Wycena Akcji: Klucz do Świadomego Inwestowania
Czy wiesz, jak ocenić, czy akcje są warte swojej ceny? Ten film to praktyczny przewodnik po metodach wyceny akcji giełdowych. Dowiesz się, jak określić, czy cena akcji danej spółki jest atrakcyjna, a także jakie wskaźniki brać pod uwagę przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.
Kluczowe zagadnienia poruszane w filmie:
- Wycena akcji a inne aktywa: Porównanie wyceny akcji do wyceny aktywów niegenerujących przepływów, takich jak złoto czy ropa naftowa.
- Czynniki wpływające na wycenę akcji: Przyjrzenie się przychodom, zyskom, gotówce z działalności operacyjnej i aktywom firmy, jako elementom wpływającym na wartość akcji.
- Wskaźniki wyceny: Omówienie popularnych wskaźników, takich jak Price to Sales (P/S), Price to Earnings (P/E), Price to Cash from Operations.
- Metody analizy wskaźników:
- Metoda Porównawcza – ocena relatywna i jej ograniczenia wynikające z nieuwzględniania dynamiki wzrostu przychodów,
- Metoda Historyczna – porównanie obecnych wskaźników do historycznych wartości P/S danej spółki,
- Wykorzystanie wskaźnika Upside opartego o prognozy analityków – dobór spółek o wysokiej zyskowności i akceptowalnych wskaźnikach wyceny.
- Praktyczne wnioski: Dlaczego nie zawsze warto kupować akcje tanie i unikać akcji drogich. Kiedy Upside pokazuje dobry moment na zakup akcji.
Dla kogo jest ten film? Początkujący i średniozaawansowani inwestorzy, którzy chcą zrozumieć, jak oceniać wartość akcji i podejmować bardziej świadome decyzje inwestycyjne, korzystając z analizy fundamentalnej.
Zobacz pełną transkrypcję filmu
Dzień dobry. Ja niezmiennie nazywam się Tomasz Trela, a to jest drugi wykład, na którym zastanowimy się, czy dobre akcje to na pewno dobra inwestycja. Potrzebne nam do tego będzie określenie, czy cena, którą należy zapłacić za daną spółkę w danym momencie jest ceną atrakcyjną, czy ceną nieatrakcyjną. Mówiąc inaczej, zajmiemy się dzisiaj metodami wyceny akcji giełdowych. Z akcjami nie jest jeszcze tak źle jak z niektórymi, jak z wyceną niektórych klas aktywów, bo akcje generują nam coś w zamian. O wiele bardziej problematyczne, problematyczna wycena jest z aktywami, które nie generują nam żadnych przepływów, bo jak ocenić ile warta jest uncja złota? Do czego to odnieść? Jaki mamy punkt odniesienia? Koszt produkcji uncji złota w zależności od regionu, od kopalni to jest około 800 do 1000. No to dlaczego ono kosztuje 4, 5, 10, 15 000? Jakślić, która cena jest uczciwa? Ciężko to zrobić, bo nie mamy punktu odniesienia. złoto nie generuje działalno nie generuje przepływów z działalności operacyjnej, nie nie generuje dywidend, nie generuje żadnych wypłat, więc tak naprawdę jego cena uzależniona jest nieco od popytu, od podaży oczywiście, ale ten popyt i podaż uzależnione są trochę od sentymentu, czyli o cenie złota decydują czynniki psychologiczne. Podobnie jest z innymi towarami czy surowcami takimi jak ropa naftowa, gdzie znamy oczywiście średnie koszty wydobycia, znamy podaż, znamy popyt, czyli teoretycznie powinno się być w stanie ustalić jedną uczciwą cenę baryłki ropy naftowej. No ale w praktyce znowu siły rynku i sentyment i wydarzenia geopolityczne powodują, że te wahania są y że że te wahania na ropie naftowej są dość znaczne. I przez to, że ropa nie generuje nam znowu nic w zamian, a generuje koszty jeszcze przechowywania, bardzo trudno jest oszacować uczciwą cenę baryłki ropy naftowej. To samo jest prawdą dla Bitcoina, dla funta brytyjskiego czy dla jakichkolwiek innych walut, czy generalnie dla wszystkich aktywów, od których nie dostajemy niczego w zamian. Wtedy nie jest możliwe ocenienie ile dolarów powinniśmy zapłacić za aktywo, które generuje nam no właśnie co nic. Na szczęście akcje giełdowe znajdują się w nieco innej grupie aktywów, które już coś nam generują. Podobnie jak chociażby nieruchomości. Jeśli kupujemy nieruchomość za x czy x dolarów z celem inwestycyjnym chcemy ją wynajmować. Możemy sobie porównać jakie są średnie ceny wynajmu danych czy podobnych nieruchomości w danym regionie. możemy oszacować na podstawie tego, jaki będzie czynż miesięczny dla nas, jaki jest czynnsz administracji, wspólnoty, ergo, jakie