi chiński szok. Pierwszy był oparty na tanich trampkach i elektronice typu badziewne zegareczki. Drugi jest oparty na bardziej zaawansowanej technologii, na realnej wartości dodanej i częściowo strategicznych sektorach. I to jest inna liga, bo uderza w fundamenty nowoczesnych gospodarek. Z perspektywy obserwatorów, którzy lubią spłycać pewne rzeczy, to ten rekordowy eksport Pekinu wygląda jak triumf Chin. Fabryki pracują, statki wypływają pełne, statystyki wyglądają świetnie, ale pod spodem ten sukces ma strukturę tykającego zegara. Chińska gospodarka w ostatnich latach weszła w fazę, w której eksport już nie jest ich przewagą. On stał się ich koniecznością do funkcjonowania. To jest duża różnica, bo coś jest siłą, kiedy działa, ale może stać się słabością, kiedy coś się wywali. Wszyscy ekonomiczni poplecznicy Chin pieją tylko o tym, jak to Chiny dominują handel. Okej, tylko jednocześnie te same Chiny uzależniły swoją własną stabilność od zagranicznego popytu. Konsumpcja wewnętrzna tam dalej kuleje, dalej nie jest rozwijana. Sektor nieruchomości jest w kryzysie. Inwestycje publiczne nie będą w stanie łatać tych dziur w nieskończoność. Jeśli świat zacznie się przed Chinami zamykać, nawet w takich różnych miejscach, to ten fundament traci podporę. I patrząc na to z tej strony, ten potencjalny szach, który ktoś postawi jest obopólny. działa w obie strony. Rosnący eksport jest dziś odpowiedzialny za sporą część wzrostu gospodarczego w Chinach, ale popyt krajowy jest słaby. Chiny nie mogą same wchłonąć swojej nadprodukcji. Gdyby jutro świat postawił kolektywnie twarde bariery albo gdyby w USA albo Europie wybuchł kryzys, to w Pekinie też zaczęłyby się spore problemy. A druga kwestia to eksport deflacji, który odbija się co prawda na zachodnich producentach, ale rykoszetem odbija się też na chińskiej gospodarce. Żeby sprzedać swoje produkty na zewnątrz, firmy chińskie coraz częściej muszą obniżać ceny. I to nie jest strategia ofensywna. To często jest trochę walka o przetrwanie. Część ekonomistów mówi wręcz o deflacyjnych tendencjach na poziomie całego sektora wytwórczego, a to sprawia, że marże są coraz gorsze. Firmy chińskie działają na granicy opłacalności. Eksport ratuje wolumen, ale niekoniecznie ratuje zyski. Średnia marża zysku chińskich firm z listy Fortune Global 500 jest znacznie niższa niż marża firm japońskich, amerykańskich, brytyjskich czy europejskich. O tym się jakoś nie mówi, nie? I do tego dochodzi ryzyko polityczne, bo im bardziej Chiny polegają na eksporcie, tym bardziej ich gospodarka staje się zakładnikiem zagranicznych regulacji. Przykład Stanów Zjednoczonych jest oczywisty, biorąc pod uwagę ostatni rok, ale prawdziwa bomba może przyjść z Europy. Unia zaczyna coraz więcej dyskutować o kwestii taniego importu z Chin i pomimo tego, że działa w ślimaczym tempie, jak to Unia, to powoli może coraz bardziej decydować się na utrudnianie życia Chińczykom. Jeśli Europa faktycznie pójdzie śladem Stanów Zjednoczonych, to Chiny stracą dwa najbardziej rentowne rynki dla swoich zaawansowanych technologicznie produktów. I Pekin bardzo dobrze to rozumie. Dlatego tak mocno rozwija handel z krajami, które pośredniczą w handlu i z globalnym południem. No tylko, że tamte rynki może i są chłonne, ale są znacznie mniej dochodowe i dużo mniej stabilne. A to może być problem. Zwłaszcza kiedy w niektórych sektorach Chiny mają dziś tyle fabryk, że nawet maksymalny globalny popyt nie jest w stanie ich wszystkich nakarmić zamówieniami. Nadprodukcja może istnieć, ale zawsze musi znaleźć się odbiorca. Jeśli kiedyś odbiorcy by zabrakło, to Chiny będą musiały ratować te branże dopłatami. A to z kolei oznacza większe koszty budżetowe, presje na cały system. Innymi słowy, może tam dojść do kolejnej jakiejś sektorowej bańki na kształt tej, która miała miejsce na chińskim rynku nieruchomości, po prostu w jakimś innym sektorze. Firmy nie będą miały popytu na swoje produkty, ale jednocześnie państwo będzie się bało pozwolić tym firmom upaść, no bo to wygeneruje wzrost bezrobocia. I napięcia społeczne, które w Chinach nie są mile widziane. Pułapka między młotem a kowadłem. Efekt jest taki, że byłoby utrzymanie masy pracowników na bezproduktywnych i w gruncie rzeczy zbędnych posadach, czyli takie przelewanie kapitału ludzkiego po prostu w celach czysto politycznych. Gospodarka, która rośnie dzięki temu, że musi cały czas wysyłać nadprodukcję na cały świat, jest gospodarką, która musi mieć nadzieję, że