będą nasze koszty, netto przemnożymy to razy liczbę miesięcy w roku, razy liczbę lat, przez które planujemy sobie to sobie to to to inwestować. Jesteśmy w stanie już oszacować, co nam się spina w tym budżecie i w Excelu, a co nam się nie spina. Na podstawie tego mamy do podjęcia dość świadomą decyzję, czy inwestycja w daną nieruchomość uwzględniając koszty kredytu i tak dalej jest sensowna, czy nie. Tak samo jest ze wszystkimi pożyczkami, kredytami, czy pojedynczymi pożyczkami, czy paczkami całych pożyczek. No bo z góry wiemy jaka jest stopa procentowa, na ile pożyczamy pieniądze, czy jak kupujemy obligacje, to jaki kupon one wypłacają. Możemy sobie to zdyskontować o średnią niewypłacalność, czy niespłacalność tych pożyczek dla danego rodzaju pożyczek, czyli powiedzmy 5% osób nie spłaca swoich pożyczek. No to jeśli oczekujemy 100 milionów, dyskontujemy to o tych pięć i już wiemy mniej więcej jakiego odwrotu jesteśmy w stanie się spodziewać. No i porównujemy to teraz do ceny, którą trzeba zapłacić za to. Tak samo działają pojedyncze obligacje i tak samo działają akcje. Czyli w przypadku akcji, w przypadku akcji to jest w ogóle może nie najprościej, ale podobnie jak w przypadku jak w przypadku obligacji, które generują nam coś w zamian, bo dostajemy dolarowy zwrot w zamian za dolarową inwestycję. w dany papier i na tej podstawie jesteśmy w stanie ocenić ile dolarów warto byłoby zapłacić za konkretną akcję. No i teraz pytanie, co my możemy dostać od akcji, od poszczególnej jednostki udziału świadczącej, że jesteśmy współwłaścicielem pewnej części danej spółki. No możemy dostać część przychodów tej firmy, czyli wszystkich przychodów wypracowywanych przez spółkę podzielonych na liczbę akcji będących w obiegu i otrzymamy informacje o tym, jaka część tych przychodów przypada na jedną naszą akcję. Super. Możemy otrzymać część zysków, które są pochodną y przychodów. Możemy otrzymać część gotówki z działalności operacyjnej spółki, bo to nie są te same pojęcia. Możemy też otrzymać część, w pewnym sensie otrzymać część aktywów firmy. No bo jeśli kupujemy akcję spółki, która ma aktywa, linie produkcyjne, stany magazynowe i tak dalej o wartości 100 milionów i jest 100 akcji w obiegu, no to na jeden posiadacz jednej akcji jest uprawniony do jnej setnej tych aktywów. Czyli jedna akcja daje nam prawo do 1 miliona wartości aktywów tej spółki. W wypadku gdyby gdybyśmy chcieli wykupić spółkę z giełdy, zdjąć ją i rozsprzedać te aktywa albo w jakikolwiek inny sposób na przykład uzyskać pożyczkę pod zastaw tych aktywów, jesteśmy w stanie to wycenić. Jesteśmy w stanie to wyliczyć. Oczywiście jakąś pochodną tych przychodów zysków i gotówki jest poziom dywidendy, którą oddajemy, którą dostajemy, którą spółka nam oddaje jako akcjonariuszom. Ale po pierwsze ta dywidenda nie stanowi wartości dodanej, o czym mówiłem w poprzednim wykładzie, a po drugie jest ona zmienna, bardzo zmienna z kwartału na kwartał rada nadzorcza, czy jakby Rada nadzorcza może rekomendować, a akcjonariusze mogą podjąć decyzję, że ta dywidenda nie będzie nie będzie wypłacana, albo zostanie zredukowana, albo zostanie podniesiona. Ciężko coś prognozować na bazie tej dywidendy. I teraz zatrzymajmy się tutaj chwilę, bo wiele osób yyy zadaje sobie pytanie, no jak to spółka oczywiście generuje jakieś przychody, generuje jakieś zyski, generuje jakąś gotówkę, ale przecież my jako akcjonariusze nie dostajemy tych przychodów, czy tych zysków, czy tej gotówki na nasze konto bankowe. No to tak nie działa, prawda? Firma generuje przychody, okej, reinwestuje potem te przychody, z tego są zyski, płaci podatki i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. wypłaca pracownikom pensje. No ale my części tych przychodów na jedną akcję nie księgujemy na swoim rachunku maklerskim. Więc jak możemy porównywać cenę akcji do tego, jaki przychód generuje ta akcja? A no możemy jak zwykle, jeśli czegoś nie do końca rozumiemy, przełóżmy to na taki język, który jest dla nas prostszy. Na język biznesu, ale takiego biznesu codziennego. Wyobraźmy sobie, że chcemy zainwestować w fermę kurczaków. Taka branża. Wszyscy potrzebują tych kurczaków. Pewnie to się nie zmieni i chcemy zainwestować. Nie do końca wiemy jak to wszystko działa tam w środku, no ale wiemy, że są nam niezbędne kurczaki, jeśli mamy już tę fermę. No i teraz idziemy sobie na targ w poszukiwaniu pierwszego kurczaka do do zakupu. No i tam jedna przekupka na tym targu mówi, że jej kurczak kosztuje 50 zł. Idziemy dalej. Obok stoi druga przekupka, która mówi: "Mój kurczak kosztuje 150 zł. No się teraz zastanawiamy jak to jest możliwe, że jeden niby taki sam kurczak, jeden kosztuje 50, drugi 150. Która cena jest lepsza? Która, który zakup, czy która inwestycja na tą naszą fermę bardziej nam się zwróci, czy bardziej nam się opłaci? No musimy wziąć do tego równania jakiś punkt odniesienia. No to robimy research, szukamy sobie na Wikipedii. Okazuje się, że kurczak generuje coś takiego jak jajka. To informacja dla tych, którzy mieszkają w miastach i nie wzięli kury nigdy na oczy. Tak, ja pochodzą od kury. I teraz pytanie, ile tych jajek dziennie, miesięcznie czy rocznie generuje nam kurczak za 50 zł? A ile ta kura, która kosztuje 150 zł? Bo może się okazać tak, że kurczak, który kosztuje 50 zł, on generuje jedno jajko dziennie, a kurczak, który kosztuje 150 zł, generuje pięć jajek dziennie. Która inwestycja na naszą fermę będzie lepsza? Którą cenę warto zapłacić? Co nam się będzie bardziej opłacało? No oczywiście, że bardziej będzie nam się opłacało zapłacić trzy razy więcej za droższego kurczaka, bo on generuje nam pięć razy więcej jajek, czyli mamy pięciokrotnie wyższy zwrot z tej inwestycji. Dostajemy w zamian o wiele, wiele więcej. I teraz absolutnie drugorzędne znaczenie ma, czy my będziemy konsumowali te jajka, czy my je w ogóle lubimy, czy my je będziemy jedli. Nie o to tutaj chodzi, żeby konsumować tę część, którą dostajemy od danego aktywa w zamian. Chodzi o to, żeby zastosować te jajka jako punkt odniesienia do wyceny tego nieszczęsnego kurczaka. I z kursem akcji na giełdzie jest tak samo. To nie chodzi o to, żeby spodziewać się, że firma część tych przychodów zaalokuje magicznie na naszym rachunku maklerskim po każdym kwartale, tylko chodzi o to, żeby zastosować te przychody, te zyski i tę gotówkę z działalności operacyjną operacyjnej. czasami też część yyy aktywów, żeby zastosować je jako punkt odniesienia do wyceny czy do określenia tego, ile dane akcje są warte. I teraz jeśli stworzymy sobie wskaźniki wyceny na bazie tych dwóch informacji, czyli na bazie tego ile musimy zapłacić za daną akcję versus to, co dostajemy w zamian, powstają nam cztery najbardziej popularne i i najczęściej używane wskaźniki na na służące do wyceny spółek na na giełdzie. Price to sales, czyli stosunek ceny akcji w tym liczebniku na górze nad kreską. Zawsze będzie cena akcji, którą dzisiaj trzeba zapłacić za te akcje, tak jak gdybyśmy dzisiaj chcieli je kupić. A w mianowniku na dole będzie to, co dostajemy w zamian. Price to sales odnosi cenę akcji do przychodów generowanych przez tę jedną akcję, czy do puli przychodów podzielonych na liczbę akcji w obiegu, do których będziemy uprawnieni w cudzysłowie, tak jak do tych jajek, chociaż nie zamierzamy ich jeść i konsumować, do których będziemy uprawnieni, jeśli kupimy tę jedną akcję. price to earnings z różnymi swoimi wariantami, bo te earnings mogą być, czyli te zyski zapisywane jako ebita, jako zysk operacyjny, jako zysk netto, wszystko jedno. W każdym razie odnosimy kurs akcji do porcji zysków, które dostajemy w zamian. Price to cash from operations. Cena akcji w zamian do gotówki, którą generuje firma z działalności operacyjnej. To jest istotne, żeby nie porównywać czego do wolnej gotówki, do free cash flow czy do innego typu gotówki, bo gotówka gotówce wbrew pozorom nie jest równa. Jeśli do kasy spółki, jeśli do kasy spółki wpada 100 milionów dolarów, to w zależności od tego skąd pochodzi tych 100 milionów dolarów będzie to informacja pozytywna albo negatywna. Jeśli tych 100 milionów dolarów pochodzi z działalności operacyjnej, firma prowadzi swoją działalność, zarabia, klienci jej płacą i to jest 100 milionów, super. Ale jeśli to jest 100 milionów zaciągniętego długu, no na konto zaksięgowany jest wpływ 100 milionów, więc 100 milionów pojawia