nikt nie zamknie jej drzwi. Dlatego sukces, który widać w chińskich statystykach handlowych jest jednocześnie sukcesem, ale równie szybko może stać się strategicznym problemem. I opowiadam wam o tym, żeby uświadomić was trochę, że nie ma zerojedynkowych gospodarczych sytuacji w dzisiejszym świecie. Coś, co wydaje się być siłą, wcale nie musi nią być. Jednocześnie jednak Zachód też nie jest się w stanie odciąć od Chin, tak po prostu. Tak samo jak Chiny potrzebują Zachodu, tak samo Zachód potrzebuje Chin. Chiny są dziś wpięte w globalne łańcuchy dostaw, na poziomie którego nie da się odtworzyć nigdzie indziej. Produkcja paneli czy baterii w Europie. No spoko, ambitny plan. Tylko, że chińskie fabryki już działają, już mają przewagi kosztowe, już produkują w ilościach nieosiągalnych dla innych. Po co robić swoje dla zasady? Jasne, można robić trochę dla bezpieczeństwa, ale wszystko podobnie jest w elektronice użytkowej, w robotyce przemysłowej. Świat jest uzależniony od Chin, nawet jeśli próbuje to jakoś politycznie ukrywać. I do tego Chiny już udowodniły, że potrafią obchodzić bariery handlowe. Jedna bramka się zamknie, to znajdą się trzy kolejne. Zatrzymać chińską ekspansję towarów na świat można by tylko wtedy, jeśli cały świat działałby wspólnie. Przecież wiemy, że to się nie wydarzy, bo dla wielu nawet z tych krajów odcięcie się od Chin już byłoby gospodarczym samobójstwem i Pekin też to dobrze wie. Dlatego inwestuje w relacje handlowe i inwestuje w relacje logistyczne z regionami, które nie będą kopiować amerykańskich restrykcji. I rezultat jest taki, że protekcjonizm jedyne co robi to spowalnia przepływ, ale go nie zatrzymuje. Chiny i tak znajdą obejście. Po prostu wszystkim i Chinom i Zachodowi jest trochę trudniej. Zachód traci na tym inflacyjnie. Chiny tracą na tym trochę zysku. Każdy coś traci. Tej gry nie da się wygrać jednostronnie. Chiny napompowały swój przemysł do kosmicznej skali i teraz próbują za wszelką cenę znaleźć popyt na swoje towary. Jeśli Zachód pozostanie zbyt otwarty na ten eksport, to może się za bardzo uzależnić od Chin, ale jednocześnie jeśli go zamknie, to sam będzie miał problem, bo już jest uzależniony od Chin. To nie jest problem, który da się dziś jakkolwiek rozwiązać. Taka sytuacja nie ma jednego prostego wyjścia, nie ma jednego pewnego zakończenia. Świat został przez ostatnie dekady już zbyt mocno zintegrowany, żeby jakkolwiek miał szansę ponownie wejść w taki szeroki globalny protekcjonizm gospodarczy. Skończy się tak, że mamy kilka kierunków, które będziemy pewnie obserwować w ciągu najbliższych kolejnych lat. Pierwszy, zachód będzie częściowo zamykał napływ towarów z Chin, ale w sposób bardzo kontrolowany, żeby nie zrywać łańcuchów dostaw, tylko żeby chronić się przed wypieraniem kolejnych lokalnych producentów. Drugi, Chiny będą coraz agresywniej budować sieć powiązań z mniejszymi, biedniejszymi państwami, które można zasypać tanimi produktami. Taki eksport w pakiecie z inwestycjami i pożyczkami to nie jest tylko handlowy interes. To też szybka droga do wzrostu wpływów politycznych. Pekin już to robi, po prostu będzie to robił mocniej. I do tego czeka nas narastająca przepychanka polityczno-ekonomiczna między Zachodem i Chinami. Słowna, regulacyjna, handlowa, ale zawsze bez ryzyka wielkiego zderzenia, bo obie te strony są już na siebie skazane. Zachód potrzebuje chińskich komponentów i produktów. Chiny potrzebują zachodnich rynków. To nie jest układ, który da się jakkolwiek rozerwać. Dlatego też biorąc to wszystko pod uwagę, ja nie mam problemu z inwestowaniem w Chiny, które przez wiele osób uznawane są za nieinwestowalne. Wszystko jest inwestowalne, bo integracja świata jest już za daleko i nikt Chin na jakąkolwiek wielką banicję nie skaże. A jeśli ciekawi was, które firmy z Chin są na moim radarze, no to już zachęcam do sprawdzenia wersji premium D na rynku, z której regularnie korzysta ponad 4100 już innych osób, które codziennie dostają różne analizy, przemyślenia o rynkach, gospodarce, o spółkach ode mnie i całego naszego zespołu DNA, a także mają możliwość obserwowania jak ja sam inwestuję własne oszczędności w portfelach łącznej wartości ponad 6 milionów złot. Duże pieniądze, które dają dużo emocji, ale przede wszystkim dają masę nauki i tą naukę mogę wam zagwarantować i obiecać. Więcej na temat znajdzie na stronie premium na rynków.pl. Link jest oczywiście w opisie. W tym materiale to już wszystko. Do zarobienia. Cześć.