się po stronie spółki, więc teoretycznie super. No ale jak zobaczymy źródło pochodzenia tego, to jest kolejny kredyt, który trzeba będzie kiedyś spłacić, który generuje odsetki. To nie jest dobra informacja dla akcjonariuszy. Jeśli tych 100 milionów wpływa ze sprzedaży na przykład części linii produkcyjnych albo ze sprzedaży działki albo ze sprzedaży części aktywów, części floty maszyn, to też nie jest dobra informacja, bo gotówka oczywiście wpłynęła, ale to jest zdarzenie jednorazowe i w kolejnych kwartałach ta flota maszyn czy ta część aktywów, którą sprzedaliśmy już nie będzie nam pomagała generować kolejnych przychodów czy kolejnych zysków, więc to jest też zła informacja. Więc nie każda gotówka jest równa i nie każda ma pozytywny wpływ na kurs akcji. Czasami ma negatywny wpływ. Dlatego mówimy tutaj o porównywaniu ceny akcji do gotówki, ale do gotówki z działalności operacyjnej. Kiedyś ulubiony wskaźnik Warena Buffetta używało się porównania stosunku ceny akcji w zamian do wartości aktywów, tych twardych aktywów posiadanych przez spółkę. Czyli jak kupowałem akcje Forda, to odnosiłem to do tego, ile tam tych linii produkcyjnych jest, montażowych, magazynów, hal, placów, na których trzymane są samochody, ciężarówek, którymi później te samochody są wożone i tak dalej i tak dalej. Dzisiaj w dobie spółek działających w chmurze, w internecie, głównie z branży softwareowej, z branży IT, gdzie możemy skalować nasze przychody czy nasze zyski bez potrzeby zwiększania dodatkowych aktywów, ten wskaźnik jest coraz mniej używany, bo wyobraźmy sobie, że Netflix produkuje film, to jest film wyprodukowany w Polsce. Okej? Jak ten Netflix może zwiększyć teraz skalę swoich przychodów? No może wejść na inne rynki. Jaki będzie miał koszt wejścia z tym filmem na inny rynek? No koszt stworzenia napisów, koszt wygenerowania napisów do tego filmu. Nie będzie go musiał nagrywać czy produkować po raz drugi. Ta cała machina montażowa nie będzie filmowa nie będzie ruszała po raz drugi. Skala byłaby możliwa, czy jakby duża skala do zrobienia, czy tak samo jest z softwarem, z programem, który piszemy raz, a możemy go potem sprzedawać w nieskończoność. Ta skala nie byłaby możliwa w przypadku spółek typu Ford czy Coca-Cola czy bank czy czy bank jakikolwiek bank nie tylko inwestycyjny. No żeby bank wszedł do innego kraju no to musi zrekrutować ludzi. Kwestie regulacyjne już pomijam, ale wynająć oddziały i to jeszcze w dobrych miastach zadbać o te nieruchomości, wyposażyć je, serwisować i tak dalej i tak dalej. o wiele większe koszty tej ekspansji. Więc dzisiaj patrzy się tak naprawdę nie na price to book value do ceny do wartości księgowej, tylko raczej na cenę do przychodów, która jest najmniej zmienna. Zyski są bardziej zmienne z kwartału na kwartał. Gotówka jest też zmienna z kwartału na kwartał. Więc tak naprawdę patrzymy dzisiaj na wskaźnik cena do cena do sprzedaży, price to sales. I teraz jest kilka metod analizy tego wskaźnika po to, żeby odpowiedzieć na pytanie, czy akcje są drogie, czy tanie. Pierwszy to jest taka metoda porównawcza, czyli patrzymy sobie na przykład, że im wyższy wskaźnik, tym drożej. Patrzymy sobie, że price to sales Nvid to jest 30. Porównujemy z price to sales Coca-Coli, który ma sześć. No i wyciągamy wniosek tak jak 90% inwestorów. NVIDIA jest skrajnie droga dzisiaj. Okej, to jest wniosek, który można wyciągnąć z takiej metody porównawczej. No bo tych 30 oznacza, że dzisiaj żeby kupić akcję Nvidi, musimy zapłacić 30 ar w cenie akcji w zamian za jednego dolara przychodów. Ale Coca-Colę możemy kupić płacąc 6 dolarów w cenie akcji w zamian za jednego tego samego dolara przychodu. No to Coca-Cola jest dużo tańsza, prawda? Tak i nie, bo jeśli porównamy sobie teraz jak bardzo, jak szybko będą rosły te mianowniki, czyli te przychody generowane przez Coca-Colę, przez Nvidię w kolejnych latach, to okaże się, że przychody Coca-Coli, czyli ten mianownik, będzie rósł o wiele wiele wiele szybciej niż przychody Coca-Coli. I to jest szalenie istotne, dlatego że jeśli my wiemy, że w przypadku jednej spółki Nvidia, dzisiaj Price to Sales 30, że ten mianownik będzie rósł o 60% średniorocznie, to w przyszłym roku firma nie będzie generowała nam już tylko 10 $ar przychodu na na jedną akcję, tylko 16, potem 25, potem 40. To będzie rosło geometrycznie. ergo, przyszłe price to sales danych akcji będzie nam spadało nawet bez spadku kursu akcji. Jeśli podstawilibyśmy tutaj przelicznik 6% dynamiki wzrostu przychodów w przypadku Coca-Coli, to price to sales z punktu widzenia przyszłych okresów nie będzie tak diametralnie spadało. No właściwie będzie stało w miejscu czy marginalnie się ruszało. Dlatego dobre spółki o dużej dynamice wzrostu przychodów będą nam y będą miały wyższą wycenę dzisiaj z punktu widzenia tych przychodów generowanych dzisiaj. Ale ta wycena już będzie spadała, tym bardziej, im bardziej będą rosły prognozy odnośnie zwiększania mianownika czy zwiększania tych przychodów w przyszłych w przyszłych y w przyszłych kwartałach. Więc ta metoda porównawcza no jest tak naprawdę mówiąc w skrócie do wyrzucenia, bo ona nam absolutnie niczego nie jakby nie nie przekaże nam żadnej wartościowej informacji, przynajmniej nie, jeśli nie odniesiemy jej też czy nie zestawimy jej z dynamiką wzrostu tych przychodów spółki. to znowu tak jakby porównać to do zakupu szybkiego samochodu versus wolnego samochodu. Wiadomo, że za szybki samochód będziemy musieli zapłacić dużo więcej, no ale on w zamian będzie nam rozwijał dużo większą prędkość, więc łatwiej wygrać wyścigi, łatwiej zgarnąć potem główną nagrodę, więc warto byłoby zainwestować trochę więcej po to, żeby kupić ten samochód, który jest szybszy i zapewnia nam potem wygraną. Tak samo jest z akcjami. Te akcje, które mają dużą dynamikę wzrostu przychodów, one będą drogie. One nigdy nie będą tanie. I teraz idąc krok dalej, skoro ta metoda porównawcza jest bez sensu, jeśli nie uwzględnimy dynamiki wzrostu przychodów, to co możemy, jak inaczej możemy wykorzystać te wskaźniki? No mamy trochę lepszą metodę, a mianowicie metodę historyczną, czyli porównujemy sobie jak ten wskaźnik price to sales wyglądał historycznie z ostatnich kilku lat dla danej spółki. Nie ma sensu porównywać to z historią 10, 15, 20letnią, bo żadna spółka dzisiaj nie wygląda tak, jak wyglądała 15 lat temu. Apple 15 lat temu czy Nvidia 15 lat temu to jest zupełnie inna firma niż dzisiaj. 15 lat temu pierwszy iPhone dopiero się pojawił. To była firma, która generowała zupełnie z innego źródła przychody niż generuje dzisiaj. Więc ma sens porównywanie. inne były stopy procentowe, inne otoczenie makroekonomiczne. Ma sens porównywanie tych wskaźników versus ostatnich 5 góra 10 lat, jeśli nic dramatycznego w spółce się nie zmieniło. W przypadku Nvidi na przykład już dużo się zmieniło razem z wejściem pierwszych modeli, pierwszego chat GPT i ekspansji, która od tego momentu i tego boomu na na procesory graficzne, która która od tego momentu się rozpoczęła. Więc tutaj miałoby sens porównywanie tych zakresów z ostatnich lat. No i metoda historyczna jest o tyle prosta, że wystarczy mniej więcej oszacować sobie co to jest taka trochę analiza techniczna analizy fundamentalnej. Analiza techniczna parametrów fundamentalnych. Szacujemy jaka była maksymalna granica cenowa, za którą inwestorzy byli w stanie zapłacić w danej spółce, żeby uzyskać jednego dolara przychodu. To 40, ta górna granica w zaokrągleniu tutaj oczywiście oznaczała to, na co patrzymy na wykresie, oznaczała, że inwestorzy w tym momencie byli w stanie zapłacić 40 $arów w cenie akcji NVID, żeby być uprawnionym uprawnionymi do otrzymania jednego dolara przychodu. To była ta maksymalna górna granica. Historycznie nie chcieli być w stanie więcej już zapłacić. Dolna granica w ostatnich latach to są okolice 20, czyli wtedy kiedy był pesymizm, sentyment był negatywny, inwestorzy uznawali, że w momencie kiedy za tego jednego dolara przychodu, to jest ten sam 1 dolar przychodu, na giełdzie można zapłacić 20 $arów w cenie akcji, to to jest dobra okazja. I wtedy inwestorzy rzucali się na te akcje, kupowali, podbijali jej cenę. Ergo zaczynało nam price to sales czy czy ten wskaźnik rosnąć. Kiedy dochodził do 40, inwestorzy uznawali, że to jest już zbyt dużo, ja już nie chcę takich akcji, to jest nieefektywne. Sprzedawali akcje, price to sales spadał. I tak to mniej więcej działa w praktyce. W tym momencie Nvidia jest wyceniana mniej więcej pośrodku, czyli to price to ser gdzieś w okolicach 30. Ani nie jest to wybitna okazja inwestycyjna, ani nie jest to, nie są to akcje, które są w jakikolwiek sposób w jakikolwiek sposób przewartościowane. Pfizer dla odmiany. Jak możemy określić? Tani czy drogo w perspektywie historycznej? No tanio, bo dzisiaj wystarczy zapłacić 2,2 dolara w cenie akcji w zamian za jednego dolara przychodu, a jeszcze kilka lat temu inwestorzy byli skłonni płacić górna granica 5$ w zamian za tego samego jednego dolara przychodu. Więc dzisiaj są to akcje absurdalnie tanie. To nie znaczy, że to jest dobra spółka. Nie znaczy, że warto w nią inwestować. Nie warto nie znaczy, że warto ją kupować. Oznacza to tylko i wyłącznie, że akcje Pfizera w tym momencie są tanie. skrajny z drugiego spektrum skrajny przykład w drugą stronę akcji kompletnie przewartościowanych Arista Network. Dzisiaj to jest absolutny szczyt. Historyczni inwestorzy w 2024 pod koniec byli w stanie zapłacić 26 $arów w cenie akcji w zamian za jednego dolara przychodu i to się okazało granicą już nie do nie do przejścia. Potem nastąpiła korekta. Kurs akcji spadł. Inwestorzy byli w stanie płacić 12 w zamian za kurs tej akcji. Okazało się to dobrym poziomem, atrakcyjnym. Nastąpiła duży jakby duży ran na te akcje, duży popyt na te akcje przewyższał podaż. Wskaźnik wszedł coraz wyżej. Dzisiaj ten wskaźnik jest znowu na historycznej wyżynie. To oznacza, że te akcje są po prostu drogie i są najdroższe w historii. Bez względu na to jak dobra jest to firma, jak zła jest to firma, jak dużo ma dynamikę generowania tych dodatkowych zysów, zysków czy dodatkowych przychodów na przyszłość. Rozpatrujemy to tylko pod kątem tego, że spółka jest dzisiaj droga. I teraz co nam to mówi w praktyce? Czyli jak powinniśmy w praktyce wykorzystać taką wykorzystać taką informację? Nie powinniśmy tej spółki w tym momencie przy takiej wycenie kupować. Jeśli spojrzymy sobie na symulację tego, co by było, gdybyśmy kupowali spółki o najwyższych historycznych, nie nominalnych, tylko historycznych w ramach swojej swojego zakresu, o najwyższych parametrach tej wyceny, czyli spółki najdroższe z całego indeksu S&P 500, to paradoksalnie osiągnęlibyśmy wyniki nieco lepsze niż benchmark, nie gorsze, tak jak wiele osób uważa, czyli kupowanie spółek najdroższych z całego indeksu. To jest symulacja, która zakłada, że kupujemy y 25 czy 30 spółek, już nie pamiętam w tym momencie, z całego indeksu, które mają najwyższe wskaźniki tej relatywnej wyceny i mimo tego udałoby się leciutko ten benchmark pokonać. No ale to jest granica, granica porównywalna. Natomiast więc jakby te zyski, to ile potem z takich spółek można wycisnąć, nie powinny tutaj mieć żadnego znaczenia przy podejmowaniu decyzji, ale to co już robi nam różnicę to jest maksymalne obsunięcie i zmienność, która nam wtedy rośnie. Kupując spółki drogie, nie wygenerujemy większego zysku ani mniejszego zysku, ale wygenerujemy w portfelu sobie duże obsunięcia, co jest w miarę logiczne. No bo jeśli kupujemy spółki przewartościowane, to jest większy potencjał czy większy zakres do spadku wtedy, kiedy przyjdzie korekta, jeśli przyjdzie korekta, niż spółek, które już w tym momencie są już w tym momencie są tanie. Mamy w portfelu większe wahania, mamy w portfelu większe oczekiwane spadki, jeśli będziemy kupowali spółki drogie, ale nie mamy w zamian większego zysku. Więc to jest pierwszy wniosek, że nie warto kupować spółek, które są przewartościowane, nawet jeśli to są spółki dobre, nawet jeśli to są spółki o dobrej zyskowności. Ale drugi wniosek jest taki, że nie warto też kupować spółek tanich. Gdybyśmy tutaj zrobili back testy, nie mam tego slajdu akurat, ale proszę mi uwierzyć, że gdybyśmy zrobili odwrotne back testy, czyli zasymulowali kupowanie spółek tanich, najtańszych w swojej historii, nie pobylibyśmy nie pobilibyśmy benchmarku. Mielibyśmy około 10% średniorocznego zysku mniej niż S&P 500. Więc drugi wniosek jest tani, że kupowanie spółek tanich, taki jest drugi wniosek, że kupowanie spółek tanich jest beznadziejnym pomysłem, który nie pozwoli nam pobić benchmarku. Raczej kierowałbym się tutaj już sugestią w tym kierunku, żeby unikać spółek przewartościowanych, bo one nie wygenerują nam dodatkowego zysku, ale wygenerują nam większe wahania w naszym portfelu. Natomiast nie ma to nic wspólnego z kupowaniem spółek tanich. Problem natomiast z taką oceną historyczną i z tą wyceną poprzez price to sales czy price to earnings jest taki, że te wskaźniki działają wolno. Wróćmy na chwilę do wykresu Pfizera. Ta spółka była tania już w 2023 roku i ona od dwóch lat jest tania z jednym małym drobnym wyskokiem na początku 2024 roku. Wskaźniki wyceny to nie są wskaźniki timingowe, to nie są wskaźniki, które pozwolą nam wybrać dobry te wskaźniki Price to Sales czy price to ear. To nie są wskaźniki, które pozwolą nam wybrać dobry moment na zakup czy na sprzedaż akcji. One nam powiedzą, czy jest tanio, czy jest drogo. Ale tanio na giełdzie może być latami na danej spółce. Drogo może być tak samo. Kolejne lata spółka może być przewartościowana i może być droga. Więc to nie są wskaźniki, które służą do wybierania momentu zakupu czy sprzedaży, bo one działają po prostu wolno. Jeśli chcielibyśmy przyspieszyć ocenę czy przyspieszyć trochę działanie wskaźników wyceny, żeby pomogły nam wybrać dobry moment albo zły moment na inwestycję, musielibyśmy zastosować metodę prognozową, czyli trzeci wskaźnik oparty na, może nie trzeci, ale trzecią kategorię wskaźników. W tym wypadku to jest tak zwany upside opartą na prognozie kursu docelowego akcji na kolejnych 12 miesięcy. Metodologia działania jest prosta. Bierzemy średnią prognoz za 12 miesięcy dla danej spółki, średnią prognoz kursu docelowego, odejmujemy od tego aktualny kurs akcji. Powstaje nam upside, czyli różnica pomiędzy procentowa, pomiędzy aktualnym poziomem kursu akcji, a tym spodziewanym na za 12 miesięcy przez analityków. I teraz wiele osób pewnie kręci nosem, że analitykom to nie za bardzo można ufać, że to jest zła sprawdzalność, że oni działają w swoim interesie i tak dalej. Otóż nieprawda. Statystyki zależy oczywiście od konkretnego analityka, ale dla tych topowych analityków, których prognozy bierzemy pod uwagę, statystyki mówią, że ich skuteczność, ich tak zwany success rate przekracza ponad 70%. Czyli w 70% ponad 70 średnio w 70% przypadków analitycy mają rację. Czyli jest to skuteczność czy prawidłowość. Jak liczyliśmy kiedyś średnią, to jest chyba około 77%, jeśli dobrze pamiętam. Czyli to jest skuteczność o wiele, wiele większa niż losowa. Więc warto słuchać prognoz analityków, bo będą oni mieli lepszą sprawdzalność niż analiza techniczna, czy nasze widzimisie, czy opinie różnych internetowych internetowych guru. Przykład. Firma Arista Network. Jeśli kurs akcji wynosi 153 $, a price target, czyli cena docelowa prognozowana na kolejnych 12 miesięcy przez analityków, tych o dużej skuteczności, to jest 165, upside wynosi 7. Czy to jest dużo, czy mało? Trzeba by odnieść do historii, czyli zrobić tę to porów porównanie tego upsideu i tak jak to wyglądało w historii dla danej spółki, bo te poziomy nie będą typowe dla wszystkich spółek na giełdzie, tylko będą typowe dla konkretnej firmy działającej w swojej konkretnej branży ze swoim konkretnym zarządem, konkretnym produktem i tak dalej, i tak dalej. W teorii zatem jeśli powiększymy sobie ten upside możemy oszacować znowu górne poziomy tego, co inwestorzy uznawali za wysoki potencjał do zysku, do do zysku z kursu akcji i decydowali wejść w te akcje w danym momencie podbijając jej cenę. Ergo redukując ten tę odległość pomiędzy kursem akcji a ceną docelową. Ergo ergo, sprowadzając UPS w okolice zera. I te momenty, w których upside jest wysoko, możemy wyrysować sobie kreski mniej więcej zobaczyć, gdzie są te granice. Zazwyczaj dolną granicą jest granica zera, górnej granicy nie ma, bo ona jest typowa nie jest typowa dla dla wszystkich spółek. Tak czy inaczej, górne poziomy, te górne szpice to są momenty, w których powinniśmy akcje, nie powinniśmy, ale w których akcje mają dobry czy znajdują się w dobrym momencie do zakupu. Znowu nie mówi nam ten Upside o tym, czy warto kupić daną akcję, ale mówi nam tylko o tym, kiedy jest dobry moment, żeby te dane akcje kupić. Jeśli spojrzymy sobie jak to wygląda w praktyce, no to okaże się, że znowu zdecydowanej większości przypadków ten wysoki upside pokaże nam akurat dołki. To nie będą idealne dołki. Ale to będą mniej więcej dołki na kursie akcji kończące kończące korekty, czyli stanowiące dobre momenty do zakupu. Znowu jeśli mamy skuteczność 70% to oznacza, że 30 x na 100 czy 30 spółek na 100 przyniesie nam dalsze straty. Nawet pomimo tego, że Upside pokazywał dobry moment na wejście w tę spółkę. Musimy rozumieć statystykę. Jeśli mamy 70% skuteczności, to znaczy, że w długim, długim, długim horyzoncie ona prawdopodobnie zostanie utrzymana, ale nie możemy wyciągać wniosków po dwóch czy trzech próbach, kupując akcje wtedy, kiedy jest wysoki upside, to one dalej spadają i uznajemy, że ten upside nie działa. To jest problem, główny problem, czyli brak tej konsekwencji, brak wytrwałości. Dlaczego wiele osób może mieć świadomość odnośnie istnienia danych wskaźników czy skuteczności danych wskaźników, a potem i tak regularnie tracić pieniądze yyy na giełdzie. Gdyby zastosować ten parametr upsideu na dobrych spółkach, o dużych parametrach zyskowności, pobilibyśmy benchmark prawie dwukrotnie, jeśli chodzi o zyski średniorocznie, średniorocznie z uwzględnieniem procenta składanego i pobilibyśmy te zyski ponad dwukrotnie w skali total, bo indeks S&P 500 inwestując w spółki po prostu z indeksu S&P 500 mielibyśmy po 10 latach 225% zysku, a inwestując w te spółki o dobrej zyskowności, które miały akurat wysoki upside, czy wchodząc w te spółki w wtedy kiedy miały wysoki upside mielibyśmy 520% to jest dwukrotne pobicie benchmarku przy nie tak dużym wzroście maksymalnego maksymalnego obsunięcia, bo to maksymalne obsunięcie wzrasta nam z poziomu 33 do 38 zmienność z 18 do 23 więc jest to wydaje się akceptowalne tych pięć punktów dodatkowych wzrostu zmienności versus 200 dodatkowych punktów zysku, które możemy wygenerować. Jeśli pamiętacie państwo z ostatniego z ostatniego wykładu, inwestycja w spółki o wysokiej zyskowności, nie patrząc na ich wyceny, nie patrząc na ich fundamenty, przyniosłaby nam 26% tego zwrotu średniorocznego i około 700% zwrotu po 10 latach. Miałyby większą zmienność, większe wahania i większe obsunięcia spółki, w których nie patrzymy przez Upside, ale mimo tego dałyby nam większe zyski. Wniosek z tego jest taki, że nie ma sensu wybierać spółek do inwestycji tylko dlatego, że mają wysoki upside. To tak nie zadziała. To będą spółki, które są w dobrym momencie do kupna, ale nie będzie to oznaczało, że to są dobre spółki, żeby je w ogóle do portfela kupić. Sam upside, tak, pozwoli nam pobić benchmark, ale jeszcze lepiej ten benchmark pozwoli nam pobić, jeśli będziemy wybierali spółki nie przez pryzmat wyceny czy nie przez pryzmat momentu wejścia w te spółki, tylko przez pryzmat ich zyskowności. Czemu poświęcony był ostatni wykład? Moja rada na koniec jest taka, żeby mając dobrą spółkę, zidentyfikowaną dobrą spółkę na horyzoncie, nie skupiać się, nie poświęcać swojego czasu na wybór tego idealnego momentu na wejście, idealnego momentu na zakup, żeby nie czekać, kiedy ona będzie tania, tylko jeśli mamy dobrą spółkę do portfela, to powinniśmy ją włożyć wtedy, kiedy uda nam się ją zidentyfikować. Chyba, że wskaźniki wyceny tak jak price to sales będą się świeciły na czerwono, będą na swoich regularnych yyy na swoich historycznych szczytach, a poziomy Upsideu będą znajdowały się w okolicach zera. Wtedy oznacza to, że znaleźliśmy dobrą spółkę, ale moment na jej zakup nie jest specjalnie w tym momencie wybitny. To jest jedyny wniosek, który można na podstawie tych wskaźników wyciągnąć. Zapraszam do założenia darmowego konta na scrabie, który pozwala te wszystkie wskaźniki przeanalizować dla kilkudziesięciu tysięcy spółek giełdowych i na własną na własnym rachunku ocenić, co w tym momencie jest przewartościowane, co nie jest przewartościowane, co dzisiaj ma dobry moment na zakup, a co tego dobrego momentu na zakup nie ma, bo nawet jeśli nie podniesie to państwu jakoś specjalnie zysków, to pozwoli przynajmniej ograniczyć trochę zmienność i wahania całego portfela. Dziękuję. Yeah.








